Logo Artemidy
Kwitnące Zarośla
Długa, ale ostatecznie brutalnie ucięta autoanaliza orientala szczęśliwie go omija, niestety nie można tego samego powiedzieć o całej reszcie, od dostatecznie tragicznej obecności samotnika w obozie samej w sobie, przez jego głupie miny i jeszcze durniejsze wypowiedzi. To sprawia, że Jaśniejący Płomień zastanawia się nad sensem jakichkolwiek prób cywilizowanych rozmów. Bo to nie do rozmowy powinien tutaj dążyć, rozmowy rzadko kiedy cokolwiek zmieniają, gdy prowadzi się je z zadufanym w sobie, będącym jak liść na wietrze osobnikiem. Realnie patrząc, jedynym skutecznym sposobem pozbycia się problemu byłoby całkowicie fizyczne odsunięcie go poza granice wichru, eufemistycznie się wyrażając.
Gdyby tylko to było równie proste w wykonaniu. Albo przynajmniej warte ceny, jaką musiałby zapłacić. Członkowie tego klanu dzielą tę samą przypadłość, do której objawów zalicza się potrzeba utrudniania sobie życia na każdym kroku. Pewnie nie mogą się już doczekać, co odwali ich nowy koleżka.
- Nie sądziłem, że jesteś w stanie wykrzesać z siebie jakikolwiek dobry pomysł, a tu proszę - mówi z ironicznym podziwem. - Ukłony z mojej strony, w pełni zasłużone. Idź do lecznicy i nie wyściubiaj z niej nosa, to miejsce idealne dla ciebie.
Orion znajdzie swoją bratnią duszę w tej wariatce Lśniącej Sadzawce, a on nie będzie musiał się z nim mijać czy - co gorsza - współpracować. Do czasu ceremonii, rzecz jasna, prędzej czy później cynamonowy odkryje frajdę rujnowania każdej klanowej uroczystości - ten aspekt życia w grupie stanie się jego ulubionym, wreszcie znajdzie się w centrum zainteresowania. Pozytywnie, negatywnie, byle o nim mówili, czyż nie?
- Mhm, piękna historia. Jestem pewien, że pierwszej nocy w obozie samozachwyt nie pozwolił ci zmrużyć oka. - Teraz to on wzdycha, ostentacyjnie kierując wzrok ku górze. - Ale jednego nadal nie wyjawiłeś - po co to wszystko?
.
» I heard from God today «
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . and she sounded. just 【 like me 】
What have I done? . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . ⤷ And .w h o. have I become?
◈ I saw 【 the devil 】today and he looked a lot like me ◈

[Obrazek: T6lUq86.gif]
◈ Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈

I'm【 no hero 】and I'm not made of stone
✦•······················•✦•······················•✦
┏ .right or wrong. ┓
┗ I can hardly tell ┛
I'm on the wrong side of Heaven . . . . . . . .
. . . . . . . . . . and the righteous side of Hell

.
LVL 8 20 / 500
MedLVL 0 84 / 100
16
Siła
S
20
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czy Orion popełnił zaawansowaną autoanalizę parę chwil temu? Owszem. Czy w tej chwili potrafił ją całkowicie wyprzeć z pamięci, by mu nie rzucała cienia na resztę rozmowy? Owszem. Może niekoniecznie był w stanie wykreślić ją w stu procentach ze swojego życiorysu, ale póki co odeszła w zapomnienie, a Orion mógł skupić na samych istotnych sprawach jak...
– Uważaj, jeszcze kilka takich sympatycznych tekstów i pomyślę, że faktycznie mnie lubisz. – może i wypowiedź Jaśniejącego była grubo opanierowana sarkazmem, ale tak szczerze? Wciąż stało to niesamowicie blisko autentycznego podziwu, gdy wzięło się poprawkę na to z czyjego pyska padały te słowa. – I dzięki za propozycję, ale raczej nie skorzystam. Ponure, zamknięte miejsce, które pewnie wysysa prędko chęci do życia z kotów... hej, a może ty byś tam lepiej pasował? – przechylił lekko łeb. To było coś do rozważenia dopiero. Orion był w stanie sobie wyobrazić burego jako stały element lecznicy. Och, może nawet w takich warunkach byłby skłonny rozważyć skaleczenie się w łapę podczas polowania czy spaceru.
Nie, wróć, rozmowa.
– Nie, bardziej te wszystkie chrapiące koty, wiesz? Nie wiem kto wymyślił, że spanie ściśniętym z bandą kotów będzie relaksujące. – wyżalił się, całkiem szczerze, chociaż beztroski ton raczej wskazywał na nadrzędną chęć bycia drzazgą w łapie rozmówcy, niż na przejście w tryb wyznań. – Nie wyjawiłem? – otworzył szerzej oczy zadziwiony. – Co za niedopatrzenie. Pozwól, że już nadrabiam. I w ramach zadośćuczynienia powiem ci więcej niż jeden powód. Grałeś kiedyś w dwa kłamstwa i jedną prawdę? Bo teraz będziesz miał okazję. Więc słuchaj. Nudziło mi się w życiu, więc pomyślałem, że rozwalę jakiś klan od środka. Tak dla zabawy. Padło na Wicher. Aaalbo... Doznałem nagłej przemiany. Dotarło do mnie, że dopiero życie w klanie oferuje niesamowite perspektywy rozwoju, a wypełnianie tych samych obowiązków każdego dnia nadaje sens egzystencji. Ewentualnie... Chciałem z tobą spędzać więcej czasu, bo m o ż e wtedy dostrzeżesz wreszcie moją nieszczęśliwą miłość. Ale może też... Jestem nieuleczalnie chory i chciałem ostatnie księżyce spędzić w towarzystwie tych paru ziomeczków z Wichru. Więc nie wiem jak mogłeś odsyłać mnie do lecznicy, ty bezduszny potworze. Możliwe też, że... Chcę ruszyć w dalszą trasę wkrótce, więc nim pożegnam się z okolicą na zawsze chciałem zwiedzić sobie wszystkie klany od środka.
Nigdy nie potrafił liczyć.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Bure uszy drgają lekko, ale mina wojownika pozostaje niewzruszona. Zakładając oczywiście, że to adekwatny przymiotnik w obliczu nieznacznie wygiętych brwi w pogardliwym wyrazie. Tyle pewnego, że nie ma co mówić o znaczących zmianach w jego mimice, ta nie odbiega od normy od zawsze prezentowanej temu konkretnemu osobnikowi.
- Ta, istnieje jeszcze takie ryzyko? - Po tym wszystkim, co razem przeszli? Niee, Azaliowa Łapa raczy sobie żartować, niech nawet nie próbuje go straszyć. - Nie chciałbym przypadkiem doprowadzić do tak przykrego nieporozumienia, więc powiem dosadnie: nie lubię cię. Większą sympatią darzę rozkładające się ciało borsuka, zleżałą badylarkę i polowanie w centrum huraganu podczas burzy - a zmuszony wybierać, z dwojga złego wolałby całodobowe towarzystwo Lśniącej Sadzawki, choć tego poświęcenia ich szanowny świeżaczek nie zrozumie. - Mam nadzieję, że pomogłem rozwiać wątpliwości.
Przy kolejnych słowach kocura parska gorzko. No patrzcie, z czymś mogą się ze sobą zgodzić, aczkolwiek jest to konkluzja, do której prawdopodobnie dotarli z dwóch różnych biegunów.
- Nie wiem, skąd taki wniosek, sam przed chwilą rozważałeś udanie się do medyka - odpowiada z niewinnym uniesieniem pojedynczej brwi. - Ja czuję się wyśmienicie.
Nieco gorzej w czasie trwania tej rozmowy, jeśli ma być szczery. Żadna nowość, ale jako że lepiej zapobiegać niż leczyć, powinien zwrócić uwagę na ten problem, zwłaszcza teraz, gdy z naturalnych względów może ulec nasileniu.
Orion zaczyna typowo dla siebie rozwodzić się nad jednym prostym pytaniem, a Płomień żałuje zaczepienia go tuż obok obozu. Co za ślepa naiwność kazała mu wierzyć, że przeprowadzą tę konwersację sprawnie i szybko? Myślenie życzeniowe, ma przecież do czynienia z kotem zakochanym w brzmieniu własnego głosu.
I gdyby podał to jako powód zakotwiczenia w klanie, zabrzmiałoby bardziej przekonująco od tego steku bzdur, który rzeczywiście wychodzi na światło dzienne.
- Bredzisz - stwierdza krótko. Bez najmniejszego zawahania, bo nawet jeśli ten zapałał do swoich "ziomeczków z wichru" miłością nagłą i namiętną i żadne drugie dno nie istnieje, Orion-Azalia nadal jest nieprzewidywalnym obłąkańcem. - I proszę bardzo, zachowaj swoje sekrety. Nie mam wpływu na pochopne decyzje Lawendowej Gwiazdy, ale jej przychylność nie czyni cię nietykalnym. Wojownicy zobowiązani są chronić klanu. Obrona klanu ma wiele twarzy, więc pilnuj się, o ile faktycznie chcesz tu zostać.
W jednym kawałku.
Uderza ogonem o pięty, odwraca się i miękkim, pewnym krokiem zawraca do obozu.

z.t.?
.
» I heard from God today «
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . and she sounded. just 【 like me 】
What have I done? . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . ⤷ And .w h o. have I become?
◈ I saw 【 the devil 】today and he looked a lot like me ◈

[Obrazek: T6lUq86.gif]
◈ Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈

I'm【 no hero 】and I'm not made of stone
✦•······················•✦•······················•✦
┏ .right or wrong. ┓
┗ I can hardly tell ┛
I'm on the wrong side of Heaven . . . . . . . .
. . . . . . . . . . and the righteous side of Hell

.
LVL 8 20 / 500
MedLVL 0 84 / 100
16
Siła
S
20
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jaśniejący chyba nie do końca pojmował tragizm sytuacji, w jakiej się znalazł. Jeśli swoją szczerością próbował zadeptać entuzjazm orientala to już lepszych rezultatów mógł oczekiwać próbując ugasić pożar lasu poprzez plucie na płomienie. Ciekawe czy miał świadomość jak blisko poezji stały jego obrazowe tłumaczenia. Raczej nie. Nic nie szkodzi, dla cynamonowych uszu to wciąż była jedna z piękniejszych melodii.
– Mm, doceniam starania, ale oczekiwanego skutku raczej nie przyniosły. – wygiął wargi w podkówkę na sekundę czy dwie. Było mu niezmiernie przykro, że nie mógł grzecznie przytaknąć, że wątpliwości rozwiane. Nie był fanem takich kłamstw. – Zresztą, uważaj, jak będziesz dla mnie taki niemiły to przysięgam, że się w tobie zakocham. – ostrzegł zupełnie uczciwie, chociaż trzeba przyznać, że mimika na długim pysku nijak nie wskazywała na większą powagę niż zwykle. Mógł jednak spać z czystym sumieniem skoro nie zataił tej informacji.
– Odwiedzenie medyka. – sprostował. – Nie zamierzałem tam zostawać. Więc wniosek stąd, że jestem pewny, że lepiej byś się odnalazł w roli elementu wystroju tego ponurego wnętrza niż ja. – wyjaśnił uprzejmie, bo skoro jego rozmówca niedomagał umysłowo to Orion z radością poprowadzi go za łapkę przez wszelkie tłumaczenia. Żeby w pełni zrozumiał co oriental miał na myśli, jakby to nie było bardziej niż oczywiste za pierwszym razem.
Był rozczarowany, ale nie można powiedzieć by równocześnie był zdziwiony, gdy okazało się, że Wichrzak nie podzielał jego nastroju do gier. Typowo, można by rzec. A jednak wciąż raniło; taką ładną zagadkę mu ułożył, a ten niewdzięczny skwitował ją jednym krótkim słowem. I poddał się zupełnie z dociekaniem do prawdy. Na rzecz czego? Gróźb? To chyba były groźby, ale Orion słyszał w tym jedynie obietnicę.
– Jasna sprawa, szefie. Miłego chronienia klanu. – życzył mu tego cieplutko, bo szczerze powątpiewał by bury powierzył taką odpowiedzialność komukolwiek innemu. Nie w chwili gdy decyzje własnej przywódczyni kwalifikował jako pochopne, a jej przychylność jako zbyt niewiele by zagwarantować nietykalność. Nie żeby to robiło większą różnicę, były samotnik nigdy nie potrzebował wsparcia kotów z wyższego szczebla nieistniejącej drabiny by nie obawiać się o swoje piękne uszka.
Obserwował maszerującą sylwetkę aż do momentu, gdy całkowicie zniknęła mu z oczu, by dopiero wtedy zająć się poprawieniem kłaczków i wyruszeniem na zwiedzanie terenów.

z.t
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Może i dobrze poszło jej na treningu, a nawet złapała jakąś smakowitą piszczkę, ale... niewątpliwie nie był to dzień dla Wyderek, co dało się ocenić już na pierwszy rzut oka. Jej ogon wisiał smutno między stopami, z bursztynowych oczu zniknął ten radosny błysk, a krok był jakiś taki niemrawy. Ale też nic dziwnego, skoro jej myśli natrętnie lawirowały wokół bezpowrotnie utraconego życia. No, a przynajmniej w dużej mierze, bo mogła wrócić do bycia samotniczką, tylko co jej po tym, skoro wszystko rozchodziło się o Kunę i Niedźwiadka, za którymi tak przeraźliwie tęskniła?
Poza obozem rozpościerały się przecież ogromne tereny. Iskra naprawdę nie mogła znaleźć sobie jakiejś jednej, przytulnej miejscówki, do której najczęściej uczęszczała? Wypatrując burej kotki, pstrokata dreptała między barwnymi krzakami.

[Iskra!]

 
 
 
 
 
⋆・゚𓂃✧・゚*
well she got her mommy's car

seems she forgot all about the library
like she told her old woman now
 
 
 
 
 
 
 
and with the radio blasting
goes cruising just as fast as she can now
and she'll have fun fun fun
*𓂃❇・゚‧₊✧
LVL 4 80 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
15
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Iskra akurat wracała z... patrolu, o ile samotny spacer z przerwą na małe polowanie można było określić takim mianem. Chyba tylko po to by uspokoić swoje sumienie, że się nie spędzało każdej wolnej chwili z kociakami w obozie, ale bura zastępczyni fizycznie nie była w stanie tam wytrzymać zbyt długo, bo jak kochała te małe robale, tak obserwowanie ich pół dnia było zbyt mało absorbujące dla jej mózgu i zaraz zaczynały się myśli w tle. Te przed którymi uciekała całe życie, więc no niestety. Wycieczki wzywały.
Niemniej. Znajdując się już w pobliżu obozu dostrzegła kątem oka znajome, szylkretowe futerko. Nie mogła przepuścić okazji do zaczepienia tego futerka, tak jak zresztą pewnego szarego, puchatego, więc skręciła w zarośla.
– A kto to obiecywał brak samotnych wypraw poza obóz, hmm? – rozbawiony głos zdecydowanie nie pokrywał się z jakże poważnym komunikatem, powiedzmy sobie szczerze. Gdzieś z tyłu głowy pojawiła się już cicha myśl, że coś tu nie pasuje, ale że dopiero co, no dosłownie uderzenia serca temu, bura zaczepiła Wyderkę to póki co nie podążała tropem niepokoju.
[Obrazek: vKPdv6t.png]
LVL 9 25 / 500
MedLVL 3 18 / 400
23
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
16
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie zdążyła nawet odczuć kompletnego bezsensu wszczętych poszukiwań, bo wnet zjawiła się Iskra. Bez wątpienia wojowniczka musiała mieć jakiś opiekuńczy zmysł... I normalnie Wyderka by z tego zażartowała, ale akurat nie było jej do śmiechu. Ba, wręcz zignorowała zadane jej pytanie, przeczuwając, że jak tylko otworzy pyszczek, to się rozbeczy... Wstrzymała więc oddech i zacisnęła wargi, zanim bez żadnych oporów, bo przecież były co najmniej zbyteczne, zanurzyła pyszczek w długim futrze. Dopiero po kilku uderzeniach serca zabrała głos.
– Iskra-a-a – wyjojczała boleśnie w bure kłaki, przeciągając każdą z literek, a już w szczególności ostatnią z nich. Miała położone po sobie uszy, a końcówka ogona chaotycznie rzucała się na boki.

 
 
 
 
 
⋆・゚𓂃✧・゚*
well she got her mommy's car

seems she forgot all about the library
like she told her old woman now
 
 
 
 
 
 
 
and with the radio blasting
goes cruising just as fast as she can now
and she'll have fun fun fun
*𓂃❇・゚‧₊✧
LVL 4 80 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
15
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
No dobra, tak jak przed chwilą miała jedynie z tyłu głowy cichą myśl, że coś tu nie gra, tak w momencie, gdy Wyderka nie zażartowała razem z nią, ta cicha myśl prędko zamieniła się w całkiem głośny niepokój. Znaczy co tu dużo mówić, autentycznie takiej reakcji się nie spodziewała, więc stres wyskoczył poza skalę, bo jasne, szylkretka miała wszystkie kończyny na miejscu, ale wciąż czarne scenariusze były nieograniczone. Wygięła szyję by przejechać językiem po głowie wciśniętej w bure kłaki i spróbowała przyciągnąć młodą bliżej łapą, bo najchętniej opatuliłaby ją ogonem i przytuliła na tyle mocno by wydusić z niej wszystkie zmartwienia. To zwykle działało. Skoro żal ściskał serce od takiego widoku Wyderki to odpowiednią odpowiedzią było ściśnięcie samej Wyderki. Może się uda przejąć od niej troski w ten sposób, nie?
– Mmm, tak, Iskra, dokładnie, to ja, jestem tu. – zaczęła powoli od bezsensownych stwierdzeń, ale miała nadzieję, że dzięki nim kolejne miękkie pytanie zostanie lepiej przyjęte. – Co się dzieje? Czy coś się stało?
[Obrazek: vKPdv6t.png]
LVL 9 25 / 500
MedLVL 3 18 / 400
23
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
16
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Tak, dokładnie, Iskra. Była tu. Wzięła głęboki wdech, nim ze świstem wypuściła powietrze przez nos – raz, drugi... Dawało jej to do pewnego stopnia ukojenie, niby upuszczając całe to napięcie, które kłębiło się po jej pstrokatym ciele. Zresztą, tak samo te bezsensowne stwierdzenia działały na nią zadziwiająco uspokajająco, podczas gdy bliskość – to oczywiste – pomogła już jako pierwsza.
– Smumtmo mi – wyjojczała w bure futro, nie wyciągając z niego nosa, bo... nie było powodu, by się na to zdecydować, ot co. Sama myśl o zaprzestaniu tulenia brzmiała niedopuszczalnie, a jeżeli Iskra jednak nic nie zrozumie... to trudno. Najwyżej będzie musiała się powtórzyć. – Cieszę się, że cię mam i że mam Korzenia i że są te małe, kochane kijanki, ale...
Przełknęła głośno ślinę, jeszcze mocniej wbijając pysk w Iskrę.
– Ale czasami tak bardzo tęsknię... – wymruczała, już znacznie ciszej i z większym trudem.

 
 
 
 
 
⋆・゚𓂃✧・゚*
well she got her mommy's car

seems she forgot all about the library
like she told her old woman now
 
 
 
 
 
 
 
and with the radio blasting
goes cruising just as fast as she can now
and she'll have fun fun fun
*𓂃❇・゚‧₊✧
LVL 4 80 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
15
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
No i faktycznie do zrozumienia słów mamrotanych w bure futro, Roziskrzona Noc musiała wysilić wszystkie trzy szare komórki, których dumną właścicielką była. A i tak nie była pewna czy wszystko do niej docierało. Ogólny sens – z całą pewnością. Ale odpowiednie słowa nie przychodziły same z siebie do ciemnego łba, nie miała przed oczami odpowiedniego schematu działania, który z pewnością by pomógł szylkretce.
No i pojawiała się też ogólna niemoc, gdy nastawiła uszy by wychwycić jeszcze cichsze słowa. Tak bardzo by chciała odnaleźć zaginioną rodzinę Wyderki, gdyby miały jakiekolwiek poszlaki to zaraz by wyruszyła na poszukiwania, zostawiając Płomykowi swoje obowiązki. Ale, między Gwiezdnymi a prawdą, nieco obawiała się co by było gdyby Wyderka znowu spotkała swoją matkę i brata. Pewnie chciałaby do nich wrócić, nie miałaby raczej powodów do zostawania w Wichrze wtedy. I jasne, najważniejsze żeby to szylkretka była szczęśliwa, ale w ten czysto egoistyczny sposób Iskra wcale nie chciała jej tracić. Zaczęła ją ostrożnie głaskać po grzbiecie koniuszkiem burej kity i oparła lekko brodę o jej głowę, by ukryć koteczkę przed całym światem.
– To normalne, że za nimi tęsknisz. To w końcu twoja rodzina i niezależnie od tego jak bardzo byśmy ciebie nie kochali... ja, Korzeń czy te kijanki... to Kuna i Niedźwiedź zawsze będą twoją rodziną, prawda? – zaczęła powoli od faktów. Te czasem pomagały, a czasem pogarszały sytuację, warto było zaryzykować i od nich zacząć. A potem dodać jeszcze ostrożniej. – Więc nie zapomnisz przecież o nich czy nie przestaniesz tęsknić... tylko dlatego że... tu też masz rodzinę. Bo masz, wiesz o tym?
[Obrazek: vKPdv6t.png]
LVL 9 25 / 500
MedLVL 3 18 / 400
23
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
16
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Decyzja o poszukaniu Iskry była być może najlepszą, jaką mogła podjąć; wraz z lekkim dotykiem na grzbiecie poczuła, jak złe emocje stopniowo w niej opadają – albo to te fakty i logika trafiły na wyjątkowo podatny grunt, chociaż tu można by się spierać. Wreszcie odetchnęła ciężko, ciepłym powietrzem mierzwiąc bure futro opiekunki.
— No tak — przytaknęła z zająknięciem, nim znów sapnęła. Potrzebowała chwili namysłu, czasu na zebranie swoich wszystkich sił witalnych, żeby wreszcie wyciągnąć nos z iskrowej kryzy – nie zamierzała jednak rezygnować z bliskości, chciała tylko być nieco bardziej zrozumiałą, stąd zaraz oparła o nią swój policzek. Tak wydawało jej się w porządku. — Ale nie wiem, co z tym robić. Że wiesz, tak strasznie tęsknię.
Utkwiła wzrok w pstrokatych łapach, z których na przemian wyciągała i chowała pazurki.

 
 
 
 
 
⋆・゚𓂃✧・゚*
well she got her mommy's car

seems she forgot all about the library
like she told her old woman now
 
 
 
 
 
 
 
and with the radio blasting
goes cruising just as fast as she can now
and she'll have fun fun fun
*𓂃❇・゚‧₊✧
LVL 4 80 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
15
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
~~***~~

- ... Mówię ci, ona dzieli włosa na cztery! Nie wiem skąd ona to w ogóle wzięła, jaki normalny kot rozpowiada coś takiego dalej! - Psot wrzał. Jego ogonek latał niczym bicz, zdradzając jego niezadowolenie i złość, która szalała w jego ciałku. Pazurki wysunęły się z łapek, kiedy ten zdrapywał świeży mech. Żbik i Klekotek wyszli z świeżo upieczonymi terminatorami poza obóz, by pomóc im w obowiązkach. Kto jak kto, ale mimo faktu, że idioci mieli już czternaście księżyców, rodzice mieli tą wewnętrzną potrzebę trzymanie ich za łapki. Po tym jak pokazali im Kwitnące Zarośla i dali im zadnie zebrania mchu, wojownicy postanowili zapolować niedaleko, pozostawiając swoje - najgłupsze - kocięta, by te nauczy cię czegoś nowego. Psot jednak miał od rana zły humorek, po tym jak Czarna Łapa rozpowiedziała w Ciepłych Skałkach, że ponoć moczy się w nocy.
- Jak można mieć takie pszczoły w łbie?! Nie, nie pszczoły! Całe, na gwiezdny pierd, ruj! Jak wrócę do obozu to jej pokaże, ja- HEJ! KŁOPOT TY TEŻ MASZ ZBIERAĆ MECH TY PLUSKWO! - Łaciaty zjeżył się, kiedy odwrócił głowę i dowidział, że rudy brat robi wszystko oprócz wyznaczonego im zadania. W złości, złapał rozkładającą się szyszkę w łapę i cisnął ją ku Kłopotliwej Łapie, mając nadzieje, że ta walnie go prosto w ten pusty łeb. Jego broń nie była jakoś super twarda, cios nie powinien zaboleć, jednak szyszka leżała na ziemi tak długo, że była przegniata na całość, więc jeżeli faktycznie trafiłaby w rudego, powinna się rozwalić na jego czaszce, brudząc go tym samym. Może nawet jakiś robaczek by spadłby między jego ślepka.

Rolling 1d10+2: 5 +2 = 7
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
10
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Dobra, ta jedna część stania się terminatorem była zupełnie spoko! Nie chodziło o zbieranie mchu oczywiście, bo to akurat nudne było, ale wychodzenie na tereny to już zupełnie inną historia. W końcu gdzie indziej Kłopot znalazłby taką wielgachną pszczołę i to do tego z uszkodzonym skrzydełkiem? No na pewno nie w obozie! Leżał więc na ziemi i w akompaniamencie labiedzenia brata dociskał owada łapką do podłoża, przyglądając się z uwagą jak ten wysuwa długie żądło z zadka i wymachuje nim agresywnie na boki. Zabawne! I w sumie ciekawe, czy boli jakby tak dotknąć. A skoro ciekawe, to Kłopot musiał to sprawdzić! Wyciągnął więc drugą kończynę i zaczął zbliżać do żądła szerszenia i kiedy już już miał pozwolić się dźgnąć, nagle coś znikąd trafiło w jego łeb.
- Ej! - Warknął, zrywając się i nieco zdezorientowany spoglądając na brata. Och, tak się chciał bawić? Nie ma problemu! Tylko musiał jeszcze moment poczekać, bo Kłopot akurat dostrzegł, że coś wisiało mu na nosie. Zrobił zeza i zmarszczył brwi, w końcu identyfikując co to takiego. - Słuchaj Psot ale.... kiedy ty.... robisz to tak super... serio, powinieneś zostać... głównym mchowym klanu czy coś... ja to bym ci raczej zawadzał... - wymigiwał się urywanie, bo w międzyczasie ruszając mordką na boki starał się złapać dżdżownicę, a kiedy wreszcie mu się to udało, wciągnął go do ust niczym spaghetti i połknął. - Keke... - zaśmiał się krótko, otrzepując następnie, żeby zrzucić z futra resztki szyszki, a następnie zastanowił na chwilę. O czym to Psot wcześniej gadał? - I w ogóle, jak tego nie robisz, to co się przejmujesz? Chyba, że jednak robisz, co? - Uśmiechnął się figlarnie, ruszając jedocześnie w stronę drugiego kocura, zatrzymał się jednak w niewielkiej odległości, przy kałuży. - Ale jak chcesz to możemy o niej też rozpowiedzieć jakieś plotki... - mówiąc to zanurzył łapy w błotnistym randzie tego małego zbiornika wody i wysmarował się rozmokłą ziemią aż po łokcie.
Po tym jak się podniósł i jeżeli Psot jeszcze nie zorientował się co jest grane, miał zamiar zemścić się za tą szyszkę. Ugiął wszystkie cztery łapy, odbijając się od ziemi, z zamiarem skoczenie w stronę brata... Czy raczej na brata. Nie celował specjalnie. Jeżeli trafi go w bok i oprócz pobrudzenia przewróci, byłoby idealnie, ale byłby zadowolony z każdej części ciała, która zmieni swoją barwę z białej na brązową.

Rolling 1d10+3: 1 +3 = 4





My snails got humor
They’re the sniggle at a funeral
Knows everybody's disapproval
I should've worshiped snails sooner!
[Obrazek: lGCg0bd.gif]
If the snails ever did speak
She's the last true snailpiece
Every Snailday's getting more bleak
A fresh snoison each week
"We were born snick"
You heard them say it
Obrazek
LVL 3 5 / 200
MedLVL 0 12 / 100
6
Siła
S
17
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Psot wyszczerzył kiełki z satysfakcją, kiedy szyszka odbiła się od czaszki brata. Jego cel stawał się coraz lepszy! Łaciate ucho drgnęło, kiedy tak wysłuchiwał się jak Kłopot kadził mu. Przez uderzenie serca jego uśmiech pogłębił się, zaś zielonkawe ślepka zabłysły z podekscytowania, kiedy rudy wspomniał, że totalnie widzi go w prawdziwej, na sto procent bez kitu posady; starszego mchowego. Jaki zaszczyt! Jakie poświęcenie! Jakie- Czekaj!
- Nie będę za ciebie mchu zbierać! - Warknął, zdając sobie sprawę, że Kłopot chce go wykorzystać. Reguła pierwsza: kiedy rodzeństwo jest dla ciebie miłe, to znaczy, że coś od ciebie chcą. - Przestań znęcać się i żreć robale, i przydaj się na coś! Powiem mamie, że się obijasz! I nie! Nie podzielę się mchem, będziesz spać na gołej ziemi! - Rzucił, odwracając wzrok i zaczynając na nowo zdrapywać nieudolnie mech. Na figlarny uśmieszek brata, Psot zmarszczył brewki i wbił pazury w ziemię, niszcząc zieleninę. - Bo jaki normalny kot robi coś takiego?! Nie moczę się! Oczywiście, że się nie mocze, wyrosłem z tego nie mam już dwóch księżyców - fuknął pod nosem, całkowicie nieświadomy co Kłopot robi za jego plecami.
Walczyć ogień ogniem? Brzmiało miodzio, Psot w końcu nie był powyżej zemsty. Odwrócił się na przedniej łapce i już miał zacząć burze mózgów z Kłopotem, kiedy nieświadomie udało mu się wyminąć atak pręgowanego. Biały rozszerzył ślepia, przyglądając się brudnej łapce rudego i pozycji w jakiej ten stał. On chciał go uderzyć?! Od tyłu?! Kiedy ten nie może się obronić?! No zaraz mu żyłka pęknie. Zmarszczył brwi i podniósł łapkę, by wymierzyć jeden, prosty siarczysty cios w policzek Kłopota.

Rolling 1d10+2: 2 +2 = 4
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
10
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Oj jakie ten Psocik wyczucie czasu miał to ja nie mogę! Aż do ostatniej fazy lotu Kłopot był w końcu przekonany, że zaraz skutecznie zmieni swojego brata w podrabianego szylkreta, ale kiedy brudne stópki miały zetknąć się z białym zadkiem, ten odwrócił się, sprawiając, że rudzielec przeleciał obok. No i z pięknego ataku wyszła smutnazaba.psd. A jakby tego było mało, Kłopotowi przyszło się nauczyć czegoś o tarciu i przyczepności. Okazało się bowiem, że gęsta konsystencja błota średnio pomagała w utrzymaniu równowagi na świeżej trawie. W zetknięciu z podłożem, jego przednie łapy rozjechały się na boki, i mógł jedynie dostrzec, jak kończyna brata przecina powietrze, w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą znajdowała się jego łebek. Ale miał fart!
- Psot, ja cię tu pocieszyć chcę, przytulić, a ty mnie atakujesz? - Zapytał z udawanym smutkiem, unosząc jedną z łap na wysokość serca i nawet pociągnął nosem. Gdyby nie wesoły uśmieszek, można by nawet uznać, że świetnym aktorem był, przynajmniej jeżeli chodziło o udawanie Psota. Czy ugrał tym trochę czasu? Ach kto wie, na wszelki wypadek postanowił od razu ciągnąć dalej. - I wiesz, możemy na przykład powiedzieć, że zabujała się w kimś... - mówiąc to wyprostował się i gładko przeszedł do kolejnego ataku.
Mięśnie kocurka spięły się, kiedy zrobił szybki krok w przód, zmniejszając dystans dzielący go od biało-czarnego do minimalnego i poderwał przednią część tułowia. Chciał, balansując na tylnych łapach, zarzucić jedną z przednich na jego kark, a drugą objąć go od przodu, na wysokości szyi, następnie zaciskając. W tym przytulasie mógłby go nie tylko ubrudzić, ale jeszcze nieco unieruchomić.


Rolling 1d10+3: 4 +3 = 7





My snails got humor
They’re the sniggle at a funeral
Knows everybody's disapproval
I should've worshiped snails sooner!
[Obrazek: lGCg0bd.gif]
If the snails ever did speak
She's the last true snailpiece
Every Snailday's getting more bleak
A fresh snoison each week
"We were born snick"
You heard them say it
Obrazek
LVL 3 5 / 200
MedLVL 0 12 / 100
6
Siła
S
17
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości