Średniego wzrostu, o smukłej ale mocnej budowie ciała. Długie łapy, trójkątna głowa, spore uszy zakończone frędzlami, podłużny nos i złoto-brązowe oczy. Puszyste, wyglądające jakby się falowało futerko w mlecznym odcieniu, dłuższe na piersi, ogonie i szyi, gdzie tworzy charakterystyczną delikatną grzywę.
Baran ma radosną, otwartą naturę, jest bardzo ufny i towarzyski. Nie brakuje mu śmiałości i pewności siebie, z łatwością wchodzi w interakcje. W bliższym kontakcie jest bardzo ciepły i empatyczny. Cechuje go duża wrażliwość. Jest też bardzo opiekuńczy.
Czarnowron [S] || kiedyś Echo [MGBG]
Nie spodziewał się takiej reakcji – bo zupełnie nie przemyślał tego, jaki efekt mogą wywrzeć jego słowa. Gdyby poświęcił im chociaż chwilę zastanowienia... ale wszystko działo się tak szybko, że tak naprawdę nie miał na to czasu. W tym wszystkim myślał głównie o sobie i o radości, jaką dawała mu opieka nad kociętami. Zupełnie zapomniał o Rożek w tym równaniu, bo przez to zniknięcie przestała być częścią jego codzienności. Pewnie powinien był chociaż ubrać to w inne słowa. W gruncie rzeczy, kiedy przez chwilę pomyślał o jej reakcji, to zupełnie przestał się jej dziwić. Jej wątpliwości wydawały się być dość naturalne. Nie wiedział, jak sam zareagowałby, gdyby był w jej sytuacji, ale to w gruncie rzeczy nie miało żadnego znaczenia.
– Nie. Nie jesteśmy razem. – odpowiedział, a to ostatnie pytanie sprawiło, że na jego pyszczku pojawił się uśmiech wyrażający rozbawienie. Lubił Szałwię, a ona chyba lubiła jego, chociaż na pewno mniej. Jednak myśl, że mogą być razem wydawała mu się zabawna biorąc pod uwagę to, w jaki sposób Szałwia traktowała jego – i inne koty. Ufała mu bardziej niż matkom i jego towarzystwo jej nie przeszkadzało, było wygodne, czasem może nawet przyjemne, ale nic poza tym – Kocham ciebie, Rożek. Szałwia jest raczej... koleżanką. Tak, myślę, że koleżanką. Chyba nie mogę powiedzieć nawet, że jesteśmy przyjaciółmi, chociaż bardzo ją lubię. Pewnie jeszcze ją poznasz. Ciężko jest się do niej zbliżyć. – wyjaśnił. Miał nadzieję, że te słowa całkowicie uspokoją jej wątpliwości. – Kiedy ją spotkałem martwiła się o trening. No i jej kocięta nie miały taty. Pomyślałem, że byłoby dobrze, gdyby ktoś jeszcze się nimi zajmował. Żeby oprócz mamy miały też tatę. I to... tyle.
Wysoka, chuda, o długich łapach; o krótkiej, cętkowanej rudej sierści z burymi rękawkami i stópkami. Białe plamki na mordce, piersi, brzuchu i łapkach. Rozbiegane, szalone, duże oczy o piwnej tęczówce.
peron dawno jej odjechał
Dopiero gdy się odezwał, zamknęła mordkę - bo nawet nie czuła, że miała ją cały czas uchyloną w wyrazie niepewności, jaka ją ogarnęła. Niepewności i strachu. Zacisnęła wargi i przełknęła ślinę. Jego odpowiedź powinna ją uspokoić... ale tego nie zrobiła. Nie do końca; w bardzo powierzchowny sposób pozwoliła jej uspokoić swoje ciało, owszem, jednak z całą pewnością nie uspokoiła jej myśli, które rozbiegły się po jej głowie jak psy spuszczone ze smyczy. Nie myślała teraz o tym, jednak prawda była taka, że nie do końca mu ufała. Nie potrafiła w pełni mu zaufać i powiedzieć, że tak, rozumie jego podejście i je szanuje, bo to bardzo szlachetne. Jedna, natarczywa myśl uparcie wbijała się w jej mózg i nie potrafiła jej w żaden sposób od siebie odepchnąć nawet na chwilę.
- Rozumiem - powiedziała w końcu, by nie drążyć już tematu. - To bardzo miłe z twojej strony - dodała. Baran zawsze był taki miły, pomocny i szlachetny. Dlaczego w ogóle się nią zainteresował? Przecież nawet nie potrafiła mu zaufać pomimo tego, jak dobre i czyste było jego serce. Była niewdzięczna. Nie zasługiwała na niego. Uśmiechnęła się do niego lekko i wysunęła przed siebie przednie łapy, by obniżyć się do pozycji leżącej i położyć się naprzeciw Baraniej Łapy, by móc wciąż patrzeć w jego oczy... nawet jeżeli bała się, że dostrzeże wszystkie złe myśli odbite w jej orzechowych tęczówkach.
- Tęskniłam za tobą - zamruczała cicho, tak, by tylko on to słyszał, nawet jeżeli w okolicy nie było żadnego innego kota. - Teraz już nic nas nie rozdzieli.
Średniego wzrostu, o smukłej ale mocnej budowie ciała. Długie łapy, trójkątna głowa, spore uszy zakończone frędzlami, podłużny nos i złoto-brązowe oczy. Puszyste, wyglądające jakby się falowało futerko w mlecznym odcieniu, dłuższe na piersi, ogonie i szyi, gdzie tworzy charakterystyczną delikatną grzywę.
Baran ma radosną, otwartą naturę, jest bardzo ufny i towarzyski. Nie brakuje mu śmiałości i pewności siebie, z łatwością wchodzi w interakcje. W bliższym kontakcie jest bardzo ciepły i empatyczny. Cechuje go duża wrażliwość. Jest też bardzo opiekuńczy.
Czarnowron [S] || kiedyś Echo [MGBG]
Mógł polegać tylko na odczytaniu mowy ciała i na samych słowach. Dostęp do myśli i ukrytych niepokojów był poza jego zasięgiem. Uspokoiło go więc to, że zobaczył rozluźnienie Rogatej Łapy, które pojawiło się w niej w reakcji na jego wyjaśnienie. Najwyraźniej dobrze udało mu się przedstawić temat. Z uśmiechem wyrzucił go z głowy, uznając sprawę za rozwiązaną. Ucieszyło go to, że problem jest już za nimi i nie trzeba się o niego więcej martwić. Nie wiedział, czy to, czego się podjął było miłe, ale docenił słowa już-partnerki.
Zbliżenie się Rogatej Łapy i jej kolejne słowa wywołały w nim pojawienie się fali przyjemnego ciepła. Wzruszenie spowodowało, że uniósł bardzo delikatnie brwi. Wierzył jej do granic i ta deklaracja, jaką otrzymał z jej strony, jej ufność we własne słowa znaczyły dla niego w tej chwili więcej niż wszystko inne razem wzięte, cały świat. Serce podskoczyło mu z radości. Nie spodziewał się niczego lepszego. To, co powiedziała było wspaniałe.
– Ja też tęskniłem. Potwornie. To wciąż mnie męczyło i nawet nie wiesz, jak wielką radość wywołała we mnie dzisiejsza rozmowa. Wszystko. – powiedział, a jego głos aż zadrgał. Zawsze bardzo otwarcie wyrażał na zewnątrz to, co się w nim działo. – Mam taką nadzieję. – zamruczał w odpowiedzi na jej ostatnie słowa. Nie mógł obiecać czegoś takiego, bo nawet gdyby chciał, zbyt wiele rzeczy nie zależało od niego. Nie potrafił kontrolować niczego więcej oprócz samego siebie. Choć to, co usłyszał sprawiło mu przyjemność, to pojawiła się w nim ta delikatna obawa, którą wyraził, mówiąc o nadziei. Przyszłość była szeroka i otwarta i nie podejrzewał, że w zasięgu Rogatej Łapy było to, do czego on sam nie miał dostępu. Być może nawet nie chciał, żeby w razie poważniejszego wypadku jej deklaracja okazała się prawdziwa. Co jeśli zrobi coś, co będzie dla niej zbyt dużą krzywdą? Nie chciał, by raniła siebie za wszelką cenę, byle tylko nie utracić jego bliskości.
Wysoka, chuda, o długich łapach; o krótkiej, cętkowanej rudej sierści z burymi rękawkami i stópkami. Białe plamki na mordce, piersi, brzuchu i łapkach. Rozbiegane, szalone, duże oczy o piwnej tęczówce.
peron dawno jej odjechał
Miała mętlik w głowie. Chyba po prostu potrzebowała odpocząć, przemyśleć to na spokojnie, może porozmawiać na ten temat z mamą albo którąś ciocią. Pomimo tego, że była szczęśliwa, czuła też niepokój, którego nie mogła w żaden sposób określić. Potrząsnęła głową. Nie powinna o tym teraz myśleć. Nawet jeżeli coś było nie tak, nie powinna pozwolić na to, by przeszkodziło jej w cieszeniu się ze wspólnego czasu z Baranią Łapą. Cieszyła się, że tu był, cieszyła się, że znów byli razem, tym razem tak... bardziej razem, niż dotychczas. Powinna skupić się na tej magicznej chwili. Na jego obecności, na jego zapachu, na jego miękkim futerku, do którego mogła się przytulić i co zresztą bardzo szybko zrobiła, mrucząc wesoło. Było dobrze. Będzie dobrze. Będzie dobrze już na zawsze, wierzyła w to całą sobą. Nie było innej możliwości.
Średniego wzrostu, o smukłej ale mocnej budowie ciała. Długie łapy, trójkątna głowa, spore uszy zakończone frędzlami, podłużny nos i złoto-brązowe oczy. Puszyste, wyglądające jakby się falowało futerko w mlecznym odcieniu, dłuższe na piersi, ogonie i szyi, gdzie tworzy charakterystyczną delikatną grzywę.
Baran ma radosną, otwartą naturę, jest bardzo ufny i towarzyski. Nie brakuje mu śmiałości i pewności siebie, z łatwością wchodzi w interakcje. W bliższym kontakcie jest bardzo ciepły i empatyczny. Cechuje go duża wrażliwość. Jest też bardzo opiekuńczy.
Czarnowron [S] || kiedyś Echo [MGBG]
Nie odpowiedziała nic, tylko wtuliła się w odpowiedzi w jego futro, co Barania Łapa przyjął z ciepłem i ogromnym poczuciem wdzięczności. Nie wiedział skąd się ono wzięło, komu był wdzięczny i za co, ale rozkoszował się jego obecnością. Było przyjemne.
Stale myślał teraz tylko o niej. Niepokój, który przed chwilą wdarł się w jego myśli w odpowiedzi na jej deklarację, wyparował i zastąpiło go miękkie uczucie spokoju i nadziei. Nie musiał się teraz martwić, o nic. Byli razem i nic innego nie było ważne. Dopiero kiedy wrócą do obozu będzie musiał powrócić do wypełniania obowiązków, których teraz miał aż ponad miarę. Ale póki byli poza jego granicami, czuł, że nie musi sobie nimi zaprzątać głowy, że należy mu się chwila wytchnienia. Wyobrażał sobie, co opowie Ciepłej Mżawce, Owsianej Łusce i Lawendowej Gwieździe. Na pewno będą uradowani. Lawendowa Gwiazda bardzo na to czekała, sama nawet wypytywała go o Rogatą Łapę.
Ale póki co rozkoszował się tylko bliskością nowej partnerki. Z czułością polizał jej policzek, mrucząc, wpatrując się w jej piwne oczy. Teraz była całym jego światem.
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Brzózka ma zdecydowanie więcej czasu wolnego niż by sobie życzyła. Znaczy nie ciągnie jej do bycia przykładnym członkiem Klanu Wichru, który z uśmiechem na mordce podejmuje się co rusz nowych obowiązków, ale nie podoba jej się, że wszyscy są zajęci oprocz niej. Treningi prezentują się żałośnie i szara terminatorka nie ma najmniejszej ochoty w tym uczestniczyć. Gdzie nauka tych wszystkich przydatnych umiejętności? Na co jej znać rangi? Że niby jak zacznie recytować obowiązki wojownika to borsuk przerwie szarżę i wycofa się z grzecznym "a to przepraszam"??
Nie chce jej się w to wierzyć. Więc dzisiaj, zamiast stawić się na Wyjących Wzgórzach, zwiedza Kwitnące Zarośla. Ładne, kolorowe, mogą się podobać. Przez krótki moment nawet próbuje zachwycić sie ich pięknem, opisać w głowie kolory i kształty kwiatków, ale szybko ją to nudzi. Najsłodszą wonią odznaczają się róże, a młodej przypomina się plaster miodu, który dostała w lecznicy, więc w kolejnej chwili otwiera szeroko mordkę by zmieścić wszystkie czerwone płatki jednego z pąków na raz. Na pewno będzie smaczny, jest o tym przekonana.
Niewielka, śliczna kotka z masą krągłości. Pokryta błyszczącym, długim, niebieskim klasyczno pręgowany futrem. O ogromnych zielonych oczach i wywyniętych do tyłu uszach.
Kacze Piórko jest małą, pewną siebie nieuleczalną romantyczką. Wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. Często bywa zbyt beztroska i naiwna, wierząc w dobro świata. Jest bardzo wrażliwa i empatyczna. Niezbyt bystra. Urodzona optymistka, zawsze potrafi odnaleźć dobre strony świata. Daleko jej do nieśmiałej i cichej, lubi gadać, plotkować i ma przy tym ogromne zapasy pewności siebie. Troszczy się o swoją rodzinę i jest ona w jej życiu naprawdę ważna.
Kaczuszka wyszła poza obóz by trochę pozwiedzać i poprzyglądać się pięknu ukwieconych łąk. Nie za często opuszczała bezpieczny obóz, a jak już to w towarzystwie, a nie sama, ale miała ochotę nazrywać trochę kwiatków by je ususzyć i powtykać do swojego legowiska, a akurat wszyscy z którymi mogłaby pójść byli zajęci. Nie stresuj się Kaczuszko, nie wyjdziesz ani na długo, ani zbyt daleko. Zerwiesz kilka pięknych kwiatków, nie ubrudzisz się zbytnio przy tym, a twoje futerko nie na łapie paskudnego robactwa.
Zamiast jednak zwyczajnych pokrytych bujną roślinnością zarośli zobaczyła Brzózke, pożerającą swoimi ostrymi zębiskami biedną róże. Ten obraz był dla niej absolutnie przeokropny, że aż Kacza Łapa wciągnęła głośno powietrze.
- Bszózko, słonko, nie wolno jeść kwiatków - powiedziała zatroskana i załamana zaistniałym zdarzeniem, jak jej siostra tak mogła, te płatki idealnie wpasowałby się w jej legowisko. - Kwiaty są do wąchania i oglądania, nie jedzenia -
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Prędko okazuje się, że zapach nie pokrywa się ze smakiem, a sama róża nie powala, gdy się ją pcha do pyska. Ale Brzózka nie zamierza się teraz wycofywać. Dzielnie przeżuwa płatki, chociaż to wcale takie proste – kwiatek jest ogromny i się nie chce zmieścić do mordki. Marszczy czoło w ogromnym skupieniu, jakby właśnie rozwiązywała największą zagadkę kociego świata.
Słysząc głos siostry, wypluwa całą zawartość pyska. Częściowo przemielone płatki, pozlepiane śliną, z plaśnięciem lądują na ziemi, a te które nie zdążyły jeszcze wpaść pod zęby opadają wolniej, wirując w powietrzu. W każdym razie są już daleko poza obszarem zainteresowania szarej koteczki.
– Pierwsze słyszę, by nie można było jeść. – mruży nieufnie oczy. To brzmi jak zmyślona zasada, sztuczny podział. Więc zaraz dodaje. – Czemu by miały być tylko do wąchania i oglądania? Co w tym takiego ciekawego?? Zresztą ładnie pachną, więc ma sens, że powinny też dobrze smakować, nie? Trzeba było spróbować. – i ta próba zakończyła się porażką, ups.
Niewielka, śliczna kotka z masą krągłości. Pokryta błyszczącym, długim, niebieskim klasyczno pręgowany futrem. O ogromnych zielonych oczach i wywyniętych do tyłu uszach.
Kacze Piórko jest małą, pewną siebie nieuleczalną romantyczką. Wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. Często bywa zbyt beztroska i naiwna, wierząc w dobro świata. Jest bardzo wrażliwa i empatyczna. Niezbyt bystra. Urodzona optymistka, zawsze potrafi odnaleźć dobre strony świata. Daleko jej do nieśmiałej i cichej, lubi gadać, plotkować i ma przy tym ogromne zapasy pewności siebie. Troszczy się o swoją rodzinę i jest ona w jej życiu naprawdę ważna.
Kaczuszka po raz kolejny głęboki wdech. Czemu jej siostrzyczka była taka. Jej zachowanie było, straszne. Jak tak można zjadać biedne kwiatki. Przecież ta piękna róża wyglądałaby pięknie w jej legowisku, albo pachniałaby równie piękne na tej polanie bez zrywania. A Brzózka go wymemłała, wypluła i stwierdziła że niesmaczne. Przecież to nie była jakaś smaczna norniczka, tylko kwiatek. Prawdziwy kwiatek. A one jedynie dobrze pachniały a nie smakowały. Czy Brzózka nie nauczyła się niczego w lecznicy. Że roślinki dobrze nie smakują?
- Słoneczko, a czy zioła z lecznicy tesz byś tak zjadła, gdyby Lśniąca Sadzawka ci nie kazała? - powiedziała starając pozostać cierpliwą i nie nakrzyczeć na siostrzyczkę. Nie lubiła krzyczeć na nikogo, bo nikt nie lubił jak na niego krzyczano. Nie chciała by Brzózce było przykro, bo w tedy jej też będzie przykro. Nawet jeżeli była irytująca i nie za mądra to nadal była jej siostrą. Musiała ją tylko nauczyć jak się zachowywać. - Jak to co w tym ciekawego??? Nie lubisz patrzeć na ładne szeczy??? Nie lubisz jak w twoim legowisku ładnie pachnie i pszyjemniej się dzięki temu śpi??? Nie mów takich głupotek kochana. A czy myszy ładnie pachną? No właśnie nie, ale są do jedzenia. A kwiatki nie -
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– Nie, bo zioła nie pachną ładnie. – odpowiada zadowolona z siebie, jakby właśnie w sprytny sposób rozwiązała problem o równej wadze co zagadnienie skakania z klifu w ślad za ziomeczkami. – Poza tym w lecznicy lepiej nie jeść niczego ogólnie. – dopowiada jeszcze poważnym tonem. Chorowała kiedyś to się zna na tym, jest specjalistką od przebywania w tym smutnym (i szalenie nudnym) więzieniu zwanym lecznicą.
– Eee... no lubię patrzeć chyba?? Ale krótko, bo potem się robi nudno, więc bez sensu jak są tylko do podziwiania. – dzieli się swoją opinią w tym zakresie po chwili namysłu. I wtedy przypomina sobie, że siostra przecież powiedziała coś z czym Brzózka zgodzić się nie może. A przynajmniej nie w pełni. – A myszy akurat pachną bardzo smacznie!! Szczególnie takie świeżo złapane, wiesz? To ładny zapach. I są do jedzenia. Więc jak kwiatki ładnie pachną to też by mogły być do jedzenia, prosta sprawa.
Niewielka, śliczna kotka z masą krągłości. Pokryta błyszczącym, długim, niebieskim klasyczno pręgowany futrem. O ogromnych zielonych oczach i wywyniętych do tyłu uszach.
Kacze Piórko jest małą, pewną siebie nieuleczalną romantyczką. Wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. Często bywa zbyt beztroska i naiwna, wierząc w dobro świata. Jest bardzo wrażliwa i empatyczna. Niezbyt bystra. Urodzona optymistka, zawsze potrafi odnaleźć dobre strony świata. Daleko jej do nieśmiałej i cichej, lubi gadać, plotkować i ma przy tym ogromne zapasy pewności siebie. Troszczy się o swoją rodzinę i jest ona w jej życiu naprawdę ważna.
- ale zioła to tesz łośliny słoneczko - dalej się kłóciła z siostrą próbując jej wytłumaczyć że nie ma racji i nie wolno jeść kwiatów. Bo w taki sposób się jedynie marnują, a Brzózce i tak nie zasmakują tak jak przed chwilą. Oby nigdy więcej tego nie powtarzała, bo nie chciała zamiast pięknych kwiatów patrzeć na takie wypluwki. Bleh.
- Ale co będziesz patszeć, nawet przez chwile jak pozjadasz kwiatki? Poza tym jeszcze łozboli cię od tego bszuszek i wylądujesz w lecznicy. A tego łaczej nie chcesz - odpowiedziała spokojnym tonem, mimo że była na granicy wytrzymałości. Jeżeli nawet Brzózka nie lubiła patrzeć na kwiatki, to nie mogła zostawić ich dla Kaczuszki? Przecież była jej siostrą, nie mogła zrobić tego dla niej hymph. - Mam inne zdanie, ale nawet jeśli to te zapachy są zupełnie łóżne i do siebie nie podobne nie uwaszasz? -
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– Co. – pyta tępo. – Ale przecież to takie inne rośliny, nie? Zupełnie co innego niż kwiatki tu? – proszę bardzo, Brzózka już jest zdezorientowana. Jej światopogląd zostaje zaburzony w ten prosty sposób i koteczka nie wie już co myśleć. A najbardziej oczywiście kusi opcja nie myśleć wcale.
– No... nie. – przyznaje z ociąganiem. – Nie chcę do lecznicy, bo tam jest strasznie nudno i nic nie można robić. To jakieś znęcanie się nad kotami co tam robią. Nic tylko odpoczywaj i bądź cicho, okropieństwo. – w pewnym momencie swojej ostatniej choroby Brzózka była już na tyle zdesperowana, że zaczęła zaprzyjaźniać mrówki, których szlak prowadził akurat koło jej legowiska.
– No niby. Ten kwiatek na przykład tak słodko raczej pachnie, nie? Ale miód też słodko pachnie i jest bardzo smaczny. – dodaje na swoją obronę.
Niewielka, śliczna kotka z masą krągłości. Pokryta błyszczącym, długim, niebieskim klasyczno pręgowany futrem. O ogromnych zielonych oczach i wywyniętych do tyłu uszach.
Kacze Piórko jest małą, pewną siebie nieuleczalną romantyczką. Wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. Często bywa zbyt beztroska i naiwna, wierząc w dobro świata. Jest bardzo wrażliwa i empatyczna. Niezbyt bystra. Urodzona optymistka, zawsze potrafi odnaleźć dobre strony świata. Daleko jej do nieśmiałej i cichej, lubi gadać, plotkować i ma przy tym ogromne zapasy pewności siebie. Troszczy się o swoją rodzinę i jest ona w jej życiu naprawdę ważna.
- Inne, ale nadal łośliny, a łoślin się nie je słoneczko - miała już powoli dość powtarzania w kółko tego samego. Czy Brzózka naparawdę nie potrafiła tego załapać. Nawet dla Kaczuszki to był naprawdę proste, a ona się za jakaś super bystrą nie uważała.
- No, więc nie jest kwiatków, bo rozboli cię od nich bszuszek. Jeszeli mi nie wieszysz to spytaj Lśniącą Sadzawkę, ona jest w końcu specjalistką od zdłowia - Leżenie w lecznicy nie brzmiało w całe tak strasznie, ale dla kogoś z motorkiem w dupce jak jej siostrzyczka musiało takie być. W końcu musiała siedzieć na pupce, a ona wolała pchać się wszędzie. Nie żeby Kaczka lubiła chorować. Futerko w tedy matowieje, gile z nosa lecą, no nie czuje się i nie wygląda w tedy najlepiej.
- Miodek to wyjątek kochana - powiedziała, punkt dla Brzózki, bo o to tym akurat nie pomyślała.
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– Ehh... może. – odpowiada ostatecznie, po chwili milczenia. Patrzy na smętne, przeżute i oślinione płatki przed sobą. Mimo rozmowy z siostrą, wciąż nie może uwierzyć w tę zdradę. Jak coś tak ładnie pachnącego może być takie niesmaczne?? Ciężko wzdycha i podnosi spojrzenie na Kaczuszkę.
– Zmęczyła mnie ta rozmowa. – stwierdza otwarcie. Czy wyniesie z niej jakieś mądre wnioski? Właściwe wnioski? Nie, prawdopodobnie nie, bo dalej nie do końca dociera do niej przekaz rozmówczyni. Odchodzi od miejsca zbrodni by klapnąć sobie w mniej oplutym miejscu i wyskakuje z żądaniami. – Powiedz mi coś ciekawszego.
Niewielka, śliczna kotka z masą krągłości. Pokryta błyszczącym, długim, niebieskim klasyczno pręgowany futrem. O ogromnych zielonych oczach i wywyniętych do tyłu uszach.
Kacze Piórko jest małą, pewną siebie nieuleczalną romantyczką. Wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. Często bywa zbyt beztroska i naiwna, wierząc w dobro świata. Jest bardzo wrażliwa i empatyczna. Niezbyt bystra. Urodzona optymistka, zawsze potrafi odnaleźć dobre strony świata. Daleko jej do nieśmiałej i cichej, lubi gadać, plotkować i ma przy tym ogromne zapasy pewności siebie. Troszczy się o swoją rodzinę i jest ona w jej życiu naprawdę ważna.
Kaczuszka ucieszyła się że Brzózka zrozumiała swój błąd. Miała nadzieję że siostra przestanie zjadać biedne kwiatki. Lepiej by sobie udekorowana nimi legowisko, a nie je tak marnowała. Na jej pysiu pojawił się nawet delikatyny uśmiech, chociaż była odrobinkę wycieńczona tą rozmową. Nawet już nie była zła. Nie umiała długo się gniewać, chociaż Brzózka umiała ją wytrącić z równowagi. Ale to jej siostra jakby jej miała nie wybaczyć. Poza tym Kacza Łapa nie była z tych zawistnych, a złość piękności szkodzi.
- Mnie tesz, choć poszukamy jakiś ładnych kwiatków, bo ta łósza się jusz do niczego nie nadaje - odpowiedziała, nadal ubolewając nad biednym kwiatkiem. Znaczy no nie była zła, po prostu było jej przykro z smutnego losu jaki ją spotkał. Taka przeżuta. - Emm, eee... a mosze ty mi coś opowiesz? Jak tam, między tobą i Pszepiółeczką? -