europejska budowa, krępa, przeciętnej wielkości, krótkie futro, czarne srebrne klasycznie pręgowane, żółte wielkie jak u kociaka oczy
Jeszcze do bardzo niedawna można było ją opisać jako energiczną gadułę, pełną entuzjazmu, zainteresowania innymi, miłości do świata i życia. Bystra, śmiała i trudna do zniechęcenia. Znajdowała dobro we wszystkich, z którymi się spotykała, każdemu dawała szansę, cieszyła się z każdej rozmowy i z każdej nawiązanej relacji. Żywe srebro, którego trudno było nie lubić.
Teraz Promyk jest zupełnie innym kotem. Przez traumę, którą przeżyła, nigdy nie wróci w pełni do siebie. Wypełniają ją gniew i frustracja z powodu niemożliwości wyrażenia uczuć i opinii. Czuje się uwięziona w swoim ciele i w swojej głowie. Jest o krok od rozpoczęcia wyrażania tego co czuje za pomocą kłów i pazurów, syczenia i warczenia. Z oczywistego powodu stała się zamknięta w sobie, pełna goryczy i smutku.
żywi: Paziowa Łapa (Rzeka) pełna lista na dc w "lista użytkowników"
Zadrżała, podskoczyła lekko, kiedy usłyszała obok siebie głos. Na chwilę jej mięśnie się napięły, ale sierść szybko ułożyła się ponownie gładko na karku. Niepokój nie był umiarkowanie niski, jako że jedyne co usłyszała to całkiem uprzejme (a może nawet miłe) pytanie przepełnione troską. Przyjrzała się ładnemu, jasnemu i dużo starszemu kotu. Czy należał do klanu Gromu? Czy w ogóle należał do jakiegokolwiek klanu i czy rzeczywiście miał przyjazne nastawienie i nie stanowił dla niej zagrożenia?
Promyk do tego stopnia dała się pochłonąć pytaniom, które zrodziło pojawienie się kocura, że prawie zapomniała, że powinna odpowiedzieć.
- Tttyyyy - zaczęła, po czym położyła uszy po sobie. Proste słowa, takie jak “tak” i “nie” do tej pory wychodziły jej bez żadnego problemu. - Ttt--aa-k - wykrztusiła z trudem, jakby dławiąc się każdym wypowiadanym dźwiękiem. Zacisnęła zęby, czekając na reakcję obcego. Gdyby tylko się dało, spłonęłaby teraz rumieńcem wstydu i gniewu. Nic takiego nie mogło się wydarzyć, dlatego jedyną oznaką jej dyskomfortu było uderzanie ogona o pięty. Jej własne, dla jasności. W zasadzie jej odpowiedź nie była do końca prawdą. Nie była tyle zgubiona, co z zasady nie znała drogi do miejsca, do którego chciała dotrzeć. Mimo wszystko odpowiedź “tak” wydało jej się leżeć nieco bliżej prawdy.
- Grr-ooooo - podjęła kilka uderzeń serca później. Potrząsnęła głową, starając się zebrać wszystkie siły, by wypowiedzieć to słowo. Napięła mięśnie i spróbowała jeszcze raz, używając wszystkich swoich możliwości. - ooooo - wypadło tylko z pyska samotniczki. I tyle. Więcej nic na tamten moment nie udało jej się wykrztusić. Może się domyśli, może uzna ją za niepełnosprawną wariatkę. Spojrzała w ziemię, wściekła na siebie i swoją głupią głowę.
Księżyce: 76 Mistrz: Ostry Szpon Płeć: płeć w płynie [amab] Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Przepiórcza Pieśń Ojciec: Nocny Szkwał Trwałe urazy: blizna na szyi, asymetryczny chód (nierówne zrośnięcie prawej, przedniej łapy), bóle lewego oka i męty po lewej stronie pola widzenia
Księżyce: 76 Mistrz: Ostry Szpon Płeć: płeć w płynie [amab] Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Przepiórcza Pieśń Ojciec: Nocny Szkwał Trwałe urazy: blizna na szyi, asymetryczny chód (nierówne zrośnięcie prawej, przedniej łapy), bóle lewego oka i męty po lewej stronie pola widzenia
Od początku widać, że prawdopodobnie odziedziczył budowę ciała po rodzinie ze strony ojca, gdzie wiele było dużych, silnych kotów. I on ma zadatki na wyrośnięcie na takiego w przyszłości, chociaż na razie pozostaje jedynie dość okrągłą kluseczką, której objętości dodatkowo dodaje puchate, długie futro. Jeśli chodzi o jego kolor, po samych narodzinach można było je uznać za całkiem białe, jednak po kilku dniach zaczęło nabierać innych barw, biel pozostawiając jedynie na stopach wszystkich łap, szyi oraz pyszczku, gdzie tworzy jakby kształt trójkąta z czubkiem znajdującym się między oczami. W innych częściach zaczęło przyjmować przede wszystkim odcienie szarości, w różnym natężeniu, ciemniejsze przede wszystkim na głowie, nogach oraz ogonie, na których widoczne są również pręgi. Wchodząc w bardziej dokładne określenia, Kałużę można nazwać niebieskim srebrnym pointem. Całego obrazu kociaka dopełniają jeszcze okrągłe, niebieskie oczy, które pozostaną również w podobnym kolorze, gdy będzie już starszy.
Zapowiada się na urocze, miłe stworzenie, które nie powinno sprawiać swoim rodzicom większych problemów. Jest wesoły i bardzo optymistyczny, pozytywnie podchodzi do wszystkich napotkanych kotów. Mówi całkiem dużo, o wszystkim co akurat ją zainteresuje, a interesuje i ekscytuje ją właściwie większość rzeczy, chociaż zdarza się jej również zamyślić i przestać się odzywać całkowicie. Poza tym jest też dość niezdarny i zapominalski, wydaje się mieć trudności ze skupieniem się przez dłuższy czas na jednym zadaniu. Jak na razie jednak nie przejmuje się tym zbytnio, wierząc, że w przyszłości zostanie świetnym wojownikiem. Kocha całą swoją rodzinę, w tym oczywiście również rodziców, których stara się słuchać najlepiej jak potrafi. Wolałaby przecież nie łamać żadnych zasad i nie powodować kłopotów. Chociaż czy zawsze wychodzi jej to idealnie, to już inna sprawa.
Sposób, w który wypowiadała się kotka różnił się od wszystkich, z którymi wojownik spotykał się do tej pory. Było to nieco dziwne, ale Kałuża był przyzwyczajony do dziwnych kotów. Wszyscy tak naprawdę byli dziwni w jakiś sposób, ona sama też. Czy mógł to być wynik siedzenia tu długo w zimnie? Czy jednak coś, co towarzyszyło jej przez cały czas, nie tylko w tej chwili? Na razie postanowił raczej ten fakt zignorować i rozmawiać całkiem zwyczajnie, przynajmniej w takim stopniu, w jakim mógł wszystko zrozumieć. - Groo… Grom? To tam, niedaleko, tylko trzeba przejść na drugą stronę rzeki. Jak pójdziesz kawałek w tamtą stronę, to trafisz na takie kamienie po których to można zrobić i już będziesz na granicy. – Wytłumaczyła wskazując odpowiedni kierunek swoją nieco niesprawną łapą. Właściwie, jeśli trafiałoby się na zgubionego kota z klanu w tym miejscu, którego nie znało się z Rzeki, Grom był logicznym wyborem skąd taki osobnik miałby pochodzić. Jednak w tej historii wciąż czegoś brakowało, to nie mógł być jednak ten najbardziej oczywisty przypadek. - Chociaż nie pachniesz tak jak zwykle koty z klanu Gromu. – Zauważyła, bo nawet teraz, gdy już rzeczywiście podeszła całkiem blisko swojej rozmówczyni, nie wyczuwała na niej właściwie żadnej woni znanej z granic. Czy mogło jej tam nie być przez naprawdę długi czas? A może wcale stamtąd nie pochodziła? To nie było aż tak ważne, niezależnie od prawdy Kałuża nie widziała powodów, by nie wskazać jej odpowiedniej drogi. - Ja jestem Kałużowa Dolina, z Rzeki. A ty jak się nazywasz?
Love run,love run,love run,love run For all the things you wished you'd done
Run for all you know that’s coming
Run to show love's worth running to
europejska budowa, krępa, przeciętnej wielkości, krótkie futro, czarne srebrne klasycznie pręgowane, żółte wielkie jak u kociaka oczy
Jeszcze do bardzo niedawna można było ją opisać jako energiczną gadułę, pełną entuzjazmu, zainteresowania innymi, miłości do świata i życia. Bystra, śmiała i trudna do zniechęcenia. Znajdowała dobro we wszystkich, z którymi się spotykała, każdemu dawała szansę, cieszyła się z każdej rozmowy i z każdej nawiązanej relacji. Żywe srebro, którego trudno było nie lubić.
Teraz Promyk jest zupełnie innym kotem. Przez traumę, którą przeżyła, nigdy nie wróci w pełni do siebie. Wypełniają ją gniew i frustracja z powodu niemożliwości wyrażenia uczuć i opinii. Czuje się uwięziona w swoim ciele i w swojej głowie. Jest o krok od rozpoczęcia wyrażania tego co czuje za pomocą kłów i pazurów, syczenia i warczenia. Z oczywistego powodu stała się zamknięta w sobie, pełna goryczy i smutku.
żywi: Paziowa Łapa (Rzeka) pełna lista na dc w "lista użytkowników"
- oom - dokończyła o kilka uderzeń serca za późno, już po tym jak kocur domyślił się, co chciała powiedzieć i uzupełnił za nią. Trzepnęła ogonem, zirytowana. Gdzieś tam w niej był głos, powtarzający, że nie powinna się złościć ale… był w tamtym momencie bardzo cichy. Poirytowanie nie trwało długo, wyparte przez poczucie ulgi. Dostała bardzo jasne wskazówki, jak dotrzeć do miejsca, którego tak pragnęła. Przyszło jej to zaskakująco łatwo, dosłownie pierwszy kot napotkany na tych terenach był skłonny skierować ją w odpowiednią stronę.
Skinęła głęboko, by wyrazić wdzięczność za przekazanie jej tych instrukcji. Miała nadzieję, że ten gest jest na tyle uniwersalny i oczywisty, że nie pozostawi żadnych wątpliwości co do swojego znaczenia.
Była rozdarta między dalszymi próbami mówienia a wykorzystywaniem gestów, które w niektórych sytuacjach mogły być tą łatwiejszą drogą. Znów przeklnęła w duchu, pytając przodków za jakie grzechy musi przez to wszystko przechodzić.
Uniosła brwi i wskazała łapą kierunek, w którym zdaniem Kałużowej Doliny znajdowały się tereny Gromu. Następnie dotknęła łapą własnej klatki piersiowej i pokręciła głową. Miała zamiar przekazać, że nie jest z Gromu, nie miała pewności co do strategii którą objęła. Gdy próbowała wypowiadać coś więcej niż pojedyncze słowa, czasami z jej pyska wychodziły zupełnie losowe, pozbawione w danej sytuacji sensu albo w ogóle nigdy go nie posiadające. Tego nie chciała. Szczególnie przy nieznajomym kocie. Szczególnie, że kot właśnie przyznał, z jakiego klanu pochodzi, czego samotniczka się nie spodziewała. Była to jednak dobra wiedza, dość przydatna. Więc tu gdzieś były tereny klanu Rzeki? Miała nadzieję, że nieświadomie nie naruszyła granic. Ostatnim, czego chciała w swoim stanie to kłopoty.
Przedstawić się umiała, to ćwiczyła wiele razy. Uniosła głowę i z poczuciem pewnej dumy rzekła:
- Pr-o-o-o-myk - mimo tego jej głos brzmiał dziwnie, dźwięki wypadały z jej pyska wraz z dużą ilością powietrza, co w jakiś sposób jej pomagało.
Księżyce: 76 Mistrz: Ostry Szpon Płeć: płeć w płynie [amab] Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Przepiórcza Pieśń Ojciec: Nocny Szkwał Trwałe urazy: blizna na szyi, asymetryczny chód (nierówne zrośnięcie prawej, przedniej łapy), bóle lewego oka i męty po lewej stronie pola widzenia
Księżyce: 76 Mistrz: Ostry Szpon Płeć: płeć w płynie [amab] Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Przepiórcza Pieśń Ojciec: Nocny Szkwał Trwałe urazy: blizna na szyi, asymetryczny chód (nierówne zrośnięcie prawej, przedniej łapy), bóle lewego oka i męty po lewej stronie pola widzenia
Od początku widać, że prawdopodobnie odziedziczył budowę ciała po rodzinie ze strony ojca, gdzie wiele było dużych, silnych kotów. I on ma zadatki na wyrośnięcie na takiego w przyszłości, chociaż na razie pozostaje jedynie dość okrągłą kluseczką, której objętości dodatkowo dodaje puchate, długie futro. Jeśli chodzi o jego kolor, po samych narodzinach można było je uznać za całkiem białe, jednak po kilku dniach zaczęło nabierać innych barw, biel pozostawiając jedynie na stopach wszystkich łap, szyi oraz pyszczku, gdzie tworzy jakby kształt trójkąta z czubkiem znajdującym się między oczami. W innych częściach zaczęło przyjmować przede wszystkim odcienie szarości, w różnym natężeniu, ciemniejsze przede wszystkim na głowie, nogach oraz ogonie, na których widoczne są również pręgi. Wchodząc w bardziej dokładne określenia, Kałużę można nazwać niebieskim srebrnym pointem. Całego obrazu kociaka dopełniają jeszcze okrągłe, niebieskie oczy, które pozostaną również w podobnym kolorze, gdy będzie już starszy.
Zapowiada się na urocze, miłe stworzenie, które nie powinno sprawiać swoim rodzicom większych problemów. Jest wesoły i bardzo optymistyczny, pozytywnie podchodzi do wszystkich napotkanych kotów. Mówi całkiem dużo, o wszystkim co akurat ją zainteresuje, a interesuje i ekscytuje ją właściwie większość rzeczy, chociaż zdarza się jej również zamyślić i przestać się odzywać całkowicie. Poza tym jest też dość niezdarny i zapominalski, wydaje się mieć trudności ze skupieniem się przez dłuższy czas na jednym zadaniu. Jak na razie jednak nie przejmuje się tym zbytnio, wierząc, że w przyszłości zostanie świetnym wojownikiem. Kocha całą swoją rodzinę, w tym oczywiście również rodziców, których stara się słuchać najlepiej jak potrafi. Wolałaby przecież nie łamać żadnych zasad i nie powodować kłopotów. Chociaż czy zawsze wychodzi jej to idealnie, to już inna sprawa.
Zaczynało to się robić nieco skomplikowane. Czyli z jednej strony była ona z Gromu, ale z drugiej najwyraźniej jednak wcale nie była. Co to mogło oznaczać? Zdecydowanie prościej by było, gdyby mogła o tym po prostu powiedzieć, ale skoro to najwyraźniej nie było możliwe pozostawało Kałużowej Dolinie wysilić własny umysł i wpaść na jakikolwiek pomysł, jaki sens to mogło mieć. Pierwsza nasuwała się tamta historia, którą całkiem niedawno opowiadał jej Strumyk. Chyba jednak ta opowieść nie mogła dotyczyć Promyk, bo tamte kociaki już od jakiegoś czasu musiały być już w klanie. Chyba, że może wcale nie wydarzyło się to ze wszystkimi? Co, jeśli jakieś zostało i teraz szukało drogi do reszty? - Brat mi kiedyś mówił o jakiejś kotce, która miała kocięta z kocurem z Gromu i mu je wszystkie właśnie oddała, żeby się opiekował w klanie. Ciebie też rodzice postanowili tam wysłać? …Tylko dlaczego nie ma ich z tobą? – Zastanowił się na głos, bo tak naprawdę pozostawało tu trochę różnych opcji. Przy tym wszystkim starał się patrzeć na nią, by zauważyć, że może jednak przy czymś z tego będzie się dało stwierdzić, że akurat to było prawda. - Ładne imię. – Stwierdziła jeszcze, gdy już udało się jej przedstawić. Rzeczywiście, brzmiało to całkiem dobrze. A poza tym, miał jakieś wrażenie, że jeśli jej wyszło wypowiedzenie tego całego słowa, to należało to jakoś docenić.
Love run,love run,love run,love run For all the things you wished you'd done
Run for all you know that’s coming
Run to show love's worth running to
europejska budowa, krępa, przeciętnej wielkości, krótkie futro, czarne srebrne klasycznie pręgowane, żółte wielkie jak u kociaka oczy
Jeszcze do bardzo niedawna można było ją opisać jako energiczną gadułę, pełną entuzjazmu, zainteresowania innymi, miłości do świata i życia. Bystra, śmiała i trudna do zniechęcenia. Znajdowała dobro we wszystkich, z którymi się spotykała, każdemu dawała szansę, cieszyła się z każdej rozmowy i z każdej nawiązanej relacji. Żywe srebro, którego trudno było nie lubić.
Teraz Promyk jest zupełnie innym kotem. Przez traumę, którą przeżyła, nigdy nie wróci w pełni do siebie. Wypełniają ją gniew i frustracja z powodu niemożliwości wyrażenia uczuć i opinii. Czuje się uwięziona w swoim ciele i w swojej głowie. Jest o krok od rozpoczęcia wyrażania tego co czuje za pomocą kłów i pazurów, syczenia i warczenia. Z oczywistego powodu stała się zamknięta w sobie, pełna goryczy i smutku.
żywi: Paziowa Łapa (Rzeka) pełna lista na dc w "lista użytkowników"
- U-u-u-mrli - wymamrotała z trudem. Przez chwilę zastanawiała się, dlaczego w ogóle marnuje czas i siły na tłumaczeniu tego wszystkiego temu kotu z klanu Rzeki. Po krótkim momencie tych rozważań, Promyk uświadomiła sobie jednak, że może potraktować tę rozmowę jako pewnego rodzaju rozgrzewkę, próbę wyrobienia w sobie pewnej wprawy. Potem dodała też w myślach, że kocur jest po prostu bardzo miły i dobrze się przy nim czuła. - z Gro-o-o - zacisnęła zęby, by tym razem nie pozwolić sobie przerwać, ani dokończyć słowa za samą siebie. Spięła wszystkie swoje możliwości i dodała: - omu - mając nadzieję, że jej przekaz okaże się jasny. Umarli ale byli z Gromu. To znaczy, pochodzili ale pod koniec życia go opuścili. A może to za mało, by Kałużowa Dolina ją zrozumiał? Wydawał się być inteligentnym kotem i dość empatycznym. Czuła, że naprawdę istniała szansa, że pozna i zrozumie jej historię. Tylko czy w ogóle obchodziła go na tyle, by poświęcić na jej poznanie swój czas i uwagę? Była mu wdzięczna za to, ile uwagi jej poświęcał. Jeszcze nie była w stanie tego wyrazić, ale patrzyła na niego z sympatią. O ile coś takiego rzeczywiście dało się wyczytać wyłącznie ze spojrzenia.
Księżyce: 76 Mistrz: Ostry Szpon Płeć: płeć w płynie [amab] Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Przepiórcza Pieśń Ojciec: Nocny Szkwał Trwałe urazy: blizna na szyi, asymetryczny chód (nierówne zrośnięcie prawej, przedniej łapy), bóle lewego oka i męty po lewej stronie pola widzenia
Księżyce: 76 Mistrz: Ostry Szpon Płeć: płeć w płynie [amab] Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Przepiórcza Pieśń Ojciec: Nocny Szkwał Trwałe urazy: blizna na szyi, asymetryczny chód (nierówne zrośnięcie prawej, przedniej łapy), bóle lewego oka i męty po lewej stronie pola widzenia
Od początku widać, że prawdopodobnie odziedziczył budowę ciała po rodzinie ze strony ojca, gdzie wiele było dużych, silnych kotów. I on ma zadatki na wyrośnięcie na takiego w przyszłości, chociaż na razie pozostaje jedynie dość okrągłą kluseczką, której objętości dodatkowo dodaje puchate, długie futro. Jeśli chodzi o jego kolor, po samych narodzinach można było je uznać za całkiem białe, jednak po kilku dniach zaczęło nabierać innych barw, biel pozostawiając jedynie na stopach wszystkich łap, szyi oraz pyszczku, gdzie tworzy jakby kształt trójkąta z czubkiem znajdującym się między oczami. W innych częściach zaczęło przyjmować przede wszystkim odcienie szarości, w różnym natężeniu, ciemniejsze przede wszystkim na głowie, nogach oraz ogonie, na których widoczne są również pręgi. Wchodząc w bardziej dokładne określenia, Kałużę można nazwać niebieskim srebrnym pointem. Całego obrazu kociaka dopełniają jeszcze okrągłe, niebieskie oczy, które pozostaną również w podobnym kolorze, gdy będzie już starszy.
Zapowiada się na urocze, miłe stworzenie, które nie powinno sprawiać swoim rodzicom większych problemów. Jest wesoły i bardzo optymistyczny, pozytywnie podchodzi do wszystkich napotkanych kotów. Mówi całkiem dużo, o wszystkim co akurat ją zainteresuje, a interesuje i ekscytuje ją właściwie większość rzeczy, chociaż zdarza się jej również zamyślić i przestać się odzywać całkowicie. Poza tym jest też dość niezdarny i zapominalski, wydaje się mieć trudności ze skupieniem się przez dłuższy czas na jednym zadaniu. Jak na razie jednak nie przejmuje się tym zbytnio, wierząc, że w przyszłości zostanie świetnym wojownikiem. Kocha całą swoją rodzinę, w tym oczywiście również rodziców, których stara się słuchać najlepiej jak potrafi. Wolałaby przecież nie łamać żadnych zasad i nie powodować kłopotów. Chociaż czy zawsze wychodzi jej to idealnie, to już inna sprawa.
Dało się domyślić, co się mogło wydarzyć. Lub raczej, że mogła się wydarzyć jedna z bardzo wielu rzeczy, o których można było pomyśleć w tym momencie. Chyba nieistotne było aż tak, która z wersji wydarzeń była tą prawdziwą, istotniejsze było to, do jakiego końca doprowadziły.
Jedno pytanie nasuwało się bardzo mocno Kałuży, nawet jeśli odpowiedzenie na nie przez Promyk mogło być trochę utrudnione. Czy było to coś, co będzie dało się wyjaśnić w niewielu słowach? - Czemu twoi rodzice opuścili Grom? – Było to pytanie podobne do wielu, które już w życiu zadawała, zarówno sobie w myślach, jak i innym kotom. I wciąż pozostawało to wciąż równie niezrozumiałe. Dlaczego ktoś naprawdę miałby tak po prostu chcieć zostawić swój klan na zawsze? Rzeka była najpiękniejszym miejscem na świecie, odejście z niej wydawało się być zupełnie bezsensownym pomysłem. I skoro teraz Promyk próbowała właśnie do Gromu powrócić, to chyba i tam nie mogło być tak źle.
A teraz tym bardziej jasne było, że ta decyzja, którą podjęli jej rodzice, nie była dobrą. Przeżycie samotnie z pewnością było trudniejsze od życia z klanem, a przecież i to bywało niebezpieczne. Czy ktoś naprawdę podjął wybór nie tylko tak dziwny, ale i nieodpowiedzialny, że teraz jego dziecko musiało iść tędy samotnie, szukając reszty swojej rodziny? Gdyby nie to, że poszukiwana przez Promyk konkretna granica była już niedaleko, Kałużowa Dolina rozważyłaby zabranie kotki ze sobą, w Rzece również na pewno byłoby jej lepiej, niż gdziekolwiek, gdzie musiała żyć do tego czasu.
Love run,love run,love run,love run For all the things you wished you'd done
Run for all you know that’s coming
Run to show love's worth running to
europejska budowa, krępa, przeciętnej wielkości, krótkie futro, czarne srebrne klasycznie pręgowane, żółte wielkie jak u kociaka oczy
Jeszcze do bardzo niedawna można było ją opisać jako energiczną gadułę, pełną entuzjazmu, zainteresowania innymi, miłości do świata i życia. Bystra, śmiała i trudna do zniechęcenia. Znajdowała dobro we wszystkich, z którymi się spotykała, każdemu dawała szansę, cieszyła się z każdej rozmowy i z każdej nawiązanej relacji. Żywe srebro, którego trudno było nie lubić.
Teraz Promyk jest zupełnie innym kotem. Przez traumę, którą przeżyła, nigdy nie wróci w pełni do siebie. Wypełniają ją gniew i frustracja z powodu niemożliwości wyrażenia uczuć i opinii. Czuje się uwięziona w swoim ciele i w swojej głowie. Jest o krok od rozpoczęcia wyrażania tego co czuje za pomocą kłów i pazurów, syczenia i warczenia. Z oczywistego powodu stała się zamknięta w sobie, pełna goryczy i smutku.
żywi: Paziowa Łapa (Rzeka) pełna lista na dc w "lista użytkowników"
Dlaczego? Nie wiedziała. Naprawdę, żyła z oboma ojcami tylko kilka księżyców, nie zdążyła zapytać. Koncentrowali się głównie na tym, by przeżyć najbliższe dni, by dobrze się poznać, zorganizować sobie bezpieczne legowisko na noc. Oświecona i Płomienna Łapa rozmawiali o klanie Gromu ale zawsze były to tylko wspólne wspomnienia. Opowiadali sobie o tym, co wydarzyło się kiedy byli osobno, temat przyczyny opuszczenia Gromu przez ich dwójkę nigdy nie został poruszony. Gdyby zapytała, najprawdopodobniej otrzymałaby odpowiedź. Teraz, było już za późno. Za późno na wszelkie słowa, pytania i… jej gardło ścisnęła niewidzialna łapa. Zamknęła oczy, zacisnęła je wręcz mocno, by nie pozwolić łzom popłynąć. Dlaczego wszystko musiało być takie trudne!?
Na razie była w stanie tylko pokręcić głową na pytanie kocura. Gwałtownie potrząsnąć, gwoli ścisłości. Dlaczego nie mógł jej zadawać pytań, na które odpowiedź była prosta, jak lub nie? Nie potrafiła mu wiele wyjaśnić, robiła się coraz bardziej sfrustrowana, a dodatkowo coraz bardziej brały nad nią władzę żal i gorycz.
- Noeee UEEEEM, ue telyyy, nudyly se - wyrzuciła z siebie zupełnie niezrozumiale, a wszystkie negatywne emocje, które czuła w tamtej chwili mogły być słyszane w tej krótkiej wypowiedzi. Ogon samotniczki poruszał się teraz w dość szybkim tempie z jednej strony na drugą, wyrażając gniew, który czuła. Głównie na samą siebie, na swoją ułomność, nie Rzecznego wojownika. Tego kocur raczej nie mógł jednak wiedzieć.
Księżyce: 76 Mistrz: Ostry Szpon Płeć: płeć w płynie [amab] Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Przepiórcza Pieśń Ojciec: Nocny Szkwał Trwałe urazy: blizna na szyi, asymetryczny chód (nierówne zrośnięcie prawej, przedniej łapy), bóle lewego oka i męty po lewej stronie pola widzenia
Księżyce: 76 Mistrz: Ostry Szpon Płeć: płeć w płynie [amab] Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Przepiórcza Pieśń Ojciec: Nocny Szkwał Trwałe urazy: blizna na szyi, asymetryczny chód (nierówne zrośnięcie prawej, przedniej łapy), bóle lewego oka i męty po lewej stronie pola widzenia
Od początku widać, że prawdopodobnie odziedziczył budowę ciała po rodzinie ze strony ojca, gdzie wiele było dużych, silnych kotów. I on ma zadatki na wyrośnięcie na takiego w przyszłości, chociaż na razie pozostaje jedynie dość okrągłą kluseczką, której objętości dodatkowo dodaje puchate, długie futro. Jeśli chodzi o jego kolor, po samych narodzinach można było je uznać za całkiem białe, jednak po kilku dniach zaczęło nabierać innych barw, biel pozostawiając jedynie na stopach wszystkich łap, szyi oraz pyszczku, gdzie tworzy jakby kształt trójkąta z czubkiem znajdującym się między oczami. W innych częściach zaczęło przyjmować przede wszystkim odcienie szarości, w różnym natężeniu, ciemniejsze przede wszystkim na głowie, nogach oraz ogonie, na których widoczne są również pręgi. Wchodząc w bardziej dokładne określenia, Kałużę można nazwać niebieskim srebrnym pointem. Całego obrazu kociaka dopełniają jeszcze okrągłe, niebieskie oczy, które pozostaną również w podobnym kolorze, gdy będzie już starszy.
Zapowiada się na urocze, miłe stworzenie, które nie powinno sprawiać swoim rodzicom większych problemów. Jest wesoły i bardzo optymistyczny, pozytywnie podchodzi do wszystkich napotkanych kotów. Mówi całkiem dużo, o wszystkim co akurat ją zainteresuje, a interesuje i ekscytuje ją właściwie większość rzeczy, chociaż zdarza się jej również zamyślić i przestać się odzywać całkowicie. Poza tym jest też dość niezdarny i zapominalski, wydaje się mieć trudności ze skupieniem się przez dłuższy czas na jednym zadaniu. Jak na razie jednak nie przejmuje się tym zbytnio, wierząc, że w przyszłości zostanie świetnym wojownikiem. Kocha całą swoją rodzinę, w tym oczywiście również rodziców, których stara się słuchać najlepiej jak potrafi. Wolałaby przecież nie łamać żadnych zasad i nie powodować kłopotów. Chociaż czy zawsze wychodzi jej to idealnie, to już inna sprawa.
Prawdopodobnie to również nie miał by dzień, w którym się dowie co mogło kierować takimi kotami. Czy to był znak na to, że taka wiedza nigdy nie zostanie mu dana? A może raczej, że żadne logiczne wytłumaczenie takich zachowań nigdy nie istniało i należało przestać próbować zrozumieć. To wszystko nie było jednak winą Promyk, ona nie zrobiła nic złego, była jedynie ofiarą tej całej dziwnej sytuacji.
I co Kałuża miała z tym zrobić? Mimo wszystko, pocieszanie kogoś w takim stanie, przeżywającego coś bardzo odległego od tego, co mogło spotkać kiedykolwiek kota wychowującego się całe życie w klanie pełnym rodziny, było trudnym zadaniem. - Ale teraz wrócisz do klanu Gromu. Tam będzie… lepiej. Tak myślę. – To było chyba jedyne, co przychodziło mu teraz na myśl. Nawet jeśli do tej pory było z nią źle, to już niedługo musiało być lepiej, bo trafi do tego prawidłowego miejsca, w którym powinna być od samego początku. To było to prawidłowe rozwiązanie, jedyne, co mogło pomóc. - Mogę cię odprowadzić na tę granicę, jeśli chcesz. – Tak, żeby na pewno się nie zgubiła, nawet jeśli teraz dotarcie tam nie powinno być zbyt trudne.
Love run,love run,love run,love run For all the things you wished you'd done
Run for all you know that’s coming
Run to show love's worth running to
europejska budowa, krępa, przeciętnej wielkości, krótkie futro, czarne srebrne klasycznie pręgowane, żółte wielkie jak u kociaka oczy
Jeszcze do bardzo niedawna można było ją opisać jako energiczną gadułę, pełną entuzjazmu, zainteresowania innymi, miłości do świata i życia. Bystra, śmiała i trudna do zniechęcenia. Znajdowała dobro we wszystkich, z którymi się spotykała, każdemu dawała szansę, cieszyła się z każdej rozmowy i z każdej nawiązanej relacji. Żywe srebro, którego trudno było nie lubić.
Teraz Promyk jest zupełnie innym kotem. Przez traumę, którą przeżyła, nigdy nie wróci w pełni do siebie. Wypełniają ją gniew i frustracja z powodu niemożliwości wyrażenia uczuć i opinii. Czuje się uwięziona w swoim ciele i w swojej głowie. Jest o krok od rozpoczęcia wyrażania tego co czuje za pomocą kłów i pazurów, syczenia i warczenia. Z oczywistego powodu stała się zamknięta w sobie, pełna goryczy i smutku.
żywi: Paziowa Łapa (Rzeka) pełna lista na dc w "lista użytkowników"
Dość szybko odzyskała nad sobą kontrolę po tym małym wybuchu. Całość potrwała tylko kilkanaście uderzeń serca, od momentu kiedy krzyknęła to pozbawione sensu zdanie. Przez chwilę wpatrywała się jeszcze w kocura, z piersią falującą od emocji. Ależ ona nienawidziła swojego głupiego gardła. Wszystko byłoby o tyle prostsze, wszystko zupełnie inaczej, gdyby tylko nie spadła wtedy i… urwała gwałtownie tok myśli, potrząsnąwszy głową.
Wzięła głębszy oddech i wtedy uświadomiła sobie, że kocur coś mówi. Mam szczęście, pomyślała. Inny kot mógłby w tej chwili już urywać mi ucho lub dwa za takie zachowanie na granicy klanu. Jeszcze bardziej wdzięczna kocurowi i jeszcze bardziej żałująca, że nie jest w stanie tego wyrazić, gorliwie pokiwała głową.
Wyraźnie i bez wątpliwości chciała przekazać, że tak, bardzo go prosi, by zaprowadził ją do klanu Gromu. Niech to wszystko się skończy.
Księżyce: 76 Mistrz: Ostry Szpon Płeć: płeć w płynie [amab] Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Przepiórcza Pieśń Ojciec: Nocny Szkwał Trwałe urazy: blizna na szyi, asymetryczny chód (nierówne zrośnięcie prawej, przedniej łapy), bóle lewego oka i męty po lewej stronie pola widzenia
Księżyce: 76 Mistrz: Ostry Szpon Płeć: płeć w płynie [amab] Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Przepiórcza Pieśń Ojciec: Nocny Szkwał Trwałe urazy: blizna na szyi, asymetryczny chód (nierówne zrośnięcie prawej, przedniej łapy), bóle lewego oka i męty po lewej stronie pola widzenia
Od początku widać, że prawdopodobnie odziedziczył budowę ciała po rodzinie ze strony ojca, gdzie wiele było dużych, silnych kotów. I on ma zadatki na wyrośnięcie na takiego w przyszłości, chociaż na razie pozostaje jedynie dość okrągłą kluseczką, której objętości dodatkowo dodaje puchate, długie futro. Jeśli chodzi o jego kolor, po samych narodzinach można było je uznać za całkiem białe, jednak po kilku dniach zaczęło nabierać innych barw, biel pozostawiając jedynie na stopach wszystkich łap, szyi oraz pyszczku, gdzie tworzy jakby kształt trójkąta z czubkiem znajdującym się między oczami. W innych częściach zaczęło przyjmować przede wszystkim odcienie szarości, w różnym natężeniu, ciemniejsze przede wszystkim na głowie, nogach oraz ogonie, na których widoczne są również pręgi. Wchodząc w bardziej dokładne określenia, Kałużę można nazwać niebieskim srebrnym pointem. Całego obrazu kociaka dopełniają jeszcze okrągłe, niebieskie oczy, które pozostaną również w podobnym kolorze, gdy będzie już starszy.
Zapowiada się na urocze, miłe stworzenie, które nie powinno sprawiać swoim rodzicom większych problemów. Jest wesoły i bardzo optymistyczny, pozytywnie podchodzi do wszystkich napotkanych kotów. Mówi całkiem dużo, o wszystkim co akurat ją zainteresuje, a interesuje i ekscytuje ją właściwie większość rzeczy, chociaż zdarza się jej również zamyślić i przestać się odzywać całkowicie. Poza tym jest też dość niezdarny i zapominalski, wydaje się mieć trudności ze skupieniem się przez dłuższy czas na jednym zadaniu. Jak na razie jednak nie przejmuje się tym zbytnio, wierząc, że w przyszłości zostanie świetnym wojownikiem. Kocha całą swoją rodzinę, w tym oczywiście również rodziców, których stara się słuchać najlepiej jak potrafi. Wolałaby przecież nie łamać żadnych zasad i nie powodować kłopotów. Chociaż czy zawsze wychodzi jej to idealnie, to już inna sprawa.
Skoro się zgadzała, można było ruszać w odpowiednią stronę. Właściwie, zwiedzanie granicy Gromu od tej strony nie było czymś, czym Kałuża zajmowała się kiedykolwiek szczególnie mocno. Jednak samo trafienie w odpowiedni punkt rzeczywiście nie powinno stanowić żadnego problemu. Starała się nie iść przy tym zbyt szybko, żeby mała, zmarznięta kotka nie zostawała koniecznie w tyle. - A znasz jakieś imiona kotów, które teraz są w klanie Gromu? Ja niezbyt wielu, ale wiem, że mają przywódcę Wężową Gwiazdę, jego zastępczynię Tupoczącą Salamandrę i medyczkę Gwiezdny Nurt. A, no i mój brat ma tam przyjaciółkę – Wyjącą Wilczycę. – Zaczął mówić w trakcie drogi. Nawet, jeśli rodzice Promyk odeszli, to przecież mogli jej opowiadać o jakichś innych krewnych czy przyjaciołach, którzy tam pozostali. A chyba warto było wiedzieć, na kogo tam można było jeszcze trafić.
Love run,love run,love run,love run For all the things you wished you'd done
Run for all you know that’s coming
Run to show love's worth running to
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
***
Pośród świeżej, jasnozielonej trawy jeszcze niedawno pasły się króliki. Pajęczyna czuł jeszcze ich zapach na wietrze, choć wiedział, że teraz stworzonka muszą już siedzieć schowane pod ziemią. Odeszły jeszcze kiedy świt zamieniał się w dzień, długo zanim książę przywlekł się w to miejsce. Nie spodziewał się, że upoluje tego dnia królika… choć od ich zapachu aż ślinka mu ciekła.
Postanowił zastopować na kilka chwil, rozejrzeć za najlepszym miejscem na polowanie. Na tak otwartym terenie miał całkiem dobry widok na pole kwitnącego rzepaku, w którym mogło chować się sporo gryzoni, zaś za sobą pośród drzew słyszał odległy śpiew ptaków. Miał ochotę na ptaka…
Wziął głębszy oddech i postanowił zostać tu jeszcze na chwilę.
Rybka wyłoniła się spomiędzy żółtego rzepaku w pyszczku niosąc zajęcze ucho, choć widać było, że nie było pierwszej świeżości. Gdzieś na polu jakiś drapieżnik dorwał szaraka i posilił się tylko trochę, resztą zajęły się kruki i sroki, a Ryba zgarnęła marne resztki, wyciągając z tego jedno zgrabne, chude uszko. Sama nie czuła w tym wielkiej zabawy, ale niosła je z myślą, że Panterze się spodoba, choćby miał je sobie tylko pogryzać w razie nudy.
Zamiast iść dalej w swoją stronę, zatrzymała się w półkroku, wyczuwając lekką woń obcego kota. Po krótkim rozejrzeniu się naokoło jej wzrok spoczął na białej plamie. Ilość blizn na nim oznaczała albo bojowego osobnika albo wytrwałego samotnika. Jedna z tych opcji była potencjalnie bezpieczna dla niezbyt dużej i równie niezbyt doświadczonej w walce Rybie. Nie chciała ryzykować, szczególnie, gdy niosła prezent dla przyjaciela, dlatego podeszła jedynie parę kroków, utrzymując ugięte nogi, gdyby trzeba było zwiewać.
- Dzień dobry! - przywitała się, upuszczając na chwilę królicze ucho i machając łapką ku nieznajomemu. - Mam na imię Ryba!
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Zorientował się, że nie jest tu sam... choć nieco później, niż mu się to podobało. Spojrzał w kierunku drobnej sylwetki, która ostrożnie zbliżyła się o parę kroków i przywitała z nim. Nie do końca rozumiał, dlaczego rozpoczęła rozmowę gdy ewidentnie była tak niepewna... może to jakaś głupia pieszczoszka? Pajęczyna nie podniósł się z pozycji siedzącej, ale przyjrzał się nietypowej kotce nieco uważniej.
- Witaj, Rybo. - odpowiedział, mniej entuzjastycznie niż ona, ale wciąż dosyć głośno. - Potrzebujesz czegoś? I co tutaj robisz? Bo chyba nie jesteś kotem z klanu, hm? - mruknął z ciekawością, prawie jakby on sam należał teraz do jakiegoś klanu. Wyglądało na to, że byli sobie równi... że chyba Rzeczniacy zaczęli nazywać swoje kociaki na cześć jedzenia. To byłoby śmieszne!
Zmrużył lekko oczy, gdy zobaczył jakiś szarawy kształt leżący w trawie za kotką. Przytargała coś ze sobą? Jeśli to zwierzyna, to może byłaby tak miła i podzieliła się ze starszym kocurem? Pająk oblizał pysk na myśl o śniadaniu.
- Ja nazywam się Zroszona Pajęczyna... Nie musisz się mnie bać, nie zjem cię. - wyszczerzył zęby w krótkim, krzywym uśmieszku. - Nie jestem jeszcze aż tak głodny.
Cofnęła mimowolnie uszy, nieco zawstydzona takim założeniem. Wiedziała, że nie ma ani nic złego ani nic dziwnego w byciu samotnikiem, brak Klanu w niczym jej nie przeszkadzał, ale jednak kiedy był to jej cel już od pewnego czasu, przykro było słyszeć to tak, jakby nie była wystarczająco dobra, by się do niego dostać.
- Aż tak to widać? - spytała, niezręcznie ocierając łapę o drugą nogę. Zignorowała poprzednie pytania, gdy cała jej uwaga skupiła się na tym jednym temacie. - Wiesz może, gdzie jest Wicher? Tam właśnie zmierzam - dodała, gryząc się zbyt późno w język. Czy powinna była kompletnemu nieznajomemu sprzedawać takie informacje? I to całkowicie za darmo? Kto ich tam wie, samotników, hulaków, cóż to im nie wpadnie do łba.
- Jeszcze? - cofnęła się dwa kroki w tył. - Co zwykle jadasz, drogi panie? - spytała. - Nie mam za wiele...Może udałoby mi się jeszcze wyrwać jakieś resztki z zająca, który leży na złotym polu? Choć i jak ja tam przybyłam, to nie było tego wiele. Co smaczniejsze kąski powybierały kruki.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Zauważył jej reakcję i przez moment był nią mocno zdziwiony. Tak naprawdę nie starał się jej urazić, więc czemu nagle wyglądała na tak zatroskaną? Dopiero po jej kolejnych słowach Pajęczyna zrozumiał, o co chodziło. Nie uśmiechnął się, ale prychnął pod nosem, co zabrzmiało prawie jakby był rozbawiony reakcją kotki.
- Zdradziłaś się imieniem. - wyjaśnił, ucieszony możliwością na wymądrzanie się. - Gdybyś należała do klanu, zapewne nazywałabyś się Rybią Łapą. Wiesz, tak brzmią imiona terminatorów. - na oko uznał ją za młodziutką. Może nawet nie miała jeszcze dwunastu księżycy? Choć wygląd nie zawsze wskazywał idealnie na wiek, to Ryba naprawdę była drobną kotką, a jej podejście do otoczenia aż krzyczało brakiem doświadczenia w życiu.
Na wspomnienie Wichru podejście Pajęczyny zmieniło się momentalnie. Przez kilka uderzeń serca wpatrywał się pustym wzrokiem w Rybę, tak jakby nie mógł do niego dotrzeć sens jej pytania.
- Jasne, że wiem. - odburknął, po czym wykrzywił łeb aby wygładzić językiem futro na barku. Tak, jakby wcale nie był zdenerwowany. Teraz nie chciał spłoszyć Ryby. Może dowie się od niej czegoś ciekawego? - Po co chcesz tam iść? Nie pachniesz jak Wichrzak. - zauważył, choć przecież to było oczywistością. Nie była kotem z Klanu... na pewno nie w ostatnim czasie. Może urodziła się w Wichrze a potem z jakiegoś powodu przebywała poza nim? Może dopiero teraz wróciła, tak jak on sam?
Nie wytrzymał, widząc jej reakcję. Pająk zarechotał tak głośno, jakby od księżyców nie słyszał czegoś śmieszniejszego.
- Tylko się droczę, młoda! Nie wiem, co usłyszałaś od kotów na Siedlisku, ale klanowe koty nie żywią się wcale zagubionymi kociętami! - podniósł się, przekonany do tej rozmowy. Nie było tak nudno, jak się spodziewał. Może po prostu tęsknił za dokuczaniem innym kotom? - Tak się składa, że przyszedłem tutaj by zapolować. Gdybym coś miał, mógłbym się nawet podzielić... ale nie zdążyłem. A należy mi się więcej, niż ptasia karma... więc dziękuję, ale nie skorzystam z propozycji. - mruknął, prawie uprzejmie.