Logo Artemidy
Mgielne Bajoro
Uśmiech tkwił na jej pyszczku i z każdym Bażancim słowem powiększał się. Finalnie Bajorko zachichotała. Niegdyś to ktoś inny obiecał jej kwiaty… wspólne ich zbieranie i… zmarszczyła brwi. Jak żałosnym było wracać wciąż i wciąż myślami do osoby Trzmielopręgiego…
— Bratki — odpowiedziała, ponownie skupiając się na postaci Spalonego Bażanta. Był inny i to ją intrygowało. Bajorko od zawsze potrafiła docenić piękno, w tym przypadku nie było wyjątku. Piękno w specyficznych słowach zostało więc przez nią docenione.
Nabrała powietrza i podświadomie je wstrzymała. Racja… nie zawsze była Bajorkiem. Przeszła swoją małą, prywatną drogę, by finalnie stać się tym, kim od zawsze było jej pisane być. Aby coś docenić, niekiedy potrzeba czasu, nie była tutaj wyjątkiem.
— Ojcowie nazwali mnie Bajorkiem, za kociaka marzyłam o zmianie imienia, wtedy… wtedy wydawało mi się być paskudne, brudne — a to najgorsze, co mogło wtedy istnieć. Brud. A do tego brud w jej własnym imieniu — Zostałam Połyskującym Futerkiem — jakoś tak… spięła się, gdy tylko owe imię zostało przez nią wypowiedziane — Długo mi zajęło, by wrócić do Bajorka — można rzec, iż zbyt długo. Albo stwierdzić, iż imię, to tylko imię, nie za wielki wpływ ma na osobę. A jednak dla kotki ważne było.
— Do wody wrzucać? — powtórzyła po Bażancie, a jej brwi nieco się zmarszczyły — a to… bezpieczne? Zachorują, a do tego pływać nie umieją, krzywdę sobie zrobią — nieszczególnie owa wizja jej się podobała… BA, przerażała ją. Mogła jedynie gdybać skąd u Bażanta takowy pomysł.
— Kiedyś… — i głos ugrzązł jej w gardle. Nie było lepszej odpowiedzi, niż to jedno słowo. Chciałaby… acz nie potrafiła nic więcej powiedzieć. Może to brak TEJ osoby tak wszystko utrudniał? Bajorko nabrała większą ilość powietrza, następnie powoli je wypuściła — chciałabym swoje, nie czyjeś, nie… nie przynoś mi żadnych — zaśmiała się krótko, wręcz wymuszenie. Chciała siebie rozluźnić — Zawsze możesz poprosić Psią Gwiazdę o rangę matki —
jestem dla ciebie tylko lisem,
podobnym do stu tysięcy innych lisów.
lecz jeżeli mnie o s w o i s z,
będziemy się nawzajem
potrzebować
LVL 8 200 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
27
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Bratki.
Że takie jak on i Gęsia Skóra? Powiedzieć, iż Spalony Bażant średnio zrozumiał, to jak nie powiedzieć nic. Bratki. Jak mantra powtarzał sobie ów słowo, byleby zapamiętać. Może Kozia Skarpa cokolwiek wiedziała na ten temat. Zdecydowanie powinien był ją zapytać.
- Paskudne i brudne? - powtarza - Nie, żeby coś, nie? Ale jesteś na tyle, czaisz, czysta i piękna i w ogóle, że ja to bym pomyślał, czy to w ogóle po to nie siedzisz cały czas w bajorze! No, ale... pasuje ci, nie? To bardzo ładna historia, głęboka, nie wiem, czy jeziora są głębokie, twoje oczy na pewno i ten, twoje imię... ty też. Ja jeszcze nie spłonąłem, no nie? Ale jak czasem tak patrzę na pewne koty, to bym mógł i w ogóle...
No i mógł równie dobrze teraz nawet spłonąć. Czy ze wstydu? Miał wystarczająco płomienny wyraz i barwę pyska - mniejsza, czy to rumieniec, czy naturalna rudość.
- Wyglądasz, jakbyś się miała polubić z wodą, a nie? Błękitne i bajoro... - wysnuwa - Gdybyś była rybą, no nie, to byłabyś chyba łososiem. Bo to moje ulubione ryby. Bo są ładne na zewnątrz, ale w środku to one są nawet lepsze, no. Zjadłbym łososia. Ciebie może nie, szkoda by było!
No i może ona też mogłaby być jego ulubionym kotem. Chyba myślał za dużo, choć to się często nie zdarzało. Musiał to obgadać z Kozią Skarpą, niezwłocznie.
- Afirmacja. - mówi - To taki sposób, nie? Że jak czegoś chcesz bardzo, to o tym myślisz i w ogóle, i to dostajesz. Ja sobie myślę, że to działa. Się sprawdzi może. U mnie i u ciebie, i w ogóle. Oby.
Chyba sobie wymanifestorwał to wszystko. Siedzenie nad wodą i połów z kimś takim u boku. Afirmacja, jeszcze jak. I oby to trwało jak najdłużej!

// zt
[Obrazek: Y2J8yRm.jpeg]
LVL 8 230 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
21
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
***

Jakoś… polubiła to miejsce. Nie było to jezioro, rzeka czy inna Wielka Woda. Było to zwykłe bajoro. I może właśnie tutaj tkwił cały urok tego miejsca. Zwykłe miejsce, które staje się jakimś cudem tym wyjątkowym.
Wojowniczka zatrzymała się przy brzegu, nachyliła się i wbiła spojrzenie w wodę, a dokładniej w swoje odbicie. Jej pyszczek był spokojny, choć… krył się tutaj cień zmartwienia, czegoś… mrocznego. Zupełnie nie pasującego do postaci, jaką była Bajorko. Kotka usiadła.

//pies
jestem dla ciebie tylko lisem,
podobnym do stu tysięcy innych lisów.
lecz jeżeli mnie o s w o i s z,
będziemy się nawzajem
potrzebować
LVL 8 200 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
27
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wiele był w stanie wybaczyć.
Wybaczał im występki, przebaczał to, iż stawiali mu się, popełniali błędy, wykazywali się nierozwagą, czy młodzieńczą, głupią butą. Znosił to pokornie, przyjmując na siebie ich gniew i żale. Wybaczał, wszak znaczyło to dla niego tak niewiele. Oni wszyscy znaczyli tak niewiele. Gdy jednak ktoś taki jak ona wbijał mu pazury w plecy - czy wciąż mogło to zostać przebaczone?
Ostatnimi czasy nietrudno było natrafić na niego daleko poza cienistym obozem. Nie planował spotkania z nią, stroniąc od jej widoku. Kiedy jednak jego oczom ukazała się jej sylwetka, ten przystanął, mgliście się w nią wpatrując. Bez słów, wszak czy te były jakkolwiek potrzebne?
Jak wiele mógł wybaczyć? I czy wciąż potrafił?

ZBUDZONY NOCĄ WIDZĘ DIABŁA CIEŃxxxxxXXXXXXx


spowity płachtą pełną złoceń; tuż obok kapcia wylękniona mysz zastyga nagle niczym posąg


nie lękaj się
on nie jest zły
on też ma sny
jak słodkie łzy
[Obrazek: YykUSwC.png]
natury grzech
anielski śpiew
kosmaty dzień
diabelski cień

zamknięte są wrota miłości, bezsenne daremne marzenia, zamglone są oczy przyszłości

xxxxxXXXXXXxBEZKSZTAŁTNE JAK MORSKIE ROJENIA

LVL 12 425 / 500
MedLVL 0 0 / 100
33
Siła
S
27
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
120
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
A jak wiele wybaczyć mogła ona? Jak wiele wybaczyć mógł ktoś taki jak ona.
Teraz ją widział. Teraz nie była tylko jedną z wielu w tłumie, którą można zignorować, udać, że… że jej tam nie ma. Puścić jej słowa mimo uszu. Była tu. Tkwiąca w bezruchu, wpatrzona w swoje własne odbicie i czująca spojrzenie, które się w nią tak intensywnie wwiercało. Niczym piszczek podczas polowania. Mysz w trawie, która została wypatrzona przez polującego wojownika. Kilka uderzeń serca dzieliło ją od stania się ofiarą w łapach łowcy. Bajorko wypuściła wstrzymane powietrze, powoli, spokojnie.
Miała za sobą kogoś, kogo nie potrafiła w danej chwili nazwać słowem odpowiednim. Był kimś, do kogo poszła z prośbą o pomoc, przed kim się otworzyła i poruszyła tematy, których nie poruszała z nikim wcześniej — ani też później. Miała za sobą tego, któremu ofiarowała cząstkę swojej miłości zarezerwowanej ojcom… zabawne… Nie musiała na niego patrzeć, nie musiała nawet go słyszeć, wiedziała, iż był to sam Pies. Jego przytłaczająca obecność dosięgła ją aż tutaj.
Gdzieś tam w środku, za tym całym bałaganem, który w niej powstał, wiedziała — czuła — iż moment ich spotkania nadejdzie. W pobliżu nie będzie nikogo, tylko oni. Ona i… wuj.
Bajorko nabrała powietrza i ponownie powoli je wypuściła.
Nie była najlepsza w trzymaniu emocji na wodzy, nie była też najlepsza w… chowaniu urazy. To jednak było zupełnie co innego, coś… czego nie dało się wybaczyć. Szaleństwa się nie wybacza, nie po tym, co wraz z nim nastąpiło. Rozłam obozu, interwencja samych Gwiezdnych… wyjawienie sekretu, który Pies skrywał… tracił życia. Jedno po drugim… Za karę?
Bajorko przymknęła powieki. Bardzo chciała, starała się najbardziej jak mogła. Niczym mantrę powtarzała w głowie wszystko, za co należało nienawidzić Psa. Wszystko, przez co zasłużył na jej pogardliwe spojrzenia, na jej nieprzychylne słowa, na jej nienawiść.
Księżyce temu chciał by mu coś obiecała. By przysięgła, iż zajmie się jego potomstwem najlepiej jak będzie potrafiła… a potem tak brutalnie jej to uniemożliwił. Sam złożył jej obietnice, ile teraz była warta? Ile było warte jej podzielenie się z wujem tym, iż chciałaby założyć rodzinę? Czemu po takim wyznaniu zrobił coś TAK haniebnego? Nienawiść… pogarda i zawód. To powinna czuć do jego osoby. To powinna czuć teraz, w chwili gdy Pies stał kilka lisich długości za nią.
Serce Bajorko wciąż pozostało na wierzchu.
Z nienawiścią bowiem nie było jej po drodze i aż dziwnym było to, że teraz… po tym wszystkim co się stało… czuła — gdzieś tam w środku — zakopane pod tym wszystkim… że wciąż była w stanie wyciągnąć poranione, własne serduszko ku wujowi. Odkryte, bezbronne, narażone na wszystko. Nie chciała przed nikim — a tym bardziej przed samą sobą — przyznać, iż była gotowa do czegoś takiego się posunąć. Spojrzeć w Psie oczy bez cienia pogardy.
Bo… jak się kogoś pokocha, to nie da się go znienawidzić…
Bajorko podniosła głowę, obróciła ją ku niemu. Wzrok wbiła w lisią postać Psa.
Więc zapytajmy jeszcze raz… Jak wiele ona mogła wybaczyć?

Wszystko… mogła wybaczyć wszystko.
jestem dla ciebie tylko lisem,
podobnym do stu tysięcy innych lisów.
lecz jeżeli mnie o s w o i s z,
będziemy się nawzajem
potrzebować
LVL 8 200 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
27
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
W istocie tak niewiele potrafiło sprawić, by Psia Gwiazda poczuł... skruchę.
Niewiele było w stanie skłonić go do refleksji wszak wszystko, co robił, było uprzednio starannie zaplanowane. Ułożone, przemyślane, pewne. Nie zasiała w nim ziarna wątpliwości, wszak nie było w nim rozterek. Nie chybotał się na własnych łapach, kroczył pewnie - i z podniesionym łbem, nie bacząc na to, co mijał. Na swoje własne odbicie. Wszak owce zapatrzone w zwodzącego ich wilka nigdy nie podążą za pasterskim Psem. Być może dopiero wtedy, gdy śmierć zajrzy im w pozbawione duszy oczy. Gdy przekonają się, iż w istocie nigdy się nie mylił.
A jednak pewna sprawa zdawała się w nim odżywać na nowo. Odżywać i uwierać. Był to szczególny rodzaj dyskomfortu, bowiem dotyczył jej. Tej, z którą odbył tyle rozmów. W którą wierzył, którą pragnął wspierać, choć nie zawsze pochwalał jej wybory - był w stanie odpuścić. Tej, którą kochał bardziej niż własne kocięta. Tej, która jako pierwsza postanowiła go zdradzić. Marnotrawna córka, pierwsza z ogarniętych szaleństwem owiec. A jednak nie potrafił jej winić, czuć gniewu, znienawidzić. Choć tak pojętna - nie była w stanie zrozumieć. Dotrzymywała złożonego mu słowa. Czy mógł ją winić za wierność?
- Możesz myśleć, że oszalałem. - powiedział w końcu - Jednak tli się we mnie duma, widząc, iż w istocie Błękitne Bajorko nie jest już wyłącznie małą Bajorkiem. I nawet wszystkie te słowa, które padły nie byłyby w stanie tego zmienić. Nie winię cię, iż wybrałaś drugą stronę, jednak chciałem, byś wiedziała.
Być może niegdyś go zrozumie. Niewielkie znaczenie miał fakt, iż postanowiła trwać w błędzie. Jeśli nie będzie za późno - wciąż gotów był jej wybaczyć - jak ojciec wybaczał swym marnotrawnym dzieciom.

ZBUDZONY NOCĄ WIDZĘ DIABŁA CIEŃxxxxxXXXXXXx


spowity płachtą pełną złoceń; tuż obok kapcia wylękniona mysz zastyga nagle niczym posąg


nie lękaj się
on nie jest zły
on też ma sny
jak słodkie łzy
[Obrazek: YykUSwC.png]
natury grzech
anielski śpiew
kosmaty dzień
diabelski cień

zamknięte są wrota miłości, bezsenne daremne marzenia, zamglone są oczy przyszłości

xxxxxXXXXXXxBEZKSZTAŁTNE JAK MORSKIE ROJENIA

LVL 12 425 / 500
MedLVL 0 0 / 100
33
Siła
S
27
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
120
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Stała w bezruchu, nie drgnęła, jedynie wiatr poruszał jej futro.
Ta chwila dla Bajorko trwała długo, bardzo. Napięcie rosło, Emocje się kumulowały, a niepokój narastał. Zaczęła czuć jak bezbronną przyszło jej być w tejże chwili. Znajome, nieprzyjemne uczucie.
Pies się ruszył, a ona przegrała. Również się ruszyła, zrobiła dwa kroki w tył, tylna łapa chlupnęła w wodzie, a Bajorko znieruchomiała. Nie lubiła wody. Nie lubiła być mokra, a owe uczucie było nieprzyjemne, dotykało wspomnienia, których pamiętać nie chciała. Zimna woda zaszczypała skórę na łapie i tylko spotęgowało to ogarniający ją stres. Co się stanie…
Głos Psa. Słowa skierowane do niej, tylko i wyłącznie do niej. Nie ignorował jej, nie udawał, iż jej tutaj nie było. Patrzył na nią, mówił do niej… widział ją. Wojowniczka zacisnęła szczękę. Czy jak się odezwie, to jej głos się załamie? Zająknie się i okaże słabość? Ośmieszy się w tak żałosny sposób? Zacisnęła szczękę. Była TĄ, która odezwała się pierwsza. Wyszła przed szereg i niemal zapoczątkowała to wszystko, co wydarzyło się potem. Nie zająknie się.
Ona nie myślała, ona wiedziała, iż Pies oszalał.
Patrząc na niego wtedy, patrząc na niego teraz… zacisnęła szczękę, z całej swojej siły utrzymując nieruchomą, dumną postawę. Chęć skulenia się została stłamszona, nie ugięła się.
— Nie chcę twojej dumy — jej uszy drgnęły, gdy tylko usłyszała jak brzmiał jej własny głos. Był ostry, precyzyjny. Trafiający w sam środek wyznaczonego celu. Tym razem celem był Pies, jego pierś… serce, bądź ostatnie jego strzępy.
Skupiła się teraz na uczuciu, które wywoływała u niej woda, w której to stała jedną z tylnych łap. Woda z bajora była zimna, chłodna, z początku wręcz piekąca. Skóra zaczęła się już jednak przyzwyczajać, a irytujące uczucie powoli zmieniało się w tolerancję.
Uszy wojowniczki położyły się, brwi zmarszczyła, a oddech spłyciła. Czuła się jak przed drapieżnikiem. Ogarnęło j uczucie takie samo jak w momencie, w którym lisia paszcza złapała jej głowę w swoje szczęki. Na skórze czuła ostre kły lisa, mokre od deszczu futro przylgnęło nieprzyjemnie do jej skóry, w uszach rozbrzmiał przyprawiający o ból głowy pisk. Oczy zaszły mgłą, a przerażenie z każdą chwilą narastało. Gdy docierało do niej w jakiej sytuacji przyszło jej się znaleźć. Gdy jedna decyzja kontynuowania tego, co się zaczęło, doprowadziło ją do TEGO miejsca, tego momentu.
Dokładnie tak opisałaby ową sytuację. Niczym opowieść o jej pierwszym starciu z lisim potworem.
— Chcę wiedzieć czemu — mała, słodka Bajorko… cały dzień poświęciła na perfekcyjne ułożenie futerka, by móc przejść się po obozie, z przekonaniem, iż każdy — bez wyjątku — będzie patrzył właśnie na nią! Będą podziwiać, będą się zachwycać… Obraziła po drodze nie jednego kota, który nie wydawał jej się być atrakcyjny. Potem zapyta Żmijookiego, w której pozie jej ogon prezentuje się lepiej… Kiedy to wszystko tak się zmieniło? Kiedy ten kociak znalazł się tutaj… stał przed Psią Gwiazdą z wysoko uniesioną głową, z zakurzonym futrem, morką łapą i z tym spojrzeniem. Pozbawionym niechęci, bez nienawiści. Nie interesująca się tak obsesyjnie swoją osobą. Liczyli się inni, liczył się on.
Głos Bajorko mógł ranić, acz spojrzenie… tego nie dało się zmienić. Wrodzone ciepło w nim pozostało, ta nutka nadziei i pokłady miłości. Mogła się starać, tego jednak ukryć się nie dało, nie potrafiła, nigdy nie potrafiła.
jestem dla ciebie tylko lisem,
podobnym do stu tysięcy innych lisów.
lecz jeżeli mnie o s w o i s z,
będziemy się nawzajem
potrzebować
LVL 8 200 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
27
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Nie ma to większego znaczenia, Błękitne Bajorko. Nie musisz pragnąć mej dumy, by zwyczajnie ją... mieć. - odparł - Nie śmiałbym mieć ci za złe tego, że mnie znienawidziłaś. Nie miałbym prawa cię za to winić. Jeśli miałbym być zupełnie szczery, choć sama możesz uznać to za cynizm... imponujesz mi, Błękitne Bajorko. Jako pierwsza wyrwałaś się przed szereg, jako pierwsza sprzeciwiłaś się memu słowu... A jednak, jak mógłbym winić cię za to, iż w istocie dotrzymywałaś każdego przyrzeczonego mi słowa? Jak mógłbym winić cię za to, że chciałaś ich chronić? To ja byłem głupi, Błękitne Bajorko. To ja byłem nierozsądny, prosząc cię o coś takiego, wiedziałem, że dotrzymasz słowa. Jak mógłbym winić cię za zdradę...? Twoją zdradą jest twa szlachetność. Zachowałaś się szlachetnie, jednak nie słusznie. Ale i za to nie mam prawa cię winić.
Jak dziwnym uczuciem było spostrzeżenie, iż w istocie był to tak piękny dzień. Być może nigdy wcześniej nie zwrócił na to uwagi, a może zwyczajnie los im sprzyjał. Cóż za niesprzyjająca sceneria do toczenia podobnych rozmów, o ironio, jakże pozbawionych uroku.
- Możesz mnie nienawidzić, Błękitne Bajorko. - powiedział - Ale to nigdy nie sprawi, że ja znienawidzę ciebie. Nawet jeżeli pewnego dnia staniemy naprzeciwko siebie, choć po przeciwnych stronach.
Jak posąg, tak prezentowało się jego ciało. Zaniedbana, krusząca się statua, choć sprawiająca wrażenie, jakoby kiedyś pełna była chwały. Napięte, suche mięśnie, ciężki krok. Mętne, choć zdecydowanie nie puste oczy. Miarowy, płytki oddech.
- Niekiedy może się nam wydawać, iż koty potrafią zmienić swą naturę. To nieprawda. - odpowiedział - Być może ta daje o sobie znać dopiero po długich, bardzo długich księżycach. Przestałem wierzyć w wolę Gwiazd, kiedy i oni przestali podzielać ją we mnie. Nigdy nie byłem wiernym kotem, ale nie zdradziłem swoich ideałów. Nigdy nie zatraciłem samego siebie. Niegdyś zrozumiesz, Błękitne Bajorko. Może nie za wschód słońca, nie za dzisięć księżyców, lecz kiedyś stanie się to dla ciebie jasne. Jednak... jeszcze nie teraz. Wiedz jednak, że zrobiłem to dla Klanu. Również dla ciebie.
Spojrzał, po raz pierwszy podczas rozmowy, w jej błękitne, niewinne oczy:
- Przepraszam, Błękitne Bajorko.

ZBUDZONY NOCĄ WIDZĘ DIABŁA CIEŃxxxxxXXXXXXx


spowity płachtą pełną złoceń; tuż obok kapcia wylękniona mysz zastyga nagle niczym posąg


nie lękaj się
on nie jest zły
on też ma sny
jak słodkie łzy
[Obrazek: YykUSwC.png]
natury grzech
anielski śpiew
kosmaty dzień
diabelski cień

zamknięte są wrota miłości, bezsenne daremne marzenia, zamglone są oczy przyszłości

xxxxxXXXXXXxBEZKSZTAŁTNE JAK MORSKIE ROJENIA

LVL 12 425 / 500
MedLVL 0 0 / 100
33
Siła
S
27
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
120
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Brzydziła się… nie nim, a sobą.
Jako kocię brzydziła się siebie, gdy tylko przyszło jej być ubrudzoną, mieć zakurzone futro. Wtedy wystarczyło je wyczyścić, Ułożyć i doprowadzić do perfekcji.
Teraz nie wiadomo jak wiele czasu by poświęciła — obrzydzenie by pozostało. Ciągnęłoby się za nią i nie chciało odczepić.
Słowa dumy wciąż dotykały tak czułe punkty, które sprawiały jej przyjemność. Były to słowa kojące i tak nieprzyjemnie… cudowne
— Nie słusznie? — uszło z jej pyszczka. Brwi wojowniczki się zmarszczyły, a sama zrobiła drugą z tylnych łap krok w tył. Teraz już obie znajdowały się w wodzie, uparcie i uciążliwe o sobie przypominając. Zachowywała trzeźwy umysł, nie pozwalała by to cholerne serce przejęło stery i pozwoliło łzom płynąć. Rzuciłaby się wtedy na wuja… przytulając go. Szepcząc jak to bardzo jej przykro i jak bardzo żałuje tego rozłamu. Bajorko stała twardo, nie drgnęła.
— Zachowałam się niesłusznie bo się odezwałam? Bo jako pierwsza stanęłam w obronie tych, których przyrzekaliśmy chronić? — powoływanie się na Kodeks wojownika w tej chwili było… zbędne. Znała już podejście Psa do niego — Zbutwiały Pień zaatakował twojego zastępcę, twoją rodzinę — …bo do tej pory nie miała świadomości, iż szalony wojownik za cel chciał obrać ją… nie jej brata — jaka kara go czeka? — stanowczy głos wojowniczki był… specyficzny. Nie ma lepszego słowa na opisanie go. Powaga mieszała się tutaj z nadmiarem emocji.
Wstrzymała powietrze. Ten, który podzielił ich Klan, śmiał mówić takie słowa. Zacisnęła szczękę, a po jej żuchwie rozszedł się ból. Czuła jak wali jej serce, jak ciężko było jej brać każdy kolejny oddech.
— Co takiego mogą dać Klanu… MI mianowane przedwcześnie kocięta — bo to o nie się rozchodziło… tak? To był moment, w którym Bajorko dostrzegła zepsucie wuja. Od tego momentu widziała jego szalone zachowania. To się zaczęło już wcześniej, dużo wcześniej. Moment kulminacyjny był jednak na poprzedniej ceremonii.
Nie spuściła wzroku. Uparcie wytrzymała wzrok wuja, nawet jeśli tak bardzo paliła ją chęć odwrócenia wzroku. Poruszyła jedną z tylnych łap, która wciąż znajdowała się w wodzie po kostkę. Zimne otrzeźwienie umysłu.
— Jak wiele są warte przeprosiny, jeśli nie robi się nic, by się zmienić — głos Bajorko mimo prób… złagodniał. Poległa? Przegrała tę walkę i uległa słabości?
jestem dla ciebie tylko lisem,
podobnym do stu tysięcy innych lisów.
lecz jeżeli mnie o s w o i s z,
będziemy się nawzajem
potrzebować
LVL 8 200 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
27
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Niesłusznie. - powtórzył - Zachowałaś się, być może w ich oczach, cóż... dobrze, jednakże jest pewna cienka granica między tym, co dobre, a słuszne, Błękitne Bajorko. Być może, dla ciebie, dla nich nie zachowałem się dobrze... zachowałem się jednak słusznie. Być może niegdyś zrozumiesz różnicę.
Westchnął:
- Władza to wieczna niepewność. Balansowanie między tym, czego chcą, a tym, co dla nich dobre - jednak to ja muszę dokonać wyboru. Okoliczności nie są takie proste, jak się to wydaje, Błękitne Bajorko. Tak, jak dzieje Lasu... Koty zawsze będą się sprzeciwiać, będą na ciebie złe, póki okoliczności nie zmuszą ich do tego, by było inaczej. A tak... tak w końcu się stanie. Zawsze mówiłem, iż lepiej jest budzić strach niż miłość... i w tym przypadku jesteś skłonna się ze mną zgodzić, prawda?
Psia Gwiazda nie popełnił w swym życiu wiele błędów, a jednak - dopuścił się tego najbardziej haniebnego. Nie wcisnął ich w ziemię, nie pościnał ich głów. Wtedy bowiem nie musiałby obawiać się zemsty - ale może w istocie to jej grozy tak pożądał.
- Czasami to, czego najbardziej się obawiamy, przychodzi do nas w niespodziewanych formach. Zło, zniszczenie, zaraza... nie ma kłów, szaleństwa w oczach i pyska srogiego Psiej Gwiazdy... Czy kiedy celem jest dobro Klanu, jego bezpieczeństwo i spokój w całym Lesie, czy wówczas można rzec, że cel uświęca wszelkie środki?
Czy wiedza, którą posiadał, czyniła go szalonym - takim, jakim chcieli widzieć go oni? I czy ona w istocie w to uwierzyła...?
- Wyrosłaś, Błękitne Bajorko. Wyrosłaś na wspaniałego, dojrzałego kota. - mruknął - Ale nie wiesz jeszcze tak wielu rzeczy, nie widzisz widma zniszczenia krążącego nad Lasem, nie wiesz o tym, co trawi Grom, Wicher i Rzekę. I w końcu to samo przyjdzie do nas. Po mnie, po ciebie, po cały Klan... mogą zarzucić mi złamanie Kodeksu, ale nie mogą powiedzieć, iż nie próbowałem walczyć z tym, co nieuchronnie nadchodzi. Nie mogą mi zarzucić, iż kochałem w swym życiu cokolwiek innego niż Klan Cienia. To wiedza o tym wszystkim jest mą zgubą
Czy w istocie byli tu zwycięzcy i przegrani?
- Ale miłość to największa trucizna, prawda? - przyznał - Mimo wszystko nie żałuję, że kochałem, wciąż kocham ciebie. Nie oczekuję przebaczenia... ale chcę, byś obiecała, iż nie dasz omamić się wilkom, tym, które zdają się nosić owczą skórę. Pozory bywają mylne, ale natura kota jest niezmienna... i nadzwyczaj - zwodnicza.

ZBUDZONY NOCĄ WIDZĘ DIABŁA CIEŃxxxxxXXXXXXx


spowity płachtą pełną złoceń; tuż obok kapcia wylękniona mysz zastyga nagle niczym posąg


nie lękaj się
on nie jest zły
on też ma sny
jak słodkie łzy
[Obrazek: YykUSwC.png]
natury grzech
anielski śpiew
kosmaty dzień
diabelski cień

zamknięte są wrota miłości, bezsenne daremne marzenia, zamglone są oczy przyszłości

xxxxxXXXXXXxBEZKSZTAŁTNE JAK MORSKIE ROJENIA

LVL 12 425 / 500
MedLVL 0 0 / 100
33
Siła
S
27
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
120
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Niesłusznie
Powtórzyła w głowie po Psie. Nie zgadzała się z nim. Majaczył, majaczył już od dawien dawna. Idąc jego logiką, tym co właśnie mówił… Zabicie go. Nie będzie dobre, ale będzie słuszne — dla Klanu. Dla tych, których niszczył już od samego początku. Dla Chlapki, która zagubiła się już w tak młodym wieku… dla jego najmłodszych kociąt… dla wszystkich.
— Słusznym było wpuszczanie Rzeczniaka do klanu? I kłamanie o jego pochodzeniu? — uniosła głowę. Wiedziała o tym. Wiele księżyców temu się dowiedziała, acz do tego momentu milczała. Nie mówiła, iż wie… i to był błąd. Błąd, który popełniła, będąc zaślepiona… tak skutecznie zmanipulowana dobrym słowem i ciepłym gestem. Już się nie da… Już nie pozwoli, by ponownie tak się stało. Nigdy.
— Budzenie strachu nigdy nie będzie lepsze od miłości — jej słowa były twarde. A jak już wiadomo — w naturalnie ciepłym tonie głosu Bajorko, była to rzecz rzadko spotykana. Rzecz, którą nie każdy miał okazję usłyszeć — Kiedyś to zrozumiesz — zadarła głowę, stosując Psią taktykę. Wykorzystując jego słowa — gdy będziesz na dnie, nie będzie przy tobie nikogo. Ci, którzy się bali odejdą, zostawią cię. Gdy będziesz… gdy będziesz zdychał — głos jej się załamał. Nie była dostosowana do wypowiadania takich słów. Wręcz paliły ją w gardło, raniły ją… — …będziesz również sam — bo jej nie będzie. Nawet jeśli była tą, która zdołała obdarzyć tego… potwora ciepłym uczuciem, które zwać można i miłością, nie będzie jej. Będzie to bowiem jej ostatni dowód, iż wyswobodziła się spod władania Zagubionego, Szalonego Psiej Gwiazdy.
Skuliła uszy na kolejne słowa aprobaty. Była na siebie tak okropnie zła, iż wciąż powodowały u niej przyjemne uczucie, iż wciąż gdzieś tam w środku pragnęła je słyszeć.
Coś co było jej słabością za kociaka, wciąż z nią pozostało… komplementy, słowa aprobaty. Tak łatwo można było ją takowymi kupić. Wielu skorzystało z owej możliwości, acz tylko jeden potrafił tak skutecznie owinąć sobie ją wokół paluszka — Pies.
Miłość sprawiała ból… z tym nie mogłaby się nie zgodzić. Nie raz już przyszło jej przeżywać jej skutki. A jednak… pragnęła jej. Bo gdy już czuła się kochana, czuła się… najpiękniejsza. Takiego uczucia nawet perfekcyjnie ułożone futro nie potrafiło jej dać. Czy więc warto było dla miłości cierpieć? Te wszystkie razy, gdy zalewała się łzami, gdy kolejny raz widziała sztywne ciało osoby, którą kochała… gdy pewnego dnia obudziła się i już nigdy nie zobaczyła kota, który pokazał jej, iż piękno nie jest jedynie pięknie ułożonym futrem, idealnie wyćwiczonymi pozami, w których to jej ogon prezentuje się najlepiej, najpiękniejszymi kwiatami, wetkniętymi w sierść.
Czy miłość była warta tych uczuć? Tej… pustki?
— Twoja miłość jest fałszywa, skoro uznajesz ją za truciznę — co przynosiło jeszcze większy ból, gdy kolejne słowa miłości dotyczyły jej osoby. Nie chciała miłości fałszywej… nie chciała TAKIEJ miłości. Nie od kogoś takiego. Również nie chciała go kochać. Pragnęła go nienawidzić, gardzić.
— Nie dam się omamić… — uniosła spojrzenie na wuja. Wbiła w niego swoje błękitne oczy. Nie było w nich łez, nie było w nich też słabości. Były za to iskierki pewności. W końcu gdy Bajorko coś przysięgała — nie kłamała, nigdy. Jej obietnica była więc szczera w każdym możliwym calu. Kontynuowała — …nigdy nie dam się już tobie omamić — bo wilkiem okazał się ten, co przed nimi ostrzegał. Kotka trwała jeszcze w bezruchu, milcząc. Te kilka uderzeń serca w jej głowie trwało niemal wiecznie. Każdy oddech ciągnął się w nieskończoność, poruszenie futra na wietrze, woda obijająca się o jej łapę. Wojowniczka zacisnęła szczękę i ruszyła.
Uderzyła barkiem w Psią pierś, omijając postać burego przywódcy. Odeszła. Nie mówiąc już nic, nie odwracając się…

Wciąż kocham ciebie
Wciąż kocham ciebie
Wciąż kocham ciebie
Wciąż kocham ciebie
Wciąż kocham ciebie
…
Jak mantra wybrzmiewał w jej głowie głos wuja. Z każdym kolejnym korkiem, z każdym drżącym oddech i z każdą przebytą odległością. Postać Psa znikała w tyle, a Bajorko nawet się nie oglądała. Kierowała się przed siebie, coraz szybciej i szybciej. Krok zmienił się w bieg, a sama zatrzymała się dopiero przy Czarnym Ogonie. Gdy — tym razem — przednie łapy z pluskiem znalazły się w wodzie. Wzrok Bajorko przeskakiwał po bliżej nieokreślonych rzeczach, był niemal jak za mgłą. Łapała łapczywe oddechy i czuła jak wali jej serce.
Ruszyła w drogę nieodwracalną, a mimo wszystko… Mimo tego co się działo, jej pyszczek się uchylił, a głos miała cichy, zupełnie jakby powierzała komuś największą tajemnicę lasu…
— Też cię kocham.



//zt, dziękuję ślicznie za sesje!! <33
jestem dla ciebie tylko lisem,
podobnym do stu tysięcy innych lisów.
lecz jeżeli mnie o s w o i s z,
będziemy się nawzajem
potrzebować
LVL 8 200 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
27
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
W którym momencie to wszystko przestało mieć znaczenie?
To, że o wszystkim wiedziała. O jego kłamstwach, błędach, śladach, które po sobie zostawił, a których zapomniał wymazać. O wszystkich jego zbrodniach i grzechach. Kiedy na znaczeniu straciło to, że w istocie nie był bez skazy, kiedy na znaczeniu straciło to, że był grzesznikiem? Nie miał w sobie już duszy, pozostawał jakoby doszczętnie pusty.
Ale to dusza była ceną potęgi. I gotów był zaprzedać wszystko, stracić wszystko, wyzbyć się samego siebie - byleby sięgnąć szczytu. Nawet jeżeli upadek bolał wówczas najbardziej, każda gość w jego ciele mogła pęknąć - byleby poznać smak władzy. I prawdziwie wygrać, nawet jako wygnany.
Dla pożądających władzy nie istnieje droga pośrednia między szczytem a przepaścią. I tak doskonale o tym wiedział.
- Możesz myśleć, że ci, którzy deklarują ci miłość i oddanie, w istocie względem ciebie nią odczuwają... - burknął - Ale pod koniec każdy kot zostaje sam. Sam rządziłem tym klanem i sam odpowiem za swoje błędy, jednak nie przed wami. Przed samym sobą Zawsze sądziłem, że to, co u zwykłego kota jest przywarą, u przywódcy staje się największą z jego zalet - jeśli tylko robi to wszystko dla Klanu...
Szalony, stary Psia Gwiazda. Król, który usilnie trzymał się opadającego tronu, a jednak nie potrafił z niego upaść. I mógł być potworem, ale był wielki. Taki, jakim pragnął być od zawsze - i jakim na kres pozostanie, budząc i ożywiając wszystko to na nowo - w wyobrażeniach nadchodzących pokoleń.
- Władza niszczy, Bajorko. - odparł - I dlatego nie wybrałem wówczas ciebie... władza niszczy, ale jej brak niszczy doszczętnie. Władcą nie będzie ten, kto podda się miłości, ale może każdy władca powinien poznać jej cierpienie. Tego nie możesz mi odmówić.
Spojrzał na nią po raz ostatni.
- Nie można panować i być bez winy. Jednak przebaczenie to także władza... i tu masz nade mną przewagę. Gratuluję, zdaje się - właśnie poznałaś jej ciężar.
Postać Psa zniknęła w tyle. Ociężała, uginająca się pod własnym ciężarem, własną potęgą. Widmo ciążące nad Klanem Cienia - z łapą zacieśnioną na jego gardle.
- Władcy lubią tylko tych, którzy są im przydatni...
I zniknął, choć dla Klanu Cienia jego cień nie znikał nigdy.

// zt

ZBUDZONY NOCĄ WIDZĘ DIABŁA CIEŃxxxxxXXXXXXx


spowity płachtą pełną złoceń; tuż obok kapcia wylękniona mysz zastyga nagle niczym posąg


nie lękaj się
on nie jest zły
on też ma sny
jak słodkie łzy
[Obrazek: YykUSwC.png]
natury grzech
anielski śpiew
kosmaty dzień
diabelski cień

zamknięte są wrota miłości, bezsenne daremne marzenia, zamglone są oczy przyszłości

xxxxxXXXXXXxBEZKSZTAŁTNE JAK MORSKIE ROJENIA

LVL 12 425 / 500
MedLVL 0 0 / 100
33
Siła
S
27
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
120
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Polubiła to miejsce. Może przez osobę Bażanta? Nie potrafił wyjaśnić, acz ten specyficzny kocur sprawiał, że czuła się taka… niewinna. Zabawne określenie na czas i miejsce, w którym się znaleźli, cały Klan Cienia.
Przyjemne więc były odskocznie, które oferował jej młodszy wojownik… dawał jej coś, co powinien oferować ktoś inny… ktoś kto zniknął księżyce temu bez jakichkolwiek słów. Żył? Jeśli tak, czemu nie wraca? Zginął? Czemu więc nie zesłał jakiegoś znaku? Czyżby… czyżby rzeczywiście Gwiezdni przestali czuwać nad Klanem Cienia?
Wojowniczka wystawiła łapę i machnęła ją, wprowadzając wodę z bajorka w ruch.

//kózka!
jestem dla ciebie tylko lisem,
podobnym do stu tysięcy innych lisów.
lecz jeżeli mnie o s w o i s z,
będziemy się nawzajem
potrzebować
LVL 8 200 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
27
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Im tylko bywała okazja, tym Kozia Skarpa wybywała z obozu, nie chcąc dzielić przestrzeni z tyloma kotami, którym nie mogła zaufać. Znalazła ostatnio zajęcie, którym łatwo mogła zająć czas, a przy tym mogła faktycznie zrobić coś pożytecznego. Ostatnio w tą pogodę narosło tyle... Paskudztwa, że parę razy się o mało z nieuwagi nie potknęła, przemierzając znane jej na pamięć ziemie, a innym razem zaplątała jej się noga. Makabra.
Podczas jednej z eskapad na oczyszczanie terenów jej oczom ukazała się jedna sylwetka, której nie mogła zignorować. Bo była tą jedną z nielicznych, którym mogła szczerze zaufać. A nawet tak dobrze je nie znała. - Błękitne Bajorko, dzień dobry! - Rzuciła do wojowniczki, docierając nad brzeg. No czy taki dobry? W tym Klanie, w tych czasach?
- Mogę się dosiąść? - Podpytała jeszcze dla pewności, a następnie schyliła się, aby wyrwać kawałek ostu ze swojego boku, który uczepił się nie wiadomo kiedy.
If I lay here
If I just lay here
Would you lie with me and just forget the world?
Forget what we're told
Before we get too old
Show me a garden that's bursting into life

Let's waste time
Chasing cars
Around our heads
LVL 10 515 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
105
Punkty Życia
HP
85
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Bez zawahania pokiwała głową, przekładając ogon na drugi bok, dając Koziej Skarpie tym samym dodatkowe zaproszenie. Miała dla wojowniczki… informacje. Ważną. Wszystko złożyło się więc idealnie.
— Z Pająkiem ruszymy do Szepczącej Sadzawki — wyrzuciła prosto z mostu, bez dodatkowych zbędnych słów. Jedynie co, to głos miała cichszy niż zazwyczaj. Była to w końcu informacja poufna, przeznaczona tylko dla Kózki — nie mów tylko nikomu. Nawet Kudłaczowi — Bajorko sama milczała, tematu nie poruszała… aż dotychczas. Była jednak dogadana z Pająkiem, iż to właśnie Kózkę poinformują o owym ruchu. Wypadało się w końcu zabezpieczyć takowa informacją. Powierzając ją komuś jeszcze, o!
jestem dla ciebie tylko lisem,
podobnym do stu tysięcy innych lisów.
lecz jeżeli mnie o s w o i s z,
będziemy się nawzajem
potrzebować
LVL 8 200 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
27
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości