Speszyła się jeszcze bardziej na komplement Mętnej Wody. Próbowała wsadzić pysk w swoje długie futro na piersi, jednak i tak niewiele to dało. Ciepło jeszcze bardziej rozchodziło się po jej ciele i czuła, że serce zaraz jej wyskoczy. Mruknęła jednak ciche podziękowanie, przytłumione przez jej sierść i odetchnęła. W nos łaskotało ją futro, przez co podniosła wyżej łeb.
- Burze są piękne. Zagłuszają złe myśli - odparła krótko i cicho. Zerknęła później na ruch ze strony kocura, który wstał i... Podszedł bliżej niej na kilka kroków. Z pytającym wzrokiem popatrzyła na niego. Co ty... W końcu zadał swoje pytanie, jakby czytał Sen w myślach.
Napięcie sięgnęło zenitu. Sen może i łatwo się nie bała, ale czuła w tym czasie tyle emocji, że nie wiedziała co odpowiedzieć. Zastanawiała się, jak z rozmawiania o swoich rodzicach doszli do czegoś takiego... No jak... Po chwili dopiero ogarnęła, że z nerwów powoli odchyla się do tyłu. A czas na odpowiedź mijał.
- No... Dobrze? - odważyła się w końcu odpowiedzieć, dziwnie akcentując ostatnie słowo. Przełknęła ślinę i powoli wyprostowała się, patrząc na jego wyciągnięta łapę. Zamknęła oczy, zniżyła głowę, przybliżając ją do łapy. Finalnie nawiazali kontakt, jego łapa spoczela na jej czole.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
Nie wiedziałem jak to się stało, że ktoś tak niezwykły umknął mojej uwadze wcześniej. Nie mogłem uwierzyć, że znalazłem wreszcie kogoś, kto naprawdę rozumiał, o co mi chodzi. Kto starał się mnie zrozumieć bez większego zająknięcia. To, że Senna Mara tak długo umykała mojej uwadze, było czymś, czego będę żałować już zawsze… Jednakże teraz mieliśmy szansę to wszystko nadrobić.
Czułem ciepło, rozchodzące się po całym moim ciele. Czułem napięcie podczas czekania na jej zgodę. Jeśli by się nie zgodziła to bym to uszanował - ale liczyłem jednak, że się zgodzi…
Wąsiki mi drgnęły, kiedy poczułem jej futro. Chwilę tak pozostałem w bezruchu, aby wreszcie powoli przejechać łapą w bok, wyczuwając jej uszy. Miała bardzo miękkie futerko. Puszyste. Tak niektóre koty opisywały chmury. Tak więc wszystko łączyło się w piękną całość - burzowe futro i jednocześnie puszyste jak chmury, które podczas burzy występowały, aby mógł padać z nich deszcz. Odłożyłem łapę po parunastu chwilach na ziemię.
- Chciałabyś razem ze mną uciekać od klanowego zgiełku? Wiesz… miło byłoby mieć towarzyszkę na stałe, podczas nocnych eskapad. - zapytałem cicho, nadstawiając uszu w nadziei, że się zgodzi. Nie chciałem, aby to było jednorazowe spotkanie. Chciałem to powtarzać, nie raz i nie dwa. Serce aż zaczęło bić mi szybciej, oczekując na jej odpowiedź. Chcąc wiedzieć, co postanowi…
Nie było już odwrotu. Oczy zacisnęła jeszcze bardziej, wciągając ze świstem powietrze, gdy ten przejechał powoli po jej czole. Czuła, że przez to robi się cała czerwona pod futrem. Powoli wyluzowała napięte mięśnie, jednak oczy wciąż miała zamknięte, a na pysku pojawił się mały uśmiech.
Nienawidziła, gdy ktoś obcy ją dotykał. Czuła się taka słaba... Jednak... Było to tak przyjemne, to uczucie, że nie chciała przestawać. Jednak wszystko ma swój koniec. Dąb w końcu zabrał łapę, przez co posmutniała w środku. Otworzyła oczy i wyprostowała się powoli, słuchając, co ma do powiedzenia. Pokręciła przecząco głową. Nie, nie nie.... Nie ma na to czasu... Są polowania, patrole, klan... Cała ta rutyna, której nienawidziła.
- Dobrze... - odpowiedziała trochę niepewnie, mimo mętliku w głowie. Rozum mówił jedno, serce krzyczało inaczej.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
Serce zabiło mi szybciej, gdy Sen zgodziła się ze mną spotykać. Jej głos był co prawda niepewny, jednakże... zgodziła się. Chciała ze mną wychodzić i bardzo mi się to podobało.
Chciałem z nią wychodzić. Chciałem z nią spędzać czas - nawet, jeśli tylko nocą. Dalej zastanawiałem się, czy to nie tylko sen, czy aby na pewno zaraz nie obudzę się na posłaniu. Robiło się już jednak dość późno - albo wcześnie? Zależy od tego, co kto wolał. Musiałem rano wstać i... cóż. Siedzieliśmy jeszcze trochę nad jeziorem, ale to nie mogło trwać wiecznie.
- Czas wracać... Idziesz ze mną? - zapytałem, powoli wstając na cztery łapy. Liczyłem, iż wrócimy razem. Miałem na to ogromną nadzieję...
Finalnie się zgodziła z sercem mocno kołatającym jej w piersi. Dobrze, niech tak będzie. Nie ma nic do stracenia, prawda? Szczególnie że to tylko spotkania. W środku nocy. Normalka... Haaa...
- Zostanę jeszcze trochę. Dobranoc - odpowiedziała, żegnając się. Chciała się trochę uspokoić, przed powrotem do obozu, do normalności. A taka odskocznia była... Czymś, co było jej potrzebne od dawna. Teraz przynajmniej będzie mogła częściej wychodzić. Nie sama, lecz w towarzystwie Mętnej Wody. Uśmiechnęła się w duchu. Po raz pierwszy od dawna czuła ukojenie.
Sama jeszcze trochę przesiedziała. Nie chciała wracać, ale było to koniecznie... Inaczej nie wstanie na patrol. W końcu wstała i poszła wolnym krokiem w stronę obozu.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
Potrzebowałem odpocząć od zgiełku obozu. Od odoru wymiocin, śmierci i choroby. A jej tam nie brakowało i przez najbliższy czas brakować nie będzie. Nie opłakiwałem matki - natomiast fakt, iż wyjawiła tyle… niewygodnych informacji, był obrzydliwie kremujący dla mnie. Dla mojego rodzeństwa. Dla ojca.
Wiedziałem, że powinienem był pójść do Sen. Obiecałem jej to. Nie potrafiłem jednak… stanąć przed nią. Wyczuć jej zapach i wsłuchać się w jej słowa po tym wszystkim. Potrzebowałem odpoczynku. I mimo, że się na niego zdecydowałem to brakowało mi jej obok. I może właśnie dlatego skierowałem się do miejsca, które mi się z nią kojarzyło? Miałem wrażenie, że zrozumie. Koniec końców jej własny ojciec skończył jak moja matka. Zamiast tego jedynie położyłem się na skraju Księżycowego Jeziora. Musiało się ściemniać, gdyż wyczuwałem nieco więcej wilgoci w powietrzu. Albo po prostu czułem coś innego niż odór śmierci w obozie.
Włożyłem łapę do wody, wreszcie czując, jak mokra ciecz moczy mi łapę. Jeśli Nienasyceniec chciałby mnie teraz wciągnąć do wody to byłem na to gotowy.
Już miała dość dzisiejszego dnia. Był po prostu, pożal się Gwiezdnym tragiczny w całej swej postaci. Pies sczezł, Rwąca Zawieja otruła dużą część klanu, zabierając część ze sobą do grobu... Prawie jej mistrz i brat w jednym odeszli na tamten świat... A Sen... Czuła się wolna od JEGO spojrzenia, które raz po raz wyzywała na tych głupich ceremoniach.
Pamiętała, że Mętna Woda chciał się spotkać. W obozie nie mogła go znaleźć, więc jedynym wyjściem było ich miejsce. Ich wspólne miejsce, gdzie ostatniej nocy spędzili wspólnie czas. I miała rację. Był tam. Czekał. Na nią? Ciepło rozlało się w jej środku. Odetchnęła głęboko i powoli podeszła, nie było po co się chować.
- Mętna Wodo - odezwała się na powitanie. Dopiero teraz widziała, że moczył łapę w wodzie... Uniosła tylko brew, nie komentując i usiadła obok niego, trochę bliżej niż wczorajszej nocy.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
Wyczułem jej zapach szybciej, niż ją usłyszałem. Początkowo myślałem, że to tylko mój umysł płata mi figle. Myślałem o Sen i chciałem, aby tutaj była, więc nagle zacząłem czuć jej zapach w okolicy. Wyciągnąłem jednak łapę z wody, gdy ta się odezwała. Skierowałem mordkę w kierunku głosu, jej cudnego głosu. Chciałem czuć się jak we śnie, chciałem, aby to wszystko było tylko złym snem. Tylko sny złe nie były, to co się działo, to był po prostu koszmar.
- Senna Maro - miauknąłem nieco cieplej, czując, jak jej ciało znajdowało się blisko mnie. Zrobiło mi się cieplej pod futrem. - Cieszę się, że jesteś - dodałem po chwili, wzdychając cicho. - Ten dzień był... paskudny. A i to jest zbyt delikatnym stwierdzeniem.
Ucieszyła się w duchu na jego miłe słowa. Cieszył się, że przyszła...
- Też tak myślę - odparła. Po przyniesieniu wody i pomocy niektórym kotom, a zwłaszcza Zgniłemu Jabłku... Biedna kotka straciła wtedy dwa kocięta. Dla Sen była, jak bliska krewna, więc była z nią dłuższą chwilę w żłobku, by trochę podnieść ją na duchu. Potem poszła na polowanie, by dołożyć się chociaż trochę do zwierzyny. I przez to wszystko, była tak zmęczona. Ale nie chciała okazać słabości, nie jemu...
- Robiłeś później coś ciekawego? - spytała, chcąc odegnać od nich złe myśli o... Tym pogrzebie? Nawet ciężko było to tak nazwać.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
Wiedziałem, że stwierdzi tak samo jak ja, iż ten dzień nie był najlepszy. Był obrzydliwy. Paskudny. To, że matka pochowała nie tylko siebie, ale również pół klanu było wyczynem godnym potępienia. I właśnie z tego miała zostać znana już do końca pamięci o niej. Chociaż aktualnie w klanie uchodzić miała za nikogo innego jak zmorę, zapewne będą o niej opowiadać kociakom, jako o duchu, który przyjdzie po nie, gdy będą niegrzeczne. Podobny los miał spotkać Psią Gwiazdę. Właściwie to dochodziłem do wniosku, że oboje byli siebie warci. Skończyli, gdzie ich miejsce.
- Niezbyt. Przez chwile byłem w lecznicy z rodzeństwem. Szalejąca Zawieja… mam nadzieję, że jest szczęśliwsza na Srebrnej Skórce. Odziedziczyła imię po matce, chciała się jej przypodobać ale była dobrym kotem. Nie mogła skończyć nigdzie indziej. - mruknąłem, przejeżdżając ogonem po ziemi za mną. Siostra była jedną z ofiar matki. I tym sposobem zakończyła się era tego imienia w klanie. Matka gardziła kotami takimi… jak oni. Możliwe, że nawet celowo otruła dziecko, które nazwała po sobie. Zawieja skończyła strasznie, a to wszystko za sprawą matki. Dobrze, że Siwy Mróz miał więcej szczęścia. Przynajmniej on… - A potem zapolowałem szybko, aby cokolwiek dać do nowego stosu. - zadrżałem cały. Nie mogłem po prostu o tym nie myśleć. - Jestem obrzydzonym tym, co zrobiła. Jestem obrzydzony tym, co powiedziała. Tym wszystkim. - czułem, że końcówka mojego ogona drży. Wziąłem głębszy wdech. - Wybacz. Nie potrafię zostawić tego tematu… Jak ty się trzymasz z tym wszystkim? - dodałem, nieco zawstydzony swoim brakiem zainteresowania jaki wykazałem wcześniej. Ja straciłem siostrę, matka się otruła… ale ojciec Sen zrobił to samo, a brat miał zostać wygnany. Nawet jeśli nie miało się z bliskimi zbyt dobrej relacji to mogła czuć się z tym źle. I jeśli tak było, chciałem to wiedzieć. Chciałem wiedzieć co myśli, co czuję. Chciałem aby wiedziała, że jestem obok.
Uśmiechnęła się smutno, jak mówił o swoim dniu. O swojej stracie... Dzisiejszego dnia każdy z nich kogoś stracił przez ten zamęt. Kotka zdecydowała się powoli przejechać ogonem po jego grzbiecie, gdy mówił. Była przy nim, nie był sam. Wysłucha go.
- Lubię, jak opowiadasz - odparła, lekko zawstydzona. - Nawet jakbyś mówił o swojej najmniej ulubionej zwierzynie i czemu ona istnieje, to bym i tak tego słuchała - powiedziała dla rozładowania wcześniejszej atmosfery. - Pomogłam trochę w obozie, przynosiłam wodę, a potem też poszłam zapolować. Mam nadzieję, że starczy dla wszystkich zwierzyny... - mruknęła ostatnie zdanie bardziej do siebie.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
Przeszedł mnie dreszcz, kiedy poczułem ogon kotki na swoim grzbiecie. Było to jedno z bardziej przyjemnych doznań niż to, o czym opowiadałem. Dzisiejszy dzień dał nam wszystkim w kość - Klan Cienia musiał się odbudować po tym, co się stało. Klan Cienia potrzebował czasu. Ile jednak wszyscy zamierzali czekać?
I ponowne ciepło w środku, kiedy dostałem komplement. To było tak... miłe uczucie. Nie odstraszyło całej mojej straty, żalu i złości, ale było czymś, czego potrzebowałem w tym momencie. A potrzebowałem spokoju i ciszy. Czegoś miłego. I Sen mi to wszystko dawała.
- Zastanawiam się, co będzie dalej.
Ziewnęła cicho. Była już zmęczona tym wszystkim.
- Ha... Dalej... - mruknęła do siebie w zamyśleniu. - Kto wie. Może Gwiezdni? Jeśli jeszcze można na nich liczyć. - zrezygnowana pokręciła głową. Wystawiła łapę i zanurzyła w wodzie. Nawet ciepła... Ale powoli dni robiły się chłodniejsze, noce również... Niedługo zacznie się Pora Opadających Liści. Czy jakakolwiek Gwiazda w takim momencie zajmie się odpowiednio klanem Cienia? - Co będzie, to będzie. Patrzenie w przeszłość i przyszłość nas zgubi. Liczy się tu i teraz - zwróciła łeb w jego kierunku.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
Usłyszałem ziewnięcie kotki... I przestraszyłem się, że ją nudzę. Ugryzłem się aż w język, czując na nim metaliczny posmak krwi. Chyba ugryzłem się za mocno. Czułem, że nieco się spiąłem, dlatego też starałem się nieco otrzepać z emocji.
- Masz rację - miauknąłem, chcąc szybko uciąć temat. Nie chciałem, aby się ze mną nudziła, albo uznała mnie za nieinteresującego. Wziąłem głębszy wdech. Wcześniej usłyszałem, jak musiała włożyć łapę do wody. Sam zdecydowałem się ponownie włożyć własną łapę do jeziora.
- Cóż, czyli teraz czas dla nas. - zdecydowałem, chcąc odciąć się od tego wszystkiego, co się wydarzyło. I nie wiedziałem czemu, ale nagle zamachnąłem się łapą w wodzie w stronę Sen, zastanawiając się, czy uda mi się ją ochlapać... No i jak na to zareaguje, gdyż był to po prostu.. impuls!
Drgnęły jej wibrysy na jego dziwny ton. Chyba się czymś martwił... Pewnie klanem, skoro zadał jej takie pytanie. Tak, na pewno. Tak przynajmniej myślała.
Zmrużyła później oczy nie wiedząc, o co chodzi. Jej serce coraz szybciej kołatało. Czuła ciepło mimo chłodnej pory. Juz otwierała pysk, by zapytać o co chodzi, gdy Mętna Woda ją ochlapał. Tak po prostu! Zamrugała oczami raz, drugi i wypluła wodę na bok. Gdyby to nie był Dąb, to na pewno by nakrzyczała na niego. Lecz nie miała serca tego robić. Nie chciała, by był na nią zły, czy też smutny z jej powodu.
Zamiast tego, podniosła się agresywnie i z zawadiackim uśmiechem wrzuciła się do wody, biorąc głęboki oddech.