Księżyce: 55 Płeć: kocur Matka: ??? Ojciec: Płonący Liść [NPC] Trwałe urazy: mamy nie ma :[
Mroczek z mroku ma tyle, co nic. Matka najpewniej nazywając go myślała o... nie wiadomo w sumie czym! Może o ojcu? Może on miał tak na imię, może był ciemny jak noc? A może zwyczajnie urodził się o zmroku i tak przyszło jej na myśl? Nikt się nie dowie, nigdy, bo nie ma już jak jej spytać! Młodzik jest burym, rezotkowanym kotem, o białych znaczeniach - na grzbiecie nosa, pod nim, na brodzie, szyi i piersi, jak i na palcach wszystkich czterech łap został chlapnięty mlekiem. Poza tym, oczy ma całkiem śmieszne, bo dwukolorowe. Jedno jest niebieskie, drugie jest brązowe - albo będą, jak już się wybarwią!
Zwyczajny, jak kociak. Jest zainteresowany światem wokół, lubi poznawać wszystko co nowe, interesują go różne idee mniej lub bardziej prawdziwe. Uparty, lubi stawiać na swoim, umie powiedzieć stanowcze “nie”, jeśli coś mu się nie podoba. Do tego, nie owija w bawełnę, bo to czy ktoś się zrazi tym co mówi nie jest w żadnym wypadku jego problemem. Z tego też powodu może brzmieć nieco nieswojo, bezczelnie, jakkolwiek by tego nie ująć. Ma drobne problemy z przywiązaniem; odkąd matka zniknęła, z tyłu głowy pojawił się zalążek obaw, że każdy inny też może zniknąć. Rzecz jasna, obawa ta nijak przekłada się na byle koty, ale jeśli z kimś jest bliżej, chociażby odrobinę, tego typu myśli zaczną przewijać mu się przez głowę.
- O wszystkim - odpowiedział, jakże super szczegółowo! Ale taka prawda, nie miał żadnych specjalnych wymagań. - Chcę posłuchać o czymś ciekawym. Ekscytującym!... Informacyjnym?
Zaczął wymieniać po kolei, chwileczkę jeszcze się zastanawiał - bo może wpadnie mu coś lepszego do głowy, ale... nie! Nic z tych rzeczy. Usiadł wygodniej, wgapiając się w nią. - Chcę wiedzieć jak jest po prostu poza Klanem. Wiesz, wtedy będę też mógł się domyślać jak moja mama sobie radzi! Bo... um... zakładam, że mimo wszystko każdy samotnik ma się chociaż trochę podobnie, co nie? - no... bo każdy musiał się mierzyć z tą samą pogodą, chociażby. A to dostatecznie wiele podobieństw - jego zdaniem - by sądzić, że jego przypuszczenie może być prawdziwe.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Odpowiedział w sposób, którego w sumie się spodziewała, bo chciał wiedzieć po prostu wszystko, ale ciężko było wyjaśnić tak po prostu... wszystko. Życie samotnika było różne, zależnie od tego jak zawiał wiatr, czy od konkretnego dnia, ale zdecydowała się powiedzieć dość... ogólnie, znów, najwyżej młody dopyta o rzeczy, które najbardziej go interesowały.
- Powiem ci szczerze, że jest ciężko. Nie jakoś bardzo ciężko, bo byłoby wtedy bardzo mało samotników, ale ciężko. Wyobraź sobie, na przykład, porę nagich drzew. No, jest zimno, ponuro, nieprzyjemnie, nie chce się wychodzić w ogóle z kryjówki, jaką się znalazło, ale trzeba. Bo jak ty nie pójdziesz na polowanie, by coś znaleźć do jedzenia, to kto niby pójdzie? Musisz nauczyć się radzić sobie samemu, bo no właśnie, nie masz drugiego kota, na którym mógłbyś polegać, no nie? Wiecznie musisz być ostrożnym, bo wszędzie czają się zagrożenia; dwunożni, drapieżnicy, inni samotnicy, którzy mogą cię nienawidzić za to, że spojrzałeś w ich kierunku, a jak już przyjdzie do walki, to bardzo małe prawdopodobieństwo, że ktoś ci pomoże, bo kto? Każdy martwi się o swoją skórę. Ale, z drugiej strony, o rany, jakie to wyzwalające - nie masz konkretnego domu, miejsca, gdzie należysz, ale każde miejsce może być twoje, czy na dzień, czy dwa, czy dłużej, możesz zwiedzać ile chcesz i co chcesz, bo nie masz miejsca, do którego musisz wrócić, by nikt się nie martwił. Masz poczucie wolności - zaczęła się rozmarzać, a jej oczy zaczęły nieco świecić, bo to właśnie był powód, dla którego została samotniczką. I brak obowiązków, ale to był tylko taki mały bonusik. Jak tabletki na wątrobę i odchudzanie. - No, co prawda mi jest czasami ciężko, bo wiesz, starość, haha, no i nie mam... hm, nikogo bliskiego już. W sumie. A ja naprawdę lubię otworzyć pysk. I w takich momentach, szczerze, cieszę się, że spotykam takie koty, jak ty, z którymi można porozmawiać. A poza tym? Każdy jest inny, więc tak, mimo że pewnie radzimy sobie podobnie, to mimo wszystko każdy radzi sobie inaczej. Niektórzy, w ogóle, łączą się z innymi, nadal są samotnikami, ale wiesz, pomagają sobie. Razem polują, śpią, spędzają więcej czasu. O, inni na przykład zatrzymują się na Siedlisku Koni właśnie, czy na osiedlu, gdzie łatwiej o pożywienie, bo w tym pierwszym jest peeełno myszy, czy ptaków, a w tym drugim dwunożni zostawiają sporo jedzenia. I nie, nie myl tego z tymi króliczymi bobkami, o których pewnie słyszałeś. Da się znaleźć mięso. Ale rzadko - dodała. Och, sporo się rozgadała, a nie była pewna, czy o to konkretnie chodziło, czy chciał usłyszeć coś innego.
Księżyce: 55 Płeć: kocur Matka: ??? Ojciec: Płonący Liść [NPC] Trwałe urazy: mamy nie ma :[
Mroczek z mroku ma tyle, co nic. Matka najpewniej nazywając go myślała o... nie wiadomo w sumie czym! Może o ojcu? Może on miał tak na imię, może był ciemny jak noc? A może zwyczajnie urodził się o zmroku i tak przyszło jej na myśl? Nikt się nie dowie, nigdy, bo nie ma już jak jej spytać! Młodzik jest burym, rezotkowanym kotem, o białych znaczeniach - na grzbiecie nosa, pod nim, na brodzie, szyi i piersi, jak i na palcach wszystkich czterech łap został chlapnięty mlekiem. Poza tym, oczy ma całkiem śmieszne, bo dwukolorowe. Jedno jest niebieskie, drugie jest brązowe - albo będą, jak już się wybarwią!
Zwyczajny, jak kociak. Jest zainteresowany światem wokół, lubi poznawać wszystko co nowe, interesują go różne idee mniej lub bardziej prawdziwe. Uparty, lubi stawiać na swoim, umie powiedzieć stanowcze “nie”, jeśli coś mu się nie podoba. Do tego, nie owija w bawełnę, bo to czy ktoś się zrazi tym co mówi nie jest w żadnym wypadku jego problemem. Z tego też powodu może brzmieć nieco nieswojo, bezczelnie, jakkolwiek by tego nie ująć. Ma drobne problemy z przywiązaniem; odkąd matka zniknęła, z tyłu głowy pojawił się zalążek obaw, że każdy inny też może zniknąć. Rzecz jasna, obawa ta nijak przekłada się na byle koty, ale jeśli z kimś jest bliżej, chociażby odrobinę, tego typu myśli zaczną przewijać mu się przez głowę.
Słuchał dokładnie każdego z jej słów, co jakiś czas przytakując głową. I... brzmiało to dobrze. Wstyd przyznać, że chyba nawet nieco lepiej, niż jak życie w Klanie. Nie, aby miał zamiar porzucić dom! Ale... no, chyba czasem fajniej byłoby być na własną rękę, niż jakby żyć ciągle... bez tej wolności. Być może to młodzieńcza głupota, która ignorowała wszystkie przeciwności? Najpewniej tak. - Umm... moja siostra jest przywódczynią Klanu - zaczął w końcu. - Jakbyś chciała, to... wiesz, możesz kiedyś zajrzeć. Do Gromu...!
Bo skoro jest stara, nie ma nikogo bliskiego, a pysk lubi otworzyć... nie sądził, by Salamandra odmówiła przyjęcia. Nie była taka! Zaraz jeszcze się skrzywił, bo wybił się na moment z rytmu - chwilę później już słuchał dalej. - Jakbym mógł, to ja bym ci pomagał - mruknął lekko. Reszty nie skomentował, można uznać że temat jest wyczerpany.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Uśmiechnęła się lekko na widoczną propozycję Mroczka. Bo nie sądziła, by powiedział to tak, o, żeby sobie powiedzieć. Na pewno mówił szczerze, aczkolwiek Kukułka wiedziała, że przywódczyni może nie podzielać zaproszenia młodzika, nawet jeśli była jego siostrą. W końcu kocur był jeszcze młody i nie wiedział zapewne jak wygląda dokładnie zarządzanie klanem. Nie to, żeby ona wiedziała! Ale domyślała się, że raczej jak się jest przywódcą i może się wszystko, to jednak wszystkiego się nie robi, bo mimo wszystko średnio wypada. No i cały klan mógłby się poczuć oburzony, że nagle przychodzi do nich jakaś samotniczka, która do niczego im się nie przyda, bo stara już jest i średnio pewnie będzie z polowaniem i w ogóle.
- Cóż, może kiedyś skorzystam z porady... ale będę szukać konkretnie ciebie, żeby nie było! - przyjęła ostatecznie propozycję, acz szczerze wątpiła, że kiedykolwiek ją wykorzysta.
- Dziękuję! Jeszcze sobie radzę, ale kto wie, co przyniosą przyszłe księżyce - zażartowała. Bała się pory nagich drzew, szczerze powiedziawszy, bo nie znosiła zimna, a teraz, jak już ostatnimi czasy jej stawy szwankowały, to co będzie, jak przyjdą mrozy i się całkiem poddadzą? Brr.
- W porządku, będę lecieć, zastałam się odrobinkę, ale kto wie, może się niedługo znów spotkamy? - rzuciła wesoło, puszczając młodemu oko, a następnie odwróciła się, by odejść, machając jeszcze na pożegnanie ogonem.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Ostatnim razem nie miała szczęścia to może dziś, kto wie, w łapy wpadnie jej jakaś zwierzyna?
Na porę polowania wybrała poranek, niedługo po obudzeniu. Śniadanie trzeba sobie przecież samemu złapać. Głód stworzył w jej głowie obraz tłustego zająca, nic więc dziwnego, że właśnie na tę zwierzynę Ślimaczek miała chrapkę... Ale tak właściwie zadowoli się czymkolwiek, bo w obecnej sytuacji nie ma prawa do wybrzydzania. Z tą myślą ruszyła, rozglądając się za potencjalną zwierzyną.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Polowanie czas zacząć. Samotniczka miała rację: nie było co wybrzydzać. Zając może to nie był, ale wkrótce kocica zauważyła skowronka siedzącego na jednej z wyższych gałęzi drzewa. Bez wspinaczki się nie obejdzie.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Nie dostrzegła zająca, a skowronka, jednak ten siedział na gałęzi, w dodatku dość wysoko... A to stanowiło problem, przynajmniej w pierwszej chwili. Ślimaczek przypomniała sobie ostatnie polowanie, na którym zetknęła się z identyczną sytuacją, to znaczy ptakiem na drzewie. Tamte podejście było stratą czasu i energii, toteż wahała się czy tym razem powinna w ogóle się za to zabierać... Ale skowronek to jednak skowronek. Po chwili namysłu przeszła więc do pozycji łowieckiej i upewniwszy się, że wiatr wieje jej prosto w mordkę, ruszyła w stronę drzewa. Na szczęście wokół rosło dość sporo bujnej roślinności, w której mogła się kryć w razie potrzeby. Podeszła do drzewa od tyłu, mając nadzieję, że zmniejszy to szansę na wykrycie. Bez większych trudności wspięła się po korze i zaledwie chwilę później znalazła się na gałęzi. Skradanie się po niej było zdecydowanie bardziej problematyczne niż tam na dole... Ale teraz nie zamierzała odpuścić! Zbliżając się do ptaka, pamiętała o zasadach, które stosowała do tej pory, z tą różnicą, że tym razem zastygała w bezruchu, gdy zwierzę zerkało w jej stronę. Obawiała się, że liście mogą nie dać jej wystarczającego schronienia.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Kocica robiła wszystko perfekcyjnie, stosując się do wszelkich zasad i wykazując się cierpliwością. Była już tak blisko skowronka, już miała skakać w jego kierunku… gdy ten nagle stwierdził, że sobie odleci i usiądzie na innym, sąsiednim drzewie. Dosłownie. Czy Ślimaczek zamierzała zejść i robić to wszystko od nowa?
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
W momencie, gdy zwierzyna uciekła jej praktycznie sprzed nosa, wydobyła z siebie głośne parsknięcie. Od początku nie była przekonana co do tego pomysłu, a jednak skusiło ją i... Cóż, teraz tylko tego żałowała. Co prawda skowronek wylądował niedaleko, bo na drzewie obok, ale to było dla niej zdecydowanie zbyt wiele. Wspinaczka jest męcząca, zbyt męcząca, by tak po prostu z niej korzystać... Gdy na ziemi może znaleźć większe, lepsze piszczki, a w dodatku nie będzie się tak trudzić z łapaniem ich.
No trudno. Powoli zeszła z drzewa i ruszyła w kierunku odwrotnym do drzewa, na którym siedział skowronek. Odpuściła sobie, bez cienia wątpliwości, że wyjdzie jej to na dobre.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Może i było to mądre podejście. Szczególnie że już kilka kroków dalej kocica zauważyć mogła mysz pod jednym z drzew. Był jednak jeden haczyk. Mysz była martwa. Pachniała dobrze, była wciąż ciepła, ale martwa. Trochę to dziwnie, zwłaszcza że nie miała na sobie żadnych ran.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Poprzez zmrużone powieki obserwowała mysz leżącą pod pobliskim drzewem. Początkowo myślała, że gryzoń po prostu sobie drzemie, przecież pachniał tak dobrze i kusząco... Ale coś w tym wszystkim było nie tak. Szylkretka zdecydowała się podejść bliżej, jednak zachowując przy tym wszelkie środki ostrożności. Gdyby nagle miała rzucić się do ucieczki, zrobiłaby to od razu. Mysz co prawda nie miała na sobie żadnych ran, które świadczyłyby o obecności drapieżnika gdzieś obok... A mimo to, była martwa. I wciąż ciepła, co zaniepokoiło szylkretkę. Była niezmiernie ciekawa co się święci, ale jednocześnie z przykrością musiała stwierdzić, że prawdopodobnie się tego nie dowie... Chociaż, kto wie. Może powinna zachować w głowie wspomnienie tego dziwnego przypadku i później podpytać tu i ówdzie, może ktoś coś wie.
Ostatni raz zaciągnęła się przyjemną wonią, cóż, truchła, następnie rozejrzała się na boki dwa razy i w końcu ruszyła dalej... Ale teraz zdecydowanie trudniej było jej się skupić na swoim zadaniu. Wciąż miała z tyłu głowy incydent sprzed chwili.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Nie było co sobie tym głowy zawracać. Kilka lisich długości dalej, na następnym drzewie, siedział wróbel. Ach te ptaszyska i ich zamiłowanie do wysokości.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Grymas na jej twarzy pojawił się, gdy spostrzegła wróbla. Tak jak jego poprzednik, siedział wysoko, a co za tym idzie, nawet nie było mowy o jakichkolwiek próbach złapania go. Minęła maleństwo, licząc, że takie wybrzydzanie nie zepsuje jej polowania. Głupio by było, źle by się z tym czuła.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Samotniczka znowu zignorowała ptaka i znowu zauważyła coś dziwnego. W wysokiej trawie leżał martwy rudzik. Ciepły i świeży jak mysz, pozbawiony jakichkolwiek śladów walki, ale martwy. To było niepokojące, żeby nie powiedzieć więcej.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Sytuacja sprzed chwili się powtórzyła, jednak tym razem zwłoki nie należały do gryzonia, a do ptaka. W oczy szylkretki rzucił się niewielki rudzik, martwy, ale jeszcze świeży, tak jak tamta mysz. Niepokojące, trzeba przyznać. Serce samotniczki biło coraz mocniej, gdy zbliżała się do trupa. Liczyła, że może tym razem dostrzeże coś, co pomoże jej rozwiązać zagadkę... Ale niestety, zwierzę nie różniło się od swojego poprzednika praktycznie niczym. Ślimaczek była gotowa odejść, jednak przed tym zdecydowała się przykryć rudzika warstwą ziemi oraz leśnych śmieci... Tak prowizorycznie. Może po to, by nie ściągać w te okolice drapieżników. Jednocześnie bała się jakkolwiek dotykać tego typu anomalii, w obawie przed jakimś... Zatruciem albo zarazą. Przesadna ostrożność nie szkodzi, a czasami wręcz pomaga. Pochówek nie był idealny, ale zrobiła co mogła. Ruszyła dalej.