Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Nie wiedziałam jak odpowiedzieć na pytanie Przywódcy Rzeki, ale też podejrzewałam, że mogło być ono retoryczne. Bardziej stwierdzenie faktu. Pokiwałam głową na odpowiedź brata i uśmiechnęłam się do niego słabo. Miałam nadzieję, że uda nam się odnaleźć w tym miejscu, niezależnie od wszystkiego. Poznać członków rodziny, o której nie wiedziałam. Chciałam też, by Zjawa był tego częścią. Gdy decyzja Łabędziej Gwiazdy została podjęta, musiałam znów przetrzeć mordkę łapą, ale nie wybuchłam płaczem.
- Ja- ja dam radę, dziękuję, dziękujemy, n-naprawdę - powiedziałam, częściowo się powtarzając, ale przez emocje trudno było mi się opanować.
Na szczęście nie było to do końca kłamstwem, bo mieliśmy czas na odpoczynek najpierw nim znalazła nas Krokus, a potem nim dołączył do nas siwy kocur. Jednak jeśli przyszłaby konieczność się zatrzymać po drodze na chwilę... najwyraźniej nie było to tak dużym problemem. Mimo to zamierzałam dać z siebie wszystko. Nie chciałam być na słońcu dłużej niż to konieczne; już teraz zaczynały mnie boleć oczy. Również dwójce dorosłych kotów podarowałam słaby uśmiech i chwyciłam swój pakunek w mordkę, czekając jeszcze aż Zjawa również ruszy z miejsca.
zt.
x
x x ✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧xxxxxxxxxxxxxxxxxxx
I want to spinsomethingoutofnothing lead to gold, spring from winter storyfrommotedsky
I wanna help mother upanorchard fromaseedup through sapling
the way theyencourageone another
to push high, touch the sunlight againsttheirtenderleaves
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Chłód wciąż się utrzymywał, ale w środku dnia coraz częściej wychodziło słońce, które pomagało kotom się rozgrzać. Ktoś o długim futrze, tak jak Pajęczyna, nie musiał bardzo przejmować się mrozem… ale ta powolna zmiana temperatury była i tak mile widziana. Ciepło oznaczało też więcej zwierzyny, a na to zdecydowanie by nie narzekał.
Szukał czegoś, co napełniłoby mu brzuch na cały dzień. Poprzedniego świtu prawie złapał tłustą nornicę, lecz tuż przed jego susem gryzoń nieszczęśliwie akurat obrócił się w jego kierunku i zniknął pod ziemią, zanim kocur do niego podbiegł. Białofutry wrócił teraz w to samo miejsce, bardzo blisko granicy Klanu Rzeki i rozglądał się w poszukiwaniu jakiegoś kąska. Co chwila przekradał się z miejsca w miejsce, węsząc, nasłuchując… i marszcząc nos gdy docierał do niego smród rzeczniaków.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Oh cudowna pora zielonych liści… Ostatnio Jaśminek był w wyjątkowo dobrym humorze, nie dość że Piórko wróciła do klanu, czuł się dobrze w roli wojownika, to jeszcze kończył się okrutny okres zimna i szarych krajobrazów. Co robił Jaśminek? Dokładnie to czego można się po nim spodziewać, szukał i zbierał kwiatki! Potrzebował je, by znów zabrać się za swój kwitnący kącik.
Nie było lepszego miejsca niż Kwitnąca Łąka i jej okolice. W swoich poszukiwaniach zaszedł aż na Jeżynowe Krzewy i… Oho. Samotnik na granicy. Jaśmienk zatrzymał się na chwilkę i zastanowił co zrobić… Cóż, nieznajomy nie wyglądał jakby miał wkroczyć na ich tereny, pewnie tylko polował, aleee w razie czego kocurek wolał mieć go na oku. Z daleka, w międzyczasie gdy będzie zbierał pęczek stokrotek który właśnie znalazł.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Nie był już tym samym kotem, co kiedyś. Zakończyły się czasy młodzieńczych wybryków, a Pajęczyna doskonale wiedział, że musi być czujny niezależnie od tego, co robi. Zwłaszcza, gdy przebywał tak blisko granicy. Od dawna nie zbliżył się aż tak do Rzeki... co nie było aż tak dziwne, ponieważ dopiero co wrócił w te okolice. Niestety, przez czas jego nieobecności zapach Klanu Rzeki nie stał się ani trochę przyjemniejszy. Pająk starał się jednak skupić na polowaniu i rozglądał się, kręcąc uszami.
Gdy nieznajomy rzeczniak się zjawił, Pająk był tego świadom. Starał się tego po sobie nie pokazywać, ale doskonale wiedział o obecności drugiego kocura... i wiedział, że sam został zauważony. Obserwował kątem oka. Dwukolorowa sylwetka zatrzymała się na chwilę, a potem ruszyła dalej i zaczęła grzebać przy ziemi. Dopiero wtedy Pajęczyna obrócił łeb w tamtym kierunku i przyjrzał się dokładniej. Okazało się, że kot zbierał... kwiaty. Najzwyklejsze, najnudniejsze stokrotki, ale w każdym razie dla księcia nie miało to wielkiego znaczenia. Nie interesował się roślinami. A ten kot był rzeczniakiem i patrząc na to co robił, mógł być też medykiem, ale Pająk uznał, że zabawnie byłoby do niego zagadać.
- Czyżby wasz obóz śmierdział tak bardzo, że chcesz obłożyć go kwiatami? - zażartował, rzucając znaczące spojrzenie ku białym kwiatom. Później czekał na reakcję, bo to ona da mu do zrozumienia, na ile powinien sobie pozwalać.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Całe szczęście co chwila zerkał w stronę nieznajomego, inaczej by pewnie zszedł na zawał, gdy ten podszedł bliżej i się do niego odezwał. Co oczywiście trochę zestresowało Jaśminka, nieznajomy wyglądał na no… Co najmniej dwa razy większego i silniejszego, sam jego pyszczek i parę innych blizn wskazywało o tym, że miał doświadczenie w walce… Tak więc w razie czego Jaśminek przygotował się mentalnie do ucieczki, ale całe szczęście, nieznajomy chyba nie miał złych zamiarów…? Wskazał o tym niewinny żarcik, który może by ukuł fanatyka wędkarstwa, ale Jaśminek jakiś tam dystans na szczęście miał.
- Oh, um, można to tak ująć. Nie przeszkadza mi zapach ryb, ale lubię mieć kwiaty w swoim legowisku. Nie tylko przez zapach, ale no, ładnie wyglądają - odpowiedział szczerze z lekkim uśmiechem. Nie miał zamiaru jednak zbliżać się do granicy… Jeszcze. Na prawdę nie chciał by nieznajomy poczuł się źle z tego powodu, że wzbudził w Jaśminku trochę strachu, ale no, wolał zasmucić samotnika niż zaryzykować.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Jego lekki uśmiech żartownisia i rozluźniona postawa na krótki moment się zachwiały, gdy Pajęczyna przeanalizował odpowiedź rzeczniaka. Zbierał te kwiaty, aby udekorować swoje legowisko? Czyli nie dość, że zbierał zielsko nie będąc medykiem, to jeszcze sądził, że takie coś wygląda ładnie? Wątpił, że takie zbieranie kwiatów było jakąś Rzeczną tradycją...
- Naprawdę? Sam bym na to nie wpadł. - odpowiedział ze wzruszeniem barkami. Może zabrzmiało to jako pochwała kreatywności rzeczniaka, choć zdecydowanie miało na celu coś zupełnie przeciwnego. - Podejrzewam, że gdy kot wychowa się w legowisku medyka, nasiąknie zapachem tych wszystkich roślin... to na resztę swojego życia będzie miał ich dosyć. - dodał jeszcze, na moment powracając myślami do swoich młodych księżyców. Choć w jego przeszłości przewyższała ilość tragedii, wciąż były tam jakieś miłe wspomnienia. A legowisko Lśniącej Sadzawki było wyjątkowym miejscem dla małego Pajączka. Czuł się tam bezpiecznie.
Kocur przesunął wzrokiem po ziemi wokół swoich łap i kątem oka wyłapał jaskrawy kolor, który wybijał się pośród ogólnej zieleni trawy. Obok Pajęczyny rosła kępka delikatnych, bladoniebieskich kwiatuszków o żółtym środku. Trącił je przednią łapą.
- Hej, rybko! Chciałbyś kilka niebieskich? - zawołał, z lekko drwiącym uśmieszkiem zerkając w kierunku drugiego kocura.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Ummmm… Był niemalże pewien, że słowa Pająka były sarkazmem. Ale przecież dużo kotów poza Jaśminkiem dodaje do swoich legowisk piórek czy innych ładnych rzeczy. Czyżby poza klanami nikt tak nie robił? Uh oh.
- Um… Może nie spędziłem całego dzieciństwa u medyka, ale spędziłem tam dobre kilka księżyców gdy byłem mały i mi na szczęście nie zbrzydły - przyznał sam, chociaż, hm… Skąd nieznajomy wiedział o medykach? I że zbierają zioła? Czyżby był częstym gościem na granicach? Oraz w ogóle ten komentarz był dziwnie… specyficzny. Hm.
Nieznajomy ruszył w inną stronę i Jaśminek już poczuł ulgę, że go zostawił, ale nie. Poszedł tylko po niezapominajki. Rybko… O Gwiezdni, aż mu się przypomniały ksywki nadawane przez Kostka. - Em… Jasne! - bo przecież nie będzie niemiły i nie odmówi komuś kto chciał pomóc, nie? Może mimo początkowego sarkazmu samotnik przekona się do kwiatków? W sumie fajne to by było… Ale wciąż, najlepiej by było jakby sobie poszedł.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Szybko zrozumiał, że ma do czynienia z dziwną istotką. Nie znał imienia tego rzeczniaka, ale podejrzewał, że jest on dawno dojrzałym kotem, a może nawet są w podobnym wieku. Czy to nie była przesada? Zbieranie kwiatów, którymi zwykle zachwycali się tylko medycy lub kocięta? Pajęczyna chyba nawet nie chciał rozumieć. Nie widział sensu w wytężaniu myśli dla tak głupich rzeczy.
- Mm, tak? W takim razie masz wytrzymały nos, przyznam ci tyle. - odpowiedział, prawie pod wrażeniem. Może faktycznie niektóre koty były mniej wyczulone na takie rzeczy? Może po prostu Pająk miał tak świetny zmysł węchu, że przyjmował do siebie aż zbyt wiele zapachów... Tak, to brzmiało najbardziej sensownie.
Uśmiechnął się pod nosem słysząc zgodę ze strony rzeczniaka. Jak słodko...
Pochylił się i zerwał kilka kwiatków, starając się ostrożnie przerwać łodygi, aby nie zniszczyć delikatnie ubarwionych płatków. Na tyle dobrze, że te kwiatki nie miały jakiegoś mocnego zapachu. Po tym Pajęczyna spojrzał na rzecznego kolegę i podszedł o kilka kroków bliżej, grzecznie trzymając się jednak po przeciwnej stronie granicy. Zatrzymał się.
- Może powinienem przynieść ci ich więcej, spoza twojego terytorium? - mruknął, troszkę niewyraźnie, ruchem ogona zapraszając rzeczniaka bliżej siebie. Żartował, rzecz jasna, ale ciekawiła go reakcja na takie słowa.
Krótkie biało-rude futro | średniej wielkości | szczupły | złoto-pomarańczowe ślepia
wesoły, skory do zabawy, wręcz no można by powiedzieć, że figlarny haha
Rdest, Szczurza Łapa i Kurza Łapa
Polowanie. Ta, jasne. Kłopot nie miał najmniejszego zamiaru ganiać za myszami czy ptakami, ale hasło „idę na łowy” działało zawsze. Nikt w gangu nie zadawał pytań, nikt nie przypominał mu o obowiązkach, których nie ubywało, a trzeba było je dzielić pomiędzy zdecydowanie zbyt niewiele łap. W końcu nawet miejskie koty czuły ślinę napływającą do mordy na myśl o świeżym mięsie, kiedy ostatnimi dniami ich dieta składała się głównie z resztek i przyniesionej przez Lucjana kociej karmy.
- O! - Kąciki warg rudzielca uniosły się ku górze, kiedy pomarańczowe ślepka dojrzały prawdziwy powód swojej wędrówki w klanowe okolice.
Ślimaki.
Od kiedy pora zielonych liści zaczęła chylić się ku końcowi, coraz trudniej było znaleźć nowe okazy a jego własna „hodowla” zaczęła się przerzedzać. Część zdechła, kilka jak zwykle gdzieś mu się zgubiło. Trzeba było to nadrobić, a gdzie, jak nie na podmokłych terenach przy rzece, miał znaleźć świeży narybek? Zwłaszcza teraz, po ulewnym deszczu, który w nocy przetoczył się nad okolicą. - Wyglądasz zupełnie jak Orion - mruknął z rozbawieniem do pierwszego śliskiego delikwenta, przytulając policzek do podłoża obok niego.
My snails got humor They’re the sniggle at a funeral Knows everybody's disapproval I should've worshiped snails sooner! If the snails ever did speak She's the last true snailpiece Every Snailday's getting more bleak A fresh snoison each week "We were born snick" You heard them say it
Księżyce: 53 Mistrz: Rześka Pszczoła Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Śnieżny Płatek [npc] Ojciec: ??? [npc] Trwałe urazy: -1 Zr, -1 Sz na stałe Urazy mechaniczne: -1Zr, -1Sz na stałe (powód: złamanie kości promieniowej)
czarny srebrny cętkowany; z białymi znaczeniami na tylnych łapach, brzuchu i brodzie; zielone oczy;
"Miał całkiem ładne, srebrzyste futerko i głupie oczka. Dla niej wyglądał zupełnie jak rybka, którą ktoś wyrzucił na brzeg." ~Pustynna Róża
trochę people pleaser, trochę idealna owieczka Śnieżnego Płatka, która bardzo chciałaby być wilkiem, ale nie ma ku temu predyspozycji
Roziskrzona Gwiazda, Traszkowy Grzbiet [KW], Wędrujące Światła [S]; Ruletka [P]
Popiołek akurat szukał zwierzyny, gdy usłyszał obcy głos, obce słowa i tyle starczyło by sytuacja przestała mu się podobać. Ale obiecywał sobie, że będzie kotem z jakiego mama by mogła być dumna, więc nie wychodząc z pozycji łowieckiej zakradł się do kolejnego krzewu by wychylić się zza niego i sprawdzić czy faktycznie ma do czynienia z intruzem, czy nie rozpoznał głosu współklanowicza. Upokarzające, ale z dwojga złego już chyba wolałby to.
Oczywiście, że zobaczył intruza.
Od razu wycofał się z powrotem za krzew i zaczął rozważać swoje opcje. Biały Jeleń polował gdzieś w pobliżu, może jakby Popiołek go znalazł i poinformował o intruzie... nie no, nie powinien przerywać wojownikowi. Ten przynajmniej pewnie złapie jakieś piszczki, tymczasem srebrny kocurek... no właśnie. Nie było z niego żadnego pożytku. Podniósł się na drżących łapach i wziął głęboki wdech. Wypuścił powoli powietrze z płuc i wymaszerował sztywnym krokiem do pochylonego obcego. Cienki ogon zadarł w górę, chociaż ciągnął w dół jakby był z kamienia.
– Nie możesz tutaj być, to teren Klanu Rzeki. – oświadczył twardo. A przynajmniej starając się by głos mu nie zadrżał.
Dopiero czekając na reakcję zaczął się zastanawiać, gdzie dokładnie leżała granica Klanu w tym miejscu. Przez te zarośla miał pewne trudności z oceną.
In the { fullmoon's } light — I listen. to the stream— andin between the silence. . . . . . . . . . . .ˏˋ°•*⁀➷hear you callingme But I don't know whereI am. . . . . . . . . . . .and I don'ttrustwho I've been ╭────── · ☾ · ──────╮ And if I comehome . . . how will I everleave? ╰────── · ☾ · ──────╯
xxxxW prawdzie Karasiowa Łapa dostał absolutny zakaz od mamy wychodzenia samemu z obozu, a już zwłaszcza na ryby, ale... ale zakaz nie był pełnomocny, bo nie był wydany z pyska Łabędziej Gwiazdy. Na nieszczęście Kormoraniej Szyi, przywódca w oczach kocura miał większy autorytet od niej. Dlatego też śmiało wyrwał z obozu, gdy tylko jego mama była poza zasięgiem. Znał w końcu tereny, nie! Był jednak bardziej czujny, odkąd został napadnięty przez psa, stracił nieco pewności siebie i brawury. Tak troszeczkę. Maciupeńko. xxxxHasał sobie w pobliżu granicy, choć nie w ramach patrolu, tak po prostu. Stwierdził jednak, że skoro już tu był, mógł być przykładnym obywatelem Klanu Rzeki. Z tej okazji zaczął odnawiać granice, co by na pewno każdy wiedział, do kogo te tereny należą.
Kocur przechodził przez łan rzepaku. O tej porze nie był on żółty i bujny, a zielony i raczej niski, dość chaszczowaty. Szukał jedzenia i wśród starych łodyg znalazł królika. Złapał go, cześć zjadł i szedł właśnie z resztą królika przez tereny, by przejść nad rzekę. Wyszedł poza granicę pola i klan rzeki był w zasięgu jego terenu. Ten klan akurat niezbyt go obchodził, bo nie miał z nim żadnych ciekawych przeżyć, wspomnieć, relacji, połączeń... No, nic co by od niego wymagało myślenia nad rzeką. Niemniej żeby pójść do miejsca docelowego, to i tak musiał przejść się praktycznie całymi szarymi topolami. Zbliżył się przez to mimowolnie do granicy rzeki, idąc na ukos od łanów. Gdy był już blisko granicy, dostrzegł kocura z klanu rzeki. Nie szedł zbyt blisko, ale poczuł jak mu się gardło ściska na jego widok. Nie wszystkie koty z klanów były... kotami logicznie działającymi. Nspial nieco mięśnie i patrzył na rzeczniaka, ale miał królika w pysku, więc nic nie mówił. Zwolnił nieco kroku.
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
xxxxKarasiowa Łapa poszedł na samozwańczy, samotny patrol, choć tak naprawdę motywowane było to chęcią uwolnienia się od duszącego wzroku Kormoraniej Szyi. Nikt nie chciał z nim iść, więc stwierdził, że nie będzie się prosić i pójdzie sam, ha! Tak więc tuptał właśnie przy granicy z Kłującym Gąszczem, brawurowo wypatrując intruzów, by ich przegonić, zabić i zjeść, o! Nie no, żartuje, ale Karasiowa Łapa był całkiem podekscytowany myślą, że mógłby tu kogoś spotkać. xxxxI... wypatrzył. Jasny kocur, idący z królikiem w pysku. Najeżył się. Ekscytacja była, gdy o tym myślał, teraz to... ee... OCZYWIŚCIE SIĘ NIE BOI. Karaś się NIGDY nie boi. No. Bez problemów. - E, ty! - zaczepił, widząc, że zbliża się go granicy. I jaki był teraz pierwszy krok, atak? Już, bomba w pysk? - ...jadłeś kiedyś rybę? Widać, że nie. Jakbyś jadł, nigdy w życiu byś nie chciał jeść KRÓLIKA - krzyknął. Jego sierść dalej była najeżona, ciało spięte, czujnie obserwował kocura. I co teraz?
Ich oczy się spotkały, a tamten zamiast dać mu spokój, biednemu, zmęczonemu samotnikowi, to zaczął do niego krzyczeć. No co za... Żwir przystanął, odłożył królika i spojrzał z krzywym wyrazem pyska na terminatora. Czyli Klan Rzeki omijać szerszym łukiem - zanotować. - "E ty" ma imię. - odparł mu na początek, czując, jak tamten ewidentnie gardzi jego osobą w ten sposób. - Czy w Klanie Rzeki nie jecie nic innego niż ryby? - A co jak im woda zamarzała? Albo ryby uciekały spod łapy? Chyba nie opierali się tylko na połowach?
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
xxxx- No i co. Ja też mam, nie jesteś wcale lepszy - uśmiechnął się szeroko, ciesząc się, że ten nie jest wcale w niczym lepszy i już są na równi, ekstra. Gdy ten zadał pytanie, drgnęły mu nieco wąsiki - no, on był chciał, żeby tak było, ale niestety nie każdy dostrzega fantastyczność ryb. - E... nie no, jedzą inne rzeczy. Ale JA NIE. Ja tylko ryby - miauknął bardzo dumny z siebie, jakby co najmniej był teraz Panem i władca świata.