Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Biegłam, biegłam tak szybko, że wszystko co było po bokach rozmazywało mi się w jedną niewiadomą, nie miałam pojęcia również gdzie dokładnie biegłam; czy miałam w tym cel, a może coś na mnie czekało? Czasami odczuwałam niepokój, miałam wrażenie, że może jednak coś mnie goni… albo co gorsza to ja goniłam kogoś? A co jeśli uciekałam, ale przed tym co powinnam zrobić? Przed tym gdzie powinnam być? Co jeśli znowu zawodziłam innych przez swoje decyzje? Co jeśli tym razem nikt mi nie wybaczy? Nawet nie Iskra? Co jeśli uciekałam przed odpowiedzialnością, bo nigdy jej nie chciałam? A mimo to łapy niosły mnie dalej, mimo to nie mogłam się zatrzymać i wszystko po prostu migało mi jak momenty zatrzymane w czasie; nie byłam pewna gdzie już byłam, wszystko wyglądało tak samo. A ja…
Biegłam, biegłam tak szybko, że wszystko co było po bokach rozmazywało mi się w jedną niewiadomą, nie miałam pojęcia również gdzie dokładnie biegłam; czy miałam w tym cel, a może coś na mnie czekało? Czasami odczuwałam szczęście i wolność, czułam radość wypełniającą moje ciało - byłam wolna. Pierwszy raz w życiu nic i nikt na mnie nigdzie nie czekał, nikt ode mnie nic nie chciał, a ja mogłam po prostu biec; nie zastanawiać się nad jutrem, nie zastanawiać się nad wczoraj, ani tym co będzie za dwa wschody słońca; byłam wolna pierwszy raz w życiu, pogodzona z przeszłością i przyszłością. W tym konkretnym momencie bez żalu, bez poczucia winy, bez wody zalewającej moje płuca; och, dotykałam chmur, goniłam się z ptakami na niebie, a łapy po prostu prowadziły mnie gdzieś, bez miejsca docelowego, bez historii. A ja…
Biegłam, biegłam tak szybko, że wszystko co było po bokach rozmazywało mi się w jedną niewiadomą, nie miałam pojęcia również gdzie dokładnie biegłam; czy miałam w tym cel, a może coś na mnie czekało? I chciałam tak biec dalej, ale zarazem nie chciałam, czułam się jakbym biegała w kółko, gdzieś straciłam swój sens, gdzieś to wszystko straciło swoje piękno… byłam zmęczona, mimo iż przed chwilą jeszcze odczuwałam taką energię… tak? Tak mi się wydawało. Wydawało mi się, że ta pętla trwała już, któryś raz, że nie mogłam się wydostać; nie wiedziałam co ze sobą zrobić, nie potykałam się, nie upadałam, nic mi nie było, a zarazem czułam się zmęczona i chciałam przestać, odpocząć. Zaraz… nie, nie, nie. Nie!
Biegłam, biegłam tak szybko, że wszystko co było po bokach rozmazywało mi się w jedną niewiadomą, nie miałam pojęcia również gdzie dokładnie biegłam; czy miałam w tym cel, a może coś na mnie czekało? Nic na mnie nie czekało. Nie chciałam już biec, nie chciałam. Chciałam stanąć. Chciałam się zatrzymać, łzy spływały mi po policzkach, a poduszki łap paliły, traciłam dech, prosiłam wszystko co mogłam, prosiłam żeby wydostano mnie z tego koszmaru; nie wiedziałam jednak jak, a rozglądanie się na boki nie pomagało… i wiedziałam, że zaraz znowu zacznie się to na nowo, a potem na nowo i na nowo.
Znowu biegłam, ale tym razem z zamkniętymi oczami, niezależnie co robiłam i tak nic mi nie pomagało, poddałam się, potrzebowałam przemyśleć jak się z tego wydostać… i wtedy, dopiero po zamknięciu oczy, dopiero wtedy, poczułam: wrzosy. Moje łapy stanęły w miejscu, a ja już nie biegłam, księżyc pojawił się na niebie; znałam te łąki, znałam ten pagórek i znałam ten zapach, uśmiech uformował się na moim pyszczku, a ja poczułam energię płynącą po moim ciele - Orion. Tylko gdzie on był? Wiedziałam, że gdzieś… tutaj, to było miejsce naszego ostatniego spotkania, a ja tęskniłam za tym kocurem bardziej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Łapy teraz mnie już nie bolały, wszystko było dobre i przyjemne, i nie czułam już tyle negatywnych emocji, och jaki to był spokój… ta noc była miłym wspomnieniem.
Wrzosy. Otworzyłam miodowe oczy, a do moich nozdrzy dostał się zapach medykamentów, byłam w Ziołowym Wzgórzu, a to wszystko był tylko sen, ale zapach był prawdziwy, czułam te wrzosy! Nawet teraz! Niknące powoli wśród mocnych ziół, ale nadal je czułam, a kąciki moich oczu nagle stały się mokre… och, Orion, brakowało mi cię w najdrobniejszych kwestiach, promienie słońca przypominały mi naszą rozmowę o tańczących światłach, niektóre głosy czasami na pół uderzenia serca brzmiały jak twój; tęskniłam za twoim wsparciem i rozmowami o wszystkim i o niczym. Nawet teraz, nawet w chwilach kiedy czułam bezsilność i strach potrafiłeś dodawać mi otuchy i przypominać, że zawsze jest ktoś kto mi pomoże, że nie jestem sama. Potrzebowałam tego bardziej, niż uścisku i dobrych słów, potrzebowałam przypomnienia gdzie powinna brnąć moja wola i gdzie powinnam trzymać swoje serce. Uśmiechnęłam się delikatnie pod nosem, mimo iż koszmar który zawładnął moim snem nadal dawał o sobie znaki w moich napiętych barkach i nieprzyjemnie kotłujących się emocjach, niepewność i strach. Czułam jednak ciepło, nie tylko te od Oriona, ale również te od ciała Traszki zaraz obok mnie, byłam spokojniejsza z każdym wdechem; dzisiaj szłam po życia… Skąd wiedziałeś, mój drogi?
Cicho westchnęłam, dzisiaj był wielki dzień… czy tak też niektórzy mogliby myśleć; ja jednak pomimo wszystko nie potrafiłam pozbyć się obaw, kiedyś byłoby to dla mnie niedopomyślenia. Obawy? Strach? Nie znałam tych słów, zawsze byłam taka pełna energii i lekkości, myślałam kiedyś, że świat nigdy mnie nie dopadnie. Jak bardzo można się mylić? A mimo to nie potrafiłam do końca uznać, że było to złe - w końcu osiąść na ziemi, nawet jeśli żałowałam swojej wolności to czy nie było czegoś pięknego w tym, że miało się gdzie wracać? Sądziłam, że był to największy dar jaki mógł mnie spotkać, najlepsze do czego życie mogło doprowadzić kota, który tyle księżyców nie liczył się z uczuciami innych, nie do końca. Zawsze odgradzałam się grubą kreksą od tego co moje działania mogły zrobić, zawsze odgradzałam się od uczuć, czułam tylko to co chciałam, unikałam smutku i żalu, może dlatego musiałam się nauczyć z nim żyć? Wydaje mi się, że była to dla mnie potrzebna lekcja, nawet jeśli nie zawsze chce ją akceptować, typowe wyparcie - miało w sobie coś tak kociego. Namacalnego. Uśmiechnęłam się do siebie i przeciągnęłam mocniej budząc przy tym Traszkę i trącając ją delikatnie nosem, bark nadal mnie bolał, rana nadal nie była zagojona, ale to nic. Dłużej czekać nie mogłam. Rozminęłam się z moją wojowniczką wychodzą z Ziołowego Wzgórza, musiałam jeszcze poinformować o czymś Księżycowe Wzgórze i przy okazji obudzić Słoneczny Brzeg, który spojrzał na mnie ze zdziwieniem i zmieszanie przez pierwsze dwa uderzenia serca; wdech, wydech, uśmiechnął się do mnie miękko, wstał i również rozciągnął - wyprawa. Poprosiłam go żeby przygotował śniadanie dla Turzycy i obudził ją przy okazji, świat dopiero wstawał; pogoda dzisiaj była dość nijaka, wyglądało jakby miało się rozpadać w pewnym momencie, ale nie było to nic dziwnego przez ostatnie księżyce. Sama zjadłam jedynie ryjówkę podczas rozmowy z Księżyc, która namawiała mnie na zjedzenie więcej, ale wiedziałam że nie dam rady nic innego tknąć.
– Gotowi? – zapytałam podchodząc do Słońca i Turzycy z delikatnym uśmiechem, wskazując przy tym głową na wyjście z obozu; ruszając przy tym prosto w stronę wyjścia… no chyba, że naprawdę na coś trzeba było poczekać! To wtedy zamierzałam poczekać, jednak jeśli mogliśmy iść… to wychodząc spomiędzy Kwitnących Zarośli i chciałam zacząć kierować się w stronę Jasnych Skał.
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
szczupła, przeciętnego wzrostu, długie łapy | krótkowłosa | szylkret czarno-rudy z bielą na pyszczku, klatce piersiowej, brzuchu i łapkach, oczy żółte
śmiała, odważna, dużo gada, mało taktowna, mówi co myśli, często się rozprasza, nierozsądna, niezdarna, ufna, ma niemądre pomysły, uparta, pogodna
Mysia Łapa [KG], Śnieżna Łapa. [KR], Wrzos [KR]
Turzyca czuła się... Dziwnie. Szalały w niej takie nabuzowane emocje, że młoda kotka sama nie wiedziała, co czuje. Smutek i żałoba z pogrzebu przeplatały się ze szczęściem z mianowania mamy, która w końcu została wojowniczką. Niepokój i pustka napełniały ją za każdym razem, jak widziała dwa puste legowiska w Ciepłych Skałkach - to Brzeg, które już nie będzie używane (a które Turzyca częściowo przejęła), ale też to, gdzie jeszcze parę dni wcześniej spał Omułek. Z drugiej strony czuła też podekscytowanie i radość ze zbliżającej się wyprawy, której była częścią.
Tyle trudnych emocji a Turzyca była tylko jedna! Więc jak to najlepiej załatwić? Zepchnąć wszystko na bok do kąta i jeszcze upchać kolorową nóżką.
Przez te parę dni więc starała się żyć normalnie i jakoś rozweselać pyszczki wszystkich Wichrzaków podczas patroli czy ploteczek w obozie. Starała się pocieszać myślą, że mamy, bardziej dojrzałe emocjonalnie, pomogą jakoś Omułkowi przeżyć żałobę i że cynamonowy brat w końcu wróci do Skałek i znów będą mogli prowadzić dziwne rozmowy na wszystkie tematy, o jakich mogli pomyśleć. Choć buzowało w niej oczekiwanie i nie za bardzo potrafiła spać w nocy, to dzień przed wyprawą wybrała się do legowiska wcześniej, niż zwykle, i choć trochę kręciła się na mchu, to finalnie w końcu zasnęła.
Obudziło ją szturchnięcie nosem w bark. Kotka, zaspana, otworzyła jedno żółte ślepko. Czyżby zaspała na patrol? Czy już było południe i po prostu zaspała? Dookoła jednak spali inni terminatorzy, a pochylający się nad nią pyszczek należał do Słonecznego Brzegu. Kropki w końcu się połączyły, a Turzyca podniosła się gwałtownie z mchu, na jej pyszczku uśmiech. Tak, to był ten dzień, kiedy szła z zastępczynią na wyprawę, ten dzień, kiedy miała po raz pierwszy opuścić granice klanu! Ekscytacja ogarnęła ją całą, aż wyskoczyła z legowiska, pewnie kopiąc przy okazji Nacia czy innego terminatora przypadkowo. Podążyła za wojownikiem na zewnątrz, gdzie ten poczęstował ją grubiutką myszką. Byś miała siłę na podróż, powiedział, ale dał jej zjeść w milczeniu. Słoneczny Brzeg był na pewno świadkiem w ciągu ostatnich paru dni chociaż paru sytuacji, kiedy Marchewkowe Pole urządzała pogadanki Turzycy pod tytułem nie rób nic głupiego, słuchaj się starszych. Choć jej córka potakiwała i potwierdziła, że już po trzecim razie zapamiętała i wystarczy, nie była już kociakiem, to mamy nie przegadała! Ale może przez to kremowy wojownik wiedział, że nie musi jej powtarzać tego, co matula już jej wbiła do głowy.
Turzyca przeżuwała ostatnie kęsy, kiedy Truflowy Nosek podeszła do nich. Już czas! Szybko przełknęła to, co miała w pyszczku. - Tak jest! - podniosła się na łapy, ogon w górze, uśmiech na mordce. Choć miała ochotę pognać przodem, jak czasem przy luźniejszych ekipach patrolowych, to tym razem się powtrzymała i podążyła za zastępczynią i wojownikiem. Ahoj przygodo!
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Szylkretka była wesołym dzieckiem, zauważyłam to już dawno temu, a mimo to właściwie po tej wymianie dwóch słów między nami dałam radę już odczuć jej energię, wesołość i pozytywność; wcześniej nie raz widziałam brzdące Marchewkowego Pola jak musiałam akurat coś załatwić w Rozłożystym Drzewie albo chcąc pomówić z Matkami czy przynieść im kwiaty jako prezent, wchodziłam do Splątanych Korzeni i cóż, widziałam bawiące się kocięta. Tęskniłam odrobinę za tym czasem, opiekowaniem się własnymi dziećmi, małe słodkie kuleczki… może dlatego tak często odwiedzałam kociarnie?
Szłam w ciszy, nie byłam pewna czy Turzyca konwersowała ze Słońcem, nie skupiłam się na tym; zastanawiałam się jak przeprowadzić nas przez Grzmiącą Ścieżkę bez problemu, nie raz ją już przekraczałam, ale tym razem miałam przy sobie młodego terminatora i chciałam mieć pewność, że nic jej się nie wydarzy, nie wybaczyłabym sobie tego. Inna sprawa, że moje myśli nadal skakały wokół Oriona i tego czy to był znak od niego czy może tylko przypadek - jeśli od niego to… krąg życia jednak dopadł mojego drogiego przyjaciela. Musiałam pielęgnować wspomnienia z nim, ale żal nadal gdzieś pałętał się wokół moich łapek, mogłam kochać świat jakim był, naturę jaką była, a i tak nie potrafiłam pozbyć się do końca żalu - odczuwalnej żałoby; kiedyś byłoby to dla mnie do pomyślenia, a teraz? Byliśmy praktycznie przy Jasnych Skałach kiedy zwolniłam kroku by zrównać się z Turzycą.
– Wychodziłaś kiedyś poza tereny? – zapytałam z delikatnym uśmiechem.
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
szczupła, przeciętnego wzrostu, długie łapy | krótkowłosa | szylkret czarno-rudy z bielą na pyszczku, klatce piersiowej, brzuchu i łapkach, oczy żółte
śmiała, odważna, dużo gada, mało taktowna, mówi co myśli, często się rozprasza, nierozsądna, niezdarna, ufna, ma niemądre pomysły, uparta, pogodna
Mysia Łapa [KG], Śnieżna Łapa. [KR], Wrzos [KR]
Patrolowanie ze Słonecznym Brzegiem zawsze było ciekawsze i pełniejsze rozmów, niż chociażby z jego partnerką, Księżycowym Wzgórzem. Z kocurem akurat Turzyca mogła sobie pogadać na najróżniejsze tematy, i zawsze czas bardzo miło leciał. Tak jak i tego dnia - Truflowy Nosek prowadziła całą ekipę przodem, a parę długości ogona za nią Turzyca zaraz po wyjściu z obozu zrównała się krokiem ze złotym wojownikiem. I w sumie nawet nie wiadomo, które z nich zaczęło luźne uwagi, a to o pogodzie, o wietrze, o motylku przelatującym nieopodal. I niedługo potem przerodziło się w opowieść Słońca o tym, jak kiedyś złapał zająca, ale takiego ogromnego, większego niż ty, powiedział Turzycy. Nie chciała mu w to uwierzyć, bo jaki on musiałby być wtedy ogromny, jakiś zając wielkolud!
Czasami między nimi panowała cisza, ale była ona przyjemna, luźna; ot, pozwalała każdemu z nich zebrać myśli, a było to tylko kwestią czasu, zanim ona, albo wojownik znowu otworzy pyszczek z jakąś uwagą, ciekawostką, czy ploteczką. I właśnie podczas jednej z takich chwilowych przerw w rozmowie przy drugim boku Turzycy znalazła się Trufla, która najwidoczniej zwolniła kroku, szylkretka nawet nie zauważyła, kiedy!
A gdy zastępczyni zadała jej pytanie, to Turzyca spojrzała na nią z takim wyrazem pyska, jakby ruda kotka oznajmiła jej, że po tej wyprawie wyrośnie jej drugi ogon.
- Nie odważyłabym się! Jakby Marchewkowe Pole się o tym dowiedziała to chyba odgryzłaby mi uszy za niesłuchanie! - odpowiedziała z przerażeniem tak teatralnie przesadnym, że aż Słoneczny Brzeg gdzieś z boku cicho parsknął śmiechem. Szylkretka aż uśmiechnęła się lekko, bo nie była za dobra w utrzymywaniu kamiennego oblicza. - O, albo pewnie łapki prędzej, żebym już nigdzie nie mogła chodzić. - pokiwała głową, to byłaby pewnie bardziej adekwatna kara według mamy. I zrobienie z Turzycy wiecznego kociaka zapewne, co to nawet na treningi chodzić nie może! - Ale chodzę często na spacery po terenach, zawsze z kimś. Mamy tyle ciekawych rzeczy! - na pewno o wiele więcej niż w obozie! Na przykład była taka Bzycząca Polanka, gdzie było tyle pszczół, że mogli z Nacią wytrenować swoją własną pszczelą armię. Choć te pszczoły to bardziej wolały kręcić się dookoła kwiatków i głośno bzyczeć niż atakować kogoś na koci rozkaz!
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Reakcja Turzycy sprawiła, że zwątpiłam czy zastępczyni pytająca o takie rzeczy przypadkiem nie brzmi zbyt podchwytliwe; nie szukałam winnych i prostych do ukarania, ale też miałoby sens jakby ktoś tak pomyślał - w tym przypadku nie o to chodziło jak się okazało po uderzeniu serca, ale też musiałam przyznać, że zszokowany trzykolorowy pyszczek mnie rozbawił. Powstrzymałam się jednak od zachichotania i wsłuchałam w słowa, szczególnie że terminatorka rozśmieszyła w tym czasie już Słoneczny Brzeg na co pokręciłam głową, trochę nie wierzyłam jak atmosfera była tak prosta, wesoła, bez zbędnych problemów, rozpamiętywania rzeczy. Wszystko było lekkie, potrzebowałam tego.
– Marchewka dobrze mówi! – Oczywiście zamierzałam poprzeć koleżankę… chociaż zarazem nie mogłam powiedzieć, że sama jakkolwiek trzymałam się obozu czy terenów Gromu mając tyle samo księżyców co córka klanowej Matki. Jak wyzdrowiałam to nie było mnie widać w obozie praktycznie… w sumie czy było mnie czasem widać w obozie? Chyba tylko jak miałam karę od Wężowej Gwiazdy i podczas Ceremonii; innymi momentami po prostu ganiałam po terenach. – Co ciekawego już odwiedziłaś? – zapytałam marszcząc przy tym delikatnie nosek z zachwytu; kotka lubiła przygody i odkrywanie, oj, cieszyło mnie to bardzo! Wybierając ją na wyprawę wraz ze Słonecznym Brzegiem spodziewałam się, że będą rozmawiać, a ja po prostu będę gdzieś... gdzieś pomiędzy żałobą, a dźwiękami wybudzającymi mnie z zamyśleń; przyjemnym zaskoczeniem było to, że nie musiałam odczuwać presji rozmowy, a mimo to mogłam się dołączyć i cieszyć chwilą, nie o to w sumie chodziło? Szłam po życia, miałam przewodzić klanem, nie ma już odwrotu i nigdy nie było, jeśli zamierzałam być ponura i taplać się dłużej we własnym smutku to nigdy bym z niego nie wyszła; najlepszym co mogłam zrobić to cieszyć się chwilą, jak zawsze, a teraz było czym się cieszyć!
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
szczupła, przeciętnego wzrostu, długie łapy | krótkowłosa | szylkret czarno-rudy z bielą na pyszczku, klatce piersiowej, brzuchu i łapkach, oczy żółte
śmiała, odważna, dużo gada, mało taktowna, mówi co myśli, często się rozprasza, nierozsądna, niezdarna, ufna, ma niemądre pomysły, uparta, pogodna
Mysia Łapa [KG], Śnieżna Łapa. [KR], Wrzos [KR]
Turzyca pokiwała głową, uśmiechając się szeroko. Wiedziała, oczywiście, że jej mama mądrze mówi, w końcu ją wychowała! I oczywiście czuła miłość mamy, zarówno jednej, jak i drugiej, ale Turzyca nazbierała wystarczająco kar, kiedy jeszcze była kocięciem, żeby czuć respekt przed mamą bo wiedziała, że Marchewka nie straszy pustymi groźbami! A najgorzej chyba było, jak została za długo poza kociarnią mimo zakazu mamy, a potem skończyła chora i smarkająca prawie księżyc w lecznicy. To dopiero było coś, co długo zapamięta!
- No ja wiem, dlatego jej słucham! - zgodziła się z Truflowym Noskiem, nawet się z tym nie kryjąc. Była dumna z tego, jaką miała mamę!
- Bzyczącą Polankę! - aż się żółte, Turzycowe oczka zaświeciły. To było chyba jej ulubione miejsce na całych wichrowych terenach! - Jest tam fajnie, kolorowo, i jest tam tyle pszczół! I one wcale nie żądlą, są bardzo milutkie. I śmieszne jak się tak kręcą dookoła kwiatka i nie wiedzą jak wylądować. - zachichotała. O tak, zdecydowanie, lubiła tam spędzać czas, zawsze z doborowym towarzystwem, czy to z rodzeństwem, czy to z którąś mamą.
- Leśna Sadzawka też jest fajna! Choć jest trochę daleko, to głównie na patrolach ją widzę. Ale tam zawsze lata pełno kolorowych ważek! - choć sadzawka znajdowała się wśród drzew, które były mniej lubianym przez Turzycę miejscem, bo jak na Wichrzała przystało, kochała otwarte tereny, to jednak zdecydowanie miejsce nadrabiało bogatą ofertą owadów i innych robaczków, jakie można było przy nim znaleźć!
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
No tak, młodzinka pomimo energiczności ewidentnie umiała ją uspokoić kiedy przychodziło co do czego, Marchewka też była bardzo przekonująca… cóż, widziałam ją w akcji! Cieszyło mnie jednak, że Turzyca zdawała sobie sprawę, że to dobrze słuchać, powoli mniej obawiałam się też Grzmiącej Ścieżki i pogadanki jaką będę musiała przeprowadzić z wojownikiem jak i samą kotką; wiedziałam już, że szylkretka nie była nigdy poza terenami Wichru, ale nie wiedziałam czy Słońce gdzieś kiedyś wyruszył, miał sobie coś w duszy z wędrowca, może przekroczył kiedyś nieprzyjemnie chropowatą ścieżkę?
– Och! Uwielbiam Bzyczącą Polankę – przyznałam wesoło. – Tak zwany pszczeli taniec – mruknęłam bardziej pomiędzy słowami kotki, ale Słońce chyba wyłapał drobny suchy żarcik i prychnął pod nosem z rozbawienia; może leciutko mi się udzielało zbyt częste przebywanie z Iskrą? Hm… – Kocham zbierać tam kwiaty i kiedy tylko mogę to tworzę bukiety, lubię też po prostu obserwować jak z czasem rosną tam konkretne rośliny, czasami wybieram sobie jeden konkretny i po prostu sprawdzam co jakiś czas! – Ostatnim razem wybrałam najzwyklejszy len i po prostu przechodząc czy wracając z polowania zaglądałam co u niego, był kawałek dalej od reszty kwiatków i po prostu tak jakoś przykuł moją uwagę. – Umiesz już walczyć? – zapytałam spoglądając w bok; Jaskier miała pewien czas odejścia na bok interakcji z klanem, ale wydawało mi się, że cały czas trenowała szylkrektę… nie byłam jednak pewna w pełni, nie widziałam żeby Turzyca narzekała na wolny trening, więc nic nie robiłam. – Ale tak, jest tam bardzo przyjemnie. Lubię czasami chłodzić tam łapy, ważki jak wystawisz ogon czy łapę to na nim usiądą! Nie wiem czemu tak robią, ale wystarczy chwilę postać w miejscu i proszę! Masz na sobie ważkę! – Zachichotałam lekko. – Kto by się spodziewał, że to największe drapieżniki… tak jakby, ale owady się ich boją, dlatego jak chcesz uciec przed komarami to najlepiej zaprzyjaźnić ważki. – Taki tam mały fakt przy okazji!
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
szczupła, przeciętnego wzrostu, długie łapy | krótkowłosa | szylkret czarno-rudy z bielą na pyszczku, klatce piersiowej, brzuchu i łapkach, oczy żółte
śmiała, odważna, dużo gada, mało taktowna, mówi co myśli, często się rozprasza, nierozsądna, niezdarna, ufna, ma niemądre pomysły, uparta, pogodna
Mysia Łapa [KG], Śnieżna Łapa. [KR], Wrzos [KR]
No tak, Turzyca potrafiła czasem poskromić swoją energiczność, ale to przyszło jej z wiekiem. Powodzenia z takimi rzeczami, kiedy miała te sześć czy osiem księżyców! Widać było, że szylkretka dojrzewa i zachowuje się trochę bardziej dorosło, choć nadal była pełna swojej kocięcej radości.
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, kiedy dowiedziała się, że zastępczyni też lubiła Bzyczącą Polankę! No to było jedno z najlepszych miejsc, i nie było wcale tak daleko od obozu, aż dziw, że wcale zbyt dużo kotów się tam nie kręciło. Przekręciła lekko główkę, w ogóle nie wyłapując żarciku; no, w sumie jak pszczoły się tak dziwne kręciły to trochę wyglądało to jak taniec... To może to lubiły? Ee tam, i tak fajnie było je obserwować wtedy!
- O tak, kwiatków tam jest bardzo dużo! I są bardzo kolorowe. - zgodziła się z Truflowym Noskiem. Z polanki Turzyca nazbierała sobie parę kolorowych kwiatków, żeby z nich upleść wianek na Noc Cykady; nie chciała jednak stamtąd brać za dużo, żeby pszczołom nie brakło!
- Umiem! - potwierdziła zastępczyni. Choć jeszcze w sumie nie do końca umiała, bo była w trakcie treningu i bardziej myślała o zabawie niż faktycznej walce, to w głowie szylkretki wiedziała wystarczająco, by tak odpowiedzieć. - Jak Jaskrowy Pyłek się rozchorowała to ćwiczyłam parę razy z Roześmianym Wąsem. I raz napadłam na Mrówczy Szlak w obozie! - pochwaliła się z poruszeniem wąsów. - Wytarzałyśmy się wtedy bardziej w piasku niż walczyłyśmy ale i tak było fajnie. - bo z Mrówką zawsze było fajnie, to był fakt, który Turzyca znała od pierwszych kroczków w Splątanych Korzeniach. - I mama Brzeg obiecała, że jak wrócę z wyprawy to też będzie ze mną ćwiczyć, dopóki Jaskier nie poczuje się lepiej. - teraz już była wojowniczką więc to znaczyło, że miała wszystkie umiejętności, których mogła nauczyć też Turzycę! A szylkretka bardzo chętnie wybierze się z mamą na jakieś sesje treningowe, nawet jeśli te będą się opierać głównie na poznawaniu smaków terenów wichrowych. To też był trening i nowa wiedza!
O, i właśnie, to była nowa wiedza. Aż oczka Turzycy rozszerzyły się z zachwycenia; ważki lubią siadać na ogonie albo łapach, nie boją się kotów? Ale za to komary się ich boją? To już wiedziała, gdzie następnym razem wyciągnie Nacia na spacer! I może później też Omułka i Trawkę, jeśli któreś z nich będzie chciało, bo Turzyca to była zawsze chętna na takie rzeczy.
- Naprawdę? Ale super! - zachwyciła się, wyobrażając już sobie taką niebieską albo zieloną ważkę na jej łapce. Ale wtedy będzie mogła ją pooglądać z bliska! - To będę musiała je iść zaprzyjaźnić kiedyś! - pokiwała głową, bardziej do siebie.
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
– Masz jakieś ulubione? – Następne pytanie kiedy wkroczyliśmy żwawym-choć-nie-tak-szybkim krokiem pomiędzy Jasne Skały, a ja rozejrzałam się szybko na boki, drapieżniki lubiły inne miejsca, ale byliśmy coraz bliżej granicy, a tam częściej kręcili się niechciani goście. W powietrzu nie wisiało jednak nic konkretnego, woń kwiatów z Bzyczącej Polanki docierała nawet tutaj; niebo rozświetliło się przez słońce, ale równie szybko schowało za chmurami, które krążyły nad nami. Było względnie cicho, czasami większy podmuch wiatru, innym razem ptak przelatujący nad głową, ale dla tych uważniejszych - czasami wyłapywałam małe poruszenia pomiędzy skałami, myszki… może jakieś jaszczurki? One też lubiły się wygrzewać na kamieniach, ale chyba nie było pogody na to. – O! – Wydałam z siebie dźwięk zaskoczenia, ale wesołości. – W sumie nie powinno mnie to dziwić… – mruknęłam wesoło – w sensie pomoc Roześmianego Wąsa – dodałam żeby rozjaśnić o co mi chodziło. – Mrówka zaś! Akurat z nią miałam przyjemność się sparingować i bardzo dobry przeciwnik. – Chociaż wydawało się, że tym razem podeszła luźno, ale też nie jej głowa w tym żeby uczyć terminatorów! Ważne, że Turzyca nadal ćwiczyła, niezależnie jak ruch był po prostu ważny; wiele kotów nie miało siły na długie spacery na samym początku przez nagłą zmianę pomiędzy byciem kociakiem co tylko się bawi, a prawdziwymi zadaniami. Zerknęłam na bok słysząc o Przybrzeżnym Glonie uczącym kotkę… hm, jeśli chciała to w sumie nie widziałam problemu? Jedynie zastanawiałam się czy Brzeg była do tego najlepszym wyborem; mogłam zawsze przypisać Turzycy kogoś bardziej… doświadczonego, ale jedynie przytaknęłam. Chciałam zażartować, że jeśli rudo-biała będzie ją za bardzo nękać to może przyjść do mnie i porozmawiać, ale dotarło do mnie, że po to w ogóle była ta wyprawa… szłam po życia. Nie wrócę już jako zastępca, nie będę nadzorować treningów; poczułam delikatne ukłucie w sercu, lubiłam to robić, lubiłam zdawać raporty Iskrze, lubiłam być obok, ale nie być w centrum… chociaż przez zdrowie Iskry i tak byłam w centrum; a mimo to nie chciałam oddawać tego co było na rzecz czegoś nowego. Nawet jeśli tak działało życie… czasem wolałam brak zmian.
– Tak, będziesz musiała! – Zaśmiałam się, chociaż dziwne uczucie smutku nadal gdzieś się we mnie kotłowało; skupiłam się jednak na drodze, na rozmowie; chociaż na moje szczęście Słoneczny Brzeg przejął pałeczkę i zaczął mówić o tym jak to kiedyś w Dzikim Sadzie spróbował wszystkich możliwych owoców, mimo iż Księżyc mu odradzała - bolał go potem brzuch! No ciekawe czemu? Uśmiechnęłam się pod nosem.
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
szczupła, przeciętnego wzrostu, długie łapy | krótkowłosa | szylkret czarno-rudy z bielą na pyszczku, klatce piersiowej, brzuchu i łapkach, oczy żółte
śmiała, odważna, dużo gada, mało taktowna, mówi co myśli, często się rozprasza, nierozsądna, niezdarna, ufna, ma niemądre pomysły, uparta, pogodna
Mysia Łapa [KG], Śnieżna Łapa. [KR], Wrzos [KR]
- Hmm. - zastanowiła się Turzyca, kiedy weszli pomiędzy głazy. Zgrabnie przeskoczyła nad jednym. Kiedy była jeszcze kociakiem, to poprosiła Mrówkę o piękny, najbardziej kolorowy kwiatek na swoją ceremonię, tak, żeby pasował do jej pstrokatego futerka. Ale im więcej chodziła i oglądała kwiatki, co jedne to piękniejsze, ale jednak najbardziej polubiła... Białe, takie proste. - Stokrotki chyba. Lubię je, i rosną wszędzie! - pewnie jakby się porządnie rozejrzała, to parę białych główek wyglądających spośród skał by znalazła! - I bardzo fajnie trzymały wianek! - bo nawet z jej świeżymi, jeszcze nie do końca idealnymi umiejętnościami jakoś udało jej się sklecić taki, który trzymał się przez całe święto.
- Taak! - zgodziła się z Truflą. - Powiedziała mi nawet, że na Matki to muszę polować tak jak na ptaki! - aż nieco bardziej przypadła na łapach, zajmując coś przypominającego pozycję łowiecką. - Że muszę stawać w bezruchu i często się chować, żeby nie widziała. - zamruczała wesoło. Wiedziała, że Mrówka tak częściowo żartowała, ale i tak planowała to kiedyś wykorzystać; ale może najpierw podszkoli się w samej walce z innymi, żeby móc jeszcze bardziej ją zaskoczyć!
Pokiwała głową wesoło. Tak, to była cenna informacja z pyszczka samej zastępczyni, oczywiście że Turzyca o tym nie zapomni; to było zbyt fajne! I dotyczyło latających robaczków!
Wkrótce Słoneczny Brzeg zaczął opowiadać swoją historię o owocach. Turzyca roześmiała się serdecznie, a zaraz potem zapytała złotego kocura, czy pamięta, jakie owoce mu najbardziej smakowały!
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Stokrotki były pospolitym kwiatkiem, ale zarazem niedocenianym, coś co pojawia się często jest o wiele mniej zachwycające dla większości; bardzo podobała mi się odpowiedź Turzycy przez to - widziałam w niej kogoś kto zauważa niezależnie od sytuacji.
– O, widzisz! Tego nie wiedziałam. Ja lubię je w bukietach, najbardziej komplementują się z firletką lub kąkolem mam wrażenie… Zawsze lubiłam połączenie białego i różu lub białego i fioletu – odparłam z delikatnym uśmiechem. Akurat temat kwiatów był odprężający, mimo iż trwał krótko; nawet teraz jednak mój umysł nie umiał się do końca wyciszyć, było to niezwykle dręczące, zastanawiałam się jak robili to inni? Jakim sposobem dzień po śmierci czy nawet tego samego dnia wyruszali do Szepczącej Sadzawki? Nie pamiętałam czy Salamandra wyruszyła od razu czy nie, ale chciałabym się jej zapytać skąd wzięła w sobie tyle siły; Wężowa Gwiazda był jej bliski jak ojciec, mogłam to samo powiedzieć o Roziskrzonej Gwieździe w moim przypadku i wyprawa tylko ciążyła mi na sercu, nie dała do końca pogodzić się z nadchodzącymi dniami.
– Jak na ptaki? – Parsknęłam pomiędzy słowami, Mrówka miała dopiero pomysły. – I zdołałaś to już jakoś wykorzystać? – zapytałam z zaciekawieniem, spoglądając przy tym w bok.
Podróż była aktualnie zwyczajna, jak spacer, ale mimo wszystko rana dawała o sobie znaki, nie była w najprzyjemniejszym miejscu na długie przechadzki; nie chciałam jednak czekać do jej wyleczenia, bo zaraz byłaby napięta atmosfera nie tylko w klanie, ale również poza nim - jeszcze by mnie oskarżono o trzymanie informacji ze śmiercią Iskry. Nie potrzebowałam tego.
– Z naszych lokalizacji lubię też granice, wiesz? – zaczęłam zaraz po tym jak wyczułam, że mogłam wcisnąć się ponownie w rozmowę. – Bardzo lubię Zajęcze Zioła, zawsze rozczula mnie ile tam króliczków i zajączków zawsze kica. Borsucza Nora jest też bardzo ciekawa! Mam wrażenie, że byś się dobrze tam bawiła, chociaż najlepiej pójść tam z kimś – mruknęłam radośnie z błyskiem w oku, a Szare Topole zaczęły być coraz bliżej nas. – Drzewko Cudów zawsze zapiera mi dech w piersi, och, to jest dopiero coś wartego zapamiętania!
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
szczupła, przeciętnego wzrostu, długie łapy | krótkowłosa | szylkret czarno-rudy z bielą na pyszczku, klatce piersiowej, brzuchu i łapkach, oczy żółte
śmiała, odważna, dużo gada, mało taktowna, mówi co myśli, często się rozprasza, nierozsądna, niezdarna, ufna, ma niemądre pomysły, uparta, pogodna
Mysia Łapa [KG], Śnieżna Łapa. [KR], Wrzos [KR]
Kolorowa koteczka uśmiechnęła się szeroko. Było coś, co ona wiedziała, a Truflowy Nosek nie, ale ciekawie! Pokiwała głową później, zgadzając się z rudą kotką; faktycznie, stokrotki ładnie wyglądały w bukietach, no i zawsze można ich było dużo wsadzić bo nie były aż tak wielkie. Nie było łatwo z nimi przesadzić!
- Białe kwiatki chyba do wszystkiego pasują! - zamruczała. Aczkolwiek Turzyca uważała, że wszystkie kwiatki ze sobą razem pasują, bo im bardziej kolorowo, tym lepiej! Ale faktycznie, nawet takie najbardziej kolorowe zbieraniny wyglądały jeszcze ładniej, kiedy były w nie wmieszanie małe, białe płatki.
- Mhm! - pokiwała głową. Nad drugim pytaniem musiała się chwilę zastanowić, przypomnieć sobie, co się wtedy dokładnie zdarzyło. Czy ona w ogóle próbowała to wykorzystać? - Chyba nie bo w końcu skończyłyśmy na tarzaniu się w piachu. - zachichotała. No tak, jedna drugą brudziły piachem, a Turzyca potem nie potrafiła doczyścić futerka przez dobre parę dni. Ale i tak w jej odczuciu było warto, bo zabawę miała świetną!
Rozmowa ze Słonecznym Brzegiem też płynęła bardzo płynnie; skakali trochę z tematu na temat, luźno jeden do drugiego nawiązując. Szylkretka jednak zwróciła swój pyszczek ku Trufli, kiedy ta znowu się odezwała.
- Chyba jeszcze nie widziałam Drzewka Cudów! - miauknęła, jej uszka wysunęły się do przodu z ciekawości. - A może widziałam, ale nie pamiętam nazwy! - przyznała lekko, bo to też w jej przypadku było całkiem prawdopodobne. - Czemu w sumie tak się nazywa? - zapytała z ciekawością. Może albo Trufla, albo Słońce będą wiedzieć!
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Ciężko się było nie zgodzić, biały był dość uniwersalny, ale no właśnie chyba dla mnie personalnie róż i fiolet oddawały jego prawdziwe możliwości; przytaknęłam energicznie na opinię Turzycy i zostawiłam to w tym miejscu; mogłabym się rozgadać w tym temacie, ale lekko obawiałam się, że nie był to czas i miejsce. Nie wiedziałam nawet czemu, wybrałam tę dwójkę również przez wzgląd na moje dogadywanie się ze Słońcem i dobre relacje z Marchewką, dzięki czemu jej dzieci nie powinny mieć mi za złe, inna sprawa, że Turzyca sama w sobie była wesołym stworzeniem, które na pewno ucieszyłoby się na taką wyprawę - i patrząc po wszystkim, wydawało się, że miałam rację. Moje obawy chyba znajdowały się w moim sercu jedynie przez Zgromadzenie i fakt jak każde moje słowo było oceniane.
– To będziesz musiała mi zdradzić czy działa jak już przetestujesz – szepnęłam do pstrokatej, starając się utrzymać to w tajemnicy przed Wojownikiem, oczywiście nie na poważnie, co zaraz tylko potwierdziłam puszczając do niego oczko.
Podniosłam delikatnie brwi do góry w zdziwieniu, a na mój pyszczek wpełzł wielki uśmiech, no proszę! Dzisiaj o ile naprawdę Turzyca nie widziała tej części granicy to będzie miała prawdziwie wielką wycieczkę! Miałam nadzieję, że nie wydarzy się nic co popsuje ten fakt, ale czułam jakoby świat był dzisiaj po naszej stronie, pomimo co jakiś czas ulewnie wyglądających chmur to nie padało jeszcze, a to dobry znak!
– Ponieważ ma na sobie cuda! – powiedziałam z cichym chichotem. – Jarzębina sama w sobie wygląda dość smutnie, ta na naszej granicy znaczy się! Ma malutko owoców, których odradzam jeść, i nawet jeśli można się nadal zachwycać jej atutami to bez cudów nie wyróżniałaby się tak bardzo. Jak zaraz dojdziemy to zobaczysz wszystkie dziwność na gałęziach, jak się przyjrzysz to zobaczysz wszystko co tylko chcesz! Niektóre ślicznie mienią się w słońcu, może uda nam się złapać parę promieni? – Spojrzałam w niebo. – Najczęściej to drzewko okupują ptaki, sroki z tego co wiem to najczęściej lubią świecidełka, ale wrony też nie pogardzą! One lubią nam tam przynosić różne rzeczy, miło z ich strony, bo jest czym oko cieszyć – przyznałam łagodnie, a do naszych nozdrzy mógł dojść już zapach terenów niczyich.
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
szczupła, przeciętnego wzrostu, długie łapy | krótkowłosa | szylkret czarno-rudy z bielą na pyszczku, klatce piersiowej, brzuchu i łapkach, oczy żółte
śmiała, odważna, dużo gada, mało taktowna, mówi co myśli, często się rozprasza, nierozsądna, niezdarna, ufna, ma niemądre pomysły, uparta, pogodna
Mysia Łapa [KG], Śnieżna Łapa. [KR], Wrzos [KR]
- Dobra. - Turzyca pokiwała głową, na chwilę przybierając bardziej poważną minę, jednak dość szybko jej pyszczek znowu rozpromienił uśmiech, kiedy zaczęła w głowie luźno planować, jak to będzie musiała wypróbować. Napaść znowu na Mrówkę, a może tym razem zapolować na mamę, albo na Nakrapianą Mordkę? Na każdej z nich mogła przetestować ten pomysł. Hm, to będzie ciężka rzecz do wyboru; chyba po prostu zda się na los i na jakąś okazję po prostu, a nie będzie specjalnie wybierać.
- Oh! - żółte oczęta aż zabłyszczały, kiedy to ciche westchnienie pełne zachwytu i ciekawości wyrwało się z pyska szylkretki. Zerknęła kątem oka na Słoneczny Brzeg, kiedy zastępczyni wspomniała o nie jedzeniu owoców jarzębiny; czy to było nawiązanie do ich poprzedniej rozmowy? Słuchała jednak dalej Trufli z wysoko podniesionym ogonem. - To chyba je kiedyś widziałam, ale to księżyce temu i z daleka... - może to było to, nie wiedziała. Turzyca raczej trzymała się terenów wichrowych, a jak już miała kręcić się przy granicach, to przy tych z innymi klanami, albo przy Czterech Dębach. Ale chyba na treningu uczyła się też o granicach z terenami niczyimi, ale na eksplorowanie ich miał przyjść czas, jak będzie starsza i trochę zmądrzeje... Jak widać, ten czas nadszedł dzisiaj! Co też uświadomiło Turzycy, że zaczęła czuć zapach, którego jeszcze tak dobrze nie znała; to musiały być granice! Aż dodało to sprężystości jej krokom.
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Tak sądziłam, że Turzyca doceniłaby Drzewko Cudów, szczególnie kiedy patrzyłam na jej reakcje dotyczące bardziej przyziemnych rzeczy; miałam nadzieję, że z biegiem czasu nie zmieni się to i nadal będzie mogła stąpać w chmurach. Sama nadal wolałabym po prostu wsunąć głowę pomiędzy obłoki i nigdy więcej jej nie wysuwać… dostałam jednak zadanie, dostałam klan pod opiekę i nie zamierzałam zawodzić Iskry.
– No to dzisiaj zobaczysz je z bliska! W sumie już niedaleko. – Przyspieszyłam kroku jeszcze bardziej, co zrównało się z energią pstrokatej zaraz obok mnie; zachichotałam na to, jedynie patrząc w tył za Słońcem, który nie spodziewał się nagłej zmiany tempa. Może jeśli podejdziemy do jarzębu szybciej to będziemy mieć nawet na podziwianie dziwnych przedmiotów na gałęziach? – Jak ostatnim razem wspięłam się na jarząb to zobaczyłam jakieś dziwne małe coś, wiecie? Wydawało nawet dźwięk, bardzo cichy! Ale nie zdążyłam się przyjrzeć, bo sroka nie była zadowolona, że zaglądam jej w znaleziska! – Ostatnio gdzieś tu zdecydował się mnie zaatakować pies, więc mimo wesołego tonu patrzyłam uważnie za drapieżnikiem, który zostawił mi ranę. – Ale! Było złote! I miało taką taflę na sobie? Bo coś było pod nią, mały ogonek się tam ruszał, a dźwięk robił - tyk, tyk, tyk. Pewnie sroka już go zabrała, ale muszę przyznać, że jedno z ciekawszych rzeczy jakie widziałam na tym drzewie – powiedziałam w momencie gdy doszliśmy do Drzewka Cudów, a ja stanęłam na chwilę. – Może na pierwszy rzut oka nie jest urodziwe, ale trzeba się przyjrzeć – szepnęłam, delikatnie uginając przy tym łapy by znaleźć się bliżej poziomu Turzycy, a parę dziwnych kamyczków zawiało na wietrze. Nie wiedziałam co to było, ale sądziłam że to robota dwunogów, były powieszone i ślicznie wyglądały.
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins