Logo Artemidy
Szare Brzozy
  — A więc liście... — Mruknęła do siebie, poruszając w zastanowieniu wąsami. Tak, to trzymało się kupy. Pasowało do innych ziół które znała; tylko nagietek działał inaczej, ale może on był tym wyjątkiem potwiedzającym regułę. W końcu kotka przed nią też mówiła o szypułce, nie o liściu. Nie było szans żeby tyle różnych kotów myliło się naraz, nie jeśli nawet nie uczyły się od siebie nawzajem.
  — Wiem że ma igły i to właściwie tyle. — Przyznała, już głośniej, bo teraz zwracała się bezpośrednio do Orędowniczki. — Więc to pewnie jakieś drzewo albo krzak, tak myślę.
  Żelazna logika w wykonaniu szylkretki. Kiedyś nauczy się nazw wszystkich tym drzew i krzewów rosnących w okolicy, ale jak dotąd sporo jej brakowało. Trufla mogła jej tłumaczyć jedynie kilka roślin naraz, zanim zaczynała mieszać je wszystkie ze sobą i znowu nie wiedziała nic. Ale wracając do jałowca–
  — Całkiem przydatne zimą takie zioło, prawda? — Dwa kaszle i wzmacniające organizm, brzmiał jak coś bardzo przydatnego w lecznicy. — Te owoce pewnie też się zjada, inaczej nie miało by za wiele sensu...? A wiesz może coś więcej o tych kaszlach? Skąd się biorą? Słyszałam tylko tyle, że rozróżnia się je po kolorze wydzieliny. Lekko obrzydliwe. — Parsknęła pod nosem.
  — Hmm. — Mruknęła, myśląc jakim ciekawym specyfikiem mogła się z Kikimorą podzielić. Zanim zdążyła wybrać między ślazem a nawłocią, kotka zdecydowała za nią. Niekorzystnie, o tym nie wiedziała wszystkiego. — Kocimiętka z kolei pomaga na kaszel zielony i czarny. Teraz możesz leczyć je wszystkie. — Mrugnęła jednym okiem. — Oprócz tego wiem, że uzależnia, więc lepiej jej nie wdychać zbyt często. Ale niestety nie wiem która część z niej jest ci potrzebna, ani gdzie można ją znaleźć. Obstawiałabym że albo kwiat, albo liść, brzmią najbardziej prawdopodobnie. Tutaj na terenach nie widziałam żadnej, więc możliwe że rośnie albo głęboko w lesie, albo zupełnie gdzieś indziej. Ale mamy ją w składziku, więc nie może być aż tak daleko. — Wzruszyła ramionami, niezbyt zadowolona z tego, że mogła się podzielić jedynie przypuszczeniami, a nie pełną wiedzą. Z drugim pytaniem było znacznie łatwiej, bo doskonale pamiętała rozmowę z granicy. — Och, na pchły to wiem! Używa się liści lebiodki, tak bardzo specyficznie pachną. Wcierasz je w futro żeby odstraszyć pchły. Pewnie im się nie podoba zapach albo coś takiego. Lebiodka ma taki zapach który ciężko opisać, jeśli nigdy jej nie wąchałaś. Też jest wysoka, liście takie jajowate. Przy Topiołkach udało mi się znaleźć jeden krzaczek jeśli ci jest potrzebna.
  Rozmowa toczyłaby się dalej, gdyby nie zapach zbliżającego się rzecznego patrolu. Teoretycznie nie były na ich terenie, więc tym nie musiały się martwić, ale zbliżające się koty przypomniały szylkretce że sama przecież wędrowała... dokąd ona wędrowała tak właściwie? Ach, do Nowego Świtu... Zastrzygła uchem w kierunku, z którego powinien nadciągać patrol, a potem poinformowała burą o zbliżających się kotach. Szlak zamierzała iść dalej, w kierunku Topiołków, a kotka jeśli chciała mogła iść z nią i rozmawiać dalej... albo pójść w swoją stronę. Jej wybór.
[zt]
LVL 7 35 / 500
MedLVL 3 40 / 400
10
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Puchatek nie wyszedł wcześniej poza terytorium Klanu Rzeki. Tego dnia zrobił to po raz pierwszy i to w zasadzie dość świadomie. Gonił za wiewiórką i zauważył, kiedy przekracza granicę. Nie zatrzymał się jednak, wiedząc, że nie mija granicy żadnego klanu, a granicę ziem niczyich. Pozwolił sobie jeszcze na kilka lisich długości biegu, kiedy w jednej chwili wydarzyło się kilka rzeczy. Do jego nosa dotarł nieznany dotąd smród, rozległ się krótki pisk i jeszcze jeden, trudny do opisania dźwięk. Kiedy dobiegł do Grzmiącej Ścieżki, potwór już się oddalał, odbiegając znad ciała wiewiórki, która była w tamtej chwili tylko krwawą plamą.
Serce rzecznego terminatora waliło, jak szalone, a pierś unosiła się i opadała głęboko i szybko. Jeden, może dwa kroki szybciej, a leżałby tam zamiast wiewiórki. Uderzenie serca wcześniej jeszcze biegła, czy też skakała malowniczymi susami, z łatwością i zwinnością pokonując kolejne lisie długości. Teraz była ledwie strzępem rudego futra, umazanym krwią.
Stał na skraju Ścieżki, zszokowany nie tyle samą śmiercią, ale jej szybkością i tym, jak potwór zdał się zupełnie nią nie przejąć. Nie zabił, żeby przetrwać, żeby jeść. Zrobił to, bo wiewiórka weszła mu w drogę. Kocur myślał o Ognistym Sercu, rzecznym zastępcy, który stracił życie w bardzo podobny sposób ledwie kilka wschodów słońca wcześniej. Czy… jego w chwili śmierci dało się odróżnić od leżącej przed nim wiewiórki? Przecież… też miał rudą sierść.
LVL 2 105 / 150
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
10
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Dla Michaela dzisiejsza wycieczka była chyba jedną z najdłuższych, na jakiej kiedykolwiek był. Poza domem był, jak zakładał, dobre dwa dni. Możliwe, że ciut więcej. Nie wiedział - nie liczył tego. Niespecjalnie się tym przejmował; zmartwienie dwunogów było mu obojętne, a jedzenie potrafił sobie sam zapewnić - o czym świadczyło jego brudne od ostatniego posiłku futro na brodzie. Strachu wobec dziczy też nie czuł. Jakoby nie było - tu się urodził. Nie miał powodów się bać. Gdyby zaatakował go pies, po prostu by z nim walczył. W najgorszym wypadku skończyłby ranny, albo uciekł. Może nawet umarł. Ostatnią myśl odparł - on by nigdy nie umarł.
Na pewno nie bał się potworów, w odróżnieniu od kota stojącego nieopodal. Wyglądał, jakby zobaczył ducha! Potwory, zdaniem burego, były... budzące respekt. Ogromne, szybkie, niezawodne. Jeśli chciały coś zrobić, zrobiły to. Zupełnie jak z tą plamką, która teraz była na jezdni. Łypnął na nią na kilka sekund. Potwory nie potrzebowały powodów do swoich żniw. Nie do końca to rozumiał. Nie był zwolennikiem dbania o jedzenie - z nudy złapałby mysz czy dwie - ale potwory się nie nudziły. Nie sądził, że się nudzą. Śpią, albo zawsze gdzieś podążają. Mają proste życie. Michael miał też proste życie. Spał, jadł, chodził w różne miejsca. Czasem drapał swoich ludzi. Czasem ich gryzł. Był pół potworem?...
Wrócił spojrzeniem na cynamonową istotę. Nadal się bał?
LVL 1 10 / 100
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
1
Szybkość
Sz
1
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
[Obrazek: u587Z4H.png]
ilustracja sytuacji, autorstwo: gojo (Michael)

Nie był sam. Och, jak bardzo pechowym mógł być, żeby w takiej sytuacji, jego pierwszym spotkaniu z Grzmiącą Ścieżką i jej potęgą, ktoś obserwował go z boku? Rzeczniak strzepnął mocno ogonem, pokręcił też głową, a to wszystko dla otrzeźwienia zszokowanego umysłu.
- Pierwszy raz się cieszę, że nie jestem szybszy – zauważył głośno, bez powitania odzywając się do obcego. – Tylko trochę szybciej i to byłym teraz ja – dodał, bardzo starając się, żeby jego głos brzmiał zwyczajnie, może nawet jakby żartował. Prawda była taka, że terminator zupełnie nie żartował i naprawdę potrzebował oddechu, żeby przetrawić fakt, że otarł się o śmierć. Dopiero w tamtej chwili, kiedy patrzył na niego z wyszczerzonymi w głupkowatym uśmiechu zębami, miał szansę nieco przyjrzeć się nieznajomemu. Ciemny pręgowany, dobrze odżywiony, ale czy z któregoś klanu? Nie, raczej nie, ich zapachów Puchata Łapa był już dobrze nauczony, rozpoznałby. Zostały więc dwie opcje, samotnik lub pieszczoch dwunogów. Jeżeli nieznajomy będzie chciał porozmawiać, cynamonowy będzie miał szansę się tego dowiedzieć.
LVL 2 105 / 150
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
10
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie do końca był pewien, co temu przechodziło przez głowę. Gdyby był na jego miejscu, nie przejąłby się sytuacją aż tak bardzo. Michael chyba nigdy nie przejmował się żadną sytuacją aż tak bardzo. Niepowodzenie kończył gniewem. Stres kończył gniewem. Strach... nie czuł strachu. Przyglądał się mu dalej, nie odrywając od niego wzroku nawet na ułamek sekundy. Gdyby nie to, że zmuszony był mrugać, najpewniej w ogóle by nie przymykał oczu. Obcy był interesujący. Nie zrobił nic wielkiego, ale był po prostu ciekawy. Bo nie miał z tym uprzednio kontaktu. Bo było to coś, co sprawiało, że jego dzień urozmaicił się od buszowania po lesie, po... jeszcze nie wiedział co przyniesie mu to spotkanie. To chyba dodawało nieco ciekawości.
Brak powitania mu nie przeszkadzał. Michael pewnie by nie odpowiedział. W duchu się z nim jednak zgodził - gdyby wybiegł szybciej, obserwowałby jak ten się wije na ziemi, bo siła odrzucenia złamała mu łapę. Albo gorzej, faktycznie skończyłby jak wiewiórka. Nie przejął się i tym, nie poczuł specjalnego współczucia. Czemu miałby? Do własnej rodziny by go nie odczuł, trudno mówić o obcym mu kocie.
Przechylił minimalnie głowę na bok. To jedyny ruch, poza oddychaniem i mruganiem, jaki do tej pory zrobił. Wpatrywał się w niego nadal. Skoro mówił, niech mówi. Ruch łbem mógł chociaż wskazać na to, że bury kocur jakkolwiek go słucha - ekspresja na jego twarzy bowiem nijak się zmieniła. Była... niekocia. Pusta, niemal bezduszna. Puchatek chyba nie mógł trafić na gorszego kota, byli swoimi przeciwieństwami. Cynamonowy bowiem w ciągu kilku uderzeń serca zdążył przeżyć tak wiele emocji, kiedy Michael nie odczuł żadnej!
LVL 1 10 / 100
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
1
Szybkość
Sz
1
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Krytyczny błąd. Program puchatek.exe przestał odpowiadać. Wymagany restart systemu.
Potrząsnął głową. Kto to powiedział? Mniejsza o to, tf is: nie odpowiedział? O co chodziło z tym dziwnym przechyleniem głowy? Z resztą, terminator nie mógł być nawet pewien, czy to przechylenie było w ogóle jakąkolwiek reakcją, świadomym gestem, elementem komunikacji niewerbalnej, równie dobrze mogło go boleć ucho, albo w ogóle, cynamonowemu mogło się przywidzieć. Co miał zrobić? Czuł, że zalewa go wstyd, którego jednak nie rozumiał do końca. Nie powiedział chyba nic aż tak dziwnego, prawda? Chciał się tylko trochę wytłumaczyć, wyjaśnić swoją silną reakcję. Nie, po krótkiej analizie własnego zachowania uznał, że on zachował się jak zawsze, po swojemu. Z uśmiechem, może nieco dziwnym, ale w granicach normy.
- No, w każdym razie, nic się nie stało - powiedział, teraz już zupełnie nerwowo. A może kocur mówił w innym języku? Puchata Łapa słyszał o czymś takim. Koty zdawały się mówić, ale nie dało się ich zrozumieć. Brzmiało to jak słowa, ale nie miały zupełnie sensu. Trafił na takiego? Kocurek szybko zdusił w sobie dziwny odruch powtórzenia wszystkiego, co powiedział, tylko głośniej i wolniej, przecież to nie miało najmniejszego sensu.
Wstał, machnął ogonem, wyraźnie szykując się do odejścia. Dalej czuł się dziwnie, dlatego jeszcze nie odwrócił się i nie odszedł. W jego głowie pojawił się karcący głos, który przypominał, że przecież niczego złego nie zrobił! Nie on powinien czuć się zawstydzony, to nie jego pysk wyglądał, jakby w głowie nie było ani jednej myśli!
Może powiem coś jeszcze raz i będę uważnie obserwował jego reakcję, może zdołam dowiedzieć się, czy w ogóle rozumie, co do niego mówię? Kiedy skończył formować tę myśl, przeszło mu przez głowę, że może nieznajomy w istocie rozumiał słowa, ale nie potrafił mówić? Albo inaczej, może on nie słyszał!? To by wyjaśniało tę pustkę w oczach. Ale skoro nie słyszał, to chyba mógł jakoś dać znać, co? Nie tylko gapić się na niego, jak sroka w gnat!
- Yyy, ten, uważaj na potwory! - powiedział w końcu, po kolejnych kilku uderzeniach serca kłopotliwego milczenia. Kłopotliwego zapewne wyłącznie z perspektywy rzeczniaka, bo jak już zdążył zauważyć, jego rozmówca najprawdopodobniej nie należał do gaduł.
Ciekawe, jaka byłaby reakcja obu kocurów, gdyby wiedzieli, że coś zupełnie niespodziewanego ich łączy? Czymś, a raczej kimś, była Turzycowa Łapa, siostra ciemnego kocura i koleżanka Puchatej Łapy, poznana jakiś czas temu podczas patrolu. Koleżanka, która śniła mu się od tego czasu częściej, niż jakikolwiek inny kot i koleżanka, o której nie mógł przestać myśleć, ale to już inna sprawa.
LVL 2 105 / 150
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
10
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie trzeba było być nie wiadomo kim, aby poczuć stres jaki obleciał jego rówieśnika. Nie rozumiał jednak czemu. Michael był wyjątkowo spokojny, miał nawet schowane pazury.... Czy to po prostu respekt? Uważanie na wszelki? Nie wiedział - szanował. Wolał to, niż jakby obcy miał się stawiać. Mogłoby się to marnie skończyć. Trudno powiedzieć dla kogo bardziej. Klanowe koty zapewne znały więcej sztuczek - mieli całe treningi. Michael był samoukiem. Nie wątpił w swoje umiejętności, ale mógłby trafić na równego sobie przeciwnika. Brzmiało to ekscytująco. Nie miał zamiaru jednak rzucać się na istotkę tak marną, stresującą się ledwo rozmową. Nie było powodu. Był dla niego nikim. Nie zrobił mu krzywdy, więc i Michael nie miał zamiaru go ranić.
Nieznajomy chyba chciał odejść. Michael niekoniecznie cieszył się tym rozwojem sytuacji. Zbyt mało się działo, a zbyt wiele mogło. Gdy ten piszczał coś o potworach - na boga, samochodach? - Michael wstał i ruszył w jego kierunku. Zboczył z drogi, by wziąć... wiewiórkę, czy choćby jej część w pysk. Z nią w mordzie, podszedł do Rzeczniaka. Puścił ją tak, by ta upadła przed jego łapami. Teraz też mógł zobaczyć, jak znacznie większy od niego jest. Czy czuł coś w związku z tym?
Tak. Czuł, że gdyby miał coś zrobić, nie miałby problemów. Czuł się wielki. Czuł się potężny. Jak w domu. Nie było to jednak pozytywne, ani negatywne. Ponownie, bo kot przed nim był nikim ważnym dla niego. Nie był mu wrogiem, to nie musiał cieszyć się z wielkości bo nie musiał jej wykorzystywać do powalenia go. Nie był przyjacielem, to nie musiał go bronić. Ot - był po prostu wielki.
Oblizał pysk. Zaschnięty posiłek wymieszał się z wiewiórką. Trącił ją łapą, by ta była jeszcze bliżej Puchatka. I rzecz jasna - nadal się w niego intensywnie wpatrywał. Dał mu prezent.
LVL 1 10 / 100
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
1
Szybkość
Sz
1
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Przeszedł go dreszcz, kiedy dziwaczny kocur przez krótką chwilę szedł wprost na niego. Miał nadzieję, że ten tego nie widział, co było całkiem możliwe, ponieważ bury nieznajomy był dość skupiony na… podnoszeniu z ziemi zmaltretowanego ciała wiewiórki i rzuceniem go pod nogi rzecznego terminatora.
W tamtej chwili Puchatek był już pewien, że obcemu kocurowi brakowało… czegoś. Za mocno uderzył się w głowę, pomieszało mu się. Chociaż może… w zasadzie może to nie było aż tak dziwne, jak się młodzikowi na początku wydawało? Czy kocur być może pomyślał, że Puchata Łapa dalej chce mieć rudą piszczkę, tylko nie miał odwagi wejść na Grzmiącą Ścieżkę? Przecież dał mu właściwie wszystkie powody by przypuszczać, że tak właśnie jest. Najpierw prawie posikał się ze strachu na widok potwora, potem sam, osobiście na głos przestrzegł go głupawo przed nimi. Rzeczny kocur przez chwilę rozważania zdrowia psychicznego nieznajomego uznał, że woli tę drugą wersję, która wpadła mu do głowy chwilę później. Wolał myśleć, że chciał być uprzejmy i go wyręczyć, niż, że był kompletnie pokręcony.
Dzięki temu, że podszedł do niego bliżej, miał szansę zauważyć, że ten jest dużo młodszy, niż się początkowo spodziewał. Z bliska wydawał się mieć co najwyżej dwadzieścia księżyców, nie siedemdziesiąt, jak to wydawało się cynamonowemu jeszcze kilka uderzeń serca wcześniej. Czy to zmieniło coś w jego nastawieniu? Raczej nie, chociaż od tamtej chwili patrzyło mu się na niego nieco łagodniej. Wydał mu się bliższy, a więc i mniej obcy. Mniej przerażający.
Nie zwrócił za to uwagi na rozmiar nieznajomego, być może dlatego, że przywykł do kotów większych od siebie, a być może ponieważ był zbyt zaaferowany błękitem jego oczu. Jak ktoś tak dziwaczny mógł mieć aż takie ładne oczy, o tak ładnym odcieniu? Musiał wręcz zamrugać gwałtownie własnymi powiekami, by wydobyć samego siebie z tego dziwacznego stanu. Cała ta sytuacja była w dalszym ciągu tak kuriozalna, jakby była niecodziennym snem. A z zamyślenia naprawdę musiał się wydostać, wciąż przecież nijak nie zareagował na coś, co chyba miało być z założenia… przysługą? prezentem?
- Dz-dziękuję - zająknął się Puchata Łapa, który na co dzień się nie jąkał. - Ale chyba już nie mam na nią ochoty. - dodał, z wielką ulgą przyjmując fakt, że jego głos brzmiał już zupełnie normalnie.
- Jestem Puchata Łapa tak w ogóle, jak-jak się nazywasz? - i znowu to samo, dlaczego on się, na Gwiezdny Klan jąkał?
Był ciekaw odpowiedzi, może nawet nie samej jej treści a tego, czy w ogóle miała szansę paść. Był już prawie pewien (cóż za niezwykły postęp, swoją drogą), że kocur słyszał, teraz pozostawało dowiedzieć się jeszcze, czy potrafił mówić.
LVL 2 105 / 150
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
10
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zauważył dreszcz kątem oka. Czy coś z tym zrobił? Nie. Może notatkę mentalną, która najpewniej nigdy mu się nie przyda. Nie przejął się tym. Jeśli się go bał, słusznie. Michael był groźny. Na pewno bliżej mu do kompletnie pokręconego, niż jakiegokolwiek innego określenia. Gdyby usłyszał takie określenie, najpewniej nawet by się nie obraził. Wiedział, jaki jest. Nie obchodziło go to. Jeśli koty miały tak o nim mówić - najpewniej po prostu by miał to gdzieś. W gorszych wypadkach, postanowiłby pokazać że jest naprawdę kompletnie pokręcony. Puchatek był jednak bezpieczny. Nie wiedział, z każdą chwilą coraz bardziej, co cynamon musiałby zrobić żeby mu podpaść...
Patrzeli się na siebie w tej niekomfortowej ciszy. Kiedy Puchatek podziwiał jego oczy, Michael zauważył że ma rozbieżny zez. Chyba nigdy nie miał szansy się czemuś takiemu przyjrzeć... ciekawe, czy to jakkolwiek wpływało na jego percepcję. Widział gorzej? Lepiej? Powinien lepiej. Miał chyba większy zasięg widoczności. Cicha myśl, że powinien to sprawdzić przeszła mu przez głowę. Sprawdzi to. Nie teraz. Ale sprawdzi to.
Chwilę później - odmówił jego prezentu. Michael nie do końca rozumiał czemu. Nie ukrywał, że takiej odpowiedzi się spodziewał, ale brak dalszych wyjaśnień go nieco piekł. Nie miał na nią ochoty... żadne wyjaśnienie. Bo była brzydka? Bo się bał po nią iść sam? Uznał, że Michael powinien ją zabrać? Zabierze. Wbił w nią szpon, po czym przysunął ją znów bliżej siebie. Nie była mu potrzebna, ale nie miał zamiaru się prosić... zresztą, jej misją było i tak zatrzymanie kocura. Zrobiła, co miała zrobić. Może się zaraz jeszcze przyda.
Gdy ten się przedstawił... można było wiedzieć, z czym się spotka. Z ciszą. Z intensywnym wpatrywaniem się w niego i niezmienioną mimiką. Michael nie odezwał się nawet na słowo, jedynie uraczając go dźwiękiem swojego oddechu. Przynajmniej tyle mógł mu dać... aż tyle! Bo z odległości, moment temu, nie mógł go uraczyć nawet tym.
LVL 1 10 / 100
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
1
Szybkość
Sz
1
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
No i nic. Znowu się nie odezwał, znowu wyglądał, jakby używanie strun głosowych, a wraz z nimi słów i zdań, w ogóle nie było opcją, którą brał pod uwagę. Dlaczego? Na Gwiezdny Klan, dlaczego nie mógł się do niego odezwać?
Miał wielką ochotę po prostu odwrócić się w stronę granicy klanu Rzeki i odbiec. Jeszcze tego nie zrobił, ale świadomość, że możliwość ta istniała i była fizycznie możliwa, dodawały mu otuchy. Czy nieznajomy by go gonił? Raczej nie, a jeżeli tak, to nie wyglądał na szczególnie szybkiego. Inna sprawa, że Puchata Łapa również nie mógł nazwać się demonem prędkości, uważał się wręcz za nieco ociężałego. Spokojnie, przecież bury zupełnie nie miał powodu rzucać się zanim w pościg. Prawda?
- Masz jakieś imię? – zapytał, ale jako, że zasoby jego cierpliwości powoli się kończyły, nie czekał na odpowiedź i od razu dodał, doprecyzowując swoje pytanie – Nie masz czy nie chcesz powiedzieć? M-możesz mówić? – nie brzmiał tak stanowczo, jak zamierzał. W jego głosie nie było tej mocy, którą zamierzał w niego włożyć. Chciał użyć tonu, którego nie da się zignorować, ale z jakiegoś powodu mu się to nie udało.
LVL 2 105 / 150
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
10
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Raczej nie sądził, że by go dogonił... Michael był silny i zręczny, ale prędkość nie była jego mocną stroną. Wolałby iść za swoim celem i tropić go dniami, niżeli się spieszyć i przedwcześnie męczyć. Spanikowany kot i tak w końcu opadłby z sił. Okrutna taktyka, ale jeśli miałaby działać - Michael nie miał najmniejszych powodów, by jej nie stosować. Nie, aby w tym wypadku miało tak być. Chociaż może? Kto go tam wie. Na ten moment raczej nie miał zamiaru.
W odróżnieniu od Puchatka, Michael miał nieskończone zasoby cierpliwości - przynajmniej w takich wypadkach jak ten. Uprzednio mrugając nieco dłużej, niż jak dotychczas - jakkolwiek sobie Puchatek to zinterpretuje, był to chociaż znak że jakieś imię ma - przechylił łeb na bok, pozostawiając go nadal bez jasnej odpowiedzi. Był zabawny. Michael co prawda nie potrafił się zdobyć nawet na cień uśmiechu, ale bawiło go to jak on się zachowywał. Był... no, cóż. Nieco nieporadny, w tym co robił. Chciał brzmieć groźniej i poważniej, niż to jakim naprawdę był. To właściwie działało na jego korzyść. Przynajmniej nie prowokował! Bo wtedy ani by nie otrzymał odpowiedzi, ani nie miałby gwarancji bezpieczeństwa przy burasie.
LVL 1 10 / 100
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
1
Szybkość
Sz
1
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
No, dobrze. Dał mu szansę, nieznajomy z niej nie skorzystał. Niezależnie od tego, czy tak naprawdę potrafił mówić, czy nie, Puchata Łapa wykorzystał już wszystkie pomysły, które miał na kontynuowanie tej interakcji. Był też, co przyznał przed sobą z niemałym trudem, dość zmęczony. Emocje, które przeżył, kiedy przez własną nieuwagę prawie wbiegł na Grzmiącą Ścieżkę, potem interakcja z dziwacznym nieznajomym i (w zasadzie nie rozumiał do końca dlaczego to robił) próba jej utrzymania mimo bierności rozmówcy. Chciał wrócić do obozu i trochę odsapnąć. Wrócić do równowagi, być może przez rozmowę z bliskimi mu kotami.
- No to ja już pójdę, i tak nie chcesz ze mną gadać. - powiedział, po czym machnął puchatym ogonem. Był to gest, który miał pomóc mu rozładować napięcie. Spojrzał na ciemnego kocura jeszcze raz, a potem ruszył w stronę terenów klanu Rzeki. Pomyślał, że może popełnił błąd, nie tłumacząc kocurowi, że istnieje tutaj linia, której nie wolno przekroczyć, bo należy do klanu Rzeki. Nie wiedział, czy ten w ogóle miał jakieś pojęcie o klanach, z resztą, jak miał się tego dowiedzieć? Nic nie mówił!

//zt xd
LVL 2 105 / 150
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
10
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości