Rozszerzył oczy. Niektóre nazwy były bardzo, bardzo dziwne. I miały też bardzo dziwne zastosowania, albo lepiej to określić konsekwencjami nadużycia. Już wiedział, że będzie obawiał się stosować wrotycz, żeby kogoś nie skrzywdzić. Z drugiej strony, po co mu ta wiedza? Pewnie na pewno nie będzie chciał nikomu zmniejszyć krzepliwości i celowo wywołać krwotoku. Wolał się jednak nie odzywać, bo tutaj Cis był medykiem, nie on.
- Jak zbieramy miód? - spytał. Brzmiało to dość egzotycznie. Kojarzył pszczele ule i sam miód, ale jak go wziąć? Zamoczyć w mchu? Przenieść w pyszczku? Musiało istnieć na to jakieś rozwiązanie. Wiedział, że pewnie niedługo Cis wyciągnie go z lecznicy i wspólnie pójdą zbierać zioła w terenie, ale chciał się dowiedzieć już teraz. Miód brzmiał jak coś mocno interesującego. Zwłaszcza, że medyk poświęcił na niego duży fragment swojej wypowiedzi i Poecie wydawało się, że mocno przejmują go użądlenia.
Skupił się na jego słowach i od razu do głowy przyszedł mu jeden kot - Patyk. Był dziwnie chudy, cały czas zestresowany i niepewny. Zastanawiał się, czy istnieje jakiś sposób, jakiś lek i zioło, które mogłoby go trochę... Zmienić. Dodać mu pewności siebie, złagodzić strach. Patyk był bardzo skomplikowanym kotem, jednocześnie łatwym i trudnym do zrozumienia.
- Coś się stało, Cisowa Gałązko? - przekrzywił zmartwiony łepek widząc, jak jego optymistyczny mistrz tonie w smutku niewiadomego pochodzenia. - Jak mam kogoś zmusić do leczenia, jeśli ktoś nie chce?
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
- Norrrmalnie, wsadzasz łapę do ula i wyciągasz plastrry miodu. W składziku trzymam je tu, na liściach olchy, bo są dość duże - pokazał mu swoje plastry, które faktycznie były ładnie ułożone na świeżych listkach. Też zastanawiał się, jak miał przetransportować klejącą maź, dopóki się nie okazało, że występuje też w postaci stałem. To mu bardzo ułatwiło sprawę.
Przygryzł wargę. Nie chciał martwić swojego terminatora, jednocześnie Cis był najzwyczajniej w świecie wrażliwym kotem, cierpiącym z wielu powodów. I chociaż na co dzień starał się uśmiechać najcieplej jak tylko się dało, tak tematy przypominające mu o stracie były dla niego ciężkie do utrzymania w sobie. Zwłaszcza, że on dużo gada i nie potrafi trzymać niczego w sobie, nawet żalów. - Harrrmonijna Łapo, Poeto, pójdziesz ze mną na chwilę? Pokażę ci coś - nie odpowiedział na żadne z pytań srebrzystego kocura, zamiast tego podniósł się ciężko z ziemi i wysunął się z składzika, a następnie z samej królikarni. Rozejrzał się dookoła. Niebo było zachmurzone, w obozie było szaro, a jednak widok wielu kotów kręcących się dookoła sprawiał, że cały obrazek wcale nie wyglądał tak smutno, jak mogło mu się wydawać. Cis jednak nie prowadził ich do centrum obozu, a na sam jego tył. Minął gęste krzewy i drzewa, które oddzielały polankę od reszty obozu. Omiótł pomarańczowym wzrokiem obrazek przed sobą - polankę, na której rosło wiele kwiatów, a wokół latały bzyczące pszczoły. Oprócz tych barwnych kolorów, było tu też wiele nieco roztrzepanej ziemi, jakby ktoś tu co jakiś czas kopał. Niektóre zasypane dziury całkowicie pokryła trawa, inne były jeszcze świeże, dobrze widoczne. Cisowa Gałązka podszedł jednak do jednej z tych, które już niemalże całe pokryły się trawą. Była na nich kupka czerwonych maków przyniesionych wcześniej przez medyka, a i teraz dorzucił kolejny, świeżo zerwany czerwony kwiat. - Wiesz gdzie jesteśmy, Poeto?
Poeta już po samym tonie i po tym, jak mistrz ogasł ze swojej niewyczerpanej energii wiedział, że coś nabroił. Nie wiedział tylko, jak bardzo.
Posłusznie wyszedł za mistrzem i coraz bardziej ciekawił się - a jednocześnie przerażał - co mogą przynieść następne chwile. Gdzie prowadził go Cis? Wątpił, żeby zabrał go teraz na poszukiwania ziół, nie miało to sensu. Nie miało sensu również to, że opuścili królikarnię, ani że nie poszli gdzieś daleko za obóz. Pozostawali w jego pobliżu.
Cis zaprowadził go na... Łąkę. Rosło tu trochę kwiatów, część była też pozrywana i ułożona na kupki, jakby ktoś ciągle je tu przynosił, zamiast pozwolić im rosnąć. Ziemia w paru miejscach była świeża. Może ktoś właśnie wykopał świeże roślinki?
Zorientował się, co się stało, dopiero po minie i pochmurnej atmosferze. Poeta pośpiesznie opuścił głowę i skulił się.
Tutaj będzie przychodził, jak medyczne zdolności go zawiodą.
- To cmentarz, prawda?
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Pokiwał głową i posłał mu nieco przygaszony uśmiech. Cmentarza nie dało się pomylić z niczym. Nieważne jak bardzo kolorowo tutaj było, jak wiele motylów i pszczół by latało - wisząca, smutna atmosfera i ciężar w sercach zawsze dawały o sobie znać bardzo dosadnie. - Tutaj leży Barrwna Woda, mój mistrrrz. Długo był medykiem klanu rrrzeki, a jednak uczył mnie i sprrraw medycznych, i tych wojowniczych - uśmiechnął się, gdy o nim mówił. Nie byłby w stanie mówić o Barwinku inaczej, niż z uśmiechem na mordce. To Barwinek pokazał mu jak żyć, do czego był zdolny i do czego powołany. On nauczył go jak postępować z innym, również przy zwykłych rozmowach, czysto społecznych, a także jak Cis ma dbać o siebie, by w pościgu z życiem nie zapominał o sobie. Barwna Woda był mu jak ojciec, który zawsze przy nim czuwał, który doradzał i wspierał, gdy liliowy sobie nie radził. Gdyby nie on, Cisowa Gałązka nie byłby Cisowa Gałązką, a zupełnie innym kotem, być może nie tak ogarniętym jakim jest teraz. Zawdzięczał mu wszystko. - Barrwna Woda to było moje największe wsparrrcie. Zawsze. Nieważne czy chodziło o zioła, czy o moją pierrrwszą miłość - Cis do dziś nie wie, czy to, co czuł do samotniczego Oriona to była miłość. Zapewne nigdy się nie dowie. Ale Barwinek, choć liliowy nigdy nie powiedział mu wprost co go trapi, potrafił go zrozumieć i dać do zrozumienia, że ma czas na własne emocje. Na to, by je zrozumieć, poukładać i dzielić z innymi. - Nauczył mnie jak żyć, Poeto, ale on sam nie potrrafił. I nikt nie zrrrobił dla niego tego, co on zrrobił dla mnie. Nie żyje z własnej woli, bo choć widział, jak użądlenia pszczół wysysają z niego życie, nie wyleczył się, a ja nie zrobiłem nic, żeby go do tego namówić. Rozumiesz teraz, o co mi chodzi? - Cis nie płakał, jednak jego oczy były skierowane na pęk maków, pomimo, że mówił do swojego terminatora. Oczywiście, że wielkouchy miał wyrzuty sumienia. I pewny był, że Barwna Woda teraz przewracał się w grobie przez wyrzuty sumienia, że Cis musi mieć wyrzuty sumienia. Dwa pajace. - Nie wiem jak zmusić kota do leczenia. Zawsze empatyczna, spokojna rrrozmowa jest dobrym rozwiązaniem, pomoc rrrrrodziny także może się nadać. Ważne jest, żebyś chociaż sprróbował porrruszyć niebo i ziemie, by chorry kot się skłonił do leczenia. Śmierrrrć z własnego wyborru jest jeszcze gorrrsza, niż w przypadku, gdzie medyk nie zdoła kota urratować - wtedy wiesz, że zawiodłeś i na poziomie fizycznym, i emocjonalnym. Bardzo trrrrudno się z czymś takim pogodzić, Poeto. I czy stąd, czy już z Gwiazd, będę się modlić, by życie nie postawiło cię w takiej sytuacji.
Barwna Woda.
Czuł, że to imię powinno mu coś mówić - nie mówiło mu jednak nic. Były medyk Klanu Rzeki musiał mieć naprawdę ogromne zasługi w życiu nie tylko Cisa, ale i w życiu całego Klanu i wielu innych kotów, skoro jego grób wyglądał na taki zadbany i tak dobrze o nim mówiono. Poetę zastanowiło, czy on kiedyś zostanie złożony w ten sam sposób go ziemistego grobu i czy w ten sam sposób będzie o nim mówił jego przyszły uczeń.
Przeniósł zielone oczy na Cisa i ocenił go w duchu. Czy mógłby być dla Poety wsparciem? Już był. Kiedy ten się stresował, Cis zawsze dawał mu czas i miejsce, by się uspokoił. Nie robił roboty za niego, a jedynie lekko pomagał mu w niej, instruował go, by Poeta się wszystkiego nauczył. Uczył go jak być medykiem i kotem jednocześnie, nie zamykają furki na żadną z opcji.
- Myślisz, że też mógłbyś mi kiedyś pomóc z moją pierwszą miłością? - spytał cicho. Zabrzmiało to dziecinnie. Nie oczekiwał z resztą, że sam trening zejdzie na taki tor i że wejdą na prywatną sferę własnego życia. Cisa i Poetę różniło tak wiele: prawie pięćdziesiąt księżyców, podejście do życia, charakter, rodziny, pochodzenie, a jednak wciąż potrafili się dogadywać. Kocur nie twierdził, że już teraz znalazł sobie kota, w którym mógłby się zakochać i że właśnie teraz pałał do ów przystojności, jednak... Komfortowe było myśleć, że zawsze znajdzie dodatkowe ramię i bark do wsparcia. - Albo że ja mógłbym jakoś pomóc tobie? Nie, przepraszam, zbyt prywatne, nie powinienem o to pytać. - wymamrotał pośpiesznie.
Wszystko to takie odległe. Miłość. Związek. Bycie medykiem. Śmierć Cisa.
Wrócił patrzeć na maki i grób Barwinka. Wysłuchał słów mistrza i zastanowił się. - Cisowa Gałązko? Wiem, że byliście blisko... Ale to nie twoja wina, sam to mówisz. Nie trudź się tym - odbił wzrokiem w przestrzeń nigdzie przed nimi. - Też tak kiedyś myślałem. Kiedy mój dom płonął i miałem mało księżyców byłem na siebie zły, że nie uratowałem wszystkich. Mojej rodziny i bliskich. Ale później zrozumiałem, że... Nie byłem w stanie. Choćbym chciał - wrócił do Barwinka. - Nie mogłem. Rozumiem Cisie, kiedy ugryzie cię pszczoła, pobiegnę na drugi koniec lasu po lek. Ale czy ty rozumiesz mnie? Dałeś z siebie wszystko. Wiem to.
Nie wiedział. Ufał swojej intuicji.
- Czy... Myślisz, że są zioła, które działają na stres? Na strach? - spytał się powoli mistrza. Jego słowa miały sens i czuł, że ukuły go gdzieś w sercu. Patyk potrzebował takiej pomocy a Poeta nie miał pojęcia, jak mogłaby ona wyglądać.
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Patrzył na czerwone maki, zastanawiając się, czy Barwinek w ogóle lubił te kwiaty. Sam nie wiedział dlaczego je wybrał, ale odkąd mistrz zginął, Cis starał się regularnie donosić nowy bukiet tych kwiatów, gdy tylko była na nie pora, gdy jeszcze nie przekwitały. Maki wręcz krzyczały do niego BARWNA WODA, jakby był jednością z tymi delikatnymi, wielkimi płatkami i czarnymi ziarenkami w środku. Po prostu czuł, że żaden inny kwiat w prezencie by nie pasował. No i Cis przynosił mu też milion kamyków, bo jednak one nigdy z niego nie wyjdą - już chyba zawsze będzie kolekcjonował otoczaki, rozdawał je pacjentom i zmarłym bliskim.
Jego pomarańczowe ślepia odwróciły wzrok od kwiatów na mordkę własnego ucznia, gdy tylko usłyszał jego pytanie. Zamrugał parę razy, patrząc na niego tak, jakby właśnie palnął największą głupotę na świecie. W prawdzie było inaczej - Cis najzwyczajniej w świecie nie był pewny czy usłyszał to, co usłyszał. Podszedł do terminatora usiadł tuż przy nim, tak, by móc zaraz później owinąć jego ciało liliowym, biczowatym ogonem. Położył też pyszczek na głowie kocura, a pojedyncze łzy spłynęły po Cisowym pysku. - Oddałbym wszystko, bym kiedyś mógł pomóc ci z twoją pierrrwszą miłością. Z wszystkim - szepnął, posyłając mu łagodny uśmiech, gdy już odsunął swój pysk tak, by mógł widzieć mordkę ucznia. Medyk, odkąd zniknęła Rybołów i Blizna, nie miał nikogo bliższego, o którego mógłby się troszczyć na co dzień. Nie miał także kociąt, nie miał dla kogo być takim Barwną Wodą, jakim Barwinek był dla niego. Gdyby Poeta choć w najmniejszym stopniu odnajdywałby w nim komfort, zaufanie i opiekę, Cis prawdopodobnie byłby najszczęśliwym kotem w lesie.
Słuchał go uważnie, wciąż trzymając owinięty ogon wokół jego sylwetki. Wiedział, że Poeta miał rację, Cis doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Barwinek był chory i cierpiał już dużo wcześniej, jeszcze nim lilowy w ogóle dychał na świecie. Nie mógł go uratować, na pewno nie w pełni, na pewno nie tak, jak bardzo by pragnął. A jednak ten brak próby wyleczenia użądleń mistrza męczył go okropnie, nieraz nie dawał spać w nocy. Jednocześnie wiedział, że śmierć Barwinka musiała nadejść - jak nie tak, to inaczej. Każda choroba, którą Barwna Woda celowo by zaniedbał mogła go zabrać na zawsze, Cis nie mógł męczyć się tym do końca swoim dni. Prawdopodobnie Barwinek na Srebrnej Skórce udusi go za to, że w ogóle się przejmował. - Dzięki, Poeta. Pytałeś, czy kiedyś mógłbyś pomóc i mi. Możesz, właśnie to rrrobisz. Sam fakt, że jesteś, że się uczysz... że chcesz uczyć się z kimś takim jak ja. Że tyle pytasz i tak ci zależy, że zawsze przy mnie jesteś. Dzięki. Dziękuję - Harmonijna Łapa przypominał mu czasy, gdy był medykiem z Rybołowim Lotem. Tylko oni we dwójkę, zawsze razem. Teraz też tak było. I choć srebrzysty kocur zupełnie odbiegał zachowaniem od jego kuzynki, tak łączyła ich jedna, bardzo ważna cecha - byli przyjaciółmi Cisa. Jego wsparciem i ostoją. - Hm? Na stres... nie, chyba nie. Na strrrach podobnie, ale zioła uspokajające mogłyby się nadać. A... co się dzieje? Coś cię martwi? Kogoś innego? - zapytał, wiedząc, że jeśli Poeta nie będzie chciał mówić, Cis nie będzie naciskał.
Kocur poczuł dziwny komfort, gdy starszy z nich położył mu łepek na pyszczku, a mokre łzy zmoczyły mu futro. Było to jak przełamanie linii, której nie spodziewał się, że ich relacja kiedykolwiek przełamie. Nie chciał przyznawać, ale potrzebował tego i nawet nie wiedział, jak bardzo. Krokus chodziła swoimi ścieżkami i nie było w tym nic dziwnego, że nie chciała każdej sekundy poświęcać dla brata. Patyk czasami potrzebował chwilki dla siebie. Cis? Cis był dla niego, odkąd przekroczył próg lecznicy z tytułem terminatora medyka.
Gdy ten odsunął się i posłał uśmiech, Poeta zrobił to samo. Nie rozpłakał się co prawda, choć bardzo by chciał, by jego serce zabiło szybciej, gdy miał mistrza u boku. Nie w znaczeniu posiadania partnera ani romantycznym - jak... jak... No właśnie, jak co? Nie wiedział już, czy patrzy na bliskiego przyjaciela, na mistrza, mentora, wujka czy ojca. Przez chwilę zastanawiał się, czy Cis nie chciałby zostać jego tatą, jego trzecim tatą. Zbił tą myśl. Za dziecinna.
Wtulił się znowu w futerko mentora i wziął głęboki oddech. - Tęsknię za tatami - powiedział jedynie. Liczył, że Cis w jakiś sposób zrozumie resztę.
Odkleiwszy się i ogarnąwszy po chwilach rozczulenia, wrócili do rozmowy. - Ja... Ja też. Dziękuję. Dziękuję za zaufanie i za wszystko - bo gdyby Cis kazał mu wyjść z lecznicy tamtego dnia, nie ocierałby teraz znikomych ilości łez z futra. - Mój przyjaciel... Oszroniony Patyk - zanim powiedział jego imię, upewnił się, że w okolicy nie ma nikogo, w tym wywoływanego. - Nie mów o tym nikomu. To jego sprawa. Jest... Jest trochę zestresowany. Cały czas. I słabo wygląda - zamrugał dużymi oczami w kierunku mistrza - Co mogę z tym zrobić?
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Kiedy srebrzysty uczeń wtulił się w jego krótkie futro, przymknął oczy z rozczuleniem. Polizał go nieco niepewnie między uszami, chcąc podzielić się czułościami, jakie dzielił z Rybołowim Lotem, gdy jeszcze była tuż obok niego. Jej wsparcie i sama obecność zawsze bardzo mu pomagały, miał nadzieję, że w przypadku Poety zadziała podobnie. Chyba oboje teraz tego potrzebowali. - Twoi tatowie... są gdzieś jeszcze? Żyją? - zapytał bardzo wprost, jednak nie po to, by go wyśmiać. Jego głos był przejęty, bardzo spokojny i czuły, miał nadzieję, że pręgowany nie odbierze jego pytania w dziwny sposób. Bardzo nie chciał, by tak się stało. - Hm... Wiesz, medycy nie pomagają jedynie ziołami. Nie na wszystko są magiczne rośliny, które naprawią coś takiego jak kocie emocje - ciężko było pozbyć się strachu czy stresu samymi ziołami. Faszerowanie kogoś medykamentami na pewno będzie dalekie od pomocy. - Rrozmawiałeś z nim? Kiedykolwiek o tym, dlaczego tak jest? Musisz... sprrróbować go zrrrozumieć, porrrozmawiać, pomóc, jeżeli będziesz wiedział jak. Wciskanie ziół, jeżeli jego prrrroblem zakorzeniony jest głębiej wcale mu nie pomoże. Niestety, nie na wszystko znajdzie się odpowiedni kwiatek - odparł. Medycy często pomagali nie tylko z urazami fizycznymi, ale emocjonalnymi również. Musieli potrafić zrozumieć kogoś, wspomóc, dać pomocną łapę. Harmonijna Łapa mógł zacząć od swojego przyjaciela, skoro widział, że coś było zdecydowanie nie tak.
Poeta przełknął ślinę. Zastanawiał się, kiedy ostatnio na głos wypowiadał imiona obu ojców i kiedy ostatnio słyszał, by ktoś mówił je zwrotnie. Kiedy ostatnio opowiadał o domu w tak bliskiej chwili, zamiast egzotycznej ciekawostce? Księżyce mijały i mijały, Poeta rosną i rosną, a wciąż dom dzwonił mu gdzieś w głowie. To nie tak, że Klan Rzeki nie był dla niego domem - powoli tak było, miał tu niby-tato-wujko-starszo-brato-przyjaciela Cisa, siostrę i najlepszego przyjaciela - ale... To nie był dom, który pojawiał się w jego głowie, gdy ktoś go pytał o miejsce urodzenia i wczesne dzieciństwo.
- Tato Raniuszek zniknął przed pożarem - zamrugał powoli do Cisa. - Znałeś go? Był stąd, z Klanu Rzeki, dlatego udałem się tu w poszukiwaniu opieki - liczył, że może starszy kocur choć trochę opowie mu o ojcu. - Kiedy był pożar, tato Pęd poszedł wyprowadzić koty w bezpieczne miejsce. Obudziłem się z popiołów za późno - schylił głowę. Nie widział sensu w przyznawaniu się do tego, że czeka tu na Raniuszka. Sam już nie był pewien, czy gdyby ojciec wrócił, to poszedłby za nim aż do dalekich terenów, o których mówił Pęd. - Żyją. Ale gdzie? Nie wiem.
Inne myśli nie dopuszczał. Musieli żyć.
- Jeszcze... Nie - uświadomił sobie, że zawsze obchodził się z Patykiem jak z jajkiem. Nie pytał o powód. Akceptował go, ale nigdy nie starał się znaleźć rozwiązania poprzez pytanie u źródła. - A co, jak powie, że jestem wścibski? Że to nie moja sprawa i będzie zły? Nie chcę, by mój przyjaciel szczerzył na mnie kły....
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
- Tato Rrrraniuszek? Rrraniuszek, Rrrraniuszek... A! Rranna Łapa? Taki mega duży, zielone oczy, srrrrebrrrny? - zapytał dla pewności, bo teraz jak sobie myślał, to faktycznie był ktoś taki w Klanie. Nawet kiedyś się z nim minął! - Rrranna Łapa był brrratem, a zarrrazem terrrminatorem Srrroczego Ogona, parrrtnera Barrwnej Wody. Chorrrował sporrro jak był mały, cały czas do niego latałem, jak jeszcze byłem terrrminatorrem - zaśmiał się, bo faktycznie przy kocurze było niemałe urwanie głowy. Nic dziwnego, że potem unikał Królikarni jak ognia, skoro ta zabrała go na tak długo. - Gadałem z nim kiedyś o grrrzybach. I... tyle. Nie znałem go superrr dobrrrze, prrrrzeprrraszam - westchnął, bo spodziewał się, że Poeta chciałby usłyszeć jak najwięcej o swoim tacie. Niestety, Cis wiedział tylko tyle. Brat Cisa, Kościste Wybrzeże, znał Raniuszka dużo lepiej, jednak i tego nie było już w klanie.
Pokręcił głową. - Jeżeli uzna, że jesteś wścibski, wytłumacz mu, że po prrostu się o niego marrrtwisz. Bo jest twoim prrzyjacielem, kumplem i chcesz dla niego jak najlepiej. Sprrrróbuj, porrozmawiaj. Czy Oszrroniony Patyk... w ogóle chce pomocy. Wciskanie jej na siłę jest jeszcze trrrudniejsze, zwłaszcza jak nie do końca wiesz co się dzieje.
Oczy Poety rozbłysły, kiedy Cis umieścił w jego głowie całkiem szczegółowy obraz Cisa. - Tak...! - zgodził się ochoczo. Dokładnie, prawie taki sam jak on. Ranna Łapa? Czasami zapominał, że pochodzenie z Klanu Rzeki oznaczało również posiadanie tych głupich imion z Łapami albo innym, równie niemądrym drugim członem.
Zdziwił się. Choć było to dalekie połączenie, wychodziło na to, że Poeta miał jakieś medyczne predyspozycje zapisane w korzeniach. I był nawet jakoś związany z Barwną Wodą. To dobrze. Może przez jakiś drobny pryzmat przypomina go Cisowi? Ucieszył się, że usłyszał chociaż tyle. Więcej nie potrzebował. Raniuszek był według niego nowoświtowcem i dziwnym byłoby go widzieć w pamięci jako wojownika Klanu Rzeki.
Wrócili do Patyka. - Dobrze... - Wydukał niepewnie. Kiedy spotkają się znowu, porozmawia z nim o tym. Ale nie teraz. Teraz nie powiedział nic więcej. Ta rozmowa o emocjach lekko go wyczerpała. Co teraz? Rozejdą się? Czy Cis każe mu dalej uczuć się ziół, mimo, że przed chwilą trochę popłakali?
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Uśmiechnął się, że o ojcu mógł mu powiedzieć chociaż tyle. Nigdy Raniuszka blisko nie poznał, jednak skoro miał takiego syna, musiał być naprawdę ogarniętym, dobrym chłopem. Przykro mu było, że teraz Poeta nie miał go przy sobie, ani jego, ani Pęda, jednak miał nadzieję, że obecność liliowego olbrzyma choć minimalnie pomaga mu przeżywać osobistą tragedię. Poza Cisem, miał w końcu obok i Patyka, i Krokus, na pewno nie był sam. To było najważniejsze. - Wybierrrrzesz swoje ulubione dwa kwiatki? Jeden dla Rrraniuszka, drrugi dla Pęda - polecił. Sam Cis także wstał i zerwał dwa kwiaty, jedną różową cieciorkę pstrą, a drugi niebieski chaber. Poczekał, aż ten także wybierze swoje kwiaty.
Kocur nie do końca wiedział, jak powinien zareagować, zwłaszcza, że propozycja mistrza komplikowała naprawdę wiele rzeczy. Nigdy nie był w Nowym Świcie na pogrzebie, więc nawet nie pamiętał, jakie tam były zwyczaje. Tutaj, w Rzece, kwiaty otrzymywali raczej zmarli, a jego ojcowe na pewno martwi nie byli i Poeta nie miał zamiaru ich za takich ustawiać. Może za parędziesiąt księżycy, kiedy zabiłaby ich starość... Może wtedy. Wcześniej? Można marzyć.
Uznał jednak, że skoro Cis wita ich obu niejako do rzecznej rodziny, będzie lepiej, jeżeli choć trochę Nowego Świtu będzie mieć przy sobie. Zebrał więc dwa identyczne kwiaty - wrzosy, jeśliby się znalazły lub zwykłe fioletowe, jeśli natura nie zaowocowała w nic innego - bo te kojarzyły mu się z ojcami. Pamiętał wrzosy na pagórku i to właśnie fiolet kojarzył mu się z domem.
Skoro Cis nie ułożył ich w żadnym konkretnym miejscu, Poeta też czekał. Co teraz?
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Widział jego minę i zaśmiał się cicho, bo najwyraźniej Poeta obawiał się, że Cis od razu uznał dwójkę jego ojców za zmarłych i chciał robić podobnie, co zrobił z martwym Barwinkiem. - Spokojnie, przecież ich nie uśmierrrcam - miauknął ciepło. Podreptali nieco dalej, po czym kocur wskazał na dwa zupełnie inne groby, na których także widniały świeże kwiaty. Liliowy medyk naprawdę często odwiedzał to miejsce. - To moja mama, Zachodzące Światło, a to tata, Korrrnikowy Konarr. Mama nienawidziła Barrrwnej Wody i pozycji medyka z całego serrca, pewnie wykłócała się przed śmierrcią, że nie chce leżeć obok medyka i dlatego jest po drrugiej strrronie tej łąki - zaśmiał się cicho. Zachód była dziwna, inna, gorzka i zgryźliwa, ale Cis kochał ją ponad samego siebie. Z całego, całego serca. Podobnie jak Kornika, który przecież wspierał go na absolutnie każdym kroku jego życia. Miał wokół siebie tak wiele wsparcia i kochających kotów, że nic dziwnego, że teraz świrował, gdy został sam. Położył wybrane przez siebie kwiaty na kopcach rodziców, bo choć te zarosły trawa, doskonale wiedział gdzie oboje są pochowani.
Następnie, tuż obok, wziął trochę ziemi. Zamiast jednak zrobić dziurę, kocur wybudował niewielkie dwa kopce ziemi, małe pagórki. - Twoi tatowie żyją, na pewno. Dlatego nie zakopiemy kwiatów, a wsadzimy je do góry, do ziemi. Wiesz, jak tu prrzyjdziesz, będziesz mógł czuć, że są gdzieś prrrzy tobie i może... może jeszcze kiedyś się spotkacie, zobaczycie. Ja tak... um... ja zrobiłem tak samo. Tam - wskazał ponownie na okolice grobu Barwnej Wody, tym razem na podobny kopiec obok, z którego wystawały same niebieskie kwiaty. - Czasami mówię do tych kwiatów tak, jakbym mówił do Rrrrybołowiego Lotu. Została medyczką ze mną, byliśmy... rrazem. W dwójkę. Ale zniknęła. Ale wiem, że żyje. Musi żyć. Podobnie jak twoi tatowie - uśmiechnął się smutno. Cis oddałby wszystko, żeby ostatni raz zobaczyć Rybołów. Nawet, jeśli po jej powrocie miałby stracić życie - choć raz jeszcze ujrzeć niebieskie futro kotki, jej piękne, dwukolorowe oczy i słodki uśmiech. Na niczym bardziej mu nie zależało.
A jednak. W Cisa nie warto wątpić.
Poeta rozejrzał się po dwóch grobach, grobach rodziców Cisa. Dziwnie było myśleć, że liliowy też mógł być kiedyś w jego wieku, przeżywać podobne rozterki jak on... Jak dawno stracił rodziców? Było to w spokojnych warunkach czy skumulowało się to z tymi złymi? Kocur zamrugał i schylił łeb, nie wiedząc, jak inaczej może okazać współczucie medykowi bez odzywania się. Nie czuł się na siłach, by prawić długie monologi.
- Oh - odetchnął z ulgą i posłusznie wetkną fioletowe rośliny do kopczyka. Tatowie żyli, tego był pewien. Czy zajrzą do Klanu Rzeki? Miał nadzieję, że Raniuszek kiedyś do nich przyjdzie i wróci z tych swoich dalekich wypraw.
Przyjrzał się kolejnemu kopczykowi. Była medyczka Klanu Rzeki. I Poeta teraz pnie się, by zająć jej miejsce. Jakim prawem? Czy Poeta w ogóle będzie w stanie ją zastąpić?
Zawirowało mu w głowie. Znalazł na łące jeden z kwiatów, inny, ale tak samo niebieski i dorzucił go do kopyczku Rybołów. Srebrny kocur też wierzył w to, że kotka wróci do obozu i nie miał zamiaru opuszczać mistrza w tej myśli. - Myślisz, że przyjdą do nas wspólnie? - zamrugał do mistrza.
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek