Był... no, jaki Huba był, taki każdy widział. Bycie świadkiem porwania przez dwunogów swojej partnerki i matki swoich dzieci, w dniu swojej - jak i rzeczonych dzieci - ceremonii nie było niczym przyjemnym. Każdy na jego miejscu czułby się i wyglądałby jak siedem nieszczęść. Nie wyspał się, mimo ominięcia nocnego czuwania. Budził się w nocy, przekręcał z boku na bok i, po prostu, najnormalniej w świecie, niesamowicie tęsknił za Topik. Gdyby się dało, rwałby sobie kłaki z głowy z nerwów. Tak się o Topik bał.
Ale miał tu jeszcze swoje dzieci. W tym Pieczarkę, za której trening był odpowiedzialny. I choć teraz bał się po nią przychodzić, bo będzie musiał jej opowiedzieć o tym, co się stało z Topik, tak nie mógł tego zignorować. Nie mógł ot tak nie przyjść na trening własnego, rodzonego dziecka, bo bał się jej reakcji na złe wieści. Co z niego byłby za ojciec i mistrz, gdyby nie przyszedł.
- Pieczarko? - zawołał wgłąb legowiska, w którym Pieczareczka powinna być. Brzmiał słabo. Na zmęczonego. Brzmiał tak, jakby coś się stało. - Chodź, Pieczareczko. Musimy... musimy porozmawiać.
Czarny point z białym prawym uchem, gwiazdką na czole, prawą przednią łapą, paluszkiem na lewej tylnej oraz końcówką ogona. Ma duże, złote oczy.
Patrzy na świat z wielkimi oczami szukając zrozumienia.
Polna Łapa, Rosiczka| Pochmurny Sen et co.
Poczerniała Łapa usnęła dopiero niedługo przed świtem. Całą noc niespokojnie przewracała się z miejsca na miejsce w nowym legowisku. Nie potrafiła znaleźć pozycji która by jej odpowiadała do tego stopnia, że przeszkadzała innym w spaniu. Stresowała się nadchodzącym dniem i zmianą i tym, że mamy nie było ani obok ani nigdzie w pobliżu. W środku nocy nawet zastanawiała się, czy nie wrócić do kociarni, chociaż na te jedną noc, wyspać się tam zanim przyjdzie tata. Ale musiała być silna, więc została w legowisku terminatorów.
Z płytkiego snu obudził ją dźwięk głosu taty. Ciche, zachrypnięte "Pieczarko" uderzyło w nią jak grom z jasnego nieba, sprawiając, że podniosły się włosy na jej karku a zaraz za nimi cała Pieczarka. Otworzyła szeroko oczy i wpatrzyła się w tatę stojącego we wejściu do legowiska terminatorów. O nie. Coś się stało. Pieczarka czuła, że to nie było zwykłe powitanie.
Na sztywnych nogach wyszła ze swojego legowiska i podeszła do taty. Zestresowana nie wiedziała jak się przywitać więc po prostu stanęła przed nim niepewnie.
I pojawiła się przed nim - jego dziecko, niczego nieświadome, ale wyraźnie zestresowane. Czy aż tak było ten stres widać po nim? Co powinien zrobić? Czy potrafił być tym samym optymistycznym, radosnym Hubą, ostoją bezpieczeństwa i bohaterem historii które opowiadał swoim kociętom, gdy były małe? Chyba tym powinien być, w każdej chwili ich życia, tym chciał być - ale nie potrafił. Uszy mu się same cofnęły na widok zestresowanej Pieczarki.
Przywitał ją dotknięciem ciemnym nosem jej białej plamki na pyszczku i zamruczał cicho. - Chodź, skarbie, usiądźmy gdzieś - zadeklarował cicho Huba i wraz z córką oddalił się kawałek, w zaciszne miejsce w obozie, przy samym wejściu; było wcześnie, patrole które miały wyjść już wyszły, a pozostali w obozie jeszcze spali.
Nie miał odpowiednich słów aby to wszystko przekazać Pieczarce. Chwilę się zastanawiał, nie potrafił nawet na nią spojrzeć, ale w końcu głęboko odetchnął i zawiesił złote ślepia na ciemnej mordce swojej terminatorki, swojej córki. - Mama... chodzi o mamę, kochanie. Nie było jej na waszej ceremonii wczoraj, bo - broda mu drgnęła. Nie umiał tego z siebie wyrzucić. Nieustraszony, optymistyczny do bólu Huba wyglądał jakby miał się rozsypać; zdołał się pozbierać po chwili, bo tego potrzebowała jego córka. Ojca który panuje nad sobą. - ... daleko za lasem, w miejscu które nazywa się osiedlem żyją dziwne istoty. Dwunodzy - chodzą na dwóch łapach, są wysokie, bezwłose. Porywają... koty. I ci dwunodzy, oni... zabrali mamę na swoje osiedle. Próbowałem ją dogonić, ale byli zbyt szybcy, nie mogłem. Przykro mi, Pieczareczko, mama... mama zniknęła - wdech. Wydech. Och, Topik, jego biedna Topik. - Ale- ale obiecuję ci, skarbie, na Gwiezdny Klan przysięgam, że znajdę mamę i przyprowadzę ją z powrotem do domu. Wróci do nas, dobrze? Obiecuję ci to, że wróci, cała i zdrowa. Bardzo nas kocha, i gdziekolwiek jest, będzie próbowała do nas wrócić, a ja ją znajdę i przyprowadzę. A przez ten czas, gdy jej nie ma... musimy pozostać dzielni - Huba był dzielny całe życie: ale teraz nie potrafił być.
Wpatrywał się w Pieczarkę, przerażony jej reakcji.
Czarny point z białym prawym uchem, gwiazdką na czole, prawą przednią łapą, paluszkiem na lewej tylnej oraz końcówką ogona. Ma duże, złote oczy.
Patrzy na świat z wielkimi oczami szukając zrozumienia.
Polna Łapa, Rosiczka| Pochmurny Sen et co.
Pieczarka poszła za tatą i przycupnęła koło niego, spięta jakby usiadła na jeżu. Po czym słuchała. Słuchała i słuchała i z każdym kolejnym słowem coraz mniej rozumiała. Nie pojmowała co się stało, dlaczego się tak stało. Nie rozumiała obiecywań taty, ani jego zapewnień, ani żadnego z jego słów. Nie była w stanie tego przyjąć do siebie.
Mamy nie było.
Mamy już nie będzie w obozie. Mama nie przyjdzie i nie powie jej że jest dzielna, że znalazła coś ciekawego, ani nie opowie historyjki na dobranoc. Mama nie wie nawet jakie nowe imię Pieczarka nosiła. Mama... Mama równie dobrze mogła nagle przestać istnieć. Jakby jej nigdy nie było. Wszystko nagle było inne. I już nigdy nie będzie takie samo.
Pieczarka wpatrywała się w tatę bez słowa a z jej olbrzymich oczu powoli zaczęły spływać łzy. Kropla za kroplą toczyły się po policzkach, czasami spadając na ziemię, czasami dostając się do uchylonego pyszczka. W końcu Pieczarka nie widziała już taty wyraźnie zza zasłony mokrej mgły, a jej ciało zaczęło trząść się niekontrolowanie.
Serce mu się rozpadło na setki małych kawałeczków na widok Poczerniałej Łapy w tym stanie. Była, owszem, jego terminatorką, kotem, za którego edukację był odpowiedzialny, ale przede wszystkim - była jego córką. Jego maleńką Pieczareczką której światopogląd właśnie zburzył. Jej świat runął, roztrzaskał się z tą wiadomością, że Topik nie ma. Jego zresztą też. Chciał krzyczeć i płakać, ale nie mógł, nie mógł być tak żałośnie słaby w obecności swojej córki. Dla niej, dla swoich dzieci musiał pozostać silny, choć chciał rozpłakać się razem z nią.
Huba nie umiał powstrzymać się od objęcia Pieczarki, przytulenia jej do siebie.
- Wiem. Wiem, skarbie, tak mi przykro - nie chciał jej mówić, aby nie płakała, bo może powinna? Może wypłakanie się jakoś jej pomoże? Miał taką nadzieję. Wkładał całą swoją energię w to, aby jego głos nie drżał. - Wiem, że to straszne, skarbie, mi też jest źle i smutno, ale musimy być dzielni. Okej? Dla mamy. Mama chciałaby, abyśmy byli dla niej dzielni i dalej funkcjonowali, żyli, chciałaby, abyś ty i twoje rodzeństwo uczestniczyli aktywnie w treningach. Mama wróci. I wiem, że bez niej będzie okropnie, i smutno, i nic nie będzie bez niej takie samo, ale... damy sobie radę. Okej? Ze wszystkim damy sobie radę, kochanie. Wszystko będzie dobrze. Obiecuję ci.
Czarny point z białym prawym uchem, gwiazdką na czole, prawą przednią łapą, paluszkiem na lewej tylnej oraz końcówką ogona. Ma duże, złote oczy.
Patrzy na świat z wielkimi oczami szukając zrozumienia.
Polna Łapa, Rosiczka| Pochmurny Sen et co.
Nie wiedziała ile czasu minęło gdy siedziała płacząc wtulona w tatę. Mogło minąć pięć uderzeń serca a mogła minąć wieczność. Dla Pieczarki nie miało to znaczenia, przestała płakać dopiero gdy się zmęczyła. Pozostała wtulona w tatę przez długi, długi czas.
Wierzyła w to co powiedział tata. Wiedziała, że nie mógł się mylić. Mama chciałaby by żyli dalej dobrze, jak najlepiej, starając się i czekając aż wróci. Pieczarka nie wierzyła w inną rzeczywistość. Istniał tylko świat w którym mama kiedyś wróci. Jeśli miałoby się to nie zdarzyć Pieczarka nie byłaby w stanie dalej istnieć.
W końcu odsunęła się nieco od taty i wytarła pyszczek z łez łapą. Oczy miała zaczerwienione i napuchnięte ale była gotowa. Popatrzyła na tatę bez słowa dając znać, że być może to czas zacząć trening.
Nie spieszyli się z treningiem. Nie spieszyli się z materiałem - ani on, jako kocur wciąż zdruzgotany zniknięciem Topik, ani, jak zgadywał, jak wnioskował, Pieczarka, nie mieli parcia na spieszenie się z materiałem. Oboje musieli przywyknąć do nowego stylu życia, nowego trybu dnia, gdzie Topikowej Nici na co dzień nie było. Dla niego było to chyba cięższe niż dla swoich dzieci.
Spotkali się przed wyjściem z obozu, Huba przyniósł dla Pieczarki wyjątkowo ładną, błyszczącą, tłustą płotkę, aby coś zjadła, miała energię na dzień dzisiejszy. Ich treningi szły w ich własnym tempie, leniwie, niespiesznie, ale im obojgu to pasowało. A to najważniejsze. Może kiedyś miałby większe parcie na to, aby szybko zrobić ze swoich dzieci wojowników, ale...
Ale odkąd Topik zniknęła, to wszystko wywróciło się do góry nogami.