Samiczka jest bardzo malutka, najmniejsza z całego rodzeństwa o delikatnej, lecz nie wątłej budowie ciała, a łapki ma proporcjonalnej wielkości do całej reszty. Posiada umaszczenie czarne dymne, pozbawione pręg, a za to z białym spodem pyszczka i białą plamą na piersi, a jej futerko jest długie i miękkie w dotyku. Na łapkach koteczki znajdują się białe „skarpetki”, które na przednich sięgają jej nadgarstków, zaś na tylnych pięt. Ogon Drobinki jest puchaty i długi, ale nie jakoś przesadnie, natomiast średniej długości pyszczek ma ona w typie europejskim z czarnym noskiem i subtelnie zaokrąglonymi końcówkami dość owłosionych uszek. Całości jej wyglądu dopełniają błyszczące błękitne oczka, które także w starszym wieku zachowają u niej tę barwę.
Mocno wrażliwa i zalękniona, zaczyna płakać i przepraszać z byle powodu, nawet gdy właściwie nie jest niczemu winna. Niemal cały czas nie chcę wystawiać nosa z kociarni i trzyma się kurczowo swojej mamy, bo wszyscy i wszystko wokół ją przeraża. To, że jest taka malutka powoduje, że brak jej pewności siebie i chęci do podejmowania jakichkolwiek wyzwań. Najlepiej czuje się tylko w towarzystwie tych, których dobrze zna i wręcz przykleja się do nich w poszukiwaniu ochrony przed całym złem świata. Jednocześnie zdarza jej się dużo marzyć i rozmyślać, uwielbia motyle, kwiaty i wszystko co jest kolorowe, bezpieczne oraz przyjemne. Ma także talent do układania krótkich wierszy, deklamuje je jednak sama do siebie, ukrywając się z tym przed innymi, gdyż boi się że zostanie wyśmiana. W głębi serca bardzo chciałaby mieć jakiegoś przyjaciela, ale ze względu na brak śmiałości nie ma odwagi, by samej zagadać do jakiegokolwiek kota spoza rodziny.
No to w końcu ruszyli i był to zaiste spory sukces, bo przecież kotka do niedawna panicznie bała się chodzić nawet po obozie i z kryjówek była wyciągana na siłę, co oczywiście tylko bardziej potęgowało jej lęk. Odmienne i niczego nie wymuszające zachowanie wojownika sprawiło, że mimo wszelkich obaw Drobna zdecydowała się mu zaufać i chociaż nadal idąc rozglądała się czujnie na wszystkie strony to było w niej zdecydowanie mniej strachu, niż na początku. Do tego propozycja związana z kwiatami jej się spodobała, były ładne, kolorowe, a do tego niektóre naprawdę ślicznie pachniały. - Lubię, to dobry pomysł. - przyznała w pewnym momencie prawie przestając zauważać jak oddalają się od obozu. Jeżeli nie szedł za szybko to cały czas trzymała się blisko jego boku, ale nie na tyle żeby mu przeszkadzać. - Ciekawe jak sobie radzi Gąsienicowy...mam nadzieję, że dobrze się dogadują z Oszronionym Patykiem. On jest naszym starszym bratem, ale nigdy z nim nie rozmawiałam, a ty go znasz? - zagadnęła z zaciekawieniem. Z kolei jego odpowiedź dotycząca ryb w pełni ją usatysfakcjonowała, więc nie ciągnęła dłużej tego tematu, zwłaszcza, że upolowane rybki, które widywała nie wyglądały raczej na groźne stworzenia.
xxxxFaktycznie nie szedłem szybko, żeby ta cały czas mogła być obok mnie. Jeżeli jej to pomagało... to dlaczego nie? To było moje zadanie, żeby czuła się komfortowo - nawet, jeżeli jej bliskość dla mnie nie była tak naturalna i komfortowa. Zdusiłem te uczucia w sobie, wiedząc, że to jak ja się czuje nie było w tym momencie na pierwszym miejscu. Nocny Szkwał wystarczająco mnie wyniańczył, chciałem w końcu poczuć się dorosły - jak ktoś, kto nie leci z płaczem co chwile do rodziców. Byłem wojownikiem. MUSIAŁEM być twardy, porządny. Najwyższy czas. xxxxUśmiechnąłem się. Kiedy więc przeszliśmy Mszar, moje kroki skręciły nieco bardziej na prawo. - Och... um... ja nie- Nie, raczej nie. Widziałem go już wiele razy, ale... ale nie zdarzyło się nam rozmawiać - przyznałem. Głupio mi było, bo ja generalnie mało które koty poznałem, raczej trzymając się... z Wodą, albo cienistą Jaskółką. Chyba nie tak powinno być, chyba powinienem być bardziej otwarty. Zwłaszcza na kolegów z legowiska. - Ale poznałem Gąsienicową Łapę. Och, i Ślimaczą! Bardzo masz... miłych braci - pociągnąłem nieco niezręcznie rozmowę, żeby nie było, że to o czym mówiła było dla mnie obojętne. Ja po prostu... nie za bardzo wiedziałem jak się rozmawia z kimkolwiek innym, niż moje siostry. Rodzice. Nocny Szkwał. xxxxPrzystanąłem w momencie, kiedy zza drzew rozwinęła się za nami polna łączka, pokryta wieloma kolorowymi kwiatami. Najśliczniej było tu w Porze Młodych Liści, jednak i teraz było co podziwiać. - Kwiecista... Łąka - przedstawiłem, posyłając jej śmiały uśmiech.
Samiczka jest bardzo malutka, najmniejsza z całego rodzeństwa o delikatnej, lecz nie wątłej budowie ciała, a łapki ma proporcjonalnej wielkości do całej reszty. Posiada umaszczenie czarne dymne, pozbawione pręg, a za to z białym spodem pyszczka i białą plamą na piersi, a jej futerko jest długie i miękkie w dotyku. Na łapkach koteczki znajdują się białe „skarpetki”, które na przednich sięgają jej nadgarstków, zaś na tylnych pięt. Ogon Drobinki jest puchaty i długi, ale nie jakoś przesadnie, natomiast średniej długości pyszczek ma ona w typie europejskim z czarnym noskiem i subtelnie zaokrąglonymi końcówkami dość owłosionych uszek. Całości jej wyglądu dopełniają błyszczące błękitne oczka, które także w starszym wieku zachowają u niej tę barwę.
Mocno wrażliwa i zalękniona, zaczyna płakać i przepraszać z byle powodu, nawet gdy właściwie nie jest niczemu winna. Niemal cały czas nie chcę wystawiać nosa z kociarni i trzyma się kurczowo swojej mamy, bo wszyscy i wszystko wokół ją przeraża. To, że jest taka malutka powoduje, że brak jej pewności siebie i chęci do podejmowania jakichkolwiek wyzwań. Najlepiej czuje się tylko w towarzystwie tych, których dobrze zna i wręcz przykleja się do nich w poszukiwaniu ochrony przed całym złem świata. Jednocześnie zdarza jej się dużo marzyć i rozmyślać, uwielbia motyle, kwiaty i wszystko co jest kolorowe, bezpieczne oraz przyjemne. Ma także talent do układania krótkich wierszy, deklamuje je jednak sama do siebie, ukrywając się z tym przed innymi, gdyż boi się że zostanie wyśmiana. W głębi serca bardzo chciałaby mieć jakiegoś przyjaciela, ale ze względu na brak śmiałości nie ma odwagi, by samej zagadać do jakiegokolwiek kota spoza rodziny.
- To nic, najważniejsze, żeby Gąsienica dobrze się przy nim czuł tak jak ja czuję się przy tobie, ale ufam, że tak właśnie jest. Sama nie poznałam jeszcze wielu kotów, ze Ślimaczkiem także nie spędziłam jeszcze czasu, ale cieszy mnie że uważasz, że też jest bardzo miły. Modliszka też jest miła i Cyprys i Krokus i nawet Łabędzia Gwiazda. Nasz przywódca jest olbrzymi, to chyba największy kocur jakiego w życiu widziałam, ale okazał się naprawdę sympatyczny. - uśmiechnęła się delikatnie. Niedługo później dotarli do Kwiecistej Łąki i Drobna wpatrzyła się w nią ze szczerym zachwytem w jej błękitnych oczach. - Och, jeszcze nigdy nie widziałam tak wielu kwiatów naraz. Miałeś rację, to rzeczywiście cudowne miejsce. - podeszła do najbliższego kwiatka i powąchała go delikatnie, wciągając w nos jego słodkawy zapach. Kiedy nie była taka zalękniona ukazywała się ta druga bardziej urocza strona jej natury. Teraz na pyszczku miała wyraz błogiego rozmarzenia. - Te płatki są takie delikatne, jak motyle skrzydełka. Kiedy przytulisz do nich pyszczek i zamkniesz oczy one otulają cię swym zapachem i sprawiają, że zapominasz o wszystkich swoich zmartwieniach. - zamruczała, ale zaraz zawstydziła się lekko i spojrzała w ziemię. - Przepraszam...czasami zdarza mi się gadać takie głupoty.
xxxx- A widziałaś Cisową Gałązkę? On to jest dopiero gigant - mruknąłem. Ja sam z Łabędzią Gwiazdą nie spędziłem za dużo czasu, zbyt... onieśmielało mnie to, kim jest. Chyba umarłabym z stresu rozmawiając z samym przywódcą klanu. - Sam nie wiem który z nich jest większy - dodałem. Gwiazdę widziałem tylko z daleka, u Cisowej Gałązki... czasami bywałem jako terminator by pomóc wymienić mech w legowiskach. I naprawdę przytłoczyły mnie jego długie nogi, to, jak spoglądał z góry. Nie, że z pogardą, nie nie, po prostu był tak wysoki! xxxxPatrzyłem z zadowoleniem, jak ta podchodzi do kwiatów z zachwytem. Cieszyłem się, serio serio! Nie miałem pojęcia jak do niej podejść, dlatego rozmawiałem z Cyprys przed treningiem i dlatego tak dużo stresu kosztowało mnie choćby myślenie o treningu. Teraz jednak widząc, jak ta rozmarzona wącha kwiaty, uwierzyłem, że podjąłem dobrą decyzje. Pokazanie jej piękną stronę terenów rzeki, tak, by poczuła się na nich faktycznie jak u siebie. To był mój cel i tego musiałem się trzymać. - Och- N-nie, mów dalej! To bardzo... ładne. To co mówisz - powiedziałem szybko, gdy ta nagle się zawstydziła.
Samiczka jest bardzo malutka, najmniejsza z całego rodzeństwa o delikatnej, lecz nie wątłej budowie ciała, a łapki ma proporcjonalnej wielkości do całej reszty. Posiada umaszczenie czarne dymne, pozbawione pręg, a za to z białym spodem pyszczka i białą plamą na piersi, a jej futerko jest długie i miękkie w dotyku. Na łapkach koteczki znajdują się białe „skarpetki”, które na przednich sięgają jej nadgarstków, zaś na tylnych pięt. Ogon Drobinki jest puchaty i długi, ale nie jakoś przesadnie, natomiast średniej długości pyszczek ma ona w typie europejskim z czarnym noskiem i subtelnie zaokrąglonymi końcówkami dość owłosionych uszek. Całości jej wyglądu dopełniają błyszczące błękitne oczka, które także w starszym wieku zachowają u niej tę barwę.
Mocno wrażliwa i zalękniona, zaczyna płakać i przepraszać z byle powodu, nawet gdy właściwie nie jest niczemu winna. Niemal cały czas nie chcę wystawiać nosa z kociarni i trzyma się kurczowo swojej mamy, bo wszyscy i wszystko wokół ją przeraża. To, że jest taka malutka powoduje, że brak jej pewności siebie i chęci do podejmowania jakichkolwiek wyzwań. Najlepiej czuje się tylko w towarzystwie tych, których dobrze zna i wręcz przykleja się do nich w poszukiwaniu ochrony przed całym złem świata. Jednocześnie zdarza jej się dużo marzyć i rozmyślać, uwielbia motyle, kwiaty i wszystko co jest kolorowe, bezpieczne oraz przyjemne. Ma także talent do układania krótkich wierszy, deklamuje je jednak sama do siebie, ukrywając się z tym przed innymi, gdyż boi się że zostanie wyśmiana. W głębi serca bardzo chciałaby mieć jakiegoś przyjaciela, ale ze względu na brak śmiałości nie ma odwagi, by samej zagadać do jakiegokolwiek kota spoza rodziny.
- Jest na pewno wysoki, ale chyba nie tak masywny jak przywódca. – stwierdziła i aż znów stuliła uszy zaskoczona, że zdobyła się na niewielką dyskusję z Ognistym. Jednak pobyt na Kwiecistej Łące wpłynął na nią bardzo kojąco oraz pozytywnie, tutaj rzeczywiście uświadczyła radości z przebywania poza obozem Rzeki. Oglądała każdy kwiat z osobna jak gdyby starała się lepiej zapamiętać jego wygląd oraz zapach i widać było, że bardzo się tym cieszy. Po kolejnej wymianie zdań przez chwilę milczała zawstydzona, zastanawiając się czy faktycznie powinna kontynuować. Do tej pory jeszcze nikt od niej tego nie słyszał, nawet Gąsienica. - Hmm…kwiaty słodkich woni, kwiaty kolorowe, jakże znać bym chciała cichą waszą mowę. Słuchałabym chętnie tych niezwykłych treści, a z nich układała własne opowieści. – zadeklamowała nieśmiało krótki wierszyk, po czym na nowo ucichła i wpatrzyła się w swoje łapy.
xxxxZmieszałem się. Jak powinienem reagować na coś takiego? Widziałem, że terminatorka jest bardzo nieśmiała, a już zwłaszcza jeżeli chodziło o kwestie tego... co mówiła, w taki śmieszny sposób, że wszystko brzmiało jak jedna całość. Tak jakoś inaczej. Zgadywałem, że nie chwaliła się tym wielu kotom, czy... czy to był jakiś gest zaufania? Zestresowałem się jeszcze bardziej. Nie byłem gotowy na taką odpowiedzialność, na jakieś ZAUFANIE. Wdech wydech. - Ś-licznie, Drobna Łapo - uśmiechnąłem się, mając nadzieję, że mój uśmiech wygląda jak najbardziej jak ten prawdziwy, szczery. - Często tak mówisz? Nie... spotkałem się nigdy z czymś takim - dopowiedziałem, by jakkolwiek podtrzymać rozmowę. Choć nie skłamałem, serio nie słyszałem nigdy żeby ktoś mówił właśnie tak. Dziwne, choć na pewno ładne, takie inne!! Zresztą. Nie byłem nikim, by móc to oceniać. xxxx- Jeśli... chcesz, możemy zerwać parę. Ładnie wyglądają w legowisku, albo wplatane w futro - zaproponowałem i sam podszedłem do niektórych, by zrobić malutki bukiet. Zawsze przynosiłem kwiaty do naszego legowiska z Wodą... zacisnąłem szczękę. Teraz też mogę je zerwać, dać. Może... zauważy. Zerwałem więc nieco chabrów, dzwonków i firletek.
Samiczka jest bardzo malutka, najmniejsza z całego rodzeństwa o delikatnej, lecz nie wątłej budowie ciała, a łapki ma proporcjonalnej wielkości do całej reszty. Posiada umaszczenie czarne dymne, pozbawione pręg, a za to z białym spodem pyszczka i białą plamą na piersi, a jej futerko jest długie i miękkie w dotyku. Na łapkach koteczki znajdują się białe „skarpetki”, które na przednich sięgają jej nadgarstków, zaś na tylnych pięt. Ogon Drobinki jest puchaty i długi, ale nie jakoś przesadnie, natomiast średniej długości pyszczek ma ona w typie europejskim z czarnym noskiem i subtelnie zaokrąglonymi końcówkami dość owłosionych uszek. Całości jej wyglądu dopełniają błyszczące błękitne oczka, które także w starszym wieku zachowają u niej tę barwę.
Mocno wrażliwa i zalękniona, zaczyna płakać i przepraszać z byle powodu, nawet gdy właściwie nie jest niczemu winna. Niemal cały czas nie chcę wystawiać nosa z kociarni i trzyma się kurczowo swojej mamy, bo wszyscy i wszystko wokół ją przeraża. To, że jest taka malutka powoduje, że brak jej pewności siebie i chęci do podejmowania jakichkolwiek wyzwań. Najlepiej czuje się tylko w towarzystwie tych, których dobrze zna i wręcz przykleja się do nich w poszukiwaniu ochrony przed całym złem świata. Jednocześnie zdarza jej się dużo marzyć i rozmyślać, uwielbia motyle, kwiaty i wszystko co jest kolorowe, bezpieczne oraz przyjemne. Ma także talent do układania krótkich wierszy, deklamuje je jednak sama do siebie, ukrywając się z tym przed innymi, gdyż boi się że zostanie wyśmiana. W głębi serca bardzo chciałaby mieć jakiegoś przyjaciela, ale ze względu na brak śmiałości nie ma odwagi, by samej zagadać do jakiegokolwiek kota spoza rodziny.
- Bardzo rzadko i zazwyczaj tylko sama do siebie kiedy nikt inny tego nie słyszy, ktoś mógłby uznać mnie za dziwaczkę. Poza tym odczuwam to trochę tak jakbym odsłaniała przed kimś własną duszę, czyli coś bardzo intymnego. Proszę, nie mów o tym nikomu. – odwróciła ku kwiatom mocno zawstydzony pyszczek i odetchnęła z ulgą, gdy po chwili zmienili temat. - Dobrze, to fajny pomysł, chociaż ja to pewnie zbyt dużo nie uniosę. – zaśmiała się wciąż nieco zmieszana, ale również zaczęła delikatnie chwytać zębami za łodyżki ostrożnie zrywając kwiaty. - A co do ozdabiania legowiska, to używasz do tego też czasem jakiś piór ptaków? Niektóre są naprawdę ładne, a i wygodniej się na nich leży, chociaż jeżeli chodzi o wygodę to nic nie przebije tej dziwnej rzeczy, którą znalazłam w kociarni przed ceremonią. Chciałam tam sobie urządzić kryjówkę, gdzie nikt by mnie nie znalazł, ale wtedy właśnie zjawiła się Cyprys i…no cóż… – posmutniała, wracając myślami do tamtej rozmowy.
xxxxZestresowałem się, choć modliłem się, by nie było tego po mnie widać. Nie chciałem, by to uczucie przeszło także na nią, miała na tyle dużo problemów na głowie, że nie musiała wiedzieć o moich. Niemniej wyznawanie mi tak intymnych spraw... nakładało na mnie presje. Z jakiegoś powodu Drobna Łapa chciała się ze mną tym podzielić i było mi BARDZO miło, serio! Po prostu... nie wiedziałem dlaczego, co zrobiłem, że powiedziała akurat mi? Jak mam dalej wzbudzać w niej zaufanie? Co, jak zaraz zrobię coś, co zaprzepaści tę nitkę porozumienia? - Ja-jasne! Nie pisnę nikomu słówka, serio! - obiecałem, chociaż chciałem dodać, że to wcale nie jest dziwne i nie musiałą się wstydzić. Powstrzymałem się jednak. To... jej decyzja. Nie chciałem jej do niczego forsować, jeżeli faktycznie zostałaby wyśmiana - w co wątpiłem - przyszłaby z płaczem do mnie. Nie chciałem... dawać jej rad, za które nie byłem pewny. xxxx- Och... n-nie, raczej nie... ograniczam się do kwiatów - mruknąłem, posyłając jej łagodny uśmiech. Nie fascynowałem się ptastwem aż tak, jak kwiatami, może... dlatego jedynie one widniały w moim legowisku. - Może to wyszło na dobre, co? Gdybyś się ukrywała, nie bylibyśmy tu teraz... razem, wśród ładnych kwiatów - podsunąłem luźno. Moje towarzystwo to żadna atrakcja, ale Kwiecista Łąka? Jak najbardziej. Kiedy ta pozbierała swoje upatrzone kwiaty, kiwnąłem głową na znak, żebyśmy szli dalej. - Przejdziemy przez zachodnie łęgi do... bobrowej tamy. Tam, tuż po ceremonii wrzuciłem z swoim mistrzem legowisko do rzeki, by odpłynęło w dal. A w Jałowcowym Gąszczu znalazłem... nowe - podzieliłem się, choć przypominając sobie jak skończyła się ta rozmowa, znów wstyd miałem wymalowany na twarzy.
Samiczka jest bardzo malutka, najmniejsza z całego rodzeństwa o delikatnej, lecz nie wątłej budowie ciała, a łapki ma proporcjonalnej wielkości do całej reszty. Posiada umaszczenie czarne dymne, pozbawione pręg, a za to z białym spodem pyszczka i białą plamą na piersi, a jej futerko jest długie i miękkie w dotyku. Na łapkach koteczki znajdują się białe „skarpetki”, które na przednich sięgają jej nadgarstków, zaś na tylnych pięt. Ogon Drobinki jest puchaty i długi, ale nie jakoś przesadnie, natomiast średniej długości pyszczek ma ona w typie europejskim z czarnym noskiem i subtelnie zaokrąglonymi końcówkami dość owłosionych uszek. Całości jej wyglądu dopełniają błyszczące błękitne oczka, które także w starszym wieku zachowają u niej tę barwę.
Mocno wrażliwa i zalękniona, zaczyna płakać i przepraszać z byle powodu, nawet gdy właściwie nie jest niczemu winna. Niemal cały czas nie chcę wystawiać nosa z kociarni i trzyma się kurczowo swojej mamy, bo wszyscy i wszystko wokół ją przeraża. To, że jest taka malutka powoduje, że brak jej pewności siebie i chęci do podejmowania jakichkolwiek wyzwań. Najlepiej czuje się tylko w towarzystwie tych, których dobrze zna i wręcz przykleja się do nich w poszukiwaniu ochrony przed całym złem świata. Jednocześnie zdarza jej się dużo marzyć i rozmyślać, uwielbia motyle, kwiaty i wszystko co jest kolorowe, bezpieczne oraz przyjemne. Ma także talent do układania krótkich wierszy, deklamuje je jednak sama do siebie, ukrywając się z tym przed innymi, gdyż boi się że zostanie wyśmiana. W głębi serca bardzo chciałaby mieć jakiegoś przyjaciela, ale ze względu na brak śmiałości nie ma odwagi, by samej zagadać do jakiegokolwiek kota spoza rodziny.
Popatrzyła na niego uważnie, myśląc nad jego słowami i lekko skinęła pyszczkiem, a po niedługiej chwili ruszyli dalej. Drobna, słuchając tego co mówił znów nieco się zmieszała, świadoma że przez zaistniałą sytuację ona nie dopełniła tej tradycji. Pierwsze dwie noce w legowisku terminatorów spędziła dzieląc posłanie z Gąsienicowym i wczepiając się kurczowo w jego futro. To chyba nie było dobre? Powinna się w końcu nauczyć spać sama, ale po ostatnich przejściach nie czuła się wciąż wystarczająco pewnie, by to zrobić. Ale stare posłanie z kociarni w sumie mogłaby już spokojnie wyrzucić, bo i tak jej tam teraz nie było, a ono niepotrzebnie zabierało miejsce pozostałym. Westchnęła cicho.
xxxxNie odpowiedziałą mi nic, a skoro ona nic nie mówiła, to ja też nie. Nie byłem dobry w prowadzenie rozmów, ja generalnie dużo bardziej wolałem... słuchać niż mówić. Lubiłem ciszę. Zwłaszcza w lesie, bo w lesie nigdy nic nie było ciche - zawsze ptaki ćwierkały, zawsze wiatr targał o drzewa, wymuszając od nich świst, zawsze... coś się działo. Nawet odbijanie łap od ziemi miało swój dźwięk. To mi pasowało. Nawet lepiej. Mniejsze ryzyko, że palnę coś głupiego. xxxx- To bobrowa tama - mruknąłem, gdy po dłuższej chwili faktycznie przy niej się znaleźliśmy. Nie zatrzymałem się jednak - tu byliśmy tylko na spacer, jeszcze... nie byliśmy w miejscu docelowym. - Och, tu zaczyna się Grzmiąca Rzeka naszych terenów. Ona... ciągnie się jeszcze przy granicy z Klanem Gromu, oraz w drugą stronę - do Grzmiącej Ścieżki. Ale no, tylko my mamy ją na terenach - dlatego pewnie byliśmy Klanem Rzeki. Całkowicie logiczne. Poinformowałem ją jeszcze, że to Kamienisty Brzeg, po czym poszliśmy dalej.
Samiczka jest bardzo malutka, najmniejsza z całego rodzeństwa o delikatnej, lecz nie wątłej budowie ciała, a łapki ma proporcjonalnej wielkości do całej reszty. Posiada umaszczenie czarne dymne, pozbawione pręg, a za to z białym spodem pyszczka i białą plamą na piersi, a jej futerko jest długie i miękkie w dotyku. Na łapkach koteczki znajdują się białe „skarpetki”, które na przednich sięgają jej nadgarstków, zaś na tylnych pięt. Ogon Drobinki jest puchaty i długi, ale nie jakoś przesadnie, natomiast średniej długości pyszczek ma ona w typie europejskim z czarnym noskiem i subtelnie zaokrąglonymi końcówkami dość owłosionych uszek. Całości jej wyglądu dopełniają błyszczące błękitne oczka, które także w starszym wieku zachowają u niej tę barwę.
Mocno wrażliwa i zalękniona, zaczyna płakać i przepraszać z byle powodu, nawet gdy właściwie nie jest niczemu winna. Niemal cały czas nie chcę wystawiać nosa z kociarni i trzyma się kurczowo swojej mamy, bo wszyscy i wszystko wokół ją przeraża. To, że jest taka malutka powoduje, że brak jej pewności siebie i chęci do podejmowania jakichkolwiek wyzwań. Najlepiej czuje się tylko w towarzystwie tych, których dobrze zna i wręcz przykleja się do nich w poszukiwaniu ochrony przed całym złem świata. Jednocześnie zdarza jej się dużo marzyć i rozmyślać, uwielbia motyle, kwiaty i wszystko co jest kolorowe, bezpieczne oraz przyjemne. Ma także talent do układania krótkich wierszy, deklamuje je jednak sama do siebie, ukrywając się z tym przed innymi, gdyż boi się że zostanie wyśmiana. W głębi serca bardzo chciałaby mieć jakiegoś przyjaciela, ale ze względu na brak śmiałości nie ma odwagi, by samej zagadać do jakiegokolwiek kota spoza rodziny.
Najwięcej zdarzało jej się mówić gdy była w emocjach, obojętnie negatywnych czy pozytywnych. Milczenie z jej strony świadczyło że jest spokojna, zrelaksowana albo po prostu słucha i rozważa w swej głowie to, co powiedział właśnie ktoś inny. Miewała i momenty rozmarzenia kiedy tak jakby cały jej umysł „odpływał” we własny niedostępny dla innych świat. Jednak teraz po prostu wędrowała wciąż trzymając się blisko swojego mistrza przez tereny należące do Rzeki i nastawiła w skupieniu uszy, słuchając jego kolejnych słów. To było ważne, nawet bardzo ważne, bo zdecydowanie nie chciałaby się nigdy zgubić na terytorium własnego klanu, więc jak najbardziej powinna wiedzieć gdzie co jest. - Ogniste Serce, a opowiesz mi też o Kodeksie Wojownika? – zapytała po chwili, przypominając sobie, że jej matka nieraz wspominała o nim w rozmowach i że jej dzieci to powinny mieć to wszystko w jednym palcu u łapy. Wtedy była zbyt przestraszona, aby o tym myśleć, ale teraz kiedy zrobiło się dużo spokojniej to ów temat zaczął ją nawet ciekawić.
xxxx- Oczywiście, Kodeks to coś... co każdy wojownik musi znać. Według niego żyjemy. Wszyscy. Wiesz, szliśmy właśnie nad rzekę, żeby nauczyć się łowić ryby, ale jeżeli interesuję cię coś innego - na przykład kodeks - to możemy zając się właśnie nim!!! - powiedział szybko, bo nie on chciał narzucać to, czego będą się uczyć. Nie spodziewał się, że ta będzie zainteresowana kodeksem wojownika, jednak to nie był żadne problem - mogli go omówić nawet teraz. Prędzej czy później i tak muszą to zrobić. xxxx- Zaraz miniemy Samotny Świerk, tam go widać - wskazał ogonem na wspomniane miejsce. - A zaraz będziemy przy Martwych Pniach, są już przed nami - dodał, po czym dreptał nadal przed siebie.
Samiczka jest bardzo malutka, najmniejsza z całego rodzeństwa o delikatnej, lecz nie wątłej budowie ciała, a łapki ma proporcjonalnej wielkości do całej reszty. Posiada umaszczenie czarne dymne, pozbawione pręg, a za to z białym spodem pyszczka i białą plamą na piersi, a jej futerko jest długie i miękkie w dotyku. Na łapkach koteczki znajdują się białe „skarpetki”, które na przednich sięgają jej nadgarstków, zaś na tylnych pięt. Ogon Drobinki jest puchaty i długi, ale nie jakoś przesadnie, natomiast średniej długości pyszczek ma ona w typie europejskim z czarnym noskiem i subtelnie zaokrąglonymi końcówkami dość owłosionych uszek. Całości jej wyglądu dopełniają błyszczące błękitne oczka, które także w starszym wieku zachowają u niej tę barwę.
Mocno wrażliwa i zalękniona, zaczyna płakać i przepraszać z byle powodu, nawet gdy właściwie nie jest niczemu winna. Niemal cały czas nie chcę wystawiać nosa z kociarni i trzyma się kurczowo swojej mamy, bo wszyscy i wszystko wokół ją przeraża. To, że jest taka malutka powoduje, że brak jej pewności siebie i chęci do podejmowania jakichkolwiek wyzwań. Najlepiej czuje się tylko w towarzystwie tych, których dobrze zna i wręcz przykleja się do nich w poszukiwaniu ochrony przed całym złem świata. Jednocześnie zdarza jej się dużo marzyć i rozmyślać, uwielbia motyle, kwiaty i wszystko co jest kolorowe, bezpieczne oraz przyjemne. Ma także talent do układania krótkich wierszy, deklamuje je jednak sama do siebie, ukrywając się z tym przed innymi, gdyż boi się że zostanie wyśmiana. W głębi serca bardzo chciałaby mieć jakiegoś przyjaciela, ale ze względu na brak śmiałości nie ma odwagi, by samej zagadać do jakiegokolwiek kota spoza rodziny.
Och, spytałam tak ogólnie…oczywiście, że pamiętam o rybkach, ale trening to chyba dużo różnych rzeczy, prawda? – stuliła lekko uszy, gdy podniósł ton głosu. Miała jednak nadzieję, że go to nie rozgniewało, chociaż raczej na to nie wyglądało, ale nawet zdenerwowanie mogło skutecznie popsuć cały nastrój. Zamilkła więc ponownie dochodząc do wniosku, że chyba oboje czują się lepiej, gdy używają mniej słów i po prostu wsłuchują się w dźwięki otaczającej ich przyrody. Spojrzała na wymienione miejsca i pokiwała tak jak wcześniej pyszczkiem, starając się je sobie dobrze zapamiętać. Węszyła też przy tym ostrożnie w powietrzu, ale i z pewnym zaciekawieniem czy natrafią na coś wartego ich uwagi. Spojrzała ponownie na Ogniste Serce jakby próbowała odgadnąć co się dzieje właśnie w jego duszy, był to jednak wciąż nieśmiały gest i dość szybko zwróciła wzrok ponownie w inną stronę.
xxxx- Och... tak, tak, oczywiście. Spędzimy ze sobą jeszcze sporo czasu, musimy się nauczyć... kodeksu, polowania, walki, rang... zaznajomić cię z terenami i granicami. Jest tego... trochę - powiedziałem szybko. Chyba się nie zrozumieliśmy, chyba wziąłem coś zbyt nad wyraz. Widziałem, że skuliła uszy. Przestraszyłem ją. Idiota. - Ale damy radę, nikt nas... wiesz, nie pogania. Wszystko w swoim czasie, powolutku i damy radę - dopowiedziałem jeszcze, bo nie chciałem jej przestraszyć tymi słowami, serio. Niemniej wiedziałem czym był trening, który kojarzył się tylko z stresem i strachem. Nie chciałem, żeby Drobinka musiała to przeżywać. xxxxFaktycznie minęliśmy wcześniej zapowiedziane martwe pnie, aż nie przystanęliśmy na piaszczystej ziemi. Tutaj się zatrzymałem i wskazałem na rzekę. - Jesteśmy na zachodniej części Piaszczystej Mielizny, tam jest wschodnia, a między nimi Zielony Pagórek - wskazałem ogonem, bo było ją stąd dobrze widać. - Przed nami... jest Trzcinowy Bród. Możemy nim przejść do Błotnistej Wysepki, bo woda tutaj jest bardzo płytka, nie musisz umieć pływać by się tam przedostać. Chciałabyś... tam pójść? Połowić? Czy wolisz zostać tutaj?
Samiczka jest bardzo malutka, najmniejsza z całego rodzeństwa o delikatnej, lecz nie wątłej budowie ciała, a łapki ma proporcjonalnej wielkości do całej reszty. Posiada umaszczenie czarne dymne, pozbawione pręg, a za to z białym spodem pyszczka i białą plamą na piersi, a jej futerko jest długie i miękkie w dotyku. Na łapkach koteczki znajdują się białe „skarpetki”, które na przednich sięgają jej nadgarstków, zaś na tylnych pięt. Ogon Drobinki jest puchaty i długi, ale nie jakoś przesadnie, natomiast średniej długości pyszczek ma ona w typie europejskim z czarnym noskiem i subtelnie zaokrąglonymi końcówkami dość owłosionych uszek. Całości jej wyglądu dopełniają błyszczące błękitne oczka, które także w starszym wieku zachowają u niej tę barwę.
Mocno wrażliwa i zalękniona, zaczyna płakać i przepraszać z byle powodu, nawet gdy właściwie nie jest niczemu winna. Niemal cały czas nie chcę wystawiać nosa z kociarni i trzyma się kurczowo swojej mamy, bo wszyscy i wszystko wokół ją przeraża. To, że jest taka malutka powoduje, że brak jej pewności siebie i chęci do podejmowania jakichkolwiek wyzwań. Najlepiej czuje się tylko w towarzystwie tych, których dobrze zna i wręcz przykleja się do nich w poszukiwaniu ochrony przed całym złem świata. Jednocześnie zdarza jej się dużo marzyć i rozmyślać, uwielbia motyle, kwiaty i wszystko co jest kolorowe, bezpieczne oraz przyjemne. Ma także talent do układania krótkich wierszy, deklamuje je jednak sama do siebie, ukrywając się z tym przed innymi, gdyż boi się że zostanie wyśmiana. W głębi serca bardzo chciałaby mieć jakiegoś przyjaciela, ale ze względu na brak śmiałości nie ma odwagi, by samej zagadać do jakiegokolwiek kota spoza rodziny.
Ilość materiału do przerobienia brzmiała rzeczywiście przytłaczająco, nie przypuszczała że jest tego aż tak wiele i ona powinna to wszystko umieć. Wpatrzyła się w swego mistrza ogromnymi oczami, ale jego dalsze słowa zdołały ją trochę uspokoić, faktycznie było na to jeszcze dużo czasu. Kotka przystanęła i spojrzała uważnie na wspomniany Trzcinowy Bród starając się od razu ocenić czy jej niewielki wzrost nie sprawi jej jednak problemów przy przekraczaniu go. A co jeżeli woda się podniesie i uwięzi ją na wysepce? - Wolę zostać tu. – miauknęła lękliwie po chwili wahania, już i tak jak na nią sporo się przełamywała będąc tak daleko od bezpiecznego obozu. Zbliżyła się bardzo ostrożnie do brzegu, próbując dojrzeć z daleka w wodzie jakieś ryby, po czym przeniosła wzrok z powrotem na wojownika. - To…co mam robić? – spytała, czekając na jakieś wskazówki w kwestii łowienia ryb.