xxxxWidziałem, jak Senny Świt nieco łagodnieje. Nie wiedziałem, czy to dlatego, że Drobinka potrzebuje pomocy, czy... czy przez cokolwiek innego, nic nie mówiłem. Nie chciałem tu być. Czułem się źle, wiedząc, że zawracamy głowę medykowi, który nas... nas tu ewidentnie nie chce. Ale obiecałem Drobince, że przy niej będę. Więc byłem, stałem przy niej i po prostu słuchałem ich rozmowy, wiedząc, że to nic, co mnie dotyczy. Nie musiałem się wypowiadać, całe szczęście... tak, całe szczęście. Cieszyłem się, że moja terminatorka zaczęła mówić, to było najważniejsze. Senny Świt jej pomoże. Był medykiem, uczniem Cisowej Gałązki. Na pewno jej pomoże.
sesja -> kontynuowana tu, my lecimy dalej z treningiem
***
xxxxCzekałem na Drobną Łapę przy wyjściu z obozu. Moja siostra została wojowniczką, dostałem nowego terminatora... miałem mniej czasu dla Drobnej Łapy, musząc pogodzić dwa treningi na raz. I stresowało mnie to - nie chciałem, żeby żaden z nich poczuł się pominięty, musiałem tam manewrować czasem spotkań, by dla każdego z nich mieć wystarczającą ilość czasu. Drobna Łapa... Drobna Łapa wiedziała już niemalże wszystko. Miałem nadzieję, że następna ceremonia - ta, która jest moich siostrzeńców - będzie tez i jej ceremonią. Bardzo jej kibicowałem.
Samiczka jest bardzo malutka, najmniejsza z całego rodzeństwa o delikatnej, lecz nie wątłej budowie ciała, a łapki ma proporcjonalnej wielkości do całej reszty. Posiada umaszczenie czarne dymne, pozbawione pręg, a za to z białym spodem pyszczka i białą plamą na piersi, a jej futerko jest długie i miękkie w dotyku. Na łapkach koteczki znajdują się białe „skarpetki”, które na przednich sięgają jej nadgarstków, zaś na tylnych pięt. Ogon Drobinki jest puchaty i długi, ale nie jakoś przesadnie, natomiast średniej długości pyszczek ma ona w typie europejskim z czarnym noskiem i subtelnie zaokrąglonymi końcówkami dość owłosionych uszek. Całości jej wyglądu dopełniają błyszczące błękitne oczka, które także w starszym wieku zachowają u niej tę barwę.
Mocno wrażliwa i zalękniona, zaczyna płakać i przepraszać z byle powodu, nawet gdy właściwie nie jest niczemu winna. Niemal cały czas nie chcę wystawiać nosa z kociarni i trzyma się kurczowo swojej mamy, bo wszyscy i wszystko wokół ją przeraża. To, że jest taka malutka powoduje, że brak jej pewności siebie i chęci do podejmowania jakichkolwiek wyzwań. Najlepiej czuje się tylko w towarzystwie tych, których dobrze zna i wręcz przykleja się do nich w poszukiwaniu ochrony przed całym złem świata. Jednocześnie zdarza jej się dużo marzyć i rozmyślać, uwielbia motyle, kwiaty i wszystko co jest kolorowe, bezpieczne oraz przyjemne. Ma także talent do układania krótkich wierszy, deklamuje je jednak sama do siebie, ukrywając się z tym przed innymi, gdyż boi się że zostanie wyśmiana. W głębi serca bardzo chciałaby mieć jakiegoś przyjaciela, ale ze względu na brak śmiałości nie ma odwagi, by samej zagadać do jakiegokolwiek kota spoza rodziny.
Tym razem czuła się już nieco lepiej, zasmucał ją jedynie fakt że gdy ukończy swój trening to już zupełnie przestanie widywać się z Ognistym Sercem. Kto wie? Może on za jakiś czas zajęty już Czereśniową Łapą i innymi rzeczami zapomni całkowicie o jej istnieniu i znów pozostanie się sama? To sprawiało, że nie potrafiła się już po prostu cieszyć czasem, który spędzali na Kocim Grzbiecie, starała się jednak nie pokazać tego po sobie. Oczywiście mogłaby kombinować, żeby jak najbardziej przedłużyć szkolenie, ale nie chciała robić tego ukochanemu mistrzowi. Od początku tak bardzo się dla niej starał i chyba już do końca życia nie zdoła mu w pełni wyrazić swojej wdzięczności za wszystko, co dla niej zrobił. Przybiegła do wojownika po drodze zabierając karasia ze stosu i przyniosła mu rybkę w pyszczku. Położyła ją przed jego łapami. - Dzień dobry! To dla ciebie. – powiedziała z nieśmiałym, ale uroczym uśmiechem.
xxxxPodniosłem uszy, gdy dojrzałem jak Drobna Łapa biegnie z rybą w pysku. Uniosłem brwi i uśmiechnąłem się delikatnie, słysząc jej nieśmiały głos. - Dzień dobry! Dziękuję, to... to bardzo miłe - uśmiechnąłem się nieco niezręcznie. Głupio mi było ją teraz odstawić na bok i wyjść z obozu na trening, ale... ale musieliśmy jeszcze nieco rzeczy przerobić! Przygryzłem wargę. - Chciałabyś... zjeść ją razem? Na pół? Opowiem ci dziś o kodeksie wojownika, o tym... możemy rozmawiać też w obozie - zaproponowałem po prostu, nie widząc lepszej alternatywy. To... też był dobry sposób spędzenia razem czasu, prawda? Przy okazji jeszcze się pouczą, żyć nie umierać!
Samiczka jest bardzo malutka, najmniejsza z całego rodzeństwa o delikatnej, lecz nie wątłej budowie ciała, a łapki ma proporcjonalnej wielkości do całej reszty. Posiada umaszczenie czarne dymne, pozbawione pręg, a za to z białym spodem pyszczka i białą plamą na piersi, a jej futerko jest długie i miękkie w dotyku. Na łapkach koteczki znajdują się białe „skarpetki”, które na przednich sięgają jej nadgarstków, zaś na tylnych pięt. Ogon Drobinki jest puchaty i długi, ale nie jakoś przesadnie, natomiast średniej długości pyszczek ma ona w typie europejskim z czarnym noskiem i subtelnie zaokrąglonymi końcówkami dość owłosionych uszek. Całości jej wyglądu dopełniają błyszczące błękitne oczka, które także w starszym wieku zachowają u niej tę barwę.
Mocno wrażliwa i zalękniona, zaczyna płakać i przepraszać z byle powodu, nawet gdy właściwie nie jest niczemu winna. Niemal cały czas nie chcę wystawiać nosa z kociarni i trzyma się kurczowo swojej mamy, bo wszyscy i wszystko wokół ją przeraża. To, że jest taka malutka powoduje, że brak jej pewności siebie i chęci do podejmowania jakichkolwiek wyzwań. Najlepiej czuje się tylko w towarzystwie tych, których dobrze zna i wręcz przykleja się do nich w poszukiwaniu ochrony przed całym złem świata. Jednocześnie zdarza jej się dużo marzyć i rozmyślać, uwielbia motyle, kwiaty i wszystko co jest kolorowe, bezpieczne oraz przyjemne. Ma także talent do układania krótkich wierszy, deklamuje je jednak sama do siebie, ukrywając się z tym przed innymi, gdyż boi się że zostanie wyśmiana. W głębi serca bardzo chciałaby mieć jakiegoś przyjaciela, ale ze względu na brak śmiałości nie ma odwagi, by samej zagadać do jakiegokolwiek kota spoza rodziny.
Od razu zrobiło jej się tak cieplutko na serduszku i poczuła mnóstwo motylków w brzuchu, co wywołało na jej pyszczku uroczy uśmiech. Niby pozornie rybka nie była nadzwyczajnym prezentem, ale podobno droga do serca kocura prowadzi przez żołądek, więc jego reakcja bardzo ją ucieszyła. I to prawie tak jakby byli ze sobą na romantycznym spotkaniu, zwanym przez niektórych randką. - Oczywiście, że tak. – odparła, wpatrzona w niego wielkimi błyszczącymi błękitnymi oczami. Wciąż z pewną nieśmiałością, ale uszczęśliwiona przycupnęła tuż obok wojownika, by dzielić z nim smaczny posiłek. Nastawiła uszy na wzmiankę o Kodeksie Wojownika i skinęła lekko głową. - W porządku, mnie to pasuje.
Kiwnąłem głową, ciesząc się, że taki układ jej się spodobał. Pozurem podzieliłem rybkę na dwie części, tę większą podsuwając pod nos terminatorki. Ciekawy byłem, czy wiedziała, że najbardziej z stosu lubię właśnie ryby, czy był to zwykły przypadek. Zaraz jednak zawstydziłem się na myśl, że miałaby wiedzieć takie rzeczy. Nie... raczej nie zwracała na to większej uwagi. - W porządku, pierwsze dwa punkty kodeksu wojownika brzmią: "broń swego Klanu, nawet kosztem własnego życia, możesz zawierać przyjaźnie poza Klanem, ale twoja lojalność musi pozostać przy własnym Klanie, kiedy pewnego dnia przyjdzie ci walczyć z przyjacielem", oraz "nie poluj i nie wstępuj na terytorium innego klanu". - wyrecytował dokładnie tak, jak się nauczył. - Chcesz coś o nich powiedzieć?
Samiczka jest bardzo malutka, najmniejsza z całego rodzeństwa o delikatnej, lecz nie wątłej budowie ciała, a łapki ma proporcjonalnej wielkości do całej reszty. Posiada umaszczenie czarne dymne, pozbawione pręg, a za to z białym spodem pyszczka i białą plamą na piersi, a jej futerko jest długie i miękkie w dotyku. Na łapkach koteczki znajdują się białe „skarpetki”, które na przednich sięgają jej nadgarstków, zaś na tylnych pięt. Ogon Drobinki jest puchaty i długi, ale nie jakoś przesadnie, natomiast średniej długości pyszczek ma ona w typie europejskim z czarnym noskiem i subtelnie zaokrąglonymi końcówkami dość owłosionych uszek. Całości jej wyglądu dopełniają błyszczące błękitne oczka, które także w starszym wieku zachowają u niej tę barwę.
Mocno wrażliwa i zalękniona, zaczyna płakać i przepraszać z byle powodu, nawet gdy właściwie nie jest niczemu winna. Niemal cały czas nie chcę wystawiać nosa z kociarni i trzyma się kurczowo swojej mamy, bo wszyscy i wszystko wokół ją przeraża. To, że jest taka malutka powoduje, że brak jej pewności siebie i chęci do podejmowania jakichkolwiek wyzwań. Najlepiej czuje się tylko w towarzystwie tych, których dobrze zna i wręcz przykleja się do nich w poszukiwaniu ochrony przed całym złem świata. Jednocześnie zdarza jej się dużo marzyć i rozmyślać, uwielbia motyle, kwiaty i wszystko co jest kolorowe, bezpieczne oraz przyjemne. Ma także talent do układania krótkich wierszy, deklamuje je jednak sama do siebie, ukrywając się z tym przed innymi, gdyż boi się że zostanie wyśmiana. W głębi serca bardzo chciałaby mieć jakiegoś przyjaciela, ale ze względu na brak śmiałości nie ma odwagi, by samej zagadać do jakiegokolwiek kota spoza rodziny.
Osobiście wolałaby, żeby to on zjadł większą część rybki, ale ostatecznie nie protestowała i z apetytem zabrała się do jedzenia, żeby nie tracić czasu. Oczywiście mimo to cały czas słuchała uważnie tego, co mówił jej mistrz przyswajając sobie i porządkując wszystko od razu w głowie. Przełknęła po chwili swój posiłek i wróciła spojrzeniem do Ognistego Serca, który ku jej rozczarowaniu nie zaczął nawet własnego, czyżby jej prezent mu nie odpowiadał? Nie powiedziała jednak na to nic koncentrując się już teraz całkowicie na kodeksie i zasadach, o których wspomniał wojownik. - To dość jasne i oczywiste, musimy dbać o dobro własnego klanu, a złamanie tych zasad z pewnością nie wpłynęłoby na niego korzystnie. – odparła z powagą. Jej to raczej nie zagrażało, bo wciąż miała w sobie zbyt wiele lęku, aby wystawić nos poza tereny należące do Rzeki, poza tym nawet nie miała potrzeby tego robić.
Zgodnie z umową, gdy słońce wstało, a Łabędź był po śniadaniu i porannej toalecie, zajrzał do Chruśniaka, gdzie powinna czekać na niego Drobinka. Mieli szczęście, że po ostatniej ceremonii kociąt było w Klanie jak na lekarstwo... a gdyby oceniać konkretnie po wieku — nie było żadnego. Nie istniało zatem ryzyko, że ich sesja treningowa zakłóci spokój śpiących szkrabów i wypoczywających opiekunów. Albo odwrotnie, że to brykające maluchy nie dadzą skupić się terminatorce.
— Dzień dobry, Drobna Łapo — przywitał się ciepło, choć niewyraźnie przez trzymaną w pysku badylarkę, którą zaraz położył u łap kotki. — Mam nadzieję, że już dziś jadłaś...? Jeśli nie, najwyższa pora. Powinnaś dbać o formę. Jak się czujesz?
Nadal do niego nie docierało, że Drobinka — sama wyglądem przypominająca ledwie podrośniętego terminatora — spodziewała się własnych kociąt. I to przecież tak niedługo po ich rozmowie, podczas której zwierzała mu się z zafascynowania niedostępnym mistrzem! Ach, jakże wydarzenia klanowe pędziły. Odnosił wrażenie, że im starszy był, tym coraz bardziej przyspieszonego upływu czasu doświadczał.
— Gotowa na trening? Pomyślałem, że dzisiaj moglibyśmy porozmawiać sobie o Kodeksie... Chyba że wszystko już o nim wiesz? — dopytał, usadawiając się na wolnym miejscu. Cóż, bardziej ruchowe aktywności dzisiaj odpadały, więc nawet jeśli nie przerobią dzisiaj czegoś nowego, powtórki teorii będą musiały im wystarczyć. To także istotna część nauki.
Samiczka jest bardzo malutka, najmniejsza z całego rodzeństwa o delikatnej, lecz nie wątłej budowie ciała, a łapki ma proporcjonalnej wielkości do całej reszty. Posiada umaszczenie czarne dymne, pozbawione pręg, a za to z białym spodem pyszczka i białą plamą na piersi, a jej futerko jest długie i miękkie w dotyku. Na łapkach koteczki znajdują się białe „skarpetki”, które na przednich sięgają jej nadgarstków, zaś na tylnych pięt. Ogon Drobinki jest puchaty i długi, ale nie jakoś przesadnie, natomiast średniej długości pyszczek ma ona w typie europejskim z czarnym noskiem i subtelnie zaokrąglonymi końcówkami dość owłosionych uszek. Całości jej wyglądu dopełniają błyszczące błękitne oczka, które także w starszym wieku zachowają u niej tę barwę.
Mocno wrażliwa i zalękniona, zaczyna płakać i przepraszać z byle powodu, nawet gdy właściwie nie jest niczemu winna. Niemal cały czas nie chcę wystawiać nosa z kociarni i trzyma się kurczowo swojej mamy, bo wszyscy i wszystko wokół ją przeraża. To, że jest taka malutka powoduje, że brak jej pewności siebie i chęci do podejmowania jakichkolwiek wyzwań. Najlepiej czuje się tylko w towarzystwie tych, których dobrze zna i wręcz przykleja się do nich w poszukiwaniu ochrony przed całym złem świata. Jednocześnie zdarza jej się dużo marzyć i rozmyślać, uwielbia motyle, kwiaty i wszystko co jest kolorowe, bezpieczne oraz przyjemne. Ma także talent do układania krótkich wierszy, deklamuje je jednak sama do siebie, ukrywając się z tym przed innymi, gdyż boi się że zostanie wyśmiana. W głębi serca bardzo chciałaby mieć jakiegoś przyjaciela, ale ze względu na brak śmiałości nie ma odwagi, by samej zagadać do jakiegokolwiek kota spoza rodziny.
- Dzień dobry. – odparła, witając Łabędzia delikatnym uśmiechem, bo była tego dnia w naprawdę dobrym nastroju. Zresztą w ogóle dzięki związkowi z Soplem i oczekiwaniu na ich wspólne kocięta była teraz o wiele radośniejszą kotką, niż dawniej. - Dziękuję, trochę jadłam, ale dodatkowa przekąska na pewno nie zaszkodzi. – spokojnie zabrała się do jedzenia przyniesionej przez przywódcę piszczki. - Dobrze, dość często czuję teraz ruchy kociąt, ale nie przeszkadza mi to. Jest nawet miłe. – lekko położyła łapę na swoim brzuchu i znów się uśmiechnęła. Może i była cokolwiek za młoda na matkę, a Lodowy na ojca jednak mimo wszystko nie potrafiłaby nie cieszyć się zarówno ich miłością jak i jej owocem, który rozwijał się w jej wnętrzu. Słysząc następne pytanie skinęła potwierdzająco głową i już w skupieniu nastawiła uszy. - Od mamy słyszałam dość ogólnie, a z Ognistym Sercem przerobiliśmy zaledwie dwa pierwsze punkty, więc jak najbardziej możemy. – zgodziła się ochoczo. Było to przykre, że Ogień poczuł się zbyt źle, aby dalej ją wtedy uczyć zależało jej jednak, by jej trening nie stał w miejscu.
Miło było ją taką oglądać. Promieniejącą, szczęśliwą, bez dawnego lęku i smutku w błękitnych oczach. Widać było, że ostatnie księżyce dobrze na nią wpłynęły, a do tego chyba przechodziła ciążę całkiem nieźle. Nie sprawiała wrażenia zmęczonej, była chętna do kontynuowania treningu, choć przecież nikt nie miałby jej za złe, gdyby chciała się wstrzymać. Bardzo radowało to serce Łabędzia, który martwił się o koteczkę. I wcześniej, i teraz trochę też; w końcu szykowały jej się wielkie zmiany w życiu. Ba, była w trakcie przechodzenia przez nie, i jeszcze długa droga przed nią.
— Pewnie nie mogą się już doczekać, aż cię zobaczą — stwierdził z uśmiechem. — Was. I to pewnie z wzajemnością, hm?
Och, a więc nie miała jeszcze omawiania Kodeksu za sobą — a zatem tym bardziej mieli co robić i o czym rozmawiać, nawet w ciut mniej typowych okolicznościach. Korzystnie się składało, bądź co bądź Drobinka nieprędko wróci do trenowania w terenie.
— W porządku, to może zaczniemy od tego, co wiesz? — zaproponował. Zawsze to punkt wyjściowy do dalszej dyskusji, a i Łabędź był ciekaw, czego zdołała się dowiedzieć od mamy i mistrza.
Samiczka jest bardzo malutka, najmniejsza z całego rodzeństwa o delikatnej, lecz nie wątłej budowie ciała, a łapki ma proporcjonalnej wielkości do całej reszty. Posiada umaszczenie czarne dymne, pozbawione pręg, a za to z białym spodem pyszczka i białą plamą na piersi, a jej futerko jest długie i miękkie w dotyku. Na łapkach koteczki znajdują się białe „skarpetki”, które na przednich sięgają jej nadgarstków, zaś na tylnych pięt. Ogon Drobinki jest puchaty i długi, ale nie jakoś przesadnie, natomiast średniej długości pyszczek ma ona w typie europejskim z czarnym noskiem i subtelnie zaokrąglonymi końcówkami dość owłosionych uszek. Całości jej wyglądu dopełniają błyszczące błękitne oczka, które także w starszym wieku zachowają u niej tę barwę.
Mocno wrażliwa i zalękniona, zaczyna płakać i przepraszać z byle powodu, nawet gdy właściwie nie jest niczemu winna. Niemal cały czas nie chcę wystawiać nosa z kociarni i trzyma się kurczowo swojej mamy, bo wszyscy i wszystko wokół ją przeraża. To, że jest taka malutka powoduje, że brak jej pewności siebie i chęci do podejmowania jakichkolwiek wyzwań. Najlepiej czuje się tylko w towarzystwie tych, których dobrze zna i wręcz przykleja się do nich w poszukiwaniu ochrony przed całym złem świata. Jednocześnie zdarza jej się dużo marzyć i rozmyślać, uwielbia motyle, kwiaty i wszystko co jest kolorowe, bezpieczne oraz przyjemne. Ma także talent do układania krótkich wierszy, deklamuje je jednak sama do siebie, ukrywając się z tym przed innymi, gdyż boi się że zostanie wyśmiana. W głębi serca bardzo chciałaby mieć jakiegoś przyjaciela, ale ze względu na brak śmiałości nie ma odwagi, by samej zagadać do jakiegokolwiek kota spoza rodziny.
A jej z kolei było miło, że wciąż mieli ze sobą taką dobrą relację, bo wcześniej obawiała się trochę. W końcu jakby nie patrzeć najpierw mówiła mu o swoim zauroczeniu Ognistym Sercem, a teraz dość nieoczekiwanie była w związku z innym kocurem i spodziewała się kociąt. Ktoś inny jak na przykład jej matka z pewnością nie omieszkałby rzucić w tej sytuacji paroma niezbyt przyjemnymi uwagami. Na słowa przywódcy z uśmiechem twierdząco kiwnęła głową, oczywiście że ona i Sopel również nie mogli doczekać się aż poznają swoje pociechy. I bez wątpienia będzie to jeden z najcudowniejszych momentów w ich życiu. No, ale teraz terminatorka chciała się skoncentrować na swoim treningu. - Kodeks Wojownika to zbiór zasad, których muszą przestrzegać wszystkie klany i został nam on przekazany przez naszych przodków z Gwiezdnego Klanu. Pierwsza jego zasada brzmi: „Broń swego Klanu, nawet kosztem własnego życia, możesz zawierać przyjaźnie poza Klanem, ale twoja lojalność musi pozostać przy własnym Klanie, kiedy pewnego dnia przyjdzie ci walczyć z przyjacielem”, a druga: „Nie poluj i nie wstępuj na terytorium innego klanu”. – odpowiedziała, słysząc zadane pytanie.
Nieznacznie kiwał głową, gdy Drobinka najpierw przeszła do krótkiego wstępu, ładnie wyjaśniając, czym był Kodeks Wojownika, po czym wygłosiła jego pierwsze dwie zasady. Dobrze je zapamiętała, a raczej nie zdążyła omówić Kodeksu zbyt intensywnie, skoro Ogniste Serce zdołał przekazać jej tylko początek. To dobrze wróżyło na przyszłość, jeśli kotka nie miała problemu z zapamiętywaniem pełnych zdań. Kodeks był ważny, owszem, należało go pamiętać, rozumieć i przestrzegać, ale nie oszukujmy się — był przy tym dosyć długi i sprawiał niektórym uczniom problemy.
— Doskonale — pochwalił. — Masz do nich jakieś pytania? Coś cię zastanawia? — podpytał jeszcze przed przejściem dalej. — Kolejne trzy zbaczają z tematu granic oraz obrony, skupiają się na nieco innych aspektach naszej codzienności. Mówią o szacunku i wdzięczności, posłuchaj tylko: "starszyzna i kocięta muszą zostać nakarmieni przed terminatorami i wojownikami" i "terminatorom nie wolno jeść bez pozwolenia, dopóki nie zapolują, by nakarmić starszyznę". Zapewne nawet bez znajomości Kodeksu dobrze o tym wiesz, prawda? Trzecia jest ciut trudniejsza do podłapania w codziennym życiu: "zwierzyna zabijana jest tylko po to, by się nią pożywić. Podziękuj Gwiezdnemu Klanowi za jej życie". Jak myślisz, po co istnieje ten punkt, czemu on służy?
Samiczka jest bardzo malutka, najmniejsza z całego rodzeństwa o delikatnej, lecz nie wątłej budowie ciała, a łapki ma proporcjonalnej wielkości do całej reszty. Posiada umaszczenie czarne dymne, pozbawione pręg, a za to z białym spodem pyszczka i białą plamą na piersi, a jej futerko jest długie i miękkie w dotyku. Na łapkach koteczki znajdują się białe „skarpetki”, które na przednich sięgają jej nadgarstków, zaś na tylnych pięt. Ogon Drobinki jest puchaty i długi, ale nie jakoś przesadnie, natomiast średniej długości pyszczek ma ona w typie europejskim z czarnym noskiem i subtelnie zaokrąglonymi końcówkami dość owłosionych uszek. Całości jej wyglądu dopełniają błyszczące błękitne oczka, które także w starszym wieku zachowają u niej tę barwę.
Mocno wrażliwa i zalękniona, zaczyna płakać i przepraszać z byle powodu, nawet gdy właściwie nie jest niczemu winna. Niemal cały czas nie chcę wystawiać nosa z kociarni i trzyma się kurczowo swojej mamy, bo wszyscy i wszystko wokół ją przeraża. To, że jest taka malutka powoduje, że brak jej pewności siebie i chęci do podejmowania jakichkolwiek wyzwań. Najlepiej czuje się tylko w towarzystwie tych, których dobrze zna i wręcz przykleja się do nich w poszukiwaniu ochrony przed całym złem świata. Jednocześnie zdarza jej się dużo marzyć i rozmyślać, uwielbia motyle, kwiaty i wszystko co jest kolorowe, bezpieczne oraz przyjemne. Ma także talent do układania krótkich wierszy, deklamuje je jednak sama do siebie, ukrywając się z tym przed innymi, gdyż boi się że zostanie wyśmiana. W głębi serca bardzo chciałaby mieć jakiegoś przyjaciela, ale ze względu na brak śmiałości nie ma odwagi, by samej zagadać do jakiegokolwiek kota spoza rodziny.
- Nie, są dla mnie jasne i zrozumiałe. – odparła spokojnie odnośnie dwóch pierwszych zasad kodeksu. Być może mogły one wzbudzać pewne wątpliwości w kotach, które nawiązywały znajomości z kotami z innych klanów czy nawet samotnikami lub pieszczochami, ale Drobinka która bywała nieraz bardzo nieśmiała nawet wobec swoich w życiu nie zbliżyłaby się do kotów spoza Rzeki. Zresztą nawet nie widziała potrzeby, by szukać tam jakichkolwiek kontaktów, bo zarówno rodzinę jak i przyjaciół miała już tu, na miejscu. Wysłuchała w skupieniu następnych zasad, które zacytował jej Łabędzia Gwiazda z lekkim skinięciem głową przy zagadnięciu po dwóch mówiących o karmieniu kociąt i starszyzny przed terminatorami i wojownikami oraz zakazie jedzenia dla terminatorów bez pozwolenia dopóki nie zapolują, by nakarmić starszyznę. Oczywiście, że dobrze o tym wiedziała, na szczęście nie musiała się obawiać o głód w jej stanie, bo praktycznie za każdym razem otrzymywała pozwolenie na jedzenie i nikt nawet nie robił jej problemów jeśli wzięła ze stosu jakiś lepszy kąsek. Tak w sumie to przecież karmiła nie tylko siebie, ale i swoje nienarodzone jeszcze kocięta, więc to chyba tak jakby też się liczyło? Z owego zamyślenia wyrwał ją Łabędź przedstawiając właśnie kolejną z zasad, w odniesieniu do której zadał jej już bardziej konkretne pytanie. - Chodzi o to, żeby nie marnować bez sensu pożywienia, które daje nam Gwiezdny Klan. Zwierzynę nie jest łatwo upolować, powinniśmy uszanować wysiłek kota który ją złapał, ale także okazać wdzięczność Gwiezdnemu Klanowi, że wskazał mu do niej drogę. Nie możemy używać zwierzyny jako zabawki, zwłaszcza w Porze Nagich Drzew kiedy jest o wiele trudniej cokolwiek znaleźć. Po tego typu akcjach zwierzyna może się już nawet nie nadawać w ogóle do jedzenia, a ktoś może bardzo jej potrzebować i przypłacić nawet życiem bezmyślność kota, który nie uszanuje tej zasady. – opowiedziała pokrótce swój punkt widzenia.
Spytał w zasadzie dla formalności, nie spodziewając się, by ta część Kodeksu miała budzić w Drobince wątpliwości, ale też nie chcąc zanudzić jej monotonnym monologiem, i nie zawiódł się. Otrzymał wyczerpującą, a przede wszystkim zgodną z prawdą odpowiedź na pytanie, na co pokiwał głową z zadowoleniem.
— Dokładnie. Gdybyśmy bezmyślnie mordowali zwierzynę, nie tylko bylibyśmy hipokrytami, zarazem ceniąc życie kotów i traktując bez poszanowania żywność, dzięki której sami żyjemy, ale również moglibyśmy dojść do momentu, w którym nasze terytorium okazałoby się niewystarczające, by nas wyżywić... Trwonionej nierozsądnie zwierzyny wreszcie zwyczajnie by zabrakło — powiedział poważnie, choć jego postawa pozostawała zrelaksowana. Na szczęście przestrzeganie akurat tej zasady nie nastręczało nikomu problemów; Klan Rzeki składał się z wybitnych łowców i ambitnych wojowników, jednak każdy z nich doskonale zdawał sobie sprawę, że poluje się w konkretnym celu i w ilościach niepozwalających na marnowanie piszczek. — No dobrze, to możemy przejść dalej. "Kocię musi mieć przynajmniej sześć księżyców, by zostać terminatorem", czego doświadczyłaś z pierwszej łapy... i co niebawem będzie dotyczyć także twoich maluchów. — Uśmiechnął się czule. — Na pewno dobrze pamiętasz, jak czułaś się jako taki młodziak; bezbronna. Narażona na niebezpieczeństwa świata bardziej od wyrośniętych, starszych współklanowiczów. Wypuszczanie kociąt w świat byłoby wystawieniem ich na pewną śmierć, dlatego dopiero po osiągnięciu sześciu księżyców mogą, pod czujną opieką swojego mistrza, zacząć odkrywać tereny poza Obozem. Dalej: "nowo pasowany wojownik musi odbyć milczące czuwanie przez jedną noc po ceremonii"... A to akurat ciekawa kwestia. Wiesz, o co chodzi z tym milczącym czuwaniem?
Bądź co bądź, to ta mniej praktyczna część Kodeksu Wojownika, dotycząca tradycji.
Samiczka jest bardzo malutka, najmniejsza z całego rodzeństwa o delikatnej, lecz nie wątłej budowie ciała, a łapki ma proporcjonalnej wielkości do całej reszty. Posiada umaszczenie czarne dymne, pozbawione pręg, a za to z białym spodem pyszczka i białą plamą na piersi, a jej futerko jest długie i miękkie w dotyku. Na łapkach koteczki znajdują się białe „skarpetki”, które na przednich sięgają jej nadgarstków, zaś na tylnych pięt. Ogon Drobinki jest puchaty i długi, ale nie jakoś przesadnie, natomiast średniej długości pyszczek ma ona w typie europejskim z czarnym noskiem i subtelnie zaokrąglonymi końcówkami dość owłosionych uszek. Całości jej wyglądu dopełniają błyszczące błękitne oczka, które także w starszym wieku zachowają u niej tę barwę.
Mocno wrażliwa i zalękniona, zaczyna płakać i przepraszać z byle powodu, nawet gdy właściwie nie jest niczemu winna. Niemal cały czas nie chcę wystawiać nosa z kociarni i trzyma się kurczowo swojej mamy, bo wszyscy i wszystko wokół ją przeraża. To, że jest taka malutka powoduje, że brak jej pewności siebie i chęci do podejmowania jakichkolwiek wyzwań. Najlepiej czuje się tylko w towarzystwie tych, których dobrze zna i wręcz przykleja się do nich w poszukiwaniu ochrony przed całym złem świata. Jednocześnie zdarza jej się dużo marzyć i rozmyślać, uwielbia motyle, kwiaty i wszystko co jest kolorowe, bezpieczne oraz przyjemne. Ma także talent do układania krótkich wierszy, deklamuje je jednak sama do siebie, ukrywając się z tym przed innymi, gdyż boi się że zostanie wyśmiana. W głębi serca bardzo chciałaby mieć jakiegoś przyjaciela, ale ze względu na brak śmiałości nie ma odwagi, by samej zagadać do jakiegokolwiek kota spoza rodziny.
Pokiwała głową, wspominając przez chwilę swoje kocięce czasy i początki jako terminatorka, nie było jej łatwo ale dzięki życzliwym jej kotom teraz radziła sobie nienajgorzej. Daleko jej wprawdzie jeszcze było do tych całkiem pewnych siebie kotów, ale i tak sporo osiągnęła i szczerze ją to uszczęśliwiało. Zasada dotycząca wieku kociąt, w którym mogą rozpocząć trening też nie budziła w niej jakichkolwiek wątpliwości, to przecież oczywiste, że dla młodszych malców nie byłoby to bezpieczne. Wysłuchała uważnie następnej zasady i słysząc pytanie zastanowiła się nad nim przez chwilę. - Cóż…pasowanie na wojownika to niezwykle ważny moment w życiu każdego kota, więc może chodzi o dodatkowe podkreślenie w ten sposób uroczystości tej chwili. Taki czas na refleksję, że pewien etap życia został zamknięty i wewnętrzne przygotowanie się do nadchodzących nowych obowiązków. Również może być to taki milczący wyraz wdzięczności i szacunku do naszych wielkich przodków, że wspierali pasowanego na drodze do rangi wojownika, coś jak duchowe zjednoczenie się z nimi. – odpowiedziała i spojrzała na przywódcę ciekawa czy on uważa podobnie.
— Właśnie — zgodził się z nią chętnie. — Czy to mianowanie na wojownika, czy opiekuna, porzucenie rangi terminatora wiąże się ze sporymi zmianami w życiu. Otwierają się przed nami nowe ścieżki, pojawiają nowe obowiązki; bywa, że świeżo mianowany wojownik od następnego dnia zaczyna trenować swojego własnego ucznia. Ta pierwsza noc to idealna pora, by troszeczkę zwolnić, zastanowić się, zamknąć za sobą pewien rozdział i przygotować się na kolejny.
Osobiście wspominał swoje milczące czuwanie bardzo dobrze. To nie tak, że działo się podczas niego cokolwiek spektakularnego, bynajmniej; spędził całą noc siedząc na zimnie w towarzystwie również mianowanej wtedy Bawełnianej Nici, ale wskoczenie stopień wyżej w hierarchii klanowej traktował z ogromną powagą i poczuciem obowiązku.
— Następne trzy zasady dotyczą zastępców — zapowiedział dalej. — I są dosyć proste, choć na pierwszy rzut oka niekoniecznie oczywiste, posłuchaj tylko: "kot nie może być pasowany zastępcą, dopóki nie uczył choć jednego terminatora". "Zastępca zostaje przywódcą, kiedy poprzedni przywódca umiera". "Po śmierci lub odejściu zastępcy, nowy zastępca musi zostać wyznaczony nim księżyc dojdzie do szczytu nieba". Coś cię zastanawia, masz jakieś pytania?