Może karasie mają pamięć równie złą, co złote rybki? Nie wiadomo. A może ten był zupełnie inny. Nigdy się tego nie dowiemy, Modliszka chyba nie była mistrzem w rozpoznawaniu który dokładnie karaś to który. To nieistotne, grunt, że ryba chwyciła przynętę, a Modliszka mogła ją wyciągnąć na brzeg. Spróbować.
Spróbowała - i się udało. Karaś szamotał się chwilę na brzegu ale również zaraz dokonał żywota.
Zaraz koło Modliszkowej Łapy, cała w skowronkach, dumna, pojawiła się Krokus. - Dobra robota, Modliszko. Wzdręga, pstrąg i karaś, trzy świetne zdobycze! Bardzo dobrze ci poszło, wiedziałam, że łykniesz - pun intended - łowienie ryb od razu. Chcesz się przejść zanim wrócimy, czy wracamy odnieść je na stos od razu?
Księżyce: 61 Mistrz: Krokusowy Pląs † Płeć: kotka Matka: Rozbita Tafla [NPC] Ojciec: Wierzbowy Pęd [NPC] Trwałe urazy: ubytek w kształcie V na czubku prawego ucha
Modliszka już jako terminatorka jest zgrabnie wysoka, o długich łapach i dosyć smukłej budowie ciała. Gdy osiągnie swój końcowy wzrost, zdecydowanie górować będzie nad większością swojego rodzeństwa. Pełna wdzięku sylwetka kocicy pokryta jest długim, gładkim futrem.
Sierść zdominowana jest przez biel, przechodzącą od pyska (węższa struga pomiędzy oczami, rozszerza się na pysk) poprzez gardło i brzuch, w pełni obejmując kolorem wszystkie kończyny. Głowa obdarzona jest największą w kwestii całego ciała czarną plamą, która nachodzi od lewego ucha, do połowy policzka kotki - po drugiej stronie identycznie ułożony jest rudy kolor. Futro na grzbiecie to kombinacja czerni, gdzie ciągnie się ona od głowy do karku, aż do pleców kocicy, gdzie nierównomiernie rozłożone są plamy. Czarnym plamom na grzbiecie towarzyszy rude futro, które wypełnia braki pomiędzy ciemniejszym kolorem. Gdzieniegdzie (na kolorze rudym) przedzierają się klasyczne pręgi o ciemniejszej, rdzawej barwie. Ogon w większości czarny, z niewielkimi rudymi akcentami, zakończony delikatnie bielą na końcu.
Prawe ucho natomiast, w trakcie szczurzej bójki podczas treningu, zaliczyło stratę; teraz na jego czubku widoczny jest ubytek przypominający literę V.
Smukły pysk przyozdobiony jest wibrysami oraz różowoczarnym nosem, nad którym widnieją oczy z heterochromią - lewe niebieskie, prawe o brązowej barwie, przechodzące w orzechowy odcień.
Specyficzna, być może w oczach niektórych kotów nawet i dziwna. Z jednej strony preferuje ciszę i własny zakątek w Zrośniętych Drzewach, woląc do nikogo się nie odzywać i zająć się własnym ogonem. Z drugiej jednak czasami z zazdrością patrzy na koty, którym z łatwością przychodzi nawiązywanie znajomości i prowadzenie rozmowy; sama Modliszka jest dosyć niezręczna w tej kwestii i często miewa problem z dobrym wypowiedzeniem się, lub chociażby powiedzeniem więcej, niż parę na szybko wyciągniętych z gardła słów. Nie jest dobra w drobne rozmowy, chociaż stara się, chociażby by nie sprawić przykrości rozmówcy. Dzięki treningom powoli otwiera się bardziej, a i zdania, które są przez szylkretkę wypowiadane, są dłuższe i lepiej złożone. W większości przypadków.
Mimo wszystko, jest kocicą łagodną, o przyjaznym usposobieniu; wykazuje zmartwienie innymi, gdy dotyka ich przykra sytuacja, lub gdy widzi, że ktoś może potrzebować pomocy... a nawet jeśli sytuacja nie zalicza się do żadnej z dwóch podanych opcji, wciąż wyciągnie pomocną łapę. Spokojna i opanowana, bardziej woli słuchać, niż mówić, zawsze przysiądzie, by stać się słuchaczem czy to długiej historii, lub chociażby krótkiej opowieści na temat tego, jak drugiemu kotu minął dzień.
Zainteresowana otaczającym ją światem i rzeczywistością, ambitna i chętna do nauki nowych rzeczy, czy to w kwestii praktycznej, czy teoretycznej.
Pazur zaczepił o rybę i już po chwili ta padła nieżywa na brzegu, wydając ostatnie tchnienie... cóż, ryby czy tak czy siak nie potrafiły oddychać poza wodą, więc czy miało to jakiekolwiek znaczenie...?
Nie planowała długich rozterek filozoficznych na temat ryb; najważniejsze było to, że złowiła wszystkie trzy tak, jak jej kazano i wypełniła swoje zadanie. Coraz bliżej bycia wojowniczką, z każdą nową umiejętnością, którą nabywała... jednocześnie czuła mrowienie podekscytowania, jak i nerwów. Był jeszcze na to jednak czas.
Uśmiechnęła się z lekkim rozbawieniem na słowa mistrzyni, a dwukolorowe oczy błyszczały z radością - jak mogłaby się nie cieszyć z tego, że jej trening idzie tak dobrze? Zwłaszcza, że sama Krokusowy Pląs pochwaliła ją za to, jak świetne zdobycze to były. Gdyby była bardziej zapatrzona w siebie i dumna, zaraz obrosłaby w piórka.
- Wolałabym je zanieść... póki są świeże i najsmaczniejsze, żeby ktoś miał dzisiaj dobrą kolację. - odparła po chwili. Choć spacer z pewnością byłby ciekawy, chciała zanieść zdobycze do obozu już teraz, póki były świeżo złowione i smakowały najlepiej. I może chciała troszkę pochwalić się rodzeństwu, jeśli ich spotka, lub zobaczą ją z pyskiem pełnym ryb...
***
Kolejne księżyce nie były już takie proste.
Zadziało się wiele rzeczy, wiele złych rzeczy i tragedii, które mimo, iż nie dotyczyły jej wprost - wpłynęły na to, jak wyglądały kolejne księżyce jej życia, a zwłaszcza treningów.
Na prośbę Krokusowego Pląsu przez pierwsze księżyce trafiła pod oko samego zastępcy, Nocnego Szkwału. I nawet, jeśli nie było aż tak źle... czuła wciąż wielką różnicę pomiędzy powtarzaniem zdobytych już informacji i doszkalania się pod okiem kocura, a z jej oficjalną mistrzynią. Choć z czasem zdobywała pomniejszą teorię od Krokus, gdy tylko ta miała czas i siłę mentalną na to, dopiero teraz jej trening mógł powoli zacząć wracać na właściwy tor.
Tym razem nie pojawiła się na Kocim Grzbiecie... a w Chruśniaku, gdzie nie bywała na dłużej, od kiedy skończyła być kociakiem; oprócz okazjonalnych wizyt u kociąt mistrzyni przez ostatnie księżyce, by zobaczyć, jak sobie radzą, jak dorastają... wszystkie wyglądały na zdrowe, to dobrze.
- Dzień dobry. - grzecznie przywitała się z Krokus tak, jak była tego nauczona i do tego przyzwyczajona, z lekkimi nerwami kąsającymi jej łapy na temat tego, czy powrót do prowadzenia treningu nie stał się zbyt szybko dla Krokusowego Pląsu.
you'll be the saddestpart of me
a part ofme that will never bemine it's obvious tonight isgonna be theloneliest you're still theoxygeni breathe i see yourfacewhen iclose my eyes it's torturous tonightisgonna betheloneliest
Tak, kolejne księżyce zdecydowanie nie były już takie proste.
Krokus czuła się źle z tym, że nie mogła trenować Modliszki. Starała się - gdy była w nieco lepszym stanie, spotykały się w legowisku terminatorów, aby tam doszlifować teorię. Gdy motylki spały, czasami urządzały sobie krótkie spacery, a sama Modliszka doszkalała się pod okiem zastępcy i, na prośbę Krokus, dołączała się do patroli i grupowych polowań, aby coś robić a nie stać w miejscu. Ale Krokusowy Pląs dalej miała wyrzuty sumienia, bo to ona była mistrzynią. Żałoba i wychowywanie kociąt czy nie, musiała wywiązywać się też z obowiązków wobec Modliszki.
W końcu stało się nieco łatwiej, lepiej. Miały czas na kontynuację treningu, tak poprawnie. Krokusowy Pląs akurat była w trakcie posiłku gdy przyszła do niej Modliszka; przywitała ją uśmiechem, podsuwając tłustego gołębia bliżej swojej uczennicy. - Cześć - ziewnęła. - Proszę, jedz śmiało.
Dalej wolała nie wychodzić na Koci Grzbiet. Nie lubiła zostawiać motylków samych, lub nawet pod okiem Muchy i opiekunów na długo, toteż lekcja w chruśniaku była idealna. Była ogromnie wdzięczna Modliszce za wyrozumiałość wobec formy jaką przybrał ich trening. Ale zanim zaczną, była jeszcze jedna kwestia, propozycja. - ... chciałabyś poprowadzić któremuś z moich kociąt nauki, Modliszko? Jesteś inteligentna, zdolna. Bez presji, oczywiście, ale chciałabym, abyś jedno wzięła pod swoje skrzydła, rozpoczęła jego drogę w edukacji, jeśli się zgodzisz. Myślałam nad Bielinkiem, jest równie cichy jak ty, myślę, że się dogadacie.
Księżyce: 61 Mistrz: Krokusowy Pląs † Płeć: kotka Matka: Rozbita Tafla [NPC] Ojciec: Wierzbowy Pęd [NPC] Trwałe urazy: ubytek w kształcie V na czubku prawego ucha
Modliszka już jako terminatorka jest zgrabnie wysoka, o długich łapach i dosyć smukłej budowie ciała. Gdy osiągnie swój końcowy wzrost, zdecydowanie górować będzie nad większością swojego rodzeństwa. Pełna wdzięku sylwetka kocicy pokryta jest długim, gładkim futrem.
Sierść zdominowana jest przez biel, przechodzącą od pyska (węższa struga pomiędzy oczami, rozszerza się na pysk) poprzez gardło i brzuch, w pełni obejmując kolorem wszystkie kończyny. Głowa obdarzona jest największą w kwestii całego ciała czarną plamą, która nachodzi od lewego ucha, do połowy policzka kotki - po drugiej stronie identycznie ułożony jest rudy kolor. Futro na grzbiecie to kombinacja czerni, gdzie ciągnie się ona od głowy do karku, aż do pleców kocicy, gdzie nierównomiernie rozłożone są plamy. Czarnym plamom na grzbiecie towarzyszy rude futro, które wypełnia braki pomiędzy ciemniejszym kolorem. Gdzieniegdzie (na kolorze rudym) przedzierają się klasyczne pręgi o ciemniejszej, rdzawej barwie. Ogon w większości czarny, z niewielkimi rudymi akcentami, zakończony delikatnie bielą na końcu.
Prawe ucho natomiast, w trakcie szczurzej bójki podczas treningu, zaliczyło stratę; teraz na jego czubku widoczny jest ubytek przypominający literę V.
Smukły pysk przyozdobiony jest wibrysami oraz różowoczarnym nosem, nad którym widnieją oczy z heterochromią - lewe niebieskie, prawe o brązowej barwie, przechodzące w orzechowy odcień.
Specyficzna, być może w oczach niektórych kotów nawet i dziwna. Z jednej strony preferuje ciszę i własny zakątek w Zrośniętych Drzewach, woląc do nikogo się nie odzywać i zająć się własnym ogonem. Z drugiej jednak czasami z zazdrością patrzy na koty, którym z łatwością przychodzi nawiązywanie znajomości i prowadzenie rozmowy; sama Modliszka jest dosyć niezręczna w tej kwestii i często miewa problem z dobrym wypowiedzeniem się, lub chociażby powiedzeniem więcej, niż parę na szybko wyciągniętych z gardła słów. Nie jest dobra w drobne rozmowy, chociaż stara się, chociażby by nie sprawić przykrości rozmówcy. Dzięki treningom powoli otwiera się bardziej, a i zdania, które są przez szylkretkę wypowiadane, są dłuższe i lepiej złożone. W większości przypadków.
Mimo wszystko, jest kocicą łagodną, o przyjaznym usposobieniu; wykazuje zmartwienie innymi, gdy dotyka ich przykra sytuacja, lub gdy widzi, że ktoś może potrzebować pomocy... a nawet jeśli sytuacja nie zalicza się do żadnej z dwóch podanych opcji, wciąż wyciągnie pomocną łapę. Spokojna i opanowana, bardziej woli słuchać, niż mówić, zawsze przysiądzie, by stać się słuchaczem czy to długiej historii, lub chociażby krótkiej opowieści na temat tego, jak drugiemu kotu minął dzień.
Zainteresowana otaczającym ją światem i rzeczywistością, ambitna i chętna do nauki nowych rzeczy, czy to w kwestii praktycznej, czy teoretycznej.
Krokus czuła się źle z obowiązkami treningu terminatorki, za to Modliszka chciała żeby mistrzyni nie czuła się z tym źle. Nie miała jej nic za złe, Nocny Szkwał też był dobrym nauczycielem, zastępcą, a szylkretka czuła, że wiele mogła się od niego nauczyć, nawet jeśli był tylko jej tymczasowym mistrzem. Nawet jeśli powtarzały co nieco z teorii w czasie, gdy Motylki odpoczywały, dla niej wciąż znaczyło to wiele i cieszyła się z tego. Nie narzekała, nie była takim typem kota; poza tym... nie spieszyło jej się do ceremonii na wojowniczkę aż tak bardzo.
- Oh... Nie musiałaś. - zawstydziła się nieco, gdy Krokusowy Pląs podsunęła w jej stronę tłustego gołębia, podczas gdy sama była w trakcie spożywania posiłku. - Dziękuję. - dodała prędko i krótko, posyłając mistrzyni kolejny, delikatny uśmiech, biorąc kęs z gołębia.
Aczkolwiek kolejne słowa starszej kocicy zaskoczyły ją nieco. Modliszka podniosła głowę, zamrugała w zdziwieniu, otwierając szeroko oczy. Ona? Prowadząca nauki jednego z kociąt mistrzyni? Cały czas miała wrażenie, iż mimo sumiennej nauki i treningu, nie jest jeszcze odpowiednio przygotowana, może czegoś jej brakuje... Ale Krokusowy Pląs przerwała jej zmartwione myśli. Uznała za zdolną, inteligentną... odpowiednią.
- Ja... Nie spodziewałam się... - powiedziała z lekkim zaskoczeniem, ale szybko odchrząknęła, opanowując siebie i swoje myśli. - Ale... tak, bardzo chętnie podejmę jego nauk. Będę jak najbardziej cierpliwa i wyrozumiała, obiecuję! - zgodziła się i mimo, że Krokusowy Pląs wierzyła w jej umiejętności i łagodną osobowość, jeszcze raz zapewniła mistrzynię, że Bielinek będzie pod jak najlepszą opieką, Modliszka spokojnie i z cierpliwością wprowadzi go w początki wiedzy o klanach i przyszłych obowiązkach... ale tak, żeby nie stresował się za dużo - był cichy, tak jak ona, ale miała nadzieję, że poradzi sobie w życiu bez takich nerwów i niepewności, jakie ona miała na początku swojego treningu i kroku w przyszłość.
you'll be the saddestpart of me
a part ofme that will never bemine it's obvious tonight isgonna be theloneliest you're still theoxygeni breathe i see yourfacewhen iclose my eyes it's torturous tonightisgonna betheloneliest
Posłała Modliszce krótki uśmiech gdy ta zaczęła jeść. Cieszyła się, że zjedzą razem posiłek, na spokojnie, we własnym tempie kontynuując trening Modliszkowej Łapy w zaciszu obozu. Zaciszu, tak długo, jak jej kocięta spały, rzecz jasna. Odwróciła wzrok, zamyślona, czując, że jeśli będzie się gapić na to jak jej terminatorka konsumuje gołębia to może wyjść nieco niezręcznie.
Nie chciała naciskać na Modliszkę z naukami jej syna, w żadnym wypadku. Gdyby jednak się zgodziła, Krokus byłaby bardzo szczęśliwa... i tak, zgodziła się, co sprawiło, że na białym pysku kocicy pojawił się nieco szerszy, pogodny uśmiech. Najpogodniejszy, jaki Modliszka widziała już od dobrych paru księżyców. Gdyby wiedziała, jak nisko momentami jej terminatorka o sobie myśli, wbiłaby jej do głowy, jak bardzo się myli. - Dziękuję, Modliszko. Cieszę się, że się zgodziłaś. Kojarzysz, który to Bielinek? Kudłaty, ciemnobrązowy, z białą plamką na piersi i białymi paluszkami. Oczy mu się tak wybarwiają, że jedno chyba będzie miał niebieskie a drugie żółte - opisała krótko swojego małego, cichego księcia. - W dniu nauk poproszę go, aby poczekał na ciebie pod Chruśniakiem, w porządku?
Na tym chyba koniec dobijania targu w kwestii nauk jej kociąt. Czas przejść do nauki Modliszkowej Łapy; Krokus podwinęła obie łapy pod brzuch, sadowiąc się w wygodniejszej dla siebie pozycji. - Kodeks wojownika. Co wiesz, Modliszko? - na pewno słyszała od Nocnego Szkwału, słyszała gdzieś w obozie, na pewno coś wie. I na pewno całkiem dużo. Niech mówi. Krokus słucha.
Księżyce: 61 Mistrz: Krokusowy Pląs † Płeć: kotka Matka: Rozbita Tafla [NPC] Ojciec: Wierzbowy Pęd [NPC] Trwałe urazy: ubytek w kształcie V na czubku prawego ucha
Modliszka już jako terminatorka jest zgrabnie wysoka, o długich łapach i dosyć smukłej budowie ciała. Gdy osiągnie swój końcowy wzrost, zdecydowanie górować będzie nad większością swojego rodzeństwa. Pełna wdzięku sylwetka kocicy pokryta jest długim, gładkim futrem.
Sierść zdominowana jest przez biel, przechodzącą od pyska (węższa struga pomiędzy oczami, rozszerza się na pysk) poprzez gardło i brzuch, w pełni obejmując kolorem wszystkie kończyny. Głowa obdarzona jest największą w kwestii całego ciała czarną plamą, która nachodzi od lewego ucha, do połowy policzka kotki - po drugiej stronie identycznie ułożony jest rudy kolor. Futro na grzbiecie to kombinacja czerni, gdzie ciągnie się ona od głowy do karku, aż do pleców kocicy, gdzie nierównomiernie rozłożone są plamy. Czarnym plamom na grzbiecie towarzyszy rude futro, które wypełnia braki pomiędzy ciemniejszym kolorem. Gdzieniegdzie (na kolorze rudym) przedzierają się klasyczne pręgi o ciemniejszej, rdzawej barwie. Ogon w większości czarny, z niewielkimi rudymi akcentami, zakończony delikatnie bielą na końcu.
Prawe ucho natomiast, w trakcie szczurzej bójki podczas treningu, zaliczyło stratę; teraz na jego czubku widoczny jest ubytek przypominający literę V.
Smukły pysk przyozdobiony jest wibrysami oraz różowoczarnym nosem, nad którym widnieją oczy z heterochromią - lewe niebieskie, prawe o brązowej barwie, przechodzące w orzechowy odcień.
Specyficzna, być może w oczach niektórych kotów nawet i dziwna. Z jednej strony preferuje ciszę i własny zakątek w Zrośniętych Drzewach, woląc do nikogo się nie odzywać i zająć się własnym ogonem. Z drugiej jednak czasami z zazdrością patrzy na koty, którym z łatwością przychodzi nawiązywanie znajomości i prowadzenie rozmowy; sama Modliszka jest dosyć niezręczna w tej kwestii i często miewa problem z dobrym wypowiedzeniem się, lub chociażby powiedzeniem więcej, niż parę na szybko wyciągniętych z gardła słów. Nie jest dobra w drobne rozmowy, chociaż stara się, chociażby by nie sprawić przykrości rozmówcy. Dzięki treningom powoli otwiera się bardziej, a i zdania, które są przez szylkretkę wypowiadane, są dłuższe i lepiej złożone. W większości przypadków.
Mimo wszystko, jest kocicą łagodną, o przyjaznym usposobieniu; wykazuje zmartwienie innymi, gdy dotyka ich przykra sytuacja, lub gdy widzi, że ktoś może potrzebować pomocy... a nawet jeśli sytuacja nie zalicza się do żadnej z dwóch podanych opcji, wciąż wyciągnie pomocną łapę. Spokojna i opanowana, bardziej woli słuchać, niż mówić, zawsze przysiądzie, by stać się słuchaczem czy to długiej historii, lub chociażby krótkiej opowieści na temat tego, jak drugiemu kotu minął dzień.
Zainteresowana otaczającym ją światem i rzeczywistością, ambitna i chętna do nauki nowych rzeczy, czy to w kwestii praktycznej, czy teoretycznej.
Była wdzięczna, iż mistrzyni odwróciła wzrok chociażby na chwilę - wciąż była dosyć niezręczna w wielu przypadkach integracji społecznej z innymi kotami, a jedzenie w towarzystwie... było dalej czymś, z czym będzie potrzebowała dłuższej chwili, by się z tym oswoić. Z drugiej strony nie chciała też, by Krokusowy Pląs musiała długo na nią czekać, aż ta skończy jeść... ah, jakie życie byłoby proste, gdyby nie miała na głowie tyłu błahych problemów, które trują jej codzienne życie i specjalnie je utrudniają. A doliczyć do tego jeszcze problemy jej rodzeństwa, którymi sama się przejmowała...
- Kojarzę... Ah, to urocze. - skinęła głową, słuchając opisu syna mistrzyni. Z pewnością zdoła go rozpoznać z całej ósemki... taką przynajmniej miała nadzieję. Zwłaszcza, że skoro jego oczy wybarwiały się na dwa różne kolory (tak jak to było też i u niej!), nie powinna mieć z odnalezieniem Bielinka problemu. - Tak, tak, oczywiście. - dodała jeszcze grzecznie. Słowa Krokus uprościły sprawę jeszcze bardziej; jeśli Bielinek będzie miał na nią czekać, jeszcze łatwiej będzie go rozpoznać poza tłumem. Będzie dobrze. Taką miała nadzieję.
Tworząc w swojej głowie prawdopodobny wizerunek syna Krokusowego Pląsu, oblizała pysk do czysta po zjedzonym gołębiu, gotowa przejść do dalszej pracy, tudzież kontynuowania treningu.
Kodeks Wojownika... tak, znała jego część, Nocny Szkwał również przerobił z nią ten temat, a logika niektórych podpunktów Kodeksu sama nasuwała się na myśl po wcześniejszych etapach zdobywania umiejętności.
- Ah... Jedna z zasad mówi, że zwierzyna zabijana jest tylko po to, aby się nią pożywić, oraz należy podziękować za nią Gwiezdnemu Klanowi. - przedstawiła pierwszą formułkę, tą, którą pamiętała najbardziej; z lekcji polowania, gdy złapała swoje pierwsze w życiu zdobycze. - Starszyzna oraz kocięta mają pierwszeństwo w kwestii posiłków, muszą zostać nakarmieni, zanim zrobią to terminatorzy i wojownicy. Terminatorzy, jeśli potrafią polować, nie mogą zjeść, dopóki sami nie zapolują i dołożą się do stosu. - cóż, może to przez tego gołębia, którego przygotowała dla niej Krokusowy Pląs, pierwsze zasady Kodeksu przedstawione przez Modliszkową Łapę obejmowały kwestie żywieniowe.
you'll be the saddestpart of me
a part ofme that will never bemine it's obvious tonight isgonna be theloneliest you're still theoxygeni breathe i see yourfacewhen iclose my eyes it's torturous tonightisgonna betheloneliest
Rzeczywistość była taka, że Krokus jako dumna matka ósemki poczwarek chciała wykorzystać każdy, nawet przelotny moment, aby się nimi chwalić, opowiadać o nich. Kochała je ponad życie i obserwacja tego, jak rosły, jak się zmieniały, kształtowały - zarówno z wyglądu jak i charakteru - była niesamowitym doświadczeniem, ale... to nie był ten moment. Trening Modliszkowej Łapy nie był momentem, aby chwalić się swoimi dziećmi. Tak też temat Bielinka i jego nauk Krokus na tym skończyła, dziękując swojej terminatorce delikatnym, czułym uśmiechem.
Wysłuchała słów kotki. To były zasady, które przedstawiła jej na pierwszym dniu treningu, przy okazji nauki polowania. Czy to tyle, wszystkie punkty, jakie Modliszkowa Łapa znała? No, cóż, znała te najważniejsze, te, które jej bezpośrednio dotyczyły... - Tak, dobrze, cieszę się, że pamiętasz te punkty. Łącznie zasad w kodeksie wojownika jest szesnaście, wymienię ci je wszystkie po kolei, oprócz tych, które już znasz. Jeśli masz jakieś pytania wobec danego punktu, przerwij mi i na nie odpowiem - to mówiąc Krokus odchrząknęła i przełknęła ślinę, gotując się do przemowy.
Zaczęła, pomiędzy każdym punktem robiąc krótką przerwę, w razie czego dając Modliszkowej Łapie chwilę na wtrącenie się z pytaniami. - Broń swego Klanu, nawet kosztem własnego życia. Zawieranie przyjaźni poza Klanem jest dozwolone, ale twoja lojalność zawsze musi pozostać wobec Klanu Rzeki. Nie poluj i nie wstępuj na teren innego Klanu. Kocię musi skończyć przynajmniej sześć księżyców, by zostać terminatorem. Nowo mianowany wojownik odbywa milczące czuwanie przez jedną noc po ceremonii. Kot nie może być pasowany zastępcą, dopóki nie wyszkolił choć jednego terminatora. Zastępca zostaje przywódcą, kiedy poprzedni przywódca umiera, lub rezygnuje z rangi. Po odejściu lub rezygnacji zastępcy, nowy musi zostać wyznaczony nim księżyc dojdzie do szczytu nieba. Zgromadzenie czterech klanów odbywa się z woli przywódców podczas pełni księżyca, kiedy trwa rozejm... - zapewne ten punkt wzbudzi najwięcej pytań w Modliszkowej Łapie, przynajmniej tak zgadywała Krokus. - Granice muszą być sprawdzane i oznakowane każdego dnia. Intruzów należy przegonić. Wojownikowi nie wolno opuścić kocięcia w potrzebie, niezależnie od jego pochodzenia. Słowo przywódcy jest prawem. Honorowy wojownik nie potrzebuje zabijać, aby zwyciężyć walkę - jest to dozwolone w samoobronie, lub wobec kotów wyjętych spod kodeksu wojownika... i, ostatnie, wojownik odrzuca wygodne życie pieszczoszka.
Księżyce: 61 Mistrz: Krokusowy Pląs † Płeć: kotka Matka: Rozbita Tafla [NPC] Ojciec: Wierzbowy Pęd [NPC] Trwałe urazy: ubytek w kształcie V na czubku prawego ucha
Modliszka już jako terminatorka jest zgrabnie wysoka, o długich łapach i dosyć smukłej budowie ciała. Gdy osiągnie swój końcowy wzrost, zdecydowanie górować będzie nad większością swojego rodzeństwa. Pełna wdzięku sylwetka kocicy pokryta jest długim, gładkim futrem.
Sierść zdominowana jest przez biel, przechodzącą od pyska (węższa struga pomiędzy oczami, rozszerza się na pysk) poprzez gardło i brzuch, w pełni obejmując kolorem wszystkie kończyny. Głowa obdarzona jest największą w kwestii całego ciała czarną plamą, która nachodzi od lewego ucha, do połowy policzka kotki - po drugiej stronie identycznie ułożony jest rudy kolor. Futro na grzbiecie to kombinacja czerni, gdzie ciągnie się ona od głowy do karku, aż do pleców kocicy, gdzie nierównomiernie rozłożone są plamy. Czarnym plamom na grzbiecie towarzyszy rude futro, które wypełnia braki pomiędzy ciemniejszym kolorem. Gdzieniegdzie (na kolorze rudym) przedzierają się klasyczne pręgi o ciemniejszej, rdzawej barwie. Ogon w większości czarny, z niewielkimi rudymi akcentami, zakończony delikatnie bielą na końcu.
Prawe ucho natomiast, w trakcie szczurzej bójki podczas treningu, zaliczyło stratę; teraz na jego czubku widoczny jest ubytek przypominający literę V.
Smukły pysk przyozdobiony jest wibrysami oraz różowoczarnym nosem, nad którym widnieją oczy z heterochromią - lewe niebieskie, prawe o brązowej barwie, przechodzące w orzechowy odcień.
Specyficzna, być może w oczach niektórych kotów nawet i dziwna. Z jednej strony preferuje ciszę i własny zakątek w Zrośniętych Drzewach, woląc do nikogo się nie odzywać i zająć się własnym ogonem. Z drugiej jednak czasami z zazdrością patrzy na koty, którym z łatwością przychodzi nawiązywanie znajomości i prowadzenie rozmowy; sama Modliszka jest dosyć niezręczna w tej kwestii i często miewa problem z dobrym wypowiedzeniem się, lub chociażby powiedzeniem więcej, niż parę na szybko wyciągniętych z gardła słów. Nie jest dobra w drobne rozmowy, chociaż stara się, chociażby by nie sprawić przykrości rozmówcy. Dzięki treningom powoli otwiera się bardziej, a i zdania, które są przez szylkretkę wypowiadane, są dłuższe i lepiej złożone. W większości przypadków.
Mimo wszystko, jest kocicą łagodną, o przyjaznym usposobieniu; wykazuje zmartwienie innymi, gdy dotyka ich przykra sytuacja, lub gdy widzi, że ktoś może potrzebować pomocy... a nawet jeśli sytuacja nie zalicza się do żadnej z dwóch podanych opcji, wciąż wyciągnie pomocną łapę. Spokojna i opanowana, bardziej woli słuchać, niż mówić, zawsze przysiądzie, by stać się słuchaczem czy to długiej historii, lub chociażby krótkiej opowieści na temat tego, jak drugiemu kotu minął dzień.
Zainteresowana otaczającym ją światem i rzeczywistością, ambitna i chętna do nauki nowych rzeczy, czy to w kwestii praktycznej, czy teoretycznej.
Modliszka nie za bardzo rozumiała miłość rodzica - oczywiście, jej rodzice wychowywali ją w miarę dobrze i jeśli nie liczyć paru komentarzy Rozbitej Tafli jej życie rodzinne toczyło się dosyć... dobrze. Sama nie wyobrażała sobie siebie nigdy w roli matki, czując, że w takiej roli dusiłaby się z nadmiaru obowiązków i dodatkowego stresu, ale... ale o poczwarkach Krokusowego Pląsu mogła słuchać bez problemu. Zwłaszcza teraz, gdy były już podrośnięte i nie wyglądały jak dosłowne larwy.
Tak naprawdę planowała rozpocząć mówienie paru kolejnych punktów Kodeksu, które znała, za moment, gdyby Krokusowy Pląs miała do niej jakieś pytania... zamiast tego starsza kocica prędko wyręczyła ją z tego zadania i szylkretka zdążyła tylko skinąć głową, że w razie czego będzie pytać. Ale może... może poczeka, aż mistrzyni skończy mówić...? Niby pozwoliła jej na to, by ta mogła przerwać jej monolog i sama nawet robiła na to przerwy, ale co jeśli...
- Czym jest Zgromadzenie? - wybrzmiało jej pierwsze pytanie, dokładnie tak, jak Krokus przypuszczała. Znała ceremonie jako te najważniejsze wydarzenia dla Klanu, jednak czym było Zgromadzenie? Większą ceremonią... dla wszystkich Czterech Klanów? - I co do punktu ze słowami przywódcy jako prawem... a jeśli przywódca jest, uh, cóż... niedobrym przywódcą, a jego rozkazy będą, powiedzmy... krzywdzące, czy wtedy... można postąpić zgodnie z własnym sumieniem? - nie znała sytuacji Klanu Cienia, na szczęście, i przyszło jej żyć pod rządami Łabędziej Gwiazdy, na szczęście 2.0, jednak... ot co, takie pytanie... na przyszłość, na wszelki wypadek, gdyby miało być tak źle, a Modliszka jak to Modliszka - martwiła się na zapas.
you'll be the saddestpart of me
a part ofme that will never bemine it's obvious tonight isgonna be theloneliest you're still theoxygeni breathe i see yourfacewhen iclose my eyes it's torturous tonightisgonna betheloneliest