Księżyce: 124
Mistrz: Jaśniejący Płomień
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Niestety nawet ta najbardziej prymitywna forma polowań, z najbardziej prymitywnymi ofiarami była dla Bagiennej Łapy nie lada wyzwaniem. O czebaczku mógł już zapomnieć, on już nie zamierzał tutaj wracać. Całe szczęście nie ostrzegł wszystkich swoich rybich kumpli, terminator miał szansę nie wrócić dzisiaj do obozu z pustymi łapami. W zasięgu wzroku pojawiła się nowa ryba. Chyba ryba. Była nienaturalnie długa i w ruchu przypominała węża. Przez całą długość ciała ciągnęły się grubsze i węższe pasy, które chyba miały na celu utrudniać śledzenie jej ruchu przy dnie, ale wyróżniały ją na tle jednolitej toni. Gdy podpłynęła bliżej, dało się zauważyć grube, krótkie wąsiki na jej pysku. A nawet poczuć je na palcach, bo odważnie skubnął nieruchomą łapę. Bagno miał swoja szansę.
Księżyce: 57
Płeć: Trans kocur
Matka: Czarna Łapa
Ojciec: Jęczmienne Ziarno
Trwałe urazy: blizna po prawej stronie pyska, odsłaniająca górny kieł; urwany fragment lewego ucha
Księżyce: 57
Płeć: Trans kocur
Matka: Czarna Łapa
Ojciec: Jęczmienne Ziarno
Trwałe urazy: blizna po prawej stronie pyska, odsłaniająca górny kieł; urwany fragment lewego ucha
długowłosy, czarno-rudy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, pysku i łapach; oczy wybarwione na odcień zżółkłej zieleni; nierówne, potargane futro; dodatkowy palec na obu przednich łapach, pozbawiony możliwości wciągania pazura
Czoło zachmurzyło mu się niepocieszoną zadumą pod wpływem porażki – ryba zniknęła, a sadzawka znów wydawała mu się przejrzysta i pusta. Miał już odwrócić się, aby zapytać Oriona, czy jest pewien, że zaprowadził ich w dobre miejsce, czy nie robił sobie z niego żartów, zabierając go nad staw, w którym żyły przede wszystkim glony, małże i pojedyncze, długonogie pająki, ślizgające się po nieruchomej tafli – w tej samej chwili zauważył jednak ruch pod powierzchnią, obłe, rybie ciało płynące nieświadomie pomiędzy mętną roślinnością. Nie widział wcześniej ryby, która wyglądałaby w ten sposób, nie miało to jednak znaczenia – znieruchomiał, oczekując, aż stworzenie podpłynie wystarczająco blisko. Upewnił się wcześniej, że jego głowa nie rzucała cienia na powierzchnie stawu i teraz, gdy woda była przejrzysta i jasna, mógł zaczaić się na podpływającą zdobycz, bezwiednie poruszając samą końcówką ogona po śliskiej powierzchni kamienia, aby w odpowiedniej chwili, gdy ryba znalazła się wystarczająco blisko, wysunąć pazury i szybkim, zagarniającym ruchem wyłowić ją na brzeg.
Księżyce: 124
Mistrz: Jaśniejący Płomień
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Czy do sukcesu przyczyniło się zachowanie maksymalnej ostrożności ze strony Bagiennej Łapy, czy lekkomyślność ze strony piskorza – można przypuszczać, że jedno i drugie. Ale żeby terminatorowi się milej spało dzisiejszej nocy, załóżmy, że zasługa była w stu procentach po jego stronie. W mig opanował sztukę łowienia, której Rzeczniacy tak strzegli (poza tymi, którzy chętnie się nią dzielili z obcymi, ale o nich zapomnijmy). Udało mu się zahaczyć pazury o bok ryby i wyciągnąć ją na powierzchnię. Z ryby wydobył się głośny gwizd, gdy opuściła wodę, a wyrzucona na brzeg zaczęła skakać, chcąc dosięgnąć wody. Na wilgotnych łuskach dało się dostrzec krew, ale szanse na wykrwawienie przed odzyskaniem wolności były zerowe. Jeśli Bagno nie chciał wywalić się na ostatniej prostej wypadało szybko dobić piskorza.
Księżyce: 57
Płeć: Trans kocur
Matka: Czarna Łapa
Ojciec: Jęczmienne Ziarno
Trwałe urazy: blizna po prawej stronie pyska, odsłaniająca górny kieł; urwany fragment lewego ucha
Księżyce: 57
Płeć: Trans kocur
Matka: Czarna Łapa
Ojciec: Jęczmienne Ziarno
Trwałe urazy: blizna po prawej stronie pyska, odsłaniająca górny kieł; urwany fragment lewego ucha
długowłosy, czarno-rudy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, pysku i łapach; oczy wybarwione na odcień zżółkłej zieleni; nierówne, potargane futro; dodatkowy palec na obu przednich łapach, pozbawiony możliwości wciągania pazura
Jego pazury przesunęły się po śliskim boku ryby, wżynając się przy tym płytko pod łuski, aby gwałtownym ruchem wyciągnąć piskorza na ląd – stworzenie było lżejsze niż się spodziewał i nie stawiało wiele oporu, więc ledwie zdążył zorientować się, co się stało, ryba miotała się już przy brzegu. Zawahał się, lecz tylko na moment – zaraz skoczył bowiem w stronę swojej zdobyczy i pazurami przygniotł ją mocniej do ziemi, pozwalając aby spod lśniącej skóry wypłynęła krew i nasiąkła w wilgotny piach. Wydawało mu się, że okrągłe, rybie oko patrzyło prosto na niego – nawet jeśli w rzeczywistości nie mogło już patrzeć na nic. Czy ryby też miały swoich Gwiezdnych, którzy patrzyli na nich z nieba? A może ich zmarli opadali na dno jezior i stamtąd czuwali nad ich losem – ciekawe, czy też wybaczali tak łatwo.
– Widziałeś?! Udało się. – odwrócił się gwałtownie w stronę Wędrujących Świateł, wciąż uporczywie trzymając piskorza pod łapami, zaraz zdał sobie jednak sprawę z tego, jak dziecinnie musiał wyglądać jego triumf i uniósł lekko głowę, chrząkając, aby dodać sobie pewności siebie. – Mówiłem, że to banalnie proste. – prychnął, starając się nie patrzeć zbyt długo ani na Oriona, ani na swoją zdobycz – nawet jeśli w rzeczywistości miał nadzieję, że wywołał emocje w obu.
Księżyce: 124
Mistrz: Jaśniejący Płomień
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Leniwie obserwował poczynania Bagiennej Łapy. A mógł teraz cierpieć w pełnym słońcu w dużo gorszym towarzystwie. Jak to miło, że szylkret był akurat w zasięgu wzroku, gdy Orion najbardziej go potrzebował. Ale nie na tyle miło, by czuł się teraz zobowiązany do odwzajemnienia uprzejmości i pilnego śledzenia tych przygód wędkarskich oraz udzielania przydatnych rad w czasie rzeczywistym. Przekazał mu niezbędne podstawy, jak pójdzie dalej sam to na dobre mu wyjdzie.
O dziwo, najwyraźniej faktycznie tak się stało.
Zawołany, momentalnie nastawił uszu i spojrzał przytomniej na Bagienną Łapę i leżącą przed nim zdobycz. Nie umknęła mu natychmiastowa zmiana postawy, ale umówmy się – żeby ją przeoczyć, musiałby w tej chwili wybudzić się z solidnej drzemki, nie lekkiego zamyślenia. Długi ogon drgnął w zaciekawieniu i Orion zaraz znalazł się przy miejscu morderstwa.
– Okropny pysk. – zawyrokował po uważnej inspekcji rybki, wzdrygając się przy tym. Podniósł głowę by spojrzeć na Bagienną Łapę. Faktycznie tak mówił. I nie mylił się przy tym, łowienie ryb było banalne przy odrobinie cierpliwości. – Wiesz, nie wszystkim łowienie przychodzi z taką łatwością. Ale myślę, że byłbyś w stanie złapać dzisiaj wystarczająco ryb, by Zajęcze Ucho zwątpił czy nie zbłądził do obozu sąsiadów wracając z patrolu.
Luźna sugestia. Może niekoniecznie ta reakcja, której szylkret pragnął, ale czasem druga najlepsza opcja musiała być wystarczająca. Albo czwarta.
Księżyce: 57
Płeć: Trans kocur
Matka: Czarna Łapa
Ojciec: Jęczmienne Ziarno
Trwałe urazy: blizna po prawej stronie pyska, odsłaniająca górny kieł; urwany fragment lewego ucha
Księżyce: 57
Płeć: Trans kocur
Matka: Czarna Łapa
Ojciec: Jęczmienne Ziarno
Trwałe urazy: blizna po prawej stronie pyska, odsłaniająca górny kieł; urwany fragment lewego ucha
długowłosy, czarno-rudy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, pysku i łapach; oczy wybarwione na odcień zżółkłej zieleni; nierówne, potargane futro; dodatkowy palec na obu przednich łapach, pozbawiony możliwości wciągania pazura
Wydawało mu się – zaledwie przez chwilę – że zauważył na pysku Oriona zadowolenie. Kto inny być może powiedziałby – dumę, lecz coś podobnego wciąż jawiło mu się jako zupełnie obce, niepasujące do tego, co znał i rozumiał. Chrząknął zatem cicho i zadowolił się tym, co otrzymał – krótki, rozciągający my pysk uśmiech zadrżał w wyraźnym, choć pochopnie zdławionym zadowoleniu, kiedy oriental podszedł bliżej, aby przyjrzeć się wyłowionej na brzeg rybie, szamoczącej się pod uciskiem pazurów z coraz mniejszym przekonaniem, tracąc najwyraźniej nadzieję lub chęci, aby przeżyć dzisiejsze popołudnie.
– Trochę podobny do mojej matki – odparł, unosząc jedną łapę i szturchając piskorza w pysk. – Ma takie same wąsy. – wyprostował się, odbierając komentarz Oriona jako pochwałę i przechylił arogancko głowę, spoglądając spod przymkniętych powiek na taflę sadzawki. – Na pewno dałbym radę złapać ich więcej. Patrz i podziwiaj.
Księżyce: 124
Mistrz: Jaśniejący Płomień
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Parsknął krótkim, ale szczerym śmiechem na komentarz szylkreta. Jak mógłby zapomnieć o wybitnej, pełnej ciepła i zrozumienia, relacji Bagiennej Łapy z Czarnym Koniem? Drugiej tak udanej rodziny ciężko uświadczyć. I chociaż Orionowi zdarzało się rozmawiać czasem z wojowniczką, znać również jej perspektywę, nie robił ani kroku w stronę przekonywania swojego terminatora, że hej, matce na tobie zależy. Jeśli nie potrafiła tego sama osiągnąć, trudno. Może i jedną z małp czasem się zdarzało mu zajmować, ale cyrk wciąż nie należał do niego.
– Mm, coś w tym jest, widzę o czym mówisz. Te same rysy mają. – przyjrzał jej się jeszcze raz, z góry, bez schylania do przydługiej ryby. Ale to właśnie ostatni komentarz Bagiennej Łapy był tym co chciał usłyszeć. Uśmiechnął się szerzej i usiadł wygodniej, odsuwając się najpierw od pierwszej zdobyczy. – Proszę bardzo, wstrzymywać ciebie nie będę. Pokaż co potrafisz.