Księżyce: 54
Mistrz: Łabędzia Gwiazda
Płeć: kocur
Matka: Płochy Świetlik, Krokusowy Pląs
Ojciec: nie robimy tego tutaj
Kocur wielkości nieco powyżej przeciętnej. Dobrze zbudowany, atletyczny, o eleganckich ruchach. Ma długie, płowe, tygrysio pręgowane futro. Zawsze zadbane, bez kołtunów i wplątanych patyczków czy innych brudów, choć często lekko potargane. Ma zwyczajnej długości pysk i okrągłe, dobre oczy, posiadające jasno-niebieski kolor, odziedziczony wprost po matce, Krokusowym Pląsie. Jego futro ma białe znaczenia widoczne tylko na stopach tylnych łap.
Sympatyczny, energiczny, pełen zapału, śmieszek, odważny, empatyczny ale: wybuchowy, mściwy, łatwo wpada w gniew, bardzo uparty. Więcej w KP.
Po czuwaniu nie mógł spać. Zużył wszystkie swoje siły, by nie zasnąć poprzedniego wieczoru i miał wrażenie, że jest dosłownie zbyt zmęczony, by zasnąć. W końcu czekało go pierwsze spotkanie z jego pierwszą terminatorką, to nie byle co! Wstał więc z legowiska (pierwszy sen w legowisku wojowników też mógł być powodem dla którego nie udało mu się skutecznie odpocząć) i skierował się najpierw do stosu świeżej zwierzyny. Wziął stamtąd płotkę i skowronka, a następnie poszedł do wyjścia z obozu, gdzie miał spotkać się ze swoją terminatorką. Kiszki grały mu marsza, ale nie zaczął bez niej. Chciał by ich znajomość zaczęła się od czegoś bardzo przyjemnego: od jedzenia.
Całe to wybarwianie się i upływ czasu odsłoniły prawdziwy wizerunek młodej kocicy, czarny srebrny tygrysio pręgowany point z bielą jakim się ostatecznie stała pozostał już z nią na zawsze. Szarość ślepi już dawno ustąpił ostetecznemu błękitnemu odcieniowi. Jeszcze jako kocię wydawało się, że jej długie tyczkowate łapy wyniosą ją ponad przeciętny wzrost kotów, ale nic z tego. Gąska pozostała drobnego rozmiaru delikatnie skrojoną kotką, której smukłość kamuflowała już tylko jej długa sierść. Swoją drogą jej piękne futerko zazwyczaj jest w pożądnym stanie, bez przesadnego uczesu, ale nadal w miarę schludnie wyglądające. Przez ostatnie księżyce nie odżywiała się jednak najlepiej, dlatego pod całą tą warstwą sierści i skórą skrywane jest naprawdę zaskakująco wychudzone ciałko.
Cały trud przez jaki musiała przejść w młodym wieku, trochę się w niej zmieniło. Naiwna radość i fascynacja światem zdawały się być już pękniętą skorupą, z której wykiełkowały problemy z zaufaniem, sceptycyzm i oziębłość. Gąska posiada spore pokłady empatii i chęci niesienia pomocy każdemu kto jej potrzebuje. W kontaktach z innymi bywa różna. Czasami zamknięta i trochę nieobecna, rzadziej bardzo otwarta i rozgadana, a niekiedy milczy i jedynie gestykuluje zamiast używając mowy.
W porównaniu do swojego mistrza ona wyspała się jak nigdy. Od dawna nie zdarzyło jej się zasypiać najedzonej po kokardkę, więc bardzo doceniła to, że te dni nareszcie nadeszły. Wstała dość wcześnie. Doskonale wiedziała, że od dnia dzisiejszego zacznie się dla niej ciężka przygoda z szkoleniem pod okiem obcego kota, a co lepsze młodszego od niej samej, co nie było dla niej szczytem marzeń i wcale się z tym nie kryła. Wręcz uważała, że ona ma więcej doświadczenia, które kotu jest potrzebne do przeżycia na własną łapę i była przekonana, że mało kto sprostałby temu przed czym została postawiona w młodym wieku.
Przybyła na wyznaczone miejsce spóźniona o kwadrans. Zrobiła to zupełnie celowo, chcąc zamanifestować to, że nie będzie na każde zawołanie obcego. Może postępowała źle, ale nikt nie nauczył jej inaczej toteż niespecjalnie przejmowała się tym, że mogły się z tym wiązać jakiekolwiek konsekwencje. Dostrzegawszy Paziowy Trzepot zwolniła kroku i tak powoli i nieco leniwie stanęła gdzieś po jego prawicy. Skinęła mu głową na powitanie, ale słowa z siebie nie wydusiła! Była starsza, była kocicą i miała prawo czuć się niekomforotowo jak i on, ale z zupełnie innych powodów.
Księżyce: 54
Mistrz: Łabędzia Gwiazda
Płeć: kocur
Matka: Płochy Świetlik, Krokusowy Pląs
Ojciec: nie robimy tego tutaj
Kocur wielkości nieco powyżej przeciętnej. Dobrze zbudowany, atletyczny, o eleganckich ruchach. Ma długie, płowe, tygrysio pręgowane futro. Zawsze zadbane, bez kołtunów i wplątanych patyczków czy innych brudów, choć często lekko potargane. Ma zwyczajnej długości pysk i okrągłe, dobre oczy, posiadające jasno-niebieski kolor, odziedziczony wprost po matce, Krokusowym Pląsie. Jego futro ma białe znaczenia widoczne tylko na stopach tylnych łap.
Sympatyczny, energiczny, pełen zapału, śmieszek, odważny, empatyczny ale: wybuchowy, mściwy, łatwo wpada w gniew, bardzo uparty. Więcej w KP.
Czekał na nią, był bardzo cierpliwy. W zasadzie przez większość czasu nie zauważał jego upływu, pogrążony głęboko w myślach, wciąż przeżywając to, co wydarzyło się poprzedniego dnia. Dopiero pojawienie się terminatorki wyciągnęło ją z tego zamyślenia. Spojrzał na nią, nieco rozkojarzony, a zaduma szybko znikała z jego błękitnych oczu.
- Hej Gęsia Łapo, jak się masz? - zapytał sympatycznie, z pełnym entuzjazmu uśmiechem, który błyskawicznie pojawił się na jego pysku, kiedy zniknęło zamyślenie. W zasadzie nie słyszał chyba jeszcze jej głosu, po krótkim przemyśleniu uznał, że rzeczywiście ani razu się do niego nie odezwała. Mówiła w ogóle? Nie mógł sobie przypomnieć, czy na tamtej ceremonii cokolwiek powiedziała. Zanim została jego uczennicą, prawie nie zwracał na nią uwagi. I to mimo, że wywiązało się wokół niej pewne zamieszanie. Odczekał chwilę, szczerze zainteresowany jej odpowiedzią.
- Wróciłaś po długim czasie do klanu i myślę, że chcę zacząć od odpowiedzenia na twoje pytania, jeżeli je oczywiście masz. - poinformował ją. Zadecydował o tym tej nocy, kiedy całą spędził na czuwaniu.
Całe to wybarwianie się i upływ czasu odsłoniły prawdziwy wizerunek młodej kocicy, czarny srebrny tygrysio pręgowany point z bielą jakim się ostatecznie stała pozostał już z nią na zawsze. Szarość ślepi już dawno ustąpił ostetecznemu błękitnemu odcieniowi. Jeszcze jako kocię wydawało się, że jej długie tyczkowate łapy wyniosą ją ponad przeciętny wzrost kotów, ale nic z tego. Gąska pozostała drobnego rozmiaru delikatnie skrojoną kotką, której smukłość kamuflowała już tylko jej długa sierść. Swoją drogą jej piękne futerko zazwyczaj jest w pożądnym stanie, bez przesadnego uczesu, ale nadal w miarę schludnie wyglądające. Przez ostatnie księżyce nie odżywiała się jednak najlepiej, dlatego pod całą tą warstwą sierści i skórą skrywane jest naprawdę zaskakująco wychudzone ciałko.
Cały trud przez jaki musiała przejść w młodym wieku, trochę się w niej zmieniło. Naiwna radość i fascynacja światem zdawały się być już pękniętą skorupą, z której wykiełkowały problemy z zaufaniem, sceptycyzm i oziębłość. Gąska posiada spore pokłady empatii i chęci niesienia pomocy każdemu kto jej potrzebuje. W kontaktach z innymi bywa różna. Czasami zamknięta i trochę nieobecna, rzadziej bardzo otwarta i rozgadana, a niekiedy milczy i jedynie gestykuluje zamiast używając mowy.
Chyba powinna przywitać się słownie jako pierwsza, nie zrobiła tego jednak i teraz nie do końca pewna co powinna odpowiedzieć wlepiła w niego swoje puste spojrzenie. Obcy jej kot zdawał się sprawiać wrażenie naprawdę przyjaznego i mile nastawionego, zapewne w odróżnieniu do niej czuł jakąś ekscytację. Gąska wzięła głęboki oddech i podrapała się niezręcznie łapką za jedny z uszu, po czym wyprostowała pierś i postanowiłą wreszcie się odezwać. - Nie. Chcę po prostu przejść trening i zostać wojownikiem by chronić klan, walczyć o jego dobre imię. Powinnam odwdzięczyć się za azyl w Rzece i do czegoś przydać. Rób swoje ja postaram się wszystko zapamiętać i wyciągnać tyle ile będę w stanie. - to była naprawdę dość długa wypowiedź jak na terminatorkę, czuła z tego powodu swego rodzaju dumę. Nie spuszczała z niego swoich ślepi, mówiła poważnie.
Księżyce: 54
Mistrz: Łabędzia Gwiazda
Płeć: kocur
Matka: Płochy Świetlik, Krokusowy Pląs
Ojciec: nie robimy tego tutaj
Kocur wielkości nieco powyżej przeciętnej. Dobrze zbudowany, atletyczny, o eleganckich ruchach. Ma długie, płowe, tygrysio pręgowane futro. Zawsze zadbane, bez kołtunów i wplątanych patyczków czy innych brudów, choć często lekko potargane. Ma zwyczajnej długości pysk i okrągłe, dobre oczy, posiadające jasno-niebieski kolor, odziedziczony wprost po matce, Krokusowym Pląsie. Jego futro ma białe znaczenia widoczne tylko na stopach tylnych łap.
Sympatyczny, energiczny, pełen zapału, śmieszek, odważny, empatyczny ale: wybuchowy, mściwy, łatwo wpada w gniew, bardzo uparty. Więcej w KP.
- Gęsia Łapo… Urodziłaś się tutaj, należysz do klanu Rzeki. - powiedział po wyraźnej chwili milczenia wojownik. Był lekko zaskoczony, może nawet… nieco urażony? - Klanowi Rzeki zależy, byś dobrze się czuła, by wszystkie twoje potrzeby były zaspokojone, wątpliwości rozwiane. - dodał, mając pewne problemy z ubraniem w słowa tego, co chciał powiedzieć. - To twój dom. - trzepnął ogonem, na chwilę umilkł, przepuszczając wychodzącego z obozu wojownika lub wojowniczkę, nie zwrócił nawet uwagi, skupiony na własnej terminatorce. - Nie masz wobec niego żadnego długu. Jesteś jedną z nas i z wielką chęcią nauczę cię wszystkiego, co wiem. - zakończył wreszcie, mając wielką nadzieję, że kotka zrozumie, co chciał jej powiedzieć, mimo że czuł, że mógł nie wyrazić się wystarczająco jasno. Był mocno zaskoczony jej postawą, jakby Rzeka była jakąś dyktaturą, groźnym i srogim miejscem, mało gościnnym dla obcych. Chciał ją przekonać, że tak nie było, że naprawdę wróciła do domu. Wciąż czuł się nieco nieswojo w tej roli, rozmawiając ze starszą od siebie kotką, ale z całej siły starał się zdusić w sobie te wątpliwości, spowodowane zapewne brakami w pewności siebie. Ignorował je, udawał że ich nie ma, licząc że powtórzone wiele razy kłamstwo w końcu stanie się prawdą
- W każdym razie, chodźmy na Koci Grzbiet, będziemy tam się spotykać od następnego razu. - zapowiedział, po czym rzeczywiście ruszył w stronę wspomnianego miejsca. - Walczysz, polujesz? - zapytał.
Całe to wybarwianie się i upływ czasu odsłoniły prawdziwy wizerunek młodej kocicy, czarny srebrny tygrysio pręgowany point z bielą jakim się ostatecznie stała pozostał już z nią na zawsze. Szarość ślepi już dawno ustąpił ostetecznemu błękitnemu odcieniowi. Jeszcze jako kocię wydawało się, że jej długie tyczkowate łapy wyniosą ją ponad przeciętny wzrost kotów, ale nic z tego. Gąska pozostała drobnego rozmiaru delikatnie skrojoną kotką, której smukłość kamuflowała już tylko jej długa sierść. Swoją drogą jej piękne futerko zazwyczaj jest w pożądnym stanie, bez przesadnego uczesu, ale nadal w miarę schludnie wyglądające. Przez ostatnie księżyce nie odżywiała się jednak najlepiej, dlatego pod całą tą warstwą sierści i skórą skrywane jest naprawdę zaskakująco wychudzone ciałko.
Cały trud przez jaki musiała przejść w młodym wieku, trochę się w niej zmieniło. Naiwna radość i fascynacja światem zdawały się być już pękniętą skorupą, z której wykiełkowały problemy z zaufaniem, sceptycyzm i oziębłość. Gąska posiada spore pokłady empatii i chęci niesienia pomocy każdemu kto jej potrzebuje. W kontaktach z innymi bywa różna. Czasami zamknięta i trochę nieobecna, rzadziej bardzo otwarta i rozgadana, a niekiedy milczy i jedynie gestykuluje zamiast używając mowy.
Spodziewała się od mistrza podobnej odpowiedzi, więc nie zgrzeszyła wymyśloną przed chwilą mimiką zrozumienia i lekkiej skruchy na swoje poprzednie słowa. Było za szybko, by zmieniła swoje myślenie i podjeście. To wszystko to proces, a nie natychmiastowy wstrząs i tego nadal się uparcie trzymała. Pokiwała twierdząco po kilkakroć. - Tego właśnie oczekuję, że przekażesz, pokażesz i nauczysz mnie wszystkiego czego sama nie wiem lub w czym świetna nie jestem. - odparła śmiało, bez ogródek. Nie uważała siebie za ideał, doskonale zdawała sobie sprawę ze swoich wad i słabości, ale wiedziała, że tylko dzięki temu będzie potrafiła je kiedyś przekuć w coś silnego, coś co stanie się jej własnym atutem. - W porządku. - ruszyła za kocurem żwawo - Inaczej nie przeżyłabym poza klanem... - dodała po chwili przyciszonym głosem, chyba nie uważał, że poza granicami jest łatwo o pożywienie i na tyle bezpiecznie, że bójki i walka o życie nie istnieją, prawda? Z drugiej znowu strony, czy powinna go winić za brak tej wiedzy. Niekoniecznie. Gąska skrzywiła mordkę, nie była dla niego miła, a on wcale nie chciał przecież dla niej źle.
Księżyce: 54
Mistrz: Łabędzia Gwiazda
Płeć: kocur
Matka: Płochy Świetlik, Krokusowy Pląs
Ojciec: nie robimy tego tutaj
Kocur wielkości nieco powyżej przeciętnej. Dobrze zbudowany, atletyczny, o eleganckich ruchach. Ma długie, płowe, tygrysio pręgowane futro. Zawsze zadbane, bez kołtunów i wplątanych patyczków czy innych brudów, choć często lekko potargane. Ma zwyczajnej długości pysk i okrągłe, dobre oczy, posiadające jasno-niebieski kolor, odziedziczony wprost po matce, Krokusowym Pląsie. Jego futro ma białe znaczenia widoczne tylko na stopach tylnych łap.
Sympatyczny, energiczny, pełen zapału, śmieszek, odważny, empatyczny ale: wybuchowy, mściwy, łatwo wpada w gniew, bardzo uparty. Więcej w KP.
- Zrobię to, z wielką chęcią - zapewnił ją, skłaniając jednocześnie głowę z lekko przymkniętymi oczami. Jeszcze przez chwilę przyglądał się Gęsiej Łapie, zastanawiając się uporczywie, jakie myśli ma w tamtej chwili w głowie i dlaczego wydaje się traktować go tak… sucho, jakby nie był kotem, tylko… liściem, na którym miała zapisane wszystkie potrzebne do zostania wojownikiem informacje. Nie chciał być tak traktowany, choć jednocześnie starał się (nawet tylko w myślach) jej za to nie winić. Była oddzielona od społeczeństwa przez większość swojego życia, potrzebowała czasu żeby się przyzwyczaić. - Ale jeżeli pozwolisz, chciałbym też cię trochę podczas tego treningu poznać. Chcę wiedzieć o tobie więcej. Jeśli będziesz chciała, oczywiście. - powiedział jeszcze, będąc zbyt upartym żeby po prostu przejść do rzeczy. Musiał uzyskać od niej chociaż jedno bardziej uczuciowe spojrzenie, jeden gest który wyjawi jej podekscytowanie, czy stres lub choćby niepewność. Nie był pewien jeszcze, jak tego dokonać, ale chciał by poczuła się swobodniej.
- To zaczniemy od polowania. Istnieje taka zasada, “Mysz cię wyczuje, królik usłyszy, a ptak zobaczy” - zaczął, tym razem nie patrząc na nią, skupił się na chwilę na drodze. Dalej spokojnym krokiem ich dwójka zmierzała na Koci Grzbiet. - Jak myślisz, jak może nam ona pomóc podczas polowania na różne piszczki? - zapytał ją jeszcze, zanim zamilkł.
Całe to wybarwianie się i upływ czasu odsłoniły prawdziwy wizerunek młodej kocicy, czarny srebrny tygrysio pręgowany point z bielą jakim się ostatecznie stała pozostał już z nią na zawsze. Szarość ślepi już dawno ustąpił ostetecznemu błękitnemu odcieniowi. Jeszcze jako kocię wydawało się, że jej długie tyczkowate łapy wyniosą ją ponad przeciętny wzrost kotów, ale nic z tego. Gąska pozostała drobnego rozmiaru delikatnie skrojoną kotką, której smukłość kamuflowała już tylko jej długa sierść. Swoją drogą jej piękne futerko zazwyczaj jest w pożądnym stanie, bez przesadnego uczesu, ale nadal w miarę schludnie wyglądające. Przez ostatnie księżyce nie odżywiała się jednak najlepiej, dlatego pod całą tą warstwą sierści i skórą skrywane jest naprawdę zaskakująco wychudzone ciałko.
Cały trud przez jaki musiała przejść w młodym wieku, trochę się w niej zmieniło. Naiwna radość i fascynacja światem zdawały się być już pękniętą skorupą, z której wykiełkowały problemy z zaufaniem, sceptycyzm i oziębłość. Gąska posiada spore pokłady empatii i chęci niesienia pomocy każdemu kto jej potrzebuje. W kontaktach z innymi bywa różna. Czasami zamknięta i trochę nieobecna, rzadziej bardzo otwarta i rozgadana, a niekiedy milczy i jedynie gestykuluje zamiast używając mowy.
Z każdą kolejną chwilą spędzoną z mistrzem u boku, zdawała się stygnąć i uspokajać chociaż nadal ciężko jej było wykazać się jakimiś emocjami i uczuciami, które mógłby konkretnie zainterpretować. Po prostu nadal zachowywała jakichś specyficzny dystans. Gęsia Łapa podążała za nim energicznie i w pełni życia, po prostu chciała odpękać swoje coś z tego wyciągnąć i sprawić radość komukolwiek to jakąś radość może przynieść. - W porządku. Możesz pytać, o co chcesz. To pewnie pomoże ci w twoim zadaniu, jednocześnie pomagając mi w moim. - zsumowała dość surowo, głos podczas tej wypowiedzi jednak nie był zbyt wyraźny jakby miała problem z dykcją lub sepleniła coś do siebie samej pod nosem, pomimo tego, że żadnej wady wymowy kocica nie posiadała.
Na samo wspomnienie o polowaniu uniosła wyżej lewe uszko jakby chciała dokładnie usłyszeć co jej chce kocur powiedzieć, czego nauczyć lub co przekazać. Nareszcie cała ta podróż zaczynała faktycznie zmierzać w kierunku szkolenia, a nie jakiegoś zbędnego strojenia min i przepychanek różnych, ale równie silnych charakterów. - Hmmm, nie wiem, czy dobrze zrozumiałam pytanie... - wypuściła niepewnie zawartość swoich płuc na zewnątrz - Osobiście uznałabym, że na każdą z tych zdobyczy należy polować w inny sposób i używać innych umiejętności, przynajmniej tak działałam do tej pory. Pod mysz zakradamy się pod wiatr, by schwytać królika musimy zachować szczególną uważność na to gdzie kładziemy łapy, a ptaki z kolei... no cóż na nie zapolować miałam okazji najmniej, ale korzystna jest zasadzka wykorzystanie terenu i roślin, a także dużo cierpliwości. - nie chciała jakoś bardzo się wtapiać w szczegóły tajników i technik jakie sama przez księżyce nabywała, uznała to za zbędne i przemądrzałe. Nie zaskoczyła by zapewne wojownika niczym! Chociaż mogłaby się też zaskoczyć, ale nie liczyła na takową sytuację. Zerknęła kątem oka na Paziowy Trzepot chcąc zobaczyć jego reakcję na odpowiedź. Może wcale nie o coś takiego mu chodziło i właśnie się zbłaźniła.
Księżyce: 54
Mistrz: Łabędzia Gwiazda
Płeć: kocur
Matka: Płochy Świetlik, Krokusowy Pląs
Ojciec: nie robimy tego tutaj
Kocur wielkości nieco powyżej przeciętnej. Dobrze zbudowany, atletyczny, o eleganckich ruchach. Ma długie, płowe, tygrysio pręgowane futro. Zawsze zadbane, bez kołtunów i wplątanych patyczków czy innych brudów, choć często lekko potargane. Ma zwyczajnej długości pysk i okrągłe, dobre oczy, posiadające jasno-niebieski kolor, odziedziczony wprost po matce, Krokusowym Pląsie. Jego futro ma białe znaczenia widoczne tylko na stopach tylnych łap.
Sympatyczny, energiczny, pełen zapału, śmieszek, odważny, empatyczny ale: wybuchowy, mściwy, łatwo wpada w gniew, bardzo uparty. Więcej w KP.
- Masz rację, ta zasada odnosi się do tego, że każda zwierzyna wymaga trochę innego podejścia. - pochwalił ją ze skinieniem głowy. Dotarli właśnie na Koci Grzbiet i kocur usiadł wygodnie, by kontynuować rozmowę z tego miejsca. - Tutaj będziemy się od teraz spotykać. To Koci Grzbiet. Trasa zapamiętana? - upewnił się jeszcze z uśmiechem i lekko przechyloną na bok głową.
- Każdy rodzaj zwierzyny wymaga skradania się pod wiatr. Każda ma na tyle dobry węch, by cię wyczuć, jeżeli podchodzisz z wiatrem i akurat zawieje niekorzystnie. Nadepnięcie na patyk podczas skradania też spłoszy zarówno mysz jak i królika. - zauważył. W głębi był lekko zaskoczony, że kocica która polowała sama dla siebie przez jakiś czas, nie znała dobrze zasady, która była podstawą polowania. Nie był zły, czy też rozczarowany, wręcz zadowolony, że wobec tego zdecydował się podjąć ten temat.
- Zaraz wrócimy do tej części ale najpierw chcę się upewnić, że masz dobrze opanowaną pozycję łowiecką. Łapy ugięte, brzuch blisko ziemi, ogon i głowa w jednej linii. Poza tym jak już wspomniałem, ustawiamy się pod wiatr i zwracamy uwagę czy pomiędzy nami a zwierzyną nie ma czegoś co nadepnięte, wywoła hałas. - była to w zasadzie tylko formalność, był przekonany że kocica w takim wieku bez problemu wykona pozycję łowiecką bezbłędnie, jednak właśnie do tego chciał zacząć. Niech się rozrusza, poczuje się dobrze, kiedy wykona coś bezbłędnie.