xxxxZgodnie z słowami Liliowej Łapy, przyszedłem do legowiska terminatorów dopiero na następny dzień. Stresowałem się, choć zdecydowanie mniej niż przy poprzednich dwóch terminatorach. Miałem wprawę, delikatną, ale miałem. Niemniej dalej czułem, że nie byłem najlepszym wyborem na mistrza... ani dla Liliowej Łapy, ani dla nikogo. xxxx- Dzień dobry. Gotowa? - zapytałem. Byłem po śniadaniu, miałem nadzieję, ze ona też. Jeżeli nie, byłem gotowy poczekać - nie było problemu. Czułem, że to była kolejna szansa od Łabędziej Gwiazdy, a także sposób, żebym przestał myśleć o Czereśniowej Łapie.
Przeciętna budowa; długie futro; niebieski pręgowany klasycznie złoty (bursztynowy); biel do nadgarstków przednich łap i pięt tylnych łap; oczy złote. Krótki ogon.
Jednym słowem, które opisałoby ją dobrze, byłoby spokojna. Lilia żyje tak, by nie sprawić problemów i nie zwrócić na siebie uwagi. Jest kotem z lekka niewidzialnym - mało co potrzebuje, jeszcze mniej potrzeb komunikuje na głos, od wczesnego wieku przekonana, że musi być kotem dorosłym, samodzielnym i samowystarczalnym. Stara się obudować wrażeniem, że jest silna i niezależna, a do tego mało ufna. Nie chce, by jakakolwiek przysługa, jaką by od kogoś wzięła, mogłaby być użyta przeciwko niej.
Jest też zależna od swojego otoczenia; dopóki obok niej jest ktoś słabszy, ta czuje, że musi być bardziej odpowiedzialna, bardziej odważna, bardziej zorganizowana. Z trudnością okazuje czułość, ale ma jej w sobie właściwie bardzo dużo; woli pokazywać to czynem, niż słowem, na przykład przynosząc posiłek czy przygotowując miękkie legowisko. Gdyby znalazła się w towarzystwie kogoś… równiejszego sobie, kogoś, kogo obecność byłaby odwróceniem uwagi czy uwolnieniem od pewnego ciężaru, gdzie nie czułaby potrzeby opieki i sprawiania wrażenia dorosłej, wyszłaby trochę inna strona jej charakteru - z poczuciem humoru, niekiedy sarkazmem i entuzjazmem.
Kwiatuszek chce dla kotów dookoła siebie jak najlepiej, ale nie jest pewna, czy ta "najlepsza" przyszłość powinna uwzględniać ją samą. Woli być bierna, nieszkodliwa, a jeśli wykazując się wsparciem i czułością dla innych, to rzadko i najlepiej z pewnego ukrycia czy dystansu, jakby okazywanie przy nich wrażliwości i słabości miało coś zniszczyć, coś, co jej głowa tworzy od najmłodszych księżyców.
A ona od rana była przygotowana: śniadanie zjedzone, futro wyczyszczone i ulizane najmocniej, jak mogła. Wiedziała, że to ostatecznie bezsensowna praca: wychodząc na trening zabrudzi je i splącze, ale taka właśnie była kwestia futra. Gdyby nie dbała o nie regularnie, bo "zaraz i tak się zabrudzi", to skończyłaby z paskudnymi zmatowiałymi kosmykami i ekosystemem pomiędzy palcami. Czekała na mistrza w okolicach wyjścia z legowiska terminatorów, a gdy się pojawił, podeszła do niego krokiem nie nazbyt podekscytowanym, ale też nie zbyt zniechęconym. Zbalansowanym.
– Dzień dobry – przywitała się, a gdy ten spytał o gotowość, kiwnęła łebkiem z cichym "mh", gotowa podążyć na… gdziekolwiek mieli robić cokolwiek.
xxxxUśmiechnąłem się, po czym prześlizgnąłem się przez wyjście z obozu. - Jest coś, czego chciałabyś się dowiedzieć? Zgaduję, że obowiązki terminatorów, albo rangi nieco już kojarzysz.... może pływanie? Ładna dziś pogoda - zapytałem, kiedy wolno szedłem przed siebie. Koci Grzbiet był blisko wody, więc mimo wszystko to właśnie tam nas prowadziłem - jak każdego terminatora. Niemniej zawsze mogliśmy odbić w inną stronę, gdziekolwiek tak naprawdę Liliowa Łapa chciała być. Mój ogon bujał się lekko w powietrzu, kiedy rozglądałem się dookoła. Miałem nadzieję, że w pobliżu nic na nas nie czyha - wolałbym nie zabić mojej siostrzenicy, terminatorki na pierwszym treningu.
Przeciętna budowa; długie futro; niebieski pręgowany klasycznie złoty (bursztynowy); biel do nadgarstków przednich łap i pięt tylnych łap; oczy złote. Krótki ogon.
Jednym słowem, które opisałoby ją dobrze, byłoby spokojna. Lilia żyje tak, by nie sprawić problemów i nie zwrócić na siebie uwagi. Jest kotem z lekka niewidzialnym - mało co potrzebuje, jeszcze mniej potrzeb komunikuje na głos, od wczesnego wieku przekonana, że musi być kotem dorosłym, samodzielnym i samowystarczalnym. Stara się obudować wrażeniem, że jest silna i niezależna, a do tego mało ufna. Nie chce, by jakakolwiek przysługa, jaką by od kogoś wzięła, mogłaby być użyta przeciwko niej.
Jest też zależna od swojego otoczenia; dopóki obok niej jest ktoś słabszy, ta czuje, że musi być bardziej odpowiedzialna, bardziej odważna, bardziej zorganizowana. Z trudnością okazuje czułość, ale ma jej w sobie właściwie bardzo dużo; woli pokazywać to czynem, niż słowem, na przykład przynosząc posiłek czy przygotowując miękkie legowisko. Gdyby znalazła się w towarzystwie kogoś… równiejszego sobie, kogoś, kogo obecność byłaby odwróceniem uwagi czy uwolnieniem od pewnego ciężaru, gdzie nie czułaby potrzeby opieki i sprawiania wrażenia dorosłej, wyszłaby trochę inna strona jej charakteru - z poczuciem humoru, niekiedy sarkazmem i entuzjazmem.
Kwiatuszek chce dla kotów dookoła siebie jak najlepiej, ale nie jest pewna, czy ta "najlepsza" przyszłość powinna uwzględniać ją samą. Woli być bierna, nieszkodliwa, a jeśli wykazując się wsparciem i czułością dla innych, to rzadko i najlepiej z pewnego ukrycia czy dystansu, jakby okazywanie przy nich wrażliwości i słabości miało coś zniszczyć, coś, co jej głowa tworzy od najmłodszych księżyców.
Zauważyła to już na ceremonii, ale Ogniste Serce wykazywał się małą asertywnością. To on był jej mistrzem, nie na odwrót — czy więc nie on powinien z góry decydować, co powinni przerobić, albo po prostu nakazać jej przedstawić swoje dotychczasowe doświadczenie i wiedzę? Cóż, miał rację; znała obowiązki i rangi, wiedziała jak polować. Inaczej by umarła. Pływanie… była z i teraz w Klanie Rzeki, ale woda zawsze wydawała się bardziej wrogiem, niż przyjacielem. Nie mogła jednak się z nim nie zgodzić: pogoda była ładna, by nie powiedzieć gorąca. Miała w końcu dłuższe futro.
– Pływanie brzmi w porządku – mruknęła. Jej wibrysy i oczy drgały, przyjmując otoczenie dookoła. Miała tu żyć — musiała orientować się w terenach.
xxxxJa uwielbiałem wodę i przy rzece mogłem spędzać całe dnie. Często zresztą tak robiłem, gdy desperacko unikałem rozmowy z kimkolwiek, kto nie był moją siostrą - uciekałem nad Grzmiącą Rzekę, by pobyć sam. Ucieszyłem się więc, że Liliowej Łapie odpowiadała wizyta nad wodą. - Mhm, okej! Nie wiem, czy zwróciłaś uwagę, ale mijając obóz widzieliśmy Błyszczące Skały. Teraz jesteśmy na Kocim Grzbiecie, gdzie będziemy się spotykać za każdym razem, chyba, że wcześniej... poinformuję cię inaczej. Pójdziemy trochę dookoła, to zahaczymy też granicę z Szarymi Brzozami, żebyś wiedziała gdzie jesteśmy, i jak wygląda nasza wschodnia granica. W porządku? - zapytał, wierząc, że nie ma żadnych obiekcji. I zrobił tak jak powiedział, udał się w stronę granicy z ziemiami niczyimi. Gdy byli na Makowej Polance, przedstawił kotce to miejsce, a także wskazał Trawiastą Dolinę, która byłą nieopodal. xxxx- O, to granice z Szarymi Brzozami. Za nimi jest Grzmiąca Ścieżka. Jesteśmy przy Norze pod Drzewem - tak nazywało się same miejsce, ale... no, to był także fakt - zaraz obok nas wskazałem ową norę. Zacząłem iść wzdłuż granicy. - Wiesz coś o pływaniu?
Przeciętna budowa; długie futro; niebieski pręgowany klasycznie złoty (bursztynowy); biel do nadgarstków przednich łap i pięt tylnych łap; oczy złote. Krótki ogon.
Jednym słowem, które opisałoby ją dobrze, byłoby spokojna. Lilia żyje tak, by nie sprawić problemów i nie zwrócić na siebie uwagi. Jest kotem z lekka niewidzialnym - mało co potrzebuje, jeszcze mniej potrzeb komunikuje na głos, od wczesnego wieku przekonana, że musi być kotem dorosłym, samodzielnym i samowystarczalnym. Stara się obudować wrażeniem, że jest silna i niezależna, a do tego mało ufna. Nie chce, by jakakolwiek przysługa, jaką by od kogoś wzięła, mogłaby być użyta przeciwko niej.
Jest też zależna od swojego otoczenia; dopóki obok niej jest ktoś słabszy, ta czuje, że musi być bardziej odpowiedzialna, bardziej odważna, bardziej zorganizowana. Z trudnością okazuje czułość, ale ma jej w sobie właściwie bardzo dużo; woli pokazywać to czynem, niż słowem, na przykład przynosząc posiłek czy przygotowując miękkie legowisko. Gdyby znalazła się w towarzystwie kogoś… równiejszego sobie, kogoś, kogo obecność byłaby odwróceniem uwagi czy uwolnieniem od pewnego ciężaru, gdzie nie czułaby potrzeby opieki i sprawiania wrażenia dorosłej, wyszłaby trochę inna strona jej charakteru - z poczuciem humoru, niekiedy sarkazmem i entuzjazmem.
Kwiatuszek chce dla kotów dookoła siebie jak najlepiej, ale nie jest pewna, czy ta "najlepsza" przyszłość powinna uwzględniać ją samą. Woli być bierna, nieszkodliwa, a jeśli wykazując się wsparciem i czułością dla innych, to rzadko i najlepiej z pewnego ukrycia czy dystansu, jakby okazywanie przy nich wrażliwości i słabości miało coś zniszczyć, coś, co jej głowa tworzy od najmłodszych księżyców.
Zwróciła, choć oczywiście nie znała konkretnej nazwy tego miejsca — czy w ogóle tego, że było nazwane. Uważała klanowe nazewnictwo miejsc za… troszkę specjalne, by nie powiedzieć zabawne. Koci Grzbiet to po prostu pagórek. Rozumiała jednak, że to w jakimś stopniu pomagało zorientować się w terenie, w końcu nie każdy pagórek Kocim Grzbietem był, ale każdy (i jedyny) Koci Grzbiet nim był.
– Mhm – kiwnęła łbem, nie widząc, co ona miałaby wnieść do tej konwersacji innego. To on był mistrzem, to on był wojownikiem, to on był rzeczniakiem, który patrolował, polował i po prostu żył tu wiele księżyców. Rozumiała uprzejmość, ale nie sądziła, by miała być tutaj tak potrzebna, jak sprawiał wrażenie myśleć Ogniste Serce. Gdy przybyli na granicę, powąchała ją. Była już kilkadziesiąt dni w Klanie Rzeki; Ziemie Niczyje na nowo pachniały obco. Aż dziwne. Rozpoznała miejsce, w którym byli, to w końcu tutaj przyjmowano ją i Barczatkę z powrotem do Klanu Rzeki.
– Niewiele. Podejrzewam, że polega na ruszaniu łapami pod wodą, a trzymaniu pyska nad nią – przynajmniej tak wyglądali rzeczniacy, gdy to robili.
xxxxKiwnąłem głową. - Mhm, mniej więcej! W wodzie robisz długie, powolne wymachy łapami, trochę, jak przy chodzeniu. Trzymasz głowę nad taflą wody, podobnie jak ogon, to pomaga ci sterować. Możesz też rozsunąć palce, dzięki temu zyskasz tempo. Najważniejsze, żebyś zachowała spokój. Pójdziemy na płytki odcinek rzeki, a w razie czego ja będę obok - nie dam jej utonąć. Choćby sam miał się przy tym zabić, nie stracę kolejnego terminatora, nie pozwolę, by Mucha ponownie straciła swoje dziecko. xxxxSzliśmy dalej wzdłuż granicy z terenami niczyimi. Pokazałem kotce Korzenny Jar, wskazałem też wschodnie Łęgi. Zmierzaliśmy ku wodzie, opowiadałem jeszcze chwilę o teorii pływania, odpowiedziałem na pytania, o ile jakieś miała. Przeszliśmy żwawo przez Kretowisko, by znaleźć się na Torfowym Rojście, o czym ją też poinformowałem. - W porządku. Zazwyczaj najpierw pokazuję terminatorom, jak robię to ja, ale jeśli chcesz, możesz spróbować sama - moi poprzedni terminatorzy byli dużo młodsi od niej w chwili nauki pływania. Nie chciałem jednak mówić tego na głos, nie był to żaden przytyk, ale kotka mogła odebrać to za atak w jej stronę.
Przeciętna budowa; długie futro; niebieski pręgowany klasycznie złoty (bursztynowy); biel do nadgarstków przednich łap i pięt tylnych łap; oczy złote. Krótki ogon.
Jednym słowem, które opisałoby ją dobrze, byłoby spokojna. Lilia żyje tak, by nie sprawić problemów i nie zwrócić na siebie uwagi. Jest kotem z lekka niewidzialnym - mało co potrzebuje, jeszcze mniej potrzeb komunikuje na głos, od wczesnego wieku przekonana, że musi być kotem dorosłym, samodzielnym i samowystarczalnym. Stara się obudować wrażeniem, że jest silna i niezależna, a do tego mało ufna. Nie chce, by jakakolwiek przysługa, jaką by od kogoś wzięła, mogłaby być użyta przeciwko niej.
Jest też zależna od swojego otoczenia; dopóki obok niej jest ktoś słabszy, ta czuje, że musi być bardziej odpowiedzialna, bardziej odważna, bardziej zorganizowana. Z trudnością okazuje czułość, ale ma jej w sobie właściwie bardzo dużo; woli pokazywać to czynem, niż słowem, na przykład przynosząc posiłek czy przygotowując miękkie legowisko. Gdyby znalazła się w towarzystwie kogoś… równiejszego sobie, kogoś, kogo obecność byłaby odwróceniem uwagi czy uwolnieniem od pewnego ciężaru, gdzie nie czułaby potrzeby opieki i sprawiania wrażenia dorosłej, wyszłaby trochę inna strona jej charakteru - z poczuciem humoru, niekiedy sarkazmem i entuzjazmem.
Kwiatuszek chce dla kotów dookoła siebie jak najlepiej, ale nie jest pewna, czy ta "najlepsza" przyszłość powinna uwzględniać ją samą. Woli być bierna, nieszkodliwa, a jeśli wykazując się wsparciem i czułością dla innych, to rzadko i najlepiej z pewnego ukrycia czy dystansu, jakby okazywanie przy nich wrażliwości i słabości miało coś zniszczyć, coś, co jej głowa tworzy od najmłodszych księżyców.
Sądziła, że w zachowywaniu spokoju ma już pewne doświadczenie, niestraszne było jej to wymaganie. Pływanie brzmiało tak intuicyjnie, jak wyglądało. Minęło jeszcze jednak dobrych wiele przystanków, nim znaleźli się nad rzeką, co sprawiło, że zaczęła się zastanawiać, dlaczego nie rozmawiali o teorii pływania dopiero później, a wcześniej — o czymś innym. Wciąż, słuchała uważnie informacji o miejscach na ich terenach. Chciała jak najszybciej zacząć się w nich orientować.
– Mogę wejść za tobą – mruknęła, uznając to za najwygodniejsze. Domyślała się, skąd różnica między nią, a innymi terminatorami kocura. Wolałaby jednak mieć żywy przykład obok siebie. Zazwyczaj wolała nie sprawiać komuś problemu — w tym przypadku mówić Ognistemu Sercu "zmocz się, żeby mi było łatwiej", jednak nie była taka chętna do utopienia się.
Jeśli ten się zgodził, wkroczyła ostrożnie do wody. Z niezmienionym wyrazem twarzy przeżyła wilgoć swoich kostek, jednak jej uszy ruszyły się w odruchowym niezadowoleniu, kiedy woda tknęła jej brzucha. Czekała na Ogniste Serce, chcąc bliżej przyjrzeć się temu, jak powinno wyglądać odbicie się od dna i młócenie łapami.
xxxxZgodziłem się bez problemu, wchodząc razem z kotką do wody. Byliśmy nad płytką wodą, dzięki czemu przy jakichkolwiek problemach wystarczyło tylko wyprostować łapy, żeby dosięgnąć dnia. Sprawdziłem, czy Liliowa Łapa na mnie patrzy, a gdy okazało się, że tak, odepchnąłem się delikatnie od dna. Głowę trzymałem nad taflą wodę, tak jak ogon, żeby sterować wygodnie gdzie tylko chciałem płynąć. Robiłem zamaszyste ruchy łapami, trochę większe niż robię normalnie, żeby było dobrze widać. - Z czasem przyjdzie ci to samo. Robię ruchy podobne jak przy chodzeniu, tylko... no, w wodzie, więc jest inaczej, ale!! Nie tak trudno. Spróbuj - zachęciłem, stając w wodzie.