Księżyce: 39
Mistrz: Sosnowy Szmer
Płeć: Kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze
Ojciec: A jest jakiś? (Zatopiona Wyspa)
Trwałe urazy: szeroka szrama na prawej skroni (po lisie)
Szczupły, wysoki, krótkowłosy, niebieskie futro, biała plamka na prawym oku i biel ciągnąca się od palców lewej łapy do końca stopy, morskie oczy.
Skaza wyrósł już z kocięctwa, co pozwoliło na ukształtowanie jego charakteru. Wciąż jest synkiem na każde zawołanie Traszkowego Grzbietu, ale odeszła mu chęć na bycie w centrum zainteresowania. Stara się skupić na swoim treningu, żeby móc zostać najlepszym wojownikiem jakiego widział Klan Wichru. Kocur jest małostkowy, potrafi trzymać urazę za najmniejsze przewinienie, a co gorsza dużo rzeczy bierze dosłownie. Łatwo mu idzie przywiązać się do kotów, które były dla niego miłe i niepodobna mu się, gdy okazują to samo innym kotom niż jemu. Bardzo łatwo przychodzi mu zazdrościć, co w połączeniu z nadmiernym analizowaniem rzeczy nie wróży raczej niczego dobrego.
Pokiwał głową na znak, że przyjął to do informacji. Wychodziło na to, że Donośny Krzyk mogłaby prędzej skończyć w legowisku starszyzny, niżeli zajmując miejsce Roziskrzonej Gwiazdy. Babcia się bardzo dobrze trzymała. - Oczywiście, że wiem. -Odpowiedział, a w jego głos wkradło się coś na wzór lekkiego oburzenia. Omawiał rangi wielokrotnie z Traszkowym Grzbietem i miałby nic o nich nie wiedzieć?- Wojownicy polują i patrolują granicę, przed osiągnięciem rangi szkolą się bitewne, żeby w razie konieczności bronić terytorium. Trenują również terminatorów, jeśli tylko przywódca im ich przydzieli. Idąc tym tropem, terminatorzy przechodzą trening pod okiem wyznaczonego mistrza. Poza treningiem do ich obowiązków należy dbanie o wyżywienie klanu, wymiana mchu i pozbywanie się kleszczy u starszych. Są jeszcze terminatorzy medyka, którzy szkolą się na medyka. Ich obowiązują inne zasady. Dalej mamy pomocnika medyka, który uzyskał imię i wiedzę medyczną, ale klanowy medyk nie przyznał mu rangi. Pomaga w lecznicy. Matki, kocięta i starsi. Te pierwsze przechodzą trening wojowniczy, ale decydują się na opiekę nad kociętami, które same w sobie nie mają żadnych obowiązków. Są mianowane na terminatorów w wieku 6 księżycy. Starsi to koty, które wysłużyły się klanowi i zasłużyły na odpoczynek. Muszą być nakarmieni jako pierwsi, wraz z poprzednimi dwiema rangami.-
Księżyce: 57
Mistrz: Donośny Krzyk
Płeć: kotka
Matka: Czarny Koń [NPC]
Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC]
Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
Wyszczerzyła ząbki na jego dziwny ton, trochę oskarżycielski? No, jak wiesz to mów! Kiwała głową na jego opisy danych rang, oczywiście dopowiadając, jak skończył.
- Jakie to zasady? Te dla terminatorów medyka. Zauważ też, że pomocnik medyka mógł też chcieć nim zostać, tym pomocnikiem, a po śmierci głównego to on nim zostaje. Razem też z głównym medykiem są takimi łącznikami między naszym klanem a Klanem Gwiazdy, odbierają sny i przepowiednie. Matki... Jednocześnie potwierdzasz, że opiekują się kociętami, ale też zaprzeczasz, że mają obowiązki... Właśnie ich obowiązkiem jest ta opieka, karmienie dbanie o całokształt kociąt oraz czystość w żłobku - powiedziała. - Kocięta prędzej nie mają obowiązków, ale są przyszłością Klanu. Są równie ważne co pozostałe koty, trzeba o nie dbać. A starsi tak, przysłużyli się klanowi i teraz odpoczywają. Ale! Należy o nich dbać, zajmować się ich zdrowiem, bezpieczeństwem oraz czystością ich legowisk.
Księżyce: 39
Mistrz: Sosnowy Szmer
Płeć: Kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze
Ojciec: A jest jakiś? (Zatopiona Wyspa)
Trwałe urazy: szeroka szrama na prawej skroni (po lisie)
Szczupły, wysoki, krótkowłosy, niebieskie futro, biała plamka na prawym oku i biel ciągnąca się od palców lewej łapy do końca stopy, morskie oczy.
Skaza wyrósł już z kocięctwa, co pozwoliło na ukształtowanie jego charakteru. Wciąż jest synkiem na każde zawołanie Traszkowego Grzbietu, ale odeszła mu chęć na bycie w centrum zainteresowania. Stara się skupić na swoim treningu, żeby móc zostać najlepszym wojownikiem jakiego widział Klan Wichru. Kocur jest małostkowy, potrafi trzymać urazę za najmniejsze przewinienie, a co gorsza dużo rzeczy bierze dosłownie. Łatwo mu idzie przywiązać się do kotów, które były dla niego miłe i niepodobna mu się, gdy okazują to samo innym kotom niż jemu. Bardzo łatwo przychodzi mu zazdrościć, co w połączeniu z nadmiernym analizowaniem rzeczy nie wróży raczej niczego dobrego.
Przysłuchiwał się jej, chłonąć wiedzę na temat pomocników medyka, chociaż nie do końca rozumiał, dlaczego ktoś miałby nie chcieć przyjąć pełnoprawnej roli od razu. Nie było jednak w jego interesie kwestionowanie tego. Przy części o matkach jednak zmarszczył brwi. Przecież nie to miał na myśli! - Ale ja mówiłem o kociętach. To właśnie one nie mają obowiązków, nie matki, które się nimi zajmują. -Powiedział w bardzo obronny sposób. Może źle się wcześniej wyraził, ale nie zamierzał słuchać jak jego słowa są obracane przeciwko niemu. - A co do zasad... Słyszałem, że medycy mają własny kodeks, którego zapewne uczą się ich terminatorzy... I nigdy nie widziałem, żeby Niezapomniana Łapa wymieniała mech w legowiskach więc zgaduje, że mają też inne obowiązki i w tym zakresie... -To już powiedział spokojnie, z tonem który nie bronił poprawienia go. Na tym się nie znał, może się mylił i terminatorzy medyka też musieli dbać o leża matek, kociąt i starszych.
Księżyce: 57
Mistrz: Donośny Krzyk
Płeć: kotka
Matka: Czarny Koń [NPC]
Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC]
Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
- Ah przepraszam, źle zrozumiałam - mruknęła speszona. Ugh to już jej trzeci terminator, ale Sosna wciąż robi błędy! Źle się z tym czuła. Bardzo źle.
- Terminatorzy medyka zwykle zbierają mech do lecznicy i tam wymieniają stare legowiska. Leczą też pomniejsze rany i dolegliwości. I tak, mają swój kodeks, który przestrzegają - powiedziała wstając, a następnie rozciągnęła się. - To co? Zbierany się? - spytała Nieskazitelną Łapę. - A i spotkamy się za dwa księżyce, dobra?
Księżyce: 39
Mistrz: Sosnowy Szmer
Płeć: Kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze
Ojciec: A jest jakiś? (Zatopiona Wyspa)
Trwałe urazy: szeroka szrama na prawej skroni (po lisie)
Szczupły, wysoki, krótkowłosy, niebieskie futro, biała plamka na prawym oku i biel ciągnąca się od palców lewej łapy do końca stopy, morskie oczy.
Skaza wyrósł już z kocięctwa, co pozwoliło na ukształtowanie jego charakteru. Wciąż jest synkiem na każde zawołanie Traszkowego Grzbietu, ale odeszła mu chęć na bycie w centrum zainteresowania. Stara się skupić na swoim treningu, żeby móc zostać najlepszym wojownikiem jakiego widział Klan Wichru. Kocur jest małostkowy, potrafi trzymać urazę za najmniejsze przewinienie, a co gorsza dużo rzeczy bierze dosłownie. Łatwo mu idzie przywiązać się do kotów, które były dla niego miłe i niepodobna mu się, gdy okazują to samo innym kotom niż jemu. Bardzo łatwo przychodzi mu zazdrościć, co w połączeniu z nadmiernym analizowaniem rzeczy nie wróży raczej niczego dobrego.
No dobrze, przeprosiła. Nie odczuwał już więc aż takiego żalu, ale nie zamierzał pocieszać jej słowami "nic się nie stało", bo przecież się stało. Niech żyje ze swoimi przewinieniami. - Rozumiem, ma sens. -Odpowiedział, kiwając przy tym głową. Terminator medyka nie mógł tracić czasu na sprzątanie obozu, gdy jego zadaniem było pomaganie pacjentom. - Za dwa... Dobrze... -To było bardzo dużo czasu, nie podobało mu się to, ale był jedynie terminatorem. Jego zadaniem było słuchać swojego mistrza, a nie narzekać jak rozwydrzone kocie. Zresztą, Sosnowy Szmer mogła mieć innych podopiecznych poza nim i powinien to uszanować, mimo że w środku kiełkowało uczucie zazdrości. Powinien mieć mistrza na wyłączność...
Księżyce: 57
Mistrz: Donośny Krzyk
Płeć: kotka
Matka: Czarny Koń [NPC]
Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC]
Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
- No i super! To za dwa księżyce przed wejściem do obozu. Wtedy ty mnie zaprowadzisz na Wyjące Wzgórza, hihi - powiedziała, śmiejąc się pod koniec. - Chodźmy już, trzeba coś zjeść! - szylkretka powoli skierowała się w stronę obozu, sprawdzając, czy jej nowy terminator rusza jej śladem. - Na co masz ochotę? - spytała, próbując nawiązać z nim jakąś pogawędkę, tak o by umilić czas i nie myśleć o treningu.
***
Kolejny wschód słońca, kolejny trening z Nieskazitelną Łapą na Wyjących Wzgórzach. Młody szybko i dużo pojmował, więc Sosnowy Szmer była z niego bardzo dumna. Niestety została mu jedna z tych rzeczy, od których boli głowa. Najbardziej to Krzyk boli od tego głowa.
- Okej... To słyszałeś już jakieś punkty kodeksu wojownika? - zadała pytanie.
Księżyce: 39
Mistrz: Sosnowy Szmer
Płeć: Kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze
Ojciec: A jest jakiś? (Zatopiona Wyspa)
Trwałe urazy: szeroka szrama na prawej skroni (po lisie)
Szczupły, wysoki, krótkowłosy, niebieskie futro, biała plamka na prawym oku i biel ciągnąca się od palców lewej łapy do końca stopy, morskie oczy.
Skaza wyrósł już z kocięctwa, co pozwoliło na ukształtowanie jego charakteru. Wciąż jest synkiem na każde zawołanie Traszkowego Grzbietu, ale odeszła mu chęć na bycie w centrum zainteresowania. Stara się skupić na swoim treningu, żeby móc zostać najlepszym wojownikiem jakiego widział Klan Wichru. Kocur jest małostkowy, potrafi trzymać urazę za najmniejsze przewinienie, a co gorsza dużo rzeczy bierze dosłownie. Łatwo mu idzie przywiązać się do kotów, które były dla niego miłe i niepodobna mu się, gdy okazują to samo innym kotom niż jemu. Bardzo łatwo przychodzi mu zazdrościć, co w połączeniu z nadmiernym analizowaniem rzeczy nie wróży raczej niczego dobrego.
Dalej był nieco niepocieszony tym ile czasu musiał czekać na następne spotkanie, ale gdy powiedziała, że to on miał następnym razem prowadzić na Wyjące Wzgórza, ożywił się nieco, skanując drogę w celu zapamiętania jej. - Wróbla. -Odpowiedział, nie zdejmując spojrzenia z terenu. Nie mógł popełnić żadnego błędu.
***
Dużo ćwiczył od ostatniego treningu, szczególnie walkę, która jego zdaniem wciąż szła mu dość mozolnie. Niemniej jednak czuł się przynajmniej pewnie w kwestii polowania i teoretycznych rzeczy. - Tak. Mam wymienić? -Zdążył się nauczyć, że takie pytania oznaczały, że kotka chciała od niego nieco więcej niż krótka odpowiedź.
Księżyce: 57
Mistrz: Donośny Krzyk
Płeć: kotka
Matka: Czarny Koń [NPC]
Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC]
Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
Kiwnęła głową.
- Oczywiście, wtedy będę wiedzieć które punkty kodeksu są ci znane, a które nie - uśmiechnęła się do niego. Leżała właśnie na jednym z kamieni na Wyjących Wzgórzach. O dziwo był suchy... Lecz nie na długo. Wysoko na niebie powoli pełzły ciemne, burzowe chmury, ale powinni mieć jeszcze trochę czasu, przynajmniej na kodeks.
Księżyce: 39
Mistrz: Sosnowy Szmer
Płeć: Kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze
Ojciec: A jest jakiś? (Zatopiona Wyspa)
Trwałe urazy: szeroka szrama na prawej skroni (po lisie)
Szczupły, wysoki, krótkowłosy, niebieskie futro, biała plamka na prawym oku i biel ciągnąca się od palców lewej łapy do końca stopy, morskie oczy.
Skaza wyrósł już z kocięctwa, co pozwoliło na ukształtowanie jego charakteru. Wciąż jest synkiem na każde zawołanie Traszkowego Grzbietu, ale odeszła mu chęć na bycie w centrum zainteresowania. Stara się skupić na swoim treningu, żeby móc zostać najlepszym wojownikiem jakiego widział Klan Wichru. Kocur jest małostkowy, potrafi trzymać urazę za najmniejsze przewinienie, a co gorsza dużo rzeczy bierze dosłownie. Łatwo mu idzie przywiązać się do kotów, które były dla niego miłe i niepodobna mu się, gdy okazują to samo innym kotom niż jemu. Bardzo łatwo przychodzi mu zazdrościć, co w połączeniu z nadmiernym analizowaniem rzeczy nie wróży raczej niczego dobrego.
- Kocięta nie mogą być mianowane terminatorskim, dopóki nie ukończą 6 księżycy. Starszyzna i kocięta muszą zostać nakarmieni przed terminatorami i wojownikami, ponadto terminatorom nie wolno jeść bez pozwolenia, dopóki nie zapolują, by nakarmić starszyznę. -Były to póki co podstawy podstaw, które były omawiane przy okazji rang.- Nie poluj i nie wstępuj na teren innego Klanu. Zwierzyna jest zabijana tylko po to, żeby się nią pożywić. -Pierwsza z tych dwóch była zwyczajnie tym co wiedział, a przynajmniej powinien wiedzieć każdy klanowy kot, a drugą powtarzały matki w kociarnii.
Księżyce: 57
Mistrz: Donośny Krzyk
Płeć: kotka
Matka: Czarny Koń [NPC]
Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC]
Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
- Dobrze, brawo - pochwaliła terminatora. - Co do ostatniego punktu, który wymieniłeś... Jest jeszcze jego ciąg dalszy, a brzmi on następująco: podziękuj Gwiezdnemu Klanowi za jej życie. - powiedziała, przelatując wzrokiem po nieboskłonie. - Wiem, że możesz nie wierzyć w Gwiezdny Klan, że opiekują się wszystkimi żyjącymi kotami... Ale chcę, tylko byś o tym pamiętał, rozumiesz? - spytała, zerkając na Skazę z lekkim uśmiechem.
Księżyce: 39
Mistrz: Sosnowy Szmer
Płeć: Kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze
Ojciec: A jest jakiś? (Zatopiona Wyspa)
Trwałe urazy: szeroka szrama na prawej skroni (po lisie)
Szczupły, wysoki, krótkowłosy, niebieskie futro, biała plamka na prawym oku i biel ciągnąca się od palców lewej łapy do końca stopy, morskie oczy.
Skaza wyrósł już z kocięctwa, co pozwoliło na ukształtowanie jego charakteru. Wciąż jest synkiem na każde zawołanie Traszkowego Grzbietu, ale odeszła mu chęć na bycie w centrum zainteresowania. Stara się skupić na swoim treningu, żeby móc zostać najlepszym wojownikiem jakiego widział Klan Wichru. Kocur jest małostkowy, potrafi trzymać urazę za najmniejsze przewinienie, a co gorsza dużo rzeczy bierze dosłownie. Łatwo mu idzie przywiązać się do kotów, które były dla niego miłe i niepodobna mu się, gdy okazują to samo innym kotom niż jemu. Bardzo łatwo przychodzi mu zazdrościć, co w połączeniu z nadmiernym analizowaniem rzeczy nie wróży raczej niczego dobrego.
Już otwierał pysk, żeby zaprzeczyć, ale powstrzymał się. Nie był pewny, czy jego odpowiedź byłaby szczera, bo szczerze mówiąc nigdy nie zastanawiał się nad istnieniem, czy też nieistnieniem Gwiezdnego Klanu. Z jednej strony babcia otrzymała od Gwiezdnych dar dziewięciu żywotów, ale nigdy tak na prawdę nie widział, żeby je traciła, tak więc nie widział również żadnego cielesnego dowodu na ich istnienie. - Czy kot, który nie wierzy w Gwiezdny Klan, ale musi przestrzegać kodeksu, może być mianowany wojownikiem? To brzmi jak... oszustwo. -Wypowiedział to co mu ciążyło na głos.
Księżyce: 57
Mistrz: Donośny Krzyk
Płeć: kotka
Matka: Czarny Koń [NPC]
Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC]
Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
Zmrużyła oczy na dobre pytanie Nieskazitelnej Łapy.
- Hmm... Ciekawe pytanie i niezłe określenie - powiedziała. - Myślę, że każdy może zostać wojownikiem, nawet jeśli nie wierzy w Gwiezdny Klan. Ale pewnie gorzej jeśli dany wojownik zostanie zastępcą, a później przywódcą... Wtedy dany Klan mógłby odwrócić się od naszych braci i sióstr, matek, ojców i innych członków rodziny, którzy przesiadują na Srebrnej Skórce - rzekła. - Ale wiesz... Jeśli chcesz żyć w klanie, razem z innymi to nic nie szkodzi ci na tej drodze, nawet brak wiary w zmarłe koty. Możesz być kim zechcesz, kiedy zechcesz i robić to co masz ochotę, pamiętając oczywiście by przestrzegać kodeksu wojownika, gdy jesteś częścią klanu.
Księżyce: 39
Mistrz: Sosnowy Szmer
Płeć: Kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze
Ojciec: A jest jakiś? (Zatopiona Wyspa)
Trwałe urazy: szeroka szrama na prawej skroni (po lisie)
Szczupły, wysoki, krótkowłosy, niebieskie futro, biała plamka na prawym oku i biel ciągnąca się od palców lewej łapy do końca stopy, morskie oczy.
Skaza wyrósł już z kocięctwa, co pozwoliło na ukształtowanie jego charakteru. Wciąż jest synkiem na każde zawołanie Traszkowego Grzbietu, ale odeszła mu chęć na bycie w centrum zainteresowania. Stara się skupić na swoim treningu, żeby móc zostać najlepszym wojownikiem jakiego widział Klan Wichru. Kocur jest małostkowy, potrafi trzymać urazę za najmniejsze przewinienie, a co gorsza dużo rzeczy bierze dosłownie. Łatwo mu idzie przywiązać się do kotów, które były dla niego miłe i niepodobna mu się, gdy okazują to samo innym kotom niż jemu. Bardzo łatwo przychodzi mu zazdrościć, co w połączeniu z nadmiernym analizowaniem rzeczy nie wróży raczej niczego dobrego.
On z kolei zrobił duże oczy na jej wytłumaczenie. Owszem, to wszystko brzmiało bardzo miło, ale problem tkwił w tym, że to co mu mówiła zwyczajnie nie miało najmniejszego sensu. - Przestrzegać kodeksu? Ale jak mogę go przestrzegać skoro nie wierzę w Gwiezdny Klan, a jedna z jego zasad wyraźnie mówi o tym, żeby dziękować im za udane łowy? To oszustwo! Przysięga nie ma wtedy sensu, a kot nie ma prawa zostać wojownikiem, bo nie przestrzega kodeksu. -Zrobił jeszcze większe oczy, gdy zdał sobie sprawę z tego, że takich kotów mogło być setki na przestrzeni wieków. Setki wojowników, którzy złożyli fałszywą deklaracje...
Księżyce: 57
Mistrz: Donośny Krzyk
Płeć: kotka
Matka: Czarny Koń [NPC]
Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC]
Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
Wypuściła ze świstem powietrze. Na pysku wciąż pozostawał uśmiech, lecz mniej słodki, bardziej pokroju "zaraz cię walnę". Czuła pulsowanie skroni. Ehh... Co ja z nim mam zrobić... Aż wpadła na pomysł.
- Wiesz... Nikt z klanu nie obwinia kogoś za brak wiary. W końcu nie często Gwiezdny Klan objawia się któremuś z nas, wiesz? Ja robię to po prostu dla zasady. A gdyby serio istnieli? Świetnie! Wiedziałabym, że nie robię tego na darmo - mruknęła, zastanawiając się, czy wspomnieć o... A niech stracę. - Mój brat, Burzliwe Bagno twierdzi na przykład, że istnieją potwory. Wiesz, takie wielkie, ciemne stwory, ale nie chodzi o te od dwunożnych! Ponoć walczył raz z nimi... Ale czy to prawda? Do końca nie wiem, ale Bagno raz mi powiedział, że to przez nie, naszego ojca z nami nie ma. Z początku mu uwierzyłam, ale z czasem zaczęłam wątpić... Wiesz dlaczego? Bo nie natknęłam się na ani jednego potwora. Ot, dlatego - wzruszyła ramionami. - Z wiarą w klan na Srebrnej Skórce jest podobnie. Ale zauważ też, że nie każdy chce zostać wojownikiem, by tylko w nich wierzyć. Jasne, pamięć o zmarłych kotach jest ważna, ale ważniejsze jest pamiętanie o żyjących. Ich trzeba chronić, troszczyć się, rozumiesz, co mam na myśli, tak? - spytała.
Księżyce: 39
Mistrz: Sosnowy Szmer
Płeć: Kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze
Ojciec: A jest jakiś? (Zatopiona Wyspa)
Trwałe urazy: szeroka szrama na prawej skroni (po lisie)
Szczupły, wysoki, krótkowłosy, niebieskie futro, biała plamka na prawym oku i biel ciągnąca się od palców lewej łapy do końca stopy, morskie oczy.
Skaza wyrósł już z kocięctwa, co pozwoliło na ukształtowanie jego charakteru. Wciąż jest synkiem na każde zawołanie Traszkowego Grzbietu, ale odeszła mu chęć na bycie w centrum zainteresowania. Stara się skupić na swoim treningu, żeby móc zostać najlepszym wojownikiem jakiego widział Klan Wichru. Kocur jest małostkowy, potrafi trzymać urazę za najmniejsze przewinienie, a co gorsza dużo rzeczy bierze dosłownie. Łatwo mu idzie przywiązać się do kotów, które były dla niego miłe i niepodobna mu się, gdy okazują to samo innym kotom niż jemu. Bardzo łatwo przychodzi mu zazdrościć, co w połączeniu z nadmiernym analizowaniem rzeczy nie wróży raczej niczego dobrego.
Zmarszczył brwi. Nie obchodziło go, czy klan obwiniał swoje koty o brak wiary. Obchodziło go to, że kodeks zawiera zasadę o tym, że ta wiara powinna istnieć w życiu każdego klanowego kota, a kiedy jej nie ma to przysięga podczas mianowania jest zwyczajnie nie ważna. Nie usatysfakcjonowała go odpowiedź Sosnowego Szmeru, chciałaby się jeszcze odezwać, ale ze względu na jej minę postanowił zrezygnować z tematu. Nie szczędził jej jednak skrzywienia pyszczka. - Tak. -Burknął w odpowiedzi. Nie negował konieczności troszczenia się o klan, nie negował przecież niczego, po prostu doszedł do wniosku, że kodeks jest notorycznie łamany! I dlaczego jest to uważane za coś normalnego?!