Logo Artemidy
Brzozowe Grzybki
#46
Jego pysk był odwrócony w prawo, lustrując strumyk, zastanawiając się, gdzie może być najpłycej. Teraz przeklinał siebie w myślach, że nigdy nie postanowił wsiąść sobie czas i popływać w Czarnym Ogonie, by obadać jego koryto. Mysi Móżdżek nie przygotował się na taką totalnie normalną i często zdarzającą się sytuację, i teraz go to ugryzło w tyłek! Skarcił się w myślach za to niedociągnięcie. Był nierozważny i teraz za to płacił! Kiedy odwrócił pysk ku terenom, z zadowoleniem zdał sobie sprawę, że Wróbelek go posłuchał i w końcu postanowił podejść bliżej. Nadal jakoś dziwnie tak bez powodu, trzymał dystans, co Kogucik był skory zignorować, bo w końcu byłby w stanie zacząć mówić normalnym tonem... No gdyby nie fakt, że młody terminator postanowił odezwać się pierwszy.
- JAKA PANI?! - warknął, zapominając o tym, że nie może kłaść ciężaru na przedniej łapie, i syknął z bólu. Kogucik nigdy nie lubił tej części spotykania nowych kotów, jednak z czasem nauczył się obchodzić to w taki sposób, żeby nie rzucać się od razu do gardła. Wiedział, czemu inni brali go za kotkę, mimo iż daleko mu do jednej było, ale pech chciał, że przez tę zagmatwaną sytuację, przepełnioną nieporozumieniami, jego cierpliwość była niesprawiedliwie krucha. Jego ogon zatańczył w powietrzu, kiedy słuchał, co Wróbelek chce mu przekazać, jakimś cudem nie umiejąc powiązać wątków. Lub może nie chcąc ich powiązać i uwierzyć, że kocur myślał, iż jest samotnikiem. Podążył wzrokiem za łapką terminatora, tępo przyglądając się samotniczym terenom, tylko po to, by zerknąć znów na Wróbelka, znów na tereny i w końcu potrząsnąć pyskiem, nie mogąc uwierzyć w to, co jego uszy słyszały. Gdyby tylko mógł, przetarłby sobie oczy łapą, ale najpewniej zaliczyłby wtedy glebę. - Za kogo ty... Czy ty... Nie jestem... - spróbował wypluć coś sensownego, jednak jego ozor plątał się z irytacji i bólu. - KTO JEST TWOJĄ MATKĄ?! - rzucił w końcu, lustrując młodego ostrym spojrzeniem.
[Obrazek: daw5l93-80809c5a-b900-44d4-b5ae-f2c37159...ZebX0Y8uSg]
If you ever see me fightin in da forest
xxx
With a grizzly bear
xxx
- ̗̀ HELP DA BEAR ̖́ -
xxx
Cause that b**** goin need it

LVL 3 65 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
15
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#47
Widząc, że nieznajomy odruchowo podążył wzrokiem za jego łapą, Wróbelek poczuł iskierkę nadziei. Przez moment wyobraził sobie nawet, jak wszystko skończy się w najprostszy możliwy sposób. Że samotnik otworzy pysk i powie: „Ach, przepraszam. Nie zauważyłam granicy. Już sobie pójdę.” Oczywiście, była to złudna nadzieja. Pysk kocura skrzywił się lekko, gdy zaraz po kolejnym warknięciu usłyszał syk bólu jaki wydał z siebie kot. Nie wyglądało to dobrze. Ani trochę.
- No... nie chciałem mówić na „ty” do kogoś, kogo nie znam - wyjaśnił ostrożnie, dochodząc do wniosku, że o to chodziło, a jego uszy uniosły się. Tak jakby mogło mu pomóc wyłowić sens z kolejnych słów wypadających z jasnego pyska. Nie pozostały w tej pozycji jednak długo. Gdy następny wrzask przeciął powietrze, uszy natychmiast przykleiły na powrót do czaszki.
- Em... - Wróbelek odruchowo spojrzał za ramię, w miejsce, gdzie przed chwilą zniknęła dwójka wojowników. Zastanawiał się przy tym czy samotnik go posłucha jak powie, że najlepiej gdyby poczekał na kolegę? Bo on tu praktyki tylko robił tylko i się nie zna na tym, czy powinien zdradzać imię swojej matki nieznajomej. - Moja mama to Księżycowe Wzgórze - odpowiedział w końcu wracając spojrzeniem do szylkrete, postanawiając zaryzykować i najwyżej popełnić błąd.
W końcu gdyby taki samotnik chciał uznawać potem, że przyjaźnił się z jego matką to, biorąc pod uwagę jej charakter i tak nikt w wichrze w to nie uwierzy.

Then there is You-u!
You make the summer so much nicer,
thanks to You-u!
The mockingbirds sing like a choir
They go:
[Obrazek: oHkIZiV.gif]
*Doo-doo-doo-hoo!*
*doo-doo-doo-hoo~*


Now I know!
There's no need to be afraid
You make the sun rise up.
LVL 3 60 / 200
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
8
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#48
Naturalnie, że Wróbelek nie powinien rozpowiadać samotnikom, jak jego rodzice się nazywają. Oczywiście nie było to aktualne w tym momencie, ponieważ Kogucik nie był samotnikiem, ale gdyby był, którym trzeba podkreślić nie był, to powinien trzymać pyszczek na kłódkę. Gdyby nie groteskowa sytuacja, w jakiej obecnie się znajdował, szylkret mógłby wykorzystać ten moment i obrócić go w jakąś ważną lekcję o kontaktach z obcymi kotami. No, nic jeszcze straconego. Może starszy przypomni sobie o tej chwili i kiedyś postanowi wyciągnąć burego za ucho, by ten więcej czegoś takiego nie robił.
- ... - Otworzył pysk, by znów warknąć w odpowiedzi, choć zamarł, kiedy zdał sobie sprawę, że w sumie nie mógł się o nic przyczepić. No, miało sens. W sumie to nawet było bardzo miłe z jego strony, że był taki kulturalny... I właśnie dlatego, że Kogucik zdał sobie sprawę, iż jego własne zachowanie było bardziej nie na miejscu niż Wróbelka, wkurzył się jeszcze bardziej. Tym razem specjalnie szurnął chorą łapą o ziemię, by móc syknąć z bólu i zachować twarz przed młodym. Bo oczywiście, że nie przyzna się do winy. Jeszcze czego!

Księżyc miała drugi miot? Musiała, bo ten tutaj wyglądał na o wiele młodszego od tej głupiej kłody, Bijącej. O tak, niesmak do kocicy był równie świeży jak w dniu tamtej ceremonii. Poczuł, jak jego sierść staje dęba, a pazury same się wysuwają. Fuknął pod nosem, badając młodzieńca wzrokiem. No, w sumie dostrzegał podobieństwo między nim a rodzicielką.
- Znam ją - mruknął w końcu po chwili ciszy. - I twojego ojca też znam. Słoneczny Brzeg... Ile ty w ogóle masz księżyców? - Zapytał, nie mogąc przestać się zastanawiać, kiedy ten w ogóle przyszedł na świat. Był młodszy od Zajączków? Musiał być, no nie? Po tym, jak tamte odrosły od ziemi, Kogucik nie przebywał już za bardzo w kociarni i miał ważniejsze rzeczy do roboty niż niańczenie dzieciarni Księżyca; nie żeby ktoś go o to prosił.
[Obrazek: daw5l93-80809c5a-b900-44d4-b5ae-f2c37159...ZebX0Y8uSg]
If you ever see me fightin in da forest
xxx
With a grizzly bear
xxx
- ̗̀ HELP DA BEAR ̖́ -
xxx
Cause that b**** goin need it

LVL 3 65 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
15
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#49
Jasne ślepka rozchyliły się szerzej, kiedy nieznajomy otworzył pysk i nic nie powiedział. Zamiast tego wydawał się zastygnąć w miejscu niczym kamień. Przez Wróbelkowy łebek przeleciała myśl, że może coś mu się stało? Jego rany nie wyglądały w końcu za dobrze i co jeżeli zaczęło mu się robić słabo? Albo - nie dajcie gwiezdni - umrze tu zaraz?!
Syk bólu jaki uciekł spomiędzy warg samotnika, kiedy ten w końcu się ruszył szurając upośledzoną łapą o ziemię, wyjątkowo nie poruszył serduszka olbrzyma w żalu. Tym razem była to ulga. Bo w końcu jak syczał to znaczyło, że jeszcze żył. Och i fukał też! I stawiał futro na grzbiecie! Oj... to akurat niedobrze. Nie zdążył się jednak naprawdę przestraszyć, bo ten się odezwał.
- Och... - uciekło z jego pyszczka. Nie był na tyle naiwny, żeby uwierzyć mu na słowo, gdyby nie to, że znał również imię jego ojca.
Tego samego zresztą, który aktualnie mógł bić się gdzieś na terenach z drapieżnikiem. Myśl do tej pory przytłumiona przez szok, uderzyła kocura ze zdwojoną siłą. Po raz kolejny spojrzał więc przez ramię, a jego brwi zmarszczyły się w zmartwieniu.
- Czternaście - odparł, w zaaferowaniu nie myśląc nawet o tym, czy powinien czy też nie, dawać szylkretowemu kotu jeszcze więcej informacji. - Skąd znasz moich rodziców? I... jeżeli mogę wiedzieć. Co ci się stało? - Zagadnął kierując jasne ślepka na uniesioną nad taflą wody kolorową łapę.

Then there is You-u!
You make the summer so much nicer,
thanks to You-u!
The mockingbirds sing like a choir
They go:
[Obrazek: oHkIZiV.gif]
*Doo-doo-doo-hoo!*
*doo-doo-doo-hoo~*


Now I know!
There's no need to be afraid
You make the sun rise up.
LVL 3 60 / 200
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
8
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#50
Już miał otworzyć pyszczek, by wytłumaczyć sytuację i rozwiać wszelkie niejasności. Skąd znał Słoneczko i Księżyca? Bo urodził się w Wichrze i chciał do niego wrócić, i ogólnie to wow, wyrosłeś od kiedy ostatnio widziałem cię w kociarni, drogi Wróbelku! I ogólnie to jestem Kogucia Łapa i miło mi. To wszystko mogło zostać rozwiązane jedną prostą odpowiedzią, ale niestety, ku radości userów, nie będzie im to dane. O nie. Ponieważ pytanie Wróbelka striggerowało szylkreta do takiego stopnia, że w uderzenie serca zignorował słowa burego, zwracając całą uwagę na kwestię swoich ran, dalej pchając ich w to śmieszne nieporozumienie.

- Najpaskudniejsza z żyjących istot - warknął nisko, wykrzywiając się i wbijając nienawistne spojrzenie w swoją łapę. Czuł ból, kiedy wyciągnął w niej pazury, jednak nie mógł przestać. Furia, która chciała go rozsadzić od środka, musiała gdzieś znaleźć upust. - Śmierdząca sterta rudego wroniego żarcia, która w ogóle nie powinna się urodzić. Stwór, który lubuje się w zniszczeniu i chaosie, jakby był wcieleniem samego Ciemnego Lasu - ciągnął dalej, wbijając teraz intensywny wzrok we Wróbelka. - Złapał mnie, kiedy byłem niewiele starszy od ciebie, i zostawił, bym powoli wykrwawiał się w jakimś rowie - Mruknął, pokazując bliznę na swojej szyi. Potem ostrożnie podniósł poturbowaną łapę, przyglądając się jej z obrzydzeniem. - A teraz postanowił zostawić mnie z tym. Ma jednak gówno zamiast mózgu, bo popełnił dwa razy ten sam błąd, nie dobijając mnie - kąciki jego ust uniosły się w gorzkim uśmiechu, zaś w ślepiach niebezpiecznie błysnęło. - Pożałuje tego. Zadbam o to, kiedy wcisnę mu własny ogon do gardła. - Proszę pana, to jest McDonald's. Jeszcze przez chwilę fantazjował sobie o tym, jak w końcu uda mu się zabić swojego arcywroga, pozwalając, by między nimi zapadła (pewnie ze strony młodszego niezręczna) cisza. Następnie zerknął na Wróbelka, trzepnął uchem i ociężale wstał na trzy łapy. - Dobra, chodź. Przydasz się na coś i znajdziesz, gdzie jest najpłycej - fuknął, zerkając wzdłuż Czarnego Ogona.
[Obrazek: daw5l93-80809c5a-b900-44d4-b5ae-f2c37159...ZebX0Y8uSg]
If you ever see me fightin in da forest
xxx
With a grizzly bear
xxx
- ̗̀ HELP DA BEAR ̖́ -
xxx
Cause that b**** goin need it

LVL 3 65 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
15
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#51
A to dopiero peszek, że nieznajomy postanowił opowiadać dreszczowce, w momencie, gdy Wróbelek zaczął uświadamiać sobie, iż reszta patrolu właśnie mogła zmagać się z jakimś drapieżnikiem...
Wyobraźnia olbrzymiego burasa, nawet jeżeli nie należała do szczególnie barwnych, zrobiła swoje. Z każdym kolejnym słowem padającym z jasnego pyska, jego własny zaciskał się coraz mocniej. Spojrzenie wielkich jak spodki jasnozielonych ślepek błądziło między blizną na szyi szylkreta, a Wichrowymi terenami, by za chwilę znów powędrować na okaleczoną łapę. Gdy wiatr odezwał się przeciągłym gwizdem, wielkie ciało burasa drgnęło odruchowo, a on sam nieomal gorączkowo zaczął wypatrywać tego wcielenia Ciemnego Lasu.
- Ten potwór... Jest w okolicy? - Zapytał poważnym tonem. Nie zdawał sobie w końcu sprawy, że lepiej byłoby zapytać: "Jest tu z nami? Mówi coś do ciebie?". Jednocześnie serce ścisnęło się nieprzyjemnie w piersi.
Bo Co jeśli właśnie z czymś takim mierzyli się teraz Słoneczny Brzeg i Polny Wiatr? Czy powinien pobiec ich szukać? Pomóc im? Tylko co jeżeli zgubi się po drodze?
Myśli kotłowały się w jego głowie tak intensywnie, że przez chwilę nawet nie zauważył, kiedy zaczął iść. Dopiero chłód wody oblewającej łapy uświadomił mu, że brodzi już w Czarnym Ogonie, wpatrując się w nurt i szukając płytszych miejsc. Bo jeśli miało to pomóc... Ale zaraz momencik! W czym? Wróbelek zatrzymał się nagle i zmarszczka pojawiła się między jego brwiami.
- Przepraszam, ale... - zaczął podnosząc jasne spojrzenie ponownie na szylkretow pysk. - Jeśli znajdę, gdzie jest najpłycej... to czy nie będziesz mogła wtedy przejść na tereny Klanu Wichru?

Then there is You-u!
You make the summer so much nicer,
thanks to You-u!
The mockingbirds sing like a choir
They go:
[Obrazek: oHkIZiV.gif]
*Doo-doo-doo-hoo!*
*doo-doo-doo-hoo~*


Now I know!
There's no need to be afraid
You make the sun rise up.
LVL 3 60 / 200
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
8
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#52
- Nigdy nie jest daleko - mruknął z zaskakującym zadowoleniem, jakby cieszył się z tego faktu. W końcu gdyby ta sterta wroniego żarcia przeniosła się na inne terytorium, nigdy nie mógłby doprowadzić swojej zemsty do końca, pomścić się za wszystkie chwile, które lis mu odebrał. Chciał, żeby został blisko, dopóki sam nie będzie gotowy w końcu go zabić. Cóż, relacje przybierają różne formy. Nawet takie pokręcone. Kiedy mówił, nie zdawał sobie sprawy z tego, że straszy Wróbelka na śmierć (co nie było odosobnionym przypadkiem) i że jego współpraca wynikała głównie ze strachu. Kogucik był po prostu zadowolony, że bury ruszył z nim w dół strumienia, szukając płytszego miejsca i nie negował czemu. Lustrował go czujnie, oceniając, gdzie najlepiej woda sięgała niżej niż jego brzucha. Wszystko szło gładko aż do momentu, gdy ten znów się odezwał.

- Ahr! - syknął z bólu, zaciskając zęby. Potrzebował chwili, żeby się pozbierać. Ta krótka cisza sprawiła, że adrenalina zaczęła opadać. Zwolnione tempo pozwoliło zmęczeniu w końcu go dogonić. Chciał wrócić do domu tak bardzo, że przez ostatni księżyc ignorował naprawdę wiele swoich potrzeb, wiec był słaby. Do tego ta walka z samotnikiem zdecydowanie nie pomogła. - Mógł! - wycedził, poprawiając go. Następnie wziął głęboki oddech, próbując opanować ból, który zaczynał go już zwyczajnie męczyć. - Ta, taki jest plan - mruknął już nieco ciszej, choć jego ton pozostał napięty. Zerknął znów na burego i nagle zdał sobie sprawę, że w sumie mógłby użyć go jako mostu.
[Obrazek: daw5l93-80809c5a-b900-44d4-b5ae-f2c37159...ZebX0Y8uSg]
If you ever see me fightin in da forest
xxx
With a grizzly bear
xxx
- ̗̀ HELP DA BEAR ̖́ -
xxx
Cause that b**** goin need it

LVL 3 65 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
15
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#53
Ogon Wróbla poruszył się lekko, zdradzając niepewność, która ścisnęła mu serce na słowa nieznajomego. Kropelki wody rozprysły się cicho wokół jego łap. Im dłużej jednak próbował uporządkować tę sytuację w własnej głowie - a przynajmniej na tyle, na ile w ogóle było to możliwe w warunkach, których nie przewidywało żadne wichrowe bingo - tym wyraźniej dochodził do wniosku, że choć chciał upewnić się, iż z resztą patrolu, z jego ojcem, wszystko jest w porządku, to jednak samodzielne ruszanie im na pomoc nie byłoby rozsądne. Bo jak jego własne umiejętności, oparte głównie na kilku sparingach, miałyby się równać z dwójką doświadczonych wojowników? Może przemawiał przez niego wyssany z mlekiem matki pragmatyzm, ale im chłodniej udawało mu się spojrzeć na całą sprawę, tym bardziej docierało do niego, że zamiast pomagać, najpewniej sam wymagałby ratunku. No i do tego pozostawała jeszcze kwestia nieznajomego...

Ucho Wróbelka drgnęło, gdy zamiast odpowiedzi ten zasyczał. Jasne spojrzenie znów prześlizgnęło się po jego okaleczonej łapie.
- Może gdybyś usiadła, bolałoby mniej - zauważył spokojnie, starając się jednocześnie nadać sensu dalszym słowom szylkreta. Aż w końcu mu się udało. - Ty jesteś kocurem! - Wyrwało mu się nagle i zdecydowanie za głośno. - Znaczy, naturalnie, że jesteś kocurem - poprawił się. Zdenerwowanie go swoim błędem było w końcu ostatnim na co miał ochotę, biorąc pod uwagę ostrzeżenia o wściekłych samotnikach. A jeżeli ten tu nie był wściekły, to słysząc kolejne słowa, zdecydowanie niezbyt koszerny w głowie. Bo czy nie byli już w tym miejscu i nie wyjaśnili sobie tego?
- Przepraszam, ale... - widząc przenikliwe spojrzenie na swoich plecach Wróbelek poczuł dziwny dreszcz. - Posłuchaj. Nie wiem, jakie są do końca twoje zamiary - ugryzł się w język, powstrzymując dopowiedzenie „i nie wiem, co ja powinienem zrobić”. - Ale może nie wyraziłem się do końca jasno. Tylko koty z Klanu Wichru mogą być na terenach Klanu Wichru. A ty - wskazał łapą na szylkreta, - jesteś samotnikiem. Więc powinieneś… No, jeżeli byś sobie poszedł, albo poczekał po drugiej stronie brzegu cierpliwie to byłoby chyba najlepiej.

Then there is You-u!
You make the summer so much nicer,
thanks to You-u!
The mockingbirds sing like a choir
They go:
[Obrazek: oHkIZiV.gif]
*Doo-doo-doo-hoo!*
*doo-doo-doo-hoo~*


Now I know!
There's no need to be afraid
You make the sun rise up.
LVL 3 60 / 200
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
8
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#54
- Uhmh - mruknął cierpko w odpowiedzi na jego oświecenie, ponieważ nie był zdolny do niczego więcej. Zamknął ślepia na chwilę i wziął głęboki oddech, lekko się przy tym krzywiąc. Oczywiście, że był kocurem. Przecież emanował męską siłą... No, znaczy teraz może niczym nie emanował, poza adrenaliną i workami pod oczami, ale to też nie był jego najlepszy moment. Z jednej strony wiedział, że nie może oskarżać innych o to, że nie wiedzieli, kim jest. Z drugiej było aż za łatwo rzucać się kotom do gardeł, kiedy te nie umiały wydedukować z gwiazd, że jest kocurem. Z trzeciej strony, gdyby jakiś kompletnie obcy kot od razu by to rozpoznał, Kogucik automatycznie by mu nie ufał, w obawie, że ten umie czytać w myślach. No nie wygrasz.

To, że koty myliły jego płeć, było jedną sprawą. Jak już wspomniano, było to niewygodne, ale zrozumiałe. Jednak następna rzecz sprawiła, że Kogucikowi ciśnienie znów podskoczyło. W pierwszej chwili tępo patrzył się na Wróbelka, kiedy ten coś tam trajkotał. Po chwili zmrużył ślepia, a uszy drgnęły, rejestrując jego słowa. Dopiero potem informacje dotarły do mózgu, gdzie zostały przemielone raz, drugi i trzeci, ponieważ szylkret był przekonany, że się przesłyszał. No ale właśnie nie. Bo puenta pozostawała taka sama. Ten myślał, że jest samotnikiem. I ten jeden klocek układanki nagle sprawił, że Kogucik mógł zrozumieć reakcje młodego... Co jednak nie oznaczało, że zachowa się jak dorosły kot i spokojnie wszystko wyjaśni. O nie, co to, to nie!
- NA GWIEZDNY KLAN, TY MYŚLISZ, ŻE JESTEM SAMOTNIKIEM?! - oburzył się, czując, jak kryza staje mu dęba. - Jestem Kogucia Łapa, Terminator Klanu Wichru! Na wszystkich świętych, wymieniałem mech w legowisku twojej matce, kiedy jeszcze srałeś pod siebie! - ciągnął dalej, choć jego złość zdecydowanie nie była już tak wybuchowa jak na początku spotkania. Nadal się żarzyło, ale przemęczenie zaczynało wygrywać. - Bławatkowa Łąka i Zajęcze Ucho to moi rodzice! Myślisz, że gdybym był samotnikiem, to prosiłbym cię o pomoc w przejściu granicy?! - rzucił pytaniem, będąc już mniej złym, a bardziej rozczarowanym, bo jaki to w ogóle miało sens?
[Obrazek: daw5l93-80809c5a-b900-44d4-b5ae-f2c37159...ZebX0Y8uSg]
If you ever see me fightin in da forest
xxx
With a grizzly bear
xxx
- ̗̀ HELP DA BEAR ̖́ -
xxx
Cause that b**** goin need it

LVL 3 65 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
15
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#55
  Nie była na jednym ze swoich dodatkowych patroli, a zwyczajnie polowała w okolicy. Czasem preferowała właśnie tę formę – polowanie wymagało i tak, aby miała oczy i uszy szeroko otwarte, a pozwalało zrobić lepszy użytek z czasu, który normalnie marnowała na przemierzanie pustej granicy. Z drugiej strony czasem myśli w jej głowie nie pozwalały na nic innego, niż jego marnowanie. Wyjście o tej samej porze, o której Truflowy Nosek wysyłała właściwą grupę, byłoby jednak nonsensem, dlatego kiedy Wróbelek męczył się z Kogucikiem niczym w jakiejś bajce Fontaine'a, kawałek dalej Warchlak wypruwała sobie żyły, żeby dogonić przestraszonego królika.
  Wynik gonitwy zdawał się już przesądzony, ale nie chciała dać za wygraną. Przyspieszyła jeszcze na kilka ostatnich susów... tylko po to, żeby wyryć piękny rów na ukrytym pod trawą błocie. Zaklęła siarczyście, z wściekłością podnosząc się z ziemi i odprowadzając wzrokiem znikającego uszaka. Wiedziała, że nie dość, że cały jej wysiłek poszedł na marne, to będzie teraz musiała zmienić miejsce.
  Zanim jednak zdążyła odejść daleko, a nawet dobrze otrzepać się z błocka, jej uszu dobiegły jakieś dziwne, rozeźlone krzyki. Zatrzymała się, by nasłuchiwać. Słowa ledwie do niej docierały, ale tych kilka, które udało jej się wyłapać, nie przywodziło na myśl patrolowej sprzeczki. No i ten głos... Ruszyła w stronę zamieszania, przyspieszając w miarę, jak uświadamiała sobie, że chodzi o problem na granicy, i jak przypominał jej się właściciel pełnego wyrzutu tonu, chociaż wciąż nie chciała w tę możliwość uwierzyć.
  A jednak. Na brzegu Czarnego Ogona niezaprzeczalnie stał ten knypek i wariat Kogucia Łapa.
   – Coś tobie jest? – Nie tak spodziewała się zacząć, ale kiedy w końcu dotarła bliżej, pierwszym, co rzuciło jej się w oczy, były nieciekawe luki w szylkretowej sierści. Ewidentnie coś było. Druga rzecz widoczna jak na dłoni: to, że akcja była zaawansowana. – Co wy robicie? Ty...
  Chciała zwrócić się do Wróbelka, ale – o ironio! – dużego pręgusa kojarzyła o wiele słabiej, niż Kogucią Łapę. Przestąpiła z nogi na nogę z niezadowoleniem.
   – Tu się wyrąbiesz, jeśli nie możesz skoczyć. – Poddała się wreszcie i wróciła do łaciatej kreatury. Wciąż nie do końca wierzyła, że go widzi. Budziło to w niej natłok sprzecznych emocji, które objawiły się standardowo zmarszczeniem brwi. – To złe miejsce na to.
╭ Co my tu mamy?
Nasz majestatyczny, zapyziały grajdoł.
Jesteśmy tak nisko w łańcuchu pokarmowym, że to już podziemie ╮
〰 〰 〰 ๑ï 〰 〰 〰
≽(•⩊ •マ≼

Kopcie, robiąc największy gest
Nasze życie tunelem jest
O kopaniu śpiewamy dziś
Ma kopanie do przodu iść ─╮

╰─ Glina tu, mokry piasek tam
Wcale to nie przeszkadza nam
A kiedy koniec zaskoczy nas
    To kopiemy kolejny raz
Kop!    
LVL 6 105 / 500
MedLVL 0 12 / 100
14
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#56
I stało się to, czego Wróbelek chciał uniknąć - rozzłościł samotnika. Rozdzierający wrzask szylkreta przeciął powietrze, sprawiając, że bury olbrzym aż zesztywniał. Przez uderzenie serca nie ruszył się w ogóle, jakby próbował zdecydować, czy to jeszcze rozmowa, czy już atak. W końcu jednak jego ciało zareagowało instynktownie i szybciej niż myśli. Spiął mięśnie, a łapy rozstawił stabilnie, tak jak ćwiczył na sparingach, gotowy do odskoczenia, jeżeli obcy chciałby go zaatakować.
Dopiero gdy pierwsza fala szoku zaczęła opadać, słowa zaczęły układać się w coś sensownego. Klan Wichru. Terminator. Bławatkowa Łąka. Zajęcze Ucho. Uszy Wróbelka opadły płasko na boki. Czyli... Czyli nie był samotnikiem? Chciał wrócić do domu? Wróbelek przez moment poczuł się tak winny sytuacji, że aż miał ochotę go przeprosić za to, że kiedykolwiek był kocięciem i ubrudził mech.
- Ja… - wyrwało mu się, już ciszej, starając się znaleźć odpowiedź na pytanie kocura. - To może brzmi niedorzecznie, ale… chyba mogło się tak zdarzyć... - stwierdził, bo przed momentem wierzył w dokładnie tą wersję wydarzeń. I może dalej trochę wierzył? Bo co jeżeli ten tylko usłyszał imiona od kogoś na granicach i starał się go okłamać? Przecież sam przed chwilą opowiedział mu jak się nazywa on i jego mama...

Nie zdążył znaleźć odpowiedzi. Odgłos kroków rozległ się niedaleko. Wróbelek przekręcił łeb, krzyżując jasnozielone spojrzenie z tym pomarańczowy, należącym do burej kotki. Do wojowniczki. Do kogoś kto będzie miał pojęcie co zrobić!
Lekki uśmiech ulgi wykrzywił na krótki moment jego wargi, a przez głowę przeleciało mu tysiąc myśli. No bo jak miał wyjaśnić to, że był tu sam, mimo że nie powinien? Czy miał zacząć opowieść od Przybrzeżnej Łapy? Od reszty patrolu? Od potwora z ciemnego lasu? Od Koguciej-Podobno-Łapy?
- … - uchylił wargi, kiedy wojowniczka skierowała pysk w jego stronę. Po czym... zignorowała go?
Wróbelek zamrugał patrząc skołowany jak Dziki Czart zaczyna rozmowę z kotem po drugiej stronie strumienia. Nie, nie rozmowę. Ona tłumaczyła mu jak ma przejść! Wróbelek aż cofnął się o krok, czując nieco jakby był pozycją na rachunku, której nikt nie zamawiał.

Then there is You-u!
You make the summer so much nicer,
thanks to You-u!
The mockingbirds sing like a choir
They go:
[Obrazek: oHkIZiV.gif]
*Doo-doo-doo-hoo!*
*doo-doo-doo-hoo~*


Now I know!
There's no need to be afraid
You make the sun rise up.
LVL 3 60 / 200
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
8
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#57
Niedorzecznie?! Zaraz mu da niedorzecznie! Jego cała rodzina była niedorzeczna! Fuknął pod nosem, zamykając na chwilę oczy i modląc się do Gwiezdnego Klanu, żeby dali mu cierpliwość albo trzasnęli piorunem tu i teraz. Co jest z tą klanową młodzieżą?! Znaczy, czego on się właściwie spodziewał. W końcu przez jakiś czas mieli za Matkę kota, który chciał potopić kocięta. Ciekawe, co następne? Może Iskra do reszty zwariowała i postanowiła pasować tego wypłosza z Gromu na nowego zastępcę? Wolne żarty.

Otworzył oczy, gotów kontynuować krytykowanie poczynań młodego terminatora (bo w końcu dostrzec drzazgę w oku bliźniego było o wiele łatwiej niż belkę we własnym) kiedy słowa utknęły mu w gardle. Nie widział już jednego kota, a dwa. W pierwszej chwili pomyślał, że może znowu się wykrwawia i przez to widzi podwójnie. To, albo Wróbelek przeszedł mitozę od tego całego stresu. Obie teorie były oczywiście błędne, bo mimo że jego łapa nadal była daleka od wyleczenia, strupy trzymały się mocno, a jedyną wspólną rzeczą obu sylwetek było bure futro.

- Warchlak - sam nie zarejestrował, kiedy jej kocięce imię uciekło z jego pyszczka. Jego spojrzenie było ciężkie do rozszyfrowania, jego móżdżek sam nie umiał zdecydować jakie emocje się w nim obudziły. Był... Szczęśliwy, że ją widzi? Nie, na pewno nie! Zwyczajnie był zaskoczony, jak się zmieniła, to znaczy jak staro wygląda! To wszystko! I zdecydowanie nie było to tanie wytłumaczenie wynikające z faktu, że nie miał obecnie zasobów psychicznych, by zastanawiać się nad tym dłużej. Zmarszczył brwi, a rysy jego pyska wyostrzyły się, gdy wykrzywił mordkę w typowym dla siebie niezadowoleniu. - Nic - odparł twardo, choć syknięcie z bólu, które uciekło z jego pyska przeczyło temu. - Broni granicy. Beznadziejnie - skomentowała poczynienia Wróbelka, również ignorując na ten moment jego obecność. Ucho drgnęło mu w frustracji, słysząc następne słowa Warchlaczka. - A znasz może jakieś lepsze miejsce? - rzucił zirytowanym tonem, sprawiając wrażenie niewdzięcznego, choć w rzeczywistości wcale nie miał tego na myśli.
[Obrazek: daw5l93-80809c5a-b900-44d4-b5ae-f2c37159...ZebX0Y8uSg]
If you ever see me fightin in da forest
xxx
With a grizzly bear
xxx
- ̗̀ HELP DA BEAR ̖́ -
xxx
Cause that b**** goin need it

LVL 3 65 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
15
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#58
  Cokolwiek kłębiło się teraz w Warchlaku, dźwięk jej własnego imienia wzburzył to jeszcze bardziej. Strzepnęła wąsami.
   – Nie jesteśmy w kociarni – odcięła się, starając się stlamsić te emocje, którym trudno byłoby przypiąć łatkę samej złości. Nie wiedziała, co mu się uroiło w tej łepetynie, i to jeszcze przy tym... no, jak mu tam było! Dalej nie pamiętała, ale tym gorzej było, że teraz on mógł znać nie jedno jej imię, a dwa.
  Buras zaoferował jej jedynie przelotny, głupawy uśmiech, toteż nabrała przekonania, że właściwie sam nie wiedział, co się tutaj dzieje. To czyniło Kogucią Łapę jej jedynym informatorem i w zasadzie odbierało jakikolwiek sens pytaniu, bo cokolwiek kocur bredził miało frustrująco mało związku z rzeczywistością. Zmarszczka na jej czole tylko się pogłębiała, a z gardła wydobył się pomruk.
   – Beznadziejne to są twoje wrzaski – odwarknęła, bo Jakaś Łapa mógł być nieogarnięty, ale irytowało ją już jego traktowanie. Nie chciała się jednak wdawać w głupią sprzeczkę, skoro sytuacja była kryzysowa. – Wychodź już z tej wody – zwróciła się do burego, żeby nie stał jak kołek, kiedy go obrażają. Sama zaczęła przemieszczać się wzdłuż brzegu, jeszcze zanim główny zainteresowany zdążył palnąć swoje pytanie.
  Nie znała się co prawda dobrze na topografii rzeki, ale miała wrażenie, że pamięta płyciznę gdzieś w okolicy. Próbując ją sobie przypomnieć, a przy okazji trochę poukładać w głowie całą sytuację, wyjątkowo zignorowała nawet ton Koguciej Łapy. Ostatecznie nigdy nie był miły, więc tylko głupi by się dziwił, że nie odstąpił od tego, będąc złym i obolałym. Oczywiście nie przeszkadzało jej to patrzeć na niego wewnętrznie z niechęcią i potępieniem. I oczywiście patrzyła właśnie tak, a nie inaczej i niczego innego tam nie było.
  W niedalekiej odległości znalazła miejsce przypominające to, o którym myślała.
   – Tu powinno być lepiej! – zawołała z lekką chrypką, odwracając się do dwójki. Chwilę tam stała, po czym wskoczyła do rzeki i przeszła ją w bród, potwierdzając tym samym głębokość, a następnie wyskoczyła już po drugiej stronie i brzegiem podbiegła do delikwenta, który tam stał.
   – Dasz radę podejść? – Zmarszczyła nos. Gwiezdni, z bliska wyglądał jeszcze gorzej. Ciężkie, a jednocześnie wygojone częściowo rany stawiały w jej głowie milion znaków pytania, ale wątpiła, żeby udało jej się uzyskać odpowiedź wartą więcej niż kulka starych kłaków.
  Przybiegła głównie pod wpływem impulsu – wydało jej się, że tak należało – ale stanąwszy tuż przed nim, poczuła się dziwnie, jakby... to tak naprawdę nie miało się zdarzyć. W końcu mógł równie dobrze być martwy, prawda? A nie był. Chyba że zaraz będzie przez to swoje "nic". Skrzywiła się do tych poplątanych myśli.
╭ Co my tu mamy?
Nasz majestatyczny, zapyziały grajdoł.
Jesteśmy tak nisko w łańcuchu pokarmowym, że to już podziemie ╮
〰 〰 〰 ๑ï 〰 〰 〰
≽(•⩊ •マ≼

Kopcie, robiąc największy gest
Nasze życie tunelem jest
O kopaniu śpiewamy dziś
Ma kopanie do przodu iść ─╮

╰─ Glina tu, mokry piasek tam
Wcale to nie przeszkadza nam
A kiedy koniec zaskoczy nas
    To kopiemy kolejny raz
Kop!    
LVL 6 105 / 500
MedLVL 0 12 / 100
14
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#59
Kogucik jedynie fuknął na jej komentarz. A owszem, nie byli w kociarni, bo nadal znajdowali się na tej cholernej granicy! Bardzo spostrzegawcze, Warchlaczku. Jak tak dłużej o tym pomyśleć, bura w swoim życiu miała aż trzy różne imiona; Warchlak, Ryjąca Łapa i w końcu Dziki Czart, wojowniczka Klanu Wichru. Kocur zmarszczył brwi, jednak tym razem nie w niezadowoleniu, a w refleksji nad tym, jak wszystko się zmienia, a jednak pozostaje takie samo. Nie był głupi. Wiedział, że życie wojownika nie jest usłane różami i że koty bardzo często znikają. Bez śladu, bez tropu, jak kamyczek wrzucony do wody. A jednak Warchlaczek nadal tu była. I Kogucik nie mógł zignorować faktu, że... chyba nie było mu to aż tak obojętne. Może ze wszystkich kotów, które mogły pojawić się na tej granicy, nie mógł zaprzeczyć, że chyba cieszył się, kiedy zobaczył bure futro kotki.

No, dopóki ta znowu się nie odezwała i nie nazwała jego wrzasków beznadziejnymi.
Bo jak na dojrzałego kota przystało, Kogucik postanowił się obrazić. Nawet nie powiedziała tego złośliwie! W końcu bronił granic! To przecież praktycznie była pochwała! A to, że robił to źle, to już zupełnie inna sprawa. Przecież nie będzie kłamał.
- Słyszałeś, co mówiła? - burknął do Wróbelka, przenosząc swoją frustrację na młodego podlotka, który nikomu niczym nie zawinił. - Wynocha z wody, bo jeszcze dostaniesz czarny kaszel - warknął na terminatora, marszcząc brwi. Bo tak, był wielce obrażony na wojowniczkę, ale coś jednak powiedziała, prawda? To nie tak, że zwyczajnie postanowił pomarudzić, żeby odwrócić uwagę od swoich nierozważnych myśli. Jednak Warchlaczek ruszyła. Nie po to, by go zostawić, ale żeby znaleźć miejsce, gdzie mógłby bezpiecznie przejść. Kogucik zmarszczył nos, przyglądając się jej poczynaniom i na siłę szukając dziury w całym.
- Dalej się nie dało? - fuknął, jakby ta miała całkowitą kontrolę nad topografią Czarnego Ogona. Śledził ją wzrokiem, aż nie stanęła przed nim i nie zaczęła mu się przyglądać. Jego pokaleczona łapa spięła się, a pazury wysunęły, kiedy poczuł, że Warchlaczek ją bada. - DAM - wycedził twardo. Jednak wystarczył tylko jeden krok, by syknął z bólu, kiedy chcąc pokazać, jak bardzo nic mu nie jest, stanął na zranionej łapie i prawie się nie przewrócił. Spiorunował kotkę spojrzeniem, tak jakby to ona była odpowiedzialna za jego ranę. Następnie powoli zaczął kuśtykać w miejsce, przez które bura jeszcze chwilę temu przeszła. Wycieńczony podróżą nie spodziewał się, że kiedy wejdzie do wody, łagodny nurt okaże się aż taką przeszkodą. Sensownym wyjściem byłoby poprosić o pomoc. Ale mówimy tu o Koguciku. Kot, zapędzony w kąt, zamiast tego postanowił jedynie wpatrywać się tępo w wodę przed sobą i stać jak słup.
[Obrazek: daw5l93-80809c5a-b900-44d4-b5ae-f2c37159...ZebX0Y8uSg]
If you ever see me fightin in da forest
xxx
With a grizzly bear
xxx
- ̗̀ HELP DA BEAR ̖́ -
xxx
Cause that b**** goin need it

LVL 3 65 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
15
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#60
  Słyszała, jak mikrus coś dalej burczy, warczy i prycha, ale już mu nie odpowiadała. Problemami Jakiejś Łapy można było zająć się później. Na razie wśród wszystkich tych niepewności i irytacji starała się przede wszystkim skupić na zadaniu, które stanęło przed nią na trzech poobijanych łapach i w tym celu postanowiła sobie ignorować głupie odzywki, na ile tylko będzie to możliwe. A przynajmniej słownie, bo nikt nie mógł jej zabronić przybierania coraz bardziej zdegustowanej miny wraz z kolejnym obrażonym wykrzyknieniem.
  Ale wkrótce coś się zmieniło. Szylkret wyrwał się jej niemal, nafukał, spojrzał, jakby zabiła mu matkę, a ona... tak, poczuła się nieprzyjemnie, ale już nie ze złości, a czegoś gorszego. Wyglądał tak okropnie. Ledwo szedł, ból przebijał z jego ruchów i syków, mimo że tak uparcie starał się go ukryć. Bo był głupi! Gwiezdni! Ranny, a do tego durny! To była iście tragiczna mieszanka i na jej widok zalewała ją fala goryczy. Z czymś takim nie było nawet co się spierać; czymkolwiek nie spróbowałaby mu przemówić do rozsądku przez zaciśnięte teraz zęby, spotkałoby się tylko z kolejnym bezcelowym uporem i prawdopodobnie zrobieniem kompletnie na opak. Najlepszym wyjściem – i tak właśnie postąpiła – było pewnie dać mu prowadzenie na tych kilka długich chwil, aby o własnych siłach dokuśtykał do miejsca przeprawy. A potem... wlazł tak do wody?
  Cholera, nie!
  O mało co znowu nie zaliczyła gleby, hamując awaryjnie u jego boku. Nie, żeby mogła przy tym wpaść na niego – prędzej zjechałaby po mokrej trawie do rzeki, zresztą nieważne; liczyło się to, żeby zdążyć na czas, zanim urażony mysi móżdżek upadnie na dno jak kamień. I wyglądało na to, że jej się udało, chociaż trudno stwierdzić, na ile była to zasługa jej biegu, a na ile samego Koguciej Łapy, który najwyraźniej postanowił jednak zatrzymać się autonomicznie.
  Złapała dech i stanęła prościej na nogach, po czym, mierząc go spojrzeniem z ukosa, sama weszła do wody przednimi łapami, stając od niego bardziej w dół rzeki. Jej mózg miał w tym chaosie do wykonania bardzo trudną operację – usunięcie z następnego zdania wszystkich słów, które mogłyby jakoś szylkreta obrazić, rozeźlić i zniechęcić do współpracy, wszystko to, czego w tym momencie nie chciała.
   – ...Bark – wyszło z niej wreszcie, a gestem głowy wymownie wskazała na własny. Pod wwiercającym się w niego spojrzeniem ten kolorowy bałwan musiał zrozumieć.
╭ Co my tu mamy?
Nasz majestatyczny, zapyziały grajdoł.
Jesteśmy tak nisko w łańcuchu pokarmowym, że to już podziemie ╮
〰 〰 〰 ๑ï 〰 〰 〰
≽(•⩊ •マ≼

Kopcie, robiąc największy gest
Nasze życie tunelem jest
O kopaniu śpiewamy dziś
Ma kopanie do przodu iść ─╮

╰─ Glina tu, mokry piasek tam
Wcale to nie przeszkadza nam
A kiedy koniec zaskoczy nas
    To kopiemy kolejny raz
Kop!    
LVL 6 105 / 500
MedLVL 0 12 / 100
14
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości