09.07.2026 23:23
Była nadal pod radosnym wpływem swoich owadzich dywagacji, zaprzątnięta teoriami, kiedy niespodziewanie zmienił temat na nią. Zamrugała, a potem zaśmiała się krótko, speszona.
– No... nno. – Próbowała, ale nie miała pojęcia, jak zareagować. Poszczególne słowa raz po raz odbijały się echem w jej głowie. Jak medycy o ziołach... Przypomniało jej się, jak Nać pochwalił ją księżyce temu. Czuła wtedy podobny, dziwny rodzaj szczęścia. Nikt nie próbował wybić jej z głowy zamiłowania do robaków, ale większości kotów zwyczajnie to nie interesowało – ani sam temat, ani to, ile szczegółów zna. Ona sama przywykła przez to do postrzegania swoich poszukiwań jako swego rodzaju fanaberii, której wolno jej było się oddawać poza wymaganą Kodeksem aktywnością – nie czegoś wartego poklasku czy uznania innych. Takie komentarze, obok całego zakłopotania, które jej przynosiły, pozwalały pomyśleć przez chwilę, że może jednak było inaczej.
– Dziękuję – powiedziała wreszcie, spuszczając łeb, ale nie ze wstydu, a z poruszenia i w pewnej refleksji. – Przyglądam się, kiedy mogę i tak wychodzi... Ale nie wiem i tak nawet połowy tego, co bym chciała. Chociaż teraz się dowiedziałam. O kornikach, ha. – Podniosła głowę i uśmiechnęła się do niego prawie psotnie. Odbicie kulki z mchu, w pewnym sensie.
– Tak mówią, że to ich zapasy, hm... Może medycy by wiedzieli, skoro go zbierają? Nie pytałam, ale spróbuję... Ale nie mogą się łatwo przyklejać, bo przecież kłębią się tuż obok niego, nie? To może tak! Może korniki ryją dziury w drzewie, żeby spływała żywica i wtedy ją wypijają!! – Każdej nowej teorii towarzyszyła żywa gestykulacja. Z radością kociaka, który pierwszy raz zobaczył tęczę, spojrzała na malutkie owady jeszcze raz. – I dlatego nie widać tutaj jej śladów... Bo całą wyjadły, hm? A to można sprawdzić! Mogę spróbować im podać żywicę i będziemy wiedzieć!! Khihihehe.
Możliwość eksperymentacji ucieszyła ją jeszcze bardziej. Odrobina nabytej w ciągu życia samokontroli trzymała to wszystko w ryzach merdania ogonkiem, ale miała ochotę biegać, skakać... może wykopać dół, ale lekki, zgrabny, w sypkiej i miękkiej ziemi, która sama niemal usuwała się spod łap. A gdyby powiększyła sobie norę na trzymanie tam robaków? To dopiero była myśl! Musiała zachować ją na później, kiedy już... No właśnie.
Cofnęła uszy, słysząc o ataku. Chciała coś powiedzieć od razu, ale zamknęła pysk i chwilę lustrowała Kornika szeroko otwartymi oczami.
– Jak to? – odezwała się w końcu. – Znów coś się stało ostatnio, czy to... to, o czym była mowa na Zgromadzeniu?
Druga z opcji oznaczała mniej tragedii, ale obydwie były bardzo złe. Usilnie starała się przypomnieć sobie szczegóły gromowych wieści, które zostały ogłoszone podczas tamtego zebrania. Mgliste jak na razie wspomnienie kazało jej doszukiwać się w nich czegoś złowrogiego. Na myśl o ataku na kocura włosy zaczynały jeżyć jej się na karku. Widok znajomego ciała na klanowym pogrzebie był potworny. Ale gdyby zginął Kornik – zdała sobie nagle sprawę – niczego takiego by nie zobaczyła. Nie dowiedziałaby się po prostu. Ktoś powiedziałby jej może dwa księżyce później... i tyle.
Na moment rozregulowało jej to oddech. Chciałaby wiedzieć. Nie łączyło ich nic wielkiego, nikt nie pomyślałby, że powinien to przekazać akurat jej, ale chciałaby wiedzieć, gdyby zginął. A przede wszystkim nie chciała tego słyszeć w ogóle, powinien żyć, na osty i ciernie, po prostu...
Skuliła się na jego reakcję. Tylko odrobinę – zaraz zresztą poprawiła się i również zdobyła na uśmiech, ale w pierwszej chwili zaskoczenie na jego pysku przestraszyło ją. Żart czy nie, ta wizja nie wydawała się jej samej aż tak dziwaczna; była w końcu czymś, co rozważała przez chwilę zupełnie na serio.
– No... Lepiej uważaj – odparła, starając się zabrzmieć pogodnie, ale w środku kotłowało się w niej od wstydu pomieszanego z poczuciem niesprawiedliwości. Czy ten pomysł naprawdę aż tak godził w zasady klanów? Czy była nieprawomyślna, skoro takie rzeczy w ogóle przychodziły jej do głowy? Trudno było jej to zaakceptować. W zaaferowaniu tym wszystkim nie pomyślała nawet, że wypowiedź Kornika mogła być cała na wskroś żartobliwa i tak naprawdę wkopała się sama.
Jeśli ta opcja nie wchodziła w grę – chociaż nie potrafiła całkiem dać za wygraną – musiała pomyśleć o innej. Miała już w głowie wizję odprowadzenia go przynajmniej na granicę z Klanem Cienia, kiedy jej wzrok znów padł na kawałek kory i uświadomiła sobie z bólem, że nie pójdzie to tak łatwo.
– Będę musiała wziąć je do obozu... skoro mam je zabrać, prawda? – zauważyła, wypuszczając powietrze przez nos. Nie podobało jej się to. Prezent był bardzo miły i kluczowy dla dalszych badań, ale część interakcji jej utrudniał... Jak zwykle zresztą! Przedmioty były takie nieporęczne w ruchu, zajmowały pysk! Sfrustrowana, zmusiła myśli do biegu w poszukiwaniu rozwiązania. Niestety nie znalazła w ten sposób nic... oprócz jednego. Rozpogodziła się nieco.
– A może mogłabym je na razie włożyć do jakiejś nory? I nakryć torbą foliową, na przykład, żeby nie uciekły tak łatwo? Bo w sumie w obozie i tak nie mam nikogo, żeby je przypilnował... – Obejrzała się na Kornika, szukając potwierdzenia. A może znów tych wielkich oczu jako znaku, że myśli źle?
//wygaszona
– No... nno. – Próbowała, ale nie miała pojęcia, jak zareagować. Poszczególne słowa raz po raz odbijały się echem w jej głowie. Jak medycy o ziołach... Przypomniało jej się, jak Nać pochwalił ją księżyce temu. Czuła wtedy podobny, dziwny rodzaj szczęścia. Nikt nie próbował wybić jej z głowy zamiłowania do robaków, ale większości kotów zwyczajnie to nie interesowało – ani sam temat, ani to, ile szczegółów zna. Ona sama przywykła przez to do postrzegania swoich poszukiwań jako swego rodzaju fanaberii, której wolno jej było się oddawać poza wymaganą Kodeksem aktywnością – nie czegoś wartego poklasku czy uznania innych. Takie komentarze, obok całego zakłopotania, które jej przynosiły, pozwalały pomyśleć przez chwilę, że może jednak było inaczej.
– Dziękuję – powiedziała wreszcie, spuszczając łeb, ale nie ze wstydu, a z poruszenia i w pewnej refleksji. – Przyglądam się, kiedy mogę i tak wychodzi... Ale nie wiem i tak nawet połowy tego, co bym chciała. Chociaż teraz się dowiedziałam. O kornikach, ha. – Podniosła głowę i uśmiechnęła się do niego prawie psotnie. Odbicie kulki z mchu, w pewnym sensie.
– Tak mówią, że to ich zapasy, hm... Może medycy by wiedzieli, skoro go zbierają? Nie pytałam, ale spróbuję... Ale nie mogą się łatwo przyklejać, bo przecież kłębią się tuż obok niego, nie? To może tak! Może korniki ryją dziury w drzewie, żeby spływała żywica i wtedy ją wypijają!! – Każdej nowej teorii towarzyszyła żywa gestykulacja. Z radością kociaka, który pierwszy raz zobaczył tęczę, spojrzała na malutkie owady jeszcze raz. – I dlatego nie widać tutaj jej śladów... Bo całą wyjadły, hm? A to można sprawdzić! Mogę spróbować im podać żywicę i będziemy wiedzieć!! Khihihehe.
Możliwość eksperymentacji ucieszyła ją jeszcze bardziej. Odrobina nabytej w ciągu życia samokontroli trzymała to wszystko w ryzach merdania ogonkiem, ale miała ochotę biegać, skakać... może wykopać dół, ale lekki, zgrabny, w sypkiej i miękkiej ziemi, która sama niemal usuwała się spod łap. A gdyby powiększyła sobie norę na trzymanie tam robaków? To dopiero była myśl! Musiała zachować ją na później, kiedy już... No właśnie.
Cofnęła uszy, słysząc o ataku. Chciała coś powiedzieć od razu, ale zamknęła pysk i chwilę lustrowała Kornika szeroko otwartymi oczami.
– Jak to? – odezwała się w końcu. – Znów coś się stało ostatnio, czy to... to, o czym była mowa na Zgromadzeniu?
Druga z opcji oznaczała mniej tragedii, ale obydwie były bardzo złe. Usilnie starała się przypomnieć sobie szczegóły gromowych wieści, które zostały ogłoszone podczas tamtego zebrania. Mgliste jak na razie wspomnienie kazało jej doszukiwać się w nich czegoś złowrogiego. Na myśl o ataku na kocura włosy zaczynały jeżyć jej się na karku. Widok znajomego ciała na klanowym pogrzebie był potworny. Ale gdyby zginął Kornik – zdała sobie nagle sprawę – niczego takiego by nie zobaczyła. Nie dowiedziałaby się po prostu. Ktoś powiedziałby jej może dwa księżyce później... i tyle.
Na moment rozregulowało jej to oddech. Chciałaby wiedzieć. Nie łączyło ich nic wielkiego, nikt nie pomyślałby, że powinien to przekazać akurat jej, ale chciałaby wiedzieć, gdyby zginął. A przede wszystkim nie chciała tego słyszeć w ogóle, powinien żyć, na osty i ciernie, po prostu...
Skuliła się na jego reakcję. Tylko odrobinę – zaraz zresztą poprawiła się i również zdobyła na uśmiech, ale w pierwszej chwili zaskoczenie na jego pysku przestraszyło ją. Żart czy nie, ta wizja nie wydawała się jej samej aż tak dziwaczna; była w końcu czymś, co rozważała przez chwilę zupełnie na serio.
– No... Lepiej uważaj – odparła, starając się zabrzmieć pogodnie, ale w środku kotłowało się w niej od wstydu pomieszanego z poczuciem niesprawiedliwości. Czy ten pomysł naprawdę aż tak godził w zasady klanów? Czy była nieprawomyślna, skoro takie rzeczy w ogóle przychodziły jej do głowy? Trudno było jej to zaakceptować. W zaaferowaniu tym wszystkim nie pomyślała nawet, że wypowiedź Kornika mogła być cała na wskroś żartobliwa i tak naprawdę wkopała się sama.
Jeśli ta opcja nie wchodziła w grę – chociaż nie potrafiła całkiem dać za wygraną – musiała pomyśleć o innej. Miała już w głowie wizję odprowadzenia go przynajmniej na granicę z Klanem Cienia, kiedy jej wzrok znów padł na kawałek kory i uświadomiła sobie z bólem, że nie pójdzie to tak łatwo.
– Będę musiała wziąć je do obozu... skoro mam je zabrać, prawda? – zauważyła, wypuszczając powietrze przez nos. Nie podobało jej się to. Prezent był bardzo miły i kluczowy dla dalszych badań, ale część interakcji jej utrudniał... Jak zwykle zresztą! Przedmioty były takie nieporęczne w ruchu, zajmowały pysk! Sfrustrowana, zmusiła myśli do biegu w poszukiwaniu rozwiązania. Niestety nie znalazła w ten sposób nic... oprócz jednego. Rozpogodziła się nieco.
– A może mogłabym je na razie włożyć do jakiejś nory? I nakryć torbą foliową, na przykład, żeby nie uciekły tak łatwo? Bo w sumie w obozie i tak nie mam nikogo, żeby je przypilnował... – Obejrzała się na Kornika, szukając potwierdzenia. A może znów tych wielkich oczu jako znaku, że myśli źle?
//wygaszona
14
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W