Księżyce: 14 Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Ojciec: Białobrody, Górski Potok
Niewielki, mniejszy od przeciętnego kota; barczysty; niebieski dymny; klasycznie pręgowany (ghost markingi); biel pokrywająca prawie całego kota, wyłączając szary ogon; żółte ślepia; uszy typu curl; płatki kwiatów wplecione w sierść
Życzliwy - właśnie tym słowem można opisać Dmuchawca. To typ kota, który pozwoli nadepnąć sobie na ogon, gdyby komuś innemu miałoby to poprawić humor. Do wszystkich jest nastawiony przyjaźnie. Zawsze chodzi uśmiechnięty i chciałby tym uśmiechem zarażać inne koty. W końcu za długo przebywał w odosobnieniu lecznicy, żeby miał się teraz krzywić. Nie lubi przemocy, nawet zwykły sparing wywołuje w nim niepokój, jest pacyfistą.
Każdy inny kot zacząłby od poinformowania nieznajomego, że ten znajdował się przy granicy Klanu Rzeki. Każdy inny kot zachowałby przy nieznajomym czujność. Dmuchawiec nie był jednak każdym innym kotem i bardziej dbał o to, żeby kocur czuł się przy nim swobodnie, niż o to, że faktycznie, był nieznajomym, potencjalnym zagrożeniem.
Wprawdzie kocur się nie odezwał, ale Dmuchawiec uznał, że skoro ten podszedł bliżej, to pewnie dlatego, że był chętny do rozmowy.- Jestem Dmuchawcowa Łapa z Klanu Rzeki, a ty? -Przechylił głowę, dalej zafascynowany rozmiarami kocura. Był prawie tak duży jak ich przywódca, Nocna Gwiazda. Pewnie musiał być równie silny. Postanowił jednak jeszcze o to nie pytać, bo to trochę niekulturalne, tak wypytywać bez uprzedniego zapoznania się z nieznajomym.
Och... zareagował zwyczajnie. W pewien sposób było to urocze. Nie wiedział, czy tak powinno być. Podejrzewał, że Klan broni swoich granic tak, jakby od jednego samotnika mieli umrzeć. Nie sądził, że myślał źle. Raczej podejrzewał taryfę ulgową od tego jegomościa. Nie śmiałby narzekać, chociaż też nie miał zamiaru wykorzystać jego dobroci. Stąd po momencie ustał, jedynie wpatrując się w jego mordę.
Dmuchawcowa Łapa... Właściwie, wyglądał jak dmuchawiec. Gdyby się postarać, dałoby się go zdmuchnąć z ziemi. Ha! Oby nie musiał tego sprawdzać. Tak czy inaczej... Rzeczniak nie został uraczony imieniem kocura. Michael zwyczajnie nie chciał mówić. Nic personalnego, taki już był. Wolał bezemocjonalnie wpatrywać się w bogu winnego terminatora i... właściwie nic nie robić. To chyba gorzej, niż jakby miał zamiar sprawiać problemy. Samo patrzenie było zwyczajnie dziwne. Michael się tym nie przejmował. Przechylił głowę na bok, podobnie jak jego rozmówca, tylko w drugą stronę i znacznie wolniej. Nie miał zamiaru go papugować. Przechylanie głowy to chyba jedyna forma komunikacji, jaką dawał. Bo patrzył. Dawał znać, że obserwuje go z zupełną uwagą! Jakby wświdrowanie wzroku w niego nie było dostatecznym sygnałem.
Księżyce: 14 Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Ojciec: Białobrody, Górski Potok
Niewielki, mniejszy od przeciętnego kota; barczysty; niebieski dymny; klasycznie pręgowany (ghost markingi); biel pokrywająca prawie całego kota, wyłączając szary ogon; żółte ślepia; uszy typu curl; płatki kwiatów wplecione w sierść
Życzliwy - właśnie tym słowem można opisać Dmuchawca. To typ kota, który pozwoli nadepnąć sobie na ogon, gdyby komuś innemu miałoby to poprawić humor. Do wszystkich jest nastawiony przyjaźnie. Zawsze chodzi uśmiechnięty i chciałby tym uśmiechem zarażać inne koty. W końcu za długo przebywał w odosobnieniu lecznicy, żeby miał się teraz krzywić. Nie lubi przemocy, nawet zwykły sparing wywołuje w nim niepokój, jest pacyfistą.
Kocur się nie odezwał, przez co zaczynało robić się trochę niezręcznie. Nieznajomy nie chciał z nim rozmawiać? Zrobił coś nie tak? A może nie mógł? Czyżby nieznajomy miał być niemy? - Bo hmm, wiesz że jesteś na granicy Klanu Rzeki? Wiesz co to Klany? -Postanowił zapytać, chociaż patrząc na to, jak kocur przychylił głowę, zaczynał myśleć, że dogadanie się nie przyjdzie im łatwo. Głupio było mu zadawać inne, bardziej personalne pytania. Bo jasne, samotnicy mogli na ogół być milczący, albo po prostu sam kocur taki był, ale no, ma poruszać ten temat wprost? Może zamiast tego powinien podjąć jakiś temat sam z siebie, licząc na to, że nieznajomy skinie chociaż głową, ale z drugiej strony czy takie coś nie byłoby równie nieuprzejme?
Michael był chyba mistrzem wprowadzania kotów w dyskomfort. Gdyby miał zliczyć wszystkie koty, z którymi miał jakikolwiek kontakt i pozostawił je z poczuciem dziwności, chyba zabrakłoby mu liczb, jakie znał. Lub kotów - bo nie wchodził w żadne specjalne interakcje z kimkolwiek kiedykolwiek. Bo nie chciał, kto by się spodziewał! No, ale w tą już wszedł - dobrowolnie.
Biedna Rzeczna istotka spytała czy wie czym są Klany. Oczywiście, że wiedział. Był jego sąsiadem. I chociaż nie powiedział tego wprost, ani nie skinął głową, Dmuchawiec - jeśli się mu przyglądał - mógłby zauważyć że mrugnął o pół uderzenia serca dłużej, niż jak do tej pory. Niech zgaduje, co to ma znaczyć. Lub niech nie zgaduje, jeśli w ogóle nie zwrócił uwagi. To i tak większy krok do porozumienia się, niż jak z niejednym kotem, z którym miał do czynienia...