Wysoki, o długim, niebieskim na czubku głowy, uszach, policzkach i przy nosie oraz tułowiu i ogonie futrze. Reszta ciała biała, a na niebieskich plamach występuje ciemniejsze, tygrysie pręgowanie, choć trzeba się trochę przyjrzeć, by te pręgi dostrzec. Należy do jednych z tych wyższych kotów, co zdecydowanie odziedziczył, oraz porządnie zbudowanych, jak przystało na wojownika, ale mimo to smukły i szczupły, pod tymi mięśniami, nie ma zbędnej masy tłuszczowej, przez co mięśnie tylko trochę wybijają się przez futro. Oczy niebieskie.
Na ceremonii Mknący Strumyk poprosił Jemiołę, żeby się zjawił przy wyjściu z obozu dnia następnego, gdy tylko słońce znajdzie się w najwyższym punkcie nieba. Uważał to za w miarę sensowne posunięcie, gdy to treningi ze Słoną Łapą miał raczej późno, wieczorami, czy nawet w nocy, i nie sądził, by wygodnie wstawało mu się z samego rana, jeśli nie miał akurat rannego patrolu, no i dodatkowo Jemioła dopiero wyprowadził się z kociarni, gdzie mógł spać ile mu się żywnie podobało, więc tu też nie myślał nawet, że tak po prostu wstanie z rana już od samego początku będzie mu sprawiać radość.
Tak więc; czekał przy wyjściu z obozu, uważnie wypatrując nowego ucznia.
Oczywiście, że musiał być gotowy na rozpoczęcie treningu. Musiał przecież zrobić jak najlepsze wrażenie na swoim mistrzu, żeby ich współpraca przebiegła bezproblemowo. I to motywowało go bardziej od jakichś chęci zostania najlepszym wojownikiem. Bo jednak jakieś taplanie się w błocie czy śniegu, polując i walcząc, nie brzmiało dla niego zbyt zachęcająco.
Upewnił się, że wyglądał jak najlepiej (dobrze , że nie spotykali się z samego rana, na to potrzebne było trochę czasu) i zjawił się w umówionym z wojownikiem miejscu. - Dzień dobry, Mknący Strumyku. Mam nadzieję, że czeka nas dobry dzień. - Powitał starszego kocura z najmilszym możliwym uśmiechem. Pamiętał, że Jarzębina narzekała na wszystkich spokrewnionych z Nocnym Szkwałem, ale Jemioła był dobrej myśli, to dało się odpowiednio poprowadzić.
Wysoki, o długim, niebieskim na czubku głowy, uszach, policzkach i przy nosie oraz tułowiu i ogonie futrze. Reszta ciała biała, a na niebieskich plamach występuje ciemniejsze, tygrysie pręgowanie, choć trzeba się trochę przyjrzeć, by te pręgi dostrzec. Należy do jednych z tych wyższych kotów, co zdecydowanie odziedziczył, oraz porządnie zbudowanych, jak przystało na wojownika, ale mimo to smukły i szczupły, pod tymi mięśniami, nie ma zbędnej masy tłuszczowej, przez co mięśnie tylko trochę wybijają się przez futro. Oczy niebieskie.
Jemiołowa Łapa pojawił się na czas, na co Mknący Strumyk od razu się ucieszył; widocznie trafił kolejnego bezproblemowego terminatora, który nie będzie robił pod górkę. Dobrze, bo mimo wszystko nie potrafił być zbyt asertywny i wymagający, więc pewnie jakikolwiek mający sprawiać problemy terminator bardzo prędko wszedłby mu na głowę.
- Dzień dobry! Też mam taką nadzieję, ale nie przewiduję żadnej innej możliwości - rzucił wesoło na powitanie, kiwnąwszy terminatorowi głową. - Powiedz, czy jest coś, co konkretnie chcesz przerobić w pierwszej kolejności, czy zdajesz się na mnie? - zagadnął młodego.
Czy miał jakieś zdecydowane opinie na temat tego, od czego chciał zająć? Właściwie, to nie. W każdej z umiejętności, które trzeba było opanować do zostania wojownikiem pewnie dałoby się znaleźć coś, co by mu przeszkadzało. To nie tak, że ekscytowała go myśl o walce, polowaniu, czy chodzeniu po całych granicach klanu. I tym bardziej nie o łowieniu ryb czy pływaniu, ale chyba to w tej chwili odpadało całkowicie z powodu pogody. Lub przynajmniej Jemioła miał nadzieję, że jego mistrz nie okaże się na tyle głupi, by proponować w tej chwili coś takiego. - Myślę, że ty najlepiej znasz się na tym, od czego warto zacząć. - Zdecydował się odpowiedzieć po krótkim momencie zastanowienia, wciąż miło uśmiechając do wojownika. Cokolwiek działo się w jego środku, nie powinno być przecież widziane przez jego mistrza, tutaj był gotowy grać rolę rzeczywiście idealnego terminatora.
Wysoki, o długim, niebieskim na czubku głowy, uszach, policzkach i przy nosie oraz tułowiu i ogonie futrze. Reszta ciała biała, a na niebieskich plamach występuje ciemniejsze, tygrysie pręgowanie, choć trzeba się trochę przyjrzeć, by te pręgi dostrzec. Należy do jednych z tych wyższych kotów, co zdecydowanie odziedziczył, oraz porządnie zbudowanych, jak przystało na wojownika, ale mimo to smukły i szczupły, pod tymi mięśniami, nie ma zbędnej masy tłuszczowej, przez co mięśnie tylko trochę wybijają się przez futro. Oczy niebieskie.
Jakże Strumyk nie lubił, kiedy terminator zawierzał mu w tym, by sam wybrał temat pierwszego treningu. Lubił, gdy to jego uczeń określał się w tym, co lubił, co go interesowało, żeby można było od razu przejść do tego tematu i w jakiś sposób chociaż na start zachęcić młode pokolenie do przychodzenia na treningi, ale widać Jemioła nie zamierzał nic swojemu mistrzowi ułatwiać. No... cóż.
- W takim razie możemy zacząć od walki, jeśli nie masz nic przeciwko. Dobrze jest umieć się bronić, szczególnie że jeszcze nie tak dawno terminatorzy mogli opuszczać obóz tylko wtedy, gdy to potrafili. Teraz tego zakazu już nie ma, aczkolwiek lubię zaczynać od tego... w razie czego. - Co prawda miał nadzieję, że pierwszą rzeczą, którą Jemioła będzie miał ochotę zrobić po zakończeniu tego treningu nie będzie pójście w siną dal, gdzie tylko oczy sięgają, ale w razie czego dobrze by było, by znał chociaż podstawy walki, prawda?
- Nie chciałbym, żeby coś mi się stało, to na pewno. Ale czy i tak samo poradziłbym sobie z takim drapieżnikiem? One są zwykle duże i silne, ja - niekoniecznie. Pewnie i tak czułbym się bezpieczniej w towarzystwie wojowników, którzy mogliby mnie ochronić. - Czy miało go to powstrzymywać przed samodzielnymi wyjściami? Tak naprawdę nie, chociaż rzeczywiście wolałby je kończyć bez walki. Jednak zawsze pozostawała ucieczka, ukrycie się, inne opcje, które wydawały się Jemiole bardziej odpowiednie od rzucenia się na przeciwnika. - Możemy zacząć od tego. Jak to robić? - Spytał, wpatrując się w swojego mistrza swoimi ślicznymi oczami. Pewnie mógłby zacząć coś wymyślać, ale na pewno lepiej było posłuchać kogoś bardziej doświadczonego, kto na pewno przeżył już wiele walk.
Wysoki, o długim, niebieskim na czubku głowy, uszach, policzkach i przy nosie oraz tułowiu i ogonie futrze. Reszta ciała biała, a na niebieskich plamach występuje ciemniejsze, tygrysie pręgowanie, choć trzeba się trochę przyjrzeć, by te pręgi dostrzec. Należy do jednych z tych wyższych kotów, co zdecydowanie odziedziczył, oraz porządnie zbudowanych, jak przystało na wojownika, ale mimo to smukły i szczupły, pod tymi mięśniami, nie ma zbędnej masy tłuszczowej, przez co mięśnie tylko trochę wybijają się przez futro. Oczy niebieskie.
- Wiadomo, że zawsze bezpieczniej jest albo nie walczyć, albo walczyć z kimś, ale niektóre drapieżniki rzucają się na ciebie bez zastanowienia. Ty możesz chcieć ominąć takiego lisa, czy kunę, ale one jak cię dostrzegą mogą nie chcieć po prostu ci odpuścić. Podobnie sprawa ma się z psami, które w większości przypadków najpierw atakują, bez zastanowienia. Dlatego warto, byś umiał się w razie czego obronić. Chociaż, wiesz, do czasu przyjścia pomocy, czy w jakikolwiek sposób zranić drapieżnika, by móc mu umknąć - wyjaśnił o co dokładniej chodziło. Ale bardzo dobrze, że Jemioła był świadom, że i tak bezpieczniej chodzić i walczyć grupami, miał nadzieję, że sprawi to, iż nie będzie się tułał po terenach sam, nawet jeśli teraz przerobią walkę i będzie znał jej podstawy.
- W porządku, więc omówimy sobie po kolei walkę, a w międzyczasie dojdziemy do Kociego Grzbietu, gdzie będziemy się spotykać przez następne księżyce - miauknął, zadowolony, że kocur tak prędko przystał na propozycję nauczenia się walki jako pierwszej. - W walce bardzo ważne jest, by wykorzystać otoczenie, jak myślisz, co mogłoby sprawić, że zdobędziesz przewagę? - zagadnął. Lubił trochę wykrzesać ze swoich terminatorów, chyba że widział że bardzo się męczą.
Tak, tak, rozumiał, nie trzeba było mu tego tłumaczyć. Nie skomentował jednak wywodu Mknącego Strumyka w żaden sposób i przez całego jego trwanie starał się wyglądać po prostu na terminatora, który grzecznie słucha swojego mistrza.
Potem zrobiło się nieco trudniej, bo jednak pojawiła się okazja, żeby i on powiedział coś konkretnego. A o ile nie miał problemów z byciem postrzeganym jako mały i słaby, to jednak wolałby nie wychodzić przed wojownikiem na zupełnego idiotę. Dlatego musiał się skupić, by odpowiedzieć cokolwiek sensownego.
[/b]- Można spróbować się ustawić tak, żeby przeciwnikowi świtało świeciło w oczy. Gdyby się kogoś wepchnęło do wody albo na jakieś śliskie błoto, to pewnie też by mogło pomóc. [/b] - Gorzej tylko, że wtedy trzeba uważać, żeby samemu też tam nie wpaść. Jednak jeśli by to dobrze wykorzystać - Albo jeśli chciałbym jednak sam zacząć kogoś atakować, to dobrze byłoby wykorzystać otoczenie, żeby podejść niezauważonym. - Starał się wymyślić jak najwięcej, coś z tego powinno być prawidłową odpowiedzią.
Wysoki, o długim, niebieskim na czubku głowy, uszach, policzkach i przy nosie oraz tułowiu i ogonie futrze. Reszta ciała biała, a na niebieskich plamach występuje ciemniejsze, tygrysie pręgowanie, choć trzeba się trochę przyjrzeć, by te pręgi dostrzec. Należy do jednych z tych wyższych kotów, co zdecydowanie odziedziczył, oraz porządnie zbudowanych, jak przystało na wojownika, ale mimo to smukły i szczupły, pod tymi mięśniami, nie ma zbędnej masy tłuszczowej, przez co mięśnie tylko trochę wybijają się przez futro. Oczy niebieskie.
Skinął lekko głową, bo odpowiedzi jak najbardziej były logiczne.
- Mhm, można też wodą, czy błotem spróbować rzucić w oczy, bo mimo wszystko zdekoncentruje przeciwnika, choćby na uderzenie serca, a czasami takie okazje, które trwają tak krótko nawet, są potem przewagą, którą można wygrać walkę. Poza tym, można rzucić też piaskiem w oczy, a piasek jest właściwie praktycznie wszędzie. To najczęściej powoduje chwilowe oślepienie, bo piach dostanie się do oczu, a jednocześnie ów oczy pieką i łzawią, co też utrudnia spoglądanie na przeciwnika. No, więc przechodzimy do kolejnego punktu; słabe punkty. Jak już pewnie się domyśliłeś - oczy są jednym z nich. Warto w nie celować, jeśli walka jest poważna. Piachem właśnie, przez oślepienie, czy zadrapanie ich. Wystarczy dobrze wymierzony ruch łapą, a przeciwnik już nic nie zobaczy, a to jeden z ważniejszych zmysłów przy walce. Zadrapanie o, tu, nad oczami, też jest całkiem korzystne, bo krew wpada do oczu, a więc to też oślepienie. No, idąc dalej - ogólnie pysk jest bardzo wrażliwy i łatwo zrobić tu wiele szkód. Później mamy brzuch, który naprawdę łatwo rozerwać, więc musisz też pamiętać, by chronić go za wszelką cenę. Szyja, pachwiny za łapami, to wszystko jest cienką warstwą skóry, którą można naprawdę zaszkodzić przeciwnikowi, i gdzie przeciwnik może zaszkodzić tobie - wymienił, pokrótce. - Warto też chronić ogon, na przykład jeśli chodzi o wpadnięcie na lisa. Wiesz, lisy atakują przede wszystkim zębami, nie jak my - pazurami - więc bardzo łatwo im zatrzasnąć szczękę na ogonie i go połamać, a jak wiemy ogon jest bardzo ważny, albo nawet, jeśli pociągnie odpowiednio mocno - oderwać.
Było to całkiem sporo rzeczy, o których zwykle wcale nie myślał. I prawda była taka, że wolałby nie musieć się nad tym zastanowiać i żyć z daleka od wszelkich tego typu, fizycznych walk.
Jednak w tym momencie starał się wyglądać na najbardziej zainteresowanego terminatora w całym lesie, który z największą uwagą słuchał każdego słowa swojego mistrza. I rzeczywiście starał się zapamiętać chociaż podstawowe fakty, na wypadek, gdyby Mknący Strumyk zamierzał później go z tego przepytywać. - To całkiem dużo rzeczy, na które trzeba zwracać uwagę, nie spodziewałem się, że walka wymaga tyle myślenia. - To, co mógł wiedzieć pomiędzy kotami w Obozie wyglądało zwykle raczej jak bezmyślne uderzanie w siebie łapami. Ale niech wszyscy wojownicy przynajmniej wierzą w to, że uznawał ich zajęcia za coś godnego szacunku.
Wysoki, o długim, niebieskim na czubku głowy, uszach, policzkach i przy nosie oraz tułowiu i ogonie futrze. Reszta ciała biała, a na niebieskich plamach występuje ciemniejsze, tygrysie pręgowanie, choć trzeba się trochę przyjrzeć, by te pręgi dostrzec. Należy do jednych z tych wyższych kotów, co zdecydowanie odziedziczył, oraz porządnie zbudowanych, jak przystało na wojownika, ale mimo to smukły i szczupły, pod tymi mięśniami, nie ma zbędnej masy tłuszczowej, przez co mięśnie tylko trochę wybijają się przez futro. Oczy niebieskie.
- Prawda. Teorii zawsze jest dużo, ale muszę przyznać, że w trakcie walki nieczęsto masz okazję o tym myśleć. I czasami, po prostu, nie jesteś w stanie wszystkiemu zapobiec. Ale najważniejsze, wydaje mi się, to chronić brzuch, oczy i gardło, to powinien być twój priorytet - przyznał. On sam uważał, że walka była skomplikowana, wolał nigdy nie natknąć się na potrzebę większych walk w swoim życiu, i cieszył się, że póki co sprawnie mu się to udawało. Jakoś nie zdołał wpaść na jakiegoś drapieżnika, z którym musiałby faktycznie walczyć na śmierć i życie, albo samotnika, który był wyjątkowo agresywny.
- W porządku, idąc dalej. Skoro już mówimy o lisach, czy psach w sumie, bo one też są takie... pyskowe, to możemy też porozmawiać o ptakach. Które też specyficznie atakują. Bowiem one używają, oczywiście, przede wszystkim szponów, oraz pyska. Ale, co najgorsze - potrafią latać, oczywiście, oraz podrywać koty z ziemi, a potem na nią zrzucać, co jak się domyślasz, może skutkować wieloma urazami, czy złamaniami, więc... musisz szczególnie uważać. Ptaki są zdecydowanie niebezpieczne. I warto celować im w skrzydła, żeby nie mogły więcej latać, bo uwierz mi, na ziemi nie są nawet w połowie tak zwrotne, jak w powietrzu - wyjaśnił krótko. Jak już rozmawiali o drapieżnikach, to na całego. - Dobra, pytania, jakieś sugestie na temat tego, czego nie rozwinąłem wystarczająco? - zagadnął. Jeśli nie, to chyba mogli spróbować również praktyki.
Brak myślenia był akurat czymś, czego by się spodziewał po typowych wojownikach. Czy on też by tak umiał, przestać całkowicie się zastanawiać i jedynie ciąć pazurami albo zębami? Wciąż wydawało mu się to dość wątpliwe. Jednak o tym, czy rzeczywiście tak miało być, miał się pewnie przekonać niedługo. Jak na razie wciąż wystarczyło mi słuchać uważnie Mknącego Strumyka, starając się zapamiętać to, co najważniejsze, a jeśli mógł - wyciągnąć z tego jakieś informacje, które brzmiały przydatnie konkretnie dla niego. - Jakie drapieżniki najczęściej spotyka się na naszych terenach? - Zdecydował się spytać. Lepiej było wiedzieć, na co szczególnie powinien uważać. Poza tym w raczej nie miał żadnych kwestii, które chciałby dokładniej z mistrzem w tej chwili omawiać.
Wysoki, o długim, niebieskim na czubku głowy, uszach, policzkach i przy nosie oraz tułowiu i ogonie futrze. Reszta ciała biała, a na niebieskich plamach występuje ciemniejsze, tygrysie pręgowanie, choć trzeba się trochę przyjrzeć, by te pręgi dostrzec. Należy do jednych z tych wyższych kotów, co zdecydowanie odziedziczył, oraz porządnie zbudowanych, jak przystało na wojownika, ale mimo to smukły i szczupły, pod tymi mięśniami, nie ma zbędnej masy tłuszczowej, przez co mięśnie tylko trochę wybijają się przez futro. Oczy niebieskie.
- Wydaje mi się, że najbardziej powszechne są właśnie lisy, łatwo też wpaść na borsuka, albo łabędzia, jeśli polujesz blisko rzeki albo łowisz. Z takich, które mogą zaatakować cię pierwsze. Poza tym są bobry, ale one zazwyczaj tylko się bronią, nie interesują się nami specjalnie, są kuny, które też niespecjalnie się interesują, rzadko rzucają się pierwsze o ile. Poza tym... hm, w nocy są na przykład puchacze - wymienił potencjalnie najczęściej trafiające się tutaj drapieżniki. On miał to szczęście, że nie wpadał na nich, więc nie wiedział co tu jest najpopularniejsze, szczerze.
Odczekał jeszcze chwilę, czy nie pojawiły się jakieś pytania, a jeśli nie, to dał znać głową terminatorowi, żeby spróbował wykoncypować co zrobić, by z sukcesem zaatakować jako pierwszy.
Nic z tego, co wymienił Mknący Strumyk nie brzmiało zbyt orzyjbmnue. Z pewnością Jemioła nie będzie się pchać specjalnie w objęcia któregokolwiek z drapieżników - obu oni też nie chcieli specjalnie go znajdować.
Więcej pytań terminator nie miał i jak rozumiał zachowanie swojego mistrza oznaczało to, że należało przejść do praktyki. Było to dość dziwne uczucie, po prostu nagle uderzyć teraz wojownika, ale skoro tego wymagał trening, to nie zamierzał odwlekać tego za bardzo. Jemiołowa Łapa postarał się nieco lepiej ustawić na swoich łapach, uginając je odrobinę i stawiając nieco szerzej, bo miał wrażenie, że to będzie lepsza pozycja do walki.
Po czym podniósł jedną ze swoich łap i postarał się nią dosięgnąć szyi wojownika. Bez pazurów, nawet bez jakiegoś szczególnie mocnego uderzenia. Ale chyba o coś takiego miało chodzić.
Wysoki, o długim, niebieskim na czubku głowy, uszach, policzkach i przy nosie oraz tułowiu i ogonie futrze. Reszta ciała biała, a na niebieskich plamach występuje ciemniejsze, tygrysie pręgowanie, choć trzeba się trochę przyjrzeć, by te pręgi dostrzec. Należy do jednych z tych wyższych kotów, co zdecydowanie odziedziczył, oraz porządnie zbudowanych, jak przystało na wojownika, ale mimo to smukły i szczupły, pod tymi mięśniami, nie ma zbędnej masy tłuszczowej, przez co mięśnie tylko trochę wybijają się przez futro. Oczy niebieskie.
W porządku, a więc zaczęli praktykę. Na razie była to zwykła walka, w której jedna strona niespecjalnie wiedziała co ma robić, a druga doskonale wiedziała i obserwowała poczynania drugiej. Miało to usprawnić ich przyszłe treningi i sprawdzić na czym powinni się skupić potencjalnie, a co mogli trochę odpuścić, bo Jemiołowa Łapa potrafił to wykorzystać dobrze. Więc - zaczął. Zdecydował się na prosty szybki ruch łapą w szyję, co w miarę mu wyszło, bo Strumyk tym razem niespecjalnie się ruszył, trochę chcąc sprawdzić, co się stanie. No i w porządku, był to dobry atak, Jemioła trafił, może mało wybitnie, bo trochę źle wycelował i prawie nie trafił, ale wybrał sobie dobry punkt. W porządku.
Tak więc teraz przyszła kolej Strumyka, który korzystając, że stali obok siebie w miarę blisko przez atak terminatora postanowił uderzyć go łapą w bark.