04.08.2026 00:53
Pareidolia.
Sygnet był o wiele większy, niż normalny pierścionek; próba wciśnięcia go jak bransoletkę na łapę wyszła… cóż pomyślnie. Trochę niesamowite! A jednak. Metal po postawieniu łapy na ziemię, osunął się delikatnie, ale został mniej więcej luźno na nadgarstku. Orion mógł podróżować, mógł zwiedzać dalej swoją pustynię z dostępem do morza, choć po tylu księżycach w klanie chyba można było powiedzieć z dostępem do Wielkiej Słonej Wody, było to tak poetycko niecodzienne dla klanowych kotów.
Piasek delikatnie drapał poduszeczki w ty miejscu, a sporadycznie porozrzucane pozostałości po papierosach lekko odejmowały piękna, pisały jednakże również historię. Nigdzie nie było się do końca samemu. Przeszłość zawsze doganiała teraźniejszość w jakiś sposób; nie musiała być ona nawet związana z danym osobnikiem, po prostu – wszędzie widziało się wspomnienia kogoś innego.
Po lewej stronie kocura była woda, po prawej zaś drzewa, które od dłuższej chwili już zaczęły tworzyć skraj lasu; iglaki powoli zabierały coraz więcej miejsca i pomimo iż rosły na piaszczystym podłożu to plaża przestawała być plażą. Wszędzie leżały gdzieś szyszki, czasami igiełki z pobliskich drzew, pustynia się zwężała, pchała kocura bliżej wody, ale nie było to tak nachalne, owa przemiana była delikatna, wyrozumiała.
Szeptała mu słodko – pomiędzy ruchem fal – ‘podejdź, popatrz na horyzont’. Pytanie czy chciał już posłuchać?
Bowiem było na co patrzeć; morska woda nawet z daleka była jak nieskończona ścieżka, wyselekcjonowana specjalnie dla cynamonowego pointa, promienie zachodzącego słońca, przyjemnie rozświetlały fale, które pomiędzy zielenią i błękitem, posiadały na sobie również wyrazisty fiolet wymieszany z czerwienią; sporadycznie pojawiała się tam biel, kiedy tylko fale zawijały się jakby chciały zakończyć swój żywot, by przeżyć go na nowo parę uderzeń serca później – cóż za melancholijny obraz. W końcu czyżby jedyną taką biel nie dało się znaleźć się tylko na chmurach? Czy wtedy można było uznać, że to kawałki chmur odrywały się, by zaistnieć chociaż na chwilę na mozaice wody, nadać żywiołowi jeszcze więcej mistyczności? Bryza docierała do nozdrzy kocura, dodając świeżości, energii całej sytuacji, a świat jakby przycichł na ten czas. Malownicze kolory nad głową kocura, słońce wpadające powoli do morza – gasnące światło. Czyżby nie brzmiało to znajomo?
[Orion] lvl: 16 | S: 16 (33) | Zr: 21 (42) | Sz: 9 (18) | Zm: 9 (18) | HP: 101 (130) | W: 31 (120)
Statystyki obniżone z racji wieku; ½.
Sygnet był o wiele większy, niż normalny pierścionek; próba wciśnięcia go jak bransoletkę na łapę wyszła… cóż pomyślnie. Trochę niesamowite! A jednak. Metal po postawieniu łapy na ziemię, osunął się delikatnie, ale został mniej więcej luźno na nadgarstku. Orion mógł podróżować, mógł zwiedzać dalej swoją pustynię z dostępem do morza, choć po tylu księżycach w klanie chyba można było powiedzieć z dostępem do Wielkiej Słonej Wody, było to tak poetycko niecodzienne dla klanowych kotów.
Piasek delikatnie drapał poduszeczki w ty miejscu, a sporadycznie porozrzucane pozostałości po papierosach lekko odejmowały piękna, pisały jednakże również historię. Nigdzie nie było się do końca samemu. Przeszłość zawsze doganiała teraźniejszość w jakiś sposób; nie musiała być ona nawet związana z danym osobnikiem, po prostu – wszędzie widziało się wspomnienia kogoś innego.
Po lewej stronie kocura była woda, po prawej zaś drzewa, które od dłuższej chwili już zaczęły tworzyć skraj lasu; iglaki powoli zabierały coraz więcej miejsca i pomimo iż rosły na piaszczystym podłożu to plaża przestawała być plażą. Wszędzie leżały gdzieś szyszki, czasami igiełki z pobliskich drzew, pustynia się zwężała, pchała kocura bliżej wody, ale nie było to tak nachalne, owa przemiana była delikatna, wyrozumiała.
Szeptała mu słodko – pomiędzy ruchem fal – ‘podejdź, popatrz na horyzont’. Pytanie czy chciał już posłuchać?
Bowiem było na co patrzeć; morska woda nawet z daleka była jak nieskończona ścieżka, wyselekcjonowana specjalnie dla cynamonowego pointa, promienie zachodzącego słońca, przyjemnie rozświetlały fale, które pomiędzy zielenią i błękitem, posiadały na sobie również wyrazisty fiolet wymieszany z czerwienią; sporadycznie pojawiała się tam biel, kiedy tylko fale zawijały się jakby chciały zakończyć swój żywot, by przeżyć go na nowo parę uderzeń serca później – cóż za melancholijny obraz. W końcu czyżby jedyną taką biel nie dało się znaleźć się tylko na chmurach? Czy wtedy można było uznać, że to kawałki chmur odrywały się, by zaistnieć chociaż na chwilę na mozaice wody, nadać żywiołowi jeszcze więcej mistyczności? Bryza docierała do nozdrzy kocura, dodając świeżości, energii całej sytuacji, a świat jakby przycichł na ten czas. Malownicze kolory nad głową kocura, słońce wpadające powoli do morza – gasnące światło. Czyżby nie brzmiało to znajomo?
[Orion] lvl: 16 | S: 16 (33) | Zr: 21 (42) | Sz: 9 (18) | Zm: 9 (18) | HP: 101 (130) | W: 31 (120)
Statystyki obniżone z racji wieku; ½.
IF I WAS DYING ON MY KNEES
You would be the one to rescue me
And if you were drowned at sea
I'd give you my lungs so you could breathe
0
Siła
S
0
Zręczność
Zr
0
Szybkość
Sz
0
Zmysły
Zm
0
Punkty Życia
HP
0
Wytrzymałość
W