Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Tuż po ceremonii tak jak Klacz nakazała, oczekiwała na swojego terminatora przy wyjściu z obozu. Tam siedząc przemywała swoją przednią łapę, nadając jej znów wdzięku i błysku, bo upaprała się na porannym polowaniu. Miałą szczerą nadzieję, że trafił jej się ktoś godny nauczania. Do tej pory najbardziej dumna była ze swej córki, a najbardziej zdziwiona była Krecim Futerkiem. Jak ktoś tak dziwny mógł posiadać poglądy podobne do Klaczowych, a jednocześnie być tak irytującym stworzeniem?
Oriental, wysoki, długie łapy, biały w rude cętkowe łaTY (na głowie, barkach, plecach, ogonie), krótkie futro zielone ślepia.
Głuuupi, otwarty, chętny do zabawy i psot, uczy się przez doświadczenie.
Krzemienna Łapa...
Klacz mogła zaobserwować, jak rudzielec pałęta się w Cieniu Drzewa po tym, jak Roziskrzona Gwiazda zakończyła ceremonię. Emocje w nim buzowały, musiał w końcu jeszcze powkurzać rodzeństwo, pójść zaczepić Ośmiooo i Wróbelka, pochwalić się Marchewce i Przybrzeżnej (nie ma to jak mieć D W I E mamy), że został terminatorem, i ogólnie zapomnieć o fakcie, że jego mistrzyni dała mu jasną instrukcję.
Ten już chciał zniknąć w Ciepłych Skałkach z innymi świeżo mianowanymi, kiedy to Pole złapała go za ogon i pokazała mu łapką w stronę wejścia do obozu, przypominając o treningu. Nać zmrużył oczy, próbując z trudem dostrzec sylwetkę Klaczy, choć dało się dostrzec, że ma z tym jakieś problemy. Dopiero kiedy podszedł bliżej, jego ślepka rozszerzyły się i ostatnią dzielącą ich odległość pokonał biegiem, poskakując do wojowniczki.
- Wooo! To idziemy?! - rzucił z uśmiechem, podekscytowany wizją treningu.
Marchewkowe Pole rośnie wokół mnie
W Marchewkowym Polu jak warzywo tkwię
Rosnę sobie — dołem głowa, górą NAĆ
Kto mi powie, co się jeszcze może stać?
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Czekała na młodego, który miał zjawić się tuż po ceremonii. Czekała i czekała, aż zabłysnął w jej oczach lód. Gotów była wstać i zacząć szukać młodego nieusłuchanego, gdy ten dobiegł do niej, a w tle, w wejściu do Ciepłych Skałek zobaczyła Marchewkowe Pole. Kiwnęła jej głową z wzrokiem pełnym powagi, a potem skierowała wzrok na Nać. Kiwnęła głową na wyjście z obozu i chwilowo bez słowa udała się przez tunel, by pojawić się po drugiej stronie.
Po przejściu i rozejrzeniu wokół, by upewnić się, że nie ma zagrożenia w pobliżu obozu, Kraśna Klacz zaczęła postępować krok za krokiem w stronę terenów. - Zaczniemy od spraw organizacyjnych. - Zaczęła chłodno, patrząc przed siebie. - Jak nie chcesz przychodzić to mi o tym nie mówisz, tylko nie przychodzisz. Jak ja nie będę miała ochoty, to też ci nie mówię, tylko nie przychodzę. Masz zjawiać się na treningach, ale jak złapie cię dzień lenia albo bólu brzucha z obżarstwa poprzedniego dnia, to mam to gdzieś, idę zająć się sobą. - Skończyła i rzuciła na niego okiem, bo go nie znała, chciała zobaczyć, czy jego mózg mieli informacje czy to odbija się od muru. - Druga rzecz - nie robisz głupstw. Nie rzucasz się na drapieżniki z walecznością, tylko szukasz pomocy. Nie wprowadzasz nieznajomych na tereny, bo mogą być niebezpieczni. Nie idziesz bez wiedzy o walce i terenach na granice terytorium. Jest zakaz od Roziskrzonej Gwiazdy i schodzi z ciebie gdy ja uznam to za słuszne. Możesz sobie chodzić po terenach wokół obozu bliżej czy dalej, ale na granicach masz być z kimś. Jak nauczysz się walczyć to możesz chodzić dalej. - Wyjaśniła jak to będzie wyglądać i nie pozostawiała tutaj miejsca na negocjacje. - Kolejna rzecz - spotykamy się na Wyjących Wzgórzach, to teren treningowy. Pierwszego dnia miałam nakaz sama je znaleźć, ale nigdy sama tego nie stosuję. Natomiast ty w pewnej chwili zaczniesz przychodzić tam sam, więc zapamiętaj drogę, jest prosta i łatwa, a Wzgórza widać z daleka. - Zakończyła swój wyczerpujący monolog i spojrzała na niego w końcu. - Jestem Kraśna Klacz, ty jesteś Marchewkowa Łapa. Nie zgadzam się na skróty, chyba, że w jakiś sposób rozpalisz może chłodne serce i nagle uznam cię za najcudowniejszego terminatora pod słońcem, ale powodzenia, takie próby byłyby mierne w skutkach. Pytania? Bo ja mam - co już wiesz, a jeśli nic, to dlaczego. - I znów odwróciła wzrok przed siebie. Nie chciała uderzyć w drzewo albo kamień.
Oriental, wysoki, długie łapy, biały w rude cętkowe łaTY (na głowie, barkach, plecach, ogonie), krótkie futro zielone ślepia.
Głuuupi, otwarty, chętny do zabawy i psot, uczy się przez doświadczenie.
Krzemienna Łapa...
- Od czego...? - I to pytanie mogło zaspoilerować, jak cały trening będzie wyglądać. Może to zwyczajnie fakt, że był jeszcze naiwnym i głupim dzieciakiem, może też kwestia tego, że nadal był nabuzowany emocjami, ale kiedy pojawił się po drugiej stronie Kolczastego Korytarza, Nać najpierw musiał nacieszyć się tą chwilą. Niby podobna trawa, ale jednak całkowicie inna! Kiedy Klacz zaczęła konsekwentnie przedstawiać mu, jak ich trening będzie wyglądać, Nać wykorzystał okazję i biegał slalomem zza plecami wojowniczki, zachwycając się drzewami i krzewami. Kiedy ta się odwróciła, mogła dostrzec, że młody miał przynajmniej kilkanaście nowych listków i rzepów wplątanych w futrze, niż w tedy, gdy wychodzili z obozu. Czy słuchał tego, co mówiła mu mistrzyni? Oczywiście! Na tyle, na jego przebodźcowany móżdżek mu pozwalał.
„Nie robisz głupstw.” A czy ryba może żyć bez wody? Lub komar bez wkurzającego bzyczenia nad uchem, nie pozwalającego na spokojny sen? Nać był skazany na klęskę przez narrację.
- A mogę bez waleczności? - rzucił z wielkim bananem na pyszczku, bo oczywiście, że nie mógł w ciszy wysłuchać słów mistrzyni. O zakazie Roziskrzonej Gwiazdy wiedział, jednak nigdy nie połączył kropek, że może kiedykolwiek dotyczyć jego, ale kiedy Klacz o tym tak wspomniała... - A gdzie te granice? - zapytał wcale nie pobudzając podejrzeń, tak jakby nie czekał na moment, kiedy wojownicy nie będą zwracać na niego uwagi. Z drugiej strony, Nać zdawał pytania i myślał, może fakt, że był denerwującym gremlinem nie było aż takim złym kompromisem.
- A czemu chłodne serce? Nie ciepło ci? - przekręcił głowę w lewo, nie rozumiejąc porównania. Nać spojrzał na gobelin, jaki sobie wojowniczka wychowywała; no z takim czymś to powinno być jej na pewno ciepło! - A dobra, to się nie będę starać! - dodał, chichocząc, uważając to za fajną zabawę w przepychanki. - A czemu Roziskrzona Gwiazda cię przezy- - Chciał zadać pytanie, (w ogóle niezwiązane z treningiem), kiedy jednak dziwny, nieznany mu dźwięk pokrzyżował mu plany. Odwrócił się niepewnie, podchodząc bliżej do wojowniczki. - Um, kto tak beczy? - zapytał, kiedy Wyjące Wzgórza postanowiły przedstawić się swoim charakterystycznym odgłosem.
Marchewkowe Pole rośnie wokół mnie
W Marchewkowym Polu jak warzywo tkwię
Rosnę sobie — dołem głowa, górą NAĆ
Kto mi powie, co się jeszcze może stać?
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Ona mówiła istotne rzeczy, on biegał za nią. Miał dopiero 6 księżyców, nie było dziwne, że robił durne rzeczy. Z pewnością po czasie spędzonym z Klacz zobaczy jak powinien zachowywać się prawdziwy wojownik Klanu Wichru. Temperowanie młodych biciem czy krzykiem nie było w jej narzędziach pracy, wolała rozmowę, choć miała krótki lont, więc cierpliwości jej brakowało do głupków.
Trzepnęła uchem. - Tak powiedziałam. Bez waleczności. Masz uciekać przed drapieżnikami, którzy mogą cię zabić albo zrobić dużą krzywdę. Czyli aktualnie - przed każdym. A potem zobaczymy. - Odpowiedziała, jeszcze w pełni sił na odpowiadanie zblazowanemu terminatorowi.
- Dziś nie pokażę ci granic. Możemy jutro przejść się na obchód po nich, żeby pokazać ci jak pachną inne klany i jak wyczuć linię graniczą. - Odpowiedziała na kolejne z pytań, tym razem bardziej na miejscu.
Natomiast kolejne pytanie było co najmniej głupie. Wiedziała już, że ma do czynienia z jednym z tych "niewinnych, ale niemądrych". Coś jak Roześmiany Wąs, oh dajcie spokój. Dajcie żyć. - Przeraźliwie mroźno. - Odparła tylko, czekając czy ten wypali z pomysłem na rozgrzanie jej, czy faktycznie pozostanie przy "nie będę się starał". Szybko jednak zobaczyła jak ten przystaje i prawie się kuli jak przestraszony kundel. Znaczy - ona tak to odebrała. - HA! - Parsknęła na jego reakcję. - To duchy tym ziem. Legendy mówią, że porywają terminatorów, którzy się nie słuchają. - Odpowiedziała już całkiem poważnie, a potem postąpiła kroku wprzód, wchodząc na teren duchów. UuuuUUuuUuuu~
Oriental, wysoki, długie łapy, biały w rude cętkowe łaTY (na głowie, barkach, plecach, ogonie), krótkie futro zielone ślepia.
Głuuupi, otwarty, chętny do zabawy i psot, uczy się przez doświadczenie.
Krzemienna Łapa...
To, czy Nać przypomni sobie słowa swojej mistrzyni, kiedy faktycznie stanie pysk w pysk z przeciwnikiem, to sprawa, którą trzeba pozostawić czasowi. Czy postanowi zatrzeć linię między głupotą a odwagą, rzucając się na napastnika, czy może faktycznie zrobi pod siebie i ucieknie, szukając Kraśnej Klaczy; to już tylko Gwiezdni wiedzą.
Co do tematu temperatury, gdyby nie fakt, że faktycznie nieco przejął się tym wyciem, pewnie zastanawiałby się, jak ktoś z takim gobelinem, jaki sobie wojowniczka wyhodowała, nadal mógł marznąć. Ah, nic nie zginie, komentarz postanowił sobie zostawić na następną okazję.
- Duchy? My mamy duchy?! - zapytał przejęty, rozglądając się po pagórkach w poszukiwaniu owych zjaw. Zwykle to on był tym, który podpuszczał, jednak będąc ledwo co odbitym od ziemi knypkiem, był na tyle naiwny, by uwierzyć bajkom starszej wojowniczki. - Jak dobrze, że ja umiem tak dobrze słuchać - rzucił głupotą z zmuszonym uśmiechem, bardziej po to, by uspokoić własne nerwy, niż faktycznie przekonać Klaczkę, że jest grzecznym uczniem.
Marchewkowe Pole rośnie wokół mnie
W Marchewkowym Polu jak warzywo tkwię
Rosnę sobie — dołem głowa, górą NAĆ
Kto mi powie, co się jeszcze może stać?
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
- Mhm, nie do końca. Bo nie odpowiedziałeś na pytanie. - Dodała, unosząc jedną brew i spoglądając na niego ukradkiem. Potem ruszyła przed siebie powolnym krokiem. - Powtórzę - czego się dowiedziałeś do tej pory. Czy jest coś co wiesz. Ale w kategoriach treningu, nie tego czy smaczniejsza jest nornica czy mysz. - Skoro miał aż dwie takie kochające matki, to któraś załatwiła mu nauki?
Oriental, wysoki, długie łapy, biały w rude cętkowe łaTY (na głowie, barkach, plecach, ogonie), krótkie futro zielone ślepia.
Głuuupi, otwarty, chętny do zabawy i psot, uczy się przez doświadczenie.
Krzemienna Łapa...
Pytanie? Jakie pytanie? Nać na chwilę zmarszczył nosek, zastanawiając się, o czym Klacz mówiła. Dopiero po uderzeniu serca zdał sobie sprawę, o co jej chodziło. Ach tak. Pytanie dotyczące nauk. Pytanie specjalnie zadane na temat nauk. Naukowe pytanie... To pytanie. Na szczęście dla podlotka mistrzyni postanowiła się powtórzyć, coś, co pewnie będzie musiała robić dość często na ego treningu. - Hmmm? - zastanowił się przez chwilę, uciekając wzrokiem ku krzaczorom, których jeszcze nie znał. - Wolę ryby - mruknął, bardziej do siebie niż do nauczycielki. W sumie nie zrozumiał pytania do końca. Czy chodziło o te rzeczy, które kiedyś Przybrzeżna starała się mu wytłumaczyć? Bo jak tak, to nie wiedział nawet z której strony ma to ugryźć. No bo co Klacz chciał od niego usłyszeć. - Uhmh, jesteśmy Klanem Wichru. Najlepszym klanem w lesie - dodał oczywiście. - Naszą przywódczynią jest Roziskrzona Gwiazda, zastępuje ją Truflowy Nosek - ale w czym? Sam nie wiedział. - I no, jest jeszcze Ważkowe Szuwary, do której trzeba iść, jak się zrobi ziaziu. Do niej albo do Niezapominajkowawawawej Łapy. Czemu ona w ogóle jest nadal terminatorem? Przecież jest s t a r a - Było to bardzo istotne pytanie, które musiało zostać zadane. Nie można było powiedzie, że Nać nie wiedział nic na temat klanu, w końcu w nim żył, ale nie rozumiał czemu akurat tak żyją a nie inaczej
Marchewkowe Pole rośnie wokół mnie
W Marchewkowym Polu jak warzywo tkwię
Rosnę sobie — dołem głowa, górą NAĆ
Kto mi powie, co się jeszcze może stać?
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
- Ryby śmierdzą. - Skomentowała wybór terminatora, choć gdyby powiedział to Krasy Byk, to z pewnością nie użyłaby takich słów, tylko spytała "która konkretnie ryba". Preferencje syna były dla niej ważne. Preferencje podlotka Marchewkowego Pola niekoniecznie.
Potem jej syn zaczął mówić na głos jakieś podstawowe rzeczy. - To nie jest jakaś nad wyraz niesamowita wiedza, tylko całkowicie powszechna. Raczej oczekiwałam teorii polowania, walki, opisu którejś z rang. - Przekręciła oczami. Spodobał jej się jednak komentarz na temat ich medyczki. Na to kącik pyska uniósł się i widać było zadowolony, kąśliwy uśmiech na jej pysku. - Bo się do tego nie nadaje. - Krótko i na temat. Ona sama przyznała, że nie wie czemu jest medykiem. Ona nigdy nie powinna nim zostać. Kraśna nie lubiła Ważkowych Szuwar, ale ta chociaż miała charakter i zajmowała się lecznicą jak należało. A Niezapominajkowa ŁAPA? Co ona w ogóle nadal tam robiła? Stara babcia na takim stanowisku z łapą w nazwie. Wstyd dla Klanu Wichru. - Skoro przy tym jesteśmy - opisz mi rangę medyka. Co robi. I co robi jego terminator. I kim jest pomocnik medyka. Jak nie wiesz to nie strzelaj, tylko powiedz. - Nie chciało jej się słuchać czczego gadania dla samego gadania. Chciała konkretów. A temat rang będzie dobry, skoro byli przy kotach, które nie nadają się na swoje stanowisko.
Oriental, wysoki, długie łapy, biały w rude cętkowe łaTY (na głowie, barkach, plecach, ogonie), krótkie futro zielone ślepia.
Głuuupi, otwarty, chętny do zabawy i psot, uczy się przez doświadczenie.
Krzemienna Łapa...
Na cierpki komentarz Klaczy Nać wybuchnął śmiechem. Fakt faktem, ryby mogły śmierdzieć, jednak podczas gdy większość kotów widziała w tym jedynie niewygodne utrapienie, stworzonko dostrzegało tutaj niewykorzystane możliwości. Co dla jednego było śmieciem, dla drugiego było skarbem... Lub, w przypadku Nacia, potencjalną bronią biologiczną. Przybrzeżna opowiadała mu o teorii polowania. A raczej próbowała, bo młody Nać uznał to za niesamowicie nudne i udało mu się zamienić nauki w sparing oraz łapanie motylków. Jego oczka zaświeciły się, a na pyszczku pojawił się diabelski uśmieszek, kiedy Klacz rzuciła komentarz na temat Niezapominajki. Zaciekawiła go i nie można było zaprzeczyć, że Nać na razie lubił swoją mistrzynię. Nawet jeżeli ta była niesamowicie zimna.
- Leczą - rzucił krótko i zwięźle. Jednak okazało się, że to nie był koniec jego wypowiedzi. Właśnie minęli jakieś dziko rosnące poziomki, które przypomniały mu coś, co kiedyś zobaczył na Ziołowym Wzgórzu, i musiał podzielić się tym z mistrzynią. - I siedzą w tej lecznicy, i nie pozwalają wchodzić do tego schodka! Coś tam ukrywają, coś fajnego, i nie chcą się dzielić. Raz widziałem takie czerwone jagody! - Zerknął na mistrzynię, mając nadzieję, że ta zrozumie nieme pytanie i opowie mu o tym coś więcej. Bo jeżeli nie, to nic! Nać się nie wstydził, zapyta zwyczajnie jeszcze raz. - No terminatorzy się uczą leczyć... I ukrywać fajne rzeczy też się pewnie uczą - dodał ciszej. - A pomocnik... A mamy takiego w ogóle? - Wykrzywił pyszczek w zamyśleniu.
Marchewkowe Pole rośnie wokół mnie
W Marchewkowym Polu jak warzywo tkwię
Rosnę sobie — dołem głowa, górą NAĆ
Kto mi powie, co się jeszcze może stać?
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
- Leczą. - Kiwnęła głową, dając mu czas, by coś jeszcze przyszło do tej rudej głowy. I o dziwo przyszło. - Ukrywają przed takimi terminatorami, co to są zbyt ciekawscy - rzuciła mu wymowne spojrzenie - zioła i medykamenty. Jakbyś się nażarł za dużo jakiegoś to cię może w najlepszym wypadku rozboleć brzuch, a w najgorszym spotkasz babcię po śmierci w trybie przyspieszonym. - Odchrząknęła lekko. - Czerwone jagody.. nie wiem co tam trzymają. Może owoce są na coś dobre, nie używały ich na mnie. Nie znam się. Znam się na tym jak zabijać, nie leczyć. - Powiedziała dość poważnie, dość cierpko, chociaż nie chciała tutaj brzmieć jak jakiś złol. To wyszło samo z siebie. - Nie mamy i od dawna żadnego nie było w żadnym klanie. - I trzymanie dalej tego jako materiału treningowego było jakimś nieśmiesznym żartem. - Ogólnie rzecz biorąc - Medyk leczy koty chore i ranne, zbiera zioła, to samo robi terminator, tylko, że uczy się pod jego okiem. Pomocnik to już wyszkolony medyk. Czemu to rozdzielono? krótsza wersja - dla jaj. Dłuższa wersja - żeby mieć tego jednego, głównego medyka, który odpowiada za kadrę medyczną i odpowiedzialność nie była rozproszona. Ale jest jeszcze jedna rzecz, która jest istotna i tyczy się medyka oraz pomocnika medyka - mówi się, że odbierają przepowiednie od gwiezdnych i mają z nimi kontakt. - I specjalnie użyła takich słów, bo nie chciała przyznawać w jakikolwiek sposób, że istnieją. - Natomiast medyk ma jeszcze kolejną rzecz tylko dla siebie - wspomaga w decyzjach przywódcę, jest jego prawą łapą. Czy to u nas działa? Nie wiem. Spytaj Roziskrzonej Gwiazdy i Ważkowych Szuwar. A swoją drogą - Niezapominajka jest stara, nie ukończyła treningu i terminatorka, która przyszła grubo po niej, ukończyła go szybciej od niej. Niech to będzie dla ciebie odpowiedź gdybyś zastanawiał się do kogo iść na leczenie. - Nagadała się, nagadała, a jeszcze tyle materiału. Ale zaczekała na ewentualne rozwianie wątpliwości.
Oriental, wysoki, długie łapy, biały w rude cętkowe łaTY (na głowie, barkach, plecach, ogonie), krótkie futro zielone ślepia.
Głuuupi, otwarty, chętny do zabawy i psot, uczy się przez doświadczenie.
Krzemienna Łapa...
Uśmiechnął się niewinnie, kiedy mistrzyni posłała mu wymowne spojrzenie. Że niby on? Nie może być! Przecież był najmniej ciekawskim kotem pod czterema klanami! Jego ucho drgnęło, kiedy ta mówiła dalej. Głupkowaty uśmieszek zniknął na moment, jednak nie przez cierpki ton Klaczy (do tego już zdążył się przyzwyczaić). Można byłoby pomyśleć, że opowiadanie o jego rychłym końcu zniechęciłoby podlotka i ogólnie przygasiło jego humorek, ale miało to całkowicie odwrotny efekt. Jeszcze bardziej chciał wściubić nos do lecznicy, żeby przekonać się, co faktycznie by się stało: a to wszystko dla nauki! Nie ma co się łudzić, z dzisiejszego treningu to była jedna z informacji, które na pewno zapamięta. - A co jakby użyć tych owoców do zabijania? - zapytał podekscytowany tym pomysłem. Może znajdą w tym wspólne hobby?
Następne informacje przyjął dość łatwo. Nie była to do końca nowa wiedza dla Naci, w końcu żył w tym klanie i wystarczająco często obcował z medyczną kadrą, jednak słowa kotki rozjaśniły luki w jego wiedzy. Było to logiczne i rudzielec szybko mógł odnaleźć się w jej wyjaśnieniach. „Dla jaj” kiedy to usłyszał, Nać niemal skręcił sobie kark, tak gwałtownie odwrócił głowę w stronę mistrzyni z zachwytem w oczach. Chwilę później zaczął głośno się śmiać. Jej słownictwo kontrastowało z jej chłodną osobą, tworząc idealną mieszankę, dzięki temu Nać nie uważał jej za nudną, a wręcz przeciwnie, za dość fajną babę. Szczególnie kiedy zaczynała narzekać na Niezapominajkę. To zdecydowanie była jego ulubiona część. - To Zastępca jest lewą łapą? - zapytał po chwili, przyglądając się swoim łapkom. W końcu Iskra też miał dwie przednie łapy, więc miało to sens, szczególnie jeżeli połączył to ze swoją poprzednią wypowiedzią. - A Roziskrzona Gwiazda nie może sama pogadać z Gwiezdnymi? - przekręcił główkę, bo był pewien, że Przywódca też miał specjalny telefon do Srebrnej Skórki. - Głupia jest, czy co? - Zaśmiał się, oczerniając Niezapominajkę i naśladując poczynania mistrzyni. Jednak po chwili podskoczył, kiedy wiatr ponownie zawył na pagórkach. Coś tam, coś tam karma i masz za swoje.
Marchewkowe Pole rośnie wokół mnie
W Marchewkowym Polu jak warzywo tkwię
Rosnę sobie — dołem głowa, górą NAĆ
Kto mi powie, co się jeszcze może stać?
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Trzeba było przyznać - Klacz miała dar do łączenia się ze swoimi terminatorami, których traktowała często dość paskudnie, zimno i z dystansem, a ci jednak bardzo się do niej przywiązywali, lubili ją i w ogóle oddziaływała na nich chyba jakaś klątwa syndromu sztokholmskiego. - Raczej nikt się nie nabierze. Każdy wie jak wygląda cis, psianka, bez... każdy powinien w każdym razie. ALE NIKT nie powinien ich wykorzystywać do zabijania innych kotów. Wybij to sobie z głowy. Uczysz się na wojownika po to, żeby działać dla klanu, nie zabijać koty dla zabawy. I nie żartuj sobie z zabijania innych kotów - za takie groźby możesz zostać wygnany. - Na chwilę zamilkła. Czy wtedy kiedy Zasadzka uciekł, to był już miot Marchewkowego Pola i Przybrzeżnej Łapy? Chyba... nie?
- Pewnie tak. Obie łapy są ważne. Ja lubię każdą ze swoich łap, każda się przydaje. - Jakby na to spojrzeć, to każda była potrzebna równie mocno, więc nazywanie siebie tą czy ta łapą nie stanowiło obrazy. - Nie doszliśmy do przywódcy, ale skoro zacząłeś... tak, mógłby. - Potwierdziła pytanie. - Stwierdziła sama, że do niczego innego się nie nadaje... ale poza tym, że jest w stanie zapamiętać jakie zioło należy stosować na co, co ja tez bym zapamiętała, to stwierdzam, że do tego też się nie nadaje. Jest zbyt delikatna. W kadrze medycznej powinny być koty charakterne, a przynajmniej nie mazgaje. - Trzepnęła uchem i rozejrzała się dookoła. Upewniała się, że teren jest bezpieczny. Nawyk, który Nać powinien nabyć z czasem. - Wracając do przywódców - kierują klanem, decydują, dba o porządek, mianują terminatorów i wojowników, prowadzi ceremonie i zebrania, mają drugi człon Gwiazda. Jak umrze to na jego miejsce wchodzi jego zastępca. Gwiezdni - przewróciła oczami - zsyłają im przepowiednie, informacje, coś tam coś tam, dają 9 żyć, coś tam coś tam. Dobra, mów co wiesz o zastępcy. Randze, nie konkretnie kocie w klanie. - Ostatnie zdanie o przywódcy wymówiła byle jak, żeby szybko zastąpić temat zastępcą.
Oriental, wysoki, długie łapy, biały w rude cętkowe łaTY (na głowie, barkach, plecach, ogonie), krótkie futro zielone ślepia.
Głuuupi, otwarty, chętny do zabawy i psot, uczy się przez doświadczenie.
Krzemienna Łapa...
- Nie mówiłem o zabijaniu innych kotów - zaprotestował cmoknięciem, kiedy zdał sobie sprawę, że jednak nie mają wspólnego hobby. A może po prostu nie w takiej postaci? Może przy temacie polowania zabłyśnie lepiej. Miał oczywiście wiele pomysłów dotyczących trucia, ale widząc, że te nie przypadły jego mistrzyni do gustu, postanowił nie ciągnąć tematu. Jeszcze znowu zacznie mu truć. Nać powinien się spodziewać, że każdy dorosły, nawet taki, którego polubił, nie doceni jego pomysłów.
- Ja czasami nie lubię mojej tylnej lewej - rzucił, wyciągając ją przed siebie. Przyjrzał się jej dokładnie, po czym zerknął na łapy Klaczy, zastanawiając się nad jej słowami. Ano, w sumie bez niej byłoby ciężko. Coś zaskoczyło w jego móżdżku i przypadkiem wyciągnął z tej losowej wymiany zdań całkiem ważną lekcję. Każdy był potrzebny. Na przykład Niezapominajkowa Łapa była kluczowym elementem budowania więzi między terminatorem i jego mistrzem. Ożywił się ponownie, kiedy Klacz wróciła do rzucania mięsem na terminatorkę medyka. - Beks~na meda~nie chcemy! - Rzucił śpiewająco, układając z tego małą rymowankę.
Informacje o przywódcy również nie były dla podlotka niczym nowym. Wiedział, że stary mianuje koty, w końcu mianował jego! Tak samo to, że miał dziewięć żyć, nie było mu obce. Miało też sens, że to właśnie Gwiezdni dawali życia przywódcom. Opowieści Bławatka, Zająca i cioci Mrówki kryły w sobie więcej przydatnych informacji, niż początkowo mogło się wydawać.
- To oni zjadają kocięta, które są niegrzeczne - zarechotał, nie zdając sobie sprawy, że Klacz chciała zmienić temat. Po chwili jednak zamilkł i zastanowił się. - No, Truflowy Nosek wysyła koty na patrole - miauknął w końcu, przypominając sobie sytuację, kiedy Ciernik nie mógł mu pomóc (czyli dać się wykorzystać) przy sprzątaniu legowiska, bo zastępczyni go zawołała. - Przywódca tego nie może robić? - zapytał.
Marchewkowe Pole rośnie wokół mnie
W Marchewkowym Polu jak warzywo tkwię
Rosnę sobie — dołem głowa, górą NAĆ
Kto mi powie, co się jeszcze może stać?
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Uniosła brew. - A o czym? Zabijaniu zwierzyny? Po co. - Spytała zdziwiona tym głupim pytaniem. Nie widziała powodu dla otruwania zwierzyny i Marchewkowa Łapa chyba tez niezbyt dobrze to przemyślał, ale jeszcze nie rzucała mu rozwiązania problemu pod nogi. Chciała usłyszeć co czupiradło ma w głowie. - A jeśli ci w głowie zatruwanie drapieżników, to jest to równie zły pomysł. - Dodała też.
Przewróciła oczami na jego informację o lewej tylnej nodze. - Spróbuj ją podnieść i iść na trzech. - Może wtedy doceni każda ze swych kończyn, zamiast obrzucać którąś z nich takim ciężarem. Klacz oczywiście spoglądała, żeby zobaczyć jak głupio będzie wyglądał terminator po tej sugestii.
- Truflowy Nos nie robi tylko tego. A Roziskrzona Gwiazda ma inne rzeczy na głowie, dlatego nie wysyła kotów na patrole. Skup się na Truflowym Nosie. - Powiedziała, po czym wstała. - Dobra, idziemy, nie będziemy tu siedzieć. Pokażę ci choć część granic dzisiejszego dnia. Zmieniłam zdanie - niespodzianka. - Powiedziała trochę niezadowolona, że tyle trwa ich rozmowa, że zamiast już zacząć coś innego, to jednak będzie musiała zmienić plany, żeby nie siedzieć bezczynnie. Coś tam dzięki temu przerobią do przodu, chociaż tyle. Po tym skierowała się w stronę Kreciej Łąki. - Zastępca jest odpowiedzialny tez za doglądanie treningów, za zastępowanie przywódcy w nagłych wypadkach - tak się niedawno wydarzyło, bowiem Truflowy Nos musiała iść na zgromadzenie i za siebie i za Roziskrzoną Gwiazdę. Uprzedzając pytanie - nie, nie poszła jako zastępca ORAZ przywódca. Poszła jako zastępca, ale rozmawiając z przywódcami, zamiast siedzieć grzecznie i czekać tak jak reszta zastępców. Tak właśnie wymieniają się w potrzebie te dwie rangi. Idąc dalej z tematem - nie tylko zwykłe patrole rozdziela zastępca, ale i te łowieckie. Będziesz do nich należał gdy nauczysz się polować. Zastępca zostaje przywódcą po śmierci obecnego, dostaje imię z Gwiazdą na końcu, dziewięć żyć i wyznacza nowego zastępcę. - Nadała ich spacerowi dość dynamiczne tempo, ale swobodne do rozmowy. Nie chciała tracić czasu na lekki spacer.