Oriental, wysoki, długie łapy, biały w rude cętkowe łaTY (na głowie, barkach, plecach, ogonie), krótkie futro zielone ślepia.
Głuuupi, otwarty, chętny do zabawy i psot, uczy się przez doświadczenie.
Krzemienna Łapa...
- No jak to po co? Żeby nie gonić! - odpowiedział energicznie, nie zdając sobie sprawy, że zatruwanie zwierzyny, którą miał później sam zjeść, wcale nie było tak mądrym pomysłem, jak mu się obecnie wydawało. - A czemu? Przecież otruć takiego borsuka byłoby łatwiej, niż się do niego zbliżać, żeby cię zeżarł - zaprotestował, patrząc na mistrzynię i czekając, co ma do powiedzenia. Zerknął jeszcze raz na swoją nielubianą łapę i mimo że zrozumiał już, co Klacz chciała mu przekazać, i tak postanowił pokuśtykać kilka kroków, śmiejąc się przy tym głośno. - Hehe! Patrz, wyglądam jak jakiś mysi móżdżek! - zarechotał, podskakując w kółko i omal nie wywracając się na pysk. - TAK! - wrzasnął uradowany, kiedy mistrzyni powiedziała, że jednak pójdą na granicę. Nigdy nie był tak szczęśliwy z tego, że ktoś zmienił zdanie! Od razu pobiegł za kocicą, znowu brykając wokół niej jak jakiś rozbrykany konik. - Hehe! Omułek to aż zwiędnie z zazdrości! - rechotał, nie mogąc się doczekać, aż wieczorem będzie mógł pochwalić się w Ciepłych Skałkach, że już był na granicy! Wsiąknął również informacje o Truflowym Nosku. - Ale to Roziskrzona Gwiazda pasuje terminatorów - miauknął, zrównując się z mistrzynią, po czym stanął przed nią i zaczął iść tyłem, żeby mogli rozmawiać pysk w pysk. - Ale to Truflowy Nosek będzie doglądać mojego treningu? Będzie mi zadawać pytania? A co to te Zgromadzenia? - wystrzelił serią pytań, zerkając co chwilę za siebie, żeby upewnić się, że nie wpadnie na jakieś drzewo albo krzaki. Słyszał, jak wiele kotów rozmawiało o tych całych Zgromadzeniach, ale jakoś nigdy nie był na tyle zainteresowany, żeby faktycznie zrozumieć, jaki był ich sens. - A kiedy nauczę się polować? Szybko, no nie? - zapytał, szczerząc się do mistrzyni.
Marchewkowe Pole rośnie wokół mnie
W Marchewkowym Polu jak warzywo tkwię
Rosnę sobie — dołem głowa, górą NAĆ
Kto mi powie, co się jeszcze może stać?
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
- Drapieżnicy nie jedzą roślin. Żeby go otruć, musiałbyś nakarmić tym piszczkę, którą już z góry marnujesz w ten sposób, a my na nie nie polujemy dla zabawy, a po drugie podkładając taką musisz wiedzieć gdzie znajduje się drapieżnik. To oznacza dwie rzeczy - pierwsza to marnowanie czasu na szukanie takiego, łapanie mu piszczki i zatruwanie, a druga to fakt, że podkładając piszczkę drapieżnik wyczuje twój zapach przy niej i zacznie cię szukać. - Zdroworozsądkowo - nie opłacało się.
- Wyglądasz? A nie jesteś? - Mruknęła niby to żartem, ale jednak... cóż, co za piękny dzień.
Omułek, Omułek... nie kojarzyła go. Zignorowała tekst, niech młody docenia po prostu ile może zyskać z Klaczą i tyle.
- Ktoś to tak kiedyś wymyślił. Najwyraźniej dla nich ma to sens. Zastępca zajmuje się tymi bardziej codziennymi sprawami, tak - zastępca może doglądać treningów, upewniać się, że idą sprawnie i w ogóle idą; natomiast przywódca skupia się na sprawach ważniejszych, mniej codziennych jak ceremonie i zebrania, reprezentowaniu klanu, decyzjach, na rozmowach z Gwiezdnymi i odbieraniu od nich przepowiedni - podobno, ale nie słyszałam o żadnej. Ma 9 żyć. Jak już przy tym jesteśmy - przywódca ma w imieniu słowo Gwiazda, każdy jeden klanowy przywódca. Poza naszym Roziskrzoną Gwiazdą, mamy w Klanie Rzeki Nocną Gwiazdę, w Klanie Cienia Kozią Gwiazdę i w Klanie Gromu Zmierzchającą Gwiazdę. Jak umrą, ich miejsce przejmą ich zastępcy. W Klanie Rzeki Ogniste Serce, w Klanie Cienia Złocisty Nektar, w Klanie Gromu Rudzikowy Śpiew. - Była pewna, że kocur nie zapamięta ich wszystkich teraz, więc po prostu będzie mu to wbijać do głowy przy okazji następnych spotkań. - Zgromadzenia omówimy potem, bo się pogubisz. Polowanie też - jak będziesz słuchał, to nauczysz się szybko.
W międzyczasie, po dłuższej chwili rozmowy doszli do faktycznie do granicy. - Tam są Cztery Drzewa, ale zajmiemy się nimi innym razem. Właśnie w tym miejscu są zgromadzenia, to spotkanie wszystkich klanów w czasie rozejmu, ale dziś skupmy się na tym, co mamy dziś. Teraz jesteśmy na granicy, tam jest Cień. Poczuj zapach i to jak mieszają się wonie obu klanów. - Poleciła mu, stojąc gdzieś na równi stykania się zapachów i mieszania. Lekki przechył głowy w lewo i czuć bardziej wicher, jeden w prawo i nagle nozdrza oblepia zapach cienia.
Oriental, wysoki, długie łapy, biały w rude cętkowe łaTY (na głowie, barkach, plecach, ogonie), krótkie futro zielone ślepia.
Głuuupi, otwarty, chętny do zabawy i psot, uczy się przez doświadczenie.
Krzemienna Łapa...
Większość dorosłych od razu zbyłaby jego pomysły, chcąc zdusić w zarodku potencjalną głupotę, która mogła doprowadzić do nieszczęścia. Nie był to ani pierwszy, ani ostatni raz, kiedy ktoś sprzeciwiał się jego ideom. Jednak w przeciwieństwie do innych, Klacz wyjaśniła mu, dlaczego ten pomysł był głupi. Rozłożyła przed nim fakty, punkt po punkcie pokazując luki w jego rozumowaniu. Na chwilę go to uciszyło i nie zostawiło wiele miejsca do dyskusji. Bo faktycznie, po co marnować dobrego piszczka na drapieżnika? Z drugiej strony nadal uważał, że wykorzystanie niezbyt świeżej zwierzyny do otrucia borsuka czy lisa nie było takim złym pomysłem, szczególnie jeżeli chodziło o większe dobro. Ale im dłużej się nad tym zastanawiał, tym bardziej dochodził do wniosku, że znalezienie drapieżnika i podrzucenie mu królika nafaszerowanego cisem wcale nie byłoby takie łatwe, jak początkowo zakładał. Może jednak nie było warto... Może, Nać nie odpuszcza tak łatwo. - A co, jakby najpierw wytarzać się w mięcie? - dopytał, wciąż nie do końca przekonany. Klacz nie wybiła mu tego pomysłu z głowy całkowicie, ale zwróciła uwagę na kilka naprawdę ważnych rzeczy, które musiał wziąć pod uwagę. - Oczywiście, że nie jestem! Jestem przynajmniej ptasim móżdżkiem! - wyszczerzył kiełki, pozwalając, by obelga spłynęła po nim jak woda po kaczce. Słuchał dalej wyjaśnień kotki, próbując zapamiętać różnice między przywódcą a zastępcą, choć trzeba było przyznać, że temat zaczynał go już nudzić. W teorii rozumiał, na czym polegała różnica, ale był pewien, że stanie się ona dla niego jasna dopiero z czasem. Potem padły kolejne imiona. Tyle imion, że większość od razu wyleciała mu z głowy. No... prawie wszystkie. Kiedy Klacz wspomniała zastępcę Klanu Rzeki, jego długie uszy drgnęły. - Ogniste Serce?! Ja też chcę się tak nazywać! - oburzył się niemal natychmiast. On tutaj był jakąś Marchewką, a inni mogli nosić takie imiona? Kurczę, gdyby jego brat nie zaginął, to chyba umarłby z zazdrości. Jęknął tylko, kiedy mistrzyni nie dała się podpuścić i uparcie trzymała się planu. Wyglądało na to, że na naukę polowania i wyjaśnienie, czym właściwie było całe Zgromadzenie, będzie musiał jeszcze poczekać. - Co to rozejm? - dopytał, po czym teatralnie zaciągnął się powietrzem. Początkowo miał to być tylko żart, ale po chwili rzeczywiście podszedł bliżej granicy z Klanem Cienia, żeby lepiej wyczuć ich zapach. Zmarszczył nos, wąsiki drgnęły. - Przypomina mi... trochę jak... śmierdzące żaby - skrzywił się, po czym jeszcze raz pociągnął nosem. - Albo mokry mech, który za długo leżał w cieniu. Fuj - zaśmiał się, nie zwalniając.
Marchewkowe Pole rośnie wokół mnie
W Marchewkowym Polu jak warzywo tkwię
Rosnę sobie — dołem głowa, górą NAĆ
Kto mi powie, co się jeszcze może stać?
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Gdyby wiedziała, że kocur docenia jej rzeczowe podejście, to pewnie by się ucieszyła. - Wtedy nie będzie cię czuć, owszem, ale to nadal jest marnowanie jedzenia, a my uczymy się jak sobie radzić z zagrożeniem bez tego. - I bardzo nie chciałaby widzieć swojego terminatora wpychającego cis w pysk albo zad królika na terenach, żeby wypłoszyć z nory jakiegoś lisa.
"Przynajmniej ptasi móżdżek" pięknie sformułowane. Uniosła kącik pyska. Widać było, że znał swoją wartość, nie ma co. Tyle dobrego, że nie obrażał się za takie teksty, tylko sobie dalej pogodnie żył, a ona mogła w spokoju kontynuować trening i rzeczy ważne. Miała już uczniów, którzy byli jak gąbki chłonące każde słowo. Okropny przypadek.
- Jest szansa, że jak poprosisz, to będziesz. Ja nie byłam Kraśna Łapa, tylko Kłusująca Łapa. Omułek został Orzechowa Łapą, a Lis nie został Lisią Łapą tylko Roześmianą Łapą. Nie ma parcia na ten sam człon. - I choć może byłoby wtedy łatwiej, to fakt faktem koty mogłyby się gubić wśród tych wszystkich imion, gdyby nie było urozmaiceń. A czy można było mieć to samo imię co kot z innego klanu... czemu nie? Nie wszystkie były znane innym klanom, choć imię zastępcy w Klanie Wichru mogłoby budzić wątpliwości, ale nie ona nadawała imiona, więc nie ona musiała się nad tym zastanawiać. - Mój mistrz był Azaliową Łapą, a skończył jako Wędrujące Światła. - I już go z nami nie ma, powędrował.
- Rozejm to ogólnie sojusz. W kontekście zgromadzenia to czas, kiedy klany nie walczą, a spotykają się w grupie kotów i rozmawiają o sprawach istotnych dla klanów. - Kiwnęła głową. Wcześniej mogła mówić, że i tak ich już nie ma, ale jednak jedno odbyło się nie tak dawno. I stworzony w jej głowie świat się załamał.
- Coś w ten deseń. Ja czuję mokrą korę i zapach jakiegoś dziwnego drzewa. Olchy? - Nie była pewna, nie była dendrologiem. - W tamtą stronę, jak w łeb strzelił, ciągnie się granica. Chodź. - Powiedziała i ruszyli. Dochodząc do jednego z bardziej charakterystycznych punktów rzuciła -Krecia Łąka. Tam jest masa krecich kopców. - Wskazała łapą. Mieli teraz do przejścia teren przez pagórki, aby dostać się do kolejnego puntku, ale dało się ów pagórki ładnie wyminąć. - Do istotnych imion należy dorzucić też medyków - w cieniu Ciernisty Gąszcz i jej terminatorka Wronia Łapa, w rzece Wierzbownicowa Łapa jako terminator medyka, w gromie jest dwóch medyków, czyli Gwiezdny Nurt i Rosochata Gałązka, ta druga do niedawna była terminatorem. U nas są Ważkowe Szuwary i Niezapomniana Łapa, jak wiesz.
Oriental, wysoki, długie łapy, biały w rude cętkowe łaTY (na głowie, barkach, plecach, ogonie), krótkie futro zielone ślepia.
Głuuupi, otwarty, chętny do zabawy i psot, uczy się przez doświadczenie.
Krzemienna Łapa...
Zerknął na jedną z chmurek sunących po niebie, rozważając słowa mistrzyni. Nie miał jednak nic więcej do dodania ani o co zapytać, więc zakończył temat niezdecydowanym cmoknięciem. Wiele rzeczy spływało po nim jak po kaczce, co zależnie od tego, kogo zapytać było jednocześnie jego zaletą i wadą. Bo jak tu wychować dziecko, które kompletnie ignorowało słowne kary? Z drugiej strony właśnie dzięki temu całkiem nieźle radził sobie z szorstkim usposobieniem Klaczy. - Omułek to mój brat, wiesz? - jego uszy stanęły dęba, gdy wspomniała o kocurku. - O! To ja chcę się nazywać Mocarny Pazur! O! Albo Olbrzymia Szczęka! Nie, czekaj... To brzmi głupio. Jakbym nie mógł zamknąć pyska - mruknął z grymasem, zatrzymując się na moment, żeby podrapać się za uchem. - Wiem! Najcieplejsze Serce... Nie, to brzmi, jakbym był jakąś ciepłą kluchą - westchnął teatralnie. - Ehh... Wymyślanie imion jest cięższe, niż myślałem - Nie znam takiego - miauknął, kiedy wspomniała o Onionie, który zniknął z klanu na długo przed jego narodzinami. Zmarszczył nosek i wziął jeszcze jeden, głębszy wdech, próbując wyłapać to, o czym mówiła. W sumie mógł się zgodzić, że Klan Cienia pachniał trochę jak mokra kora. - Lasem? - dopytał, szukając odpowiedniego słowa. Nie żeby nazywanie ich żabożercami przestało mu wystarczać, ale wchodzenie w dyskusje z Klaczą uważał za fajne.
Podskakiwał za mistrzynią, kiedy ruszyła wzdłuż granicy, uważnie słuchając jej wyjaśnień. Jego wzrok zatrzymał się na kopcach kretów i chyba nikogo nie zdziwiło, że natychmiast wskoczył na jeden z nich, śmiejąc się jak mały troll. - Rzeka nie ma medyka? - zapytał, wyłapując ten szczegół. - To kto ją uczył? Czy koty po prostu do niej przychodziły, a ona losowo dawała im jagody i modliła się do Gwiezdnego Klanu, żeby się nie pomyliła? - Mówiąc to, próbował przeskoczyć na kolejny kopiec, uparcie unikając dotknięcia zielonej trawy. Podłoga to lawa.
Marchewkowe Pole rośnie wokół mnie
W Marchewkowym Polu jak warzywo tkwię
Rosnę sobie — dołem głowa, górą NAĆ
Kto mi powie, co się jeszcze może stać?
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
- Skoro tak, to powiedz przywódcy. - Nie miała nic do tych imion. Sama nazwała swoje dzieci Wojna, Zasadzka, Szarża, Bójka i Atak. Mocarny Pazur był przy nich całkowicie normalnym imieniem. - jak na moje to mógłbyś być Rudym Kleszczem na przykład. - A co, ładnie, nie?
- Lasem, ale mokrym. - Dodała.
- Rzeka do niedawna miała medyka - Senny Świt. Kocur jednak spiskował za plecami przywódcy, nie był z nim szczery i otwarty. Został wygnany z klanu za działanie na jego niekorzyść. Na jego miejsce weszła Wierzbownicowa Łapa, która szkoli się pod okiem Ciernistego Gąszczu - medyczki Klanu Cienia. Klany pomagają sobie w taki sposób, jeżeli nie ma innego wyjścia. Tak uczyła się Niezapomniana Łapa - u Gwiezdnego Nurtu, medyczki Klanu Gromu. Ważkowe Szuwary uczyła się wtedy u Niezapomnianej Łapy jako Ważkowa Łapa, bo była na tej randze przed nią, ale koniec końców do końca treningu doszła wyszkolona przez... - Odchrząknęła. - Senny Świt. - O ironio.
Wskazała łbem, by szedł za nią. Kierowali się do kolejnego punktu granicznego. Gdy przeszli odpowiedni kawałek, Klacz wskazała na Borsuczą Norę, której nie trzeba się obawiać i skierowała ich kroki w dalszą drogę.
Oriental, wysoki, długie łapy, biały w rude cętkowe łaTY (na głowie, barkach, plecach, ogonie), krótkie futro zielone ślepia.
Głuuupi, otwarty, chętny do zabawy i psot, uczy się przez doświadczenie.
Krzemienna Łapa...
- Nie, nie - potrząsną pyszczek, ponieważ nie podobało mu się tok myślenia mistrzyni. Jednak nie dlatego, że nazwała go kleszczem, dobrze wiedział, że nim był! Jednak to było za bardzo jednoliniowe. - Nie rudym. Raczej Czarnym Kleszczem. Wyobraź sobie, że ktoś zna tylko twoje imię i mówi; szukam Czarnego Kleszcza ale ty jesteś rudym kotem! No nigdy nie pomyśl, że to ty! I możesz się zapytać o co chodzi! I jak ci się nie podoba, to możesz powiedzieć a, nie znam gościa, nara - trajkotał dalej, skacząc na następne kretowisko. - O! Albo... Błyskawiczny Piorun, to ma moc - mruknął do siebie, no bo jak młody podlotek nie mógł myślał, że burza i pioruny nie były fajne. Były najgłośniejszą rzeczą w całym lesie! Przytaknął notując sobie jej porównanie. Pewnie będzie miał wystarczająco czasu by zadecydować czym mu Cień pachnie.
Na jej następne słowa Nać akurat spojrzał na nią i zmarszczył pyszczek, analizując co usłyszał. Przesłyszał się? Nie, chyba nie. - Więc... Ważkowe Szczurawy uczyło się u zdrajcy...? - Zapytał, nie będąc pewny czy dobrze to zrozumiał. - To dlatego tak dużo kotów umarło? - Dodał pierwsze co mu ślina na ozor przyniosła, podwiązując jak dużo kotów umarło zanim w ogóle dożył swojej ceremonii. A to, że był dość spostrzegawczy to ciężko nie było mu doszukać powiązania. - Myślisz, że Wierzbownicowa Łapa jest w moim wieku? I myślisz, że jest kotką? - Bardzo ważna rzecz. Zanotował też Borsuczą Norę, wbiegając do niech na chwilę, po czym wybiegną bo wiedział, że miał jakieś wrażenie, że Klacz nie będzie na niego czekać.
Marchewkowe Pole rośnie wokół mnie
W Marchewkowym Polu jak warzywo tkwię
Rosnę sobie — dołem głowa, górą NAĆ
Kto mi powie, co się jeszcze może stać?
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
- Hm. Wiesz, moja matka ma na imię Czarny Koń, a ma czarno-rude futro, więc twoje rozumowanie nie jest nawet takie durne. - Skinęła głową i o dziwo zgodziła się. Temat imion był dla niej dość luźny i tu nie miała się czego czepiać. Imiona były różne, powody dla jednego czy innego też. Niech Nać robi co uważa za słuszne - jak nadane mu się nie spodoba, to niech walczy o inne. Chyba tak można? Nie słyszała o tym, żeby zmieniać imiona tak o, ale jak się dobrze uargumentuje, to kto wie? - Błyskawiczny Piorun brzmi jak... Kwiecisty Kwiat. - Tu już pokręciła głową, to jej się nie podobało akurat. - Stać cię na więcej.
Jego słowa były trafne. Co tu dużo mówić. - Tak. Ale te koty umarły nie z powodu, że się u niego uczyła. Umarły, bo były w złym miejscu, w złym czasie. Tak się zdarza. Trenujemy i doskonalimy się po to, by jak najrzadziej się to wydarzało, ale nie jesteśmy z kamienia. Mamy swoje granice. - Nie mogła powiedzieć, że to Ważkowe Szuwary zabiła te koty. Na to nie było dowodu, nie było szczególnie żadnej ścieżki, która by do tego prowadziła, a z tego co zdążyła zauważyć, to - Ważkowe Szuwary zna zastosowania medykamentów, leczy koty i je opatruje. Robi co może na nasze standardy. - I to były miłe słowa w stronę medyczki. Aż nie wierzyła, że kiedyś je wypowie na głos. I to przy terminatorze.
- To kotka, ale nie znam jej wieku. Ale raczej nie spodziewałabym się, że będzie chciała umówić się z kocurem, co chce mieć na imię Błyskawiczny Piorun albo Olbrzymia Szczęka. - Uśmiechnęła się lekko.
Borsucza Nora została za nimi, a oni poszli do Zgarbionej Czeremchy. Chwila drogi i rozmowy minęła, Klacz wskazała drzewo. - Wygląda jak drzewo bzu, ale to czeremcha. Ma sporo białych kwiatów, które zamieniają się potem w owoce. Uważaj, bo pękają pod łapami. Ubrudzisz je i będzie ciężko zmyć sok. Za to jest dobry, jak chcesz sobie, nie wiem, czachę narysować na barku. - Kocie tatuaże? Ona to by nawet w tym pomogła.
Oriental, wysoki, długie łapy, biały w rude cętkowe łaTY (na głowie, barkach, plecach, ogonie), krótkie futro zielone ślepia.
Głuuupi, otwarty, chętny do zabawy i psot, uczy się przez doświadczenie.
Krzemienna Łapa...
Zmarszczył się, kiedy mistrzyni skomentowała jego niesamowicie silne imię. - Podwójnie mocne! - Rzucił w obronie, choć dało się dostrzec, że stracił nieco entuzjazmu do Błyskawicznego Pioruna. Raz wytknięta wada strasznie rzucała się w oczy i Nać nie mógł już jej zignorować ani odsłyszeć słów Klaczy. Jednak to go nie zniechęciło, w końcu stać go było na więcej i z taką determinacją zamknął mordkę i zaczął intensywnie myśleć nad nowym imieniem, które miało moc ale też nie brzmiało lamersko.
Wysłuchał słów kotki, kiedy ta chciała przekazać mu dość ważny filar życia wojownika. Nie zawsze było łatwo, można było być dobrym, ale ktoś zawsze mógł okazać się lepszy albo zwyczajnie można było wybrać złe miejsce na polowanie. Mimo młodego wieku Nać miał już całkiem sporo kontaktu ze śmiercią. Sam raz znalazł martwego Klekotka, kiedy przyszedł do niego, żeby się pobawić, choć znaczenie tego wydarzenia jeszcze do niego nie dotarło. Do tego dochodziły liczne pogrzeby, które miały miejsce jeszcze zanim został terminatorem. - Ośmiooo mówił, że jeden z kotów umarł w walce, bo miał między pazurami sierść -miauknął naturalnie, mając wrażenie, że miało to jakiś związek. Chyba zrozumiał już, że Ważka nie miała łapy przy ostatnich pogrzebach, choć nadal nie do końca pojmował, dlaczego zdrajca miał ją uczyć medycyny. - Nie wiedzieliśmy, że jest zdrajcą, no nie? Ten typ, Senny Świt? - dopytał naiwnie, jak przystało na wyrośniętego kociaka.
- Pracuję nad tym! - Rzucił pośpiesznie, kiedy ta wytknęła jego wymyślone imiona. - Ale kotki lubią kwiatki, no nie? Więc może ten Kwiecisty Kwiat nie byłby taki głupi - zatrzymał się na moment, dumając nad imieniem. Po chwili jednak potrząsnął pyszczkiem i pobiegł za mistrzynią, żeby znów się z nią zrównać. - Myślisz, że jest ładna? - Zapytał z uśmieszkiem, bo to w sumie było ważniejsze niż jacyś tam zdrajcy. - O! - Rzucił, kiedy ta przedstawiła mu prawdopodobnie jego ulubione drzewo. Tyle potencjału! Zaczął rozglądać się za owocami, bo już rodziły mu się pomysły, jak mógłby je wykorzystać, czy to do malowania czaszek, czy do wkurzania klanowiczów. - A w sumie, to gdzie idziemy? - Zapytał po chwili. Rozumiał, że szli wzdłuż granicy Klanu Cienia, ale czy naprawdę zamierzali tak iść w nieskończoność?
Marchewkowe Pole rośnie wokół mnie
W Marchewkowym Polu jak warzywo tkwię
Rosnę sobie — dołem głowa, górą NAĆ
Kto mi powie, co się jeszcze może stać?
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
- Jednym z kotów, które umarły, była Kolczasty Grzbiet. Kocica lojalna jak nikt, oddana tak, że powinna stanowić autorytet dla każdego Wichrzaka. Nie bała się mówić swojego zdania, była silna i niezależna. Zmarła tragicznie. Zawsze będę wspominać ją jako przykład Wojownika Klanu Wichru, z którego warto brać przykład i być dumnym. - To tak w temacie pogrzebów i wojowników, którzy zmarli, bo teraz w tej chwili nie pamiętała czy ktoś miał jakąś sierść czy nie, ale była pewna, że Kolec zmarła w walce.
- Oczywiście, że nie. - Potwierdziła.
- Musisz sprawdzić sam, ja jej jeszcze nie widziałam. - Rósł im tu mały flirciarz? Cudownie, ale może nie na treningu. - Ale tym zajmiesz się kiedy indziej. Idziemy do końca naszej granicy od tej strony. - Powiedziała i minęła dłuższa chwila, nim dotarli do następnej, a w tym czasie Kraśna Klacz dodała kolejne pytanie. - Idziemy dalej z tematem, młody. Dawaj teraz swoją wiedzę o tym czym zajmują się wojownicy. - Coś na pewno wiedział. W międzyczasie faktycznie doszli do Dzięciolego Drzewa. - Tu najczęściej spotkasz dzięcioły, to właśnie dzięciole drzewo. Widzisz ile w niej dziupli? - Mruknęła, rzuciła na niego wzrok, a oni ruszyli dalej.
Oriental, wysoki, długie łapy, biały w rude cętkowe łaTY (na głowie, barkach, plecach, ogonie), krótkie futro zielone ślepia.
Głuuupi, otwarty, chętny do zabawy i psot, uczy się przez doświadczenie.
Krzemienna Łapa...
Imię Kolczastego Grzbietu nie było mu do końca obce, słyszał je kilka razy, choć nigdy nie umiał przywiązać do niej jakkolwiek cechy lub pyszczka. Przynajmniej do teraz, ponieważ, kiedy tak słuchał słów Kraśnej Klaczy i to w jaki sposób o niej mówiła, nie przeszło obojętnie obok Naci. Nie odezwał się, pozwalając wodzy fantazji popłynąć i ukształtować zmarłą wojowniczkę według tego jak mistrzyni ją opisała. Od razu pomyślał o czymś silnym, mocnym i stabilnym. Jak wielkie drzewo, ich Rozłożyste Drzewo, które dawało mu schronienie od kiedy tylko pamięta. Zerknął na Klacz, zastanawiając się jak blisko były. - Często ktoś ginie tragicznie? - Zapytał dość poważne pytanie, a jego głosik odbiegał jedynie odrobinę od normy. Chyba już znał odpowiedź na to pytanie, może chciał jedynie potwierdzenie od mistrzyni mając wrażenie, że ta będzie z nim szczera.
- Aww... - Miauknął nieco zawiedziony, choć szybko odbił się jak jakaś piłeczka. Nać zaczął czuć jak jego łapki zaczynają piec od tego ciągłego marszu, nigdy nie chodził aż tak dużo. - Lubią maltretować terminatorów długim chodzeniem - rzucił z uśmiechem, odwracając się od mistrzyni. - Polują i bronią klanu. Chodzą na patrole i... I... - Tu zerknął w korony drzew, zastanawiając się nad odpowiedzią. - I śpią w Kłującej Gęstwinie - dodał, nie wiedząc za bardzo co może jeszcze dopowiedzieć. - Myślisz, że są tam jajka? - Zapytał, kiedy przyglądał się dziuplom w pniu. - Heh, widzę sześć- A nie czekaj! Siedem dziupli! Czy to tylko liść taki dziwny? - Zmarszczył oczy próbując rozróżnić to co widzi, choć miał wrażenie, że mu się rozmazywało.
Marchewkowe Pole rośnie wokół mnie
W Marchewkowym Polu jak warzywo tkwię
Rosnę sobie — dołem głowa, górą NAĆ
Kto mi powie, co się jeszcze może stać?
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
- Nie. - Ta odpowiedź musiała mu wystarczyć, bo zawierała w sobie ogólną prawdę i nie było sensu nazbyt tego rozdrapywać. Nie często zdarzały się takie straszne przypadki jak ostatnio. Czasem ktoś umarł, ale nie w takim "karambolu".
- Wojownicy - koty, które ukończyły trening, zajmują się polowaniem, patrolami i obroną klanu poprzez walkę i przeganianie tych, których na terenach być nie powinno - to jest drapieżnicy, inne koty. Trenują nowych terminatorów jako Mistrzowie, przekazując im wiedzę. Kiedy Wojownik wytrenuje terminatora, może zostać wybrany na zastępcę. Zastępców nie wybiera się spośród innych kotów niż wojownicy. - Zakończyła ten temat, spoglądając na dziuplę. - Być może. - Pewności nie miała, czy dzięcioły zniosły jajka akurat w tym drzewie, czy traktowały je tylko jako kryjówkę. - Osiem, dziewięć, może nawet dwanaście, jak dobrze przejdziesz z każdej strony. - Przyspieszyła kroku, żeby Marchewkowa Łapa musiał ją dogonić i nie skupiał się za długo nad dziuplami.
Poszli dalej. - Dobrze więc, teraz Matki. Tu ci pomogę, bo wiem, że powiesz jedynie o opiece, a one robią więcej. Matki poza tym, że że opiekują się swoimi czy cudzymi kociętami, to też karmią je, dbają o ich wiedzę i edukację, upewniają się, że są zdrowe i reagują gdy, tak nie jest, ponad to dbają o ich bezpieczeństwo. Sprzątają też kociarnię. Matką może być dowolny kot, nie ma znaczenia płeć, wiek, byle nadawał się do kociąt. - Po jakimś czasie doszli do Brzozowych Grzybków.- Obalona brzoza, a na niej grzyby - Brzozowe Grzybki. Ale nie jedz ich, jeśli nie chcesz zostać zdzielonym w łeb przez Ważkowe Szuwary. - Pokiwała głową, a potem ruszyli znów przed siebie. - Opowiadaj o terminatorach.