wysokiej orientalnej budowy | długa, opadająca sierść | cynamonowo-rudy szylkret point | pręgowanie dzikie | biel na przednich łapach do nadgarstków, skarpetka na prawej stopie bez palców, broda, gwiazdka między oczami, dolne powieki i grzbiet nosa | niebieskie oczy z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką | kręcone kłaczki, tęczowa apaszka
To dziwne dziecko, które przez pół dnia będzie ci tłumaczyć różnicę między gawronem, a wroną. Chyba, że akurat ciebie nie polubi to wtedy nie.
Nie odsunął się i nie powiedział, że w sumie to jednak nie potrzebuje pomocy Ruletki. Znalazł sposób aby zaskoczyć pieszczoszkę reakcją, która nawet nie znajdowała się na liście dostępnych opcji. Dwa krótkie słowa, gdy złapali kontakt wzrokowy, zbiły ją z pantałyku. Wyprostowała się nieznacznie, zwiększając dystans między ich mordkami tak żeby lepiej patrzeć, myśleć, analizować. Co niby znaczyło, że ją kochał?? Jaki to miało sens w tej sytuacji?? Przecież widzieli się pierwszy raz, w zasadzie to nie pisnął wcześniej ani słówkiem, nijak nie pasowało jej to do kontekstu... och. Och. Dobra, jednak zrozumiała!
— Bez przesady, to nic wielkiego — odpowiedziała z uśmiechem i zaraz po tym wróciła do czyszczenia rany na gardle. Chociaż nie skupiała się jeszcze stuprocentowo na zadaniu. — Jesteś w kiepskim stanie, zobaczyłam ciebie, jak mogłabym przejść obojętnie, nie? Poza tym lubię rany- znaczy lubię pomagać rannym kotom, to chciałam powiedzieć. Nie, że cieszę się, że jesteś ranny, bo mogę dzięki temu wypróbować swoją wiedzę w praktyce. To by było niemiłe. Nic takiego nie pomyślałam — wyjaśniła nieco pośpiesznie. Od swojego drobnego potknięcia, zostawiła znowu gardło kocura by dobrze się zrozumieli. Ale nie czekała na reakcję z jego strony, z płonącymi policzkami wraca do poprzedniego zadania, tym razem próbując poświęcić całkowitą uwagę czystości rany. Pozbyła się całej zaschniętej krwi, która smakowała trochę ziemią, a także tej nowej, której odrobina pociekła po pozbyciu pierwszej warstwy. Rana zdawała się być tak czysta jak tylko rana może, profesjonalnym okiem Ruletki. Sięgnęła po liść łopianu i przemieliła go dokładnie w zębach. Podobno korzenie miały słodkawy smak – szkoda, że nie mogła powiedzieć tego samego o zielonej papce, którą właśnie przygotowała. Rozsmarowała ją ostrożnie po szyi, z uwagą przyglądając się jak maść wchodzi w dziury pozostawione przez czyjeś kły. No i też dookoła, co już nie było tak ciekawe, ale też pewnie taki margines błędu był potrzebny.
— Byłoby dobrze owinąć tę ranę... jest w takim miejscu, że łatwo sprawić aby znowu zaczęła krwawić, wiesz? Tylko żeby to miało sens to bym musiała tak... trochę ciasno owinąć ci szyję, więc możesz na początku mieć problem z oddychaniem. Ale myślę, że się szybko przyzwyczaisz, to nie będzie tak ciasne, żebyś się udusił! Co ty na to? — zaoferowała z nadzieją na zgodę. Czekała tylko na zielone światło z motkiem w łapach, gotowa zająć się bandażowaniem.
czarny dymny z bielą x rudy [chimeryzm], widmo tygrysich pręg, biel na mordce (okala lewe oko i policzek, nos, płaty wąsowe i brodę) i na końcówce ogona, krótka sierść, niebieskie oczy, uszy typu curl, wystające górne kły
poszukujący uwagi, zestresowany, niepewny, czasami złośliwy, niezręczny społecznie
— Przeciwnie — zaprzeczył, nie zgadzając się na jakiekolwiek próby umniejszenia jego uczuciom. Mówił prawdę i nie rozumiał, czemu Perliczka nie chciała przyjąć tego do wiadomości. Zakładał, że nie słyszała tego po raz pierwszy, może się przyzwyczaiła, ale to on był tu na tyle wyjątkowy, by powiedzieć jej to w momencie, gdy był całkowicie zależny od niej. Nie bojąc się odrzucenia, nie bojąc się niczego zresztą, odważnie patrzył jej w oko i obnażył swoją najskrytszą warstwę, wyciągając serce na łapie w jej stronę. To, co się z nim stanie było całkowicie zależne od niej od tego momentu.
— Aha — pokiwał głową, nie rozumiejąc co to ma się do tego, o czym rozmawiali dosłownie chwilę temu, ale nie przerywał jej. Zrozumienie to podstawa związku. Tak jak i szczerość. — Dla ciebie mógłbym dać się ranić codziennie — wyznał, co zdziwiło nawet jego. Ból nie był czymś, co przeważnie lubił, chyba że role były odwrotne i to on mógł go sprawiać. Cierpienie dla Perliczki wydawało mu się jednak tak proste i naturalne, że nie myślał wiele przed wyznaniem.
Na raczej nudny temat pajęczyny pokiwał zaledwie głową, dając jej robić ze sobą co tylko żywnie jej się chciało. Był cały jej. Kiedy zresztą ona bandażowała mu szyję, on myślał o paru scenariuszach, które nie dawały mu spokoju.
— Gdzie mieszkasz? — spytał. — Myślałem, że moglibyśmy przeprowadzić się do ciebie. Mój Pan raczej nie byłby zadowolony z drugiego kota w domu…Choć mam tam kury, które chciałbym ci pokazać. Nazwałem cię po jednej z nich. Perliczka. Mój Pan ją bardzo lubi, ma najładniejsze piórka w stadzie i kiedyś znosiła bardzo duże jaja. Teraz już tego nie robi, ale mój Pan dalej ją trzyma. Myślę, że to dlatego, że jest taka wyjątkowa.
wysokiej orientalnej budowy | długa, opadająca sierść | cynamonowo-rudy szylkret point | pręgowanie dzikie | biel na przednich łapach do nadgarstków, skarpetka na prawej stopie bez palców, broda, gwiazdka między oczami, dolne powieki i grzbiet nosa | niebieskie oczy z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką | kręcone kłaczki, tęczowa apaszka
To dziwne dziecko, które przez pół dnia będzie ci tłumaczyć różnicę między gawronem, a wroną. Chyba, że akurat ciebie nie polubi to wtedy nie.
To mogli sobie podać łapy, ponieważ Ruletka również była daleka od zrozumienia. Przez krótki moment wydawało jej się, że załapała w czym rzecz, ale tak zdecydowane zaprzeczenie zbiło ją z pantałyku. Minęło kilka uderzeń serca zanim przekonała siebie, że początkowa interpretacja była słuszna. Musiała być słuszna, to miało sens, prawda? Koty często dziękowały, druga strona mówiła, że nie ma za co, ale ta pierwsza upierała się, że było. Kolejne wyznanie przyjęła jako żart – oczy zaokrągliły jej się w zdziwieniu, ale zaledwie na uderzenie serca, już coraz szybciej zaczynała rozumieć tego dziwnego kota.
— Oj, jak będziesz tak codziennie to zaraz nic z ciebie nie zostanie. Daj sobie też czas wyleczyć się, co? Byłoby szkoda, gdybyś, hm, gdyby ciebie zabrakło, o — pociągnęła dalej lekkim tonem, chociaż było w tym ziarenko powagi. Jak jej obiekt badawczy umrze w trakcie rekonwalescencji to cały eksperyment strzeli w łeb!! No a poświęcenie chimery pójdzie wtedy na marne. Wilk głodny i owca w kawałkach na sklepowej ladzie.
naprawdę szkoda by było, bo ten obiekt badawczy, ten pacjent (jej pierwszy prawdziwy pacjent), tak dobrze współpracował i na wszystko się godził. Rozumiał, że wszystko co Ruletka robiła mogło mu pomóc! Uśmiechnęła się szerzej na to lekkie skinienie głową i zaczęła ostrożnie owijać ciemną szyję pajęczyną. Starała się zrobić to dość ciasno – chciała tym przecież ograniczyć krwawienie – a jednocześnie nie chciała by opatrunek dusił. Z ostatecznego efektu była całkiem zadowolona. Bandaż szczelnie zakrywał ślady po kłach oraz zielonkawą maść, a z kolejnym opatrunkiem z pewnością pójdzie jej jeszcze lepiej! Och... chyba, że jej pacjent miał gdzie wrócić i wcale nie będzie chciał z nią zostać aż poczuje się lepiej. Ale ten temat niech poczeka na koniec leczenia, teraz odsunęła się od kocura, chwyciła w zęby kolejny listek łopianu do zmielenia i usiadła przy jego boku. Ta rana była o niebo czystsza w porównaniu z pierwszą, musiał się nią zająć, gdy Ruletka szukała medykamentów! Dlatego tym razem starczyło tylko kilka pociągnięć językiem ze strony kotki, aby niewielkie zadrapanie lśniło czystością. Z zadowoleniem przeżuła łopian na maść i rozprowadziła na całej długości sznyty. Podobne traktowanie otrzymało zadrapanie na łapie, chociaż tu najpierw zajęła się doczyszczeniem rany, a później wróciła po liść pokrzywy. Zanim go wzięła do pyska, odetchnęła głęboko i musiała sobie przypomnieć, że jej pacjent był dzielny, ona też powinna!! Język sobie oparzyła, ale listek rozdrobniła jak należy i zaraz tylna łapa również została pokryta maścią.
A gdy już kończyła, jej pacjent zebrał myśli i się odezwał. Zastrzygła uchem przy pierwszym pytaniu i przypomniały jej się wszystkie ostrzeżenia matki dotyczące obcych. Pierwszy raz przeszło jej przez myśl, że kocur był dziwaczny, a jego kontynuacja jedynie to potwierdzała. Kto normalny rozmawiałby ze swoim medykiem o przeprowa-
KURY!!!
Z błyskiem w oku obróciła łeb w stronę dwukolorowej mordki. Cały rozsądek i nieufność wyleciały jednym z przydużych uszu, aby zrobić miejsce na dalsze informacje o kurach. Perliczka!! O gwiazdy najjaśniejsze, to najładniejsze imię jakie kiedykolwiek słyszała!! I to ją tak nazwał!! Po kurze o najładniejszych piórkach!! Nawet nie zauważyła kiedy przesunęła się ze swojego miejsca przy łapie, niemal pod różowy nos kocura.
— Pokaż mi kury! — poprosiła (a raczej zażądała) na wstępie. Medyczna odpowiedzialność ją tknęła, bo dodała jeszcze, przez powrotem do ważniejszego tematu. — Znaczy najpierw musisz odpocząć i wyzdrowieć, ale później chciałabym zobaczyć kury. I perliczkę! Myślisz, że mogłabym od niej wziąć kilka piórek?? Och, i mogłabym je wpleść w sierść i je nosić ze sobą! Tak do imienia! O właśnie, a ty jak masz na imię?? Czy też powinnam jakieś wymyślić? — zapytała, mrużąc lekko oczy w namyśle. Też musiało być ptasie, bez dwóch zdań. Aż nie chciała wspominać, że sama już miała imię. Chyba mogła mieć dwa? — Chętnie wymyślę jak coś! Jak w ogóle wygląda perliczka??