Księżyce: 26 Mistrz: Skażona Woda, Kraśna Klacz Płeć: Kotka Matka: Kraśna Klacz Ojciec: Wielki Ch [Chrzęszczący Chrabąszcz] Trwałe urazy: Słabo widoczna blizna na prawym policzku
Wysoka, smukła kotka z długim czarnym dymnym futrem i zanikającymi klasycznymi pręgami widocznymi wyłącznie na pysku. Ma dwukolorowe oczy: lewe błękitne, prawe bursztynowe, oraz biel widoczną na pyszczku, szyi, piersi oraz w postaci skarpetek na łapach.
Nosi się tak, jakby świat już zgiął przed nią kolano. Do przesady dumna i tryskająca samozadowoleniem, ma o sobie wysokie mniemanie. Jest szczera do bólu, mówi to co jej ślina na język przyniesie, a jednocześnie źle znosi krytykę i łatwo się o nią obraża.
Bez wątpienia dla Klanu Wichru nastąpił ciężki okres zmiany władzy, a niektóre koty, zwłaszcza te starsze, miały powód do rozpaczy. Wojny to jednak nie obeszło, miała pecha żyć w czasie, gdy Roziskrzona Gwiazda podupadał na zdrowiu i nigdy nie widziała go od najlepszej strony.
Gdy obudziła się, zjadła coś i wyczyściła futro skierowała się do legowiska terminatorów, przed którym się zatrzymała zastanawiając się, czy któryś z młodszych kotów zajął jej stare miejsce do spania. Pewnie tak, w końcu było najlepsze.
- Nieokiełznana Łapo! - przywołała młodziutkiego kotka do siebie i czekała.
Wojna nie musiała długo czekać na pojawienie się terminatora w wejściu legowiska. Kieł uniósł wysoko ogon i ochoczo znalazł się przy swojej mistrzyni, zaraz jednak ją omijając by pójść truchtem w stronę środka obozu. Zatrzymał się dopiero po paru krokach, odwracając głowę na spotkanie ze wzrokiem wojowniczki i uśmiechnął się szeroko.
— No, idziemy? — zawołał. — Nie ma co czekać, bo wrośniesz w ziemię — zarechotał, zbierając się do biegu w kierunku wyjścia z obozu. Był podekscytowany na trening, chciał żeby mamusia była z niego dumna, i chciał być gotowy by móc stłuc swojego ojca. Na nic innego nie zasługiwał.
Księżyce: 26 Mistrz: Skażona Woda, Kraśna Klacz Płeć: Kotka Matka: Kraśna Klacz Ojciec: Wielki Ch [Chrzęszczący Chrabąszcz] Trwałe urazy: Słabo widoczna blizna na prawym policzku
Wysoka, smukła kotka z długim czarnym dymnym futrem i zanikającymi klasycznymi pręgami widocznymi wyłącznie na pysku. Ma dwukolorowe oczy: lewe błękitne, prawe bursztynowe, oraz biel widoczną na pyszczku, szyi, piersi oraz w postaci skarpetek na łapach.
Nosi się tak, jakby świat już zgiął przed nią kolano. Do przesady dumna i tryskająca samozadowoleniem, ma o sobie wysokie mniemanie. Jest szczera do bólu, mówi to co jej ślina na język przyniesie, a jednocześnie źle znosi krytykę i łatwo się o nią obraża.
Nie musiała czekać, dobrze, nie miała ochoty czekać. Ruszyła za nim niewzruszona.
- Kto wrrrośnie ten wrrrośnie - mruknęła pod nosem, trudno jednak stwierdzić, czy brykający kotek ją dosłyszał, gdyż już gnał do wyjścia z obozu. Wojna zmusiła się do przyspieszenia i dogoniła go.
- Te te te, trrrochę wolniej, bo mi odlecisz! - Było gorąco i miała wrażenie, że udusi się we własnym futrze, ale nie chciała tego przyznać. - Słuchaj, parrę sprraw na początek. Zostałeś moim terrminatorrem, a to znaczy, że będziesz tym najlepszym i najbarrrdziej sensownym spośrrród wszystkich, młodszych czy starrrszych, a nasz trrrening zaczniemy od nauki walki. Nie pozwolę żeby mój terrrminatorr dał sobie pysk obijać. Ale jak coś nie opuszczasz obozu sam dopóki nie powiem, że już jesteś gotów, czaisz? Masz mieć towarzystwo. - Była w tym momencie hipokrytką, gdyż w jego wieku nie robiła nic innego jak samotnie łaziła po granicach szukając brata, ale w końcu ona była Wojną, a inni nie, więc miała prawo oczekiwać innego zachowania. Poza tym nie chciała zdrapywać resztek swojego pierwszego terminatora z trawy jeśli trafi na borsuka.
Wojna zaczęła go prowadzić w stronę Wyjących Grzbietów, a za obozem już go tak nie hamowała i pozwoliła mu biegać bądź wyrywać się do przodu pod warunkiem, że nie odbiegał za daleko. Chciała z nim prowadzić w miarę sensowny dialog i nie musieć się przy tym wydzierać.
Zatrzymany przez mistrzynię, zwolnił trochę kroku, choć przebierał łapami w ekscytacji przed rozpoczęciem eksploracji terenów. Był ciekaw, jak bardzo inaczej jest poza obozem i, co najważniejsze, jak daleko było do granic innych Klanów. Do tej pory nie miał możliwości poznać nikogo, kto by się nie urodził lub nie wychował w Wichrze, a to oznaczało wspólną historię od ostatnich dwunastu księżyców. Ten sam przywódca, prawie te same koty. Nic nowego.
— Ta, czaję — pokiwał głową, by trochę zbyć kotkę, choć faktycznie dotarła do niego informacja. — Ale ja już i tak jestem najlepszy — wzruszył barkami i poleciał dalej w niedalekiej odległości od Wojennego Okrzyku, co by nie musiała zatrzymywać go znowu.
— Walczymy? Już teraz? Muszę bić bardzo mocno i porządnie żeby obić frajera z Rzeki — nafukał w powietrze, podskakując z rozsadzającej go energii.
Księżyce: 26 Mistrz: Skażona Woda, Kraśna Klacz Płeć: Kotka Matka: Kraśna Klacz Ojciec: Wielki Ch [Chrzęszczący Chrabąszcz] Trwałe urazy: Słabo widoczna blizna na prawym policzku
Wysoka, smukła kotka z długim czarnym dymnym futrem i zanikającymi klasycznymi pręgami widocznymi wyłącznie na pysku. Ma dwukolorowe oczy: lewe błękitne, prawe bursztynowe, oraz biel widoczną na pyszczku, szyi, piersi oraz w postaci skarpetek na łapach.
Nosi się tak, jakby świat już zgiął przed nią kolano. Do przesady dumna i tryskająca samozadowoleniem, ma o sobie wysokie mniemanie. Jest szczera do bólu, mówi to co jej ślina na język przyniesie, a jednocześnie źle znosi krytykę i łatwo się o nią obraża.
- To się dopierrro okaże - mruknęła sucho. Wodziła za nim wzrokiem, ale nie ograniczała go dopóki nie próbował się wyrywać spoza zasięgu jej głosu. - A cóż to za frrrajerr z Rzeki? Jakiś konkretny? - spytała ciekawsko. Oho, czyżby był tutaj jakiś konflikt? Ale chwila, młody 1 raz wychodził z obozu, więc jak to możliwe, że znal kogoś spoza klanu? Chyba że... ach tak. Ojcostwo. To potrafiła zrozumieć i to lepiej niż młody mógłby sobie wyobrazić.
- Najpierrrw musisz wiedzieć gdzie bić, żeby zabolało najmocniej i żebyś to ty nie dał się obić. Matka opowiadała ci coś o postawie bojowej i gdzie celować?
— Ehe, mój ojciec — splunął na ziemię, wzdrygając się. Jeszcze nie tak dawno chciał poczuć tę ojcowską miłość, porozmawiać, pobawić się i poznać historię kocura. Teraz, jak był ciut starszy i nieco bardziej nabuzowany, w głowie krążyła jedynie myśl o wydarciu się na niego za to, jak go skrzywdził. Ciągle też obijały mu się ostre słowa Donośnego Krzyku, która mówiła, że ich nie chciał.
— Nie, ale ja wiem że nos potwornie boli — uśmiechnął się niewinnie, przypominając sobie jak raz przywalił siostrze w kinol. — I oczy pewnie też, bo jak sobie czasami je za mocno zacisnę to jest taki ucisk i mam mroczki przed oczami! — zacisnął powieki demonstracyjnie na krótką chwilę. — I ogon boli i bok boli i brzuch boli i złamany pazur boli i tak mocno zamknięta szczęka boli.
Księżyce: 26 Mistrz: Skażona Woda, Kraśna Klacz Płeć: Kotka Matka: Kraśna Klacz Ojciec: Wielki Ch [Chrzęszczący Chrabąszcz] Trwałe urazy: Słabo widoczna blizna na prawym policzku
Wysoka, smukła kotka z długim czarnym dymnym futrem i zanikającymi klasycznymi pręgami widocznymi wyłącznie na pysku. Ma dwukolorowe oczy: lewe błękitne, prawe bursztynowe, oraz biel widoczną na pyszczku, szyi, piersi oraz w postaci skarpetek na łapach.
Nosi się tak, jakby świat już zgiął przed nią kolano. Do przesady dumna i tryskająca samozadowoleniem, ma o sobie wysokie mniemanie. Jest szczera do bólu, mówi to co jej ślina na język przyniesie, a jednocześnie źle znosi krytykę i łatwo się o nią obraża.
Czyli jej domysły były słuszne. Spojrzała na niego z pewną łagodnością nietypową dla samej Wojny. Młodziak miał szczęście, że przynajmniej nie zabrano mu żadnego z rodzeństwa by spędził życie u boku kogoś kto w ogóle nie interesuje się własnym kocięciem.
- A zatem musisz być naprrrawdę dobrrry w walce żeby móc mu skopać zad - skwitowała ani myśląc go hamować.
- Rrrany brzucha orrraz garrrdła są barrrdzo poważne. Zrrranione uszy mocno krrwawią, nos i oczy to też słabe punkty, wlasciwie to cały pysk. Ogon jest śrrrednim celem, ale ciągnąc za niego możesz pozbawić przeciwnika rrrównowagi. - Młody coś już wiedział i nie musiała się specjalnie wysilać żeby uzupełnić jego wiedzę. Donośny Krzyk zawsze wydawała jej się być całkiem sensowna, więc nic w tym dziwnego.
- Jakiej posturry jest twój ojciec, wiesz? Mały, duży, krrrępy, chudy? W zależności od tego należy obrrrać rrróżne taktyki.
Uniósł ogon do góry szczęśliwie, gdy mistrzyni nie skarciła go za takie myśli, a nawet stwierdziła, że trzeba go dobrze przygotować. Uśmiechnął się wesoło, czując całą dozę nowego, silnego szacunku w kierunku Wojny. Czemu mama nie mogła go tak zachęcać do realizacji swoich planów?
Podczas kolejno wymienianych części ciała przyciskał brodę do gardła, poruszał uszami i kręcił nosem, wyobrażając sobie ból w konkretnych miejscach. Musiał jednak się wysilić by zapamiętać wszystko, miał motywację by uczyć się walki.
— Nie wiem — mruknął, cofając uszy. — Mama nie chce mi nic mówić o nim.
Księżyce: 26 Mistrz: Skażona Woda, Kraśna Klacz Płeć: Kotka Matka: Kraśna Klacz Ojciec: Wielki Ch [Chrzęszczący Chrabąszcz] Trwałe urazy: Słabo widoczna blizna na prawym policzku
Wysoka, smukła kotka z długim czarnym dymnym futrem i zanikającymi klasycznymi pręgami widocznymi wyłącznie na pysku. Ma dwukolorowe oczy: lewe błękitne, prawe bursztynowe, oraz biel widoczną na pyszczku, szyi, piersi oraz w postaci skarpetek na łapach.
Nosi się tak, jakby świat już zgiął przed nią kolano. Do przesady dumna i tryskająca samozadowoleniem, ma o sobie wysokie mniemanie. Jest szczera do bólu, mówi to co jej ślina na język przyniesie, a jednocześnie źle znosi krytykę i łatwo się o nią obraża.
- Ha, to coś nas łączy, moja też nie chciała - miauknęła cierpko nieprzejęta tą informacją. Wojna była wygodnie ślepa na własną hipokryzje, gdyż za parę księżyców miała zrobić dokładnie to samo ze swoimi kociętami. No ale ona była Wojną, jej można.
- Nie szkodzi, nauczymy się po prrrostu wszystkiego. Jeśli okaże się, że twój starrry jest olbrzymi i masywny, to możesz być prrrawie pewien, że będzie też silny, ale takie koty przeważnie szybciej się męczą. Najlepiej jest je zmęczyć unikami, poza tym takiego kota łatwiej przewrrrócić. Natomiast jeśli jest mały i wygląda jak chuchrrro, to może być szybki i zwinny i sprrróbuje techniki, o którem ci właśnie powiedziałam - wtedy prrróbuj takiego przygwoździć do ziemi żeby nie miał możliwości manewrrrru - rzekła szorstko. Mogli już prawie przechodzić do pojedynkowania się, ale zostala jeszcze jedna rzecz, właściwie to dwie, ale drugą zamierzała przerobić już w trakcie pojedynku.
- Patrz na mnie - mruknęła i przybrała postawę bojową. - Do walki ustawiasz się tak jak ja. Brrroda nisko by chrronić szyję, uszy przy czaszce, ugnij lekko łapy i stój na nich pewnie. Ogonem utrzymuj rrrównowagę.