Niebieska srebrna pręgowana klasycznie kotka o długim futrze, a także drobnej, orientalnej budowie ciała oraz charakterystycznych podwójnych uszach i zielonych oczach.
W skrócie: istota chaosu uwięziona w ciele słodkiego, malutkiego kotka. Mistrzyni wrodzonej głupoty, tworzenia kłopotów i prowadzenia dialogów aka monologów.
Wszystko, co otaczało kotkę: wszelakie dźwięki, głosy, kontury, kolory mieszały się w jedną anormalną, zniekształconą papkę, z której wyjęcie pojedynczych elementów stanowiło nielada wyzwanie. Matka, wojownik... medyk? Porażającym było dla terminatora doświadczenie, gdzie wymieniano jej tyle możliwości, iż mogło się w nich zacząć pływać, a przy gorszych wiatrach - nawet utopić. Bo przecież z czym się wiązała praca medyka? Albo obowiązki wiecznie kochającej matki? Dziki Czart ledwo odsłoniła rąbka tajemnicy dotyczący jej domniemanej przyszłości i nieoczekiwanie skręciła kurs rozmowy na nieznane wody, których niewyraźne brzegi tkwiły gdzieś w oddali, uśmiechając się tajemniczo w stronę zagubionego kociaka. Czy powinna się bać? Zmienić drogę przeznaczenia? Czyżby mentorka rzucała ukradkiem aluzję, jakoby nie nadawała się na wojownika? A może uznała, że dodatkowe cztery łapy do nauki to zbyt wiele do zniesienia i właśnie próbowała pozbyć się problemu, mącąc podstępnie w jej małej głowie?
Nie, stop! Sokola Łapa cofnęła uszy za siebie i zamachała głową na boki, starając się jakby strzepnąć negatywne myśli z własnego umysłu. Dlaczego w ogóle tak o tym pomyślała? Przed oczami znów stanęło jej martwe ciało przywódcy, całkowicie znienacka, doprawiając emocjonalną spiralę szczyptą złośliwego okrucieństwa. Może... może nie powinna była wtedy patrzeć na niego i zakopywać jego truchło. Może... za wiele podziało się jak na tak krótki czas. Niebieska kotka, która od zawsze nosiła na pyszczku uśmiech, w końcu wybuchła głośnym płaczem i schowała nos pod ogonem, nie odzywając się ani słowem do burej kotki obok. Za dużo, za dużo, za dużo wszystkiego! Oczko nie rozumiała nawet, co się z nią właśnie dzieje.
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
KRÓTKI OGON (BOBTAIL) | niższa niż przeciętna, szczupła, ale atletyczna | bury klasyk z drobnymi plamkami rudego, ogólnie głównie brązowa | duża głowa, małe uszy, wielkie gały | oczy pomarańczowe | wyraźnie przerzedzona sierść
introwertyczna, wycofana i emocjonalna, łatwo wpada w złość. nie lubi głośnych kotów. poświęca się dbaniu o bezpieczeństwo klanu, przestrzega kodeksu, chociaż z coraz mniejszym entuzjazmem.
prywatnie fanka kopania dołów i bezkręgowców.
Rzepik [KG] | Czwarta Łapa [MG]
Parę chwil czekała cierpliwie, aż tajemnicze procesy, jakie rozpoczęły się w głowie młodej kotki, znajdą wreszcie swoje zakończenie w tej czy innej odpowiedzi, pal licho już, czy sensownej. Im dłużej jednak tak stały, tym mniej miała wątpliwości, że zmierzają w jakąś bardzo niefortunną stronę. Aż wreszcie Oczko wybuchnęła płaczem.
Szczerze mówiąc, zaczynała mieć już dość. Gdyby powiedziała coś, co mogłoby wybrzmieć krzywdząco – jak kiedyś jej śmiech na treningu młodej Lawendowej Łapy – całą sytuację dałoby się jeszcze zrozumieć i potencjalnie uratować. Ale pytanie o to, kim chce się zostać w przyszłości? Oczko mogła się wahać, mogła nie być pewna, ale od kiedy to powód, żeby ryczeć, Gwiezdni...!
– Sokola Łapo... – zaczęła i na chwilę jeszcze zacisnęła zęby, powstrzymując się, żeby nie zapytać wprost, o co jej chodzi. Mimo wszystko szkoda jej było dzieciaka i cała sytuacja ją niepokoiła. – Nie musisz się decydować w tej chwili, jeśli nie wiesz, dobrze? Wszystkie te rangi i tak przechodzą trening podobny do wojowniczego, więc możemy na razie... iść dalej? Tak normalnie... i, uch... czy masz jakiś inny... problem?
Pochyliła się nad nią lekko, ale nie dotykała jej futerka, i tak wkładając wysiłek w samo utrzymanie łagodnego tonu. Zrobiły jej coś złego te matki? Albo medycy...? Przemknęło jej przez myśl, że ten szloch może być związany z jej stanem sprzed dłuższej chwili, chociaż nie podejrzewała nawet, jakie kotka ogląda myślowe obrazy.
╭ Co my tu mamy?
Nasz majestatyczny, zapyziały grajdoł.
Jesteśmy tak nisko w łańcuchu pokarmowym, że to już podziemie ╮
〰 〰 〰 ๑ï 〰 〰 〰
≽(•⩊ •マ≼
Kopcie, robiąc największy gest
Nasze życie tunelem jest
O kopaniu śpiewamy dziś
Ma kopanie do przodu iść ─╮
╰─ Glina tu, mokry piasek tam
Wcale to nie przeszkadza nam
A kiedy koniec zaskoczy nas
To kopiemy kolejny raz
Niebieska srebrna pręgowana klasycznie kotka o długim futrze, a także drobnej, orientalnej budowie ciała oraz charakterystycznych podwójnych uszach i zielonych oczach.
W skrócie: istota chaosu uwięziona w ciele słodkiego, malutkiego kotka. Mistrzyni wrodzonej głupoty, tworzenia kłopotów i prowadzenia dialogów aka monologów.
Wdech, wydech... wdech, wydech. Terminatorka powtarzała tą czynność pomiędzy atakami szlochu do czasu, kiedy jej organizm przestał się trząść, a ona sama mogła nareszcie złożyć sensowne zdanie nieprzerwane przez zaciśnięte od płaczu gardło. Dziki Czart, pomimo płomiennego wzroku, wykazywała się ponadprzeciętną cierpliwością i zaskoczyła takową postawą Oczko, która cała usmarkana siedziała przed nią jak drobne, schorowane kocię. Wyglądała żałośnie - połowa pyska skleiła się od łez, zaś reszta futra paskudnie odstawała na boki, dając w efekcie coś, co można było nazwać wyłącznie karykaturą kota; a mimo wszystko mentorka nie nakrzyczała, nie syknęła pod nosem... tylko czuwała nad nią. Dawała swoją obecnością potrzebne ukojenie.
- D-dobrze - mruknęła, półszeptem zgadzając się na propozycję burej kotki - Chodźmy dalej.
Wyjące Wzgórza, zgodnie ze sławetną nazwą, powitały obu Wichrzaków głośnym, żałosnym dźwiękiem przypominającym smutne wycie zwierzęcia. Falująca trawa uginała się pod siłą wiatru, a kwiaty dyndały bezwiednie pomiędzy źdźbłami, walcząc o przetrwanie z bezkształtnym wrogiem, obojętnym na trudy życia. Czy to właśnie tutaj terminatorzy ćwiczyli z mentorami, by poznać tajemne techniki przetrwania? Zielono-żółte pasmo pagórków, nakrapiane gdzieniegdzie ostrzejszymi barwami, względem pozorów wydało się być mniej fantazyjne niż przedstawiano jej to w kociarni.
Wykonując kolejne kroki, Sokola Łapa postanowiła jeszcze raz spojrzeć na Dzikiego Czarta. Powinna mówić czy nie? Rzeczywiście ostatnie wydarzenia ciążyły jej jak głazy, których nie da się z siebie pozbyć; otoczone kolcami wbijały się w serce, gnijącymi pnączami zasnuwały zdrowe myśli i zdawały się żywić na szczęśliwych wspomnieniach, wysysając wielkie pokłady dziecięcej energii. Niebieska oriental wahała się, wodziła wzrokiem po rozciągających się polach, zastanawiała się. Zastanawiała się
Od kiedy ona zastanawiała się nad czymkolwiek?
- J-ja... nie wiem co mi się stało. Chyba... chyba boję się. Od wczoraj, czyli od wtedy, gdy umarł Roziskrzona Gwiazda, jestem... roztrzęsiona? Zagubiona? ...I-inna? Nie poznaję siebie, j-ja - zacięła się - Czy ja to ciągle ja? Czy to normalne, że się trzęsę, Dziki Czarcie? Że coś mnie zmienia? Albo zmieniło... na zawsze? Czy to kiedykolwiek przechodzi? Czy tak funkcjonują normalne koty? Chcę być sobą, chcę móc się cieszyć, śmiać, płakać, figlować, a jakoś... jakoś nie umiem. Mam wrażenie, że muszę się do tego zmusić. Dlacze...
Nie dokończyła. Jej pysk niespodziewanie zamknął się, kiedy zrozumiała, że widzi przed sobą nie znajomą mimikę burej wojowniczki, a rozmazane plamy, których rozłożenie co najwyżej podpowiadało, co się za nimi aktualnie dzieje. Niebieski ogon zawinął się wokół łap i poszybował ku oczom, działając jak sucha chusteczka do wytarcia łez. I po co tyle gadała? Tylko wysiłki mentorki poszły na marne!
- Nieważne. - powiedziała cicho, bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego - Mo-oże lepiej opowiedz mi o tych rangach, trening jest ważniejszy.
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
KRÓTKI OGON (BOBTAIL) | niższa niż przeciętna, szczupła, ale atletyczna | bury klasyk z drobnymi plamkami rudego, ogólnie głównie brązowa | duża głowa, małe uszy, wielkie gały | oczy pomarańczowe | wyraźnie przerzedzona sierść
introwertyczna, wycofana i emocjonalna, łatwo wpada w złość. nie lubi głośnych kotów. poświęca się dbaniu o bezpieczeństwo klanu, przestrzega kodeksu, chociaż z coraz mniejszym entuzjazmem.
prywatnie fanka kopania dołów i bezkręgowców.
Rzepik [KG] | Czwarta Łapa [MG]
Odpowiedź wypadła nieprzekonująco, ale była przynajmniej jakimś krokiem naprzód, a jej nieszczególnie uśmiechało się stać nad usmarkanym dzieckiem u podnóża pagórków dużo dłużej. Pomijając już ciężar emocjonalny, tereny nie były najszczęśliwszym miejscem na takie wybuchy, chociaż przeszło jej przez myśl, że gdyby była drapieżnikiem, taki dźwięk prędzej by ją odstraszył. W każdym razie względne uspokojenie się kotki przyjęła ze zmieszaną wdzięcznością i powolnym krokiem poprowadziła ją między pagórki, dając jej chwilę ciszy na odsapnięcie, zanim spróbują kontynuować naukę. Czas był potrzebny także jej, bo sama miała mętlik w głowie. Męczyło ją poczucie, że będzie musiała coś z tym płaczem zrobić, ale nie udawały jej się żadne próby dojścia do jego przyczyny. Gdyby tylko sama Oczko mogła powiedzieć jej, jak krowie na rowie...
Zastrzygła uszami, odwróciła do niej łeb i na chwilę znieruchomiała, bo to się właśnie działo. Za dużo. Przyczyny sięgały głębiej, niż się spodziewała; momentalnie zrobiło jej się szkoda, coś poruszyło ją, zabolało; gdzieś w głębi chciała jej pomóc i zastanowić się nad rozwiązaniem, jednak na pierwszy plan w jej myślach wysuwało się: za dużo. Czy Oczko nie mogła mieć tych problemów o połowę mniej? Czy to naprawdę musiało spadać na nią, teraz, dzisiaj? Nigdy nie lubiła spotykać w terenie innych trenujących, ale w tamtym momencie bardzo chciałaby, żeby obok zmaterializował się ktoś jeszcze i odpowiedział młodej zamiast niej. Choćby to była Trufla...
Na nic takiego nie miała szans. Tym razem już się nie powstrzymując – ciężko westchnęła, tuląc uszy do głowy, po czym zaczęła od jedynego, co było w tej sytuacji oczywiste.
– Nie jest ważniejszy i nie będziemy dalej mówić o rangach, kiedy jesteś w takim stanie. – Podeszła do niej bliżej. Oczko wyglądała jak siedem nieszczęść; oprócz zmęczenia znów chwycił ją też żal. – To nie jest nienormalne, czuć się źle po pogrzebie. Zwykle tak jest, jeśli umrze ktoś, kto był dla nas ważny, albo... To był twój pierwszy pogrzeb? To może dlatego. Nie wyjaśnię ci, co się z tobą dzieje, ale... to mija. Raczej minie. A zmienisz się i tak, kh-khem, bo jesteś bardzo młoda, nie zostaniesz kociakiem na całe życie przecież... Ale to złe uczucie przejdzie, znaczy... Zobacz, ja po paru pogrzebach wyglądałam gorzej od ciebie i żyję...
Żyła. Ale nie była żadnym okazem szczęścia. W myślach wróciły do niej jedne z ostatnich słów Oczka, chcę móc się cieszyć, śmiać, płakać, figlować... I wzrok na chwilę utkwił jej w trawie koło ich łap. Ale szybko przeniosła go z powrotem na kotkę, zmuszając się, by nie myśleć o tym, co nagle strasznie zabolało ją w piersi. Nie było łatwo, ale tylko tego brakowało, żeby ona też się tam rozpłakała.
╭ Co my tu mamy?
Nasz majestatyczny, zapyziały grajdoł.
Jesteśmy tak nisko w łańcuchu pokarmowym, że to już podziemie ╮
〰 〰 〰 ๑ï 〰 〰 〰
≽(•⩊ •マ≼
Kopcie, robiąc największy gest
Nasze życie tunelem jest
O kopaniu śpiewamy dziś
Ma kopanie do przodu iść ─╮
╰─ Glina tu, mokry piasek tam
Wcale to nie przeszkadza nam
A kiedy koniec zaskoczy nas
To kopiemy kolejny raz
Niebieska srebrna pręgowana klasycznie kotka o długim futrze, a także drobnej, orientalnej budowie ciała oraz charakterystycznych podwójnych uszach i zielonych oczach.
W skrócie: istota chaosu uwięziona w ciele słodkiego, malutkiego kotka. Mistrzyni wrodzonej głupoty, tworzenia kłopotów i prowadzenia dialogów aka monologów.
Spojrzała na smutny pysk Dzikiego Czarta, wypełniony niepojętym żalem oraz głęboko tkwiącym, matczynym wręcz zmartwieniem malującym się w półprzymkniętych oczach o intensywnym, pomarańczowym zabarwieniu. Gdzieś w bezkresie źrenic ujrzała księżyce noszonego bólu - zbiegłą radość młodzieńczych dni zastąpioną ciężarem przykrych doświadczeń - i zrozumiała, że wcale nie jest samotna w swoim cierpieniu. Cierniste pętle wnet zawinęły się wokół szyi, zarazem chwytając świadomość kolcami wstydu, i zablokowały gardło przed dalszymi szlochem, od którego rozbolały ją już wszystkie mięśnie mowy. A mimo to, w tej wymianie zdań, odsłanianiu swoich słabości niebieska kotka odnalazła coś kojącego; coś, czego nie potrafiła nazwać, ale dziwnym trafem rozpalało niedawno przygasły płomyczek nadziei.
- Przejdzie, mówisz? Huh... Rozumiem. A więc czyjaś śmierć, nawet jeśli odbija na nas swe piętno, jest naturalna? Potrzebujemy jej... abyśmy dorastali? - Potrząsnęła głową, gdy wypowiadała na głos najskrytsze przemyślenia. Co za pokrętna logika rządziła tym światem. - W takim razie mam nadzieję, że kolejnego pogrzebu nie ujrzymy zbyt prędko. Dorosłość wydaje się być... inna.
Zaznaczyła ostatni wyraz zmienioną tonacją, wyrażającą jej wszelakie obawy, niepewność, tudzież niemożność określenia, co dokładniej odczuwała względem naturalnego porządku rzeczy. To, co zdążyła doznać na własnej skórze, było zaledwie przedsmakiem; krótkim testem nieuniknionej przyszłości, którego terminatorka z pewnością nie potrafiła przejść. Przez głowę przelatywały wnioski, od druzgoczących po czysto katastrofalne, i czteroucha kotka zaczynała się zastanawiać, jak poradzi sobie jako wojownik... o ile zostanie wojownikiem - gdzieś z tyłu odezwała się samotna, najmroczniejsza myśl ze wszystkich, przykrywając niedawne zwątpienia falą najprawdziwszego niepokoju.
- Nie uważam też, aby przerywanie treningu było najlepszym pomysłem, szczególnie teraz. - dodała z narastającą paniką w głosie - Jeżeli odłożymy nauki na potem, to pewnie zawrócisz mnie do obozu, a tam najpewniej utonę we własnych zmartwieniach! Ni-nie chcę powtórki z rozrywki, błagam. Opowiedz o czymkolwiek.
Zielone, szkliste wciąż od łez oczy wbiły się w Dzikiego Czarta i zapewne, gdyby tylko mogły, wyszłyby z orbit, a następnie uklękły przed jej majestatem, byleby uciec od nadmiaru męczących bodźców. Czy naprawdę, ale to naprawdę nie było szans na kontynuację lekcji? Mentorka również wyglądała jak siedem nieszczęść i Sokół przeczuwała, że zaraz ich wycieczka do Wyjących Wzgórz zakończy się jednym, wielkim fiaskiem.
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
KRÓTKI OGON (BOBTAIL) | niższa niż przeciętna, szczupła, ale atletyczna | bury klasyk z drobnymi plamkami rudego, ogólnie głównie brązowa | duża głowa, małe uszy, wielkie gały | oczy pomarańczowe | wyraźnie przerzedzona sierść
introwertyczna, wycofana i emocjonalna, łatwo wpada w złość. nie lubi głośnych kotów. poświęca się dbaniu o bezpieczeństwo klanu, przestrzega kodeksu, chociaż z coraz mniejszym entuzjazmem.
prywatnie fanka kopania dołów i bezkręgowców.
Rzepik [KG] | Czwarta Łapa [MG]
Zamrugała. Trudno jej było podejść do tych przemyśleń ze strony kotki. Że śmierć była rzeczywistością, z którą trzeba było sobie radzić, że prędzej czy później wszyscy mierzyli się z tymi trudnościami – to wiedziała i to było dla niej znajome, ale postrzeganie straty jako potrzebnej? Tak jakby wszystkie odejścia miały jakiś cel... Niepokoiło ją to. Nie podobało się jej. Jakby ktoś odebrał zniknięciom aspekt tragedii.
– Jest inna – potwierdziła tylko tę część. Z nią akurat zgadzała się w stu procentach.
Czuła, że wypada jej powiedzieć coś jeszcze – pocieszyć kotkę bardziej w jakikolwiek sposób – ale zanim zdążyła wpaść na jakieś słowa, Oczko ją ubiegła, w pewien sposób podsuwając rozwiązanie. Nie zamierzała oponować. Fakt faktem, obawiała się, że powtórka jednak nastąpi mimo jej starań, ale zawieszenie lekcji miało kotkę tylko uspokoić, a nie wpędzać w panikę, w którą już z tego powodu wpadała.
– No dobrze, dobrze. Mówię. Więc matki... – zaczęła pośpiesznie, bo było to pierwsze, co przyszło jej do głowy; przytłoczona prośbami Oczka bała się tracić czas na poszukiwanie szczęśliwszego tematu. – Matki zajmują się zabawianiem kociąt, ale robią też dużo, dużo więcej. Pilnują ich, żeby nic im się nie stało, koordynują wymienianie mchu w kociarni, ekhem, zbierają dekoracje i zabawki, uczą kociaki podstawowych rzeczy, no i rodziców, jak zajmować się kociętami... Pomagają im i przejmują obowiązki, kiedy potrzebują czasu dla siebie. Mogą też polować, kh-hm, kiedy nie pracują, bo jest ich trochę i się wymieniają. Trening na matkę jest taki sam, jak trening na wojownika, co jest trochę bez sensu, to znaczy ma sens, żeby miały odpowiednie umiejętności, ale przecież powinny uczyć się też konkretnie pracy z kociętami. Ekhem. A to nie jest wymagane... Ale moja matka i... przyjaciółka obie są matkami, mogę załatwić odpowiednie szkolenie, jeśli... gdybyś chciała. Mogę też nie. – Cały czas patrzyła na nią z pewną obawą, niepewna, czy znowu nie wywoła wybuchu. – Chcesz o jakiejś innej randze teraz? O czymś innym?
╭ Co my tu mamy?
Nasz majestatyczny, zapyziały grajdoł.
Jesteśmy tak nisko w łańcuchu pokarmowym, że to już podziemie ╮
〰 〰 〰 ๑ï 〰 〰 〰
≽(•⩊ •マ≼
Kopcie, robiąc największy gest
Nasze życie tunelem jest
O kopaniu śpiewamy dziś
Ma kopanie do przodu iść ─╮
╰─ Glina tu, mokry piasek tam
Wcale to nie przeszkadza nam
A kiedy koniec zaskoczy nas
To kopiemy kolejny raz
Niebieska srebrna pręgowana klasycznie kotka o długim futrze, a także drobnej, orientalnej budowie ciała oraz charakterystycznych podwójnych uszach i zielonych oczach.
W skrócie: istota chaosu uwięziona w ciele słodkiego, malutkiego kotka. Mistrzyni wrodzonej głupoty, tworzenia kłopotów i prowadzenia dialogów aka monologów.
Kiwnęła głową, ewidentnie uspokojona brakiem sprzeciwu ze strony Dzikiego Czarta, i wnet wygładziła nastroszone futro tak, jak gdyby nadopiekuńczość samej Kruchej Jabłonki zmaterializowała się zaraz obok niej, układając wystające kawałki sierści za pomocą szorstkiego języka. Dziwnym był fakt, iż nawet nie poczuła, kiedy jej mięśnie spięły się od napływu adrenaliny; przygotowane na każdą okoliczność zaczynały odzywać się dyskomfortem, którego musiała pozbyć się jedynym znanym sposobem - czyli ruchem. Sokola Łapa powoli więc wstała i kontynuowała dawno przerwany rytuał kółkowania, nastawiając wszystkie uszy niby radar ku źródłu łagodnego, lecz specyficznie chrząkającego głosu.
- W skrócie: matki robią wszystko, aby zapewnić jak najlepszy start kociakom. To miłe z ich strony. - zauważyła z ledwo widocznym uśmiechem na pyszczku - A jednak nie wyobrażam sobie takiego życia, gdy opowiadasz mi o tej randze. Tłumaczenie rodzicom zasad? Pilnowanie szkrabów? Skupienie? Prawda prawdą, że wspominałaś o możliwości wychodzenia poza cztery ściany ciasnej kociarni, ale nie potrafiłabym większość czasu siedzieć na pupie, zamknięta w obozie! Ja potrzebuję powietrza, biegania, jakichś nowych przygód - inaczej duszę się we własnym ciele. Z tego krótkiego opisu wynika, że nie nadaję się na matkę. - Stwierdziła z nieukrywaną dumą, pusząc przy tym ogon jak paw. - Chociaż... potrzebuję jeszcze jednego wyjaśnienia, nim przejdziemy dalej. Mianowicie dlaczego matki zawsze są... matkami, a nie ojcami?
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
KRÓTKI OGON (BOBTAIL) | niższa niż przeciętna, szczupła, ale atletyczna | bury klasyk z drobnymi plamkami rudego, ogólnie głównie brązowa | duża głowa, małe uszy, wielkie gały | oczy pomarańczowe | wyraźnie przerzedzona sierść
introwertyczna, wycofana i emocjonalna, łatwo wpada w złość. nie lubi głośnych kotów. poświęca się dbaniu o bezpieczeństwo klanu, przestrzega kodeksu, chociaż z coraz mniejszym entuzjazmem.
prywatnie fanka kopania dołów i bezkręgowców.
Rzepik [KG] | Czwarta Łapa [MG]
Na początku odwracała głowę z niepokojem, śledząc jej nowo obrany tor ruchu, ale po dwóch kółkach dała za wygraną i poprzestała na przesuwaniu za nią oczami, kiedy akurat pojawiała się w jej polu widzenia. Nie wiedziała, jak zinterpretować ten powrót do orbitowania (który, notabene, trochę ją irytował), ale po niedawnym załamaniu jakakolwiek bardziej znajoma aktywność wydawała się na plus. Przynajmniej tym razem w ich otoczeniu nie było żadnych splątanych krzewów.
– Ach tak – skwitowała neutralnie ten krótki wywód, który prawie uniósł kącik jej pyska w rozbawieniu. Prawie. Skupiła się raczej na rejestrowaniu informacji o krążącej wokół niej kotce, które Oczko zaserwowała jej jak na tacy. Na nic innego od wojownika raczej się nie nadawała, o ile dożyje. Potrząsnęła krótko głową, chcąc pozbyć się nieprzyjemnej myśli.
– Bo tak... – zaczęła i urwała na chwilę, przypominając sobie, jak nieszczęśliwym mógł być temat Roziskrzonej Gwiazdy – ...zadecydował klan. Nasz klan, konkretnie. W innych zmieniono nazwę tej rangi na "opiekuna" czy coś podobnego. W naszym też można było, ale... najwyraźniej nikomu nazwa "matki" nie przeszkadzała. Było zebranie w tej sprawie, tak wyszło i już. – Ona na nie nie przyszła, postanowienia znała od własnej matki. Z jakiegoś powodu wspomnienie tego ją denerwowało. – Zresztą... ojcowie zwykle mniej angażują się w kocięta, więc pewnie stąd taka nazwa. Skoro ma uhonorować to, jak blisko te koty są z kociętami i jak troskliwie się nimi zajmują, to bez sensu wybierać nazwę tego rodzica, który robi mniej, prawda?
╭ Co my tu mamy?
Nasz majestatyczny, zapyziały grajdoł.
Jesteśmy tak nisko w łańcuchu pokarmowym, że to już podziemie ╮
〰 〰 〰 ๑ï 〰 〰 〰
≽(•⩊ •マ≼
Kopcie, robiąc największy gest
Nasze życie tunelem jest
O kopaniu śpiewamy dziś
Ma kopanie do przodu iść ─╮
╰─ Glina tu, mokry piasek tam
Wcale to nie przeszkadza nam
A kiedy koniec zaskoczy nas
To kopiemy kolejny raz
Niebieska srebrna pręgowana klasycznie kotka o długim futrze, a także drobnej, orientalnej budowie ciała oraz charakterystycznych podwójnych uszach i zielonych oczach.
W skrócie: istota chaosu uwięziona w ciele słodkiego, malutkiego kotka. Mistrzyni wrodzonej głupoty, tworzenia kłopotów i prowadzenia dialogów aka monologów.
- Pewnie... masz rację. - odpowiedziała ciszej, nie przerywając rytuału okrążania mentorki - Moja mamka w kociarni była przy mnie cały czas, chociaż wiedziała, że jestem szczęśliwa i nie potrzebuję pomocy. Troszkę ta jej miłość... irytuje, ale nie potrafiłabym wyobrazić sobie dzieciństwa w innym wydaniu.
Kąciki pyska nieznacznie powędrowały w górę, gdy przez jej głowę przebiegły wspomnienia radosnej Kruchej Jabłonki, liżącej nadopiekuńczo futerko każdego dzieciątka i spoglądającej tęskno ku otworowi nory Splątanych Korzeni, oczekując na chwalebne przyjście wszędobylskiego partnera. Jakby się nie zastanowić, Śliski Węgorz faktycznie nie brał tak intensywnie udziału w wychowywaniu potomstwa jak przeciętny rodzic - co jednak dało się wytłumaczyć ogólnym poświęceniem dla klanu oraz staraniami w postaci podarków i czułych słówek, którymi dzielił się ze wszystkimi w kociarni. Czy to oznaczało, że robił "mniej"? Sokola Łapa nie chciała całkowicie zgodzić się z punktem widzenia Dzikiego Czarta, kłującym i zasiewającym ziarno zwątpienia w kruchym sercu - nie skomentowała jednakże na głos swoich zastrzeżeń, przeczuwając iż pod tą ledwie dostrzegalną goryczą kryje się drugie, tajemne dno, zbyt skomplikowane na jej obecny rozwój emocjonalny.
- Mogłabyś w takim razie teraz opowiedzieć coś o medykach? Bo zgaduję, że skoro rola matki nie sprowadza się wyłącznie do matkowania, to i też medyk ma więcej pracy do wykonania niż mi się wydaje.
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
KRÓTKI OGON (BOBTAIL) | niższa niż przeciętna, szczupła, ale atletyczna | bury klasyk z drobnymi plamkami rudego, ogólnie głównie brązowa | duża głowa, małe uszy, wielkie gały | oczy pomarańczowe | wyraźnie przerzedzona sierść
introwertyczna, wycofana i emocjonalna, łatwo wpada w złość. nie lubi głośnych kotów. poświęca się dbaniu o bezpieczeństwo klanu, przestrzega kodeksu, chociaż z coraz mniejszym entuzjazmem.
prywatnie fanka kopania dołów i bezkręgowców.
Rzepik [KG] | Czwarta Łapa [MG]
Przyjęła tę refleksję ze skinieniem głowy, nie widząc, co mogłaby na nią odpowiedzieć. Zastanowiło ją trochę tylko to, jak Oczko mówiła o własnym dzieciństwie – jak o czymś, co już się zakończyło. Musiała wziąć zmianę rangi naprawdę bardzo poważnie, żeby przestawić się w przeciągu kilku dni. A może to też był wpływ pogrzebu...? Niekoniecznie chciała to teraz roztrząsać. Dobrze, że Krucha Jabłonka zajmowała się dziećmi. Na razie tyle.
– Możesz mieć rację – odparła, podniesiona nieco na duchu tym, że lekcja jako tako szła dalej. – Medycy przede wszystkim leczą ranne i chore koty, ale to cię raczej nie zaskakuje, hm? Poza tym zbierają też zioła, pajęczynę... I kontaktują się z Gwiezdnym Klanem, podobno. Bo tak naprawdę – odchrząknęła – to nigdy nie słyszałam, żeby ktoś z medyków ogłaszał, co mu Gwiezdni powiedzieli, za to rozmawiają też z innymi kotami... Ale niech im będzie. Ogólnie to to jedne z najważniejszych kotów w klanie razem z przywódcą i zastępcą i będziesz musiała zapamiętać, kh-hm, kto tym medykiem jest w każdym klanie. I nie tylko medykiem, ale pomocnikiem i terminatorem medyka też. Terminator medyka uczy się o ziołach i leczeniu, a jednocześnie ćwiczy też wojownicze umiejętności, żeby nie być bezbronnym; jak skończy oba treningi, kh-hm, to zostaje medykiem albo pomocnikiem medyka właśnie. Może się doczekamy i Niezapomniana Łapa takim zostanie, a może nie. – Wzruszyła barkami. – Czym się różni pomocnik od medyka, nie wiem, medyk jest po prostu ważniejszy, ale oboje leczą i tak dalej. W innych klanach już nawet nie używają tej rangi, podobno tylko w Wichrze została. Albo i nie. Wiesz, kto jest u nas medykiem, prawda?
╭ Co my tu mamy?
Nasz majestatyczny, zapyziały grajdoł.
Jesteśmy tak nisko w łańcuchu pokarmowym, że to już podziemie ╮
〰 〰 〰 ๑ï 〰 〰 〰
≽(•⩊ •マ≼
Kopcie, robiąc największy gest
Nasze życie tunelem jest
O kopaniu śpiewamy dziś
Ma kopanie do przodu iść ─╮
╰─ Glina tu, mokry piasek tam
Wcale to nie przeszkadza nam
A kiedy koniec zaskoczy nas
To kopiemy kolejny raz
Niebieska srebrna pręgowana klasycznie kotka o długim futrze, a także drobnej, orientalnej budowie ciała oraz charakterystycznych podwójnych uszach i zielonych oczach.
W skrócie: istota chaosu uwięziona w ciele słodkiego, malutkiego kotka. Mistrzyni wrodzonej głupoty, tworzenia kłopotów i prowadzenia dialogów aka monologów.
Wypowiedź Dzikiego Czarta, choć całkiem wyczerpująca, zaskoczyła ją i wyłowiła na wierzch głowy kilka pytań, na które natychmiast potrzebowała odpowiedzi. Ale, ale! Nim niewyparzony język zdążył wypluć z pyska pierwsze słowo, wpadł test wiedzy dotyczący imienia głównej medyczki rezydującej w Mchowym Leżu. Jak się ona nazywała? Wiedziała, że to kotka - czarno-biała z dwukolorowymi oczami; z gabarytami tak ponadprzeciętnymi, że przy Oczku bardziej przypominała borsuka o wyjątkowo łagodnej naturze aniżeli Wichrzaka... przynajmniej w kwestii ogólnorozumianej pomocy, bo nie mogła powiedzieć tego samego o jej osobowości. Zimna, niezadowolona gdy widziała po raz setny tą samą, głupkowatą mimikę kryjącą jeszcze głupsze pomysły - tak ją głównie zapamiętała i nie lubiła zawracać się do jej progów, by otrzymać tysięczną naganę i naukę o tym, że organizm kota nie jest przystosowany do trawienia mchu. A imię... imię... jakoś nigdy nie nadeszła okazja, aby użyć odpowiedniego zwrotu. Dziwne.
- Eeee... no... ciemna kotka z prawym niebieskim okiem, lewym żółtym. Ma śmiesznie załamane jedno ucho, trochę bieli na pyszczku... też na przedniej łapce... na ogonie... ma śliczne wzory na grzbiecie - przypominają nieco moje. Może nawet jest ze mną spokrewniona? Tak szczerze nigdy się jej o to nie zapytałam... - rzekła w truchcie, próbując ułożyć na poły odpowiednią wypowiedź - Bardziej zapamiętuję po wyglądzie niż po imionach, ale myślę, że to chyba starczy do życia, co nie? A skoro wspomniałaś o Niezapominajkowej Łapie, to czemu powiedziałaś "może zostanie"? Czy jest powód, dla którego... miałaby nie zostać?
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
KRÓTKI OGON (BOBTAIL) | niższa niż przeciętna, szczupła, ale atletyczna | bury klasyk z drobnymi plamkami rudego, ogólnie głównie brązowa | duża głowa, małe uszy, wielkie gały | oczy pomarańczowe | wyraźnie przerzedzona sierść
introwertyczna, wycofana i emocjonalna, łatwo wpada w złość. nie lubi głośnych kotów. poświęca się dbaniu o bezpieczeństwo klanu, przestrzega kodeksu, chociaż z coraz mniejszym entuzjazmem.
prywatnie fanka kopania dołów i bezkręgowców.
Rzepik [KG] | Czwarta Łapa [MG]
Zmarszczyła brew, ale tylko nieznacznie.
– Okej, okej, od początku. – Poprawiła się na swoim miejscu i rozejrzała krótko, upewniając się, czy wśród traw nie zakręciło się nic podejrzanego. – Po pierwsze tak, to ona. I niestety nie ma tak łatwo, trzeba znać imiona. Inaczej skąd będziesz wiedzieć, o kim się mówi na zebraniu klanu, co? To znaczy – sam wygląd to też coś, kheh-km, więc dobrze, że ją kojarzysz, ale na przykład przywódców innych klanów raczej nie zobaczysz za często... Wracając. Nazywa się Waż-ko-we Szu-wa-ry – wymówiła wyraźnie, starając się zostawić w ten sposób jakiś ślad w szarej łepetynie – i nie mam pojęcia co do pokrewieństwa, ale... i bez tego wiele kotów ma podobne do siebie kolory. Kto wie.
Zrobiła krótką przerwę, żeby zwilżyć gardło kolejny raz. Gwiezdni, okropnie dużo dzisiaj mówiła. Chwilę przyglądała się z rosnącą zazdrością kursowi Sokolej Łapy, aż wreszcie uświadomiła sobie, że jej samej też nic w miejscu nie trzyma.
– Chodź, pójdziemy gdzieś dalej. – Podniosła się i obejrzała, by sprawdzić, czy młoda rzeczywiście za nią podąża. – A co do Nie-za-po-mnia-nej Łapy... dwie rzeczy. Po pierwsze o tym, czy zostanie medykiem, czy pomocnikiem, zdecyduje Ważkowe Szuwary, a nie wiem, co sobie o tym myśli. To jedno. Po drugie... – Westchnęła. – Nie wiem, jak dobrze zdajesz sobie sprawę z wieku kotów, ale na przykład Ważkowe Szuwary jest tylko trochę starsza ode mnie, wiesz? Czterdzieści i trochę księżyców. W momencie, jak zostawała terminatorką medyka... a właściwie to myślę, że zanim się w ogóle urodziła, kh-hm, Niezapomniana Łapa już nią była. I dalej jest. Nie wiem, jaki jest stan tego treningu i czego jej brakuje, ale... rozumiesz? Średnio wygląda, jakby miała go skończyć. – Rozglądała się i weszła dalej, chcąc mieć pewność co do bezpieczeństwa ich drogi w stronę Czterech Dębów. – Ale umie leczyć i opatrywać rany, to nie tak że nie. Więc nie bój się prosić jej o pomoc. Tylko z tym treningiem jest coś dziwnego, ale czy to jej wina, czy nie... Nie wiem. Tak to w każdym razie jest.
╭ Co my tu mamy?
Nasz majestatyczny, zapyziały grajdoł.
Jesteśmy tak nisko w łańcuchu pokarmowym, że to już podziemie ╮
〰 〰 〰 ๑ï 〰 〰 〰
≽(•⩊ •マ≼
Kopcie, robiąc największy gest
Nasze życie tunelem jest
O kopaniu śpiewamy dziś
Ma kopanie do przodu iść ─╮
╰─ Glina tu, mokry piasek tam
Wcale to nie przeszkadza nam
A kiedy koniec zaskoczy nas
To kopiemy kolejny raz
Niebieska srebrna pręgowana klasycznie kotka o długim futrze, a także drobnej, orientalnej budowie ciała oraz charakterystycznych podwójnych uszach i zielonych oczach.
W skrócie: istota chaosu uwięziona w ciele słodkiego, malutkiego kotka. Mistrzyni wrodzonej głupoty, tworzenia kłopotów i prowadzenia dialogów aka monologów.
Waż-ko-we Szu-wa-ry.... Nie-za-po-mnia-na Łapa... Oh, czyli to jednak nie była Niezapominajkowa Łapa? Niebieska posłała głupawy uśmiech w stronę mentorki i pospieszyła się za nią, widząc że wreszcie postanowiła wstać, by rozprostować zdrętwiałe kończyny. Nie żeby przeszkadzającym było tkwienie w jednym miejscu - rozumiała iż nie każdy podzielał jej entuzjazmu do długich, żmudnych wycieczek - aczkolwiek chwile, kiedy mogła odkrywać kolejny kawałek terenu, należały do bezcennych. Odmienne pejzaże cieszyły wzrok, obce zapachy zmuszały do koncentracji, a śpiewy, urywane nieraz nagłym przekrzykiwaniem się krukowatych, wypełniały świat bodźcami, bez których egzystencja jawiłaby się jako odarta z celu katorga. Pustka na zewnątrz; nieprzerwana nikim ani niczym próżnia pozbawiona barw, emocji, czucia, jakiejkolwiek formy reakcji bądź oddziaływania tak naprawdę byłaby straszniejsza niż to przedstawiały introwertyczne koty, preferujące czas absolutnej samotni ponad towarzystwem swoich braci.
- D-dobrze, skoro tak, to zapamiętam imiona w mig! Ważkowe Szuwary i Niezapominajkowa Łapa - Zatrzymała wzrok na intensywnych oczach Dzikiego Czarta. Niezaprzeczalnie piorunowały ją morderczym błyskiem dezaprobaty, ale pytanie brzmiało: dlaczego? - Aaa, Niezapomniana Łapa, o to chodzi? - złapała się na błędzie - Niezapomniana Łapa, Niezapomniana Łapa, Niezapomniana Łapa. Będę powtarzać pod nosem, aż w snach zacznę wymawiać jej imię!
Zielone rośliny, oddychające poprzez w pełni rozwinięte liście, muskały i czasem gilgotały w skórę, gdy grzbiet zetknął się z ich odgałęzieniami. Sokola Łapa nie wiedziała, dokąd podążają, jednakże krok po kroku wyczuwała zmiany, jakie następowały w otoczeniu. Niewielka liczba drzew wokół nich stopniowo malała, przekształcając połowicznie zalesiony fragment w odsłonięty teren pełen górek i otaczających je pagórków, zarosłych od krzewów oraz innego rodzaju niższych form bogatej flory. Powietrze zaś stawało się suchsze i drażniło w nozdrza podczas sprężania płuc. Błękitne niebo, wolne od kłębiastych chmur zapowiadających deszcz, oświetlało wysoką trawę i pozwalało na sięgnięcie wzrokiem w dal, gdzie już niewyraźne malowały się cztery potężne drzewa o pniach tak grubych, że strach było pomyśleć, jak długo tu stoją. Czy to właśnie tam podążały ich łapy?
- Jak mówiłaś o Niezapomin- Niezapomnianej Łapie - poprawiła się - wspomniałaś, że jej trening nie został dokończony, a według twoich wyliczeń trwałby już... z ponad czterdzieści księżyców, tak? - Przekrzywiła ciekawsko łebkiem. - W takim razie ile przeciętnie terminator musi się uczyć, by dostał zasłużoną rangę?
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
KRÓTKI OGON (BOBTAIL) | niższa niż przeciętna, szczupła, ale atletyczna | bury klasyk z drobnymi plamkami rudego, ogólnie głównie brązowa | duża głowa, małe uszy, wielkie gały | oczy pomarańczowe | wyraźnie przerzedzona sierść
introwertyczna, wycofana i emocjonalna, łatwo wpada w złość. nie lubi głośnych kotów. poświęca się dbaniu o bezpieczeństwo klanu, przestrzega kodeksu, chociaż z coraz mniejszym entuzjazmem.
prywatnie fanka kopania dołów i bezkręgowców.
Rzepik [KG] | Czwarta Łapa [MG]
To już rozbawiło ją lekko. Spojrzała na Oczko, unosząc nieco kącik pyska.
– Dobrze. – Dla współtowarzyszy z legowiska może trochę mniej, ale jej to nie dotyczyło. Można ich było poświęcić w tym drobnym żarcie. – Tylko przerwij i ponasłuchuj też czasem. Teraz jest spokojnie, ale na terenach wszystko się może zdarzyć, hm? Więc żeby cię coś nie zaskoczyło przez Niezapomnianą Łapę.
Chyba nie musiała jednak specjalnie zwracać jej uwagi na otoczenie. Zdawała się je chłonąć całą sobą, co zresztą było do przewidzenia po tym, jak bardzo się do tego wcześniej rwała. Zastanawiała się, czy mogłyby już przejść z rang do bardziej praktycznych rzeczy – podstawowych umiejętności przetrwania – które zwykle przerabiałaby w tym momencie, kiedy ze strony Oczka padło kolejne pytanie.
– Hm. Nie da się tego powiedzieć, wiesz. Jeśli chodzi o wojowniczy, koty mogą go skończyć najwcześniej w wieku dwunastu księżyców, ale to nie zdarza się za często. Ja miałam szesnaście, mój... kolega jeszcze trochę mniej. A z drugiej strony są koty jak Pożerająca Paszcza, ten taki rudo-biały, był mianowany na ceremonii wczoraj, kojarzysz? To on miał... nie wiem, kh-hm, ile, ale dzieci jego siostry zostały wojownikami na długo przed nim. Jest starszy ode mnie, w każdym razie. Więc to wszystko zależy. – Kolejna krótka przerwa. – Głównie od tego, czy kot przychodzi na treningi, bo czasem ktoś się pochoruje, czasem gorzej się czuje przez... coś, co mu się w życiu stało... różne są, kh-hm, przypadki. On to akurat chyba przez pół życia bał się w ogóle wyjść z obozu, ale w końcu się przemógł... i dał radę, nie znam szczegółów. Ważne, że skończył.
Miała względem kocura dosyć mieszane uczucia i nie chciała go ani szczególnie wychwalać, ani zmieszać z błotem dla przykładu. Do żadnego z tych dwóch nie miała zresztą solidnych podstaw.
– Medyczne są dłuższe, bo to trochę takie dwa treningi w jednym. Ale zwykle chyba nie aż tak długie. Ważkowe Szuwary skończyła swój na początku ostatniej Pory Nowych Liści, ile to księżyców... jakieś... dwadzieścia chyba będzie? Kh-hm. Coś takiego. Niedługo dojdziemy do granicy naszego klanu z takim specjalnym miejscem pośrodku wszystkich terenów, które nazywa się Czte-ry Dę-by – poinformowała, bo faktycznie były coraz bliżej i dobrze widoczne były już nie tylko same drzewa, ale i leżący przy granicy Płaski Głaz. – Słyszałaś coś o nim wcześniej?
╭ Co my tu mamy?
Nasz majestatyczny, zapyziały grajdoł.
Jesteśmy tak nisko w łańcuchu pokarmowym, że to już podziemie ╮
〰 〰 〰 ๑ï 〰 〰 〰
≽(•⩊ •マ≼
Kopcie, robiąc największy gest
Nasze życie tunelem jest
O kopaniu śpiewamy dziś
Ma kopanie do przodu iść ─╮
╰─ Glina tu, mokry piasek tam
Wcale to nie przeszkadza nam
A kiedy koniec zaskoczy nas
To kopiemy kolejny raz
Niebieska srebrna pręgowana klasycznie kotka o długim futrze, a także drobnej, orientalnej budowie ciała oraz charakterystycznych podwójnych uszach i zielonych oczach.
W skrócie: istota chaosu uwięziona w ciele słodkiego, malutkiego kotka. Mistrzyni wrodzonej głupoty, tworzenia kłopotów i prowadzenia dialogów aka monologów.
Z opisu kojarzyła Pożerającą Paszczę. Podczas ceremonii siedział nie tak daleko od Donośnego Krzyku i wypowiadał głośno przysięgę, choć była ona nieznacznie przerywana przez zestresowanie. Oczko dziwiło to, iż dało się przedłużyć trening do takiego stopnia, by w międzyczasie wychowało się już całe kolejne pokolenie - przecież musiał powtarzać formułki, umiejętności i inne niezbędne elementy do porzygu! Ale skoro tak, to jak nic miał łeb porównywalny do stosu zwierzyny w porze zielonych liści, a tym samym idealnie przygotowano go do nauki jego pierwszego terminatora, Kurza. Co za szczęście spotkało jej najlepszego kolegę! Mówiąc o nim - czy też raczej prowadząc wewnętrzny monolog - żywiła nadzieję, że mentor będzie wynagrodzeniem za krzywdzące imię, jakie niedawno otrzymał.
- Cztery Dęby... ah, a więc to one? Mamka mówiła mi, że są ogromne, ale... ale żeby aż tak? Chyba sam Gwiezdy Klan je tutaj zasadził!
Niebieska terminatorka podniosła wzrok ku koronom legendarnych drzew i usiadła na tylnych łapach, by drobna głowa znalazła się na wysokości podobnej do Dzikiego Czarta. Przykryte liśćmi wierzchołki pozostawały jednak w dalszym ciągu nieprzejednane - szumiały wrogo na żałośnie małe istoty, nie pozwalając im na dokładną ocenę ich majestatu.
- Nie wiem zbyt wiele o Czterech Dębach, aczkolwiek słyszałam, że jest to neutralny... grunt? - kontynuowała - Rzekomo koty z innych klanów spotykają się tutaj nieraz na pogawędki.