Krasy Byk nie sądził, że śmierć Roziskrzonej Gwiazdy chwyci go na tyle mocno, że ciężko mu będzie spać przez noc. Wiercąc się z boku na bok w końcu wstał i wyszedł na krótki spacer po terenach klanu, blisko granic obozu, rozmyślając o przyszłości, w którym przyjdzie mu uczestniczyć w ceremoniach pod pieczą Truflowego Noska...a w zasadzie zaraz już Gwiazdy. Lubił jednak kotkę i ufał jej osądowi, przyszłość Klanu nie napawała go niepewnością, a to przynosiło ulgę, co uświadomił sobie dopiero w momencie, gdy powiedział to do siebie samego.
Uspokojony, wrócił do obozu na krótki sen, zanim całkowicie wzejdzie słońce.
***
Wybudzony gorącem, który wkradł się do legowiska, podniósł się by zahaczyć o drobne śniadanie i ruszył od razu do legowiska terminatorów, siadając w wejściu. Miał nadzieję, że jego podopieczna posłuchała się jego poleceń i czekała w środku na niego.
— Jajowata Łapo — zawołał do wnętrza, czekając na pojawienie się terminatorki.
Jajku daleko do stereotypowego, długołapego „ganiacza zająców”. Jej niewielkie - w większości pokryte krótkim, białym futrem - ciałko otula warstwa tłuszczyku. To, w połączeniu z nieco za krótkimi, aby można było nazwać je proporcjonalnymi, a zarazem szerokimi łapkami tworzy obraz przysadzistej koteczki, która raczej nie zapowiada się na wysokiego kota. Kolorytu jej osobie dodaje zupełnie rudy ogon oraz dwie łaty. Jedna znajduje się na głowie. Niczym czapeczka przechodzi przez jej uszy i barwi czubek czoła nad okrągłym jak pełnia księżyca pyszczkiem. Druga, nieco mniejsza, umiejscowiona jest na plecach, poniżej barków i ostatnia z tyłu przedniej łapki poniżej kolana. Posiada również tego samego koloru plamki, a nieomal już kropeczki na ciele, które umiejscowiły się nad ogonem.
Jej ślepka wybarwią się na - jak sama koteczka to określa - kolor kwiatów lnu (niebieski).
Jak na swój wiek przystało jest wciąż dziecinną istotką, która najchętniej otaczałaby się kwiatami, mięciutkimi rzeczami i wszystkim co ładne. Jest pogodna, serdeczna i łatwo ją czymś zachwycić. Jednocześnie trudno nazwać ją szczególnie bystrą. A jak już w naturze bywa, jak gdzieś czegoś brakuje, to dla równowagi czegoś innego pojawia się wręcz w nadmiarze. U Jajeczka jest tym czymś mowa. Koteczka mówi bowiem dużo. A gdy coś ją zainteresuje, to potrafi o tym paplać wręcz bez końca, nie zauważając nawet, że rozmówca dawno stracił zainteresowanie tematem. Poza tym przywiązuje dużą wagę do zasad i porządku, dlatego zdarza jej się donosić starszym o cudzych przewinieniach, szczerze wierząc, że postępuje właściwie. Lubi, gdy wszystko przebiega zgodnie z planem, a nagłe zmiany potrafią wyraźnie wytrącić ją z równowagi.
Pisklę (S), Wróblowa Łapa (KW)
Żabia Łapa. (GK)
Pociągnęłam głośno noskiem, wtulając się mocniej w futro mamy. Łezki płynęły mi powoli po okrągłych policzkach, ginąc w jednym z moich tłuściutkich podbródków. Od kiedy się obudziłam było mi znowu tak bardzo, bardzo smutno. Bo kiedy babcia Bławatek powiedziała, żebym została w legowisku, gdy ktoś zwoływał klan, myślałam, że może szykuje się jakaś niespodzianka. Śmierć Roziskrzonej Gwiazdy, jak wytłumaczyła potem mamusia, nie była jednak taką, której oczekiwałam. Nawet mimo że nie znałam jej bardzo dobrze. Właściwie najbardziej pamiętałam ją z ceremonii, ale śmierć ze starości wydawała mi się niesprawiedliwa i bardzo smutna. Bo przecież babcia też była stareńka, ale to nie znaczyło, że powinna umierać!
Poza tym już zdążyłam sobie zaplanować, jak to będzie, kiedy zostanę terminatorką. Jak będę mogła chodzić do Roziskrzonej Gwiazdy i skarżyć na wszystkie koty, które nie przestrzegają zasad. Na tych, którzy robią bałagan, psują rzeczy albo są niemili. A teraz nie będę mogła. To też było niesprawiedliwe i smutne.
Kiedy usłyszałam głos Krasnego Byka, uniosłam zapłakane ślepka. Mamusia właśnie przestała otulać mnie ogonem i ruszyła w stronę wyjścia z legowiska. A co jak ona też się zestarzeje, jak nie będę patrzeć?! - MA-A-MA! - Wyszlochałam, podnosząc się. Słysząc jednak, że ta prosi Krasnego Byka, żeby przełożył trening na inny dzień i obiecuje mi głośno, że zaraz wróci, nie pobiegłam za nią.
Śmierć Roziskrzonej Gwiazdy była ciosem dla każdego, ciężkie dni dla Klanu Wichru dopiero miały nastać, wiedzione żałobą. Bójka rozumiał, a przynajmniej próbował rozumieć stan swojej podopiecznej, choć z drugiej strony kłębiła się w nim myśl, że kotka przecież ledwo znała starego kocura. Ba, on sam był ledwo mgnieniem w długim życiu Iskry, a jednak czuł się bardziej uprzywilejowany do żałoby niż małe Jajko. Nie napierał na trening, nie chciał też go prowadzić z płaczącym kociakiem, zgodził się więc z Kruchą Jabłonką, by przełożyć to na inny dzień. Może to i lepiej.
***
Zgodnie z umową, Krasy Byk zjawił się w wejściu do legowiska terminatorów innego dnia, w nieco późniejszym terminie. Nie chciał, by jego podopieczna miała braki przez spóźniony trening, ani żeby skończyła tak jak Niezapomniana Łapa.
— Jajowata Łapo, zapraszam — zawołał za okrągłą koteczką, z nadzieją, że jest gotowa na wyjście z obozu.