Księżyce: 57 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Czarny Koń [NPC] Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
Na słowa czarnej kotki, wydra jedynie obróciła łepek w zapytaniu, w ogóle jej nie rozumiejąc. Dziwne stworzenie, dużo miałczy, mało robi... Szczeknęła tylko w jej kierunku, odwróciła się i wróciła do przerwanej czynności, oddalając się od wichrowej zastępczyni.
Donośny Krzyk: lvl: 7 | S: 15 (21) | Zr: 12 (16) | Sz: 8 (11) | Zm: 6 (9) | HP: 85 | W: 73/75 Zmniejszone statystyki o 1/4 z powodu choroby
O! Zajęczak, super. Sosnowy Szmer przybrała postawę łowiecką i wyciszyła oddech, ruszając w stronę uszatego. Będąc wystarczająco blisko, rzuciła się w jego stronę chcąc od razu pozbawić go życia.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Idealna postawa, idealna pamięć i duża zwierzyna zwisająca z pyska. Sosnowy Szmer miała dzisiaj zdecydowanie duże szczęście. Zając nie tylko jej nie skopał, ale na niebie nie było ani jednego ptasiego cienia sugerującego pojawienie się nieznośnego drapieżnika, nemesis szylkretki. Normalnie nic tylko korzystać ile tylko się da.
W mniemaniu Donośnego Krzyku, Wydra z kolei była strasznie małomówna. Poruszyła wąsami w rozbawieniu, po czym odwróciła się, żeby zostawić zwierzątko samo sobie.
Jakby się tak zastanowić to wydra mogła wystraszyć okoliczną zdobycz, w końcu nie dbała o ukrycie zapachu, w przeciwieństwie do Wichrowej zastępczyni. Będzie musiała złapać Sosne i zaproponować zmianę miejsca, tak na wszelki wypadek.
Księżyce: 57 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Czarny Koń [NPC] Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
No i cudnie! Zakopała zajęczaka, dziękując gwiezdnym i zaczęła się zastanawiać, jak tam idzie Krzyk... Ona to pewnie złapała z tuzin piszczek, na bank! No dobra może nie... Ale!! Dałaby radę na pewno. Sośnierz ruszyła więc tam, gdzie się rozdzieliły. Może gdzieś blisko będzie czarna kotka? Chwila przerwy na takie coś raczej nikomu nie zaszkodzi hihi.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Zniknął. Nie było go.
Jej lustrzane odbicie, jej cień. Zabrał ze sobą więcej niż można by się spodziewać po ponad dwóch obiegach pór milczenia. I gdzieś w tym wszystkim zawieruszyła się również ta ostatnia nitka dzielnie łącząca burą ze zdrowym rozsądkiem. Gdzie byli? Nie miała pojęcia. Szczerze, z całego serca, życzyła by pod łapami Potwora, wgnieceni na wieczność w śmierdzącą nawierzchnię. Miała nadzieję, że był teraz cały i zdrowy. Że Gwiezdni mieli go w opiece, bo najwyraźniej z sandaczem się na mózgi pozamieniał. Że od księżyca błądził po Ciemnym Lesie. Że za wschód słońca, za dwa, wróci z podkulonym ogonem na Wichrową granicę. Że już nigdy więcej się nie zobaczą. Że na Srebrnej Skórce będzie między nimi jak dawniej.
Zjawiła się na brzegu Leśnej Sadzawki, bo w praktykowanej przez nią od dawna metodzie łowienia rybek istniała kluczowa zasada – nie rzucaj cienia na taflę wody, bo spłoszysz wszystkich mieszkańców akwenu. Rozumiała rybich przyjaciół w tej kwestii, też by miała cały dzień popsuty, gdyby zobaczyła swoją mordę. I nie musiała jej oglądać podczas łowienia, w tym całe piękno wędkarstwa, że siedziało się tak by zminimalizować ryzyko spojrzenia swojemu odbiciu w oczy.
Plan świetny, ale bura wciąż stała wszystkimi łapami na suchym lądzie i nie mogła się przemóc by wskoczyć na jeden z kamieni i zanurzyć ogon.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
No to tak. Dwie wycieczki na granice z Rzeką nie zakończyły się sukcesem (przynajmniej pod kątem rybołóstwa, pod kątem społecznym były okej. Nawet poznała sąsiadów). Wycieczka nad Topiołki była pod tym kątem o wiele lepsza. A potem, potem ktoś jej przypomniał że Wicher przecież ma swój własny, prywatny zbiornik wodny i musiała się powstrzymać bardzo intensywnie żeby nie uderzyć się łapką w mordkę. No tak. No przecież. Jak mogła zapomnieć?
Dla jej lepszego samopoczucia i uzasadnienia przed samą sobą dlaczego o tym zapomniała, była tu wcześniej tylko raz, i to w poprzednim życiu. Ludzie mówili, że koty mają dziewięć żyć. Jeśli to była prawda- miała nadzieję że nie była, bo nie dałaby rady po raz kolejny stracić dom. A na pewno nie kolejne sześć razy. Zabiłoby ją to dużo wcześniej.
Zbliżała się teraz do Leśniej Sadzawki, która była na tyle daleko od południowej granicy klanu, że czuła się tu jeszcze w miarę swobodnie. Właściwie była to bardzo ładna okolica. Preferowała wichrowe pola - ale nie można było lasowi zarzucić braku uroku.
Przy sadzawce ktoś stał - ale na razie była zbyt daleko żeby go poznać, a ani wiatr ani ziemia nie niosły jego zapachu. Pewnie podszedł tu z innej strony. Przekłusowała jeszcze dobre kilka skoków, mrużąc oczy, i nagle zatrzymała się gwałtownie. Znała tę sylwetkę. Sierść wzdłuż kręgosłupa uniosła się, tak samo zresztą jak ogon, a Szlak wyprostowała się na swoich i tak już długich łapach. Co on tutaj robi? Co ten rudy pchlarz robi na terenach Wichru jak gdyby nic się nie stało?
Podchodziła, powoli, w stronę sadzawki, układając w głowie komplementy jakimi go obdarzy, gdy tylko dotrze na miejsce. Pal licho jego kontakty z władzą, mogą ją nawet za to wyrzucić, wszystko jej jedno. Będzie rozmawiać z Ryjącą przez granicę. Może Rzeka ją przyjmie. Będzie łowić ryby z dala od wspomnień. Będzie- chwila.
Ciepły letni wiatr zakołysał drzewami i przywiał do jej oburzonego nosa nowy zapach. Zapach kotki. Huh. Opuściła ogon i stanęła w miejscu, analizując co tu się właśnie wydarzyło. To nie mógł być on, to musiała być Gwiazda. Tylko ona była tak podobna żeby pomylić ich z daleka. Westchnęła i otrzepała się, obsypując z sierści suche nasiona traw i pozwalając jej znów ułożyć się gładko wzdłuż kręgosłupa. Kotka na pewno już ją słyszała i głupio byłoby teraz się wycofać bez słowa, więc niechętnie ruszyła naprzód, starając się wyglądać tak neutralnie, jak tylko się dało.
Dotarła do brzegu Sadzawki, a konkretniej usiadła z dwa ogony od tafli wody.
- Witaj. - Pani Gwiazdo, dodała w myśli, bo nie była pewna jak się do niej zwracać.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Słyszała zbliżającego się kota? Prawdopodobnie. Starość nie przyćmiła jeszcze jej zmysłów w aż takim stopniu. Ale żadna informacja od ciemnych uszu nie przebiła się przez gęstwinę myśli kotłujących się w burej główce. Równie dobrze Mrówczy Szlak mogła zrobić cichutko trzy kroki w tył i uniknąć tego spotkania. Może przywódczyni wiedziałaby, że kogoś napotkała przy sadzawce, ale nie skojarzyłaby pyska z konkretnym Wichrzakiem.
To musiał być Wichrzak. Przy obcej woni na pewno by się ocknęła.
Strzepnęła uchem słysząc powitanie. Uderzenie serca później oderwała skupienie od sadzawki. Przywódca nad brzegiem, wyglądający jakby mocząc łapy miał sam przejść do Ciemnego Lasu, nie sprawiał dobrego wrażenia. Miała głęboko pod ogonem jaką opinię miały o niej teraz inne koty. Jednocześnie, była winna Wichrowi to minimum.
Znała Mrówczy Szlak. Nie znała Mrówczego Szlaku. Coś pomiędzy. Kotka musiała być już trochę w Klanie. Przyjęli ją jako kocię. Iskra nie pamiętała by Mróweczka kiedykolwiek faktycznie była kocięciem. Ale była od dawna, sama teraz zajmowała się kociętami na pełen etat. Przywódczyni nie mogła o niej powiedzieć ani jednego słowa. A z pewnością nie dobrego. Próbowała odgrzebać w pamięci odpowiednie akta, ale były w większości puste, a wszystkie rubryczki, które faktycznie zostały wypełnione, działały jedynie na niekorzyść kotki. Sposób w jaki znalazła się w Klanie. Koty, które się do tego przyczyniły. Kot, którego sama wybrała jej na mistrza. Długa morda.
Odrzuciła akta w kąt. Skoro nie znajdzie tam nic na korzyść szylkretowej matki, lepiej nie zagłębiać się w tę lekturę. Nie uśmiechnęła się, nie siliła się na przesadną uprzejmość. Większość życia nosiła swoje emocje jak odzież wierzchnią, dopiero obiegi pór na stołku zdołały wyuczyć ją odrobinę neutralności. Odetchnęła, wypuszczając ze świstem powietrze nosem, a zaraz potem otrzepała sierść.
– Witaj. – odbiła powitanie, obserwując siedzącą kotkę. To moja sadzawka, to ja zamierzałam się tu zaszyć, pomyślała, marszcząc brwi. Powinnam lepiej poznać nowych-nie-nowych Wichrzaków, odezwał się głos z drugiego końca umysłu. Sama bura chętnie by im przekazała pałeczkę i niech sami sobie rozmawiają. Z braku możliwości, spytała. – Potrzebujesz pomocy z czymś czy wszystko spoko?
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Pytanie trochę zbiło ją z tropu. Nie dotarła jeszcze do siebie, i, bądźmy szczerzy, dzisiaj już pewnie nie dotrze, ale nawet w normalnych warunkach spodziewałaby się czegoś innego. Rozmowy o pogodzie, może. O tym że ryby biorą albo i nie. Że to jej sadzawka i spadaj pan stąd, to siedzenie dla ważnych kotów a nie pierwszej lepszej nawet-nie-Wojowniczki. Ona widziała, jak patrzyły na to inne koty. Jakby- a zresztą nieważne. Teraz miała przed sobą inny orzech do rozłupania. Czemu ludzie tak bardzo lubili je łupać, nie wiedziała.
- Pomocy? Nie, przyszłam na ryby... - Odpowiedziała i zaraz znowu miała ochotę uderzyć się łapką. Co za parszywy dzień. Może jeszcze nie jest za późno żeby zwinąć się stąd z podkulonym ogonem. - Ale dziękuję za propozycję. Wszystko okej. - Przy tak oczywistym kłamstwie nie mogła jej spojrzeć w oczy, dlatego zamiast tego patrzyła w wodę i mówiła do sadzawki. Sadzawka pewnie też doskonale wiedziała, że to nie była prawda.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
To moje miejsce na ryby, obruszyła się w myślach. To miło, że wśród Wichrowej młodzieży widać zainteresowanie tą piękną sztuką, powiedział z uznaniem ten drugi głos, którego nikt nie lubił. Dlatego zepchnęli go w kąt przecież. Dlatego w ostatnich czasach, gdy bura drapała się za uchem, miała taką kocięcą nadzieję, że zahaczy pazurem o tego robaka i pozbędzie się go ze swojej głowy raz na zawsze.
– To dobre miejsce na ryby. – zgodziła się, chociaż prawda była taka, że było przeciętne. Trudno było jednak o lepsze na terenie Klanu, który nigdy nie zajmował się rybołówstwem. Reszta brzmiała równie przekonująco co te pierdoły, które Iskra wciskała sobie w lepsze dni (ostatnio nie miała więc okazji, ale wciąż brzmiały znajomo). Mogłaby wzruszyć barkami, zająć miejsce kawałek dalej i ukraść Mrówce lepsze rybie okazy. Ale. Zważywszy na to kto był jej mistrzem, bura mogła mieć uzasadnione wątpliwości co do stanu jej wiedzy. Uzasadnione były kolejne słowa, które opuściły jej pysk. – Dobrze słyszeć. Ale w razie jakbyś jednak potrzebowała to możesz do mnie przyjść. Od tego jest przywódca. Od pomagania i rozwiązywania problemów reszty Klanowiczów.
Sama nie zajęła jeszcze miejsca nad wodą.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Podniosła głowę słysząc jej odpowiedź i dla odmiany nawet spojrzała jej w oczy.
- Jedyne jakie mamy. - Uśmiechnęła się delikatnie. - Poza rzeką na granicy, ale eh.
Nie zamierzała podchodzić do tej granicy w najbliższym czasie, więc nie wchodziła w grę. A wycieczki pozaklanowe o ile były interesujące, to były też dużo bardziej czasochłonne - a ze Żbik i Bocianem na granicy emerytury niedługo sama będzie miała na barkach pilnowanie kociąt i skończą się jakiekolwiek wyprawy poza obóz. Mniejsza o to, wtedy też nie będzie mogła iść do Sadzawki. Czym ona się przejmuje.
Przywódczyni nie zbierała się do łowienia, więc Szlak podeszła ten kawałek do tafli wody i usiadła, wpatrując się w drugi brzeg. Skoro już tutaj przyszła to równie dobrze może zacząć łowić. Przynajmniej miała jakiś pretekst żeby znowu odwrócić wzrok i przetworzyć w spokoju odpowiedź. Pomaganie i rozwiązywanie problemów klanowych kotów brzmiało jak szczytne zajęcie, ale szczerze wątpiła, żeby nawet Gwiazda miała moc sprawienia, że wszystko będzie dobrze. Do tego trzebaby całych zastępów Gwiezdnych, żeby było chociaż odrobinę lepiej.
Zamarła z prawą łapką uniesioną w powietrzu i wzrokiem wbitym w wodę.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
– Nie ma aż tak małego wyboru miejsc na ryby u nas. Wbrew pozorom. – rzuciła, chociaż nie rozwinęła listy przed szylkretką. Jeszcze czego. Aż tak skora do dzielenia się nie była, nie jeśli ta rozpowie swoim koleżkom i potem Iskra nie będzie mieć spokoju w żadnym Wichrowym zakątku, bo młodzież będzie jej płoszyć ryby swoim głośnym istnieniem. Z drugiej strony, zaraz sama umrze, nie było powodów by zabierała ze sobą te informacje na Srebrną Skórkę. Powinna je przekazać dalej. A może to był ten głos, którego miała już nie słuchać.
Mimo wyraźnej zachęty, Mrówczy Szlak nie skorzystała. Ale to lepiej dla Iskry. Jeśli odpowiednio zmrużyć oczy i odwrócić wzrok od faktu, że dzieliła sadzawkę z intruzem. Radość nie trwała długo, bo sama do łowienia zbierała się jakby pod spokojną taflą pływały jeże. A jak nie stuprocentowe skupienie na rybach, to co jej pozostawało? Myślenie? Myśleć w towarzystwie strach, bura miała wrażenie, że myśli miała na tyle głośne by dotarły do tych gigantycznych uszu.
Więc, po pierwsze, profilaktycznie dźwignęła się na łapy i usiadła kawałek dalej. Na brzegu, ale nie przy samej linii wody, by nie widzieć siebie samej.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Pierwsze uderzenie o taflę wody posłało okręgi po całej sadzawce, ale ryba była szybsza i zdążyła zniknąć, jedynie muśnięta pazurami. Szlak wypuściła powietrze z płuc, powoli, i wyrównała oddech. Bardzo intensywnie starała się nie myśleć o wzroku Gwiazdy, która pewnie widziała jak jej nie wyszło i dała rybie odpłynąć. Może z takim problemem powinna się do niej zwrócić. Hej pani przywódco ryby nie biorą.
Uniosła lewą łapkę i pozwoliła sobie na szybkie spojrzenie w bok, gdzie siedziała druga kotka. No właśnie, siedziała. Dalej nie łowiła. Nasunęło jej się na myśl, żeby o to zapytać, ale równie szybko zmieniła zdanie. Może to jakaś jeszcze inna metoda? Taka gdzie nie siedzi się przy samym brzegu? To wszystko było dziwne, ale ona przyszła tu na ryby, więc wróciła wzrokiem do tafli wody i przeszyła ją spojrzeniem z taką intensywnością, jakby ta woda zawiniła w jej obecnym nastroju.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
To odrobinę żenujące, może trochę bardziej niż odrobinę. Jeśli z zarośli wyskoczyłby borsuk, nie zastanawiałaby się nawet przez uderzenie serca, tylko rzuciłaby się od razu z pazurami na tę paskudną mordę. Nie trzeba by jej przekonywać, nie trzeba by zachęcać. Ale dwa kroki w przód i spojrzenie w dół? To niewykonalne.
I powinna się czymś zająć w tym momencie, skoro nie była tu sama, nie mogła siedzieć i patrzeć w przestrzeń. Zaczęła wyskubywać więc liście z burego futra. Nie przeszkadzały jej. W przeciwieństwie do swojego lustrzanego odbicia, nie uważała zmierzwionego kłaczka za koniec świata. Ale może jak ułoży sierść to odważy się zapolować na ryby, może nie będzie aż tak obawiać się oceniającego spojrzenia na nieruchomej tafli.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Nie było ryb. Sadzawka chyba poczuła się urażona jej nienawistnym spojrzeniem i wszystkie je pochowała gdzieś głęboko na dnie. Ciężko ją było za to winić, ale Szlak dalej czuła na sobie spojrzenie Gwiazdy - nawet jeśli zerknęła na nią przez moment, a ta układała sobie futro. Może to sami Gwiezdni na nią patrzyli? To, szczerze mówiąc, jeszcze gorzej. Wypuściła z szelestem powietrze z płuc i odłożyła łapkę na ziemię, a potem posłała jeszcze jedno spojrzenie drugiej kotce. I tak nie łowiła, nie musiały być cicho. Ruszyła w jej stronę wolnym krokiem.
- Wiadomo co teraz będzie z Niezapomnianą Łapą i jej treningiem? - Zapytała, siadając dobrych kilka ogonów od Przywódczyni, ale na tyle blisko, żeby nie musiały do siebie krzyczeć. Skoro już tu była, mogła zapytać o to co chodziło jej po głowie od dłuższego czasu - a przynajmniej jedną z takich rzeczy. Druga nasunęła się sama. - Kocięta pytały czemu nie mamy dwóch albo i więcej wyszkolonych Medyków na takie właśnie okazje.
To było bardziej stwierdzenie niż pytanie, ale chętnie podpięłaby się pod nie sama. Skoro Cień może mieć ich pięć, czemu nie Wicher? Przynajmniej nie znaleźliby się w takiej sytuacji jak teraz, z epidemią wymiotów i niewyleczonych ran. Ciężko było winić Niezapomnianą albo Falę za taki stan rzeczy, więc dlaczego nie zabezpieczyć się, na wszelki wypadek?
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Mrówczy Szlak porzuciła rybobranie i podeszła do Iskry (choć nie za blisko) z nowym tematem. Jasne, kwestie około Ziołowego Wzgórza musiały leżeć na wątrobie wielu Wichrzakom, nic dziwnego, że padło to pytanie. I może lepiej, że to ona je usłyszała, a nie młoda terminatorka. Iskra porzuciła pielęgnację futra bez większego żalu, by skupić się na długiej mordce.
– Owszem, jak już będzie na siłach to pójdę z nią na granicę z Gromem lub Rzeką i poprosimy ich medyka o dokończenie treningu. Kiedyś takie sytuacje zdarzały się częściej. – koteczka była strasznie młoda, chyba jej na świecie nawet nie było, gdy to Krwawnik był Wichrowym medykiem? Co tu mówić o dawniejszych czasach. – Nasz poprzedni medyk, Krwawnikowy Liść, prowadził trening dwóm czy trzem terminatorom z Cienia. Wcześniej, jego poprzedniczka, Lśniąca Sadzawka uczyła Truskawkowy Gąszcz, poprzednią medyczkę w Gromie. Więc nie sądzę by pozostałe Klany odmówiły nam pomocy. – Mrówczy Szlak mogła spać spokojnie, byle epidemia kaszlu nie zmiecie Wichru z powierzchni lasu.
Na drugie pytanie odpowiedź była prosta dla kota, który już widział parę obiegów pór. Więc nic dziwnego, że kocięta się tym interesowały. Że pośrednio jedno z zainteresowanych kociąt (chociaż może trochę wyrośnięte) właśnie zadało to pytanie.
– Bo do tego najpierw ktoś musi skończyć trening. – uśmiechnęła się gorzko. – To nie jest takie łatwe, treningi medyczne długo trwają, a los nie oszczędza terminatorów medyka, zdarza im się przepadać bez śladu tak samo jak innym kotom. A jeszcze medycy szukają kotów o konkretnych cechach na to stanowisko, nie zawsze jest spośród kogo wybierać.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
- Będzie na siłach? - Czy Niezapomnianej też coś dolegało? Też była pośród gromady chorych? Jeszcze tylko tego brakowało, żeby biedna terminatorka sama złapała jakieś paskudne choróbsko krążące po klanie. Szczególnie teraz.
Same słowa Przywódczyni trochę ją uspokoiły, ale bardziej nasunęły jej na myśl po co w ogóle bawią się w te klany i granice, skoro sama już kadra medyczna jest tak silnie związana ze sobą. Do tego dochodziły jeszcze niemedyczne koty, w tym przecież sama Gwiazda, która miała dzieci w połowie z Rzeki. Po kiego grzyba trzymać się tych sztucznych podziałów, tego dalej nie rozumiała, ale na szczęście, będąc już nieco wyrośniętym kocięciem, czasem udawało jej się trzymać pyszczek zamknięty.
- Cień ma lepsze geny? - Podsunęła unosząc kącik pyska, na wzmiankę o treningach i wybieraniu kotów odpowiednich dla roli medyka. - Ile trwa taki trening? - "I czemu po prostu nie brać więcej terminatorów skoro znikają, nawet tych średnio pasujących charakterem? Lepiej taki medyk jak w Rzece niż żaden" dodała w myślach. Z całym szacunkiem do rzecznego medyka, nie słyszała o jego charakterze najlepszych opinii.
Zerknęła na sadzawkę, a konkretniej na jej brzeg. Nie leżały na nim żadne ryby, co skrzętnie zanotowała sobie w głowie. Albo nie tylko ona miała dzisiaj problem, albo Gwiazda nie przyszła tutaj łowić. Poruszyła wąsami i podrapała się za uchem, zaczynając się czuć trochę nieswojo. Przerwała spotkanie?