Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Zawsze lubił się włóczyć. Teraz, porą nagich drzew, nie wybierał się jednak na szczególnie długie wycieczki. Urządził sobie jedną, na osiedle dwunogów, jednak to byłoby na tyle; nie chciał marnować energii oraz ryzykować chorobą tylko dlatego, że nie mógł się powstrzymać przed łazikowaniem do momentu, w którym śnieg zniknął z traw, a wiatr nie był tak mroźny. Dlatego też kręcił się tylko po ziemiach należących do klanu rzeki i nieznacznie wypuszczał się dalej, w okolice rzepaku.
W głowie tkwiło mu to, czego dowiedział się od plotkujących klanowych matek, a co później Kos przekazała mu osobiście. Była w ciąży, a on miał być ojcem. Gdyby powiedział to sobie sprzed kilku księżyców parsknąłby śmiechem, że zaczyna łagodnieć. Nie było to spełnienie jego marzeń, jednak dawało mu narzędzia do tego, by dalej panoszyć się w klanie rzeki mając powód ku temu, by wciąż w nim tkwić choć całym sobą był przeciwny tej formie organizacji życia. Nie miał zamiaru pochylać głowy przed Czerwoną Gwiazdą, gdziekolwiek teraz jest; być może gdyby wierzył w udział gwiezdnych nieco bardziej niż teraz nawet pokusiłby się o rozbawione stwierdzenie, że martwi nie chcieli przyjąć jej jako nowej przywódczyni klanu. Ich sąsiedzi bawili się doskonale wybierając sobie przywódców na podstawie ciągnięcia patyczków, ponoć za przyzwoleniem trupów. Dlaczego więc tu nie mieliby zaprotestować i przyjąć nową strategię polegającą na tym, że to tłum wybierze tego, kto im najbardziej odpowiada na przywódcę, a przegrany skazywany był na banicję?
Zaśmiał się bezgłośnie do własnych myśli. Szedł spokojnie granicą wzdłuż klanu wichru, mając mniejszą lub większą nadzieję na to, że być może uda mu się trafić na kogoś znajomego. Stokrotka, a może Len? Lawendy nie chciał, nudziła go i była zbyt głupiutka, by chciał widzieć ją jeszcze raz. Och, a może jego ulubiona siostrzenica zza granicy? Ciekaw był, czy jako medyk wciąż jest tak roszczeniowa i pyskata jak kiedyś.
zapraszam kogoś uwu
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
Z całej czwórki kociąt, to ona niestety najbardziej wdała się w tatusia. Jej długie, puszyste, bure futerko przecinają, ciemne klasyczne pręgi. Żeby nie było jednak tak nudno, po jej ciele porozrzucane są całe 4 białe plamki: na pysku dwie różnych rozmiarów gwiazdki, większa na czole, mniejsza na nosie, na końcu każdej łapki małą, białą skarpetkę a od brody do brzucha biel ciągnie się na podobieństwo jakiegoś szykownego kołnierzyka. Nie należy do kotów ogromnych, ale masa futra dodaje jej dość sporo objętości, więc w miocie to ona wydaje się największą. Może niesłusznie - ale kto wie? Żeby się przekonać trzeba by było najpierw ją ogolić. Od tatusia odróżniają ją oczy - bladozielone, patrzące na świat z żywym zainteresowaniem i zachwytem - oraz uszy. W przeciwieństwie do nietoperzowych anten Chmielogbura, jej są stosunkowo małe i razem z drobnym pyszczkiem nadają jej twarzy w miarę sympatyczny wyraz. Ośmieliłabym się nawet stwierdzić, że kotka jest doprawdy urocza.
Przez tą całą chorobę została w tyle. Nie miała zbyt wiele okazji na poznawanie nowych kotów i nawet przebywanie z mamą a jej rodzeństwo zdążyło już nawet zostać terminatorami! To zrozumiałe, że kotka nieco im zazdrości. I może jest nieco zraniona tym, że rodzina nie odwiedzała jej tak często, jakby chciało. Ale to wciąż ta sama Błyskotka co wcześniej - urocza, niewinna, odrobinę zachłanna, raczej pacyfistyczna. Jak na razie ciężko coś więcej o niej powiedzieć.
...Błyszcząca Łapa zbyt często nie wychodziła poza obóz w celu innym niż trening, czasem jednak się to zdarzało. Na przykład gdy Łabędzie Skrzydło wziął ją na patrol i spotkali szylkretową kotkę z Klanu Cienia. Nazywała się Kwiecista Łapa i porozmawiały przez krótką chwilkę, następnie Błyskotka razem z wojownikiem wrócili do obozu. ...Tym razem wyszła jednak sama. Cienka warstwa śniegu pokrywała wszystko dookoła. Ciekawe, czy na Grzmiącej Rzece jest lód? Postanowiła wybrać się tam i sprawdzić. Wystarczająco znała tereny swojego klanu, by nie zgubić się po drodze, do tego instynktownie lustrowała swoje otoczenie i przynajmniej częściowo je zapamiętywała. ...Niespodziewany zapach podrażnił jej nozdrza zanim jeszcze znalazła się nad brzegiem. Zatrzymała się i podniosła oczy w kierunku, z którego dochodził. To kot z Klanu Rzeki? Ach, no tak, była przecież niedaleko granicy. Unosząc ogon w górę, zaczęła dreptać w jego stronę w celu ucięcia sobie z nim pogawędki. Po chwili jednak zwolniła. Może to jeden z wojowników, który bardzo zazdrośnie strzeże granic? Z każdym kolejnym krokiem traciła początkowy rozpęd, aż wreszcie zatrzymała się około sześć długości lisa od nieznajomego. ...- Cześć - przywitała się krótko, nie chcąc się zbytnio rozgadywać ze świadomością, że może dostać odpowiedź typu "zmiataj stąd".
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Szedł raczej wolnym tempem, nie spieszyło mu się nigdzie. Granica z wichrem była stosunkowo krótka w porównaniu do tej z gromem, więc by mieć szansę na to, że kogokolwiek spotka raczej nie zasuwał jak mały samochodzik. Zresztą, nie miał po co wracać do obozu już teraz; jeszcze by go Kos gdzieś dopadła i znów musiałby pilnować każdego słowa jakie wypowiada, byleby tylko nie zrzucić z siebie maski dobrego przyszłego ojca, który tak bardzo chce się starać i tak bardzo będzie dla swojej nowej rodziny!!... Och, tak często powoływał się na to, że nie jest taki sam jak Chmielograb. Jego serce jednak było równie przeżarte zgnilizną co to, które biło w piersi jego brata. Jedynie ich metody były... odmienne. Głóg przynajmniej potrafił zachować reputację niewinnego. Czasem sprawiał mniejsze lub większe problemy, zwłaszcza gdy był młodszy, ale generalnie trzymał się w cieniu i robił swoje, jak każdy szary obywatel. Czy ktokolwiek w klanie rzeki go znał, prócz garstki kotów? Czy w ogóle ktoś autentycznie rozglądał się na ceremoniach by sprawdzić, czy Głóg był obecny? Był, ale czy w rzeczywistości istniał?
Zastrzygł uchem słysząc, że ktoś się zbliża. Zaraz później usłyszał powitanie, więc zatrzymał się w połowie kroku i odwrócił głowę w stronę kotki, która zatrzymała się nieopodal. Ta była nowa, nie widział jej jeszcze na granicy, a z widzenia raczej kojarzył niektóre koty, szczególnie te bardziej... rozpoznawalne. Na krótką chwilę jego pysk rozciągnął się w krzywym uśmiechu.
- Cześć - odpowiedział patrząc na nią, po czym rozejrzał się, kątem oka zerkając raz w prawo i raz w lewo, by w końcu powrócić do swojej nowej znajomej. - Zamierzasz podejść do g'anicy czy tylko się witałaś? - spytał mrużąc lekko ślepia. Wyglądała na młodą, choć możliwe, że była to kwestia jej bardzo uroczej mordki i dość okrągłych kształtów z jakich była zbudowana, co nadawało jej łagodnego, młodzieńczego uroku.
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
Z całej czwórki kociąt, to ona niestety najbardziej wdała się w tatusia. Jej długie, puszyste, bure futerko przecinają, ciemne klasyczne pręgi. Żeby nie było jednak tak nudno, po jej ciele porozrzucane są całe 4 białe plamki: na pysku dwie różnych rozmiarów gwiazdki, większa na czole, mniejsza na nosie, na końcu każdej łapki małą, białą skarpetkę a od brody do brzucha biel ciągnie się na podobieństwo jakiegoś szykownego kołnierzyka. Nie należy do kotów ogromnych, ale masa futra dodaje jej dość sporo objętości, więc w miocie to ona wydaje się największą. Może niesłusznie - ale kto wie? Żeby się przekonać trzeba by było najpierw ją ogolić. Od tatusia odróżniają ją oczy - bladozielone, patrzące na świat z żywym zainteresowaniem i zachwytem - oraz uszy. W przeciwieństwie do nietoperzowych anten Chmielogbura, jej są stosunkowo małe i razem z drobnym pyszczkiem nadają jej twarzy w miarę sympatyczny wyraz. Ośmieliłabym się nawet stwierdzić, że kotka jest doprawdy urocza.
Przez tą całą chorobę została w tyle. Nie miała zbyt wiele okazji na poznawanie nowych kotów i nawet przebywanie z mamą a jej rodzeństwo zdążyło już nawet zostać terminatorami! To zrozumiałe, że kotka nieco im zazdrości. I może jest nieco zraniona tym, że rodzina nie odwiedzała jej tak często, jakby chciało. Ale to wciąż ta sama Błyskotka co wcześniej - urocza, niewinna, odrobinę zachłanna, raczej pacyfistyczna. Jak na razie ciężko coś więcej o niej powiedzieć.
...- Masz na myśli czy zamierzam przekroczyć granicę? - spytała półżartem, po czym podeszła parę kroków do przodu. - Na razie nie mam tego w planach ...Ze słów nieznajomego wojownika Klanu Rzeki nie wynikało, by miał jakikolwiek problem z jej obecnością tutaj. I jeżeli dobrze go zrozumiała, to również miał ochotę na rozmowę. Błyskotka rozluźniła się i uniosła ogon do góry. Witanie innych kotów żartami tego rodzaju nie było za bardzo w jej stylu, ale cóż, była pod wpływem odrobinie większej ilości stresu niż zazwyczaj. Była tu w końcu sama z kotem z innego klanu. I to... i to z Rzeki. Ocenianie innych po okładce było jednak złe. Szczególnie ona powinna zdawać sobie z tego sprawę. ...- Jak się nazywasz? Ja jestem Błyszcząca Łapa. Jesteś na patrolu? - starała się prowadzić rozmowę swobodnie, ale nie mogła pozbyć się wrażenia, że w jej głosie bardzo wyraźnie słychać napięcie. Chociaż pewnie tylko jej się wydawało. ...Nie miała wiele doświadczenia w maskowaniu swoich uczuć, ale tym razem musiała to robić tylko częściowo. Bo o ile jedna jej część obawiała się rzecznego kocura, to druga była nim szczerze zafascynowana. Kocur z innego klanu. Niby nie byli tak daleko od siebie, ale takie rozmowy zdarzały się dość rzadko nawet u niektórych wojowników. A ona była na razie jedynie terminatorką i miała prawo być podekscytowana każdym takim spotkaniem.
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
- A chciałabyś? - odparł unosząc głowę; jego bladożółte ślepia błysnęły krótko gdy tak patrzył na zbliżającą się kotkę. Nie zasugerował przecież przekraczania granicy, skąd więc jej pytanie jeżeli nie z jakiejś wewnętrznej chęci faktycznego przejścia na drugą stronę linii z sików? - Uważaj, będę musiał cię uka'ać jeżeli to z'obisz - dodał uśmiechnąwszy się krótko, a jego pierzasty ogon nonszalancko zafalował ponad jego grzbietem.
Patrzył na nią spokojnie i mało subtelnie prześlizgnął po jej ciele wzrokiem, w myślach wystawiając stosowną ocenę. Gdy zbliżyła się okazało się, że wcale nie wygląda na aż tak młodą jak pierwotnie sądził, jednak wciąż miała bardzo delikatną, dziewczęcą urodę. Bardzo niewinną i uroczą. Jej imię kompletnie nic mu nie mówiło, a przynajmniej nie mógł go skojarzyć z niczym, co do tej pory usłyszał na temat klanu wichru.
- Głóg - przedstawił się krótko imieniem, które od zawsze było jego własnym. Tym, które było jego prawdziwym imieniem. - Tak jakby - odparł na jej drugie pytanie wzruszając przy tym lekko barkami. - Nie boisz się tak sama k'ęcić przy g'anicach, mała? Kto wie na co albo na kogo można t'afić - rzucił nagle nagle. Uniósł przy tym brwi, co wcale nie było celowym zabiegiem jaki mógł wywołać co najmniej lekki niepokój u młodszej kotki. Tylko trochę, tak mu się wymsknęło.
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
Z całej czwórki kociąt, to ona niestety najbardziej wdała się w tatusia. Jej długie, puszyste, bure futerko przecinają, ciemne klasyczne pręgi. Żeby nie było jednak tak nudno, po jej ciele porozrzucane są całe 4 białe plamki: na pysku dwie różnych rozmiarów gwiazdki, większa na czole, mniejsza na nosie, na końcu każdej łapki małą, białą skarpetkę a od brody do brzucha biel ciągnie się na podobieństwo jakiegoś szykownego kołnierzyka. Nie należy do kotów ogromnych, ale masa futra dodaje jej dość sporo objętości, więc w miocie to ona wydaje się największą. Może niesłusznie - ale kto wie? Żeby się przekonać trzeba by było najpierw ją ogolić. Od tatusia odróżniają ją oczy - bladozielone, patrzące na świat z żywym zainteresowaniem i zachwytem - oraz uszy. W przeciwieństwie do nietoperzowych anten Chmielogbura, jej są stosunkowo małe i razem z drobnym pyszczkiem nadają jej twarzy w miarę sympatyczny wyraz. Ośmieliłabym się nawet stwierdzić, że kotka jest doprawdy urocza.
Przez tą całą chorobę została w tyle. Nie miała zbyt wiele okazji na poznawanie nowych kotów i nawet przebywanie z mamą a jej rodzeństwo zdążyło już nawet zostać terminatorami! To zrozumiałe, że kotka nieco im zazdrości. I może jest nieco zraniona tym, że rodzina nie odwiedzała jej tak często, jakby chciało. Ale to wciąż ta sama Błyskotka co wcześniej - urocza, niewinna, odrobinę zachłanna, raczej pacyfistyczna. Jak na razie ciężko coś więcej o niej powiedzieć.
...- Nie - odparła i zastrzygła uszami. - Nie będzie potrzeby - to ona pierwsza zażartowała na temat przekraczania granicy, ale odpowiedź kocura z Klanu Rzeki i tak ją zaskoczyła. Brzmiał jednak w miarę przyjaźnie... a przynajmniej tak jej się wydawało. I uśmiechał się. ...Kotka może nie przyglądała się jej rozmówcy tak intensywnie jak on, podczas rozmowy jednak wzrok miała przez większość czasu skierowany w jego stronę i siłą rzeczy zauważyła parę rzeczy. Nie był zbyt duży, co od razu nieco łagodziło uczucie zagrożenia. Na długowłose futro nie zwróciła nawet uwagi - dodawało co prawda masywności, ale w Wichrze było tyle włochatych kotów, że dla Błyszczącej Łapy była to norma. W dodatku sama również była długowłosa. Był nieco potargany. Najwyraźniej nie dbał o wygląd tak bardzo jak mama czy Lśniąca. Jedynie z pyska był taki trochę kwadratowy. Chociaż nie powinna chyba sugerować się wyglądem nieznajomego. ...- Głóg? - powtórzyła, chcąc ułatwić sobie zapamiętanie imienia, po czym skinęła głową. Głóg. Dobra, załapałam. Nie było to najładniejsze imię, ale może jemu się podobało. Z resztą nic jej do tego. ...Przechyliła lekko łeb, słysząc odpowiedź Głoga. Uniosła brwi. Ona sama również nie była na patrolu w pełnym tego słowa znaczeniu, ale jej powód był stosunkowo prosty - była na spacerze. O właśnie! To jej przypomniało, że przyszła tu zerknąć na rzekę. Przeszła więc parę kroków w prawo i parę do przodu, lecz zatrzymała się na kolejne słowa swego nowego kolegi i obdarzyła go skonsternowanym spojrzeniem. Mówił rzeczy w taki sposób, że nie wiedziała czy to troska, czy groźba. Chociaż wydawało jej się, że chodziło o to pierwsze...? I zakładanie z góry, że miał złe zamiary było nieco na wyrost. Szczególnie, że, jak Błyskotka zauważyła, w jego słowach było sporo racji. Może taki samotny wypad był głupim posunięciem. ...- No... myślałam, że samotnika czy dużego drapieżnika na granicach szybko by zauważono, więc nie powinno tu być zbyt niebezpiecznie... - wybąkała zmieszana, bo wiedziała jak kiepskie jest jej wytłumaczenie. Linia z sików nie powstrzymałaby nikogo a wojownicy z okolicy mogliby nie zdążyć przybyć jej na pomoc. A wcześniej wydawało się to tak świetnym pomysłem!
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Głóg? Głóg. Skinął krótko głową dla potwierdzenia, gdy powtórzyła za nim jego imię. Osobiście je lubił, z całą pewnością z całej trójki męskich potomków Chabrowego Pąka to on wygrał loterię, otrzymując najbezpieczniejsze imię. Nie wyróżniało go tak swoją oryginalnością jak imię Chmielograba, nie mogło też być wykorzystane w prześmiewczy sposób jak imię Osiki.
- Nie miałem na myśli samotników czy d'apieżników - cmoknął w odpowiedzi, przez co być może mogła poczuć się potraktowana jak głupiutkie kocię, które nie myśli zbyt szeroko i żyje w bardzo czarno-białym świecie. - Koty z innych klanów też lubią sobie czasem kogoś potu'bować, tak wiesz, dla roz'ywki - stwierdził wzruszając nonszalancko barkami, zupełnie jakby była to wiedza powszechna i równie porywająca co rozmowa na temat pogody. Wysunął sam czubek języka, by zwilżyć nim wargi podczas krótkiej pauzy pomiędzy słowami.
- Cze'wona już niebawem Gwiazda lubi sobie czasem od tak ode'wać komuś łeb jak uzna, że chucha za blisko g'anicy - bąknął rozbawionym tonem. Słyszał o tym incydencie z gromiaczkami, bo generalnie lubił plotki; sam też sprawdził podczas któregoś patrolu samo miejsce zdarzenia by zobaczyć, co dokładnie się działo, tak samo jak z ciekawości dokonał oględzin miejsca, w którym Zachód złapała się za kudły z jakąś gromiaczką. A że klan rzeki lubił wierzyć w każdą pierdołę, którą mu się wmówi i zawsze kiwał posłusznie główkami gdy dzielne amazonki oświadczały, że komuś sklepały mordę na granicy za jej przekraczanie... lub ktoś robił to za nie, bo one posłusznie oddały życie w imię ideologii, która wyprała im do reszty mózgi i pozbawiła instynktu samozachowawczego. Chałwa dzielnym wojowniczkom czy coś.
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
Z całej czwórki kociąt, to ona niestety najbardziej wdała się w tatusia. Jej długie, puszyste, bure futerko przecinają, ciemne klasyczne pręgi. Żeby nie było jednak tak nudno, po jej ciele porozrzucane są całe 4 białe plamki: na pysku dwie różnych rozmiarów gwiazdki, większa na czole, mniejsza na nosie, na końcu każdej łapki małą, białą skarpetkę a od brody do brzucha biel ciągnie się na podobieństwo jakiegoś szykownego kołnierzyka. Nie należy do kotów ogromnych, ale masa futra dodaje jej dość sporo objętości, więc w miocie to ona wydaje się największą. Może niesłusznie - ale kto wie? Żeby się przekonać trzeba by było najpierw ją ogolić. Od tatusia odróżniają ją oczy - bladozielone, patrzące na świat z żywym zainteresowaniem i zachwytem - oraz uszy. W przeciwieństwie do nietoperzowych anten Chmielogbura, jej są stosunkowo małe i razem z drobnym pyszczkiem nadają jej twarzy w miarę sympatyczny wyraz. Ośmieliłabym się nawet stwierdzić, że kotka jest doprawdy urocza.
Przez tą całą chorobę została w tyle. Nie miała zbyt wiele okazji na poznawanie nowych kotów i nawet przebywanie z mamą a jej rodzeństwo zdążyło już nawet zostać terminatorami! To zrozumiałe, że kotka nieco im zazdrości. I może jest nieco zraniona tym, że rodzina nie odwiedzała jej tak często, jakby chciało. Ale to wciąż ta sama Błyskotka co wcześniej - urocza, niewinna, odrobinę zachłanna, raczej pacyfistyczna. Jak na razie ciężko coś więcej o niej powiedzieć.
...Kocica nie zwróciła w ogóle uwagi na cmoknięcie, bo zszokowały ją słowa kota z Klanu Rzeki. Tak dla rozrywki kogoś poturbować? Chyba żartował. Żaden szanujący się przywódca nie pozwoliłby na coś takiego. A prędzej czy później musieliby się o tym dowiedzieć, bo jeżeli ktoś przekracza granicę specjalnie po to, by ci spuścić lanie, to o takich rzeczach raczej się donosi... Kotka uniosła wysoko głowę i spojrzała Głogowi w oczy, by pokazać, że wcale nie jest głupia i nie da się nabrać na takie historyjki. Wcale nie była naiwnym kociakiem! ...- Rozumiem sparing, ale osoba która zaatakowałaby kota z innego klanu dla zabawy zostałaby natychmiast wyrzucona z klanu - odparła, przypominając sobie głos matki i starając się naśladować jego brzmienie emanujące pewnością siebie. Gdy jednak pamiętało się, że parę sekund temu tłumaczyła się zmieszana ze swojej obecności na granicy, jej wypowiedź wydawała się raczej komiczna niż wyniosła. ...Na wypowiedź dotyczącą Czerwonej niebawem Gwiazdy zareagowała jedynie parsknięciem. Chyba tego nie musiała podważać żadnymi mądrymi argumentami? Głóg sam brzmiał, jakby próbował się nie roześmiać, co mocno podkopywało wiarygodność jego słów... jeżeli w ogóle kiedykolwiek jakąś miały. Bo gdyby zastępczyni Klanu Rzeki regularnie odrywała klanowym kotom łby, to raczej byłoby o tym słychać na terenach klanowych.
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Czy aby na pewno żaden by na to nie pozwolił? Śmiał w to wątpić. Zresztą, czego oczy nie widzą tego sercu nie żal, a wzrok odwrócić można w każdym wygodnym dla siebie momencie by udawać, że niczego się nie dostrzegło.
- Taak? - spytał unosząc przy tym brwi w wyrazie bezgranicznego zdziwienia szokującą informacją, jaką zaserwowała mu bura kotka. - Czas poinfo'mować w takim razie nie tylko klan rzeki, ale też g'omu i cienia, bo w te wszystkie miejsca info'macja widocznie nie dota'ła - stwierdził luźno i usiadł, pozwalając by jego pierzasty ogon luźno oklapł sobie przy jego boku. Chwilę tak patrzył na Błyszczącą Łapę lekko przekrzywiając głowę i zastanawiając się, czy aby na pewno wciąż ma ochotę ciągnąć ten temat. Był nudny. Mimo wszystko chodziło mu tylko o zasianie ziarna niepewności wobec Czerwonego Maku w kotach z okolicznych klanów od tak, dla rozrywki. Żeby nie miała zbyt łatwo gdy jej kryjący jej brak mózgu braciszek na stołku w końcu wyciągnie kopyta.
- Dawno nie widziałem waszej medyczki przy g'anicy. St'aciła zapał do swoich wielkich wyp'aw na nasze ziemie? - spytał tak sobie, o, bo lubił też wspominać wichrzakom o tym, jak świetnie zaprezentowała się ich medyczka kiedyś tam, dawno temu. Żeby podkopać reputację swojej bratanicy tylko po to, by widzieć reakcję innych kotów... i dlatego, że jej zwyczajnie nie lubił po tym, jak odstawiła ten swój mały teatrzyk roszczeniowości. Lawenda wyglądała na naprawdę przejętą tym, że Lśniąca odwaliła taką manianę, kwik. Ciekawe tylko czy miała przydługi jęzor i opowiedziała o tym innym.
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
Z całej czwórki kociąt, to ona niestety najbardziej wdała się w tatusia. Jej długie, puszyste, bure futerko przecinają, ciemne klasyczne pręgi. Żeby nie było jednak tak nudno, po jej ciele porozrzucane są całe 4 białe plamki: na pysku dwie różnych rozmiarów gwiazdki, większa na czole, mniejsza na nosie, na końcu każdej łapki małą, białą skarpetkę a od brody do brzucha biel ciągnie się na podobieństwo jakiegoś szykownego kołnierzyka. Nie należy do kotów ogromnych, ale masa futra dodaje jej dość sporo objętości, więc w miocie to ona wydaje się największą. Może niesłusznie - ale kto wie? Żeby się przekonać trzeba by było najpierw ją ogolić. Od tatusia odróżniają ją oczy - bladozielone, patrzące na świat z żywym zainteresowaniem i zachwytem - oraz uszy. W przeciwieństwie do nietoperzowych anten Chmielogbura, jej są stosunkowo małe i razem z drobnym pyszczkiem nadają jej twarzy w miarę sympatyczny wyraz. Ośmieliłabym się nawet stwierdzić, że kotka jest doprawdy urocza.
Przez tą całą chorobę została w tyle. Nie miała zbyt wiele okazji na poznawanie nowych kotów i nawet przebywanie z mamą a jej rodzeństwo zdążyło już nawet zostać terminatorami! To zrozumiałe, że kotka nieco im zazdrości. I może jest nieco zraniona tym, że rodzina nie odwiedzała jej tak często, jakby chciało. Ale to wciąż ta sama Błyskotka co wcześniej - urocza, niewinna, odrobinę zachłanna, raczej pacyfistyczna. Jak na razie ciężko coś więcej o niej powiedzieć.
...Zmarszczyła brwi. Nie wiedziała, o czym mówił Głóg. Chmielograb za swoje czyny został przecież od razu wyrzucony z klanu a jakiś czas później nawet zabity. Kto jak kto, ale Świetlikowa Gwiazda dbał o porządek w swoim klanie. A Malinową Gwiazdę znała osobiście i była ona bardzo miła, ale nie odpuszczała wcale tak łatwo winowajcom. ...- Co masz na myśli? - spytała wpatrując się w rzeczniaka. Mimowolnie majtnęła raz ogonem. Odniosła wrażenie, że czarno-biały wojownik jest po prostu przewrażliwiony lub też nawet szalony. Z początku wydawał się jednak inteligentny i zasiał w terminatorce ziarno zmartwienia. Z niecierpliwością czekała na jego wyjaśnienie, mając nadzieję, że będzie to jakaś głupota. ...- Lśnienie zajęta jest swoimi obowiązkami - odparła twardo, wykręcając nieco głowę do tyłu. Temat siostry może nie tyle był dla niej wrażliwy, ale na pewno wzbudzał w niej jakieś emocje. Błyskotka kochała Lśniącą Sadzawkę. Rozmawiała z nią wiele razy, ale nigdy nie dostrzegła tych wad, które wszyscy uwielbiają jej wytykać. Dlaczego się jej tak uczepili? Nawet jakiś nieznajomy kocur z innego klanu dołączył do tej głupiej zabawy! Dlaczego?
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
- Widzę koty, któ'e atakowały na g'anicach i któ'e wciąż są w klanach - odparł przekrzywiając lekko głowę. - Różne te'minato'ki z g'omu i rzeki posza'pały się po kudłach kilka razy bez większego powodu. Jedną nazwali za to wzo'em do naśladowania - dodał jeszcze, przy wspomnieniu o Zachodzącej Łapie nie kryjąc swojego rozbawienia tą sytuacją. Głównie dlatego, że na następnej ceremonii dostała opieprz za to samo zachowanie. Tyle, że było skierowane na niewygodnego kota, więc nie można było już pogłaskać po główce za brak mózgu i sprawne mięśnie. Uroczo.
- Szkoda - cmoknął w odpowiedzi na informację dotyczącą Lśniącej Sadzawki, niby to zawiedziony jej utratą zapału. - Gdy się ostatni raz widzieliśmy chciała koniecznie przejść przez g'anicę i poznać swoją rodzinę. Że niby jej wolno po naszych ziemiach chodzić, bo jest w połowie rzeczniakiem. U'oczo, nie? - opowiedział jej, być może nieco naciągając fakty, jednak wciąż zachowując sens i mniej-więcej wiarygodność i jednocześnie wesoło przypominając, że medyczka Klanu Wichru była półkrwi, gdyby ktoś nie wiedział (i gdyby kogoś to faktycznie interesowało); na swoje pytanie parsknął rozbawionym, cichym śmiechem i pokręcił z dezaprobatą głową.
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
* * *
Śledziła go. Co prawda biorąc pod uwagę, że była racze wiecznie szybka, wiecznie rozpędzona, to na pewno już zorientował się, że nie jest w pobliżu sam, ale co z tego! Bawiła się całkiem dobrze starając się zorientować, co jej przyjaciel zamierza zrobić i dokąd się właściwie wybiera. Może musiał zająć się jakimiś niesamowicie ważnymi sprawami, czy coś podobnego? Ponieważ jednak Raczek nie była nazbyt cierpliwa, nic dziwnego, ze w końcu przyspieszyła i po prostu podbiegła, by złapać Igłę za ogon, szarpnąć go lekko i przytrzymać, ale oczywiście nie zamierzała zrobić mu krzywdy. Zachowywała się jak smarkacz, ale jeszcze nim na pewno była i chciała się po prostu bawić, chociaż przecież była już terminatorką. Jej oczy zabłyszczały mocno, gdy zbliżyła się już na tyle do Igły, żeby móc się z nim przywitać, trąciła go również w bark i oplotła jego ogon swoim.
- Idziesz robić tajemnicze wojownicze rzeczy, do których nie mogę być dopuszczona, czy mogę iść z tobą? - spytała rozbawiona przyglądając się uważnie Igle, jakby chciała sprawdzić, czy jakoś się zmienił przez to, że był już po mianowaniu, czy to jednak nie było jakimś magicznym wydarzeniem, które powodowało, że robiłeś się strasznie stary i dostawałeś jakiś zmarszczek, albo wsadzali ci kijek pod ogon i zamieniałeś się w robotycznego wujka Sokoła. Jak do tej pory nic jednak nie wskazywało na to, żeby Igła nie był już jej Igłą, który kąpał się przez nią Porą Nagich Drzew w Czarnym Ogonie.
- Opowiedz mi, jak to jest być wielkim, dumnym i wspaniałym wojownikiem! - zażądała zaraz z ciepłym uśmiechem, chociaż starała się przedrzeźniać w tej chwili ton Wilka, albo Sokoła, któregoś z tych nadętych kotów, które nie umiały wysławiać się radośnie i wyglądały na straszliwie wręcz poważne. Niemniej jednak jej oczy lśniły wyraźnie, gdy przyglądała się Igle z niekłamaną fascynacją.
//Igła
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Mistrz: Lśniąca Sadzwka Płeć: Kocur Matka: Burzowy Pomruk Ojciec: Drżący Głos Partner: just be friends
Pręgi na jego długiej brązowej sierści są rozproszone i wyraźniej zaznaczone wyłącznie na łapach oraz mordce, przez co wydaje się odrobinę rudawy. Od czoła aż po koniec puchatego ogona ciągnie się szeroka czarna smuga. Upstrzony jest również białymi nierównomiernymi plamami. Jedna z nich znajduje się na mordce - omijając brodę i okolice wibrysów. Kolejna zaczyna się od klatki piersiowej po brzuch, do tego dochodzą także nierównomierne skarpetki - dłuższe z przodu i krótsze z tyłu.
Całkiem przeciętny z postury - niezbyt umięśniony, ani smukły. Jedynie długie łapki świadczą o tym, że wyrośnie na jednego z wyższych Wichrzaków. Dba o to, aby zawsze dobrze się prezentować, nie lubi gdy jakiś kłaczek zbytnio odstaje. Największą jego zmorą są jaśniejsze kosmyki wystające z trójkątnych uszu. Na pyzatej mordce znajduje się ciemno-różowy nosek, a okrągłe oczka są o barwie morskiej zieleni.
Igła obok nieśmiałości to nawet nie stał. Aż dziw bierze, że to wygadane kocię jest synem jąkającego się wojownika. Jest nad wyraz ciekawski i koniecznie musi wiedzieć wszystko. Wszyściuteńko. Od tego kto był danego dnia na patrolu, aż po to kiedy ostatni raz Gwiazda postawiła klocka. Nie poznał jeszcze granicy gdzie zaczynają się tematy, o których nie powinno się mówić głośno i korzysta ze swojego kocięcego przywileju, żeby pleść co mu ślina na język przyniesie. Jeśli ktoś będzie miał nieszczęście paść jego ofiarą, to z pewnością będzie skazany na wysłuchanie całego monologu odnośnie osobistych przeżyć i przemyśleń kocurka. No i nie uniknie także pytań - niektórych z pewnością całkiem niewygodnych. Należy unikać dzielenia się z nim tajemnicami, bo jak nic rozpowie je po klanie niczym papuga.
Iglasty Pazur opuścił obręb obozu, żeby poszukać czegoś, czym mógłby sobie udekorować legowisko. Ostatnio zajrzał do Ciepłych Skałek, licząc że może zostanie tam Rybią Łapę i chociaż terminatora tam nie było, to dostrzegł coś ciekawego. Jedno z posłań wyglądało bardzo specyficznie – mech ułożony był na kilku warstwach, a upstrzone było kwiatami i kolorowymi piórami. Nie miał pojęcia do kogo mogło należeć, ale pozazdrościł takiego estetycznego zmysłu i chciał swoje własne też odrobinę ozdobić.
Przechadzał się niespiesznie, w poszukiwaniu, początkowo nieświadomy o dodatkowym ogonie, który się za nim ciągnął. Dopiero później usłyszał tuptanie, które raczej nie należało do żadnego niebezpiecznego zwierza. Oh, czyżby już miał jakiegoś skrytego fana? No w końcu! Ile można czekać. Zupełnie odrzucił od siebie myśl, że kot znajdujący się za nim jedynie przypadkiem zmierza w podobnym kierunku. Nie, nie, to na pewno ktoś, kto go skrycie podziwia! Ciekawość buro-białego niemal zżerała od środka, ale dalej sprawiał pozory nieświadomego. Czekał na dobrą okazję, żeby się odwrócić i przydybać podglądacza na gorącym uczynku. Nie zdążył przejść ze swoimi planami do realizacji, bo owy rzekomy fan ni stąd ni zowąd podbiegł i złapał go za ogon!
No to była już lekko przesada. Sapnął zaskoczony, gwałtownie obracając głowę. Przez moment nawet dopuszczając do siebie myśl, że dał się nabrać na te podchody i tak naprawdę wyskoczył na niego jaki lis. Ujrzany skrawek rudego futra wcale w tym nie pomagał. Na szczęście wzrok miał całkiem dobry, więc szybko dostrzegł, że napastnik ma zbyt krótka mordkę, żeby być lisem czy nawet psem. No i samo szarpnięcie, jakie poczuł okazało się być niegroźne, choć nieprzyjemne. To była tylko Raczek. Jak tylko doszedł do tego wniosku, nastroszone lekko futro opadło. Igła był odważny głównie na pokaz.
Zerknął z ukosa na rudą, gdy ta wyskoczyła z jakimiś tajemniczymi wojowniczymi rzeczami. Jakby tylko takie istniały! – I po to się tak skradałaś? Nawet jakbym ci powiedział, że masz zostać, to i tak byś poszła – jakby jej nie znał, ha! Racza Łapa była znana ze wspinania się na miejsce przywódczyni podczas ceremonii, więc nic nie stanowiło dla niej przeszkody nie do przeskoczenia. Iglasty Pazur wiedział, że chociaż jest już wojownikiem to nie zyskał jeszcze autorytetu w oczach wielu młodych kotów, tym bardziej u takiej Raczek, która miała raczej całą klanową hierarchię głęboko w nosie. Rozkazywanie innym raczej nie leżało w jego naturze, ale miło byłoby mieć jakiś posłuch. – Haha, całkiem... nudno? – wzruszył barkami, dalej idąc niespiesznym krokiem przed siebie, mając u boku córkę Malinowej Gwiazdy. Nie trudno było zauważyć, że strasznie wystrzeliła w górę, więc już teraz była wzrostem zbliżona do Iglastego Pazura. Czy ona tez miała zamiar go przerosnąć jak Dynia? Może rude futro gwarantowało jakiś bonus do wielkości. – Nikt ci się już tak nie patrzy na łapy, czy się już wypełniło wszystkie obowiązki. I czy przypadkiem nie wsuniesz jakieś małej myszki na podwieczorek, zanim zaniesiesz coś starszyźnie – Iglasty Pazur miał pod tym względem więcej luzu niż inni terminatorzy. Lśniąca Sadzawka miała sporo obowiązków, żeby sprawdzać czy faktycznie jej podopieczny robi wszystko jak Gwiezdny Klan nakazuje. Nie zaniedbywał wyznaczonych mu zadań, bo zależało mu na robieniu dobrego wrażenia, ale zdarzyło mu się z dwa, trzy razy zapomnieć wymienić mchu, gdy nadeszła jego kolej, a także zjeść posiłek wcześniej niż powinien. Żadna wielka sprawa, ale wiedział, że niektórzy mogliby to niepotrzebnie rozdmuchać. – Liczyłem na coś więcej. Jakieś pokłony w moją stronę i zwracanie się do mnie o najjaśniejszy Iglasty Pazurze! – dodał żartobliwie, kpiąc sobie z tych co ledwo zyskują nowe imię i myślą, że teraz każdy powinien im lizać stopy, heh.
I willletyou_d o w n I willm a k eyouhurt
I_w e a r_thiscrownof thorns upon my_l i a r' s_c h a i r full of brokenthoughts I_c a n n o t_repair
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- Bo wtedy nie byłoby zabawy, Igła! No weź! - powiedziała zaraz, kiedy tylko się do niej odezwał i zaczęła się głośno śmiać. Jej oczy błyszczały radośnie, cała była niczym naelektryzowana wspaniałymi, ciepłymi emocjami, nie mogła wyraźnie usiedzieć w miejscu, była zaciekawiona wszystkim, co się dookoła niej działo. Była również zaciekawiona tym, co robi jej przyjaciel i chciała posłuchać tego, co u niego, co może jej opowiedzieć, dodatkowo teraz był już wojownikiem i z całą pewnością nabierał doświadczenia na polach, których ona niestety nie znała. Na dokładkę Igła był ledwie nieznacznie od niej starszy, a już zakończył swój trening i mógł iść na przód, więc być może jakaś tam część Raczka mu zazdrościła, ale nie w jakiś zły sposób. Nie była w końcu zawistna, tego nie dało się o niej na pewno powiedzieć, ona po prostu była podekscytowana faktem, że jej przyjaciel jest wojownikiem, że pewnie doświadcza czegoś, czego ona nie mogła, wyobrażała sobie, że za tym mianowaniem kryją się jakieś niesamowite tajemnice, których ona nie mogła jeszcze poznać, bo nie przerobiła wszystkiego na treningu z Zawilec. Co prawda wojowniczka nie była dla niej zbyt delikatna i wystawiła ją po prostu na bitwę z krukiem, ale nie zamierzała się tym przejmować, skoro tylko dodawała jakieś kolejne cegiełki do swoich umiejętności. Nie pytała jednak innych terminatorów, czy też mieli takie wątpliwe przyjemności.
- No nie mów! - rzuciła na to patrząc na niego z niedowierzaniem i oplatając jego ogon swoim własnym niczym jakiś bluszcz. Niemalże potknęła się idąc u jego boku, bo zagapiła się na niego przyjmując minę co najmniej zdziwioną, nawet nieznacznie rozchyliła pyszczek. Nie chciało jej się wierzyć w to, że bycie wojownikiem może być w jakiś sposób nudne, to było wręcz nieprawdopodobne, gdyby się tak nad tym zastanowiła na spokojnie. - I tyle? No weź się nie zgrywaj, na pewno masz jakieś super rzeczy do roboty, tylko nie chcesz mi o tym powiedzieć, bo to jakaś wielka tajemnica wojowników - powiedziała szturchając go lekko barkiem i posyłając mu dość znaczące spojrzenie, później zaś zaczęła się dźwięcznie śmiać, gdy przyjaciel wypowiedział kolejną propozycję. Odsunęła się od niego zwinnie, podbiegła nieco do przodu i pokłoniła mu się z wielkim przejęciem, a na pewno z niesamowitą wręcz przesadą, co nie było niczym dziwnym, skoro Raczek obecnie strasznie się zgrywała. Pewnie tak samo jak Igła, w końcu żadne z nich nigdy nie było jakoś przesadnie poważne, co do tego nie było najmniejszych nawet wątpliwości.
- O najjaśniejszy Iglasty Pazurze, najwspanialszy z wojowników, racz obdarzyć mnie swą niepojętą wiedzą! - rzuciła niemalże dusząc się ze śmiechu, a następnie spojrzała w oczy przyjaciela marszcząc z rozbawienia nos. Ta zabawa wielce jej się podobała i podejrzewała, że Igła zareaguje podobnie, bo swoiste droczenie się było całkiem przyjemne. Ciekawa była, czy pamiętał o obietnicy jej i Kijanki, że sprawdzą na nim, czy koty pływają. A tak się składało, że byli całkiem blisko rzeki!
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Mistrz: Lśniąca Sadzwka Płeć: Kocur Matka: Burzowy Pomruk Ojciec: Drżący Głos Partner: just be friends
Pręgi na jego długiej brązowej sierści są rozproszone i wyraźniej zaznaczone wyłącznie na łapach oraz mordce, przez co wydaje się odrobinę rudawy. Od czoła aż po koniec puchatego ogona ciągnie się szeroka czarna smuga. Upstrzony jest również białymi nierównomiernymi plamami. Jedna z nich znajduje się na mordce - omijając brodę i okolice wibrysów. Kolejna zaczyna się od klatki piersiowej po brzuch, do tego dochodzą także nierównomierne skarpetki - dłuższe z przodu i krótsze z tyłu.
Całkiem przeciętny z postury - niezbyt umięśniony, ani smukły. Jedynie długie łapki świadczą o tym, że wyrośnie na jednego z wyższych Wichrzaków. Dba o to, aby zawsze dobrze się prezentować, nie lubi gdy jakiś kłaczek zbytnio odstaje. Największą jego zmorą są jaśniejsze kosmyki wystające z trójkątnych uszu. Na pyzatej mordce znajduje się ciemno-różowy nosek, a okrągłe oczka są o barwie morskiej zieleni.
Igła obok nieśmiałości to nawet nie stał. Aż dziw bierze, że to wygadane kocię jest synem jąkającego się wojownika. Jest nad wyraz ciekawski i koniecznie musi wiedzieć wszystko. Wszyściuteńko. Od tego kto był danego dnia na patrolu, aż po to kiedy ostatni raz Gwiazda postawiła klocka. Nie poznał jeszcze granicy gdzie zaczynają się tematy, o których nie powinno się mówić głośno i korzysta ze swojego kocięcego przywileju, żeby pleść co mu ślina na język przyniesie. Jeśli ktoś będzie miał nieszczęście paść jego ofiarą, to z pewnością będzie skazany na wysłuchanie całego monologu odnośnie osobistych przeżyć i przemyśleń kocurka. No i nie uniknie także pytań - niektórych z pewnością całkiem niewygodnych. Należy unikać dzielenia się z nim tajemnicami, bo jak nic rozpowie je po klanie niczym papuga.
Wąsy Igły zadrgały w rozbawieniu. A pewnie, że nie byłoby zabawy, gdyby się było takim nudziarzem co zawsze robi to, co trzeba i chodzi niczym w zegarku. Młody wojownik wolał jednak jedynie delikatnie naginać zasady, niż je nierozmyślnie łamać. W ten sposób żył w zgodzie ze swoją naturą, a też nie narażał się. – Mmm... Może – rzucił zdawkowo, błyskając zadziornie kiełkami. Skoro tak domagała się istnienia sekretnych wojownikowych rzeczy, to... w sumie... nie wiedział co. Czuł się trochę przyparty do muru. Nie chciał rozczarować rudej, bo wyraźnie ekscytowała ją myśl o istnieniu czegoś tajemniczego, co rozpoczynało się dopiero, gdy skończyło się być Łapą. Niestety rzeczywistość była o wiele bardziej szara i nudna. Postanowił grać na zwłokę. Liczył, że jakiś pomysł wpadnie mu do głowy w międzyczasie, a na razie po prostu trochę się podroczy.
– Wiesz, to tajemnica. Nie mogę sobie ot, tak rozpowiadać takich rzeczy – prześmiewczo udał urażony ton, że taka propozycja w ogóle padła. No kto to widział! Nagabywać kogoś innego do łamania zasad... Nieładnie, nieładnie. Chyba trzeba na kogoś naskarżyć, ha. – Ale... nie mogę też zabronić ci zgadywać – ściszył głos do konspiracyjnego szeptu, po czym puścił jej oczko, podając rozwiązanie obejścia nieistniejącej klauzuli poufności. Odszedł kilka kroków do przodu, zbliżając się do kępki rosnących przy brzegu mięt. Niepozorne, liche kwiatki ziela nie wyglądały wystarczająco ciekawie, aby mogły stanowić ozdobę. Sama roślina jednak pachniała przyjemnie, orzeźwiająco i na pewno nada się jako aromatyczny dodatek do ozdobienia legowiska. Kocur zerwał kilka gałązek i ułożył je na kupkę, zerkając przelotnie na Raczą Łapę. Ciekawe, co jej wyobraźnia podpowie.
I willletyou_d o w n I willm a k eyouhurt
I_w e a r_thiscrownof thorns upon my_l i a r' s_c h a i r full of brokenthoughts I_c a n n o t_repair