odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Orion robi krok w tył, Jaśniejący Płomień postępuje o krok do przodu. Skłamałby mówiąc, że po walce z pelikanem ma się wybornie i jego marzeniem jest walczyć dalej, ale też nie zamierza traktować przejścia do rękoczynów jako ostateczność. Tu już nie chodzi tylko o jakieś osobiste porachunki, samotnik wtargnął na tereny klanu i żadne wichrowe znajomości nie są tu kartą przetargową. Dziś potraktuje go pobłażliwie na Podmokłym Brzegu, jutro zobaczy go w wejściu do obozu. Nie ma głupich, nie z nim takie numery.
- Tak - odpowiada z naciskiem, ciskając piorunami z oczu. - Odwrócić wzrok i pójść dalej sprawdziłoby się całkiem nieźle. Powtarzam grzecznie - wynoś się, chyba że szukasz problemów.
Wysuwa pazury, jedną z przednich łap unosi do góry, gotów w razie odpowiedzi twierdzącej te problemy mu zapewnić. Myśli sobie taki, że trójka wojowników potrzebuje jego pomocy przy zabiciu jednego, durnego ptaka. Dobre sobie. Może jeszcze uważa, że powinien mu być wdzięczny za to heroiczne wkroczenie do akcji? Jeśli ktoś tu ryzykował życie, to sam Orion. Niekompetentny lekkoduch.
I jeszcze rzeczywiście udało mu się naruszyć pelikana. Co za niefortunny przejaw fartu.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
No proszę, akurat gdy próbował być uprzejmy i nie zmniejszać pierwotnego dystansu to ktoś uparł się, że nie doceni jego intencji. No świetnie, wybitnie, Orion o niczym innym nie marzył przecież. I może stwierdzenie to nie byłoby tak grubo opanierowane sarkazmem, gdyby tylko nie dość wyraźna groźba przemocy w powietrzu. Istniały drogi, z których nie było odwrotu i mimo że do jasnowidza było mu daleko, przypuszczał, że walka nad zwłokami pelikana była jedną z nich. Nie dlatego, że była ślepym zaułkiem kończącym się przedwczesną śmiercią pointa – był pewny swoich umiejętności, a ptaszysko nie zdążyło ograbić go z całej energii – a raczej ślepym zaułkiem dla znajomości z Jaśniejącym. Starczyło, że dzisiaj przekroczył granice klanu, jeśli przekroczyłby również granice cierpliwości burego z relacji zostałyby smętne zgliszcza. Nie był Bobem Budowniczym by na gruzowisku zbudować coś zjawiskowego, podczas gdy jego Marta, zamiast współpracować, rzucała w niego cegłami.
– Jasne. A wy oberwalibyście mocniej niż to niezbędne, super, nie ma co. – zauważył beznamiętnie. Pamiętał jak kończyły się starcia z łabędzimi dziobami i sobie nie życzył by ich jeszcze gorsza wersja urwała drogie mu uszko (a mając w pamięci szylkretkę – pelikany w nich gustowały). Prawdopodobnie drogie mu uszko właśnie przeżywało, że point uznał za stosowne je chronić, bo same nie da rady.
Albo po prostu rzeczywiście było tak zapatrzone w zasadę nieprzekraczania granic, kto wie.
– Dobra, wyluzuj, już sobie stąd idę. – zapewnił, pozwalając by napięcie opuściło jasne barki. I liczył na to, że tyle starczy by Jaśniejący schował pazury. Wyminął go i przeskoczył nad pelikanem. – Tylko pozwól, że wezmę kilka lotek na pamiątkę, co? – w przypadku braku jawnego sprzeciwu wyrwał z cztery najdłuższe pióra ze skrzydła, a jeśli Wichrzak i tego zamierzał mu odmówić to przeszedł od razu do kolejnej sprawy. – Pozdrów ode mnie Jodłę i powiedz by przyszła pogadać jak już poczuje się lepiej, tyle chyba możesz dla mnie zrobić, co?
Szczerze mówiąc? Nie zdziwiłby się odpowiedzią przeczącą, ale i tak na nią zamierzał poczekać przed ostatecznym wymarszem na swoją część bagna.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
- Nie twój interes - prawie wchodzi mu w słowo, wyraźnie ucinając dyskusję, a przy okazji rezygnując z ostrzegawczo uniesionej łapy na rzecz kolejnego kroku w przód. Jeszcze będzie się tłumaczył intruzowi, aha. Wykluczone. Tyle dobrego, że Orion nie widział Korzenia i Brzozowej Łapy w akcji, wtedy dopiero nasłuchałby się kąśliwych uwag. A on równie kąśliwie dopadłby do tej jego łabędziej szyjki. Kłopotliwa sytuacja dla ich obu; Jaśniejący Płomień ma już jedno truchło do zakopania, niestety świeży ból w grzbiecie jakoś nie inspiruje do obudzenia w sobie pasji grabarskiej.
Sprawa dzieciarni na bok, trójka wojowników nie potrzebuje pomocy obcego typa, koniec, kropka. Tu nie ma pola do polemiki, co za tym idzie, syn Czerwonego Pazura wylewny być nie zamierza. Byle odprowadzić zbłąkaną owieczkę na granicę, załatwić co trzeba i wrócić do obozu. Do Korzenia i do Czubatki, a zwłaszcza tego pierwszego. Wspomnienie wystającej z łapy kości przyprawia Płomienia o mdłości. Niech tylko Lśniąca Sadzawka spróbuje położyć na nim swoje łapska. Teraz, gdy nie ma Huby, medyczka ma większe pole do popisu.
A siostrzeniec już sobie u niej nagrabił.
Nie daje się udobruchać nieświadczącą o bojowych zamiarach postawą. Nie pozwala się wyminąć, machinalnie stając Orionowi na drodze. Myślami jest coraz mniej tutaj, a im dalej się znajduje, tym intensywniejsze nadchodzą kolejne wymachy burego ogona. Pamiątek mu się zachciało? Proszę bardzo, jedno słowo i on zagwarantuje mu taką pamiątkę, że na pewno ten dzień na długo zostanie w jego pamięci.
- Teren prywatny, mówi ci to coś? - syczy z uszami przyklejonymi do czaszki. - Zmykaj, ostatni raz mówię.
Ostatnie pytanie spotyka się z wymowną ciszą. Czas na pogawędki się skończył.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Tymczasem Orion by polemizował. To jak najbardziej był jego interes, a z listy powodów o tym świadczących spokojnie by można zrobić taśmę ostrzegawczą rozciągającą się wzdłuż Wichrowych granic z Terenami Niczyimi. Chociażby – na honorowym pierwszym miejscu – bo kurde, bądźmy racjonalni. Jakby szylkretce towarzyszyły dwa zupełnie obce koty to faktycznie, wydarzenia po drugiej stronie granicy obchodziłyby go tyle co zeszłoroczny śnieg. Cały problem jednak leżał w tym, że oriental nie trafił na uroczy obrazek narażających się obcych jednostek.
Tylko ktoś tu chyba za mocno przywalił w głowę skoro mózg mu nie był w stanie połączyć najprostszych informacji, podsuwanych prosto pod nos. A jak już o nosach mowa – Jaśniejący zrobił kolejny krok w przód, znajdując się na tyle blisko, by z tyłu głowy cynamona pojawiła się pewna myśl. Co by się stało gdyby polizał ten gniewnie zmarszczony nosek, co? Wiadomo, że rdzawy by stracił te resztki cierpliwości, rzucił na niego z chęcią mordu, bla bla bla, to było oczywiste. To co wzbudzało zainteresowanie to potencjalna, jednosekundowa reakcja przed rozpętaniem piekła.
Więc musiał się wymknąć z tej sytuacji nim ciekawość weźmie górę. Prosty wniosek.
Buras ogólnie był jakiś nie w sosie (zupełnie niezrozumiałe), więc gdy już samotnik pogodził się, że spotkał się dzisiaj ze ścianą, jedyne co pozostało to wyjaśnić tej ścianie, że trochę stoi mu na drodze do wyjścia, o którym ciągle mówi. Z naciskiem na trochę, by nie wnikać w konkretne położenie wszystkich elementów na mapie. W każdym razie, z jaką reakcją ściany by się nie spotkał, ruszył w stronę granicy.
Gdy znalazł się w bezpiecznej odległości, dającej wystarczającą przewagę na wypadek morderczej pogoni, pozwolił sobie nie kierować się już rozsądkiem.
– Jak będziesz się tak krzywić to ci się zmarszczki porobią. Następnym razem starczy zwykłe dzięki za pomoc, ale teraz żegnam i jakiś całus choćby w czoło. To lepiej działa. – uśmiechnął się słodko i odwrócił się by szybkim truchtem ruszyć w swoją stronę. Nie żeby się bał, że ta przewaga na guzik się zda, po prostu już była na niego pora.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Swoim odejściem Orion wyświadcza im obu wielką przysługę, a Jaśniejącemu Płomieniowi - nawet podwójną. Głównie ze względu na skutki starcia z pelikanem, rzecz jasna, i wiążącej się z nimi chęci jak najszybszego powrotu do obozu, gdzie czeka pokiereszowany Korzeń. Drugą nie mniej istotną kwestią jest rosnąca żądza mordu w żyłach Wichrzaka, który z każdą upływającą sekundą coraz silniej odcina się od jakiejkolwiek odpowiedzialności, od rozsądku, i którego hamulce słabną z zatrważającą prędkością. Sporo się w nim kotłuje i to coś szuka ujścia, a dokładający oliwy do ognia samotnik byłby idealnym workiem treningowym. Wręcz zbyt perfekcyjnym, by przebodźcowany Płomień potrafił powstrzymywać się w nieskończoność. Gdzieś po drodze zgubił tę pewność, że w ogóle chce się powstrzymywać.
Dlatego dobrze, że ten sobie idzie. Bury ma ważniejsze rzeczy na głowie i ostatnie czego potrzebuje to dodatkowe komplikacje. Nawet jeśli część niego ma ochotę zareagować siłowo na pożegnalne słowa kocura, nawet jeśli pewna część żałuje braku reakcji już wcześniej.
- Udław się - warczy za nim. I nie czeka, aż smukła sylwetka zniknie mu z oczu, nijak nie upewnia się, że Orion nie ukrył się za pierwszym lepszym krzakiem, by po przeczekaniu ujawnić się i zabrać kilka pelikanich piórek; gwałtownie odwraca się w przeciwną stronę, gdzie z przesadną werwą zabiera się za kopanie dołu. Musi pozbyć się ciała przed powrotem do obozu. W przeciwnym razie kto wie, czy następnym razem patrolujące Podmokły Brzeg koty będą miały tyle szczęścia.
z.t.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Wygodne życie poza terenami Wichru jakoś tak pochłaniało dużo mniej żyć niewinnych zwierzątek. Szczególnie, że oriental nigdy nie jadł zbyt wiele. Teraz, gdy przy każdym wyjściu na polowanie towarzyszyła mu z tyłu głowy myśl o wyżywieniu całego klanu, tego mordowania wychodziło już całkiem sporo. A patrząc na to, że co jakiś czas na stosie dało się znaleźć psujące się już szczątki to ktokolwiek bardziej zainteresowany ekologią pewnie by prędko doszedł do wniosku, że chyba jednak klanowe koty zabijały więcej niż potrzebowały. Na szczęście Orion miał ciekawsze tematy do rozważenia niż negatywny wpływ leśnych dzikusów na lokalne środowisko oraz swój udział w tym wszystkim.
I potrzebował po prostu wyjść z obozu, z którego już wysypywały się larwy... znaczy się słodkie, puchate kociątka. I do tej tragedii przyczyniła się już nie tylko nieudana kopia rdzawego, ale też czarno-biała ziomeczka orientala, która go tolerowała chyba jedynie na polowaniach. A no i oczywiście Zając faktycznie dopiął swego z tymi poważnymi planami, więc ciężko było ustawić te mioty na podium rozczarowania. Ale na rozważenie tego zagadnienia będzie miał jeszcze dużo czasu, gdy będzie tropił zwierzynę, prawda? A jak już o tym mowa to powoli zaczynał już wytężać zmysły za miłymi piszczkami.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Na sam początek zaczęło się skromnie. W czasie kiedy Azaliowa Łapa uciekał jak najdalej od małych wichrowych larw to udało mu się natknąć na jakąś zwierzynę, jednak można ją było raczej zaliczyć do tych drobnych. Ryjówka pałętała się gdzieś niedaleko, nie wiadomo po co, nie wiadomo na co, choć można było się domyślić. Miło, ale nie za miło.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Umówmy się – ryjówki były paskudne. Ani ładne, ani smaczne. Ale były niewielkie, więc istniała możliwość, że podejdą tym smrodom z kociarni. Którymkolwiek, byle nie Zajęczym, on niech spada na drzewo ze swoimi poważnymi planami i sam poluje, jego sympatia była warta mniej niż zeszłoroczny śnieg. Wracając – skoro ryjówka znalazła się na drodze orientala, mógł zrobić ten dobry uczynek (i wcale nie chodziło o ukrócenie życia małej paskudy). Przybrał pozycję łowiecką, przeniósł ciężar na tylne łapy jak przy większości piszczek i ruszył lekkim krokiem w stronę stworzonka. Chciał w jednym susie przyszpilić je do ziemi i ubić bez zbędnych gonitw.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Frustracja Azaliowej Łapy chyba została przez niego wykorzystana w miarę dobrze, bo ryjówka nie spodziewała się w ogóle ataku z jakiejkolwiek strony, więc szybko znalazła się w pazurach cynamonowego pointa. Faktycznie ubił ją bez zbędnych gonitw.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Gdy już miał martwą ryjówkę przed swoimi łapami, dotarł do niego problem, którego wcześniej nie brał pod uwagę. Otóż, jeśli miała być prezencikiem dla maluchów to wypadałoby też osobiście zanieść piszczkę. A do kociarni zaglądać nie chciał, nie w momencie gdy pękała w szwach. Westchnął cicho i ukrył zdobycz między korzeniami pobliskiego krzewu, przylizał zwichrzone kłaczki i ruszył dalej, wypatrując kolejnych oznak życia w okolicy.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Tym razem jednak Azaliowa Łapa zobaczył coś innego niż standardową zwierzynę łowną. Tym razem przed jego oczami pojawiła się w niedalekiej odległości węsząca kuna. Czegoś szukała i przylazła na tereny Klanu Wichru, nie zwracając uwagi na cynamonowego pointa, zajęta jakże ważnym zadaniem… jakiekolwiek sobie tam postawiła w tym momencie.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Poważny kot widząc kunę pomyślałby, że pozbędzie się zagrożenia nim wpadnie na nią ktoś z młodszego pokolenia, dla kogo mogłaby stanowić poważne zagrożenie. Orion w żadnym wypadku nie był poważnym kotem, więc widząc długie ciałko pośród traw pomyślał w pierwszej kolejności o zrobieniu sobie z niego szalika. Czy to był realny plan? Niekoniecznie, a wręcz raczej nie, ale mimo wszystko przyjął pozycję łowiecką i ruszył ostrożnie pod wiatr. Chciał zakraść się niespostrzeżenie do drapieżnika i dopaść w jednym susie by chwycić go zębami za kark... jak każdą piszczkę w sumie.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Azaliowa Łapa miał szczęście w tym wypadku albo po prostu był niebywale zdolny. Nie dość że kuna go nie zauważyła w ogóle to jeszcze w czasie skradania się kocura w ogóle nie ogarnęła, że nie jest już sama w okolicy, przynajmniej dopóki nie było już zbyt późno na odpowiednio szybką reakcję. Cynamonowy point doskoczył do zaskoczonego przeciwnika, który zaczął się szarpać w desperackiej próbie wydostania się. Udało mu się to, ale przy tym zostawił w pysku byłego samotnika całkiem spory fragment skóry ze swojego karku. Ałcz.
zakradanie się >>> parzyste - udane, nieparzyste - nieudane
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
No i masz ci los. Oto właśnie trzymał w pysku płat skóry zerwanej z kuny, która miała być ozdobą do noszenia. I na co jej było się tak szarpać? Przecież nie zamierzał jej puścić z życiem, nawet jeśli podeptała jego plany i marzenia na ciepły szal. Albo szczególnie w takim wypadku, zależy z jakiej perspektywy spojrzeć. Wypluł bezużyteczną kępkę z pyska i zamachnął się pazurami na pysk kuny, licząc na to, że uda się ją sprawnie pozbawić życia.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
No i tak jak sobie uwidział tak zrobił. Kuna nawet nie zdążyła się porządnie odwrócić a dostała w pysk z pazurów Azaliowej Łapy i padła od razu na ziemię. Biedne zwierzątko nawet nie zdążyło cynamonowego pointa drasnąć. Co za peszek dla tej kuny. Szczęście dla cynamona.
spadek statystyk o ¼ z powodu utraty połowy HP
od następnej tury spadek statystyk o połowę z powodu utraty ¾ HP
rana 2. stopnia: zerwany płat skóry z karku (krwawi; w pierwszej turze 3HP, w kolejnych po 2HP do końca walki)
rana 1. stopnia: zadrapanie na pysku (od następnej tury krwawi po 1 HP do końca walki) OMDLENIE ŚMIERĆ
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)