Przeciętnej budowy i wzrostu, czarna z białymi plamami na końcach łap, piersi, gardle i pyszczku. Czarny nosek, oczy oliwkowe.
Nie wyróżniająca się niczym kotka. Nieśmiała, otwiera się dopiero po poznaniu drugiego kota. Dostosowuje do rozmówcy, stara się zawsze wypaść jak najlepiej w oczach innych. People pleaser.
- Oh… Więc co to w ogóle jest? - dopytała. Bo może by jej się udało coś wykombinować, jeśli by wiedziała gdzie znaleźć takie… przeźroczyste i głośne coś. Nie wyglądało to na kamień. Roślinę tym bardziej. Hm. A co do zastosowań, to łapanie wody deszczwej brzmiało jeszcze wygodniej niż taszczenie jej z rzeki. Mądra rozmówczyni jej się trafiła. - O… Czemu jeszcze nikt czegoś takiego nie zrobił?? Picie wody z mchu jako kociak nie było aż tak wygodne - przyznała, bo to przecież głupota. Mieli aż tyle różnych ciekawych rzeczy od dwunożnych, które były uważane za śmieci, ale przecież mogły mieć praktyczne zastosowanie!! A skoro o śmiechach, znowu sobie przypomniała, że wypadałoby pomóc. Mrówka sobie dobrze radziła z kopaniem, więc nie chciała jej przeszkadzać. Po prostu wzięła do pyska kolejny zniszczony przez czas i wodę kawał plastiku i zaniosła go na stos.
- Ooo… Pewnie to przez to że nie wyglądamy podobnie do siebie - parsknęła cicho, podchodząc do kolejnego, tym razem już zaplątanego w gałęzie śmiecia. Jaskier może poszła wyglądem po jednej mamie, ale wciąż mała dość mało białych plamek. Warchlak z drugiej strony miała ich jeszcze mniej, kształtem też odstawała… Więc nie dziwne, że Mrówce zajęło to aż tyle czasu.
- Oh, świt! Tęsknię za nią… Była trochę jak trzecia matka dla mnie, gdy byłam mała - wyrzuciła, jednak co dalej powiedzieć… nie do końca wiedziała. Mama i drugi rodzic Mrówki odeszli. Nie znała reszty swojego rodzeństwa. Oj… Ale przynajmniej również, nie wydawała się jakoś bardzo przygnębiona przez to wszystko. - Pewnie poszli poszukać kogoś kto zaginął… To ponoć często się zdarza. Często też zaginieni wracają do klanu, więc mam nadzieję że wrócą. Może nawet z Żmiją - spróbowała coś… powidzieć. Nie chciała wyjść na jakąś nadmiernie współczującą, ale też no, wypadało się odezwać.
nowlistenc l o s e youowe meearsfor droppingeaves f o r g e txi txa l l youcaught mein a momentweak andsometimesI justcan't helpmyself sometimesI can't helpmyselfat all are wealliesorenemies?xxxxx xxxxxthis will bethe deathof me
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
- A, to co przyniosłaś? Butelka. Czasami mają inne kolory, albo są bardzo twarde, ale wszystkie służą Dwunogom do tego samego. - No dobra, z niektórych nie widziała jak pili, ale w środku dalej chlupotała woda, więc. - Nie wiem czemu. Może nikt nigdy wcześniej nie przekonał innych kotów że to dobry pomysł. - W końcu nie mogła być pierwszym samotnikiem przyjętym do klanu, ktoś przed nią na pewno już wiedział co to jest miska. Możliwe że władza po prostu nie zgodziła się na ludzkie śmieci w obozie. Ostatecznie niektóre koty krzywo patrzyły na wszystko związane z Dwunogami.
- Ja też. - Przyznała i szarpnęła plastik jeszcze raz, zapierając się łapami o rachityczne kępki trawy rosnące na brzegu. Tym razem ziemia puściła i skrzynka powoli zaczęła się poruszać. - Umalowała mnie pięknie na ceremonię i dała się schować w swoim ogonie i w ogóle... Nawet dała mi piórka. Może kiedyś wszyscy wrócą. - Przyznała Jaskier rację, ale sama już nie chciała w to wierzyć. Ile księżycy minęło, trzy? Więcej? Co w ogóle miałaby im powiedzieć gdyby wrócili? Potrząsnęła głową i wróciła do podkopywania plastiku. Miała się cieszyć pogodą i szukać ciekawych śmieci a nie zamartwiać przez kolejny dzień.
- Mmm. Kto jest twoim mistrzem tak w ogóle? Mianowano was szybciej niż mnie, ominęłam tę ceremonię. - Zmieniła temat na jakiś bardziej neutralny, a przynajmniej taką miała nadzieję. W razie czego zawsze mogły wrócić do butelek.
Przeciętnej budowy i wzrostu, czarna z białymi plamami na końcach łap, piersi, gardle i pyszczku. Czarny nosek, oczy oliwkowe.
Nie wyróżniająca się niczym kotka. Nieśmiała, otwiera się dopiero po poznaniu drugiego kota. Dostosowuje do rozmówcy, stara się zawsze wypaść jak najlepiej w oczach innych. People pleaser.
Butelka… Czyli to coś nawet miało nazwę. - A te butelki gdzieś rosną czy… Skąd dwunożni je mają - dopytywała dalej. Zaczynała czuć, że wchodzi w coraz bardziej skomplikowane tematy. A coraz dziwniejsze było ile Mrówka wiedziała. A może to niewiedza Jaskier była dziwna? Gwiezdni, zaczyła już sama w siebie wątpić.
- Mnie też udekorowała. Miałam skrzydełka z piór i sporo kwiatów w futrze… - Szybkim krokiem ruszyła po kolejny kawał plastiku. Aż poczuła ciepło na polikach ze wstydu. Na przyszłość wolałaby raczej zwykłe… Powlepianie parę kwiatków, na głowie i grzbiecie. Wtedy zdecydowanie obie kotki poniosła fantazja. - Gorzej było z odczepieniem tego wszystkiego… Użyłyśmy żywicy i um. To się dobrze nie łączy z futrem - parsknęła cicho na samo wspomnienie. Ta ceremonia ogólnie była porażką, Gwiezdni. Pociągnęła za kawałek plastiku, podobny do tego co chwilą pacała łapą Mrówka, jednak skubany był zaplątany o kawał drewna.
Czekaj… Mrówka była mianowana na terminatora później? W takim razie czemu nie kojarzyła jej z kociarni? Przecież była starsza od Jaskier… Nagle w głwie czarno-białej kropki zostały połączone. Wiedza o dwunożnych… Nieznana rodzina… Musiała pochodzić z zewnątrz, ooooh. Dobra teraz dopiero Jaskier zrobiło się głupio. Ale Mrówka chyba nie zaczaiła, że jej rozmówczyni o tym nie wiedziała, więc zawstydzona postanowiła nie dzielić się swoim odkryciem. - Sosnowy Szmer. Jest świetną mistrzynią… Znaczy, um, może nie świetną, ale na pewno miłą. Nie uczy źle, tylko… Gwiezdni nawet nie wiem jak to nazwać, mogłaby… uczyć trochę inaczej, ale poza tym to no, bardzo ją lubię. A twoim kto był? - pociągnęła mocniej, rozrywając ów plastik i upadając na tyłek. Au… Czekajcie sekundę, przecież mógł je uczyć ten sam kot… O rety.
nowlistenc l o s e youowe meearsfor droppingeaves f o r g e txi txa l l youcaught mein a momentweak andsometimesI justcan't helpmyself sometimesI can't helpmyselfat all are wealliesorenemies?xxxxx xxxxxthis will bethe deathof me
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Zadowolona z podkopu pod skrzynką, Szlak wstała, chwyciła jej krawędź w zęby jeszcze raz i szarpnęła mocno. Za mocno, bo skrzynka odpuściła łatwiej niż się tego spodziewała (albo, obie spodziewały), a szylkretka musiała zrobić trzy kroki w tył żeby nie wylądować na tyłku w błotnistej ziemi i Gwiezdni wiedzą czym jeszcze. Ale utrzymała równowagę! I, zadowolona z siebie, odłożyła swój plastikowy łup na rosnącą hałdę ludzkich śmieci.
- A tego to nie wiem. - Wzruszyła ramionami, wracając do tematu butelek. - Zawsze je mieli już albo skądś przynosili, ale skąd je biorą to nie mam pojęcia. Może to faktycznie gdzieś rośnie. - Spojrzała krytycznie na butelkę. Na drzewie? W ziemi? Hm, może jednak na drzewie jak jabłka. A ta wydłużona część to taki butelkowy ogonek.
- O, to pióra i kwiaty to pewnie jej specjalność! - Zaoferowała, a potem parsknęła na opowieść o żywicy. - O matko, dobrze że masz raczej krótkie futerko. Wyobrażasz sobie odklejanie żywicy z jej futra?
Jaskier znalazła sobie nowy kawałek plastiku więc Szlak zajęła się zbieraniem tych najmniejszych siatek foliowych które leżały tu i ówdzie. Tych, które oryginalnie miały w sobie cienkie białe błonki którymi bawiła się jako kocię, bo fajnie się darły, a teraz tylko zalegały na brzegu, wyrzucone przez rzekę.
- Inaczej? - Uniosła kącik pyska, słysząc skomplikowaną ocenę Sosnowego Szmeru. Przynajmniej została oceniona jako miła; więc to co słyszała o niej wcześniej miało coś wspólnego z prawdą i nie miała co martwić się o Lisa. Chwyciła kolejną małą siateczkę i dorzuciła na stos. - Oh! Moim był O- Wędrujące Światła. - Profesjonalnie, wręcz biznesowo. Bez żadnych większych emocji. Jak wszyscy zawsze mówią o swoim mistrzu, oczywiście. - Też nie mam zastrzeżeń do jego treningu. - Gdziekolwiek teraz jest, powinien być jej wdzięczny za tę opinię, bo prawdopodobnie była jedną z niewielu pozytywnych. Nie żeby go interesowała, ewidentnie.
Przeciętnej budowy i wzrostu, czarna z białymi plamami na końcach łap, piersi, gardle i pyszczku. Czarny nosek, oczy oliwkowe.
Nie wyróżniająca się niczym kotka. Nieśmiała, otwiera się dopiero po poznaniu drugiego kota. Dostosowuje do rozmówcy, stara się zawsze wypaść jak najlepiej w oczach innych. People pleaser.
Aż zamarła w miejscu widząc jak Mrówka traci równowagę. W głowie Jaskier pojawiła się wizja jak nowa znajoma upada. I uderza grzbietem o kamień. Albo głową. Odruchowo zerwała się i wykonała prędi krok w jej stronę, ale… Okazało się, że niepotrzebnie. Odetchnęła więc z ulgą i wróciła do swoich śmieci, udając że wcale nic nie zauważyła.
- Sporo tego jest… Więc nie może być to jakaś rzadka roślina, nie? - wyprawa w poszukiwaniu butelkowego drzewa. To dopiero brzmiało jak opowieść dla kociaków! Ale taka zabawna. Gdyby Jaskier się nie obawiała aż tak wychylać pysk poza klanowe granice może nawet by się skusiła.
- Oh, nie chcę sobie nawet tego wyobrażać… Auć - dorzuciła rozbawiona, ale wbrew swoim słowom wyobraziła sobie. Nie była to przyjemna wizja.
- Jest trochę… Za bardzo zaangażowana? Wiesz, czasem nie ma się sił na trening, jest się zmęczonym… A mam wrażenie, że Sosna je ciągle ma. I też wolałabym jakby tłumaczyła dokładnie, ze szczegółami… A często muszę się dopytywać. Ale to pewnie tylko takie moje… Narzekanie. Poza tym jest naprawdę super i no… Nie mów jej, że tak mówiłam proszę. Nie chce by było jej przykro - może powinna się hm. Czasem zamknąć? I udać, że wszystko jest elegancko, zamiast czepiać się pierdół. Eugh. Sfrustrowana na samą siebie odłożyła kawałek plastiku na kupkę. Pozostało jakoś resztę odplątać z tego badyla…
- O, to fajnie. Nie mogę jednak połączyć imienia z pyskiem… Jak wygląda? - dopytała, znów nie łącząc kropek, że był on jednym z niedawno zaginionych kotów… Świetnie ci idzie Jaskier.
nowlistenc l o s e youowe meearsfor droppingeaves f o r g e txi txa l l youcaught mein a momentweak andsometimesI justcan't helpmyself sometimesI can't helpmyselfat all are wealliesorenemies?xxxxx xxxxxthis will bethe deathof me
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Jaskier nawet nie musiała udawać - Szlak faktycznie nic nie zauważyła. Gdyby nie była tak zajęta skrzynką może zapytałaby co się stało i czemu kotka tak nagle się poruszyła. Ale kiedy obróciła się w jej stronę, Jaskier znowu siedziała na miejscu, jak gdyby nigdy się nie poruszyła.
- Chyba nie? Ale też nie widziałam żadnej takiej... Może inne klany mają butelkowe rośliny? Albo gdzieś na terenach pozaklanowych... Tylko tam też nie widziałam takich. - Wzruszyła ramionami. Może jeszcze kiedyś się trafi. Może nie.
- A, rozumiem. Mój trening trwał w środku największych upałów, potem były te ulewy i widziałam jak Ryjąca wracała cała przemoczona... Ciężko z tą pogodą. A pytałaś czy może mogłabyś mieć dzień wolnego? Albo coś? Legendę o powstaniu Czterech Klanów i takie rzeczy w końcu można przerabiać w obozie, co nie? - Może jednak miała rację z tą pozytywną oceną treningu? Wtedy nie wiedziała jak dobrze trafiła, dostając mistrza który porankami spał a potem zgodził się na treningi wieczorno-nocne żeby uniknąć najgorszych upałów. Hm, coś do przemyślenia wieczorem przed snem. - Oh, nic jej nie powiem, spokojnie! - Zaśmiała się, wyrwana z własnych myśli przez kotkę. - Właściwie to nie znam jej dobrze, nie rozmawiałam z nią chyba nigdy tak porządnie.
Przemknęło jej przez głowę, że przyszły tu zbierać śmieci. No tak, już się rozproszyła. Rozejrzała się dookoła, ale nie widziała już więcej tych małych siateczek więc może... hm, to takie białawe, miękkie, płaskie?
- Hm? - Podniosła głowę słysząc kolejne pytanie kotki. Wypuściła z mordki kawałek styropianu który właśnie podniosła. - Oh! Na pewno go kojarzysz. Taki podobnej budowy jak ja, ale wyższy. Długie futerko, takie wyczesane do przesady, biały, rudy pysk, łapy i ogon. Teraz już go nie ma. - Chwyciła styropian z powrotem w mordkę, zaciskając na nim mocno zęby. - Oh jahih- - Zaczęła, niosąc opakowanie na stosik, machając sztywnie ogonem na boki. Wypluła płaski śmieć koło pozostałych. - Od jakichś trzech księżycy. Jakichś. Jakby nie liczyła dni przez pierwsze dwa. Otrzepała głowę a potem i resztę ciała. Zlokalizować kolejny śmieć. O na przykład tam leży jakaś resztka jedzenia, trzeba ją obejrzeć.
Przeciętnej budowy i wzrostu, czarna z białymi plamami na końcach łap, piersi, gardle i pyszczku. Czarny nosek, oczy oliwkowe.
Nie wyróżniająca się niczym kotka. Nieśmiała, otwiera się dopiero po poznaniu drugiego kota. Dostosowuje do rozmówcy, stara się zawsze wypaść jak najlepiej w oczach innych. People pleaser.
Skoro mrówka nie zaprzeczyła… Było to dla Jaskier niczym potwierdzenie, że takie rośliny istnieją i jest to kwestia tylko i wyłącznie znalezienia ich. Juhu, potencjalna przygoda na przyszłość!
- Hmm… Mogłabym zapytać, ale też wiesz… Poza treningiem wiele do roboty nie ma. I tak głupio mi, gdy reszta klanu haruje, a ja bym miała przerwę bo coś tam mi się nie podobało. I uh, chyba wolałabym przerabiać praktykę, niż teorię… Nie mam dobrej pamięci do tego typu rzeczy - dodała rozbawiona pod koniec. Może też odrobinkę przesadziła w swoich wyjaśnieniach… Bo Sosna nie była jakimś potworem co nic tylko męczył biedną Jaskier trenowaniem i trenowaniem… Po prostu miała ogrom pozytywnej energii, której Jaskier nie potrafiła pojąć. Ale już postanowiła głębiej nie tłumaczyć swoich przemyśleń, bo znowu wyjdzie jej coś na opak. Eh.
- O… Dzięki. I jest miła, na pewno byście się dogadały - dorzuciła ciepło, zajmując się w międzyczasie odplątywaniem plastiku z badyla. Bo hm, Mrówka była bardziej zbliżona wiekiem do sosny Sosny i może by była w stanie się z nią lepiej dogadać niż Jaskier, która widziała w niej głównie no, mistrzynię.
Kolejny temat na który powinna się zamknąć. Rodzina i bliscy Mrówki. Wcześniej nieświadomie poruszyła coś tak bolesnego… Teraz w sumie też, ale przynajmniej od razu dostała informację, że ten ktoś zaginął i nie musiała łączyć żadnych kropek. Tylko oh Gwiezdni co teraz odpowiedzieć. Kojarzyła kocura, był jednym ze starszych kotów… I tych których obecności nie dało się zignorować. Ale, um… - Ooo, wiem wiem, nie gadałam z nim nigdy, ale Gwiezdni chciałabym mieć takie futerko jak on… - spróbowała tak podsumować temat, po uderzeniu serca wpadając jak płynnie zmienić o czym mowa - Albo twoje. Masz bardzo ładne plamki! Podobnie jak moja mama Mordka. Chciałabym mieć takie same jak ona, ale niestety poszłam po Ścieżce… Nie żebym nie uważała jej za piękną, ale, hm, takie plamki by były bardzo ładne.
nowlistenc l o s e youowe meearsfor droppingeaves f o r g e txi txa l l youcaught mein a momentweak andsometimesI justcan't helpmyself sometimesI can't helpmyselfat all are wealliesorenemies?xxxxx xxxxxthis will bethe deathof me
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
- Możesz pomóc wymieniać mech, polować jak już umiesz, sprzątać kociarnię... - Zaakcentowała ostatni fragment, całkowicie przypadkowo, uśmiechając się pod nosem. - Mówisz? Muszę ją kiedyś zaczepić, ale głównie to trafiam na nią na ceremoniach gdzie zawsze już z kimś siedzi. - Wzruszyła ramionami, pacając łapką przemoknięty kawałek papieru. Tego nawet nie będzie zbierać, rozedrze się zanim wyciągnie go z trawy.
Zbliżyła się do resztek jedzenia ale nie zdążyła nawet ocenić co to było, kiedy zmienił się kierunek wiatru i przywiał w jej stronę paskudny zapach zgnilizny. Skrzywiła się i odeszła w stronę kupki już zebranych śmieci.
- Ja też. Idealne na chłodniejszą pogodę... chociaż dużo roboty z wyczesywaniem. - Przytaknęła całkiem szczerze. Do tego miękkie i ciepłe. Eh.. - Naprawdę? Dziękuję! - Spojrzała na swoje przednie łapy, jakby zapomniała już jak wyglądają i czy faktycznie mają łatki. Co powinna teraz odpowiedzieć? Gdyby odpowiedziała podobnym komplementem to chyba byłoby nieszczere... nie? Zamiast tego postanowiła ocenić wzrokiem ich kupkę śmieci. - Myślę że jeszcze trochę i możemy wrócić spytać co z nimi zrobić. Może jakiś patrol pomógłby je wynieść na granicę.
Przeciętnej budowy i wzrostu, czarna z białymi plamami na końcach łap, piersi, gardle i pyszczku. Czarny nosek, oczy oliwkowe.
Nie wyróżniająca się niczym kotka. Nieśmiała, otwiera się dopiero po poznaniu drugiego kota. Dostosowuje do rozmówcy, stara się zawsze wypaść jak najlepiej w oczach innych. People pleaser.
- Też, ale… Są też inni terminatorzy, a wymienianie mchu i sprzątanie kociarni… Nie jest chyba czymś co chciałabym robić przez resztę dnia. Polowanie też… Jest stresujące - przyznała szczerze. Kociaki potrafiły być słodkie, ale użeranie się z nimi cały dzień… Oh Gwiezdni, to zdecydowanie nie na jej głowę. - Ciężko jej nie lubić, pewnie dlatego - niby mówiła prawdę, ale jednak było słychać w jej głosie nutę rozbawienia.
- Racja, ale gdybym mogła zmienić jego długość… to jest to poświęcenie, na które jestem gotów - przerwała użeranie się ze swoimi śmieciami czując smród zgnilizny, przez który aż zmarszczyła nos. Spojrzała w kierunku znaleziska Mrówki i… fuj. - Uhh… Może to zakopmy? Tak by smród nie przyciągnął nic niechcianego… - zaproponowała nieśmiało. Bo coś kiedyś słyszała, że drapieżniki lubią zapach krwi i padliny… A to śmierdziało w nieprzyjemny sposób podobnie.
- Tak… Jest to takie… Um… Ładne i ciekawe dla oka, wiesz? Każdy kot chyba ma wyjątkowe wzorki… Z białymi plamkami jest podobnie, ale nie są aż tak… um… ciekawe, jak te kolorowe - wyjaśniła, spoglądając na swoją łapkę. W sumie jedną z niewielu rzeczy które w sobie lubiła były jej fasolki. Niektóre różowe, niektóre czarne, niektóre takie i takie… Miło się na nie patrzyło.
- Jasne. Możemy też włożyć te mniejsze śmieci w te szeleszczące błony… Bo mówiłaś, że dwunożni noszą w nich rzeczy, nie? - zaproponowała i w sumie… wizja noszenia tego na granicę z ziemiami niczyimi stała się bardziej realna.
nowlistenc l o s e youowe meearsfor droppingeaves f o r g e txi txa l l youcaught mein a momentweak andsometimesI justcan't helpmyself sometimesI can't helpmyselfat all are wealliesorenemies?xxxxx xxxxxthis will bethe deathof me
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Przytaknęła. Ciężkie jest życie Terminatora, a na pewno pełne obowiązków.
- A umiesz kopać? Bo mi to nie bardzo idzie, twoja siostra miała mnie nauczyć ale jakoś nie było okazji. - Zaśmiała się i usiadła kawałek obok Jaskier. - Poza tym dobry pomysł. Jeszcze Rzeka pomyśli że specjalnie to tu kładziemy i zepsuje relacje międzyklanowe. - Uśmiechnęła się szeroko. Zgniłe jedzenie to był zdecydowanie lepszy temat niż kruchy lód rozmawiania o jej mistrzu.
- Mówisz? Nigdy tak o nich nie myślałam. - Przyznała szczerze, patrząc znowu na swoją łapkę. Wyglądały teraz jak kociaki oglądające swoje łapy po raz pierwszy w życiu. Parsknęła cicho na tę myśl. Przynajmniej nikt inny z klanu ich nie widział. Za to Jaskier ewidentnie myślała już o rzeczach bardziej praktycznych. - Niegłupi pomysł, jeśli tylko uda nam się je otworzyć... I jeśli nie mają dziur. Byłoby na pewno prościej niż nosić to wszystko w pysku.
Wstała i podeszła do stosu śmieci z zamiarem inspekcji najbliższej siatki. Obie siostry miały zaskakująco dobre pomysły na przenoszenie rzeczy... [zt]
Przeciętnej budowy i wzrostu, czarna z białymi plamami na końcach łap, piersi, gardle i pyszczku. Czarny nosek, oczy oliwkowe.
Nie wyróżniająca się niczym kotka. Nieśmiała, otwiera się dopiero po poznaniu drugiego kota. Dostosowuje do rozmówcy, stara się zawsze wypaść jak najlepiej w oczach innych. People pleaser.
Odpowiedziała śmiechem na śmiech. Kopanie dziur… To na pewno jakieś zajęcie!! Może nie była wielką fanką tej czynności, ale porobić z kimś dołki brzmiało fajnie. - Jasne że umiem, przecież Warchlak to moja siostra, więc załapałam to i owo… Może nie jestem tak dobra jak ona, ale możemy pokopać dziury, pokaż tylko gdzie - dodała rozbawiona. Relacje międzyklanowe… Dla Jaskier był to temat zbyt skomplikowany, ale hm, na pewno nie chciałaby zostać o coś oskarżona na forum obu klanów… Tak więc odpowiedziała radosnym mhm i wzięła się za zakopywanie… cokolwiek to coś było.
- A powinnaś!! Obstawiam, że na całym świecie nie ma drugiego kota z takimi plamkami jak ty - dorzuciła wesoło. To też było fajne, bycie unikalnym na przestrzeni całego świata… Bo takich kotów jak Jaskier było pewnie od groma. Może biały zawijas pod jej okiem ją odróżniał od reszty… Czarno białej bandy, ale na pewno ktoś by się znalazł z podobnym.
- Fakt. Głupio by było, jakby wszystko wypadło przez dziurę po drodze - wyrzuciła, kończąc zakopywanie śmierdzącego żarcia i chwilę później znalazła się przy Mrówce szukając jakieś odpowiedniej szeleszczącej błony…
//zt <3
nowlistenc l o s e youowe meearsfor droppingeaves f o r g e txi txa l l youcaught mein a momentweak andsometimesI justcan't helpmyself sometimesI can't helpmyselfat all are wealliesorenemies?xxxxx xxxxxthis will bethe deathof me
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Przy granicy z Rzeką nie było nikogo.
Po cichu liczyła na to, że może znowu spotka tu Listek. Nie widziała jej jakoś od środka lata, więc przynajmniej kilka dobrych księżycy. Ciekawe czy w ogóle jeszcze jest w klanie? Skoro koty przychodzą i odchodzą z Wichru, pewnie w Rzece było tak samo. Może robiła sobie nadzieję na marne i już jej tam dawno nie było? Pozostawało zapytać jakiś przechodzący patrol, a tymczasem przyszła tu na ryby. Usiadła na brzegu, ale zaraz potem podniosła tyłek, czując chłód bijący od wilgotnej ziemi. No tak, to nie był dobry pomysł. W takim razie pozostało jej upewnić się, że nie rzuca cienia na wodę i krążyć wzdłuż brzegu, rozglądając się za płotkami. Ostatnio znalazła taką na stosie i była całkiem spora, a do tego smaczna. Byłoby fajnie przynieść takich więcej.
Chudy kociak o buro-białej sierści i brązowych ślepkach.
Biegający gdzie popadnie mały gnom, przy którym ciężko zaznać spokoju. Głośny, natarczywy, głodny wrażeń i nieskory do przestrzegania zasad.
Dziki Czart [KW] | Rzepik [KG]
Chłód tego dnia nie zachęcał do aktywności i trudno by się dziwić, gdyby i ryby nie kwapiły się do opływania Podmokłego Brzegu, osowiałe w lodowatej wodzie... A jednak! W toni niedaleko zamajaczyła kotce znajoma rdzawa płetwa. I jeśli jej rozmiar odpowiadał jakkolwiek wielkości samej ryby, trafiła się jej gratka jeszcze większa od tych, które zdarzało się jej dotąd widywać na stosie. Pytanie, czy zdoła ją tam zanieść...
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Zatrzymała się gwałtownie, wbijając wzrok w czerwoną plamkę w wodzie. Czyżby miała dzisiaj wyjątkowe szczęście? Albo Gwiezdni docenili jej ciężką pracę przy przekładaniu mchu żeby równo się suszył? Powoli podeszła do brzegu, aż jej łapy nie zatrzymały się przy samej tafli wody. Ostatnie sprawdzenie czy nie rzuca cienia na wodę, powolne uniesienie łapy i– plask! Uderzyła przednią prawą łapą w miejsce w którym powinna znajdować się ryba, z zamiarem zahaczenia jej pazurami i wyrzucenia na brzeg, zanim w ogóle zorientuje się, co się stało.
Chudy kociak o buro-białej sierści i brązowych ślepkach.
Biegający gdzie popadnie mały gnom, przy którym ciężko zaznać spokoju. Głośny, natarczywy, głodny wrażeń i nieskory do przestrzegania zasad.
Dziki Czart [KW] | Rzepik [KG]
Plusk! Płoć walczyła dzielnie, rozbryzgując wodę na wszystkie strony, z pyszczkiem oprawczyni włącznie. Z umiejętnościami Mrówki nie miała jednak większych szans. Chwilę później leżała już na brzegu obok niej, bez znaczących perspektyw na powrót do rzeki, za to z dobrym widokiem na zachmurzone niebo.