Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Płotka, albo raczej płoć, płoczysko, kawał płoci wylądowało na trawie razem z pozostałymi pozbawionymi życia rybami. Szylkretka zdążyła się otrzepać i popatrzeć jeszcze triumfalnie na swoje łupy, kiedy zza niedalekich krzaków do wielkich uszu dotarły znajome głosy. Patrol miał dobre wyczucie czasu! Popędziła wojownikom na przeciw, machając zamaszyście ogonem w powietrzu.
— Potrzebuję pomocy z transportem ryb... tak, no oczywiście, napadłam rzeczny patrol a co?... nie, nie zjadaj jej, musimy Iskry zapytać co to jest, w obozie sobie zjesz... dobra, to ja wezmę tę... [zt]
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Może to było szalenie głupie z jego strony, że tak chętnie zgodził się wyjść na ryby z Echo. Póki sam wychodził to mógł posiedzieć nad wodą bez zanurzania łapy, bez spoglądania w taflę. Był na rybach bez łowienia ryb i to go uspokajało. Ale w towarzystwie nieco ciężej było wyjaśnić dlaczego nawet nie zbliżał się do wody.
Ale!! Jak mógłby odmówić wspólnego wyjścia? To po prostu musiał być ten dzień, gdy się odważy spojrzeć sobie w oczy. Tak zadecydował.
– Łowiłaś kiedyś okonia? Strasznie przebiegła bestia z niego. I jak raz mnie wykiwał to do dzisiaj pamiętam, więc chociaż ciebie uprzedzę. Słuchaj. Wyrzuciłem okonia na brzeg, ale dobrze mi się siedziało, więc nie zerwałem się tak od razu do dobijania go. Był przecież na suchym lądzie, nie było szans, że podskoczy kilka razy i spadnie do wody, za daleko go wyrzuciłem. ALE. A L E. Okoń swoje sztuczki ma, śmiga po lądzie jak rak! Więc wiesz, wcale się nie ociągałem, ale też się nie śpieszyłem jak przy łapaniu zająca i to był mój błąd. – pokiwał do siebie łbem. – Okoń śmignął i zanim się zorientowałem, że ryba przegoniła mnie na lądzie to plusnął i już go nie było! Więc uważaj na te skurczybyki, pomykają po piasku jak myszy.
Zbliżali się już do Podmokłego Brzegu, który o tej porze był przyjemniejszy niż normalnie. Błotne pułapki pozamarzały, więc nie było trudności z przechodzeniem tędy. Szkoda, że w efekcie także woda była lodowata, ale hej, przeziębienie nie było im straszne, nie? Ziółko czy dwa i znowu będą na nogach.
wysoka i smukła / o przylegającej do ciała, długiej sierści / czekoladowy point: ciemna głowa (uszy i „czepek” w kształcie odwróconej litery V), plecy i części łap (na przednich łapach czekoladowa barwa kończy się nieco poniżej łokci; na lewej tylnej nachodzi na udo; na prawej tylnej sięga przed palce) / bladobłękitne oczy
spokojna / cicha / zrównoważona / niezależna / ciekawa otaczającego ją świata, choć podatna na nudę
Feniks [P]
Chwilami zastanawiam się, czy Roziskrzona Gwiazda jest najodpowiedniejszym źródłem wiedzy o rybach. Na pewno nie znajdę nikogo o większej pasji – chyba że złapałabym lepszy kontakt z sąsiadami, tam może ktoś by się znalazł – pozostaje tylko pytanie, czy wszystkie fakty, którymi się dzieli, mają podłoże w rzeczywistości. Jak chociażby to o tych nieszczęsnych szczupakach pożerających ogony. Albo teraz – o okoniach będących o krok od wyrośnięcia nóżek i uciekania w dal.
Nie szkodzi. W sumie mi to nie przeszkadza.
– To te pasiaste? – upewniam się, nie komentując samej anegdotki. Nie wiedziałabym jak, więc po prostu biorę ostrzeżenie do serca. – Całkiem spore?
Docieramy do sprawdzonego już przeze mnie miejsca łowieckiego. Jeszcze nie tak dawno wierzyłam, że Rzeczniacy byliby skłonni odgonić mnie od ich świętej rzeki; okazuje się, że niepotrzebnie, skoro Roziskrzona Gwiazda nie ma żadnych oporów przed zaczepieniem tutaj.
– Ciekawe, czy będą brały. – Pogoda jest taka sobie, wydawałoby się. Ale idzie się domyślić, że mam do czynienia z kimś, kto łowił już w każdych możliwych (i niemożliwych) warunkach pogodowych; skoro nie dostałam stanowczej odmowy na samą propozycję, to raczej rybom mróz nie przeszkadza aż tak.
Albo to wcale nie im nie przeszkadza, by spróbować mimo marnych szans na powodzenie.
【EVERYDAYISEXACTLYTHESAME】 – there is [no love] here and there is [no pain] –
┍━━━━━━━━ » • » ☾ « • « ━━━┑ I believe I canseethe future 'Cause I [repeat] the sameroutine I think. I used to have [a voice]
Now I .n e v e r.make a sound ┕━━━ » • » ☾ « • « ━━━━━━━━┙ sometimes i think. i'm happy here . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . sometimes, yet i stillpretend
↻ I can't rememberh o w this got started ↺
╰┈➤ Oh,but I can tell. you [exactly how] it will end
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Pokiwał ochoczo głową.
– Tak, dokładnie te!! – zgodził się od razu i zaraz coś jeszcze sobie przypomniał, chociaż kolejny komentarz rzucił raczej w powietrze niż bezpośrednio do Echo. – Widziałem kiedyś jak gonił ciernika, to musi być najtęższy drapieżnik, gdy brakuje szczupaka w okolicy.
Tyle dobrego, że nie przejawiał morderczych intencji względem kotów, chociaż, chociaż bury trochę marzył o spotkaniu godnego przeciwnika pod taflą wody. Nie chciał oczywiście umierać, nic z tych rzeczy, nie ciągnęło go w paszczę psa, cenił sobie spokój, ale... chciałby mieć co opowiadać wnukom, nawet jeśli podejrzewał, że Skażona Woda słucha jego historii tylko z uprzejmości. Taka walka to by było coś.
– Prędko się okaże. – zaczął, rozglądając się za miejscem, gdzie woda nie była tak płytka by tylko piskorz mógł się tam taplać. – W takie dni nie ma co czekać cierpliwie. Jeśli nie zauważysz żadnej ryby zanim zaczną drętwieć ci palce, albo ogon to znaczy, że nic dzisiaj nie złowisz, bo wszystkie się ukrywają przed mrozem. I nie ma co zmieniać na drugą łapę, albo szukać innego miejsca do łowienia.
Czy to takie oczywiste? Może dla kotów, które szybko się zniechęcały i nie miały w sobie na tyle zaparcia by czekać na brzegu aż do utraty kończyny. No ale Echo to jego krew, nawet jeśli na co dzień nie była zbyt zaangażowana to ryby nie mogły być jej aż tak obojętne! Ile razy przecież razem łowili!
wysoka i smukła / o przylegającej do ciała, długiej sierści / czekoladowy point: ciemna głowa (uszy i „czepek” w kształcie odwróconej litery V), plecy i części łap (na przednich łapach czekoladowa barwa kończy się nieco poniżej łokci; na lewej tylnej nachodzi na udo; na prawej tylnej sięga przed palce) / bladobłękitne oczy
spokojna / cicha / zrównoważona / niezależna / ciekawa otaczającego ją świata, choć podatna na nudę
Feniks [P]
Spoglądam na Roziskrzoną Gwiazdę z lekkim zwątpieniem, mimowolnie wyobrażając sobie okonia zasuwającego rakiem po brzegu w pościgu za ciernikiem. Oczywiste, że nie to miał na myśli, ale wizja jest tak obrazowa, że nie mogę się jej pozbyć. Kiedy on rozgląda się za dogodnym miejscem, ja potrząsam głową, odganiając od siebie obrazy Wielkich Rybich Wojen.
Potem siadam nad wodą, zostając dość blisko, żeby łowić razem, a jednocześnie w oddaleniu utrudniającym płoszenie sobie nawzajem ryb. O ile jakiekolwiek się pokażą. Zanurzam palce i czuję, jak z zimna unosi mi się sierść na grzbiecie, a skóra pokrywa się gęsią skórką. To będzie wyzwanie, teraz to do mnie dociera, ale trudno, przyzwyczaję się. Gorzej, że też dopiero w tym momencie nadchodzi myśl, że wyciąganie ze sobą Roziskrzonej Gwiazdy to nie był najbardziej udany pomysł. Wolałabym nie posłać go do lecznicy.
– No to zobaczmy – odpowiadam z lekkim westchnieniem. Może niech jednak nic nie bierze.
Upewniam się jeszcze, że mój cień nie pada na taflę, i zastygam w bezruchu, wcześniej okrywszy ogonem pozostawione na lądzie łapy. Marny sposób na ogrzanie, kiedy siedzi się na śniegu, ale lepszy kiełb niż nic.
【EVERYDAYISEXACTLYTHESAME】 – there is [no love] here and there is [no pain] –
┍━━━━━━━━ » • » ☾ « • « ━━━┑ I believe I canseethe future 'Cause I [repeat] the sameroutine I think. I used to have [a voice]
Now I .n e v e r.make a sound ┕━━━ » • » ☾ « • « ━━━━━━━━┙ sometimes i think. i'm happy here . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . sometimes, yet i stillpretend
↻ I can't rememberh o w this got started ↺
╰┈➤ Oh,but I can tell. you [exactly how] it will end
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Wszystko było fajnie do tego momentu. Do momentu, w którym przypomniał sobie tak faktycznie dlaczego z ostatnich wyjść na ryby nic nie przynosił. Niestety nie dlatego że na przestrzeni tych wszystkich księżyców wyłowił każdą jedną rybę z okolicznych akwenów i cieków, chociaż bardzo się starał. Ale nawet nad Grzmiącą Rzeką tafla była wystarczająco gładka by rozpoznać w niej swój własny pysk, gdy będzie wypatrywał piszczek pod powierzchnią.
Bez trudu znalazł dla siebie miejsce na brzegu, które powinno zagwarantować ładny połów. I wiedział, że jeśli dzisiaj ryby nie skrywały się w największych głębinach to nie wróciłby z pustymi łapami, gdyby tylko... tak. Najważniejsze było w tym momencie by nie wzbudzić podejrzeń Echo. Ale z tyłu głowy pojawiła się również chęć pochwycenia jakiejś rybki. Ten głód łowienia starał się wywalczyć sobie miejsce pazurami w umyśle burego przywódcy. Może dałby radę ominąć jakoś problem? Może dbanie o to by nie odbić swojej sylwetki w wodzie wiązało się również z brakiem cienia? Do pewnego stopnia musiało. Ale wychodziło o krok dalej i było przesadą. Pozycja, którą przyjął nie była w pełni wygodna – siedział może z mysią długość dalej od wody niż normalnie i nieco bardziej wyciągał łapę. Nie miał pełnego poglądu na to co się działo w wodzie, ale coś tam widział. I też na pewno poczuje ewentualne skubnięcie. Utrzymanie bezruchu przez dłuższy czas będzie pewnie trudniejsze, ale nie niewykonalne.
Tak, miał wszystko pod kontrolą.
wysoka i smukła / o przylegającej do ciała, długiej sierści / czekoladowy point: ciemna głowa (uszy i „czepek” w kształcie odwróconej litery V), plecy i części łap (na przednich łapach czekoladowa barwa kończy się nieco poniżej łokci; na lewej tylnej nachodzi na udo; na prawej tylnej sięga przed palce) / bladobłękitne oczy
spokojna / cicha / zrównoważona / niezależna / ciekawa otaczającego ją świata, choć podatna na nudę
Feniks [P]
Cierpliwie wpatruję się w wodę, oczekując pojawienia się charakterystycznego, ciemnego kształtu. Nie zniechęcam się kolejnymi uderzeniami serca, w które sytuacja nie ulega zmianie (poza narastającym odczuciem mrozu); nawet w dobre, ciepłe dni czasami trzeba się naczekać, a tym razem warunki są dalekie od sprzyjających. To może potrwać. Byle nie za długo.
Nie słyszę, by cokolwiek działo się u Roziskrzonej Gwiazdy, ale i tak w pewnym momencie unoszę wzrok, żeby na niego zerknąć. Ot, tak o, dla uniknięcia wrycia mi się w głowę obrazu wody do tego stopnia, że będę go widzieć nawet po zamknięciu oczu. Jednak zamiast zaraz wrócić do wypatrywania ryb, zastygam ze spojrzeniem utkwionym w burą sylwetkę. Dziwnie wygiętą, aż mnie samej robi się niewygodnie. Fakt, ryby łowi się zwykle wtedy, kiedy się je poczuje, wgapianie się w taflę nie jest obowiązkowe, aczkolwiek nie wierzę, że ta pozycja jest wygodna. I może jestem za młoda, ale nie wyobrażam sobie żadnej starczej dolegliwości, która mogłaby to zmienić.
– Coś nie tak? – pytam po dłuższej chwili spędzonej na bezowocnym wyglądaniu, aż Roziskrzona Gwiazda poprawi się w siadzie.
【EVERYDAYISEXACTLYTHESAME】 – there is [no love] here and there is [no pain] –
┍━━━━━━━━ » • » ☾ « • « ━━━┑ I believe I canseethe future 'Cause I [repeat] the sameroutine I think. I used to have [a voice]
Now I .n e v e r.make a sound ┕━━━ » • » ☾ « • « ━━━━━━━━┙ sometimes i think. i'm happy here . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . sometimes, yet i stillpretend
↻ I can't rememberh o w this got started ↺
╰┈➤ Oh,but I can tell. you [exactly how] it will end
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Wojenny Okrzyk nie kojarzyła jej się z kotem, który lubił łowić ryby. Krasy Byk tak, jak najbardziej, a i owszem, ale córka nie. I choć nie było to coś, co matka miała w głowie jak patrzyła na córkę, to jednak obok wody dobrze się biegało, a bieganie chyba było bliżej tego, co kotka wolałaby robić. Może nie w tym błocie i deszczu jakie mieli, ale opady były przelotne i gdy się kończyły, można było swobodnie spacerować.
Ich dwójka akurat obchodziła tereny w formie patrolu, podzieliły się i zamiast iść pełną czwórką, matka z córką szły na przodzie, a z tyłu, kawałek za nimi, że było ich widać dopiero na horyzoncie, szli Pszczeli Taniec oraz Złota Gęś. Zmarły przywódca tworzył w sercach kotów pewną pustkę, którą ciężko byłoby zapełnić innym kotem. Bo kotów się nie wymienia. Iskra stworzył pewien kształt, w który kształt inne kota nie wejdzie. Coś jak klucz i zamek. Klacz nie była z nim aż tak blisko, ale co by nie było, to był to przywódca, który rządził całe jej życie. A jak o tym mowa... - Jak zapatrujesz się na Truflowy Nos jako przywódcę? Rozmawiałam z nią niedawno. Ma w planach wprowadzić jakiś sposób weryfikacji samotników. Swoją drogą, jestem ciekawa jak to wyjdzie wszystko. Od ostatniej naszej poważnej rozmowy na poważne tematy, gdy w zasadzie byłaś ledwie mianowanym terminatorem, trochę się zmieniło, wiesz? - Rzuciła jej spojrzenie, idąc przed siebie. - Całe moje życie samotnicy nie zrobili większych szkód w życiu klanu. A wręcz niektórzy z nich faktycznie dostali swoje imiona. Po czasie widzę, że mogli urodzić się w złym miejscu i teraz szukają swojego. A niektórzy nie mieli wyjścia, musieli znaleźć nowy dom. Skoro kot z gromu może zostać przywódcą klanu wichru... - I tu na chwilę przestała mówić, szukając słów. - Skoro tak może być, to podział na klany nie ma sensu. Każde z nas mogłoby być gdziekolwiek w tej chwili. Kodeks próbuje nastawiać koty przeciwko sobie, negatywnie wpajając zabijanie i pilnowanie granic kosztem życia. Nalega na zabijanie. Dlatego kodeks jest idiotyczny. Powinniśmy się kierować rozsądkiem. I doświadczeniem. I na bieżąco analizować sytuację. - Nigdy nie powiedziała swoim terminatorom, że przede wszystkim muszą słuchać Kodeksu Wojownika. Bo przede wszystkim powinni słuchać siebie.
Księżyce: 26 Mistrz: Skażona Woda, Kraśna Klacz Płeć: Kotka Matka: Kraśna Klacz Ojciec: Wielki Ch [Chrzęszczący Chrabąszcz] Trwałe urazy: Słabo widoczna blizna na prawym policzku
Wysoka, smukła kotka z długim czarnym dymnym futrem i zanikającymi klasycznymi pręgami widocznymi wyłącznie na pysku. Ma dwukolorowe oczy: lewe błękitne, prawe bursztynowe, oraz biel widoczną na pyszczku, szyi, piersi oraz w postaci skarpetek na łapach.
Nosi się tak, jakby świat już zgiął przed nią kolano. Do przesady dumna i tryskająca samozadowoleniem, ma o sobie wysokie mniemanie. Jest szczera do bólu, mówi to co jej ślina na język przyniesie, a jednocześnie źle znosi krytykę i łatwo się o nią obraża.
Ostatnimi czasy Wojna była trudna do złapania. Jeśli nie było jej na Wyjących Wzgórzach ze swym terminatorem to nie było jej też nigdzie indziej, ciężko ją było złapać, a gdy się pojawiała wyglądała na zamyśloną. W końcu jednak matka wyciągnęła ją na patrol i Wojna jej towarzyszyła, choć nawet teraz wydawała się być myślami gdzieś daleko, skupienie się na słowach matki przyszło jej z pewnym trudem.
- Nie wiem, wydawała się być barrrdzo miękka i lekceważąca gdy Zasadzka szalał, ale nie znam jej dobrze - mruknęła z początku roztargniona. Dopiero po chwili do niej dotarło, że matka nie burczy na Truflę tylko mówi o niej znacznie pozytywnie niż wcześniej.
-...Coś się zmieniło? - spytała z odrobiną zaskoczenia i wreszcie spojrzała matce w oczy, a Wojna nareszcie wyglądała jakby zaczęła się skupiać. - Nie wiemy czy nie zrrrobili. Niektórzy zniknęli. Skąd wiemy gdzie poszli i czy komuś nie zdrrradzili położenia naszego obozu, naszej liczebności, taktykę walki orrraz wszystkie wrrrażliwe inforrmacje, którrre naturralnie posiedli? I dlaczego my musimy się dostosowywać do nich, a nie oni do nas? Do dziś nie mam pojęcia czym jest Konwój. - Wojna zdecydowanie miała inne zdanie niż jej matka i była o wiele mniej pozytywnie nastawiona. Słuchając o kodeksie również nie mogła powiedzieć, że w pełni zgadza się z matką. Poświęciła chwilę na zgrabne ominięcie paskudnej, błotnistej kałuży na którą spojrzała z niesmakiem, i dopiero wtedy odpowiedziała.
- Kodeks pozwala nam zabijać tylko tych spoza klanów i w samoobrrronie. Jeśli ktoś zignorrruje znaczniki zapachowe na grrranicach i wejdzie na terrren klanu to sam jest sobie winien, wiedział, że wchodzi na czyjś terrren i że może strrracić uszy. Gdy poczujesz napływający z norry zapach borrrsuka, a mimo to do niej wejdziesz i borrrsuk cię zje, to jest to wina borrrsuka czy twoja? - mruknęła pytająco tonem sugerując jednak poprawną odpowiedź. Co do tego, że kot z Gromu miał nimi rządzić... Cóż... Na to nie miała odpowiedzi. To było nie w porządku i tyle.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
- Gdy Zasadzka robił to, co robił, każdy kot próbował na inny sposób, ale żaden nie zadziałał. - Zauważyła, pokazując, że jej brat był po prostu nie do opanowania. Nie było błędem Truflowego Nosa, że syn Klaczy nie chciał słuchać i dać sobie pomóc.
"Coś się zmieniło?" - Klacz lekko uniosła kąciki ust i przymknęła na moment oczy. - Może się starzeję? - Półżartem, półserio odpowiedziała córce. - Zawsze myślałam dokładnie tak samo jak ty. Ale przez te wszystkie księżyce mojego życia nie wydarzyła się ani jedna sytuacja, w której faktycznie można by było uznać, że ktoś kto dołączyć i przepadł jak kamień w wodę, był szpiegiem, próbował wykraść informacje, a teraz planuje na nas atak. - Odpowiedziała Wojnie spokojnie, starając się zachować stonowany głos, by rozmowa szła neutralnym tokiem. W końcu ona nie chciała rzucać się sobie do gardeł, ale fakt faktem wychowywanie córki w jeden sposób, a potem powiedzenie jej o innym podejściu, mogło zrobić chwilowy zgrzyt w głowie dymnej córki. I to było normalne i logiczne, racjonalna reakcja. Ale jeśli faktycznie była dojrzała, to podejdzie do rozmowy z matką z cierpliwością i otwarciem, prawda? - Nikt się do nich nie dostosowujemy. Oni tu przychodzą i dostosowują się do zasad klanu. Czym jest konwój nie wiem, tak samo nie widziałam nigdy czegoś takiego jak ośmiornica, czy rekin, ale równie dobrze mogę powiedzieć, że nie wiem, czy taka ryba jak karp istnieje, a może ktoś mnie okłamuje. A cyranka? Czemu ktoś kiedyś kaczkę nazwał cyranką i czy to w ogóle faktycznie coś, co istnieje? - Wiele było dziwnych imion i słów, które nie były na co dzień dostępne dla kotów, tj. nie widziały tego, co nosiło taką nazwę. Na tekst o borsuku zmrużyła oczy. I tak, i nie. Bo między drapieżnikami, a kotami, była spora różnica. - Borsuk to drapieżnik, który nie zdoła z tobą rozmawiać i się z tobą porozumieć. Borsuk jest większy, dużo niebezpieczniejszy niż inny kot. Wchodząc na teren borsuka wiesz z czym się mierzysz. Wchodząc na teren, który pachnie kotem, masz możliwość rozmawiać. A na tym terenie ktoś ci może powiedzieć, że masz zawijać ogon w drugą stronę i zejść z nie swoich terenów. - Ominęła jakiś krzak, który był na ich drodze. Zawsze tu był? Chyba faktycznie się starzała. - W świecie jest więcej rzeczy, niż znamy i jest wiele, czego nigdy nie zobaczymy. Poprzednio klan nie był na tych terenach, a nad Wielką Słoną Wodą. - I córka zapewne by wiedziała, ale niestety nie przyszła na Noc Cykad, a Klacz nie wiedziała, czy ktoś jej o tym opowiadał.
Księżyce: 26 Mistrz: Skażona Woda, Kraśna Klacz Płeć: Kotka Matka: Kraśna Klacz Ojciec: Wielki Ch [Chrzęszczący Chrabąszcz] Trwałe urazy: Słabo widoczna blizna na prawym policzku
Wysoka, smukła kotka z długim czarnym dymnym futrem i zanikającymi klasycznymi pręgami widocznymi wyłącznie na pysku. Ma dwukolorowe oczy: lewe błękitne, prawe bursztynowe, oraz biel widoczną na pyszczku, szyi, piersi oraz w postaci skarpetek na łapach.
Nosi się tak, jakby świat już zgiął przed nią kolano. Do przesady dumna i tryskająca samozadowoleniem, ma o sobie wysokie mniemanie. Jest szczera do bólu, mówi to co jej ślina na język przyniesie, a jednocześnie źle znosi krytykę i łatwo się o nią obraża.
- Taaa, żaden kot nie potrrrafił sobie porradzić z kociakiem. Imponujące, ciekawe jak mają sobie porradzić z prrawdziwymi prrroblemami - mruknęła cierpko. - Tylko Donośny Krzyk podeszła do tego wszystkiego poważnie - oddała honor byłej zastępczyni.
Zastrzygła uchem czując napływ rozdrażnienia, nie rozumiejąc dlaczego matka wcześniej wpajała jej do głowy jedno, a teraz wydawała się z tego wycofywać. Nie rozumiała jej argumentów, ani tym bardziej nie rozumiała co się właśnie dzieje. Zadrżała mimowolnie.
- To że się nie wydarzyła nie oznacza, że nie może się wydarzyć. Czy powinnam zrrezygnować z wszelkiej ostrrrożności podczas polowania tylko dlatego, że dotąd nie zeżarrrł mnie lis? - prychnęła. - Dopierrro co starrrłam się z jakimś samotnikiem niedaleko stąd. Warrriat rzucił się na mnie bez żadnego powodu i prróbował mnie rrrozwalić tylko dlatego, że tam byłam. I co, mamy takim ufać? - Wojna zatrzymała się zapierając się łapami o podmokły grunt, nie rozumiejąc co działo się z matką i dlaczego nagle stała się taka otwarta wobec tych wariatów. Niektórzy ewidentnie nimi byli.
- Przyjmowanie ich imion i akceptowanie ich to nic innego jak dostosowywanie się do nich. Sama mówisz, że nie wiesz czym jest Konwój albo Ośmiorrrnica, ja też nie. To są ewidentnie jakieś nazwy samotników lub dwunogów - miauknęła twardo, kręcąc łbem na boki i odrzucając jej argumenty, które na razie do niej kompletnie nie trafiały. Poczuła dreszcz niepokoju z powodu zachowania matki, w jej oczach jawił się brak zrozumienia wobec jej zachowania. Co się tu działo?
- Można też siedzieć z tyłkiem na grrranicy i grzecznie czekać zamiast wpychać się komuś na terrreny. Wystarrrczy trrrochę pomyśleć - burknęła. Na wieści o Wielkiej Słonej Wodzie wzruszyła delikatnie barkami dając znać miną, że nie ma pojęcia o czym matka mówi, ale też nie pytając. Miała w tej chwili inne sprawy na głowie - ciążę, a przede wszystkim dziwne zachowanie Kraśnej Klaczy. Co jest, ktoś ją podmienił czy jak? Jeśli zaraz zacznie opowiadać o wierze w Gwiezdnych i w słuszność kodeksu, to Wojna będzie musiała pójść po medyka.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Odpowiedź Wojny nieco zdenerwowała matkę, ale nie dlatego, że obraziła koty, a dlatego, że uznała najwyraźniej siebie za kota mądrzejszego od innych. Kociaka nie mogli związać trawą do splątanych korzeni, żeby siedział na tyłku i nie rozrabiał, dlatego odpuściła kompletnie odpowiedź na to, jedynie patrząc przed siebie i skupiając się na dalszych tematach.
- Koty w twoim własnym klanie też mogą być agresywne, nie każdemu można ufać. A czy przyjmujemy do klanu samotników, którzy rzucają się na ciebie bez powodu? - Uniosła brew, patrząc na córkę. - Nie pamiętam, żeby któryś z nich zrobił komuś krzywdę. Ten, którego spotkałaś, najwyraźniej był sam z siebie po prostu agresywny. Przed przyjęciem do klanu, na tyle na ile można, sprawdza się kota. Już rozmawiałam z Truflowym Nosem o tym w jaki sposób chce się upewniać o bezpieczeństwie przyjmowania kotów spoza klanu - gdybyś chciała znać jakieś szczegóły, to możesz ją spytać osobiście. Ja ci żadnych nie dam, bo ich aktualnie nie znam. - Ale może sam fakt, że Truflowy Nos nie chce zostawiać tematu tak o, na zasadzie "no jak się uśmiecha, to go przyjmujemy", może da Wojnie jakieś szersze nadzieje na to, że podejście do sprawy nie jest bagatelizowane.
- I nazwy kotów mieszkających w innych miejscach. Nad Wielką Słoną Wodą te nazwy to codzienne stworzenia, które koty z wichru faktycznie widziały i znały. Nie ma ich tu, ale nie znaczy, że nie istnieją. Równie dobrze mogliśmy nadal być tam, gdyby nie atak rysi. - Mruknęła trochę od niechcenia, że musi to wyjaśniać. Jakoś imiona nigdy nie stanowiły problemu dla Klaczy. Jak ktoś nazywał się tak, a nie inaczej, to... co za różnica? Tak samo nazwa rangi. Matka, opiekun, wujostwo... ważne, żeby obowiązki były wykonywane.
- Koty spoza klanów nie zawsze wiedzą co to klan. Nie wiedzą, że mamy patrole. Jakbyś poszła w inne miejsce, to też byś nie wiedziała, czy ktoś cię przyjmie z piszczką, czy z pazurami, a jakbyś potrzebowała pomocy czy czegoś się dowiedzieć, to nie czekałabyś 4 wschody słońca, bo może ktoś przyjdzie. - Abstrakcyjne, ale nie niemożliwe.
- Próbując postawić siebie po drugiej stronie, łatwiej jest zrozumieć decyzje tych, którzy żyją innym życiem. Dla nas coś jest oczywiste, dla nich nie. - odparła i uśmiechnęła się. Chciała trochę spokoju w życiu, a trudna rozmowa z córką jej w tym nie pomagała. Niemniej nie chciała się złościć, nie chciała krzyczeć, bo i po co? Argumenty wtedy zamieniałyby się w ciskane kamienie w formie słów.
Starzała się. Może to czas na emeryturkę? Szybką, bo szybką, ale stres w życiu postarza szybciej i mocniej.
Księżyce: 26 Mistrz: Skażona Woda, Kraśna Klacz Płeć: Kotka Matka: Kraśna Klacz Ojciec: Wielki Ch [Chrzęszczący Chrabąszcz] Trwałe urazy: Słabo widoczna blizna na prawym policzku
Wysoka, smukła kotka z długim czarnym dymnym futrem i zanikającymi klasycznymi pręgami widocznymi wyłącznie na pysku. Ma dwukolorowe oczy: lewe błękitne, prawe bursztynowe, oraz biel widoczną na pyszczku, szyi, piersi oraz w postaci skarpetek na łapach.
Nosi się tak, jakby świat już zgiął przed nią kolano. Do przesady dumna i tryskająca samozadowoleniem, ma o sobie wysokie mniemanie. Jest szczera do bólu, mówi to co jej ślina na język przyniesie, a jednocześnie źle znosi krytykę i łatwo się o nią obraża.
Wojna przytuliła uszy do czaszki, a w jej oczach błysnęła uraza. Matka w ogóle nie przejęła się faktem, że jej córka została zaatakowana przez samotnika, nawet nie zapytała jak zakończyło się to starcie, a jakby tego było mało wydawała się ją atakować argumentami. Brzmiała tak jakby próbowała coś na niej wymusić. Wojowniczka ze świstem machnęła ogonem nie rozumiejąc kompletnie co się dzieje i dlaczego nagle matka obraca się przeciwko niej. Poczuła się przez nią osaczona, wręcz zaatakowana i nim zdążyła pomyśleć co robi zrobiła krok w tył, a to wzbudziło w niej wściekłość, gdyż okazała słabość.
Truflowy Nosek miała jakiś pomysł, matka nie wiedziała nawet jaki, ale i tak broniła jej idei i uważała, że zastępczyni dobrze ich poprowadzi. Stało to tak mocno w sprzeczności z tym czego kocica wcześniej ją uczyła, że Wojna poczuła jak sierść jeży jej się na karku.
Kocica była bombardowana słowami, lecz w którymś momencie wyłączyła się, za dużo bodźców, za dużo oczekiwań. Matka próbowała chyba ostudzić atmosferę uśmiechem, lecz pole widzenia Wojny zawęziło się tak, że już tego nie widziała. Czuła że robi jej się gorąco i nie wiedziała dlaczego nagle przestaje sobie radzić z emocjami. Czy to wina kociąt? Ciąży? Czy działo się z nią coś złego? Czy to normalne, że kocice w ciąży nagle były przytlaczane przesadzonymi emocjami? Czy ktoś porwał Klacz i zrobił jej pranie mózgu? Czy z jej kociakami jest coś nie tak, czy to one odpowiadają za jej nagłe roztrzęsienie? A może... A może spanikiwała na myśl, ze matka zaczęła się od niej odwracać akurat teraz, gdy potrzebowała jej najbardziej?
- Uczyłaś mnie czegoś innego, a terrraz mówisz coś całkiem przeciwnego. Nie rrrrozumiem co się dzieje. Czego ode mnie oczekujesz? - chciała zabrzmieć ostro i pewnie jak na Wojnę przystało, lecz przypominała bardziej przytłoczone, zagubione kocię, które coś przeskrobało i nie miało bladego pojęcia o co chodziło.
Gardło Wojny zaczęło się powoli zaciskać, a to sprawiło, że poczuła się jeszcze gorzej. Nie panowała nad sobą, nad swoimi reakcjami i emocjami, była rozchwiana emocjonalnie i to wzbudzało w niej panikę.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Koty codziennie się z czymś mierzyły. Klacz nie raz, nie dwa napotykała niebezpieczeństwo, a potem łatali ją w lecznicy. Inne koty tak samo. To, że Wojna przeżywał starcie, jest tu i nie ma żadnych większych obrażeń, było dowodem na to, że nie trzeba się o nią martwić, a być z niej dumnym. Ponadto - co do zasady Klacz odwiedzałaby ją w lecznicy. Jeśli nie było Wojny w lecznicy, to znaczyło, że agresywni samotnik wcale nie był taki straszny. Najwyraźniej nie bez powodu była wojownikiem. Tak więc brak dopytania nie wynikał z braku zainteresowania, a bardziej wiary w córkę. Nie będzie nad nią skakać, wierzyła w nią. Szkoda, że Wojna nie wiedziała, że Klacz widzi w niej więcej, niż dziecko, o które trzeba dbać.
- Niczego. Ani nie chcę zmienić twojego podejścia, ani się chwalić jakimiś moimi odkryciami. Dzielę się z tobą tym, do czego doszłam po księżycach zamknięcia na wszystko i wszystkich. - Krótko podsumowała w ramach odpowiedzi.
Przystanęła w końcu i spojrzała na córkę łagodnym wzrokiem. Usiadła i poklepała ziemię obok siebie, pokazując, żeby Wojna usiadła przy niej.
Księżyce: 26 Mistrz: Skażona Woda, Kraśna Klacz Płeć: Kotka Matka: Kraśna Klacz Ojciec: Wielki Ch [Chrzęszczący Chrabąszcz] Trwałe urazy: Słabo widoczna blizna na prawym policzku
Wysoka, smukła kotka z długim czarnym dymnym futrem i zanikającymi klasycznymi pręgami widocznymi wyłącznie na pysku. Ma dwukolorowe oczy: lewe błękitne, prawe bursztynowe, oraz biel widoczną na pyszczku, szyi, piersi oraz w postaci skarpetek na łapach.
Nosi się tak, jakby świat już zgiął przed nią kolano. Do przesady dumna i tryskająca samozadowoleniem, ma o sobie wysokie mniemanie. Jest szczera do bólu, mówi to co jej ślina na język przyniesie, a jednocześnie źle znosi krytykę i łatwo się o nią obraża.
Zastrzygła uszami ciągle z niepewną miną. Czyżby? Miała wrażenie, że matka ma całkiem inne zamiary, coś w jej słowach i tonie glosu sprawiało, że czuła się atakowana. Nie miała pojęcia co się dzieje i dlaczego Klacz zmieniła zdanie, ale... Nie miała siły. Zwyczajnie nie miała siły, żeby o tym dyskutować i przejmować się w tym momencie klanem. Brzuch z dnia na dzień ciążył jej coraz bardziej i zaczynała czuć ruch kociąt wewnątrz siebie.
Usiadła obok matki z niepewną miną, trochę spięta, trochę zmieszana. Otworzyła pysk chcąc coś powiedzieć, lecz żadne słowo nie opuściło jej gardła, przez co siedziała w milczeniu z głupią miną jakby się zacięła.