Księżyce: 64
Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat
Płeć: kotka
Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC]
Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC]
Partner: jeszcze czego
Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Opłaciło się czekać cierpliwie. Z zarośli przed wojowniczką wyskoczyła nagle orzesznica i, niepomna zagrożenia, zaczęła czyścić sobie pyszczek na długość lisa od niej.
Księżyce: 110
Mistrz: Czubatkowy MROK
Płeć: Kotka
Zaimki: ona/jej
Matka: Trawiasta Polana
Ojciec: Wietrzny Dzień [*]
Partner: Blep
Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110
Mistrz: Czubatkowy MROK
Płeć: Kotka
Zaimki: ona/jej
Matka: Trawiasta Polana
Ojciec: Wietrzny Dzień [*]
Partner: Blep
Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Poruszyła wąsami z zaskoczeniem na widok gryzonia. Nie była to wprawdzie pokaźna piszczka, ale nie będzie narzekać. Chciała trzecią zdobycz i takową też otrzymała. Przeniosła ciężar ciała na tylne łapy, zrobiła parę kroków skradając się w pozycji łowieckiej do zwierzątka, żeby zaraz potem pochwycić je w łapy i zabić. Czy tym razem obędzie się bez pogoni?
Księżyce: 64
Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat
Płeć: kotka
Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC]
Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC]
Partner: jeszcze czego
Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Księżyce: 110
Mistrz: Czubatkowy MROK
Płeć: Kotka
Zaimki: ona/jej
Matka: Trawiasta Polana
Ojciec: Wietrzny Dzień [*]
Partner: Blep
Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110
Mistrz: Czubatkowy MROK
Płeć: Kotka
Zaimki: ona/jej
Matka: Trawiasta Polana
Ojciec: Wietrzny Dzień [*]
Partner: Blep
Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Ha! Tym razem obyło się bez większych problemów, a orzesznica zwisała bezwładnie w jej pyszczku. Trzy zdobycze powinny zapełnić brzuszki kociąt, których było ostatnio pełno w kociarni. Zabrała ukryte wcześniej piszczki i z radośnie uniesionym ogonem ruszyła w drogę powrotną ku obozowi.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Ostatnim razem gdy rozmawiała z tym kocurem był pogrzeb, a on okazał się jednym z najmilszych kotów jakie w życiu spotkała, więc logicznym było zapytaniem się o wszystko co mogło ją interesować. Znaczy nie interesowało ją to, ona po prostu musiała to wiedzieć i dlatego też pierwszym kto przyszedł jej do głowy był właśnie ten osobnik. Widząc, że wychodzi z obozu sądziła, że trafiła na najlepszą z możliwych okazji, przecież w zaciszu lasu łatwiej się rozmawia, niż w zgiełku jaki często panował w obozie.
Szła za nim krok w krok (w odpowiedniej odległości), nie próbowała się ukrywać, ale czekała aż odejdą kawałek od możliwych uszów lub oczów, które mogłyby się pojawić jeszcze. Musiała sobie też poukładać w główce co byłoby najlepszym zaczęciem tematu, ale szczerze mówiąc słaba była w wymyślanie wszystkich takich pogadanek i dlatego też pójście na żywioł było jedyna opcją.
– Pomóż mi nauczyć się polować i walczyć. Chcę znać jakieś podstawy nim zacznę trening… a Ty jesteś już chyba Wojownikiem, prrrawda? – zapytała zdeterminowanie, gdy zrównała w końcu krok z wielkouchym kocurem.
Księżyce: 124
Mistrz: Jaśniejący Płomień
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Droga z obozu była... zabawna, jakby nie patrzeć. Ciągle czuł na sobie intensywne spojrzenie podrośniętego kociaka, którego nie zidentyfikował po jednym krótkim spojrzeniu, więc pozostawało jedynie sprawdzić jak daleko go młodociany agent zamierza śledzić. Czy przejdzie przez Grzmiącą Ścieżkę w razie potrzeby?
Na wysokości Kotlinki, terminatorka zepsuła mu zabawę, zrównując krok. Wtedy rozpoznał w niej roztrzęsionego kociaka z pogrzebu, córkę Jodłowej Gałązki i... najwyraźniej ona sama wiedziała o nim jeszcze mniej skoro zakładała, że był wojownikiem. Postanowił zignorować pytanie, bo sama sprawa, w której go zaczepiała była... była to dobre słowo.
– Dałoby się załatwić, to nie jest nic trudnego. – zgodził się najpierw (no, w pewnym sensie zgodził), żeby koteczka nie uciekła szukać sobie jednak innego nauczyciela, zanim nie dowie się od niej dlaczego akurat jego się uczepiła. W sumie jak już się dowie to zawsze może mu coś wypaść i nie będzie mógł podzielić się z młodą wiedzą, tak mu przykro. – Rozumiem, że chcesz jak najlepiej wypaść przed swoim mistrzem, mam rację? I dlatego zamiast poczekać już na trening, chcesz poznać podstawy już dzisiaj. – jak nie dla szpanowania wiedzą na treningu to po co się przygotowywać zawczasu? – Ale nie wiem, matki poprosić nie możesz? Ciotki jakiejś? Wujka? Bo kawałek za mną szłaś, więc wątpię bym był po prostu pierwszym kotem w zasięgu wzroku.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Grymas pojawił się na mordce kotki od razu, gdy prosta i krótka informacja “dałoby się załatwić” zamieniła się w pytania i szukanie konkretnej przyczyny jaka kryła się za głupią prośbą. Nie bardzo chciała wchodzić w szczegóły, ale też nie wyobrażała sobie teraz szukać kogoś nowego… na dodatek kogoś kto nie zdradziłby jej planu lub co gorsza miał czelność potem trzymać to przeciwko niej.
– Nigdy nie powiedziałam, że przypadkowo Cię wybrrrałam – zaczęła chcąc rozwiać wszystkie wątpliwości związane z tą kwestią, bo trochę jej głupio się jej zrobiło jak zostało to wytknięte. Akurat wielkouchy był dla niej wyjątkowy trochę! Nie chciała, by poczuł się niedoceniony. – A moim Mistrzem jest… moja mama. Nie chcę by myślała, że nic nie potrafię i ba’dzo bym chciała się wykazać, pokazać z dob’ej strony. – wyjaśniła niemrawo patrząc bardziej w podłoże, niż na słuchacza, któremu właśnie zdradziła swój mały sekrecik. Ostatnio jej nie wyśmiał, nawet był miły, może tym razem też chciałby jej pomóc? Wydawał się dobrym pomocnym ziomkiem…
Księżyce: 124
Mistrz: Jaśniejący Płomień
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– O, to skoro nie ukrywasz, że to nie był przypadek, to może nie będziesz mieć problemu z wyjaśnieniem dlaczego akurat ja. Jestem szalenie ciekawy co tobą kierowało. – podchwycił radośnie, zupełnie nieświadomy dlaczego koteczka w ten sposób sprostowała swoje motywacje i wybory. Jakoś przez myśl by mu to nie przeszło. Chociaż już moment później wyjaśniło się czemu nie poszła z tym do matki. Żeby było zabawniej, z całości sytuacji – to jest również z jej tonu i postawy, nie tylko słów – dało się wyczuć wyraźny smród trudnej relacji z matką, która za parę księżyców stanie się solidnym gruntem pod szereg problemów psychicznych, emocjonalnych i zachowawczych. Doświadczenie w panowaniu nad mimiką, pomogło orientalowi nie skrzywić się w efekcie. Pokiwał jedynie łbem z należytą powagą.
– Ach rozumiem. Jodłowej Gałązce faktycznie może być trudno zaimponować brakiem wiedzy. Ale zamierzasz tak z całego materiału przygotować się po kryjomu przed spotkaniami z nią, czy tylko z tych dwóch zagadnień? Chcesz jedynie kojarzyć o co chodzi, by nie zagięła ciebie pytaniem, na które nie wydukasz ani słowa w odpowiedzi, czy chcesz ją zaskoczyć swoimi umiejętnościami? – dopytywał, siadając na moment i owijając łapy ogonem. Zaraz jeszcze wyjaśnił. – Chciałbym wiedzieć jaki masz plan po prostu. To by pomogło.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Sarenka wywróciła oczami na prośbę o wyjaśnienie, bo jak bardzo cynamonowy kocur potrzebował być zapewniany, że jest ważny i jego obecność się liczy? A w ogóle to atencyjność biła z tej jednostki. Mogłaby w sumie się uśmiechnąć na to, ale jako iż jej myśli latały bliżej faktu, że jest niewystarczająca by jej mama ją kochała to wypuściła jedynie cichy świst z pyszczka.
– No bo byłeś dla mnie miły. Na pogrzebie. Nigdy nikt nie był dla mnie tak miły jak Ty… znaczy mój przyjaciel Świt jest też taki superrrr, ale op’ócz niego to nie spotkałam nikogo… dopóki nie poznałam Ciebie – wyjaśniła bez zająknięcia, a jej głos był spokojny jakby właśnie opisywała jak to poprzedniego dnia zjadła piszczka na kolację. Nawet jej powieka nie drgnęła!
– Najbarrdziej chciałabym jej zaimponować wiedzą z walki i polowania… mam wrrrażenie, że mama nie ba’dzo jest zainte’esowana rrresztą… Znaczy no coś tam kojarzę, ale walka to już coś! A polowanie to w ogóle bycie przydatnym też!! – powiedziała lekko się szamocząc w odpowiedzi, bo teraz jak jej przedstawiał to czarno na białym to wydawało się to głupie… ale! ona znała swoje postanowienia i chciała je jednak wykonać. Da radę! – Chcę ją zaskoczyć! Mogłabym wiedzieć gdzie powinnam bić… rrraz zbiłam siost’ę, bo mi mówiła, że powinnam zginąć od potworrra, a innym rrrazem jakiś kocur duży chciał mnie wyst’aszyć i go pog’zyłam po kostkach. Mam tylko dziwne uczucie, że nie tak się bije, chociaż działało. – Przechyliła głowę spoglądając na dobrego ziomeczka zamglonym oczkami jakby szukała jeszcze słów. – A! No i polowanie nie umiem nic w sumie… znaczy mogę Ci pokazać jak się skrradam! – zachichotała wesoło i z niecierpliwością czekała na entuzjastyczną zgodę.
Księżyce: 124
Mistrz: Jaśniejący Płomień
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Wszyscy święci na niebie i ziemi, jak głęboko była zakopana poprzeczka tego dzieciaka, że ze wszystkich kotów to Orion znalazł się w czołówce zestawienia kotów miłych? Bardzo niewielkiego, bo poza nim znajdowała się tam jedynie Świt. Jej obecność była uzasadniona, jego... dość dołująca. Czy zaplątał mu się w futro magnes na kocięta z najbardziej zwichrowaną psychiką i tragiczną historią, że właśnie takie jednostki się do niego przyczepiały? Po świecie chodziło tyle śmiesznych kociąt, z których logiki można było kisnąć jak ogórki w słoiku, to akurat miał przed sobą taki egzemplarz. W przypływie optymizmu pojawił się pomysł, że czekoladowo-biała kotka była wprawnym kłamcą i próbowała go jakoś głupio podejść, ale równie szybko zgasła – nie spodziewałby się tak zaawansowanych planów po jej dwóch szarych komórkach (z czego jedna pewnie już ledwo zipała). Nie, zdecydowanie gdyby w dwukolorowej główce częściej mieszkały składne myśli to by wiedziała, że nie chcę by matka myślała, że nic nie potrafię to idiotyzm, bo jeśli była porażką już teraz to matka na sto procent o tym wiedziała.
– O, Świt. Jest całkiem zabawna, trzeba jej to przyznać. Ma nieszablonowe pomysły, byłoby szkoda, gdyby trening to u niej zniszczył. – przekierował uwagę na burą terminatorkę, nie chcąc zupełnie zostawiać tłumaczeń bez komentarza (żeby nie pomyślała, że zaniemówił z wrażenia bądź głębokiej troski). Ale też niekoniecznie miał dzisiaj w planach uświadamianie podrośniętego kociaka, że jego dotychczasowe dzieciństwo to na zbyt zdrowe nie wyglądało.
Polemizowałby, Jodłowa Gałązka na pewno będzie cisnąć dzieciaka wszystkim po równo, więc do nie bardzo zainteresowanej jej było daleko. I to dopiero będzie porażka ze strony młodej, jeśli będą musiały się zatrzymać na dłużej nad Kodeksem, bo nie będzie wchodził sprawnie. Tyle czasu zmarnować, gdy mogłyby zająć się szlifowaniem solidnych umiejętności.
Słuchając o przygodach terminatorki, odniósł wrażenie, że doskonale by się dogadała z Bączkiem. Odnaleźliby wspólny język przegrystwa i inne takie. No chyba że Bączek już faktycznie zrealizował swoje plany samobójcze, to trochę za późno na ich integrację.
– Pogryzłaś po kostkach? – uniósł brew z rozbawieniem. – Kogo takiego pokąsałaś? – miałby nadzieję, że chodziło jej o Zająca, ale ten raczej nie wpadłby nawet na pomysł, że kociaka można wystraszyć. – Ale to skradanie może później, hm? Skoro chcesz zaskoczyć matkę, a nie jedynie pokazać, że coś wiesz to już skupmy na tej walce nieszczęsnej, może tutaj uda się coś ugrać sensownego.
No nie planował faktycznie uczyć dwubarwnego wypłosza czegokolwiek, ale skoro miał przed sobą tak żałosną jednostkę to... mógł chyba poświęcić jej chwilę? Nie był przecież totalnie bez serca, więc skoro i tak szanse na pobrudzenie nieskazitelnej szaty były niskie to... mógł córce Jodły udzielić rady czy dwóch. Chociażby po to by wojowniczka nażarła się gleby na ich treningu. – Tylko jedna uwaga. Jeśli będziesz faktycznie chciała zszokować matkę, to musisz odmówić omawiania teorii przed sparingiem, łapiesz? Bo jak jej wygadasz wszystko z marszu to w czasie walki nie dość, że będzie wiedziała czego się po tobie spodziewać, więc stracisz element zaskoczenia, to jeszcze jak ci coś nie wyjdzie to będzie troszkę rozczarowująco. Wiesz, bo niby kojarzysz w teorii, ale nie wychodzi ci stosowanie w praktyce. Zupełnie inaczej to odbierze jeśli nie będzie się spodziewała po tobie takiego manewru. Więc jeśli po walce sobie omówicie teorię dopiero to na pewno będzie pod większym wrażeniem, że faktycznie coś wiesz, a nie tylko, nie wiem, jesteś niecierpliwym smrodem, który chciał się bić już teraz.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Uśmiech wpłynął na jej mordkę na wspomnienie o Świcie, a ona jedynie energicznie pokiwała głową na zgodę, bo jak można było nie? Jej przyjaciel był zabawny, ale no właśnie chwila… przecież to była przyjaciółka już! Kuzynka! Wspaniała… najmilsza na dodatek!
– Takiego jakiegoś dziwoląga… nie wiem jak on się nazywał, ale chyba… coś na B? Bobek? Bossuk? Bosak? – wypowiedziała zamyślona, ale no jak zamglony las nie mogła zajrzeć w głąb, by przypomnieć sobie imię. – Ale miał taki dziwny pysk, głupawy. Był… taki czarrno-biało-sza’y? – wyjaśniła ostatecznie i już się szykowała do wcześniej wspomnianego skradania, ale jej super plan nie wypalił, bo entuzjazm koleżki nie był w ogóle entuzjastyczny, a raczej wolał przejść do walki. Aha… no niech mu będzie, prawda? Chociaż lekki grymas niezadowolenia przeszedł na pyszczek Sarenki i ostał się tam przez jedno uderzenie serca.
– Ooo dobrra! Jesteś w sumie barrrdzo mąd’y, wiesz? – zapytała entuzjastycznie i uśmiechnęła się niewinnie, bo cynamonowy point znowu jej zaimponował! Kto by pomyślał, że uda jej się znaleźć takiego super wielkouchego co jest miły, pomocny i jeszcze mądry! – Muszę odmówić omawiania teorrrii, jasne! A jaka jest w sumie ta teorria?
Księżyce: 124
Mistrz: Jaśniejący Płomień
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Głupia morda, trzykolorowe futerko, imię na B. Oczywiście, że Orion nie potrzebował wiele czasu by w katalogu Wichrzaków odnaleźć osobnika, o którym młoda wspominała.
– Ach, ten co dużo szczeka. Chociaż już nie pamiętam nawet o co się wtedy rzucał. – zamyślił się na moment, próbując przywołać tamtą ceremonię w pamięci. O co się pultał? O jakąś wielką niesprawiedliwość, ale czy dotyczyła jego, czy jego kolegi... najwyraźniej sprawa nie była wystarczająco interesująca, by oriental zachował pamięć o niej na dłużej. – Mam nadzieję, że udało ci się mocno wbić swoje szpilki w jego łapy, co? – dopytał, przechylając lekko łeb w bok. Na cynamonowej mordce zawitał sympatyczny uśmiech. Może nie było to terroryzowanie Zająca, ale wciąż ofiara terminatorki zapowiadała się obiecująco.
– No, no, tak się składa, że wiem. – potwierdził, podnosząc się na cztery łapy i przeciągając leniwie. – A do teorii już przechodzimy, nie bój żaby. Po pierwsze cały czas musisz byś skupiona, na wszystkim najlepiej. Na przeciwniku, na otoczeniu. Najlepiej jakbyś ciągle miała go w zasięgu wzroku, ale wiadomo że to niemożliwe, więc przynajmniej powinnaś wiedzieć gdzie on jest. – zaczął swój wykład powoli ruszając dookoła koteczki. Planowany wykład był interaktywny, z możliwością oberwania w imię nauki, sama radość. Zatrzymał się tak by rzucić cień na dwubarwną mordkę, licząc na to że koteczka nie pomyśli zbyt wiele o tej zmianie miejsca, skupiona raczej na słowach. – Na przeciwniku warto się skupiać, bo wiadomo, z nim się bijesz. A na otoczeniu, dlatego że często można je wykorzystać na swoją korzyść. Jak chociażby... – uchylił lekko łeb w bok, by promienie znowu oświetliły żółtawe oczy i spróbował przy okazji podciąć młodej łapy, by fiknęła na glebę. – ... takie słońce, nic przyjemnego jak razi w oczy, a oślepionego przeciwnika łatwiej trafić.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
– Wiedziałam, że jest dziwny. Mogłam od razu poznać… ale przynajmniej terrraz już wiem, że lepiej z nim nie gadać… Ogólnie chyba lepiej się do tego typka nie zbliżać – stwierdziła inteligentnie, przytakując sobie energicznie z wielkim zaangażowaniem wypisanym na twarzy (brewki miała typowo złączone, a oczy przenikliwie zmrużone). Najwyraźniej nie umiała poznać czyichś intencji po samym sposobie jego bycia i wyglądzie, ale wcale na to nie wpadła, bo przecież teraz podejrzewała każdego o złe zamiary… Prostym równaniem więc było, że była przenikliwa i mądra. – Oddał mi dosyć mocno, więc chyba musiało go zaboleć! – odpowiedziała wesoło, tak jakby słowa wypływające z jej pyszczka nie brzmiały jak największa trauma dzieciństwa.
Zamieniła się w słuch jak tylko cynamonowy point przeszedł do interesów, które ją najbardziej ciekawiły, a więc teoria walki - która zaczęła się bardzo niefortunnie, bo no właśnie… Sarna i skupienie. Brzmiało jak dwa oddzielne klany, które nie zamierzały brać ze sobą sojuszu, ale! zależało jej, dlatego też użyła mocy wszystkich (dwóch) szarych komórek starając się nie pominąć nawet jednego słowa.
– Wiedzieć gdzie jest… przeciwnik… – powtarzała sobie pod nosem przenosząc wzrok na super pomocnego wielkouchego kocura, który dziwnie zataczał wokół niej kółko. – Otoczenie można wykorzystać.. jaa-AAAAA – wykrzyknęła ze zdziwienia, gdy promienie słoneczne poraziły ją prosto w złote ślepia, a ona nawet nie była pewna, w którym momencie jej chuderlawe ciałko wylądowało prosto na glebie. Aha. No chyba, że tak. – Auć… – wyjęczała z bólu, podnosząc się po chwili na cztery łapy, a następnie spojrzała na starszego Wojownika. – JA CHCE JESZCZE RRAZ! CO WIĘCEJ MI POWIESZ?
Księżyce: 124
Mistrz: Jaśniejący Płomień
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Kocięta (i niezbyt wyrośnięci terminatorzy) z niezachwianą pewnością potrafiły wyciągać wnioski nieznające logiki nawet z legend. Orionowi pozostawało jedynie skinąć łbem. Niech młoda sobie żyje w swoim świecie, nic mu do tego.
Zresztą ten temat odszedł w niepamięć, teraz główną atrakcją było nękanie młodszego pokolenia w imię nauki. Ku zaskoczeniu, to młodsze pokolenie dość entuzjastycznie przyjęło obite plecy i prędko zerwało się na cztery łapy... by oberwać znowu? Orion by podejrzewał, że za mocno się stuknęła i chciała teraz fiknąć tak drugi raz by szare komórki znowu wskoczyły z powrotem na swoje miejsce, ale ta teoria wymagała założenia, że monochromatyczna kotka takowe posiadała. A o to jej nie oskarżał, broń boże.
– Że jak będziesz tylko słuchać i obrywać to na tym skończymy dzisiejszy wykład, jasne? – uśmiechnął się sympatycznie. – Jak ktoś nas zobaczy to mnie oskarży o bicie młodszych, więc chociaż się postaraj jednocześnie słuchać i unikać, czy nie wiem, zaatakować, jeśli jesteś w stanie tak podzielić uwagę. Ale na pewno więcej z tego wyniesiesz niż tylko siedząc. Wracając. Klasyk wśród klasyków, którego wszyscy się spodziewają w teorii, a w praktyce często pomaga zyskać krótkotrwałą przewagę. – zagarnął garść ziemi by sypnąć nią w stronę dwukolorowej mordki. – Piach, ziemia czy śnieg w oczach to nic przyjemnego, na moment praktycznie zupełnie wyłączają ci wzrok z walki, a to najbardziej użyteczny zmysł w starciach, bez dwóch zdań.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Dodatkowa porada wielkouchego wydawała się w sumie logiczna i wcale nie dziwiła jej, gdy tak dodała sobie dwa patyki do dwóch patyków. W końcu jej też by się nie chciało uczyć frajera, a co dopiero potem zostać oskarżonym o bicie młodszych jak wcale nic takiego nie robiła! Dlatego też wyostrzyła wszystkie zmysły na tyle ile potrafiła, by przemyśleć, czy przypadkiem zaraz jej jakoś nie zamierza zaatakować… tak jak wcześniej. Byłoby słabo w końcu!
– Klasyk – powtórzyła pod nosem, nie mając szans na przemyślenie co tak naprawdę chciała, bo widząc jak Wojownik zbiera ziemi to coś w niej przeskoczyło, trybiki ruszyły. Musiała wykonać unik, tak czuła. Szczególnie przez fakt, że aż łapy ją świerzbiły, by ruszyć się z miejsca. Miała zamiar odskoczyć w bok i stanąć przodem do “przeciwnika”, który właśnie próbował ją oślepić - ponownie.
– Piach, ziemia lub śnieg… a czasami nawet słońce. – powtórzyła niezależnie od tego, czy dopiero co najadła się piachu, czy nie.