Mistrz: Sokoli Cień Płeć: kocur Matka: Czajkowy Lot Ojciec: Wilgotny Nos Partner: Zaśnieżona Ścieżka
Wilk stał się większy niż ktokolwiek mógł by pomyśleć i bardziej muskularny. Dzięki długim wędrówkom od najmłodszych czasów i wspinaczkach masa mięśniowa urosła. Smoliste futro zostało na swym miejscu jednakże stało się o wiele bardziej szorstkie jak... wilcze. Wibrysy są również czarnego koloru, a jedyne co wyróżnia się i kontrastuje z ciemnym kolorytem są oczy, które od czasów młodości wyblakły i stały się jasno niebieskie, przypominające lód. Łapy umięśnione mają ślady wszelkich obdarć i zarysowań, a poduszki zgrubiałe i szorstkie również mają kolor czerni.
Śmierć brata odbiła się na Wilku. Zawsze pogodny, pełen chęci do zabaw i wszelkiego rodzaju rozrywki teraz woli spędzać czas w samotności, przebywając poza większymi skupiskami kotów, rozmawiając niewiele. Stał się bardziej ponury i mrukliwy. Ponadto przez stratę bliskiego mu kota jeszcze bardziej chce zostać wojownikiem i w jakiś sposób położyć kres śmierci i zniknięciom w klanie choć w jakiejś części. Wilk pożegnał się zatem z pozytywną stroną życia coraz bardziej zatapiając się w swoich myślach, bo Czarny ostatnim czasy rozmyśla wiele. I na każdy temat.
Lwi Zew ; Krucza Łapa; Lisica
- Mówię całkowicie poważnie. Dużo jest ich jak mija Pora Nagich Drzew. I trzeba szukać na drzewach. Tam ich najwięcej jest. - Odparł i uśmiechnął się delikatnie. Na kolejne pytania kotki nieco zacięła mu się mina. - Terminatorzy nie mogą wychodzic poza teren klanu, bo nie są zwyczajnie na to gotowi. Wielu dopiero w późnych księżycach uczą się polowania i walki. Gdyby zaatakował Cię lis albo borsuk potrafiła byś się obronić? Tu chodzi o bezpieczeństwo przyszłych wojowników. Chyba, że swojego mistrza namówisz albo rodziców żeby Ci pokazali co jest poza granicami. Wtedy może z tobą pójdą, ale samej po prostu Ci nie radzę opuszczać naszych terenów. - Odparł rozglądając się wokół. - Cóż... niektóre koty z obcych klanów mogą Cię z miejsca uznać za wroga. Mogą zaatakować Cię bez ostrzeżenia. Nie mówię, że wszyscy. Trzeba być rozważnym. Wiem, że jesteś ciekawa świata i nowych znajomości ale nich Ci to nie przysłoni zdrowego rozsądku. Koty są różne. - Odparł i wzruszył barkami. Przypomniał sobie o pewnej kocicy, która zgwałcił Chmielograb. I która należała do Wichru, ale sam nie miał pojęcia, że to Zawilec. Nie miał pojęcia iż Lśniąca jest córką gwałciciela i nie wiedział, że Chmielograb nie żyje. Te historie nauczyły Wilka jednego - nie ufać obcym. - Nauczysz się w swoim czasie. - Zaśmiał się delikatnie. Może podczas intensywnego wąchania faktycznie nozdrza się rozszerzały, ale na pewno nie rosły. - Jest całkiem nie daleko, ale nie zabiorę Cię tam. Przykro mi. Nie zrozum mnie źle, bo chciałbym Ci pokazać i Sielisko Koni i Grzmiącą Ścieżkę, ale obawiam się, że Malinowa Gwiazda wraz z twym mistrzem powyrywali by nam kłaki z brzucha. Jeśli się choćby twoja mama zgodzi to owszem, pokażę Ci, ale ja nie mam tu władzy. Nie mogę decydować o tym. - Westchnął z nutą smutku. Grzmiąca Ścieżka była... niezbyt ciekawa i ogólnie Wilk widział ją raz z daleka. Potwory jeżdzące po tej ścieżce były straszne i szybkie. - Ale mam inny pomysł. Możemy iść na granicę do Podmokłego Brzegu i wejść na drzewo znajdujące się po naszej stronie terenów. Z czubka drzewa widać Grzmiącą Ścieżkę.... i czuć jej odór. - Dodał spoglądając na kotkę. W ten sposób zaspokoją głód wiedzy Raczek, a w dodatku nie naruszą żadnej z zasad!
<table><center><tr><td><img src="https://i.imgur.com/cyU3um7.png"></td><td><center>*** I look insidemyself and see my heart is black
I see my red door and must have it painted black Maybe then I'll fade away and not have to face the facts
It's not easy facing up when your whole world is black</center> </center></table>
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Młoda momentalnie odnotowała sobie w głowie wszystkie te informacje dotyczące gąsienic, ale widać było Wilk nie miał nic do dodania w tym temacie, toteż nie drążyła. Wydawał jej się zresztą bardzo poważny i skupiony na tym, by w jakimś tam stopniu ją pouczać, co wcale jej się nie podobało. Kocur nie mógł również wiedzieć, że Raczek wiele rzeczy robiła na przekór innym, a już na pewno zgodnie ze złotą zasadą, że jeśli ona nie może, to proszę jej potrzymać piwo. Dlatego też, kiedy wojownik opowiadał jej o tych wszystkich strasznych rzeczach młoda wyglądała, jakby chciała mu powiedzieć, że kpi sobie z niebezpieczeństwa. To prawda, że dostała po pysku od pewnego ptaszyska, ale nie zamierzała robić z tego powodu dramatu, czy coś podobnego.
- E, no co ty, mnie na dzień dobry zaatakował taki wielki ptak i Zawilec kazała mi połamać mu skrzydła. Ale one mają twarde dzioby - rzuciła dość beztrosko unosząc łapę do pyska, bo ten cios jednak ją bolał i czegoś tam nauczył, ale mimo wszystko w nosie miała to, że może jej się coś poważnego stać, zdaje się, że gnała z wiatrem i wszyscy inni mogli się, kolokwialnie rzecz mówiąc, wypchać. Nie bała się, co pewnie było głupie, ale jakoś brakowało jej najwyraźniej blokad, zaś gadanie Wilka o tym, że inni mogą mieć wobec niej złe zamiary traktowała nieco na zasadzie: tak tak, oczywiście. Za każdym krzakiem mogło się coś na nią czaić. A jak wychodziło, to nawet w obozie mogło się coś na nią czaić.
- O rany! - jęknęła. - Ale ja chcę na nią tylko POPATRZEĆ, chyba mi się do oczu nie rzuci? - spytała na to robiąc ni to minę cierpiętnika, ni to zdecydowanie oburzona, bo sama nie wiedziała, co obecnie bardziej na nią podziałało. Zaraz zresztą zmrużyła nieznacznie jedno oko, jakby chciała zapytać wojownika, czy on do niej tak serio, ale skoro sam proponował, to nie zamierzała czekać na nie wiadomo co i po prostu uznała, że należy się jak najszybciej ruszyć. Jeszcze się okaże, że za chwilę się rozmyśli, bo drzewo też może jej zrobić jakąś krzywdę! - Chodź! Pokaż mi, gdzie jest to drzewo, już ja na nie wejdę, na sam jego czubek! - zakomunikowała podrywając się do kolejnego biegu i skacząc z niecierpliwości w miejscu.
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Mistrz: Sokoli Cień Płeć: kocur Matka: Czajkowy Lot Ojciec: Wilgotny Nos Partner: Zaśnieżona Ścieżka
Wilk stał się większy niż ktokolwiek mógł by pomyśleć i bardziej muskularny. Dzięki długim wędrówkom od najmłodszych czasów i wspinaczkach masa mięśniowa urosła. Smoliste futro zostało na swym miejscu jednakże stało się o wiele bardziej szorstkie jak... wilcze. Wibrysy są również czarnego koloru, a jedyne co wyróżnia się i kontrastuje z ciemnym kolorytem są oczy, które od czasów młodości wyblakły i stały się jasno niebieskie, przypominające lód. Łapy umięśnione mają ślady wszelkich obdarć i zarysowań, a poduszki zgrubiałe i szorstkie również mają kolor czerni.
Śmierć brata odbiła się na Wilku. Zawsze pogodny, pełen chęci do zabaw i wszelkiego rodzaju rozrywki teraz woli spędzać czas w samotności, przebywając poza większymi skupiskami kotów, rozmawiając niewiele. Stał się bardziej ponury i mrukliwy. Ponadto przez stratę bliskiego mu kota jeszcze bardziej chce zostać wojownikiem i w jakiś sposób położyć kres śmierci i zniknięciom w klanie choć w jakiejś części. Wilk pożegnał się zatem z pozytywną stroną życia coraz bardziej zatapiając się w swoich myślach, bo Czarny ostatnim czasy rozmyśla wiele. I na każdy temat.
Lwi Zew ; Krucza Łapa; Lisica
Może i Wilk przesadzał, bo był czas pokoju i nikt raczej nie szukał wrogów czy wojen. Niemniej nadal zdarzały się pobicia śmiertelne, straty, gwałty i wiele innych rzeczy odciskających piętno na psychice i ciele. I dlatego należało uważać. - Oj ale ptak to nie lis, który ma ostre kły i silne jak pies. A mimo to jest podobny trochę do kota... a już nie mówiąc o koniach! One jednym kopnięciem potrafią zabić i wcale teraz nie żartuję. Jak zobaczysz takiego to uważaj żeby mu pod kopyta nie wejść. - Odparł i ruszył dalej uznając w końcu, że jeśli będzie zbyt poważnie gadał i ogólnie zakazywał i nakazywał to nie przyniesie żadnego rezultatu. Wobec Raczek trzeba stosować inną taktykę. Dobrze zainteresować i postarać się wytłumaczyć dlaczego. Choć z tym drugim jest większy problem. - Pf! Zobaczymy kto będzie pierwszy na drzewie! NA SAMYM CZUBKU! - Odparł i ruszył w morderczy bieg ku Podmokłego Brzegu. Tak rwał podłoże łapami, że nawet nie zwracał czy Raczek biegnie. Był pewien, że tak. Jak poprzednio. - Kto ostatni ten kupa futra!
Niedługo potem już wspinał się zręcznie na drzewo zahaczając o korę silnymi łapami, a tylnymi podciągając się i podtrzymując.
<table><center><tr><td><img src="https://i.imgur.com/cyU3um7.png"></td><td><center>*** I look insidemyself and see my heart is black
I see my red door and must have it painted black Maybe then I'll fade away and not have to face the facts
It's not easy facing up when your whole world is black</center> </center></table>
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Młoda, jako pokojowo nastawiona do życia istota, nie zakładała z góry, że mogą pojawić się jakieś wojny, a ponieważ nie rozumiała kwestii dotyczących gwałtów, nie brała ich w ogóle pod uwagę. O pobiciach nie słyszała, toteż również wypowiadać się nie zamierzała i chociaż jej idealna bańka nieco pękła po ataku kruka, nadal żyła sobie całkiem spokojnie. Wiedziała jednak, że trzeba bardziej uważać i to też robiła, wychodziła jednak z założenia, że to gadanie o przeciwnikach nie jest aż takie straszne. Bo przecież inne koty powalały lisy, prawda? A ona pomimo ran poradziła sobie z krukiem, a co!
- No niby nie to samo, ale i tak może cię porządnie uderzyć, mnie to rozwalił pysk, wiesz? A potem mnie podrapał tak mocno, że mi krew zalała futerko. No, to lisy chyba też tak umieją, nie? A te konie to co to i gdzie je znajdę? - wyrzuciła z siebie szybko, bo skoro już jej dał marchewkę, to zamierzała za nią polecieć jak głupia. Jak zacznie się wykręcać albo wskaże jej niewłaściwą drogę, to jedyne co tym osiągnie to fakt, że Raczek będzie jeszcze ciekawsza i może poleci za Grzmiącą Ścieżkę przekonać się, co się tam znajduje i dlaczego wszyscy mówią, że chodzenie po niej jest takie niebezpieczne. Wilk wsadzał po prostu kij w mrowisko, ot co! A ona łykała większość rzeczy jak gęś tuczna, tylko trzeba było z córką Maliny uważać. Bo ona wszystko musiała dotknąć i polizać, żeby być pewną, że wie już wszystko i o wszystkim, o czym wiedzieć chciała!
- Kupa futra? - rzuciła jeszcze śmiejąc się, a potem zaczęła biec jak szalona, by skoczyć zgrabnie na drzewo, które wskazał jej Wilk i zacząć piąć się po nim tak prędko, jak tylko potrafiła. Skoro jako kocię wspięła się tam, gdzie nie powinna, nie było nic dziwnego w tym, że obecnie zasuwała w górę, jakby się za nią kurzyło. Musiała coś robić, by nie umrzeć z nudów w obozie, pozostawało jej zatem bieganie i wspinanie się, a teraz, kiedy była już większa, szło jej to o wiele łatwiej.
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Mistrz: Sokoli Cień Płeć: kocur Matka: Czajkowy Lot Ojciec: Wilgotny Nos Partner: Zaśnieżona Ścieżka
Wilk stał się większy niż ktokolwiek mógł by pomyśleć i bardziej muskularny. Dzięki długim wędrówkom od najmłodszych czasów i wspinaczkach masa mięśniowa urosła. Smoliste futro zostało na swym miejscu jednakże stało się o wiele bardziej szorstkie jak... wilcze. Wibrysy są również czarnego koloru, a jedyne co wyróżnia się i kontrastuje z ciemnym kolorytem są oczy, które od czasów młodości wyblakły i stały się jasno niebieskie, przypominające lód. Łapy umięśnione mają ślady wszelkich obdarć i zarysowań, a poduszki zgrubiałe i szorstkie również mają kolor czerni.
Śmierć brata odbiła się na Wilku. Zawsze pogodny, pełen chęci do zabaw i wszelkiego rodzaju rozrywki teraz woli spędzać czas w samotności, przebywając poza większymi skupiskami kotów, rozmawiając niewiele. Stał się bardziej ponury i mrukliwy. Ponadto przez stratę bliskiego mu kota jeszcze bardziej chce zostać wojownikiem i w jakiś sposób położyć kres śmierci i zniknięciom w klanie choć w jakiejś części. Wilk pożegnał się zatem z pozytywną stroną życia coraz bardziej zatapiając się w swoich myślach, bo Czarny ostatnim czasy rozmyśla wiele. I na każdy temat.
Lwi Zew ; Krucza Łapa; Lisica
W momencie gdy Wilk dotarł niemal na czubek drzewa Raczek była przy nim. Ciężko było określić kto był szybszy, ale na pewno po tym szaleńczym biegu podłoże wypełniło mnóstwo liści. Zaczerpnął powietrza. - Uhuhu, masz kondycję! - Zaśmiał się patrząc na kotkę. - Potrafią nawet więcej. A konie to takie duże zwierzęta kompletnie nie podobne do nas. Mają wydłużony pysk, cztery kończyny, a na nich kopyta. Nie wiem jak ci wyjaśnić co to kopyto. Jest bardzo twarde i jednym uderzeniem koń potrafi zabić. - Odparł, a wzrok skierował w końcu w stronę Grzmiącej Ścieżki. - Oto ona, Grzmiąca Ścieżka. - Powiadomił wskazując łapą na niemal czarną, szeroką linię. Od czasu do czasu przejechał po niej Potwór. - A to Potwory, którymi dowodzą Dwunodzy. Ponoć nie schodzą ze Ścieżki ale kto ich tam wie. Strasznie śmierdzą. - Zakomunikował. - Trzeba na nie uważać, bo są gorsze niż konie i ich kopyta.
<table><center><tr><td><img src="https://i.imgur.com/cyU3um7.png"></td><td><center>*** I look insidemyself and see my heart is black
I see my red door and must have it painted black Maybe then I'll fade away and not have to face the facts
It's not easy facing up when your whole world is black</center> </center></table>
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Raczek była szyba, była zwinna i wyglądała jak strach na wróble. Dlatego też Wilk nie powinien się jakoś szczególnie dziwić, że dotrzymywała mu kroku. Była poza tym młoda i pełna niespożytej energii, którą trudno było jej gdzieś upchnąć, jeśli nie znajdowała nikogo, kto mógłby towarzyszyć w jej szaleńczych wyprawach to tu, to tam. Faktem było, że może nieco się zdyszała, ale kto by się tym przejmował! Na pewno nie ona. Tym bardziej, że zaraz kocur zaczął opowiadać jej o koniach, a potem pokazał jej Grzmiącą Ścieżkę, na którą zagapiła się rozchylając pyszczek. Trzymała się mocno gałęzi, ale obserwowała to, co dzieje się na tej magicznej czarnej linii, po której czasem coś się poruszało, a ona jakoś szczególnie się tego nie bała. Nie żeby zaraz chciała tam wbiec, ale pomyślała sobie, że ciekawie byłoby dotknąć jedną chociaż łapą tego dziwu natury, czy cokolwiek to było, uznała jednak, że żeby nie robić rodzicom na złość, poprosi któreś z nich, by z nią poszło albo wyznaczało wojownika, który to zrobi.
- Wooo! Ale to wszystko niesamowite! Cieszę się, że mi to pokazałeś, ale teraz muszę znaleźć mamę i zapytać ją, czy tam ze mną pójdzie. O rany! Nie wiedziałam, że tutaj jest tak cudownie! - rzuciła i pożegnała się prędko z kocurem, nie czekając nawet na to, aż ten zejdzie za nią na dół, miała już bowiem motorek w zadku i koniecznie musiała stawić się przed Maliną, teraz, już, w tej dokładnie chwili, by o wszystko ją wypytać i wybłagać u niej tę niesamowitą, jak sądziła, wycieczkę. Nawet te całe konie chwilowo jej nie interesowały!
//zt, dziękuję :)
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Mistrz: Sokoli Cień Płeć: kocur Matka: Czajkowy Lot Ojciec: Wilgotny Nos Partner: Zaśnieżona Ścieżka
Wilk stał się większy niż ktokolwiek mógł by pomyśleć i bardziej muskularny. Dzięki długim wędrówkom od najmłodszych czasów i wspinaczkach masa mięśniowa urosła. Smoliste futro zostało na swym miejscu jednakże stało się o wiele bardziej szorstkie jak... wilcze. Wibrysy są również czarnego koloru, a jedyne co wyróżnia się i kontrastuje z ciemnym kolorytem są oczy, które od czasów młodości wyblakły i stały się jasno niebieskie, przypominające lód. Łapy umięśnione mają ślady wszelkich obdarć i zarysowań, a poduszki zgrubiałe i szorstkie również mają kolor czerni.
Śmierć brata odbiła się na Wilku. Zawsze pogodny, pełen chęci do zabaw i wszelkiego rodzaju rozrywki teraz woli spędzać czas w samotności, przebywając poza większymi skupiskami kotów, rozmawiając niewiele. Stał się bardziej ponury i mrukliwy. Ponadto przez stratę bliskiego mu kota jeszcze bardziej chce zostać wojownikiem i w jakiś sposób położyć kres śmierci i zniknięciom w klanie choć w jakiejś części. Wilk pożegnał się zatem z pozytywną stroną życia coraz bardziej zatapiając się w swoich myślach, bo Czarny ostatnim czasy rozmyśla wiele. I na każdy temat.
Lwi Zew ; Krucza Łapa; Lisica
Skinął jedynie łbem rzucając Raczek na pożegnanie przyjacielski uśmiech po czym sam zszedł z drzewa ruszając przed siebie. Kotka ta była... pogrążona w swoim świecie? Ciekawska, szybka, energiczna choć i silnie trzymająca się swoich przekonań, których próba zmienienia równała się jedynie z jeszcze mocniejszym zakorzenieniem się tychże.
Ruszając dalej stwierdził, że skoro jeszcze do zachodu słońca sporo czasu to pójdzie na jakieś dodatkowe polowanie, bo na kolacje też trzeba coś zjeść. Po jakimś czasie zdołał złapać kilka myszy, które zdążyły już nabrać masy po Porze Nagich Drzew. Zaniósł je do obozu, a sam biorąc jedną ruszył sprawdzić jak ma się starszyzna i kociaki i czy nic im nie potrzeba, a tym samym czy terminatorzy wykonują swoje obowiązki odpowiedni. Po upewnieniu się poszedł na spoczynek do swojego legowiska - bowiem nie lubił spać w legowisko wojowników.
/zt. thamk ;3
<table><center><tr><td><img src="https://i.imgur.com/cyU3um7.png"></td><td><center>*** I look insidemyself and see my heart is black
I see my red door and must have it painted black Maybe then I'll fade away and not have to face the facts
It's not easy facing up when your whole world is black</center> </center></table>
Kret jest sporym, postawnym kocurem o szerokich barkach i stosunkowo krótkim ogonie. Jego sierść jest krótka i szorstka, w jednolicie niebieskiej barwie, pozbawioną jakichkolwiek znaczeń. Kocur często zapomina o tym że powinien o to futro czasem zadbać, wiec co jakiś czas można na nim zobaczyć jakieś liście czy plamy. Posiada też zielone, nieco skośne oczy i niezbyt przychylny wyraz pyska.
Zbyt dużą inteligencją to on nie grzeszy, to trzeba przyznać na starcie. Siłą owszem, inteligencją raczej nie. Pamięć złotej rybki. Ogólnie mimo srogiego wyrazu psyka, jest miłym kocurem, który w niektórych wypadkach działa szybciej niż myśli.
Rozmarynowa Łapa [KR]
Spacerek by trochę się przewietrzyć i powtórzyć to co usłyszał na treningu. Ciągłe powtarzanie pomoże mu wszystko zapamiętać. Ta metoda była jak na razie skuteczna. Gorzej z kotami, które spotykał na swojej drodze. Często zapominał jak kto miał na imię i by łatwiej ich kojarzyć nadawał im krótkie przezwiska. No ale na razie było mało takich kotów. Łapy zaniosły Kreta do starego samotnego kasztana pod którym usadził się. Zamknął na chwilę oczy i zaczął w głowie powtarzać imiona najważniejszych kotów we wszystkich czterech klanach.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Zajęczy Sus akurat próbował polować, ale… panował taki okropny upał, że wojownik nie był w stanie ani nic znaleźć, ani tym bardziej łapać. Przez temperaturę czuł się ociężały i tak, jakby miał zdecydowanie za dużo futra, a choć długie futro nie utrudniało mu polowania w takim stopniu, jak jego ojcu, to jednak nie dawał rady, póki było tak gorąco. Oddychając ciężko, postanowił na razie zrobić przerwę i może wyjść wieczorem, czy nawet w nocy, żeby zapolować: teraz i tak zwierzyna się pochowała. Nie ma zresztą się co dziwić. W ten sposób, idąc z okolic granicy z klanem Rzeki, natknął się na Krecią Łapę, siedzącego w cieniu Starego Kasztana.
– Cześć, Krecia Łapo – odezwał się do młodszego kocura i pozwolił sobie klapnąć kawałek od niego. – Straszny upał dzisiaj. Próbowałem coś upolować, ale wszystko się chyba pochowało, ech.
Kret jest sporym, postawnym kocurem o szerokich barkach i stosunkowo krótkim ogonie. Jego sierść jest krótka i szorstka, w jednolicie niebieskiej barwie, pozbawioną jakichkolwiek znaczeń. Kocur często zapomina o tym że powinien o to futro czasem zadbać, wiec co jakiś czas można na nim zobaczyć jakieś liście czy plamy. Posiada też zielone, nieco skośne oczy i niezbyt przychylny wyraz pyska.
Zbyt dużą inteligencją to on nie grzeszy, to trzeba przyznać na starcie. Siłą owszem, inteligencją raczej nie. Pamięć złotej rybki. Ogólnie mimo srogiego wyrazu psyka, jest miłym kocurem, który w niektórych wypadkach działa szybciej niż myśli.
Rozmarynowa Łapa [KR]
Powtarzanie zostało przerwane przez czyiś głos. Kret otworzył oczy i spojrzał na kocura, który się do niego odezwał. Poznał to fakt, ale jak ten bury kot się nazywał? Coś z jakimś zwierzęciem to było, ale co dokładnie? No dobra dojdzie do tego pewnie niedługo.
- Witaj. - uśmiechnął się lekko - Nic nie chce siedzieć w tym słońcu. Nawet jaszczurki, które normalnie wygrzewają się na słońcu pochowały się w cieniu.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Nie był świadomy, że przerwał Kreciej Łapie w powtarzaniu jakiejś istotnej kwestii, chociaż uświadomił sobie, że ten faktycznie miał zamknięte oczy… no, ale je otworzył i mu odpowiedział, więc w porządku, chyba mu nie przeszkadzała obecność Zająca, więc wojownik posłał mu lekki uśmiech w odpowiedzi na jego uśmiech. Z tego co pamiętał, to kocur był synem Pomarańczowej Skórki i Czerwonego Pazura, z którymi nie miał jakichś bliższych relacji, szczerze powiedziawszy, ale co jakiś czas z nimi rozmawiał i pamiętał, że mistrzem młodego jest Węgorzowy Grzbiet, który jakiś czas temu zyskał dość poważną ranę na pysku.
– Nie ma co się dziwić, dawno nie było takiego gorąca – przyznał, i nie chodziło mu nawet o ten obieg pór roku, ale o poprzednie. Nie przypominał sobie, by wcześniej było tak gorąco, chociaż może to kwestia tego, że po prostu zapomniał w obliczu tego upału, co był teraz. – Jak idzie trening? Kurowanie się Węgorzowego Grzbietu po tej walce raczej wam nie przeszkodziło za bardzo, prawda? – Mimo wszystko to była rana na pysku, a nie złamana łapa, czy urwany ogon, po czym koty regenerowały się o wiele dłużej.
Płeć: Kocur Matka: Czajkowy Lot | wicher Ojciec: Wilgotny Nos | wicher Trwałe urazy: user jak zwykle
Wysoki kocur, który przypomina syjama. Jego mordka, łapki i ogon są czarne, a sierść kremowa. Posiada błękitne, okrągłe ślepka, czarny nosek i delikatne rysy pyszczka.
Dobry harcerzyk, który ma problemy z ogarnięciem emocji.
Psotna Łapa, Kogucik [kw] Żabia Łapa [nkt]
***
Pora Zielonych Liści miała to do siebie, że słońce grzało właściwie bez przerwy. Krzemyk właśnie w takich chwilach, dziękował Gwiezdnym za krótkie futerko, które odziedziczył od matki. Nie mógł sobie wyobrazić takiego Sokolego Cienia, którego futro było gęstsze niż las rosnący na ziemiach Klanu Cienia. Harcerzyk odczuwał każdy podmuch wiatru, który mile od czasu do czasu lizała jego bladą sierści. Szczególnie, kiedy siedziało się w cieniu drzewa, taka pogoda była wręcz idealna na odpoczynek po treningu.
Terminator postanowił zrobić sobie przerwę od obowiązków. Choć w sumie nie można było tego nazwać przerwą od nich, bo po prostu nie miał obecnie żadnych. Legowiska wyczyszczone, głodni nakarmieni a następny patrol, do którego został przydzielony miał miejsce dopiero, kiedy słonce miało zetknąć się z ziemią. Postanowił posiedzieć sobie pod Starym Kasztanem, przyglądając się ciekawie ptakom w jego koronie. A nóż, może się czegoś nauczy?
Mistrz: Skrzecząca Mewa; Jasne Serce Płeć: kocur Matka: Zaćmiony Księżyc Ojciec: Lodowa Skóra Partner: brak Trwałe urazy: Poszarpane blizny po ugryzieniu borsuka na jednym udzie.
Okrywa włosowa kocura jest w kolorze białym, beż żadnych widocznych znaczeń. W dotyku futro jest całkiem miękkie, chociaż wydaje się lekko potargane. Sierść jest najdłuższa i najgęstsza na piersi, policzkach i ogonie kota. Pod futrem są mięśnie, które jednak łatwo nie są widoczne gołym okiem. Oczy Mruczka są koloru złotego, okazjonalnie wpadające w lekki pomarańcz, zależnie od nachylenia światła. Na udzie kocura można zobaczyć sporą bliznę pozostawioną przez borsuka. Mruczek jest także kastratem.
Typowy przykład przeciętnego kota pochodzącego z klanów. Całkiem ambitny i pracowity kocur, jednak nie wyróżniający się szczególnie ponad innych. Księżyce pozostawania w tyle za innymi sprawiło że ma dość chwiejne poczucie własnej wartości.
Na ogół towarzyski kocur, który jest w stanie w dużej mierze przystosować się do stylu bycia innych kotów. Chociaż okazjonalnie może mieć problem ze zrozumieniem emocji innych.
Podziela wiarę w Gwiezdny Klan z większością klanowych kotów. Także incydent z borsukiem spowodował u niego fobię przed borsukami, przez co czuję nieznaczną niepewność, będąc poza obozem klanu lub innym bezpiecznym schronieniem. Zdecydowanie ma także uraz do dwunogów.
Powojnik (KG) | Dynia (KP)
Nie każdy miał takie szczęście. Niektórzy byli obdarzeni kupą kłaków. Jednak z drugiej strony w okresie mrozów było trochę lepiej. Niestety są tylko 2 możliwości i obie mają swoje zalety i wady. Krótka sierść wymagała mniej czasu na pielęgnację, zaś długa była miękka i puszysta...w większości przypadków. Biały kocur nie czuł się najlepiej przez wciąż trwające upały, które odbierały mu sporo sił. Może jego mistrz chciał poczekać z treningiem, aż się trochę ochłodzi. W sumie w tym przypadku nie mógł narzekać, bo trening w pełnym słońcu groził przypadkowym wykończeniem się. Zwłaszcza bez dojścia do wody. Tak więc głównie wykorzystywał sytuację by odpoczywać. Chociaż trochę niezobowiązującej nauki na boku także nie zaszkodzi, więc z ciekawości opuścił tereny, nie tylko by próbować zdobyć jakąkolwiek zdobycz. Czas spędzony w lecznicy powstrzymał go od ćwiczeń, więc nadal nie był szczególnie dobry w tym. Zauważając dość charakterystyczne futro, kocur zbliżył się do innego terminatora. - Krzemienna Łapa. Masz zamiar polować, czy robisz jakiś samotny patrol terenów? - Zapytał nie podnosząc głosu. Jeżeli kocur polował, lepiej było się nie narażać, poprzez straszenie zwierzyny.
Płeć: Kocur Matka: Czajkowy Lot | wicher Ojciec: Wilgotny Nos | wicher Trwałe urazy: user jak zwykle
Wysoki kocur, który przypomina syjama. Jego mordka, łapki i ogon są czarne, a sierść kremowa. Posiada błękitne, okrągłe ślepka, czarny nosek i delikatne rysy pyszczka.
Dobry harcerzyk, który ma problemy z ogarnięciem emocji.
Psotna Łapa, Kogucik [kw] Żabia Łapa [nkt]
Co racja to racja, obie długości futra miały swoje zalety jak i wady. Krzemyk nadal pamiętał, jakby to było wczoraj, kiedy Pora Nagich Liści zawitał na ich terenach i cały świat pokryła grubą warstwą śniegu. Brrrr, jako kociak był pewny, że któregoś dnia obudzi się z przymarzniętym ogonem do podłogi. Co było straszne, przecież on tak kochał swój ogonek.
Ciemne ucho drgnęło a Mruczek nie musiał długo czekać, aż para błękitnych ślepi spoczęła na jego puchatej sylwetce. Znał kocurka, przelotnie ale znał. Razem spędzili ostatnie księżyce pod "opieką" medyczki. - Miło cię widzieć poza lecznicą Mrucząca Łapo - mruknął na powitanie uśmiechając się do niego ciepło. Cieszył się, że następny członek Klanu Wichru wyszedł cały i zdrowy spod skrzydeł jego kuzynki. - Oh, nie. Jest za wcześnie na polowanie - oznajmił przy okazji dając do zrozumienia młodszemu kocurkowi, że może rozmawiać normalnym tonem. - Samotny patrol jest ciekawym pomysłem, nie zaprzeczę, ale też nie. Wykonałem wszystkie moje obowiązki i zbieram siły na patrol z Czerwonym Pazurem i Splątanym Wąsem o zmierzchu - wytłumaczył Mruczkowi i rozciągnął się. - A ty, Mruczącą Łapo, co cię tu przyprowadziło? Polowanie, patrol, trening z moim bratem? - Zapytał nie ukrywając ciekawości na temat Skrzeka.
Mistrz: Skrzecząca Mewa; Jasne Serce Płeć: kocur Matka: Zaćmiony Księżyc Ojciec: Lodowa Skóra Partner: brak Trwałe urazy: Poszarpane blizny po ugryzieniu borsuka na jednym udzie.
Okrywa włosowa kocura jest w kolorze białym, beż żadnych widocznych znaczeń. W dotyku futro jest całkiem miękkie, chociaż wydaje się lekko potargane. Sierść jest najdłuższa i najgęstsza na piersi, policzkach i ogonie kota. Pod futrem są mięśnie, które jednak łatwo nie są widoczne gołym okiem. Oczy Mruczka są koloru złotego, okazjonalnie wpadające w lekki pomarańcz, zależnie od nachylenia światła. Na udzie kocura można zobaczyć sporą bliznę pozostawioną przez borsuka. Mruczek jest także kastratem.
Typowy przykład przeciętnego kota pochodzącego z klanów. Całkiem ambitny i pracowity kocur, jednak nie wyróżniający się szczególnie ponad innych. Księżyce pozostawania w tyle za innymi sprawiło że ma dość chwiejne poczucie własnej wartości.
Na ogół towarzyski kocur, który jest w stanie w dużej mierze przystosować się do stylu bycia innych kotów. Chociaż okazjonalnie może mieć problem ze zrozumieniem emocji innych.
Podziela wiarę w Gwiezdny Klan z większością klanowych kotów. Także incydent z borsukiem spowodował u niego fobię przed borsukami, przez co czuję nieznaczną niepewność, będąc poza obozem klanu lub innym bezpiecznym schronieniem. Zdecydowanie ma także uraz do dwunogów.
Powojnik (KG) | Dynia (KP)
Mimo że nie była to Pora Nagich Drzew, lecznica nie była raczej pusta w ostatnich księżycach. Czy może w klanie wybuchła jakaś epidemia choroby pośród terminatorów? Przynajmniej nie wydawała się szczególnie zagrażać życiu, skoro jeden po drugim wracali do zdrowia. Krzemień, Mruczek i jego brat Kolec. Może i ktoś jeszcze, kto wie? Mruczek raczej nie mógł zbytnio spacerować po lecznicy. Lśniąca Sadzawka mu zabroniła, by w razie czego nie zaraził innych i narobił więcej roboty.
- Mi także miło. Jeszcze księżyc i chyba musielibyście mnie pogrzebać. Byłbym pierwszym przypadkiem kota który umarł z nudów. - Powiedział z lekkim uśmieszkiem. Będąc chorym nie wiele było do robienia. Treningi i polowania odpadały, zwłaszcza że sił brakuje, gdy zwijasz się w lecznicy z bólu brzucha lub kaszlesz jakbyś miał zaraz wypluć płuca. Gorsze dla Mruczka byłoby chyba tylko uwięzienie go w kociarni, z bandą piszczących, mazgających się, natrętnych kociąt. - Fakt, w tym upale i zwierzyna chowa się po norach. - Stwierdził, z resztą szczególnie się nie dziwił. - Możesz to nazwać patrolem, jeżeli chcesz. - Tak naprawdę po prostu spacerował, w poszukiwaniu rozrywki. - Skrzecząca Mewa chyba też nie radzi sobie z tymi upałami, bo chyba nie jest zainteresowany treningiem na tą chwilę. Ogólnie ciężko go znaleźć w obozie. Może skupił się na polowaniu. Susza podobno ostatnio przerzedziła trochę zwierzynę. - Dodał słysząc wzmiankę o treningu. Chciał myśleć że ten zastój jest kwestią jakiś poważniejszych spraw, które uniemożliwiały wojownikowi prowadzenie treningu...że Skrzecząca Mewa nie skreślił go jako jego terminatora.