Futerko Świerk jest prawie całe białe, prawie. Posiada wyjątkowy rudy ogon z charakterystyczną czarną kropka, która z pewnością dodaje jej wdzięku. Na grzbiecie rozgościły się u niej dwie rude plamki oraz parę mniejszych na głowie. Oczy na razie są koloru niebieskiego, ale z czasem zmienią się w prawdziwe bursztyny. Ma szczupłą sylwetkę i jest kotką standardowych rozmiarów.
Świerk z racji bycia kociakiem jest ciekawa świata, troche nieśmiała, więc przełamanie pierwszych lodów jest dla niej trudne, ale kiedy się rozkręci jest wesołą i szczerą kotką. Energii i pomysłowości pozazdrościłby jej nie jeden kot, za to kocięca naiwność jest u niej poważną wadą. Więcej o niej powiedzieć ciężko, ponieważ jej charakter dopiero się kształtuje. Co z niej wyrośnie to życie pokaże.
Tnąca Zawieja, Lawendowy Kwiat [GK]
Spacer teraz? Czemu nie! Przejdą się, pogadają, wrócą i pójdą spać. Na pewno będzie przyjemnie. - Chętnie!- odpowiedziała i poderwała się z miejsca. Niech no kwiatki się szykują, bo ona i Ciemność nadchodzą. Może nawet powspinają się po drzewach, aby wąchać słodką woń kwiatuszków? Zobaczymy. - Ooo, to nieźle. Fajnie tam?- kontynuowała wątek. Sama jeszcze nie zdobyła się na odwagę, aby zwiedzać Ziemie Niczyje, ale powoli przydałoby się. Walczyć umie, więc przed małym zagrożeniem się obroni, gorzej z dużym drapieżnikiem.
Długie, wysokie bydle o eleganckich rysach pyska i torsu, delikatnych łapach. Jego krok jest za to sztywny na co dzień, o ile się na nim nie skupi. Puszysty, długi ogon. Długie, falowane futro do ziemi w kolorze niebieskim pręgowanym klasycznym colorpoint. Biel obejmuje dobrą połowę od spodu ciała, koniuszek ogona, kryzę oraz od nosa do policzków na mordce.
Na początku szare, lecz z wiekiem wybarwią się ślepia na krystaliczny niebieski.
Małe, wredne, pogryzie twoje kostki.
Ciemność to mały obserwator, nie mający w myślach nic, jak rozwiązanie zaistniałych problemów - gdy nie jest mu to dane, popada w histerie.
Spokojny zazwyczaj, na codzienne spojrzenie innego klanowicza. Uwielbia ciche rozmowy, nienawidzi głośnych dźwięków.
Koteczka od razu poderwała się z miejsca, a sam lynx...Cóż, chwilę mu to zajęło, bo nie był już najmłodszym terminatorem. Stan stawów, brak energii i brak uśmiechu na pysku tylko jenu o tym przypominał.
Ruszył lynx jednak i szybkim krokiem dogonił znajomą. Ah, w którą to jednak strone było...? No nic, powiedziało jedno, to dotrzyma słowa.
-Hm....Niezbyt przyjemnie, zazwyczaj pusto. Do tej pory nie widać, że były tam kiedyś zgromadzenia. Troche...Opuszczone, zarośnięte miejsce.-
⌏The gods were never on ourside⌎
So Ithink itʹs time we watch them fall
⋆★★★⋆
And soonyouʹllsee what I did ⌍Soontheyʹll be nogodsever!⌌
Futerko Świerk jest prawie całe białe, prawie. Posiada wyjątkowy rudy ogon z charakterystyczną czarną kropka, która z pewnością dodaje jej wdzięku. Na grzbiecie rozgościły się u niej dwie rude plamki oraz parę mniejszych na głowie. Oczy na razie są koloru niebieskiego, ale z czasem zmienią się w prawdziwe bursztyny. Ma szczupłą sylwetkę i jest kotką standardowych rozmiarów.
Świerk z racji bycia kociakiem jest ciekawa świata, troche nieśmiała, więc przełamanie pierwszych lodów jest dla niej trudne, ale kiedy się rozkręci jest wesołą i szczerą kotką. Energii i pomysłowości pozazdrościłby jej nie jeden kot, za to kocięca naiwność jest u niej poważną wadą. Więcej o niej powiedzieć ciężko, ponieważ jej charakter dopiero się kształtuje. Co z niej wyrośnie to życie pokaże.
Tnąca Zawieja, Lawendowy Kwiat [GK]
Świerkowa Łapa ruszyła przed siebie zapominając, że to Ciemna Łapa ma prowadzić. Dopiero po chwili się zreflektowała, gdy potomek Roziskrzonej Gwiazdy ją dogonił. Trzeba przyznać, że spory kawałek będą mieć do przejścia, ale szybko zleci. - No właśnie! Odkąd jestem w Klanie nie było żadnego Zgromadzenia! A ty jakieś pamiętasz?- zapytała. Szkoda, że takie wydarzenia nie zdarzają się częściej. To świetna okazja, aby się poznać i pogadać. Tyle kotów w jednym miejscu! Potencjał się marnuje!
Długie, wysokie bydle o eleganckich rysach pyska i torsu, delikatnych łapach. Jego krok jest za to sztywny na co dzień, o ile się na nim nie skupi. Puszysty, długi ogon. Długie, falowane futro do ziemi w kolorze niebieskim pręgowanym klasycznym colorpoint. Biel obejmuje dobrą połowę od spodu ciała, koniuszek ogona, kryzę oraz od nosa do policzków na mordce.
Na początku szare, lecz z wiekiem wybarwią się ślepia na krystaliczny niebieski.
Małe, wredne, pogryzie twoje kostki.
Ciemność to mały obserwator, nie mający w myślach nic, jak rozwiązanie zaistniałych problemów - gdy nie jest mu to dane, popada w histerie.
Spokojny zazwyczaj, na codzienne spojrzenie innego klanowicza. Uwielbia ciche rozmowy, nienawidzi głośnych dźwięków.
Ciemna Łapa wzięła cichy wdech. Dobra, potrafi się odnaleźć w terenie. Nie pozwoli, by się z Świerkową Łapą zgubiły. Po pierwsze umiało, po drugie byłby to wyjątkowo nieśmieszny żart, gdyby się znalazły na drugiej stronie lasu, nie tam, gdzie trzeba.
Świerkowa Łapa chciała Dziki Sad, to dostanie. Muszą tylko się wrócić w kierunku obozu i dalej na dół terenu.
Ruszył lynx pewniejszym krokiem, dumnie jak lwisko. Oh! Pamięta! Pamięta gdzie iść!
-A idź! Jak żyje, nic nie było. Przywódcy to straszne sknery i pewnie się nie doczekamy.-
⌏The gods were never on ourside⌎
So Ithink itʹs time we watch them fall
⋆★★★⋆
And soonyouʹllsee what I did ⌍Soontheyʹll be nogodsever!⌌
Futerko Świerk jest prawie całe białe, prawie. Posiada wyjątkowy rudy ogon z charakterystyczną czarną kropka, która z pewnością dodaje jej wdzięku. Na grzbiecie rozgościły się u niej dwie rude plamki oraz parę mniejszych na głowie. Oczy na razie są koloru niebieskiego, ale z czasem zmienią się w prawdziwe bursztyny. Ma szczupłą sylwetkę i jest kotką standardowych rozmiarów.
Świerk z racji bycia kociakiem jest ciekawa świata, troche nieśmiała, więc przełamanie pierwszych lodów jest dla niej trudne, ale kiedy się rozkręci jest wesołą i szczerą kotką. Energii i pomysłowości pozazdrościłby jej nie jeden kot, za to kocięca naiwność jest u niej poważną wadą. Więcej o niej powiedzieć ciężko, ponieważ jej charakter dopiero się kształtuje. Co z niej wyrośnie to życie pokaże.
Tnąca Zawieja, Lawendowy Kwiat [GK]
Przykre, że za życia Ciemnej Łapy nie było Zgromadzenia. Świerk zdaje sobie sprawę, że organizowane jest ono z woli Przywódcy i aż dziwne, że nikt nie czuje takiej potrzeby. Choć rzeczywiście jak się nad tym głębiej zastanowić to naprawdę nie ma o czym poważnym rozmawiać. Można jedynie zorganizować Zgromadzenie tak dla spotkania i odskoczni od rutyny, a to na pewno wyszłoby na dobre. - Nie mów tak! Mamy jeszcze mnóstwo księżyców przed sobą! Doczekamy się- powiedziała optymistycznie. Oboje są młodzi, więc jak ich nic nie uśmierci to mają szansę uczestniczyć w takim wydarzeniu. To by musiało być zrządzenie losu jakby się nie doczekali. Poza tym patrząc prawdzie w oczy doczekają się zmian władzy i to może zmienić sytuację.
Świerk grzecznie podążała za Ciemnością prowadząc z nim rozmowę. Nie potrzebnie się na początku stresowało, bo na razie jest bardzo przyjemnie i nic nie wskazuje na to, aby to się miało zmienić.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Zbliżał się pewny istotny dzień, który miał zmienić parę spraw. Klacz jednak chciała choć trochę przygotować się przed nim, z jednym konkretnym kotem. Miała po swojej stronie Gołębią Łapą, miała Roziskrzoną Gwiazdę, ale to było za mało. Po powrocie Zaćmionej Łapy i mianowaniu Truflowego Nosa, a także awansie Ważkowej Łapy czuła się zagrożona.
Zaprosiła na rozmowę siostrę, wskazała jej jako miejsce spotkania Stary Kasztan, a jako porę dnia górowanie słońca. Kocięta pozostawiła z ich drugą matką i udała się na miejsce, by zaczekać po drzewem. Tam miała pewność, że rozmowa przebiegnie w cztery oczy i z dala od zgiełku.
Księżyce: 57 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Czarny Koń [NPC] Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
Sosna zdziwiła się, że Klacz tak sama z siebie będzie chciała się z nią spotkać. No bo jak? Zbytnio nie rozmawiały razem. Sosna czasem zaglądała do żłobka, ale nie tak często, miała swoje wojownicze sprawy i szkolenie terminatorów na głowie. Ale tak, jak się umówiły z Kraśną Klaczą, szylkretka zjawiła się przy Starym Kasztanie, gdzie już jej siostra na nią czekała.
- Jestem! Nie czekałaś długo? - spytała, zajmując obok niej miejsce, na wyciągnięcie ogona.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Spoglądała w obłoki lecące na niebie podczas oczekiwania. I liczyła je jakby były owcami... albo pierzem. Jak była mała, to miała taką śmieszną kulkę z pierzu, już o niej zapomniała. Wtem przyszła Sosna. Klacz spoglądała na nią gdy ta siadała obok. - Nie, niedawno przyszłam. - Odparła zgodnie z prawdą i spojrzała znów na obłoki. - Kocięta rozwijają się dobrze. No... jeden z nich potrzebuje trochę więcej konsekwencji w wychowaniu, ale... poza tym jest dobrze. - Pokiwała lekko głową. Sosna na pewno słyszała o tym wypadku z Atakiem. - Wiesz, że możesz do nich przychodzić? Nie wypędzę Cię z kociarni. - Mruknęła i spojrzała na nią. Póki co miała neutralny wyraz pyska, ale chłodne oczy. Taki wygląd, co zrobisz jak nic nie zrobisz.
Księżyce: 57 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Czarny Koń [NPC] Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
Popatrzyła najpierw na pysk siostry, a potem na niebo i sunące obłoki. Wysłuchała spokojnie informacji o kociakach i nie uszła jej uwaga o tym jednym. Coś tam słyszała o jakiejś małej bójce w żłobku. W sumie do przewidzenia, że jakiś kociak będzie tak brykał. Pewnie to po babci... Tak, na pewno. Czarny Koń w końcu jest trochę narwana.
- Oh. No byłam kilka razy na chwilę, ale skoro ci to nie przeszkadza, to będę częściej wpadać. - nawiązała z pointką kontakt wzrokowy i uśmiechnęła się nikle.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Machnęła ogonem lekko w miejscu. - W kociarni wiele się dzieje, ciotka odwiedzająca siostrzeńców i siostrzenice to nie jest nic dziwnego i na pewno nie bardziej problematycznego od zgiełku Splątanych Korzeni. - Nie przeszłoby jej przez pysk "miło byłoby cię tam widzieć", bo w tej chwili nie było to prawdą. Jednak to, że by jej nie wywaliła, już było. - A ja i tak robię przerwy, Gołąb też z nimi siedzi. Nie zawsze trafisz na mnie. - Mlasnęła językiem, chcąc sobie rozruszać bardziej mięsień. - Tobie zawsze szło lepiej. Szybciej zostałaś wojownikiem. Szybciej zaczęłaś szkolić koty. Szybciej wytrenowałaś terminatora. Matka jakoś zawsze bardziej patrzyła na ciebie, niż na mnie. Klan cię lubi. Nigdy nie próbowałaś ze mną rozmawiać i się ze mną polubić, tylko spisałaś na straty. I zawsze byłaś ta lepsza, względem mnie. - Obniżyła nieco brwi. Spojrzała na nią poważnie. - Nie mówię tego, żeby ci dokopać. Mówię to, żeby wyrzucić złe emocje związane z tobą, żebym mogła to rozwiązać i zacząć z tobą rozmawiać normalnie. Bo chcę poruszyć coś jeszcze. Ale bez rozwiązania tego, nie przejdzie mi to przez pysk. - Teraz gdy miała kocięta, to buzowały w niej hormony i porywała się na różne dziwne akcje. Jak ta rozmowa teraz. Robiła to jednak nie dla siebie, a dla kociąt. W tej chwili tak przynajmniej myślała.
Księżyce: 57 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Czarny Koń [NPC] Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
Zwęziła uśmiech, słuchając uważnie wojowniczki. Nagle zachciało jej się pić, jakby nie piła od długich księżyców. Pazury jej się wysunęły tak, że zacisnęła łapy na ziemi. Nie myślała, że Kraśna Klacz ma o niej takie zdanie... Odetchnęła głęboko. Haaa... Sosna nie lubiła ciężkich tematów. A ta rozmowa należała do nich. Odetchnęła głęboko, opuszczając łeb.
- Nigdy... Nigdy nie uważałam się za tą lepszą. Gdy rozmawiałyśmy po Ceremonii mianowania nas na terminatorów, sądziłam, że mnie nie znosisz i za mną nie przepadasz. Wolałam wtedy się odciąć, byś nie musiała mnie widzieć... - powiedziała na wdechu. Odkaszlnęła. - I co z tego, że szybciej skończyłam? Ty i Bagno szkoliliście się równie sprawnie. Wędrujące Światła nauczył was tak, byście nawet w środku nocy wygłosili cały kodeks na pamięć. I to nawet od tyłu! A ja? Jedna wielka porażka z jastrzębiem. Gdyby nie Donośny Krzyk i Wędrujące Światła już dawno wąchałabym kwiaty od spodu! - warknęła na wspomnienie swojej niemocy. Zamrugała kilka razy oczami, chcąc przegonić łzy. - Wierzę, że ty niedługo też wytrenujesz pierwszego terminatora, a może i nawet całą trójkę. Ja? Jedna z moich terminatorek zaginęła, innej trening się przedłuża... Kolejny... Ma pszczoły w mózgu! Myślisz, że dla mnie to wszystko jest łatwe!? Do tego szukanie ojca, który Gwiezdny Klan wie, gdzie jest! Nie ma go i pewnie nigdy go nie będzie! - burknęła, pociągając nosem. Nie sądziła, że to, co zaczęła Klacz, skończy się również swoim wywodem. - I wzajemnie... Mam tego dość.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Wysłuchała słów Sosny, która również powiedziała swoje co nieco od siebie, choć Kraśna Klacz w sumie spodziewała się nieco innego podejścia do sprawy i udzielenia odpowiedzi. - Bo tak było, bo zawsze w moich oczach byłaś tą panną idealną, do której mi było daleko. Dopiero niedawno co skończyłam trening, mam taki staż jakbym nadal była terminatorem. I choć uczę terminatorów, to ci niespecjalnie kwapią się na treningi. Sama im powiedziałam, że od nich zależy kiedy zostaną mianowani i ich przykładania się, ale ich osiągnięcia to moje osiągnięcia. A mi zależy bardziej niż Wędrującym Światłom, który już pewnie nie żyje. Wiesz jak wyglądało moje pierwsze polowanie jako wojownik? Znalazłam samotnika, którego nie potrafiłam przegnać, bo zamiast niego trafiałam w krzaki i Rekinia Łapa, który przyszedł porozmawiać z tamtym, go po prostu odprowadził. - odparła, ze słyszalną nutką poddenerwowania, ale lekkiego i nie rzucanego w stronę Sosny, a po prostu tak nacechowała swoje zdania pod wpływem emocji. Potem wzięła głębszy wdech. A po jej kolejnych słowach, które zapewne rzuciła, dodała jeszcze - Jak widać obie mamy... pewne nierozwiązane emocje. Uznajmy tą rozmowę za oczyszczenie. - Powiedziała i położyła się obok, chowając łapy pod klatkę piersiową. - Ojciec na pewno nie jest z klanu. To śmieszne co? Bo ja nie lubię kotów z innych klanów. I tych, które przychodzą do wichru spoza wichru. Tyko... że teraz tak naprawdę wicher w większości jest złożony z kotów spoza wichru. I tego nie zmienię. Więc moja złość nie ma już żadnego sensu... musiałabym nienawidzić większości klanu. A wtedy większość klanu będzie nienawidzić mnie. A to, jak się pewnie domyślasz, jest trudne. Nawet dla mnie, choć niespecjalnie myślę teraz o sobie, a o kociętach. - Trzepnęła uchem, spoglądając w dal.
Księżyce: 57 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Czarny Koń [NPC] Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
Oddychała głęboko, zerkając kątem oka na siostrę. Trochę bliższą niż poprzednio.
- Tak, głównie to zależy od tego, czy terminator ma chęci. Inaczej nic z tego nie wyjdzie - przytaknęła i prychnęła cicho. - Jako wojownik nie mogłam zabić samotnika, wtedy dopiero Wędrujące Światła mi pomógł. Niedawno też spotkałam lisa, prawie mnie wykończył, lecz na pomoc przybiegła Traszkowy Grzbiet. I ja niby jestem dobrym przykładem, panną idealną? Pożal się Gwiezdnym, nie jestem - rzekła, kręcąc głową. Bo jak to tak? Nie umieć cokolwiek zrobić z pieszczochem czy samotnikiem? - Mhm... - kiwnęła łbem, podniosła go i spojrzała na niebo, na lecące chmury. Słuchała w tym czasie dalej Klacz. - Ta, masz rację... To jest sprzeczne, nawet bardzo, jeśli my nie jesteśmy prawdziwymi wichrzakami, takimi w stu procentach. Co zamierzasz więc zrobić? - spytała.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Uniosła nieco brwi, choć jej oczy pozostały tak samo otwarte jak były, bo powieki się nie uniosły. Spojrzała znów na nią, ale pod koniec jej słów przerzuciła wzrok na trawę. - No, to obie jesteśmy kiepskie. - Odparła na to jeszcze. Potem w zgodzie uznały to za oczyszczenie, ale to dopiero kolejny temat zbliżał faktycznie obie kotki do tego, który Klacz chciała poruszyć. - Muszę walczyć i próbować jakoś, meh, zmienić nastawienie kotów? Żeby nie mieć samych wrogów? Będę nazywaną hipokrytką - mam to gdzieś. Będą się śmiać, że mówię jedno, robię drugie, mam to gdzieś. Jak nie będą choć trochę szanować matki, to kociąt też nie. Nie po to je mam, żeby miały tutaj problemy... jestem jaka jestem, każdy wie, że nie ma ze mną łatwej rozmowy i mam pewne konkretne opinie, ale nie chcę, żeby moje kocięta miały pod górkę ze względu na mnie i moje czyny, a nie swoje czyny, swoje błędy. Niech uczą się na moich błędach, żeby same ich nie popełniały. Ale zrobię co muszę, żeby inni po prostu żyli ze mną... nie mówię, że w zgodzie, bo do tego może być za późno. Ale neutralnie. Zresztą teraz rozmawiasz ze mną normalnie, a to oznacza, że się da. Tylko nie każdy chce. I ja nie z każdym chcę. - Odparła, czekając na odpowiedź Sosnowego Szmeru. Ciekaw była, czy zrozumie. Czy może wręcz przeciwnie i powie, że jej nastawienie i założenia są głupie. - Tu nie było nikogo, z kim mogłabym mieć kocięta... teraz wrócił Za-. - Powstrzymała się. Chciała to mówić? Nieee... nie chciała, prawda? Zamiast dokończyć myśl obróciła się w jej stronę. - Wariuję, to chyba przez kocięta, ale chce coś powiedzieć, ciągle do tego dążę i... będziesz moją siostrą i mogę ci zaufać? Obiecaj, że to co powiem, będzie tylko dla twoich uszu. Dla siostry. Żebym miała chociaż jednego kota tutaj, poza Gołąb. Żebym mogła od kogoś zacząć. - Spytała i powiedziała, przeskakując z jednego oka Sosny do drugiego. Zależało jej. Myślała nad tym głęboko, długo i konkretnie, nim podjęła ta decyzję. Sosna zawsze wydawała się mieć cieplejsze serce i łatwiej wybaczać innym niż Klacz. Sama Kraśna... być może nie byłaby gotowa na taką sytuację, ale nie miała pewności jak by się zachowała. Może po szczerej rozmowie również byłaby gotowa na dochowanie tajemnicy i pogodzenie się? Zapewne tak, skoro tutaj to ona wyszła z inicjatywą.
Księżyce: 57 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Czarny Koń [NPC] Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
Mruknęła przytakująco. Tak. Obie były kiepskie. Zmrużyła oczy, dalej słuchając Klacz, próbując zrozumieć, o co jej chodzi.
- Czyli chcesz spróbować mieć więcej znajomych klanowiczów, którzy nie chcą rozszarpać ci gardła, tak? - spytała, by się upewnić. - I by kociaki nie miały kłopotów, oczywiste to jest. Uważam, że to dobry pomysł, ale w dużej mierze sama musisz porozmawiać z danym kotem, by inaczej na ciebie patrzył - powiedziała. Wibrysy drgnęły jej na kolejne słowa siostry.
- Za??? - mruknęła. Zamęt? Załamka? Zalesienie? Za... Zaćmienie??? Nieeeeeee... E... Może? Trybiki w głowie Sosny nie trybikowały, wiedziała jedynie, że kocur ostatnio wrócił do klanu. Czy cieszyła się z tego? Nie bardzo, nie mieli jakiś przyjemnych stosunków. W każdym razie, dalej. Przez oczy Sosny przeszły różne emocje, ale górowało na pewno zdziwienie. Ona? N-na pewno? Gołąb nie wystarczy, jak sama wcześniej wspominała Klacz.
Sosnowy Szmer i Kraśna Klacz były siostrami. Może nie zgadzały się ze wszystkim, miały inne cele i życia. Lecz Sosna była pewna, że mimo to, chce pomóc swojej własnej rodzonej siostrze.
- Tak, pomogę - powiedziała pewnie. - Nie powiem nikomu, nawet gdybym spała i mamrotała przez sen. Najwyżej mi dokopiesz, pasuje?