Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Chyba Żwawa Łapa się zmienił. Wyglądało na to, że cieszy się na widok Lawendy i ogólnie wyglądał jak ktoś pogodny. Pytanie czy to tylko gra czy naprawdę syn Krokusowej Łąki przeżył jakieś doświadczenia, które go odmieniły, patrząc prawdzie w oczy, kot nie może zmienić swoich pręg. Po szybkiej wymianie uprzejmość czarny kocur postanowił nie tracić czasu i przejść do konkretu. Słusznie, ale niestety nie tak prędko. - Rozumiem. Powiedz mi, co spowodowało twoją nieobecność w Klanie?- zapytała poważnie. Chce znać przyczynę zniknięcia Żwawej Łapy. Nie będzie tolerować szukania przygód, jeszcze zgubienie się może wybaczyć, bo to już robiła nie raz, ale nie wyjście i zwiedzanie świata. Również porwanie jest jak najbardziej wybaczalne, gdyż na to nie ma się wpływu. Lawendowa Gwiazda usiadła i elegancko owinęła ogon wokół siebie, sugerując tym samym, że to chwilkę potrwa. Najpierw historia Żwawej Łapy, dopiero później ostateczny werdykt. Kto wie, może pokaże różki jak Mglista Łapa, która na początku była miła, a potem na nią naskoczyła.
Księżyce: 133 Mistrz: Jakiś Czub Płeć: kocur Matka: Krokusowa Łąka (npc) Ojciec: Zielona Stopa (npc) Partner: ogon ci odgryźć? Trwałe urazy: Ślad po szczurzych zębach nad prawym okiem
Wyrósł na co wszyscy się spodziewali, na kota w miarę przeciętnej postury. O jego wichrzanym pochodzeniu mogą świadczyć chude, nieco dłuższe kończyny i ciało. Jednak was nie zmyli ten początkowy opis. Dorosły Żwawik nie jest jakimś przerośniętym patyczakiem. Choć wychudzony z braku poprawniej diety, pod czarną sierścią rysują się twarde, żylaste mięśnie. Można to zwłaszcza zauważyć na barkach kocura. Wcześniej wspomniana sierść nie zmieniła koloru przez te księżyce, jest tylko mniej lśniąca, wypłowiała i zmierzchniona, gdyż wizerunek nie był priorytetem. Spod tej ciemności kontrastują żywe zielono-żółte ślepia, błyszczące arogancją i wyższością. Ślad po szczurzych zębach znajduję nad prawym okiem.
Arogancki, nietowarzyski, krnąbrny, nie bojący się powiedzieć co myśli, zdeterminowany. Lepiej przeczytać KP
Wiewiórka (KG), Malinowa Łapa (GK) Herbatka (NKT)
Ha, znakomicie, dała się nabrać. No bo w końcu nie wywaliła go od razu na bruk. Inny był problem. Powód jego zniknięcia. Oczywiście, że nie mogło być tak prosto. Szczerze mówiąc, zirytowało go bardziej, że nie mógł do końca pokazać swojej frustracji. JEDNAK będąc ZNAKOMITYM mastermindem ON coś wymyśli. Mógłby jej powiedzieć prawdę, że po prostu znudziło mu się zabawianie z tymi patafianami oraz zachciało mu się wyzwań, ale nie. Nie do końca podobały mu się jego.. rezultaty. A co ma się przyznawać byłem przywódczyni o nieudanej misji stania się wielkim i potężnym? Nie ma mowy.
Kocur przysiadł, naśladując staruszkę. Zmrużył lekko oczy, poszukując jakiegoś łatwego, zgranego kłamstwa. Tylko takie wystarczyło by zakończyć całą sytuację. Ucisk nad prawym okiem dał Żwawikowi kopniaka do pewnych wspomnień. Szczur. Blizna. Chropowaty dwunożny. Zapaliła się lampka nad czarną główką.
- Zostałem zaatakowany przez dwunożnych. Chcieli mnie rzucić na pożarcie swoim psom, ale nie dałem się! Pokonałem bestie SAM i wydostałem się z ich jamy. Wiele księżyców mi zajęło by znaleźć drogę powrotną do ojczystych terenów, jednak w końcu się udało. - wyprostował się i w pełnej dramaturgii zaczął opowiadać swoją legendę. Jakby jego szata była długa, a nie krótka, byłby teraz puchaty jak dmuchawiec gotowy do zdmuchnięcia. Dla osoby trzeciej mogło to wyglądać jakby był dumny sam z siebie. Bo był. Był uradowany jak pasującą przygodę wymyślił. Aż sam chciał naprawdę w niej wystąpić.
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawenda z przejęciem słuchała wydarzeń, które przedstawiał jej Żwawa Łapa. Współczuła mu, że przeżył taki dramat, ale na szczęście wyszedł obronną łapą. W dodatku jest bardzo z siebie zadowolony. Już niebieska kotka podchwyciłaby tę historię, gdyby nie pewna nie spójność, a raczej nie domówienia. - Musisz mi wyjaśnić pewną kwestie. Skoro zostałeś zaatakowany przez Dwunożnych to jak mogłeś uciec z ich jamy? Porwali Cię najpierw?- zapytała. Według niej nie za bardzo się to trzymało kupy. Dwunożni mogli porwać Żwawika do swego gniazda, ale powiedział, że został zaatakowany, co sugeruje, że miało to miejsce na terenie Klanu Wichru lub okolicach. Z drugiej strony jaki miało sens porwanie i potem rzucenie na pożarcie psom? Dwunożni tak nie postępują. Przeważnie zabierają kota do siebie i robią z niego piecucha karmiąc jakimś obrzydliwym jedzeniem. Coś tu jest podejrzane, ale na pewno Żwawik to naprostuje i będzie mogła go przyjąć do Klanu.
Księżyce: 133 Mistrz: Jakiś Czub Płeć: kocur Matka: Krokusowa Łąka (npc) Ojciec: Zielona Stopa (npc) Partner: ogon ci odgryźć? Trwałe urazy: Ślad po szczurzych zębach nad prawym okiem
Wyrósł na co wszyscy się spodziewali, na kota w miarę przeciętnej postury. O jego wichrzanym pochodzeniu mogą świadczyć chude, nieco dłuższe kończyny i ciało. Jednak was nie zmyli ten początkowy opis. Dorosły Żwawik nie jest jakimś przerośniętym patyczakiem. Choć wychudzony z braku poprawniej diety, pod czarną sierścią rysują się twarde, żylaste mięśnie. Można to zwłaszcza zauważyć na barkach kocura. Wcześniej wspomniana sierść nie zmieniła koloru przez te księżyce, jest tylko mniej lśniąca, wypłowiała i zmierzchniona, gdyż wizerunek nie był priorytetem. Spod tej ciemności kontrastują żywe zielono-żółte ślepia, błyszczące arogancją i wyższością. Ślad po szczurzych zębach znajduję nad prawym okiem.
Arogancki, nietowarzyski, krnąbrny, nie bojący się powiedzieć co myśli, zdeterminowany. Lepiej przeczytać KP
Wiewiórka (KG), Malinowa Łapa (GK) Herbatka (NKT)
Nosz kurde. Pytanie szarej kocicy wybiło go z humoru i lekko zmroziło. Znaczy co. ON nigdy się NIE STRESOWAŁ. WSZYSTKO JEST POD KONTROLĄ. Strzygnął z irytowania uchem. Przecież to było logiczne, że zaatakowali i porwali! Po co rozmyślała nad logiką dwunożnych? Oni ciągle robią jakieś bzdety. - ee tak- - Szybko zgodził się z propozycją Wichrowej babci. Wzrok przesunął w dal, w głębiej tereny Wichru, dając odczucie zamyślonego. Musiał improwizować. - Pamiętam ten dzień jak we mdlę. Wszystko działo się tak szybko, zwłaszcza w szamotaninę łap. Jednym momencie cieszyłem się wolnością, w następnym, coś mnie ciągło za ogon z dala od niej!- Westchnął przesadnie. Jednak po chwili wrócił energicznie na migdałowe ślepia naiwnego próchna. - Ha! Oczywiście, że musieli mnie zabrać do ich jamy i ujadaczących kundli, ponieważ nie poradzili sobie ze mną! - Uśmiechnął się zadziorsko. Musiał szybko naprostować tą historię. On nie jest żadną ofiarą, jest bohaterem!
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Niebieska kotka wysłuchała wszystkiego w milczeniu. Nie wiedziała czy wierzyć kocurowi czy nie. Naprawdę to wszystko przeżył czy wymyślił na poczekaniu? Jedno jest pewne, trochę podkoloryzował swoją historię, aby wyjść na bohatera. Trudno uwierzyć, że sam pokonał psy, prędzej jeże zaczną latać. Bardziej by uwierzyła jakby uciekł, aniżeli zwyciężył te stworzenia. Niech już Żwawej Łapie będzie. Mogą go widzieć jako dzielnego kota, nie bojącego się żadnego wyzwania. Taki w Klanie się przyda, o ile nie sprawi żadnych problemów. - Witamy z powrotem. Mam nadzieje, że nie będziesz sprawiać kłopotów- oznajmiła poważnie. Wierzy, że Żwawik nie będzie wszczynał żadnych kłótni ani doprowadzał do konfliktów, w przeciwnym razie konsekwencję mogą być ogromne. Lawenda westchnęła głośno, po czym podniosła się. Spojrzała na syna Krokusowej Łąki i otworzyła pyszczek, aby przemówić. - Zgłoś się do Czubatkowego Mroku w celu ustalenia pory treningu- powiedziała, a następnie dała znać, że mogą ruszać do Obozu. Mimo, że Czubatka jest od niego młodsza to według Lawendy sprawdzi się jako Mistrzyni wnuka Fiołkowego Świtu. Ona nie pozwoli sobie wejść na głowę i powinna trzymać Żwawika krótko. W drodze do domu Lawendowa Gwiazda opowiedziała Żwawej Łapie o śmierci jego rodziców, aby był świadomy, że jest sierotą i ma jedną siostrę ze swojego miotu.
Księżyce: 133 Mistrz: Jakiś Czub Płeć: kocur Matka: Krokusowa Łąka (npc) Ojciec: Zielona Stopa (npc) Partner: ogon ci odgryźć? Trwałe urazy: Ślad po szczurzych zębach nad prawym okiem
Wyrósł na co wszyscy się spodziewali, na kota w miarę przeciętnej postury. O jego wichrzanym pochodzeniu mogą świadczyć chude, nieco dłuższe kończyny i ciało. Jednak was nie zmyli ten początkowy opis. Dorosły Żwawik nie jest jakimś przerośniętym patyczakiem. Choć wychudzony z braku poprawniej diety, pod czarną sierścią rysują się twarde, żylaste mięśnie. Można to zwłaszcza zauważyć na barkach kocura. Wcześniej wspomniana sierść nie zmieniła koloru przez te księżyce, jest tylko mniej lśniąca, wypłowiała i zmierzchniona, gdyż wizerunek nie był priorytetem. Spod tej ciemności kontrastują żywe zielono-żółte ślepia, błyszczące arogancją i wyższością. Ślad po szczurzych zębach znajduję nad prawym okiem.
Arogancki, nietowarzyski, krnąbrny, nie bojący się powiedzieć co myśli, zdeterminowany. Lepiej przeczytać KP
Wiewiórka (KG), Malinowa Łapa (GK) Herbatka (NKT)
Nagły błysk zatańczył w zielonych ślepiach kocura. NO W KOŃCU. Po ciężkiej wędrówce w końcu mógł się ogarnąć, powracając do dawnej świetności. I było to tak proste. Ten Wicher jest jednak zbyt naiwny. Ale no cóż, co jego to obchodzi. Ważne, że dostał to czego chciał. W "podziękowaniu" przytaknął głową na oficjalny werdykt. Jego akt skończył się. Triumfalnie powstał wraz z liderką. Lekko arogancki uśmieszek malował się na pysku. Jednakże następna wiadomość trochę go zdziwiła. Czubatkowy Mrok? Kto to do cholery jest??? Kątem oka zauważył czarny kształt. Nie wiedział czy była przy rozmowie, czy może już od początku, ale kogo to obchodzi.
- Gdzie jest Ostry Kolec? - Przed odejściem za staruszką, rzucił ostro w kierunku jej sługi. Bo wojownikiem trudno było to nazwać. W sumie nie zdziwiłoby go jakby stara mentorka też stwierdziła, że nie chce się jej bawić w ten cyrk. Po otrzymaniu informacji, pobiegł śladem Lawendy. Przez całą drogę nie odzywał się. W sumie chyba nie przejął się tym aż tak bardzo. Albo był to jego specyficzny sposób na przetrawienie pustki.
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Chucherko, o krótkim, czarnym, lekko przykurzonym futrze. Niebieskie oczy, czarny nos i blizna na lewym policzku.
Nietoperze Niebo jest nieśmiała i nerwowa. Ma tendencje do wahań nastroju lub okazjonalnych dołków. Chce być wsparciem dla swoich najbliższych. Kłopoty z samooceną. Stara się stawiać na swoim i samemu się bronic. Jąka się i nie patrzy rozmówcy w oczy.
Słowa Żwawej Łapy były tak niewiarygodne że Toperz zastanawiała się czy jest aż tak bezczelny czy po prostu głupi. Naprawdę sądził że uwierzą że pokonał psa? I to w pojedynke? Jako niedoświadczony terminator i po prostu dzieciak? Nigdy psa na oczy nie widziała, ale z opowieści wynikało że bywały nawet bardziej niebezpieczne niż lisy. Nawet jednego spotkała i jej łapa boleśnie się przekonała o ich siłę. Co najwyżej mógł go zatakować szczeniak, a nie dorosły ogromny pies. Lawendowa Gwiazda nie była głupia, na pewno nie przyjmie go do klanu. W końcu skoro kłamał jej od samego początku to jaki miała powód by mu ufać?
Najwyraźniej jednak Lawendowa Gwiazda uważała inaczej i postanowiła że to dobry pomysł by przyjąć go spowrotem. Toperz aż pysk sam sie otworzył i spojrzała na Lawendę z pełną konsternacją. Szybko jednak się zamknęła i wróciła z przestrachem spojrzeniem pod swoje łapy. Nie ona tu była by oceniać, ba nawet nie była odpowiednią osobą by to robić. Sama nie była godna zaufania i nie wiedziała jakim cudem dalej była w klanie. Żwawa Łapa, był jednak nawet gorszym przypadkiem od niej. Może Lawendowa Gwiazda po prostu miała słabość do dawania kotom drugich szans? Może. Powinna się sprzeciwić? Może, ale nie potrafiła się nawet odezwać, a co dopiero zapretostować. Nienawidziła tej swojej biernej postawy, ale nie umiała nic z tym zrobić, nie potrafiła tego zmienić, a może po prostu nawet nie próbowała. Była taka beznadziejna.
Cicho pisnęła gdy Żwawa Łapa się do niej odezwał, nie spodziewając się że ktoś coś bezpośrednio do niej powie. Ostry Kolec. Od dawna już nie słyszała tego imienia, ale bolało tak samo jak jeszcze te parę księżycy temu. Nie widziała dawnej mistrzyni od bardzo dawna, a ich ostatnia rozmowa przebiegła strasznie i to wszystko jej wina. Tęskniła jak szalona, a Ostry Kolec pewnie nawet nie chce o niej myśleć. Zawiodła ją.
- Zzzniknęła... - odpowiedziała w końcu, o ile nikt nie zrobił to za nią wcześniej. Nie chciała już musieć na niego patrzeć, nienawidziła że pozwalała mu się tak traktować i nienawidziła że jej o niej przypominał. - Chchchodźmy Rzrzrzeżuchowy Kkkiełku... nininic wwwięcej jjjuż sisisię tttu nininie wwwydarzy -
//zt
I'm alright, I'm okay
I'm alright I'm okay I'm not a monster, I'm just human
And I've made a few mistakes I'm alright, I'm okay,
I'm alright, I'm okay I'm not gruesome, just human
And I've made a few It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay You're not a demon, there's a reason
You behaved in that way It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay I belive, yes I belive that
you will see a better day
Podczas gdy jej rodzeństwo rosło wzwyż, ona zdecydowanie zwolniła. Początkowo średniej wielkości, teraz śmiało można powiedzieć, że została najmniejszą ze swojego miotu i ma zadatki na bycie jedną z najmniejszych z kociąt Trawiastej Polany i Wietrznego Dnia, ku własnej irytacji. Nie zostanie jednak zdmuchnięta przy pierwszym mocniejszym podmuchu wiatru, bo mimo, iż niska, to nie jest wychudzonym chuchrem. Jest co prawda bardziej szczupła niż pulchna, jednak jej tułów jest kanciasty, zbudowana niczym klocek, osadzony na mocnych, szerokich łapach, na których już można dostrzec rozwijające się mięśnie. Równie kanciasta jest jej mordka, trójkątna i o ostrych rysach, które wyraźnie zaznacza rozczochrane, odstające futro, o które kocica nigdy nie raczy zadbać. Jej sierść jest szorstka i w wiecznym nieładzie, odstająca w każdą możliwą stronę, przez co wygląda ona miejscami na dłuższą niż jest w rzeczywistości, barwy równie chaotycznej co jej ułożenie. Zgnilizna jest dymnym szylkretem o turkusowych ślepiach, które zdecydowanie przyciemniały odkąd wybarwiły się z kocięcego błękitu. Jej umaszczenie to mieszanka czerni, szarości, bieli i rudości, którą głównie widać w miejscu gdzie jej sierść jest krótsza i rozjaśnienie od spodu włosia nie jest tak widoczne. Gdyby ktoś się bardzo postarał, to być może byłby w stanie dojrzeć skryte na jej boku dymne, klasyczne pręgi, skryte pod tysiącem plam. Nawet nos, który na pozór wydaje się czarny, czy wibrysy sprawiające wrażenie białych, po dokładnej inspekcji okazują się być pomieszane kolorystycznie. Jedyne stabilne znaczenia na ciele kotki to niewielkie ilości bieli, osadzone na jej piersi w kształcie podłużnego rombu, brodzie, końcówce długiego ogona, lewej tylnej łapie, przedniej prawej łapie, oraz końcówkach zdecydowanie za dużych uszu, na których znajdują się ubogie pędzelki, które ledwie można takimi nazwać.
Nie jest już tak wycofana jak wcześniej, teraz nie bojąc się zabrać głosu i palnąć to co ślina przyniesie jej na język, bez wcześniejszego przemyślenia jak jej słowa mogą wpłynąć na jej rozmówców. Nie jest rozgadana, wypowiada się raczej krótko, ale dobitnie, często nieświadoma tego, że jej komentarze mogą kogoś urazić, czy też po prostu są nie na miejscu, co w połączeniu z jej niewzruszonym, chłodnym wyrazem mordki maluje obraz szorstkiego gbura... czemu nie pomaga fakt, że jest bezpośrednia i nie zawaha się powiedzieć tego co myśli. Bliższe jej osoby potrafią się jednak przebić przez jej maskę i wywołać na jej mordce uśmiech, który mimo, iż rzadki, to jednak czasami się pojawia, bo kotka jak najbardziej ma jakieś tam poczucie humoru, nawet jeżeli niekiedy bywa ono dość złośliwe, czy nawet dziwne, co nie do końca pomaga jej w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Inna rzecz, która jej w tym przeszkadza to jej chorobliwa zazdrość, która często w niej buzuje, sprowokowana o największe głupoty, podsycając w niej negatywne emocje i potrzebę samo-idealizacji. Przeraża ją możliwość porażki, zwłaszcza na oczach innych, a jednocześnie łaknie cudzej aprobaty i komplementów, co stworzyło w niej niezdrowe tendencje do unikania pomocy i wsparcia, zamiast których zawsze wybierze samotne dążenie do celu.
Skrząca Łapa [KC]
Spotkanie z białym ptaszyskiem na podmokłym brzegu wciąż ciągnęło się za ich klanem. Wielkodzioba paskuda uziemiła trójkę wojowników w lecznicy w najgorszą możliwą porę. Zwierzyny było oraz mniej, a wygłodniałych drapieżników przybywało. Tym właśnie kierowała się Zgniła Łapa, kiedy postanowiła wyruszyć na samozwańczy patrol. Musiała tylko kogoś ze sobą zgarnąć... a tym kimś okazał się być sam wichrowy książę, który miał to nieszczęście przechodzić akurat przez obóz w momencie gdy pstrokata gówniara rozglądała się za potencjalnymi towarzyszami. No i jak można było się spodziewać, niemalże podskoczył z "radości". I miał potem jeszcze całkiem sporo czasu na wyrażenie swojego zadowolenia, podczas gdy młodsza terminatorka prowadziła go pierw przez ziołorośla, a potem przez wysokie drzewa.
-Myślę że dojdziemy do granicy z cieniem i tam pójdziemy wzdłuż strumyka, co? - rzuciła, nastawiając ucho w stronę Pajęczej Łapy, nie odrywając jednak spojrzenia sprzed siebie. -Jakby cię łapki rozbolały to powiedz. - dodała i tym razem zaszczyciła białego krótkim spojrzeniem, któremu towarzyszył lekki, złośliwy uśmieszek.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Co za nieszczęście go spotkało! Jako kot, któremu zależy na dobrobycie Klanu Wichru, oczywiście zgodził się na patrol. Musieli znaleźć jakąś zwierzynę, skoro jakieś ptaszyska okazały się zbyt wielkim wyzwaniem dla wojowników (którzy, gdyby wzięli go ze sobą, na pewno odnieśliby sukces, ale to tak swoją drogą) a z dnia na dzień było coraz chłodniej... różne stworzonka zdawały się chować coraz bardziej, co bystry Pajęczyna wyłapał dosyć szybko. Chowają się przed zimnem, stwierdził, tchórze zbolałe! On nie bał się zimna i zamierzał przeżyć tą zimną porę wraz z resztą silnych członków Klanu. Jak ktoś umrze, to znaczy że był za słaby na to życie, proste!
A więc skąd to nieszczęście, skoro Pająk czuł się zdrowy i silny, a także właśnie wyruszył na polowanie w chęci ratowania swojego Klanu? Otóż nieszczęściem, wielką katorgą, był fakt że musiał odbyć ten patrol z nikim innym jak Zgnilizną. Tą Zgnilizną, teraz niby Zgniłą Łapą, co było równie uroczym imieniem co ostatnie - tą Zgnilizną, która kilka księżyców wcześniej wbiła mu do jego kryjówki i zachowywała się, jakby to miejsce należało do niej! Pfu, niektóre kotki są serio okropne i zbyt wysoko o sobie myślą! No, właściwie to większość kotek.
Nie krył niezadowolenia, ale dla dobra Klanu zgodził się na to wszystko. We dwójkę osiągną w końcu więcej. Zaś na słowa szylkretki najpierw zareagował cichym przytaknięciem, przypominającym lekko entuzjastyczne burknięcie. Mmmh. A później, słysząc to co mówiła dalej, oburzył się lekko i uniósł łeb.
- Nie rozbolą. - przyspieszył, chcąc to dodatkowo udowodnić. - Jestem prawie wojownikiem, a ty ledwie co trening zaczęłaś. To o ciebie powinniśmy się martwić, mała. - odpowiedział równie złośliwym uśmieszkiem, wyraźnie zadowolony ze swojej odpowiedzi. Jednak pomimo krótkiego wyprowadzenia z równowagi, przyszły wojownik Wichru poruszał uszami i węszył, chcąc jak najszybciej znaleźć jakieś zwierzątko, zupełnie nieświadome krwawego losu jakie je czeka. Chciał pokazać swojej towarzyszce, na co go stać.
- Umówmy się, że ty idziesz w jedną stronę, a ja w drugą, żebyś mi nie przeszkadzała... a potem spotkamy się w umówionym miejscu i zobaczymy, kto jest lepszym łowcą. - zadecydował po chwili milczenia.
Podczas gdy jej rodzeństwo rosło wzwyż, ona zdecydowanie zwolniła. Początkowo średniej wielkości, teraz śmiało można powiedzieć, że została najmniejszą ze swojego miotu i ma zadatki na bycie jedną z najmniejszych z kociąt Trawiastej Polany i Wietrznego Dnia, ku własnej irytacji. Nie zostanie jednak zdmuchnięta przy pierwszym mocniejszym podmuchu wiatru, bo mimo, iż niska, to nie jest wychudzonym chuchrem. Jest co prawda bardziej szczupła niż pulchna, jednak jej tułów jest kanciasty, zbudowana niczym klocek, osadzony na mocnych, szerokich łapach, na których już można dostrzec rozwijające się mięśnie. Równie kanciasta jest jej mordka, trójkątna i o ostrych rysach, które wyraźnie zaznacza rozczochrane, odstające futro, o które kocica nigdy nie raczy zadbać. Jej sierść jest szorstka i w wiecznym nieładzie, odstająca w każdą możliwą stronę, przez co wygląda ona miejscami na dłuższą niż jest w rzeczywistości, barwy równie chaotycznej co jej ułożenie. Zgnilizna jest dymnym szylkretem o turkusowych ślepiach, które zdecydowanie przyciemniały odkąd wybarwiły się z kocięcego błękitu. Jej umaszczenie to mieszanka czerni, szarości, bieli i rudości, którą głównie widać w miejscu gdzie jej sierść jest krótsza i rozjaśnienie od spodu włosia nie jest tak widoczne. Gdyby ktoś się bardzo postarał, to być może byłby w stanie dojrzeć skryte na jej boku dymne, klasyczne pręgi, skryte pod tysiącem plam. Nawet nos, który na pozór wydaje się czarny, czy wibrysy sprawiające wrażenie białych, po dokładnej inspekcji okazują się być pomieszane kolorystycznie. Jedyne stabilne znaczenia na ciele kotki to niewielkie ilości bieli, osadzone na jej piersi w kształcie podłużnego rombu, brodzie, końcówce długiego ogona, lewej tylnej łapie, przedniej prawej łapie, oraz końcówkach zdecydowanie za dużych uszu, na których znajdują się ubogie pędzelki, które ledwie można takimi nazwać.
Nie jest już tak wycofana jak wcześniej, teraz nie bojąc się zabrać głosu i palnąć to co ślina przyniesie jej na język, bez wcześniejszego przemyślenia jak jej słowa mogą wpłynąć na jej rozmówców. Nie jest rozgadana, wypowiada się raczej krótko, ale dobitnie, często nieświadoma tego, że jej komentarze mogą kogoś urazić, czy też po prostu są nie na miejscu, co w połączeniu z jej niewzruszonym, chłodnym wyrazem mordki maluje obraz szorstkiego gbura... czemu nie pomaga fakt, że jest bezpośrednia i nie zawaha się powiedzieć tego co myśli. Bliższe jej osoby potrafią się jednak przebić przez jej maskę i wywołać na jej mordce uśmiech, który mimo, iż rzadki, to jednak czasami się pojawia, bo kotka jak najbardziej ma jakieś tam poczucie humoru, nawet jeżeli niekiedy bywa ono dość złośliwe, czy nawet dziwne, co nie do końca pomaga jej w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Inna rzecz, która jej w tym przeszkadza to jej chorobliwa zazdrość, która często w niej buzuje, sprowokowana o największe głupoty, podsycając w niej negatywne emocje i potrzebę samo-idealizacji. Przeraża ją możliwość porażki, zwłaszcza na oczach innych, a jednocześnie łaknie cudzej aprobaty i komplementów, co stworzyło w niej niezdrowe tendencje do unikania pomocy i wsparcia, zamiast których zawsze wybierze samotne dążenie do celu.
Skrząca Łapa [KC]
Szylkretowy łeb zabujał się w reakcji na zapewnienie białego, zupełnie jakby była takim śmiesznym, plastikowym pieskiem, co to dwunożni kiedyś stawiali w pyskach potworów. Jednak jego kolejne słowa sprawiły, że zatrzymała się w pół kroku i obejrzała się w jego stronę, z łukiem brwiowym uniesionym wysoko nad przymrużonymi zaczepnie ślepiami.
-Oh? - mruknęła i odstawiła uniesioną kończynę, odwracając się w pełni w stronę Pajęczej Łapy, podczas gdy ten oznajmiał jej właśnie plan działania. Słuchała go jednym uchem, bardziej skupiona na tym, co miała mu do przekazania. -A ty to nie byłeś prawie wojownikiem już jakiś czas temu? Wiesz, rozczarowałeś mnie wtedy okropnie. Myślałam, że cię mianują na ostatniej ceremonii. - zacmokała i pokręciła łbem z wyrazem mordki godnym rozczarowanej matki. A mógł podzielić los Rogatego Ciosu i Czubatkowego Mroku i zostać wojownikiem i mistrzem na tej samej ceremonii. Może nawet jej mistrzem. Taka strata. -No ale to nic nie szkodzi. Może chociaż będziemy mieć wspólną ceremonię na wojowników, co? Jak tam ci z treningiem idzie? - rzuciła, a końcówka jej ogona zaczęła drgać z ekscytacją, której nie dało się już ukryć. On nic a nic nie wiedział, a ją aż roznosiło by go doinformować. -Bo ja to już tylko czekam na mianowanie. - ogłosiła z zadartą w górę mordką i wypiętą piersią, wyczekując jego reakcji. Oby jej nie rozczarował. Polowanie może poczekać.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Tak się składało, że Pajęczyna zauważył pewną rzecz. Tą rzeczą było to, że Zgnilizna miała jeden, niezwykły talent. Talent do irytowania go do tego stopnia, że białe uszy kocura zdawały się płonąć, tak samo jak i jego spojrzenie, które teraz w nią wbił.
- Myślałem, że rozumiesz. To nie moja wina, że nasza przywódczyni ociąga się w taki sposób... gdyby mnie doceniła, zostałbym wojownikiem całe księżyce temu. Ale, jak wiemy, jej nie zależy na dobrej przyszłości Klanu. - wysyczał, praktycznie przez zaciśnięte zęby, starając się nie dać ponieść nerwom po takich okropnych słowach rozmówczyni. Nie powinno go to ruszać, ale jednak krzywdziło jego dumę! - W dodatku, skoro tak bardzo cię rozczarowałem, to dlaczego wybrałaś mnie na to polowanie? Nie mów, że to z powodu mojego uroku osobistego... Tym niewiele zdziałam na patrolu. Na pewno czułaś, wiedziałaś, że dobrze poluję. - wyszczerzył kły do kotki, trzepiąc ogonem jakby to miało odgonić calutką frustrację, niczym stado much. Potem zorientował się, że od dobrej chwili patrzy na szylkretkę jak głupi, więc odwrócił wzrok i zaczął się rozglądać w poszukiwaniu przyszłej zdobyczy. Jak na wojownika przystało.
- Uważaj, ślicznotko, bo jak się tak napuszysz w dumie to twoje futerko będzie brzydko ułożone. - prychnął w odpowiedzi, a potem rzucił jej jeszcze jedno chłodne spojrzenie. - Ja też czekam na ceremonię. Może Lawendowa Gwiazda się namyśli i nie będę musiał czekać tak długo. Choć... szkoda, że znów będziemy dzielić legowisko, wiesz? Liczyłem na przerwę.
Podczas gdy jej rodzeństwo rosło wzwyż, ona zdecydowanie zwolniła. Początkowo średniej wielkości, teraz śmiało można powiedzieć, że została najmniejszą ze swojego miotu i ma zadatki na bycie jedną z najmniejszych z kociąt Trawiastej Polany i Wietrznego Dnia, ku własnej irytacji. Nie zostanie jednak zdmuchnięta przy pierwszym mocniejszym podmuchu wiatru, bo mimo, iż niska, to nie jest wychudzonym chuchrem. Jest co prawda bardziej szczupła niż pulchna, jednak jej tułów jest kanciasty, zbudowana niczym klocek, osadzony na mocnych, szerokich łapach, na których już można dostrzec rozwijające się mięśnie. Równie kanciasta jest jej mordka, trójkątna i o ostrych rysach, które wyraźnie zaznacza rozczochrane, odstające futro, o które kocica nigdy nie raczy zadbać. Jej sierść jest szorstka i w wiecznym nieładzie, odstająca w każdą możliwą stronę, przez co wygląda ona miejscami na dłuższą niż jest w rzeczywistości, barwy równie chaotycznej co jej ułożenie. Zgnilizna jest dymnym szylkretem o turkusowych ślepiach, które zdecydowanie przyciemniały odkąd wybarwiły się z kocięcego błękitu. Jej umaszczenie to mieszanka czerni, szarości, bieli i rudości, którą głównie widać w miejscu gdzie jej sierść jest krótsza i rozjaśnienie od spodu włosia nie jest tak widoczne. Gdyby ktoś się bardzo postarał, to być może byłby w stanie dojrzeć skryte na jej boku dymne, klasyczne pręgi, skryte pod tysiącem plam. Nawet nos, który na pozór wydaje się czarny, czy wibrysy sprawiające wrażenie białych, po dokładnej inspekcji okazują się być pomieszane kolorystycznie. Jedyne stabilne znaczenia na ciele kotki to niewielkie ilości bieli, osadzone na jej piersi w kształcie podłużnego rombu, brodzie, końcówce długiego ogona, lewej tylnej łapie, przedniej prawej łapie, oraz końcówkach zdecydowanie za dużych uszu, na których znajdują się ubogie pędzelki, które ledwie można takimi nazwać.
Nie jest już tak wycofana jak wcześniej, teraz nie bojąc się zabrać głosu i palnąć to co ślina przyniesie jej na język, bez wcześniejszego przemyślenia jak jej słowa mogą wpłynąć na jej rozmówców. Nie jest rozgadana, wypowiada się raczej krótko, ale dobitnie, często nieświadoma tego, że jej komentarze mogą kogoś urazić, czy też po prostu są nie na miejscu, co w połączeniu z jej niewzruszonym, chłodnym wyrazem mordki maluje obraz szorstkiego gbura... czemu nie pomaga fakt, że jest bezpośrednia i nie zawaha się powiedzieć tego co myśli. Bliższe jej osoby potrafią się jednak przebić przez jej maskę i wywołać na jej mordce uśmiech, który mimo, iż rzadki, to jednak czasami się pojawia, bo kotka jak najbardziej ma jakieś tam poczucie humoru, nawet jeżeli niekiedy bywa ono dość złośliwe, czy nawet dziwne, co nie do końca pomaga jej w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Inna rzecz, która jej w tym przeszkadza to jej chorobliwa zazdrość, która często w niej buzuje, sprowokowana o największe głupoty, podsycając w niej negatywne emocje i potrzebę samo-idealizacji. Przeraża ją możliwość porażki, zwłaszcza na oczach innych, a jednocześnie łaknie cudzej aprobaty i komplementów, co stworzyło w niej niezdrowe tendencje do unikania pomocy i wsparcia, zamiast których zawsze wybierze samotne dążenie do celu.
Skrząca Łapa [KC]
No i słuchała go z wyraźnym zadowoleniem wymalowanym na mordce, oraz bujającym jej ogonem na boki, chłonąc irytację bijącą z białego kocura, uważnym spojrzeniem świdrując malujące się na jego pysku grymasy. On był zabawniejszy niż taki Żwawa Łapa. Zdecydowanie. Czarny terminator był niestety nieco zbyt wrażliwy na jej gust, a takiego Pająka można było nieco lepiej poszturchać słowami. Jednak nie o samym kiju relacje żyją.
- Wiesz, raczej nie przewiduję spotkać jakiś spragnionych kotek na granicy, ale kto wie? Może i ten twój urok się przyda? - wymruczała, faktycznie zerkając w stronę czarnego ogona, skrytego gdzieś za rzędem drzew, ale mimo wszystko nie dojrzała tam żadnych adoratorek. No a przynajmniej jeszcze nie. - Bo jak widzisz, mnie takiego trochu brakuje. Już chyba nawet i puszenie się nie zaszkodzi. - prychnęła, odwracając łeb w tył, zerkając na własny grzbiet, nim się wyprostowała i ponownie wbiła spojrzenie w Pajęczą Łapę. Niestety ataki na jej urodę nie były zbyt efektywne. -No ale kto wie, może i mnie ten urok jednak uwiódł? Może cię po prostu podstępem wywabiłam na miły spacerek? Byłoby to takie okropne? - I z tymi słowami odwróciła się i wznowiła marsz w w stronę samego strumyka, licząc, że Pajęcza Łapie nie skamienieją kończyny i również ruszy się z miejsca. -Jako przyszły przywódca powinieneś chyba zadbać o jakieś relacje, nie? - mruknęła, nastawiając jedno ucho w jego stronę.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
A z czego ona się tak cieszyła? Nie rozumiał, a bardzo chciał zrozumieć dlaczego tak kochała grać mu na nerwach! Chyba musiał po prostu trzymać się swojej oryginalnej teorii... tej, że kotka jest po prostu tak spragniona jego uwagi, że jest gotowa zrobić wszystko aby ją uzyskać! Póki co jej słowa działały doskonale, ale musiała się postarać żeby książę nie stracił zainteresowania, phi!
- Spragnionych ko... - dotarło i skrzywił się niemiłosiernie, choć sam nie był pewien czemu. W końcu był przekonany, że gdyby napotkał jakąś, jak to Zgnilizna nazwała, spragnioną kotkę, to jego wygląd i charakter zmiotłyby ją z łap! Nie byłaby w stanie się mu oprzeć. On był sprytny i gdyby mu się chciało, to owinąłby sobie każdą kotkę wokół łapy niczym pajączka, który utknął na własnej nici.
Przewrócił oczami na jej komentarz o własnym futrze. Ta, teraz będzie narzekać na krótkie futro... a potem, w cieplejszą porę, będzie mu gadała o tym, że jemu jest gorąco a jej nie! Nie ma w tym świecie sprawiedliwości, naprawdę. Zaś na kolejne słowa kocur uniósł brwi w jakiegoś rodzaju zaintrygowaniu, a na jego mordkę wkradł się prawdziwie złowieszczy uśmieszek. Swoimi długimi łapami momentalnie dogonił i zbliżył się do szylkretki, przyciskając swój bok do jej, choć przy różnicy wzrostu było to nieco inne od przytulania się do takiego, na najprostszy przykład, Wiaterka. Ale wciąż - choć Pajęczynka nie szczycił się tym, że lubi kontakt fizyczny, to musiał przyznać że czasami był on dobrym narzędziem do popchnięcia drugiego kota... w jakimś kierunku, zależy od sytuacji.
- Chcesz właśnie tego? Spaceru ze mną? Ah, na Gwiezdnych, wystarczyło przecież powiedzieć wprost! - wyszczerzył znów zęby, nachylając się tak żeby zrównać się pyskiem z towarzyszką... z którą najwyraźniej był teraz na jakiegoś rodzaju tajemnej randce? Dobrze rozumiał? Ha! - Przeboleję to... Jestem na twoje szczęście typem kota, który nie spisuje innych na straty po jednym nieprzyjemnym słowie. Powinnaś się cieszyć, że dałem ci tą szansę i nadal z tobą rozmawiam. Mój kwiatuszku... - wymruczał do jej ucha, szczerząc się. I ignorował dziwny ucisk w piersi.
Podczas gdy jej rodzeństwo rosło wzwyż, ona zdecydowanie zwolniła. Początkowo średniej wielkości, teraz śmiało można powiedzieć, że została najmniejszą ze swojego miotu i ma zadatki na bycie jedną z najmniejszych z kociąt Trawiastej Polany i Wietrznego Dnia, ku własnej irytacji. Nie zostanie jednak zdmuchnięta przy pierwszym mocniejszym podmuchu wiatru, bo mimo, iż niska, to nie jest wychudzonym chuchrem. Jest co prawda bardziej szczupła niż pulchna, jednak jej tułów jest kanciasty, zbudowana niczym klocek, osadzony na mocnych, szerokich łapach, na których już można dostrzec rozwijające się mięśnie. Równie kanciasta jest jej mordka, trójkątna i o ostrych rysach, które wyraźnie zaznacza rozczochrane, odstające futro, o które kocica nigdy nie raczy zadbać. Jej sierść jest szorstka i w wiecznym nieładzie, odstająca w każdą możliwą stronę, przez co wygląda ona miejscami na dłuższą niż jest w rzeczywistości, barwy równie chaotycznej co jej ułożenie. Zgnilizna jest dymnym szylkretem o turkusowych ślepiach, które zdecydowanie przyciemniały odkąd wybarwiły się z kocięcego błękitu. Jej umaszczenie to mieszanka czerni, szarości, bieli i rudości, którą głównie widać w miejscu gdzie jej sierść jest krótsza i rozjaśnienie od spodu włosia nie jest tak widoczne. Gdyby ktoś się bardzo postarał, to być może byłby w stanie dojrzeć skryte na jej boku dymne, klasyczne pręgi, skryte pod tysiącem plam. Nawet nos, który na pozór wydaje się czarny, czy wibrysy sprawiające wrażenie białych, po dokładnej inspekcji okazują się być pomieszane kolorystycznie. Jedyne stabilne znaczenia na ciele kotki to niewielkie ilości bieli, osadzone na jej piersi w kształcie podłużnego rombu, brodzie, końcówce długiego ogona, lewej tylnej łapie, przedniej prawej łapie, oraz końcówkach zdecydowanie za dużych uszu, na których znajdują się ubogie pędzelki, które ledwie można takimi nazwać.
Nie jest już tak wycofana jak wcześniej, teraz nie bojąc się zabrać głosu i palnąć to co ślina przyniesie jej na język, bez wcześniejszego przemyślenia jak jej słowa mogą wpłynąć na jej rozmówców. Nie jest rozgadana, wypowiada się raczej krótko, ale dobitnie, często nieświadoma tego, że jej komentarze mogą kogoś urazić, czy też po prostu są nie na miejscu, co w połączeniu z jej niewzruszonym, chłodnym wyrazem mordki maluje obraz szorstkiego gbura... czemu nie pomaga fakt, że jest bezpośrednia i nie zawaha się powiedzieć tego co myśli. Bliższe jej osoby potrafią się jednak przebić przez jej maskę i wywołać na jej mordce uśmiech, który mimo, iż rzadki, to jednak czasami się pojawia, bo kotka jak najbardziej ma jakieś tam poczucie humoru, nawet jeżeli niekiedy bywa ono dość złośliwe, czy nawet dziwne, co nie do końca pomaga jej w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Inna rzecz, która jej w tym przeszkadza to jej chorobliwa zazdrość, która często w niej buzuje, sprowokowana o największe głupoty, podsycając w niej negatywne emocje i potrzebę samo-idealizacji. Przeraża ją możliwość porażki, zwłaszcza na oczach innych, a jednocześnie łaknie cudzej aprobaty i komplementów, co stworzyło w niej niezdrowe tendencje do unikania pomocy i wsparcia, zamiast których zawsze wybierze samotne dążenie do celu.
Skrząca Łapa [KC]
Mogła się spodziewać wielu rzeczy, ale tego, że syn Lśniącej Sadzawki nagle zmaterializuje już tuż przy jej boku? I mało tego, wepchnie się w nią... wtuli? Nie. Tego na pewno się nie spodziewała. Przez jej ciało przeszła fala nagłego obrzydzenia, a wraz z nią na baczność wzrosło futro na jej grzbiecie. Kiedy tylko ustąpił początkowy szok, pstrokata dała krok w bok, nie przerywając przy tym marszu, odklejając się o białego i odwracając w jego stronę ciemny łeb, na jej mordce krzywa karykatura uśmiechu, zdradzająca jej wyraźny dyskomfort z tej sytuacji. Ah, kto ogniem wojuje! Będąc na miejscu drugiego kota było zdecydowanie mniej zabawnie. Zrobiła błąd odwracając się i wystawiając się na zaskoczenie - w przeciwnym razie miałaby szansę się przygotować mentalnie! Tak sobie przynajmniej chciała wmówić. Przynajmniej teraz widziała jego kombinacje, kiedy zniżył łeb na jej poziom. No i mniej więcej wiedziała czego mogłaby się spodziewać, po doświadczeniu tego pierwszego gestu.
- Hm? - mruknęła, a niezręczność zniknęła z jej pyska, zastąpiona typową dla niej złośliwością, kiedy knuła już kolejną zaczepkę. Niestety Pajęcza Łapa okazał się szybszy od wybitej z rytmu Zgnilizny. Jego wypowiedź jakoś szczególnie ją już nie przejęła, poza ostatnim, obrzydliwym dodatkiem, przez który szylkretka aż musiała się zatrzymać i dać krok w tył. Okropne słowa. Słodkie i lepkie niczym miód, przyprawiające ją o mdłości i zmiękczały łapy. Ale oh! O to się przecież w końcu prosiła, drocząc się akurat z nim. A najgorsze było w tym to, że przez moment pozwoliła sobie na okazanie słabości. - Oh, no jak mi miło. Obawiam się jednak, że muszę cię rozczarować i odrzucić te zaloty. - wymruczała w odpowiedzi, jadowicie ciepłym tonem i wzruszyła nieprzejęcie barkami. - No ale nie martw się, jestem pewna, że znajdzie się jakaś inna. Chętna. - dodała ze złośliwym uśmieszkiem i trzepnęła ogonem, tnąc bezgłośnie powietrze, dając upust frustracji, która jeszcze nie do końca ją opuściła. - Ty rozumiesz w ogóle koncept znajomości mam nadzieję? Nie wiem czy wiesz, ale relacje nie kończą się na uh, związkach. - sapnęła kwaśno ostatnie słowo. I faktycznie zaczęła się teraz zastanawiać, czy Pajęcza Łapa ma w ogóle kogoś z kim był z miarę blisko.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Ha! Widząc to zaskoczenie, ten szok szylkretowej kotki, Pajęcza Łapa poczuł prawdziwą satysfakcję. Faktycznie udało mu się ją zagiąć, sprawić że nie będzie wiedziała jak zareagować i co odpowiedzieć! Tak myślał przez tą krótką chwilę, gdy córka Wietrznego Dnia zbierała się w sobie na nowo i cieszył się ze swojego ogromnego sukcesu. Z uniesionymi brwiami i szerokim uśmiechem patrzył na terminatorkę, korzystając z sytuacji by naprawdę podbudować swoją pewność siebie.
Ale zaraz, oczywiście, ta zaskoczona mina zniknęła z ciemnej, nakrapianej mordki i zastąpiła ją ta złośliwość, która tak go przecież irytowała. Zgniła Łapa zatrzymała się, a wraz z nią zatrzymał się też jej białofutry kolega, obrócił łeb i tak na nią patrzył, zainteresowany tym co takiego chciała mu teraz powiedzieć. I usłyszawszy te złośliwe, pełne jadu słowa, skrzywił się gniewnie, momentalnie znów czując jak jego pierś wypełnia frustracja.
- Rozumiem, że możesz mieć problemy z samooceną czy coś, ale nie musisz od razu przelewać tego na mnie. Wybacz, że zażartowałem! - syknął, i zaraz zorientował się że to chyba pierwszy raz gdy ją za cokolwiek przeprasza. Jednak po tonie jego głosu wiadomo było, że to zdecydowanie nie szczere słowa. Dodatkowo na samą myśl o związku z nią go skręcało. Przecież wcale się z nią nie dogadywał, niby czemu miałby chcieć czegoś takiego?! Szanował samego siebie, a znał wiele kotów z którymi spędzało mu się czas lepiej. Jak na przykład Borsuk, albo o, Wiatr! To kocury, zorientował się zaraz po tej myśli, ale właściwie to nic nie zmienia. Więź dwójki przyjaciół bywa nawet silniejsza od jakiegoś tam romantycznego uczucia względem kotek. W dodatku Pająk lubił też swoją mistrzynię! A ona jest kotką!
Również trzepnął ogonem na kolejne słowa terminatorki, oburzony.
- Jasne, że rozumiem, nie jestem jakimś kociakiem... Mam wielu znajomych i przyjaciół, ale póki co tylko ty sugerowałaś coś takiego. - przewrócił oczami by podkreślić swoje poirytowanie. - Zresztą... gdybym cię chciał, to byłabyś moja. Ale nie jesteś. Ciekawe czemu? - mruknął po chwili, jakby do siebie, ale wciąż upewniając się że Zgnilizna to usłyszy. I uśmiechnął się lekko.