Mistrz: Tylko jam swym panem Płeć: kocur Matka: Black Pearl Simmonis Ojciec: William de Levant
Markiz, jako dumny przedstawiciel rasy kotów burmskich, posiada typowe dla nich krótkie czekoladowe futro z ciemniejszą maską, łapami i ogonem. Kocur nie należy do najwyższych, ale nie jest też szczególnie niski jak na swój wiek. Zważając na jego bierny styl życia, nie dziwnym jest, że miast masy mięśniowej, dostrzega się u niego głównie sporą warstwę tłuszczu.
Niebieskie oczy osadzone w okrągłym pysku brzmią jak obraz przyjazny dla oka, prawda? Jest tak tylko na papierze. Kto go spotkał, ten zrazu dostrzeże swoistą obojętność wobec wszystkich innych, bijącą ze ze wzroku kocura, a przynajmniej na takową wyglądającą.
[...]
Po długiej chorobie, Markiz schudł. Nie było to w znaczącym stopniu, ale z pewnością zauważalne. Od stałego przesiadywania w lecznicy widać też po nim słabszą formę, nawet jeśli jego kondycja nie była najlepsza już z początku. Ma też stale zachrypnięty głos, który na zawsze będzie mu przypominać o dawnej chorobie.
Znając jedynie dostatek domu dwunogów, Markizowi trudno dostosować się do warunków życia w lesie. Jest arogancki i uparty, twierdzi, że wszystko mu się należy, a obowiązkiem innych jest mu to zapewnić. Jest kotem dumnym, nie pozwoli sobie grać na kompetencjach. Z tego samego powodu chce też udowodnić, że jest w stanie zostać równie dobrym wojownikiem co klanowicze urodzeni w lesie.
[...]
Zważając na fakt, że kocur większość czasu spędzał samemu, z pewnymi wyjątkami, charakter Markiza nie zmienił się znacząco. Stał się jednak nieco pokorniejszy. Zrozumiał też dlatego, że nie będą w klanie spełniane wszystkie jego zachcianki. Pozostał jednak nadal dumny, i nie pozwoli innym go poniżać ze względu na pochodzenie.
Piaskowy Podmuch (KG)
- O tego typu sprawy na Twoim miejscu bym się nie martwił. - Odrzekł półżartem. Nie miała się czym przejmować. Ktokolwiek to był, z pewnością odwzajemniał jej uczucie. Kocur w tym momencie spoglądał w dal, zaciekawiony, kim więc jest ów szczęściarz. Nie można było zaprzeczyć, że lekko mu zazdrościł. Z drugiej strony, nie wiedział, jak by zareagował, gdyby chodziło o niego. W tym był cały problem. Gdy myślał o własnych rozterkach uczuciowych, do głowy przychodziły mu dwa imiona. Właśnie Jesion oraz Kozicza Łapa, z którą rozmawiał jakiś czas temu na granicy. I tu był kolejny problem. Bo jak z tą drugą mógłby ułożyć sobie życie, będąc w różnych klanach? Z kolei Jesion. Nie wiedział, czy to miłość romantyczna, czy raczej braterska. Tyle pytań, a żadnej odpowiedzi. Cokolwiek teraz odpowie Jesion, kocur zdecydowanie musiał to wszystko sobie przemyśleć. - No, to kto to jest? - Zapytał pomimo wszelkich obaw. Prawda była taka. W tym momencie albo sprawa stanie się znacznie prostsza, albo wręcz przeciwnie i skomplikuje się niewymiernie.
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Właśnie oto jej chodziło. Markiz jak na razie był spokojny, ale ciekawe, co by powiedział gdyby okazało się, iż chodzi o nie? Bo właśnie o Słodkiego chodziło.
Jesion może nie tyle co bała się mu powiedzieć o swoich uczuciach, to jeszcze obawa o jego reakcję ją dobijała. Mógł przyjąć to spokojnie ale również zerwać z nią znajomość i nie odzywać się do niej. Tego bała się szylkretka. Przez swoje uczucie, mogła zniszczyć ich przyjaźń...
- T-to... Ch-chodzi... O ciebie... - odparła patrząc na Markiza. Następnie żółtozielone oczy przeszły ponownie na taflę wody. Była gotowa na najgorsze ale może jej obawy nie były słuszne?
Mistrz: Tylko jam swym panem Płeć: kocur Matka: Black Pearl Simmonis Ojciec: William de Levant
Markiz, jako dumny przedstawiciel rasy kotów burmskich, posiada typowe dla nich krótkie czekoladowe futro z ciemniejszą maską, łapami i ogonem. Kocur nie należy do najwyższych, ale nie jest też szczególnie niski jak na swój wiek. Zważając na jego bierny styl życia, nie dziwnym jest, że miast masy mięśniowej, dostrzega się u niego głównie sporą warstwę tłuszczu.
Niebieskie oczy osadzone w okrągłym pysku brzmią jak obraz przyjazny dla oka, prawda? Jest tak tylko na papierze. Kto go spotkał, ten zrazu dostrzeże swoistą obojętność wobec wszystkich innych, bijącą ze ze wzroku kocura, a przynajmniej na takową wyglądającą.
[...]
Po długiej chorobie, Markiz schudł. Nie było to w znaczącym stopniu, ale z pewnością zauważalne. Od stałego przesiadywania w lecznicy widać też po nim słabszą formę, nawet jeśli jego kondycja nie była najlepsza już z początku. Ma też stale zachrypnięty głos, który na zawsze będzie mu przypominać o dawnej chorobie.
Znając jedynie dostatek domu dwunogów, Markizowi trudno dostosować się do warunków życia w lesie. Jest arogancki i uparty, twierdzi, że wszystko mu się należy, a obowiązkiem innych jest mu to zapewnić. Jest kotem dumnym, nie pozwoli sobie grać na kompetencjach. Z tego samego powodu chce też udowodnić, że jest w stanie zostać równie dobrym wojownikiem co klanowicze urodzeni w lesie.
[...]
Zważając na fakt, że kocur większość czasu spędzał samemu, z pewnymi wyjątkami, charakter Markiza nie zmienił się znacząco. Stał się jednak nieco pokorniejszy. Zrozumiał też dlatego, że nie będą w klanie spełniane wszystkie jego zachcianki. Pozostał jednak nadal dumny, i nie pozwoli innym go poniżać ze względu na pochodzenie.
Piaskowy Podmuch (KG)
Pierwszym odruchem słysząc ową, której mimo wszystko się nie spodziewał, odpowiedź było odsunięcie się od przyjaciółki. Chciał jej jednak pokazać, że mimo tego, co zaraz powie, jak tylko wymyśli co powinien powiedzieć, nadal jest mu bliska. Siedział tak też chwilę, próbując ubrać wszystko w słowa. - Um... Eh, jak by to powiedzieć. Lubię Cię, nawet bardzo... Ale jeszcze nie aż tak - Zaczął. - Jesteś dla mnie jak siostra. Może kiedyś, ale nie dziś - Powiedział, wzdychając ciężko. O wiele łatwiej byłoby po prostu powiedzieć "ja też", ale nie mógł. Wiedział, że o wiele bardziej rozczarowujące byłoby, gdyby zostali parą, a on dopiero wtedy by zdał sobie sprawę, że nie jest gotów. Dlatego wolał poczekać, aż będzie miał pewność. We wszystkich sprawach.
Dalej pozostał na miejscu. Jeśli będzie chciała, odsunie się. Lub w ogóle ucieknie. Nie wiedział, co zrobi, ale nawet jeśli to ostatnie, to kocur zgadywał, że tak byłoby po prostu dla niej lepiej...
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Ledwo powstrzymała łzy. Naprawdę poczuła się zraniona... Chociaż to nie wina Markiza, że on się w niej nie zakochał prawda? Nikogo do miłości się zmusić nie da.
- Rozumiem... Zap- zapomnij o tym - wstała szybko, zapominając całkowicie o piórku dla Jarzębinki. Ogon drgał jej niespokojnie na boki. Żółtozielone oczy stawały się coraz bardziej zaszklone, dlatego unikała kontaktu wzrokowego.
- Przepraszam... - ruszyła szybko wzdłuż Czarnego a. Musi odpocząć, wszystko sobie przemyśleć... Dopiero gdy oddaliła się kawałek dała upust swoim uczuciom. Strumień łez zaczął lać się z oczu młodej szylkretki. Kochała, on jej nie... I jeszcze mówił, że nie musi się oto martwić. No super, tylko szkoda, że chodziło o niego... Przeżywając swoje załamanie emocjonalne szła dalej, ledwo widząc przez łzy...
Mistrz: Tylko jam swym panem Płeć: kocur Matka: Black Pearl Simmonis Ojciec: William de Levant
Markiz, jako dumny przedstawiciel rasy kotów burmskich, posiada typowe dla nich krótkie czekoladowe futro z ciemniejszą maską, łapami i ogonem. Kocur nie należy do najwyższych, ale nie jest też szczególnie niski jak na swój wiek. Zważając na jego bierny styl życia, nie dziwnym jest, że miast masy mięśniowej, dostrzega się u niego głównie sporą warstwę tłuszczu.
Niebieskie oczy osadzone w okrągłym pysku brzmią jak obraz przyjazny dla oka, prawda? Jest tak tylko na papierze. Kto go spotkał, ten zrazu dostrzeże swoistą obojętność wobec wszystkich innych, bijącą ze ze wzroku kocura, a przynajmniej na takową wyglądającą.
[...]
Po długiej chorobie, Markiz schudł. Nie było to w znaczącym stopniu, ale z pewnością zauważalne. Od stałego przesiadywania w lecznicy widać też po nim słabszą formę, nawet jeśli jego kondycja nie była najlepsza już z początku. Ma też stale zachrypnięty głos, który na zawsze będzie mu przypominać o dawnej chorobie.
Znając jedynie dostatek domu dwunogów, Markizowi trudno dostosować się do warunków życia w lesie. Jest arogancki i uparty, twierdzi, że wszystko mu się należy, a obowiązkiem innych jest mu to zapewnić. Jest kotem dumnym, nie pozwoli sobie grać na kompetencjach. Z tego samego powodu chce też udowodnić, że jest w stanie zostać równie dobrym wojownikiem co klanowicze urodzeni w lesie.
[...]
Zważając na fakt, że kocur większość czasu spędzał samemu, z pewnymi wyjątkami, charakter Markiza nie zmienił się znacząco. Stał się jednak nieco pokorniejszy. Zrozumiał też dlatego, że nie będą w klanie spełniane wszystkie jego zachcianki. Pozostał jednak nadal dumny, i nie pozwoli innym go poniżać ze względu na pochodzenie.
Piaskowy Podmuch (KG)
- To ja przepraszam. - Westchnął kocur. - Pamiętaj tylko, że nadal, jeśli tylko chcesz, możesz się ze wszystkim do mnie zwracać. - Przypomniał kotce z troską. Nadal zamierzał ją wspierać, w końcu z byciem mu bliską jak siostra jednak nie kłamał...
Miał tylko nadzieję, że Jesion nie stwierdzi, że to z jej winy. To on nie był gotów. To on zawalił.
Nie zatrzymywał jej jednak. Wiedział, że oboje muszą to przemyśleć. Martwił się tylko, czy będzie w ogóle chciała go dalej znać? Nie znał się na uczuciach. Czasami go przerażały. Nie dało się ich nauczyć, były zbyt zmienne. A on nie radził sobie z niewiadomym, którego nie dało się poznać.
Po chwili ruszył w przeciwnym kierunku niż Jesion. Chciał jej dać tyle czasu, ile tylko potrzebowała.
Zakurzona Skórka wyrosła na całkiem niebrzydką pannę. Jej miękkie, szaro-niebieskie krótkie futerko nadal wygląda na lekko przykurzone, ale koteczka w ogóle się tym nie przejmuje. Przynajmniej nie musi spędzać długich godzin na czyszczeniu go i doprowadzaniu do właściwego koloru, więc w zasadzie niczym kot Schrödingera, zawsze jest jednocześnie i czysta, i brudna. Ma zgrabny, czarny nosek, długie łapki i smukłą, lekką sylwetkę. Po ojcu odziedziczyła heterochromię - jej prawe oko jest zielone, a lewe ma barwę błękitu.
Jaka jest Zakurzona? Urocza, to przede wszystkim. Czasem trochę dziecinna i naiwna, ale bystra i zainteresowana całym otaczającym ją światem. Wesoła, towarzyska, troskliwa, otwarta na nowe znajomości i pełna wiary w to, że na świecie istnieje dobro. Nie szuka zwady, potrafi iść na kompromis, uczy się na własnych doświadczeniach. Jest miła i uprzejma, nawet jeśli druga strona nie odpłaca się tym samym. Odporna i wytrzymała, nawet zdeptana jest gotowa ponownie się podnieść - nigdy się nie poddaje. Bardzo rzadko siedzi w bezruchu, często kołysze się na palcach lub kiwa na boki.
Piorun, Świetlik, Kopiec, Magik, Kret, Twardy
Zakurzona Skórka miała dosłownie łzy szczęścia w oczach, kiedy pewnego dnia w k o ń c u udało się jej wyciągnąć Wężową Gwiazdę na spacer. Miała wrażenie, że już nigdy się jej nie uda i chociaż nie traciła nadziei, to wizja spędzenia czasu z Mistrzem wydawała się coraz mniej realna. Trochę nawet żałowała, że tak szybko skończyła trening, mimo iż przecież przeciągała go i tak dosyć mocno, zaczepiając przywódcę i wplątując go w dyskusje o Klanie Nieba albo wyścigi po drzewach. Ostatecznie jednak trening zakończyła, została mianowana wojowniczką i jej mniej lub bardziej systematyczne wyprawy na tereny w towarzystwie burego kocura ostatecznie odeszły w zapomnienie. Nic więc dziwnego, że kiedy Wężowa Gwiazda stwierdził, iż w sumie to ma dla niej chwilę, szara córka Chrzanowego Korzenia od razu oznaczyła ten dzień jako n a j l e p s z y. Tym bardziej, że zamierzała upewnić się o pewną obietnicę, zawartą dawno dawno temu, na mały paluszek. Ona pamiętała, ale czy Wężowa Gwiazda również? Cóż, przekonamy się. Kręciła się przy wejściu niespokojnie wypatrując burego kocura, który miał przekazać jedynie jakąś informację Szepczącemu Pyłowi i zaraz wrócić. Szara wojowniczka przysiadła na ziemi, nerwowo zerkając w stronę obozu, po czym znów wstała i zrobiła małe kółeczko. Nigdy, przenigdy nie uwierzyłaby, że Wężowa Gwiazda ją wystawił, ale zaczynała się troszeczkę niepokoić. Tak troszeczkę.
Przede wszystkim - ten wojownik Klanu Cienia przewyższa większość wojowników nie tylko w swoim klanie, ale także w całym lesie. Należy po prostu do tego gatunku kotów, których gabaryty świadczą o przewyższającej inne atuty sile. Ciało Wężowookiego jest mocno zbudowane, trzymające się na potężnych filarach łap. Pokrywająca go sierść jest krótka, gęsta, zapewniająca ciepło nawet w najsroższe zimy. Do tego jest bura, jak u większości cienistych kotów. Zachowana w ciepłych odcieniach, jak brązy i delikatne rudości, poprzecinana ciemniejszymi pręgami. Jedynym jasnym - beżowo białym akcentem, jest broda wojownika, a także nieznaczny fragment znajdujący się pod nią. Kocur ma duże oczy, o zwykle badawczym, przenikliwym wyrazie, barwy intensywnej żółci.
Matka natura obdarzyła Wężowego siłą i proporcjonalnym co do tego ciałem, jednak na szczęście oszczędziła mu topornego umysłu, który szedłby w parze z mięśniami. Myśli burasa zwykle krążą szybko, zagłębiając się często w miejsca kłopotliwe i trudno dostępne. Kocurek całym sobą chłonie wszelkie informacje jakie płynął od innych; słowa, gesty, mimikę, drobne niedopowiedzenia, tembr głosu i stara się je analizować na bieżąco by następnie umieścić w odpowiedniej szufladce w swojej głowie. Uwielbia posiadać i zdobywać informacje. Sprawia mu to niemałą satysfakcję, gdy może rozwiać wątpliwości innych, odpowiadać na ich pytania, ale także pokazywać w ten sposób, że jest od nich lepszy. Nie znaczy to jednak, że jest bezmyślną gadułą. Mówi co chce i co uważa w danej sytuacji za stosowne. Dostosowuje słowa, gesty i wszelkie drobnostki do rozmówcy, nie chcąc pozwolić sobie na spontaniczność mimo, że takie wrażenie sprawia.
Jest niezwykle empatyczny - zarówno pod względem emocjonalnym jak i poznawczym - potrafi z większą łatwością wyczuwać panujące nastroje i orientować się w najdelikatniejszych ich zmianach. Wykorzystuje to jednak na swój sposób; dąży do uzyskania korzyści i zaprezentowania sobą tego, czego dana osoba potrzebuje.
Jest niezwykle łasy na pochwały, a przez to niezwykle dumny. Ewidentnie pragnie pokazać wyższość nad innymi, a porażka dla niego nie wchodzi w grę.
Że niby Wężowa Gwiazda miałby wystawić jedną ze swoich najukochańszych terminatorek? Nigdy. Kurzyk była skarbem pierwszej klasy, który nie zasługiwał na coś tak okropnego jak wystawienie do wiatru. Kiedy więc załatwił to co miał do załatwienia z Szepczącym Pyłem, udał się z powrotem w kierunku miejsca, gdzie czekała na niego córka Chrzanowego Korzenia. Widząc jak się niecierpliwi, uśmiechnął się lekko pod nosem, zbliżając do niej i zatrzymując dopiero krok przed nią.
- Witam z powrotem, Zakurzona Skórko. - uśmiechnął się do niej lekko. Kiedy przyszła do niego, nie mógł jej odmówić. Parę chwil z nią było czymś, na co zdecydowanie zasłużył, a przynajmniej tak sobie wmawiał. W każdym razie potrzebował oderwać się od obowiązków i zmartwień, a do tego nie wątpił, że kotka upomni się o należne i zaległe lekcje, które jej przecież obiecał.
- Idziemy? - zagadnął, samemu ruszając przed siebie, wiedząc jaka padnie odpowiedź.
Zakurzona Skórka wyrosła na całkiem niebrzydką pannę. Jej miękkie, szaro-niebieskie krótkie futerko nadal wygląda na lekko przykurzone, ale koteczka w ogóle się tym nie przejmuje. Przynajmniej nie musi spędzać długich godzin na czyszczeniu go i doprowadzaniu do właściwego koloru, więc w zasadzie niczym kot Schrödingera, zawsze jest jednocześnie i czysta, i brudna. Ma zgrabny, czarny nosek, długie łapki i smukłą, lekką sylwetkę. Po ojcu odziedziczyła heterochromię - jej prawe oko jest zielone, a lewe ma barwę błękitu.
Jaka jest Zakurzona? Urocza, to przede wszystkim. Czasem trochę dziecinna i naiwna, ale bystra i zainteresowana całym otaczającym ją światem. Wesoła, towarzyska, troskliwa, otwarta na nowe znajomości i pełna wiary w to, że na świecie istnieje dobro. Nie szuka zwady, potrafi iść na kompromis, uczy się na własnych doświadczeniach. Jest miła i uprzejma, nawet jeśli druga strona nie odpłaca się tym samym. Odporna i wytrzymała, nawet zdeptana jest gotowa ponownie się podnieść - nigdy się nie poddaje. Bardzo rzadko siedzi w bezruchu, często kołysze się na palcach lub kiwa na boki.
Piorun, Świetlik, Kopiec, Magik, Kret, Twardy
- Cześć! - wypaliła radośnie wojowniczka, szybko się poprawiając. - To znaczy witam. - dodała szybko, bo przecież nie była już jakimś dzieckiem i należało się zachowywać trochę poważniej, prawda? Tak trochę chociaż, bo kiedy tylko przywódca rzucił "idziemy?" aż podskoczyła w górę z wesołym "t a k!". Idą. Gdziekolwiek w zasadzie, bo żołnierka za swoim przywódcą poszłaby w najgorszy ogień i prosto w paszczę rysia, jeśli tylko zaszłaby taka potrzeba. Radosnym krokiem ruszyła więc za przywódcą, zerkając na niego raz po raz z uśmiechem na mordce.
- Wiesz gdzie idziemy, Mistrzu? - spytała, mając nadzieję że Wężowa Gwiazda nie pogniewa się za takie określenie. Bądź co bądź dla niej był Mistrzem już do końca życia, a jakby nie patrzeć mieli tego dnia kończyć jej trening, albo raczej tę bonusową część, którą kiedyś jej obiecał. Kojarzyła kilka bajorek na terenie Klanu Cienia, ale osobiście pojęcia nie miała gdzie konkretnie idą. Nie była specjalistką od wody (jeszcze!) i nie wiedziała który ze zbiorników nadaje się do nauki. - W ogóle, bo ja chyba wtedy nie mówiłam, ale chciałam podziękować, że nam wtedy pomogłeś z tym psem. Mnie i Czosnek. I Wilczkowi. - powiedziała, bo byłaby trupkiem i to mocno, gdyby pojawił się Wężowa Gwiazda.
Przede wszystkim - ten wojownik Klanu Cienia przewyższa większość wojowników nie tylko w swoim klanie, ale także w całym lesie. Należy po prostu do tego gatunku kotów, których gabaryty świadczą o przewyższającej inne atuty sile. Ciało Wężowookiego jest mocno zbudowane, trzymające się na potężnych filarach łap. Pokrywająca go sierść jest krótka, gęsta, zapewniająca ciepło nawet w najsroższe zimy. Do tego jest bura, jak u większości cienistych kotów. Zachowana w ciepłych odcieniach, jak brązy i delikatne rudości, poprzecinana ciemniejszymi pręgami. Jedynym jasnym - beżowo białym akcentem, jest broda wojownika, a także nieznaczny fragment znajdujący się pod nią. Kocur ma duże oczy, o zwykle badawczym, przenikliwym wyrazie, barwy intensywnej żółci.
Matka natura obdarzyła Wężowego siłą i proporcjonalnym co do tego ciałem, jednak na szczęście oszczędziła mu topornego umysłu, który szedłby w parze z mięśniami. Myśli burasa zwykle krążą szybko, zagłębiając się często w miejsca kłopotliwe i trudno dostępne. Kocurek całym sobą chłonie wszelkie informacje jakie płynął od innych; słowa, gesty, mimikę, drobne niedopowiedzenia, tembr głosu i stara się je analizować na bieżąco by następnie umieścić w odpowiedniej szufladce w swojej głowie. Uwielbia posiadać i zdobywać informacje. Sprawia mu to niemałą satysfakcję, gdy może rozwiać wątpliwości innych, odpowiadać na ich pytania, ale także pokazywać w ten sposób, że jest od nich lepszy. Nie znaczy to jednak, że jest bezmyślną gadułą. Mówi co chce i co uważa w danej sytuacji za stosowne. Dostosowuje słowa, gesty i wszelkie drobnostki do rozmówcy, nie chcąc pozwolić sobie na spontaniczność mimo, że takie wrażenie sprawia.
Jest niezwykle empatyczny - zarówno pod względem emocjonalnym jak i poznawczym - potrafi z większą łatwością wyczuwać panujące nastroje i orientować się w najdelikatniejszych ich zmianach. Wykorzystuje to jednak na swój sposób; dąży do uzyskania korzyści i zaprezentowania sobą tego, czego dana osoba potrzebuje.
Jest niezwykle łasy na pochwały, a przez to niezwykle dumny. Ewidentnie pragnie pokazać wyższość nad innymi, a porażka dla niego nie wchodzi w grę.
- Po przygodę. - parsknął w odpowiedzi, wyraźnie rozbawiony. Oczywiście, ze wiedział gdzie szli. A przynajmniej właśnie podjął tę że decyzje bo w sumie, tak po prawdzie, na początku myślał, że to może Kurzyk zaprowadzi go w jakieś ciekawe miejsce gdzie chciałaby się uczyć. I oczywiście, że nie miał nic przeciwko nazywania go mistrzem - nawet jeśli brzmiało to teraz nieco zabawnie, biorąc pod uwagę, że Kurzyk była już pełnoprawną wojowniczką, to przecież to miano zostawało na zawsze. A przynajmniej Iskrzący Śnieg na zawsze też była i będzie jego mistrzynią.
- Nie dziękuj. - rzucił tylko po chwili wahania, dochodząc do wniosku że wszelkie dodatki do tego tematu, które przychodzą mu do głowy, są nieco niepoprawne i mogły zabrzmieć źle. Wąż jednak zdawał sobie sprawę, że tak na prawdę nikt inny nie mógł się zająć tym drapieżnikiem. Rozszarpałby ich wszystkich z taką samą łatwością jak zrobił to z Czarną Łapą. - Cieszę się, że nic wam się nie stało, chociaż nie powiem... pewniej bym się wtedy czuł, gdyby was wtedy nie było i nie musiałbym się dodatkowo o was martwić. Całe szczęście od momentu kiedy się pojawiłem, pies skupił się na mnie.
Zakurzona Skórka wyrosła na całkiem niebrzydką pannę. Jej miękkie, szaro-niebieskie krótkie futerko nadal wygląda na lekko przykurzone, ale koteczka w ogóle się tym nie przejmuje. Przynajmniej nie musi spędzać długich godzin na czyszczeniu go i doprowadzaniu do właściwego koloru, więc w zasadzie niczym kot Schrödingera, zawsze jest jednocześnie i czysta, i brudna. Ma zgrabny, czarny nosek, długie łapki i smukłą, lekką sylwetkę. Po ojcu odziedziczyła heterochromię - jej prawe oko jest zielone, a lewe ma barwę błękitu.
Jaka jest Zakurzona? Urocza, to przede wszystkim. Czasem trochę dziecinna i naiwna, ale bystra i zainteresowana całym otaczającym ją światem. Wesoła, towarzyska, troskliwa, otwarta na nowe znajomości i pełna wiary w to, że na świecie istnieje dobro. Nie szuka zwady, potrafi iść na kompromis, uczy się na własnych doświadczeniach. Jest miła i uprzejma, nawet jeśli druga strona nie odpłaca się tym samym. Odporna i wytrzymała, nawet zdeptana jest gotowa ponownie się podnieść - nigdy się nie poddaje. Bardzo rzadko siedzi w bezruchu, często kołysze się na palcach lub kiwa na boki.
Piorun, Świetlik, Kopiec, Magik, Kret, Twardy
- No tak, no tak, ale gdzie konkretnie? - spytała, drepcząc za kocurem jak mała kaczuszka. - Bo zgaduję, że tam gdzie jest woda... - dodała, łypiąc z uwagą na mordkę przywódcy i licząc na to, że zauważy jakiś znak, sugerujący jej, że dobrze zgadła. W sumie gdyby Wężowa Gwiazda powiedział jej że nie, to zaakceptowałaby każdy inny rodzaj przygody jaką tylko mogła przeżyć ze swoim cudownym Mistrzem. Ale szkoda byłoby nie wykorzystać takiej pięknej pogody, prawda?
- Oh. - bąknęła wojowniczka, przenosząc wzrok pod własne łapy. - No ale nigdy nie wiadomo, co by było gdyby nas tam nie było, prawda? Czy zdążyłbyś pojawić się i uratować Wilka. - może tak, może nie. Tego nigdy się nie dowiemy. - A ja nie miałam wyjścia. Kiedy do obozu wpadła Ryjówkowa Łapa nie mogłam n i e p o b i e c, na pomoc. - stwierdziła, kręcąc głową. - Możesz mi wierzyć, Mistrzu, bo byłam wtedy z Czosnkowym Kłem i... - oj. - ...i musiałam przerwać ważną rozmowę. - więc to nie tak że ta decyzja była dla mnie łatwa, ale była jedyną słuszną decyzją. Obowiązki ponad wszystkim. Klan ponad wszystkim. S ł u ż b a ponad wszystkim.
Przede wszystkim - ten wojownik Klanu Cienia przewyższa większość wojowników nie tylko w swoim klanie, ale także w całym lesie. Należy po prostu do tego gatunku kotów, których gabaryty świadczą o przewyższającej inne atuty sile. Ciało Wężowookiego jest mocno zbudowane, trzymające się na potężnych filarach łap. Pokrywająca go sierść jest krótka, gęsta, zapewniająca ciepło nawet w najsroższe zimy. Do tego jest bura, jak u większości cienistych kotów. Zachowana w ciepłych odcieniach, jak brązy i delikatne rudości, poprzecinana ciemniejszymi pręgami. Jedynym jasnym - beżowo białym akcentem, jest broda wojownika, a także nieznaczny fragment znajdujący się pod nią. Kocur ma duże oczy, o zwykle badawczym, przenikliwym wyrazie, barwy intensywnej żółci.
Matka natura obdarzyła Wężowego siłą i proporcjonalnym co do tego ciałem, jednak na szczęście oszczędziła mu topornego umysłu, który szedłby w parze z mięśniami. Myśli burasa zwykle krążą szybko, zagłębiając się często w miejsca kłopotliwe i trudno dostępne. Kocurek całym sobą chłonie wszelkie informacje jakie płynął od innych; słowa, gesty, mimikę, drobne niedopowiedzenia, tembr głosu i stara się je analizować na bieżąco by następnie umieścić w odpowiedniej szufladce w swojej głowie. Uwielbia posiadać i zdobywać informacje. Sprawia mu to niemałą satysfakcję, gdy może rozwiać wątpliwości innych, odpowiadać na ich pytania, ale także pokazywać w ten sposób, że jest od nich lepszy. Nie znaczy to jednak, że jest bezmyślną gadułą. Mówi co chce i co uważa w danej sytuacji za stosowne. Dostosowuje słowa, gesty i wszelkie drobnostki do rozmówcy, nie chcąc pozwolić sobie na spontaniczność mimo, że takie wrażenie sprawia.
Jest niezwykle empatyczny - zarówno pod względem emocjonalnym jak i poznawczym - potrafi z większą łatwością wyczuwać panujące nastroje i orientować się w najdelikatniejszych ich zmianach. Wykorzystuje to jednak na swój sposób; dąży do uzyskania korzyści i zaprezentowania sobą tego, czego dana osoba potrzebuje.
Jest niezwykle łasy na pochwały, a przez to niezwykle dumny. Ewidentnie pragnie pokazać wyższość nad innymi, a porażka dla niego nie wchodzi w grę.
- Do Srebre...- kocur ugryzł się w język. Z rozpędu chciał jej już zaserwować nazwę starorzecza, które znajdowało się na starych terenach. - Do Księżycowego Jeziora. - poinformował ją już właściwie, uśmiechając się pod nosem na widok jej drobienia i kaczuszkowatego chodu, który mimowolnie przypomniał mu no... Kaczuszkę.. Kaczą Sadzawkę.
- Wątpię. - spojrzał na nią pustym wzrokiem kątem oka. Wątpił, że Wilk poradziłby sobie bez nich. Czarna Łapa też byłaby martwa. - Rozumiem. Cóż... z jednej strony cieszę się, że jesteś taką dzielną wojowniczką, a z drugiej... żałuję, że aż tak odważną. - zaśmiał się cicho. Tak. Wężowa Gwiazda martwił się o Kurzyk i nie widział w tym nic złego. Przypomniał sobie też słowa, które sączył do uszka Powój i uświadomił sobie, że nie musiał się starać, by któraś z jego terminatorek została najlepszą wojowniczką w klanie cienia, bo Kurz była już dla niego numer jeden.
W każdym razie zdążyli się dotelepać do zbiornika wodnego, a Wąż pozwolił sobie usiąść na samym jego brzegu.
Zakurzona Skórka wyrosła na całkiem niebrzydką pannę. Jej miękkie, szaro-niebieskie krótkie futerko nadal wygląda na lekko przykurzone, ale koteczka w ogóle się tym nie przejmuje. Przynajmniej nie musi spędzać długich godzin na czyszczeniu go i doprowadzaniu do właściwego koloru, więc w zasadzie niczym kot Schrödingera, zawsze jest jednocześnie i czysta, i brudna. Ma zgrabny, czarny nosek, długie łapki i smukłą, lekką sylwetkę. Po ojcu odziedziczyła heterochromię - jej prawe oko jest zielone, a lewe ma barwę błękitu.
Jaka jest Zakurzona? Urocza, to przede wszystkim. Czasem trochę dziecinna i naiwna, ale bystra i zainteresowana całym otaczającym ją światem. Wesoła, towarzyska, troskliwa, otwarta na nowe znajomości i pełna wiary w to, że na świecie istnieje dobro. Nie szuka zwady, potrafi iść na kompromis, uczy się na własnych doświadczeniach. Jest miła i uprzejma, nawet jeśli druga strona nie odpłaca się tym samym. Odporna i wytrzymała, nawet zdeptana jest gotowa ponownie się podnieść - nigdy się nie poddaje. Bardzo rzadko siedzi w bezruchu, często kołysze się na palcach lub kiwa na boki.
Piorun, Świetlik, Kopiec, Magik, Kret, Twardy
- Oooo... - powiedziała, bo w sumie to myślała że idą na Czarny Ogon. Ale Księżycowe Jezioro brzmiało równie dobrze. W zasadzie to... naprawdę brzmiało dobrze. - Mistrzuuuuu... - zaczęła w dokładnie takim samym tonie, co kiedy była terminatorką i co chwila zagadywała Wężową Gwiazdę na treningu na różne nie-treningowe tematy. - A czemu nazwałeś Księżycowe Jezioro Księżycowe Jezioro? - spytała, podbiegając lekko bo chociaż jej łapki ładnie wyrosły (!!!) to jednak przywódca był od niej znacznie większy i jego krok był znacznie dłuższy. - Znasz jakiegoś Księżyca? - spytała, z zaciekawieniem przyglądając się kocurowi.
- Nie jestem znowu aż taka odważna. - przyznała, odwracając nieco głowę i patrząc przed siebie. - Nawet nie wiesz, jak ja się wtedy bałam. Ale strach nie powinien powstrzymywać wojownika, prawda? - bo co to wtedy za żołnierz z takiego wojownika? Żaden. A ona w końcu była na służbie. Kiedy dotarli na miejsce, szara podeszła do miejsca w którym usiadł jej Mistrz i ostrożnie nachyliła się w stronę wody. - Jak to jest... głębokie? - spytała niepewnie przyglądając się g ł ę b i zbiornika wodnego. Bo chociaż patrzyła i patrzyła to dna widać nie było.
Wyższy niż przeciętny dachowiec. Jeż ma półdługie futro które pomału odrasta. Nie posiada już łysych placków, jednak nadal jest nieregularne. Od nasady czaszki aż po tyłek włosy rosną w inną stronę. Jest czarno-białym tuxedo. Ma złote oczy.
Życie nigdy nie było miłe dla Jeżyka sprawiając, że można je było porównywać z serią niefortunnych zdarzeń. Co odbiło się na kocurku, nawet bardzo. Panika, wstyd, strach, niepewność kumulowała się w nim od kiedy tylko pamięta. Po każdej małym zwycięstwie; po dwóch krokach na przód następował krok do tyłu i niczym taniec tańczył tak z życiem przez kilka księżyców. Z deszczu pod rynnę, a potem mordą w jezioro. Jeż zaczął kumulować wszystkie emocje w środku, pod skorupą z cierpkiego humoru i ironii. Nie jest typem, który wskakuje do akcji w uderzenie serca - wręcz przeciwnie. Zjeż analizuje, jest bystrym i spostrzegawczym kocurem. Chętnie szuka alternatyw. Kieruje się raczej uczuciami niż zasadami, choć i te bierze pod uwagę. Uczy się wielu rzeczy, jak na przykład być facetem.
Krzemienna Łapa, Ropucha [W]
Czarny Ogon nie był jego celem, ale z drugiej strony kiedy ostani raz wyszedł z obozu kierując się jakimś jasnym planem, gdzie chce skończyć? Łaciaty znał odpowiedź na to pytanie, wolał je jednak ignorować.
Jeż nigdy nie lubił wody, jego ostatnia styczność z jakimś większym źródłem czy rzeczką, miała miejsce kiedy łowił z Wiewiórem ryby na treningu. Jednak woda, mimo iż jej dotyk był jedną z obrzydliwszych rzeczy na tym świecie to nawet on nie mógł zaprzeczyć, że jej szum był uspakajający. Od śmierci matki często tu przychodził i przesiadywał w milczeniu.
Mistrz: Motyli Lot Płeć: kotka Matka: Żmijowy Ogon [*] Ojciec: Motyli Lot [?] (Łabędź/Zachodząca Łapa[*]) Partner: - Trwałe urazy: podłużna blizna na boku i szyi oraz przycięte, nadszarpane lewe ucho
Mistrz: Motyli Lot Płeć: kotka Matka: Żmijowy Ogon [*] Ojciec: Motyli Lot [?] (Łabędź/Zachodząca Łapa[*]) Partner: - Trwałe urazy: podłużna blizna na boku i szyi oraz przycięte, nadszarpane lewe ucho
Brązowooka kocica o trochę wyższym niż średnim wzroście, czarno-rudym futrze z tygrysimi pręgami przecinającymi te drugie, z podłużną blizną na boku i szyi oraz przyciętym i nadszarpanym lewym uchem.
Kocica jest przez większość czasu dość spokojna, opanowana, czasami zdarzało się jej podejmować impulsywne decyzje, ale zwykle ma dobrze przemyślany plan w głowie. Czego jednak nie można o niej powiedzieć, to to, że jest najwięszą optymistką. Czasem tak, pewnie, ale w ostatnim czasie tylko się zamartwiała złymi wersjami wydarzeń, jakie mogłyby się wydarzyć, gdyby chciała wrócić do Klanu po tak długiej nieobecności. Może powiedzieć, że została porwana, ale czy ktokolwiek jej w to uwierzy, czy może uzna to za wymówkę? Mimo że tak nie jest, często zwala na siebie winę, wtedy gdy jej rodzina powoli znikała, a teraz gdy została porwana przez Dwunogów. Jest jednakże dość cierpliwa, czeka na najlepszy moment zamiast biec na oślep, woli być czegoś pewna niż potem popełnić błąd. Ma swoje przekonania i jeśli ktoś ją o coś osądza, to będzie się bronić kłami i pazurami, by tylko pokazać, że mówi prawdę. Co tak na prawdę niezbyt się sprawdza...
Wydmowy Wiatr [KR], Aura [Nś]
Była tu kiedyś. Spotkała tu jasną kotkę, ochładzającą się w wodzie, była tu też na rutynowych patrolach, polowaniach, raz nawet na ziółkach z Ciernistą Ciocią, Ćmią siostrą i Tygryskiem eee, nie wiem. Teraz tu wróciłam, aby się przejść. Smugi słońca odbijały się w wodzie, a Ważkowa Sadzawka przez nie wyraźniej dostrzegła czarno-białe futro. Z oddali jeszcze nie była pewna, czy to Cienisty, nie czuła jego zapachu, jednak podchodząc do sylwetki kota, poczuła Cienisty zapach. Nie był to więc żaden samotnik, który przekroczył granicę. Podeszła do kocurka i usiadła obok, spoglądając na niego.
- Dzień dobry, uuh... eh-eh, przepraszam, nie pamiętam twojego imienia. - zawstydziłam się, szkoda, że nie pamiętałam imienia... prawdopodobnie starszego odemnie kocura. - Ja jestem Ważkowa Sadzawka. - przedstawiła się, gdyby kocur nie znam imienia pstrokatki.
boję się tej melodii że przyniesie cię znowu kiedy już pamięć zapomni to co we mnie jest tobą
boję się tej melodii że zmąci tą ciszę która mi kiedyś pozwoli xxxxxxxxxxxxxxxxxxnareszcie xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxnie słyszeć
Wyższy niż przeciętny dachowiec. Jeż ma półdługie futro które pomału odrasta. Nie posiada już łysych placków, jednak nadal jest nieregularne. Od nasady czaszki aż po tyłek włosy rosną w inną stronę. Jest czarno-białym tuxedo. Ma złote oczy.
Życie nigdy nie było miłe dla Jeżyka sprawiając, że można je było porównywać z serią niefortunnych zdarzeń. Co odbiło się na kocurku, nawet bardzo. Panika, wstyd, strach, niepewność kumulowała się w nim od kiedy tylko pamięta. Po każdej małym zwycięstwie; po dwóch krokach na przód następował krok do tyłu i niczym taniec tańczył tak z życiem przez kilka księżyców. Z deszczu pod rynnę, a potem mordą w jezioro. Jeż zaczął kumulować wszystkie emocje w środku, pod skorupą z cierpkiego humoru i ironii. Nie jest typem, który wskakuje do akcji w uderzenie serca - wręcz przeciwnie. Zjeż analizuje, jest bystrym i spostrzegawczym kocurem. Chętnie szuka alternatyw. Kieruje się raczej uczuciami niż zasadami, choć i te bierze pod uwagę. Uczy się wielu rzeczy, jak na przykład być facetem.
Krzemienna Łapa, Ropucha [W]
Siedział tak w milczeniu, wsłuchując się w szum strumienia, dopóki młoda wojowniczka nie dosiadła się do niego. Gdyby coś takiego miało miejsce kilka księżyców temu, Jeż bez dwóch zdań z przyjemnością zaczął by z nią rozmawiać w celu poznania, jednak teraz, pierwszym odruchem łaciatego było odwrócić się i odejść w przeciwnym kierunku.
Zastrzygł uchem kiedy usłyszał imię kotki. Może szylkretka nie słyszała o łaciatym, ale on słyszał o niej. Z opowieści Motylego Lota, kiedy jak jakiś szczeniak podsłuchiwał jego prywatną rozmowę z Modliszką. Tego samego Motyla który ponoć zniknął z klanu, wraz z dużą częścią swojej rodziny. Jeż ograniczał swój pobyt w obozie, ale zniknięcie kawałka klanu nie uchodzi nikomu przed nosem.
- Zjeżona Łapa - miauknął niskim i pustym głosem. - Jesteś siostrą Modliszkowej Łapy, prawda? - Zapytał dopiero teraz odwracając pyszczek w kierunku szylkretki.
Myśli w jego głowie zaczęły buzować, ponieważ wiedział, że to co chce zapytać było tylko puszką pandorę i raz otwarta, wyrządzi więcej szkód niż czegokolwiek innego. Ale Jeż miał to gdzieś, powoli dni i noce zlewały się ze sobą i wszystko traciło sens dla niego. Szukał rozwiązania i mimo, że wiedział iż to był zły kierunek, i tak tam poszedł. - Czemu twój ojciec i część rodziny odeszli z klanu?