Logo Artemidy
Szumiący Las - zachód
- Ha? - odpowiada zbity z tropu - Nie, żeby coś, nie? Ale typ nie ma uszu wszędzie, no. Typ w ogóle nie ma uszu! Małoś spostrzegawcza, Chuchro. Popracuj nad tym, dobrze ci radzę… A poza tym, to TOPIELISKO TO CHWAST SPOŁECZNY I PLUSKWA. No i co? Patrz, już po nas biegną!!
Różne były przecież koty. Te, które przejmowały się konsekwencjami bez podejmowania żadnych działań, bojące się popełnić zbrodnię choćby w myślach i… były takie, jak on. Beztroskie, choć określeniu temu blisko do eufemizmu. Paliwody, kąpani w gorącej wodzie, może tak.
- Co to lis na nas! - woła - Niepyląca Jabłoń… no, ładne takie, nie jak moje, ale ujdzie. A tobie się podoba? Bo w sumie niby co miało by to znaczyć, nie? Nie lepiej kogoś nazwać Chuchrowym eee Grzbietem, czy coś? Ładne i proste, nie ma co zmyślać, nie?
Siada, wzdycha i spogląda w dal. Czasem już tak miał. Momenty filozofa. Tego wiejskiego, ale dobre i to.
- Ale takie jest już życie, nie? Nie wszystko, czaisz, jest proste. Na przykład życie tu, a nie? Znaczy, ja nie narzekam, przynajmniej jest co jeść. Ale, w mordę jeża, te cholerne szczeniaki…!
[Obrazek: Y2J8yRm.jpeg]
LVL 8 230 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
21
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
  Wbrew sobie uśmiecha się krzywo, słysząc słowa o uszach Psiej Gwiazdy. — Swoją drogą, to też byłaby konkretna blizna! — zauważa prędko, chcąc sprowadzić rozmowę na inny tor, ale wątpi w głębi duszy, że to zamknie pysk Bażantowi, zwłaszcza w obliczu tego, że chwilę później mniej udanego z wojowników niemal detonuje krzyk kompana. Spina wszystkie mięśnie, rozgląda się wokół w przypływie przerażenia. — Jakby Orli Szpon tu był, to by nas zaraz wżął za uszy i nakarmił nami Nienasyceńca — zauważa przyciszonym głosem.

  Spokojnie. Nie robi nic zakazanego. Nie łamie Kodeksu. Nie mówi ani słowa przeciwko Psiej Gwieździe. Nie wzbudza gniewu Gwiazd. Próbuje uregulować oddech.

  — To chyba ze względu na moją matkę; nazywa szę Zgniłe Jabłko — wzdraga się nadal o tym mówić, ale starannie sterylizuje głos ze wszelkich przejawów wzburzenia. — O, albo Poharatany Zad. Od razu byłoby widacz, kto zacz.

  Razem ze Spalonym Bażantem milczy i patrzy w przestrzeń (choć niezbyt filozoficznie, a raczej z niepokojem związanym z niemożliwym do wykluczenia objawieniem się w pobliżu Orlego Szpona). — No, a wszyscy rodżimy szę tylko raz — zauważa błyskotliwie — i nic dwa razy szę nie zdarza — znów czuje przypływ słabości, gdy Bażant wyraża się z taką miłością na temat psich dzieci. Przez chwilę zastanawia się, jak zareagować, poświęcając uwagę zwłaszcza pomysłowi natychmiastowej ucieczki poza granice znanego Klanom świata i rozpoczęcia nowego życia pod zmienionym imieniem. Ostatecznie wybiera drogę dyplomatyczną.

  — Rozumiem, że znasz je osobiszcze? Cosz wywinęły? — zapytuje, po czym nie może się powstrzymać przed zadaniem naprawdę nurtującego pytania: — ... w sumie czemu szę mówi o mordże jeża, jest w niej cosz czekawego?
wróć, coś działo się i podziało gdzieś, teraz chowasz się jak mysz, twoje echo odbija się od ścian, więc wróć, morza burzą się, rozrywają brzeg, teraz lecisz gdzieś, więc fruń, wracaj tu, gdzie ulice chodzą spać i wróć do przyjaciół co przebaczyli ci, doradców złych, ███ ████ ████████ ██████ ███, więc wróć, miałeś dobre sny, teraz stary śnieg odchodzi gdzieś, a ty masz garnitur pełen wielkich dziur
LVL 3 140 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Wyrwane uszy? No, powiedzmy... - zastanawia się - Ale wiesz, temu tamtemu to nawet jakby łeb urwało, to nadalby się darł i rozkazywał z tej gałęzi, a nie? Byle jej nie złamał zaraz i się na pysk nie wywalił. W gruncie rzeczy niezły typ... Klan se wychować potrafi, na baczność mu stoją, ale własnych purchlaków to za grosz! Cholerne Topielisko i ten Rojst obszczany. Szkoda mordy strzępić, nie? Ale nie żeby coś!! Ja to mu nawet dziewiętnastu żyć życzę, tylko tym, co jego wybrance spod ogona wypadli to trochę mniej, tak między nami. Myślisz, że on serio ma te dziewięć żyć? No bo niby... czemu ja miałbym tylu nie mieć - albo ty nawet, Chuchro? Niesprawiedliwe, nie?
A co - ktoś to sprawdzał niby? Zapisywał w kajeciku, ile mu tam jeszcze zostało? Może Bażant też miał dziewięć, ale jeszcze tego nie sprawdził? Może sprawdzi, ale później. Jak nie zapomni.
- Orli Sron. Ten to jest dopiero. - wzdycha - Kij w zadzie to mało. Kijowy Zad, to też dobre imię, nie? Prawie tak dobre, jak Poharatany Zad, dobrze ci to idzie. No, po matce to dobrze chyba, nie? Paliwoda - Bolinoga, ja to prawie jak po moim starym... mówiłem ci kiedyś, jak to z nim było?
Obrusza się na wspomnienie potomków cienistego przywódcy.
- A żeby to raz! - wzdryga się - Nakłamali matce i ta mi przygrzmociła, czaisz? Furiatka jedna. To banda kłamców i szuj, tyle ci o nich powiem. Trzymaj się od nich z daleka, nie? A ta ich matka... nie żeby to była moja sprawa, nie, ale się jakoś tak powiększyła. A stos się zmniejsza... ha! Myślisz, że to przypadek. A niby każdy równo tu haruje... nie w tym życiu!
Przez kilka uderzeń serca zastanawia się nad pytaniem Niepylącej Jabłoni.
- A nie wiem... - odpowiada - Nigdy nie widziałem mordy jeża, plecy tylko. Ty, a może by tak pozbierać kilka kolców z jeża takiego i powrzucać tym łachudrom do legowiska? Nikt się nie dowie, daję słowo! Najwyżej winę na siebie wezmę, ja to zawsze na cztery łapy spadam... dosłownie nawet!
[Obrazek: Y2J8yRm.jpeg]
LVL 8 230 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
21
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
  — Bez głowy chyba szę nie da — zastanawia się na poważnie nad tym scenariuszem. Głowa to przecież siedlisko uszu, oczu, nosa i pyska; nie sposób bez tych przyrządów widzieć swoich poddanych, a co dopiero rozkazywać im. Odczuwa ulgę, gdy słyszy, że Bażant wcale nie życzy źle Psiej Gwieździe i może przez chwilę łudzić się jeszcze przedłużeniem czasu, możliwością, by jeszcze nie podejmować tej jednej decyzji. — Może mamy dżewięcz życz, tylko jeszcze o tym nie wiemy. Żaden z nas jeszcze tak naprawdę nie umarł.

  — Nie, jeszcze nie — porusza uchem. Temat Orlego Szpona pozostawia nieruszony, nie chce teraz się zagłębiać w rozmowy na temat tego osobnika. Jeszcze poleciałyby tu inwektywy. Podobnie przemilcza kwestię matki, nie wszyscy w Klanie jeszcze słyszeli i niechże tak pozostanie. Za to informacja o Grząskim Bagnie zaskakuje ją zupełnie, aż przez chwilę stoi z uchylonym pyszczkiem.

  — A to czi czekawostka! Nie zwlekali zanadto! — zauważa wreszcie. Nie komentuje informacji o zachowaniach dzieci Psiej Gwiazdy, przynajmniej nie teraz, chociaż odczuwa nowy przypływ niemiłego ssania w żołądku; jakoś nie ma ochoty spotykać się z dziećmi przywódcy, boi się, jak fatalnie mogłoby się to dla niej skończyć, a opowieści Bażanta wcale do tego nie zachęcają.

  — Sądżisz, że da szę tak obracz jeża? — waha się. Jeż nie kwiatek i nie drzewo.
wróć, coś działo się i podziało gdzieś, teraz chowasz się jak mysz, twoje echo odbija się od ścian, więc wróć, morza burzą się, rozrywają brzeg, teraz lecisz gdzieś, więc fruń, wracaj tu, gdzie ulice chodzą spać i wróć do przyjaciół co przebaczyli ci, doradców złych, ███ ████ ████████ ██████ ███, więc wróć, miałeś dobre sny, teraz stary śnieg odchodzi gdzieś, a ty masz garnitur pełen wielkich dziur
LVL 3 140 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- To taki żarcik, nie? - rzuca w jej kierunku - Że ten, to nawet jakby i łeb z karku stracił, to nadal by myślał, że rządzi. I że żyje. A nie mam racji? Pytanie, czy da się rządzić Klanem bez głowy... Ale z głową to dopiero trudno to robić!
Spalony Bażant wprawdzie niewiele wie o zarządzaniu tak liczną grupą - w ogóle niewiele wie - świadom jest jednak, że nie każdemu liderowi blisko do rozsądku. Konkretny przykład? Może z jakichś historii...
- Gdyby on - odpukać! - stracił jedno, to wtedy byśmy wiedzieli, nie? - snuje - Że my też umrzemy dziewięć razy i takie tam. Ale po co samemu próbować...
Śmieje się na wspomnienie o ojcu. Wspomina go bowiem z utęsknieniem.
- Ach, trzeba by na to trochę więcej czasu! Paliwoda, nie? Bo woda nie pali! Stary wrzucił mnie wtedy do wody, żebym to nauczył się pływać, no... bo woda nie pali, łapiesz? Ojciec miał swoje metody, ale jakie cholernie skuteczne!
Na słowa Niepylącej Jabłoni unosi brew.
- Że z czym niby? - pyta - Z opędzlowaniem stosu?! Ach, że z tym... że z tym?! No to nieźle, nie gadaj, na osty i ciernie, że będzie ich jeszcze więcej?!
Apokalipsa i koszmar nad koszmarami. Jakoby mało im wszystkim było Rojstów i Topielisk.
- No, pazurami pewnie, bo jak ci się w mordę wbije to dopiero w mordę jeża, nie? Kolec do kolca i jakoś się uzbiera... Czyli chętna, ma się rozumieć? Ale ten misterny plan to tak między nami, nie? Na paluszek?
Ważne, żeby ich wrogom się niewygodnie w nocy spało. Jakimkolwiek kosztem - nawet samych kolców w dziąsłach!
[Obrazek: Y2J8yRm.jpeg]
LVL 8 230 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
21
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
  — Nie może bycz łatwo rządżicz — przyznaje. Musi być skomplikowane umiejętne lawirowanie pomiędzy zdrajcami knującymi przeciwko Klanowie Cienia, skruszonymi synami marnotrawnymi wracającymi na jego łono i zawalidrogami w rodzaju pewnego dziecka Zgniłego Jabłka. — Zapewne tak. Ale co, jeszli nie będżemy wiedżecz? — sugeruje. — Może już, eee, odpukacz, stracził życze, a my o tym nic nie słyszeliszmy?

  — Co za historia! — komentuje i robi to całkowicie szczerze. Nie na codzień słyszy się takie opowieści o pochodzeniu imienia. — To znaczy, że potrafisz pływacz? — informuje się. Fajnie musi być unosić się na wodzie. Dryfować.

  — No, nie mogę powiedżecz na pewno — zastrzega się — ale właszcziwie to na to wygląda, no nie? Na wadze nie przybiera szę tak szybko. — rany, mówi jak jakiś ekspert. Świetny żart. — Ani słowa. — ma wątpliwości, czy akurat o tym Psia Gwiazda chciałby usłyszeć, gdyby przyszło co do czego.
wróć, coś działo się i podziało gdzieś, teraz chowasz się jak mysz, twoje echo odbija się od ścian, więc wróć, morza burzą się, rozrywają brzeg, teraz lecisz gdzieś, więc fruń, wracaj tu, gdzie ulice chodzą spać i wróć do przyjaciół co przebaczyli ci, doradców złych, ███ ████ ████████ ██████ ███, więc wróć, miałeś dobre sny, teraz stary śnieg odchodzi gdzieś, a ty masz garnitur pełen wielkich dziur
LVL 3 140 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Ja to bym chyba, czaisz, mógł, tak o. - przyznaje - Gadać se głupoty z gałęzi, nie? Co w tym trudnego niby? Bajdurzenie z wysokości?! Ja na ziemi umiem, to z nieba też bym mógł, a co! To chyba wejście na to drzewo najtrudniejsze, bo potem trudno zejść, nie?
Jakkolwiek proste nie byłoby pytanie Spalonego Bażanta, mogło ono nabyć głębszego znaczenia. Bo jak spadało się ze szczytu? Traciło, gdy miało się wszystko? Jednak - cóż mógłby o tym wiedzieć. Będąc prostym Bażantem.
- Chuchro - rzuca - Żeby tylko pływać! Ja ci nawet jednym pazurkiem rybkę złapię, no! Możemy kiedyś, no, tego ten, połowić, jak chcesz. Ale niektóre rybska mają zębiska, nie? Ostrzegam tylko...
Ojciec ich do życia w dziczy solidnie przygotował. Paliwoda wspomina go z łezką w oku, ale nie wie, czy sobie to oko przetarł po prostu, czy to emocja jakaś.
- Na ostry i ciernie! - woła - Myślisz, że będzie ich więcej?! Takich przychlastów jak ten Rojst i to Topielisko durne?! Chuchro, jeśli widzimy się ostatni raz... dobry z ciebie towarzysz. To był zaszczyt...!
Bo jeśli jedni musieli umrzeć, żeby drudzy się mogli urodzić, to to był chyba jego czas. Nie było łatwo żyć w tym Klanie... ale co ona mogła wiedzieć?
[Obrazek: Y2J8yRm.jpeg]
LVL 8 230 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
21
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Huragnowy Szept obudził Rwącą Zawieje przed świtem. Tak jak noc więcej zapominała, tak dzień był nowym początkiem. Tak wcześnie rano niewiele kotów wylęgło się już ze swoich legowisk. Idealna pora na rozmowę, której nikt miał nie usłyszeć. Szczególnie że w obozie ściany mają uszy, a szumiący las mógł stanowić doskonałą zasłonę. Gdyby ktoś był na tyle ciekawski by dopytywać, Hura bez wachania powiedziałby że szukają ziół, a poranek był do tego idealną porą.
- Przepraszam cię Rwącą Zawiejo za wczesną pobudkę. Jednak w Klanie Cienia są ważne sprawy, które wymagają omówienia i myślę że ty również o tym wiesz - zerknął na nią badawczo. Miał nadzieję że Zawieja dalej była skonfliktowana z Psim Sercem. Jeżeli nie, to musiał zaoferować coś czego kundel nie może jej dać. Znał swoją siostrę. Mogła mieć swoje poglądy, ale ostatecznie wygrywała w niej ambicja. Wystarczyło dobrze rozegrać swoje piszczki.

//Zawieja
So, in '97, I gave up my future
I'd been raised to reject my human nature
In the hopes that I'd be praised
I thought SOS meant "save our souls"
Instead, it meant jack shit
'Cause nobody came to help me when I told myself I'd quit
I trusted blindly, was it wrong for me to latch on tight?
LVL 4 205 / 300
MedLVL 8 416 / 1300
11
Siła
S
9
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Klan Cienia był porażką.
Klan Cienia nie potrafił sobie poradzić beze mnie przez jeden dzień. JEDEN. DZIEŃ. i pół nocy. Wychodząc zostawiłam obóz w bardzo dobrej kondycji, a kiedy wróciłyśmy, klan był ruiną. Martwe Drzewo leżało na środku, niemalże od razu zostałam zaatakowana przez koty żądające wyjaśnienia całej sytuacji i co ja o tym sądzę, ponadto okazało się, iż Psia Gwiazda. Tej durny kundel, zrobił ceremonię w momencie, w którym ja nie miałam prawa na niej być. Nie mogłam być na ceremonii własnych dzieci. Na ceremonii na wojowników MOICH DZIECI. MOJEJ KRWI. On to zrobił specjalnie, wiedziałam, że zrobił to specjalnie. Nienawidził mnie, traktował jak popychadło i zamierzałam się tym samym odwzajemnić. Pół nocy chodziłam zdenerowana po składziku, układając zioła z miejsca na miejsce i przy okazji łamiąc parę patyków ze sterty. Byłam niemalże pewna, że gdzieś zostawiłam ślady pazurów.
Nie spałam, bardziej... czuwałam, nie mogąc zapaść w pełen sen. I wtedy zostałam obudzona przez Huragan. I chyba pierwszy raz cieszył mnie widok mojego rodzeństwa z miotu. Bez wahania ruszyłam za drugim medykiem do Szumiącego Lasu.
- I tak nie mogłam spać. - miauknęłam spokojnie, również zerkając na rodzeństwo. Trzepnęłam zdegustowana ogonem na pilne sprawy do omówienia. - Owszem. Liczę, iż może wreszcie dowiem się czegoś więcej, niż z pojedynczych przekrzykiwań. Rozświetlona Łapa co nieco mi wyjaśniła, Grzmiące Niebo również, chociaż przyznam szczerze, iż zdrowy osąd i pełen pogląd na sytuację, zasłonił mi widok Martwego Drzewa na środku obozu. - prychnęłam, ledwo kryjąc swoją irytację. - Słucham więc Twych propozycji do rozwiązania owej sytuacji i byłabym również wdzięczna, aby ktoś... mniej stronniczy, wyjaśnił mi wszystko.
XVI. XIII. XV
LVL 4 80 / 300
MedLVL 6 169 / 900
13
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- W takim razie trafiłaś na niewłaściwego kota, jeżeli miałaś nadzieje na bezstronny osąd - wiedział że nie potrafił być obiektywny. Nie kiedy chodziło o Psie Serce, który był źródłem zarazy w Klanie Cienia. Jeżeli Klan Cienia miał wrócić do swojej dawnej chwały, to na pewno nie z kundlem, jako przywódcą. - Mam jednak nadzieje że będziesz chciała wysłuchać drugiej strony. Co prawda nie byłem obecny na ceremonii. Odbyła się ona w środku nocy, jakby Psie Serce chciał się afiszować własną głupotą przed całą Srebrną Skórką. Ja dalej nie czułem się najlepiej po chorobie, nie brałem więc udziału w nadchodzącej tragedii. Jednak nie dało się usłyszeć tego głośnego huku. Z zeznań różnych kotów dowiedziałem się że Psie Serce próbował mianować swój najmłodszy miot na terminatorów. Kocięta, które dopiero co mogłyby zacząć nauki. Sprzeciwiła się temu Śpiewająca Knieja, która specjalnie stąpiła z Gwiezdnego Klanu. Powiedziała że Psie Serce od dawna nie postępuje z wolą Gwiezdnych, szybko traci życia i zbliża się ku swojemu upadkowi w Ciemnym Lesie. Kazała nam również otworzyć oczy. Potem w drzewo nagle uderzył piorun. Jednak nie sądzę żeby to był nic nie znaczący piorun. Odłamki nie uderzyły w żadnego z kotów Klanu Cienia - nawet jeżeli niektórym by się należało. - Myślę że to jest znak od samych Gwiezdnych. Klan Cienia nie ma już przywódcy. Gwiezdny Klan nie może, a raczej nie chce pozbyć się Psiego Serca od razu, więc musimy to wziąć w swoje ręce -
Opisał po krótce całą sytuacje. Cieszył go fakt że Rwąca Zawieja wydawała się tym wszystkim równie oburzona co on. Jeżeli chcieli pokonać kundla i jego wyznawców to musieli stworzyć wspólny front.
So, in '97, I gave up my future
I'd been raised to reject my human nature
In the hopes that I'd be praised
I thought SOS meant "save our souls"
Instead, it meant jack shit
'Cause nobody came to help me when I told myself I'd quit
I trusted blindly, was it wrong for me to latch on tight?
LVL 4 205 / 300
MedLVL 8 416 / 1300
11
Siła
S
9
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Lepsza relacja taka, niż żadna. - stwierdziłam, wbijając spojrzenie w Huragan i lekko unosząc kącik pyska. W ciszy wysłuchałam tego, co medyk ma do powiedzenia, co jakiś czas upewniając się, że ich rozmowa nie dotrze do nieprzeznaczonych uszu. Podobało mi się, iż był on ze mną i że mieliśmy podobne zdanie w tym temacie. Nie umknęło mi też to, że Huragan nie używał członu "Gwiazda" w imieniu Psa. Nie. Mówił o nim z imieniem wojownika.
- Hipokryta. - fuknęłam ostro. Osobiście uważałam, iż ceremonia w środku nocy była zrobiona specjalnie po to, aby skłócić mnie z kociętami. Już nie wspominając o tym, że odrzucił moje żądanie o to, aby żadne z nich nie było trenowane przez jego szczenięta. Pies był idiotą. Pies sam chciał sprowadzić na siebie mój gniew - i jak się okazało, gniew Gwiezdnych. Z zainteresowaniem wysłuchałam tego, jak kocur próbował złamać jedną z zasad kodeksu wojownika. - Najgłośniej krzyczy o przestrzeganiu kodeksu wojownika, aby potem go łamać - nie mogłam uwierzyć w głupotę, jaką wykazał się kocur. I pomyśleć, że chciałam, aby był potencjalnym ojcem moich kociąt. Obrzydliwe. Czułam obrzydzenie do samej siebie, że takie myśli przechodziły mi przez głowę.
- Zgadzam się z twoim punktem widzenia i interpretacją znaków, Huraganowy Szepcie. - powiedziałam wreszcie, patrząc uważnie na medyka. Z zainteresowaniem wysłuchałam słów rodzeństwa o samodzielnie załatwienie sprawy. Zawsze można było go otruć i bardzo chętnie bym to zrobiła. - Pierwszym co musimy zrobić to odsunąć Psa od władzy i powiadomić klan o tym, iż dłużej nie jest on przywódcą. Gwiezdni dłużej nie chcą go widzieć na tym stanowisku, o czym świadczy upadek Martwego Drzewa. - zamilkłam na chwilę, zdając sobie sprawę, iż to nie musiał być jedynie znak dla Psiej Gwiazdy. Zbutwiały Pień podążał za nim jak kaczątko za swą matką. Pień drzewa mógł więc być... zbutwiały. To też był znak. - Podejrzewam, że jego zwolennicy będą chcieli się z nami spierać. Propaganda i manipulacja Psiego Serca została w niektórych zakorzeniona już od urodzenia. Głównym problemem będą więc, jak się spodziewam, Spopielona Polana, Zbutwiały Pień i Szumiący Wodospad. Przynajmniej z tego, co udało mi się dowiedzieć w tym krótkim czasie. - zmrużyłam dwukolorowe ślepia. - Musimy więc przemyśleć w jaki sposób przekazać tą informację klanowi i kogo wybrać na następcę Psa. Czy chcemy, aby to Ośmiooki dostał imię Gwiezdnych, czy też nie lepiej zdecydować się na kogoś nowego. Jednocześnie do władzy nie powinien dojść żaden kot, który popiera działania Psa i jawne łamanie kodeksu wojownika. Potrzebny jest kot, który samodzielnie myśli i nie ugnie się pod presją zmanipulowanego tłumu. - mruknęłam, uważając na to, aby nie mówić głośno i aby me słowa dosłyszał jedynie Huragan. - Jestem pewna, że całym składem medycznym będziemy stać po jednej stronie. Musimy. Skoro jest rozłam między przywódcą, a zastępcą oraz wojownikami, powinniśmy zostać jedyną, zgodną i współpracującą grupą. - dodałam, poważnie spoglądając na medyka. To była szansa na to, aby to medycy zostali najważniejszą grupą w klanie oraz aby strącić zarówno Psa jak i Pająka ze stołków. Sama chętnie zgłosiłabym się do zastania przywódczynią, jednakże byłoby to dla Huragan zbyt oczywiste, iż pcham się na stołek dla własnych ambicji. Musiałam to inaczej rozegrać.
- Natomiast po ogarnięciu tego całego chaosu, jaki aktualnie panuje, Pies nie powinien zostać w klanie, jeśli chodzi o moją opinię. Sprzyjałoby to ewentualnym buntom. - powiedziałam, decydując się podzielić właśnie taką opinią z Huragan.
XVI. XIII. XV
LVL 4 80 / 300
MedLVL 6 169 / 900
13
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Koncik ust Huraganowego Szeptu uniósł się, słysząc że oboje z siostrą stają po tej samej stronie. Pierwszy raz jej osobiste zatargi z kundlem się na coś przydały, bo nie był pewny czy Rwąca Zawieja sprzeciwiłaby mu się w innym wypadku. Z tyłu głowy kołatała mu myśl że Zawieja mogła w tym szukać sposobu na umocnienie swojej własnej roli w klanie, o ile nie więcej, ale jej interesy nie były w tym momencie najważniejsze. Musiał zacząć od naprostowania Cienia, potem może się zastanawiać czy siostra nie wbije mu pazurów w plecy.
- Myślę że w Klanie Cienia znajdą się koty, które będą gotowe przeciwstawić się woli samych Gwiezdnych, jeżeli oznaczałoby to lojalność Psiemu Sercu. Szkoda tylko że jest niewielu, którzy potrafiliby zrobić na odwrót. Mało jest kandydatów, z silnym charakterem, która nie stoi po stronie Psa - a przynajmniej on takich nie znał. Bzycząca Polana był zbyt cichy i niepozorny, Burzowe Echo na co dzień mało się udzielała w polityce klanowej, Kozia Skarpa i Kudłaty Obłok, nie mogli mieć więcej niż dwie szare komórki, Rozgwieżdżone Niebo, Srebrzysta Łuna i Grząskie Bagno wychowali się poza klanem, a pozostali byli albo za młodzi albo niewystarczająco zapadli mu w pamięć. Nie mógł się więc za nimi wstawić i rzec że z pewnością będą w stanie spełnić to zadanie. - Przydałoby się więc ich jakoś uciszyć, by nie przekonali reszty klanu na swoją stronę. Jak Klan Cienia zdążył udowodnić do tej pory mają problemy z samodzielnym myśleniem, o ile nie poda im się odpowiedzi do pyska. Nie jestem również przekonany do Ośmiookiego. Z jednej strony wypowiada się przeciwko kundlowi, ale został przez niego wybrany i długi czas siedział cicho. Nie został więc wybrany przez prawdziwego przywódcę Klanu Cienia i wydaje się nie mieć silnego kręgosłupa moralnego, co za kilka księżyców może okazać się istotne. Z drugiej strony ciężko mi jest wysunąć lepszego kandydata. Możemy, więc mieć tylko nadzieje że Gwiezdni wyślą nam jakiś znak. Pozbycie się Psa z klanu jest rzeczą oczywistą, zastanawiam się jednak co z jego darem dziewięciu żywotów? Na pewno nie odda ich dobrowolnie, a ten dar na pewno przyda się przyszłemu przywódcy - zauważył, a nie wiedział czy Gwiezdny Klan byłby w stanie mu je odebrać, jeżeli nie zrobili tego do tej pory. Czyżby karali cały klan, za grzechy jednego kota - Mogę ci jednak przyrzec moją lojalność, a przynajmniej tak długo, jak kryzys nie zostanie zażegnany. Namówię Czosnkowy Kwiat do współpracy, a ty zadbaj o swoje terminatorki -
So, in '97, I gave up my future
I'd been raised to reject my human nature
In the hopes that I'd be praised
I thought SOS meant "save our souls"
Instead, it meant jack shit
'Cause nobody came to help me when I told myself I'd quit
I trusted blindly, was it wrong for me to latch on tight?
LVL 4 205 / 300
MedLVL 8 416 / 1300
11
Siła
S
9
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Słyszałam, że pierwsza postawiła się Błękitne Bajorko. - stwierdziłam po chwili namysłu, wysłuchując w ciszy słów Huraganowego Szeptu. Nie, żebym uważała ją za najlepszy wybór - w końcu najlepszą rzeczą, jaka mogłaby spotkać ten klan, to JA jako przywódca. Wiedziałam jednak, że nie mogę dojść do tego tak szybko... Aczkolwiek, jeśli nie znajdzie się nikt lepszy, to nie widziałam przeszkód, aby się zaoferować w tej kwestii. Byłam najlepszą opcją, potrafiłam zarządzać klanem, znałam się na ziołach i miałam cechy przywódcze. Poza tym w naszej rodzinie były już inni przywódcy i zastępcy. Najważniejsze jednak było to, iż mieliśmy w sobie klanową krew.
- Na początku musimy ustalić, co oboje rozumiemy przez... uciszenie. - miauknęłam spokojnie, kierując swe dwukolorowe ślepia na rodzeństwo. Potem ponownie sprawdziłam, czy na pewno znajdujemy się sami. - Pies stracił już część żywotów. Jeśli Gwiezdni nie odbiorą mu niedługo reszty, to liczę, iż przynajmniej obdarują nowego przywódcę tymi, które Psie Serce zdążył stracić. - podzieliłam się z medykiem swoimi spostrzeżeniami co do tej kwestii. Lepszy był przywódca z trzema życiami, niż z jednym. Cokolwiek się przyda. Potem można by było zastanawiać się dalej, co zrobić z resztą żywotów.
- Jestem przekonana, iż zarówno Barwnoskrzydła, jak i Ciernisty Gąszcz zdecydują się na współpracę. Pies nienawidził Sosnowej Szyszki. - powiedziałam. Nie umknęło mej uwadze to, iż przyrzekł mi lojalność do końca kryzysu. Sytuacja była mi na łapę. - Uważam, iż muszę się z Tobą podzielić tym, co się stało podczas ceremonii przy Szepczącej Sadzawce. - ponownie upewniłam się, że nikogo, do kogo nie powinny dotrzeć moje słowa. Powaga brzmiała w moim głosie, nie spuszczałam oczu z rodzeństwa. - Po mianowaniu przybył do mnie Niebiańska Cisza. Dawny zastępca Klanu Cienia. Las, w którym się wtedy znajdowałam zrobił się ciemny, a gwiazdy zaczęły znikać z nieba. Prosił mnie, abyśmy nie pozwolili na to, aby klan pogrążył się w mroku i nie mógł dłużej oglądać gwiazd. Widziałam błyskawicę, która powaliła drzewo. Słyszałam też ujadanie psów, które zostało ze mną nawet po obudzeniu. Gwiezdny pokazał mi to, co działo się w tym samym czasie w obozie, chociaż wtedy jeszcze nie miałam o tym pojęcia. - opowiedziałam, intensywnie wpatrując się w Huragan. - Nie jestem za szukaniem pomocy u innych klanów. Problemy Klanu Cienia powinny zostać w Klanie Cienia, jednakże medycy są poza rywalizacją klanową. I nie ukrywam, iż w obecnej sytuacji jest niezwykle możliwe, iż będziemy... ugh... potrzebować kotów, które podzielają nasze poglądy. Cztery klany żyły od zawsze. Nie mogą funkcjonować bez siebie. A skoro jeden klan jest blisko upadku i odwraca się od Gwiezdnych, to zapewne jest to sytuacja wyjątkowa. Wymagająca... zjednoczenia.
XVI. XIII. XV
LVL 4 80 / 300
MedLVL 6 169 / 900
13
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxx- Trafna uwaga - stwierdził, rozumiejąc dlaczego Rwąca Zawieja o tym wspomniała. Warto było wziąć to pod uwagę, chociaż nie do końca go to przekonało. Owszem świadczyło to że była dobrym kotem, ale czy na tyle by zasłużyć. Mogłoby to rozwiązać potencjalny konflikt między ich kandydatem i Ośmiookim. Chociaż wszystko zależało od relacji między tym rodzeństwem.
- Przekonanie, wygnanie, śmierć. Chociaż wole by to ostatnie było ostatecznością - w końcu były to w większości młode, może pogubione koty. W przeciwieństwie do Psiego Serca zasługiwały na drugą szanse. Jeżeli jednak wymagało tego dobro Klanu Cienia, to był gotów ich poświęcić. Byli młodzi, ale ostatecznie dorośli i podejmują własne decyzje. Muszą ponosić ich konsekwencje. - Oboje wiemy że dopóty Pies żyje, jego kult będzie wierzył w jego zwycięstwo -
Gdy Rwąca Zawieja wspomniała proszenie o pomoc inne klany, w jego głowie przywołało to sytuacje z ostatniego zgromadzenia. Pamiętał jak Lśniąca Sadzawka prosiła klany o pomoc. Czyżby była w podobnie desperackiej sytuacji co oni teraz? Lawendowa Gwiazda mogła zabrać ze sobą tylko koty, które wiedziała że by się za nią wstawiły. Wiedziała o tym co planowała Lśniąca Sadzawka? A może obawiała się że któryś z jej przeciwników mógłby puścić parę z ust? Musieli działać ostrożnie, przedstawić sytuacje innym medykom taką jaka jest, by nie dało się zaprzeczyć. Znajdują się w okropnej sytuacji.
- Zgadzam się, chociaż przyznam szczerze, nie znam się zbyt dobrze z medykami z innych klanów. Masz może jakieś kontakty, które mogą się nam przydać? - zapytał, wiedział że siostra potrafiła zawrócić kotom w głowie. - A swoją drogą, przydałoby się zorganizować nasze siły tutaj. Musimy wiedzieć kto jest za, a kto przeciw. Zrobić listę kotów, które są po naszej stronie i wybrać te, które mogą nam się przydać -
So, in '97, I gave up my future
I'd been raised to reject my human nature
In the hopes that I'd be praised
I thought SOS meant "save our souls"
Instead, it meant jack shit
'Cause nobody came to help me when I told myself I'd quit
I trusted blindly, was it wrong for me to latch on tight?
LVL 4 205 / 300
MedLVL 8 416 / 1300
11
Siła
S
9
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Klany są już zjednoczone - głos Czosnkowego Kwiatu rozległ z gęstwiny krzewów nieopodal nagle, przerywając wymianę zdań Huraganowego Szeptu i Rwącej Zawiei. Najpierw go usłyszeli - potem zobaczyli, bowiem zaraz podbiegł, żwawym krokiem, bliżej do swojego mistrza i jego siostry. Zdyszany i rozjuszony jak wściekła osa, ale nie na Huraganowy Szept czy Rwącą Zawieję, nie. Był wściekły na sporo innych czynników, sporo innych kotów.

Nie chciał im tak przerywać, tak nagle, nie chciał w ogóle podsłuchiwać ich rozmowy... ale tak wyszło, iż był blisko. Tak wyszło, iż podsłuchał, tak wyszło, iż miał informacje których nie mieli starsi medycy, i mógł - i zamierzał - się nimi podzielić. Spod byka, nieco nerwowo zerknął i na Rwącą Zawieję i na Huraganowy Szept. Złapał oddech. - Przepraszam, że się wtrącam - był wściekły na to, co stało się pod jego nieobecność. Był wściekły, że go tam nie było, bo jakaś okropna, samolubna część jego duszy bardzo chciałaby patrzeć na to, jak Martwe Drzewo zostaje roztrzaskane w drzazgi.

Usiadł. - Huraganowy Szepcie, Rwąca Zawiejo... - czas wyśpiewać swoje grzechy. - spotkałem się z przywódcami pozostałych Klanów - wyznał. Opatrunek oderwany. Teraz pójdzie gładko, tak? Nie mieli czasu na pogaduszki, chciał przekazać im wszystko co wiedział i wszystko, co trzymał przed nimi w sekrecie dłużej, niż powinien. Czy Huraganowy Szept będzie nim zawiedziony? Czy Rwąca Zawieja przejmie się tym, iż mówi o sobie jak o kocurze, nie o kotce? Nie wiedziała w końcu, mało kto wiedział. Ale to był najmniejszy problem Czosnkowego Kwiatu. Miał to gdzieś. - W desperackiej próbie odnalezienia pomocy u kogokolwiek z zewnątrz, spotkałem się z przywódcami pozostałych trzech Klanów. Wiedzą o Psim Sercu. O tym, co robi, do pewnego stopnia. Łabędzia Gwiazda... oferuje azyl kotom z Klanu Cienia, tymi, które nie zgadzają się z rządami Kundla i chcą uciec, żyć w spokoju i poczuciu bezpieczeństwa. W trakcie spotkania objawił mi się Niebiańska Cisza, niegdyś był zastępcą przywódczyni Klanu Cienia, Lamparciej Gwiazdy. Kazał wracać do domu, bo wydarzyło się coś złego... tak, miał rację, coś bardzo złego. Nie sądziłem... że wrócę do Martwego Drzewa w drzazgach - westchnął. Wstał.

- Martwe Drzewo zostało roztrzaskane, pozostał po nim tylko pęknięty, zbutwiały pień - tak, och tak, bowiem Zbutwiały Pień, czy też Skaliste Zbocze miał swoje za uszami. Wszystko zaczęło się sypać, lecieć na łeb na szyję bardziej, niż dotychczas, odkąd on się tu zjawił. A Czosnek od powrotu myślał, analizował, zastanawiał się. - Zbutwiały Pień... nie jest tym za kogo się podaje.

Wzrok miał dziki i rozszalały a ruchy niby przerażona piszczka; kończyny mu drżały, dygotał, przeskakiwał z łapy na łapę i kręcił się w kółko. Natłok informacji, emocji. Wszystko na raz. Kakofonia. Tama wylała, zalał dwójkę medyków informacjami których było, na jeden raz, za dużo, informacjami, które zatajał przed nimi dłużej, niż powinien. Ale co go to obchodziło? Martwe Drzewo runęło, a z nim ma runąć tyrania Psiego Serca. On do tego doprowadzi - z pomocą pozostałych medyków. Nie będzie już uciekał.

Nawet jeśli bardzo tego chciał.
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk

let me rest
LVL 4 160 / 300
MedLVL 5 619 / 700
4
Siła
S
16
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
15
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości