Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
- Nie twierdzę, że jest ona najlepszym wyborem - dodałam od razu, uważnie przyglądając się rodzeństwu - Jednakże szukam opcji - miauknęłam spokojnie, chcąc nieco wyjaśnić swój punkt widzenia. Skoro mieliśmy współpracować, to wolałam aby nie było między nami niedopowiedzeń. Nie zamierzałam zwierzać się ze wszystkiego. Nie widziałam takiej potrzeby, jednakże kwestie związane z władzą i klanem cienia zamierzałam poruszać rozważnie i po prostu o nich rozmawiać z Huraganem. Wyjaśniać swoje poglądy, o ile nie byłoby to zbyt problematyczne.
- Tak więc Psa należy... wyeliminować dożywotnio. Reszcie damy szansę na dostosowanie się, jeśli nie, wygnanie i przekazanie pozostałym klanom informacji o tym, aby nie przyjmowali ich do siebie. Jeśli będą stawiać opór, to zrobimy to, co będzie konieczne. - mruknęłam poważnie. Nie widziałam nic złego w takiej wizji. Nie było mi nikogo żal. Koty umierały i tak czy tak, a to, że każdy decydował o swojej przyszłości samodzielnie, poprzez swoje wybory, to... cóż. Jego sprawa. To czy zamordowałabym jednego czy dwa koty nie robiło mi różnicy. Najważniejszy jednak był dla mnie Pies. Ja chciałam go wyeliminować.
- Owszem, myślę, iż powinniśmy zacz... - nie dokończyłam, gdyż ukazała się nam Czosnkowy Kwiat. Nie zareagowałam niczym więcej, niż skinięciem jej głową na powitanie, jednakże w środku we mnie zawrzało. Ile słyszała z naszej rozmowy? Pomijając fakt, iż nie powinno jej tu być. Miałam nadzieję, że nasza ostrożność wystarczyła, aby nie słyszała wszystkiego... Jednakże i tak miała brać we wszystkim udział. Nie oznaczało to jednak, iż podobało mi się podsłuchiwanie i bycie szpiegowaną.
- Czosnkowy Kwiecie. - miauknęłam na powitanie, lekko schylając przy tym głowę w uprzejmym geście. Wyczuwałam wściekłość od młodej kotki, jednakże nie skomentowałam tego. Po prostu czekałam. I się doczekałam.
Prawie położyłam po sobie uszy na wieść o tym, iż Czosnek spotkała się z pozostałymi przywódcami. Ujawniła słabość Klanu Cienia. Ujawniła to, iż mieliśmy problem z własnym przywódcą. Jasne, pomoc była nam potrzebna, ale nie załatwiona w taki sposób. Poza tym, jak już zauważyłam, reagowała ona bardzo emocjonalnie i nie działało to na naszą korzyść. Nie wiedziałam, co tam powiedziała, co wyjawiła, ale jeśli kipiała taką samą złością jak teraz i dawała się ponieść emocjom... Cóż. Wolałam nawet nie komentować tej głupoty.
Początkowo sądziłam, że się przesłyszałam, jednakże Czosnek używała wobec siebie zaimków typowych dla kocurów. Kiedy jednak usilnie to powtarzała, uznałam, iż faktycznie nie było to przejęzyczenie. Gdzieś tam w głowie postanowiłam zapamiętać ten fakt, aby zwracać się do Czosnka męskimi zaimkami. Koniec końców nie byłam przecież ignorantką, na litość Gwiezdnych. Płeć ani to, kto za kogo się uważał nie miały znaczenia - najważniejszy był intelekt, a tego po prostu niektórzy nie mieli.
Czosnek nie powiedział nic odkrywczego, jeśli chodziło o roztrzaskane drzewo. Już sama dałam radę dojść do takich wniosków. Natomiast, kolejnych słów nie potrafiłam zrozumieć. Zbutwiały Pień nie podawał się za tego, kim jest? To znaczy, że kim niby był. Przekrzywiłam głowę w bok, wpatrując się uważnie w kocura.
- Więc kim jest? - zapytałam krótko, mrużąc ślepia. Zastanawiałam się co usłyszę. Spodziewałam się bliskiego spokrewnienia z Psią Gwiazdą bądź posiadania jakiegoś wygnańca w rodzinie. Jednocześnie widziałam zdenerwowanie Czosnek i niezwykle mnie ono irytowało. Nie rozumiałam, jak można ukazywać emocje aż tak. Jakby go opętało.
Hura jest sporych rozmiarów. Srebrno czarne, długie, klasyczno pręgowane miękkie futro. Biel pokrywa policzki, brodę (nie zakrywając nosa), łącząc się z plamą zakrywającą całą pierś, brzuch i tworzy ala spodenki na tylnych nogach. Skarpetki na przednich łapach. Zielonożółte oczy.
Hura jest cichym obserwatorem. Nie wychyla się i nie wtrąca, nie jest jednak nieśmiałe. Skupione na zadaniu i swojej misji udowodnienia Klanowi Cienia że nadaje się na medyka. Uprzejme i grzeczne, czyli takie jak ich wychowali rodzice i jakiego oczekują. Ogromne pokłady cierpliwości. Wrażliwe na uczucia innych kotów, zawsze stara się pomóc jeśli może.
Skinął głową. Błękitne Bajorko na pewno była opcją wartą rozważenia jednak... i tu myśl mu się urwała. W pierwszej chwili usłyszał głos, uszy mu stanęły dęba, wzrok się wyostrzył, szukając zagrożenia. Dopiero po chwili rozpoznał w nim Czosnkowy Kwiat. Uśmiechnął się na widok syna. Nie przeszkadzało mu to co mógł pod słyszeć, jedynie to że się tego dopuścił i to na nim. Kocie, któremu teoretycznie ufał. Jednak wszelkie żale jakie miał zbladły w zestawieniu z natłokiem informacji, które otrzymał.
Czosnkowy Kwiat rozmawiał z przywódcami? Dlaczego się tym z nikim nie podzielił. Dlaczego się z nim nie podzielił. Oczywiście stanowczo by mu to odradził, mając w pamięci reakcje przywódców, gdy to Lśniąca Sadzawka usiłowała prosić o pomoc.
- Czosnkowy Kwiecie, cieszę się że cię widzę, ale nie ładnie jest podsłuchiwać - rzucił, chcąc dać znać, że na przyszłość miał tak nie robić, ale jego ton głosu pozostał łagodny. - Co tak dokładnie im powiedziałeś? - zapytał, bo skoro Czosnek, już, nawet jeżeli nieumyślnie, się woutował, to postanowił zwracać się do niego we właściwy sposób. To było ważne pytanie. Trzeba było przeanalizować skale zniszczeń i zapobiec dalszemu wyciekowi informacji. Jeżeli Czosnkowy Kwiat miał racje, a chciał w to wierzyć, to przywódcy mieli prawo do posiadania pewnych informacji. Jednak przekazanie im wszystkiego, mogłoby jedynie dodatkowo osłabić Klan Cienia w już i tak ciężkiej sytuacji. Podszedł do niego bliżej, liżąc go delikatnie po głowie, chcąc trochę uspokoić jego skołatane nerwy. Rwąca Zawieja wyjęła mu słowa z ust. Kim był Zbutwiały Pień i czy siostra już tego nie wiedziała jako jego partnerka? Co takiego mógł skrywać, ten obrzydliwy kocur. Zerkał spod przymrużonych oczu na siostrę. Zależnie od tego co powie Czosnek, mogło to na nią wpłynąć. W końcu był on ojcem jej kociąt.
Księżyce: 45 Mistrz: psie serce, huraganowy szept Płeć: transpłciowy kocur (intensywny zapach ziół) Matka: zwiędła łodyga Ojciec: huraganowy szept. || orli szpon (biologiczny), grad (domyślany) Partner: lisia czaszka Trwałe urazy: chimeryzm; fobia społeczna; urazem jest w ogóle to, że żyje
kościsty, o długich łapach, trochę ponad przeciętną wzrostu | krótkowłosy; z przerzedzonym futrem | chimera (niebieski z bielą x rudy z bielą) | nieregularne łaty bieli na całym ciele | heterochromia: prawe oko błękitne, lewe oko brązowe
- Nie... nie chciałem podsłuchiwać. Przepraszam. Nie chciałem wam przeszkodzić- ale to chyba... najlepszy moment na powiedzenie tego, co chciałem powiedzieć. A jest tego sporo - tak, i zarówno Huragan jak i Zawieja musieli o tym wiedzieć, a on przyjmie na siebie każdą karę możliwą. Czegokolwiek by nie wymyślili.
Miał dość. Dość życia w tym Klanie i dość chowania się po kątach, nie wstydził się spotkania z pozostałymi przywódcami, w żadnym stopniu. Jeśli się czegoś wstydził to tylko tego, że zrobił to w sekrecie. - ... wszystko. Powiedziałem wszystko. O tym, że Klan Cienia jest Klanem od środka zgniłym, zepsutym na wskroś. O tym, co z kotami robi Pies. Powiedziałem wszystko. ... a koty terroryzowane przez Kundla mają, w najgorszym wypadku, zapewniony bezpieczny azyl w Klanie Rzeki. Łabędzia Gwiazda dał mi słowo. Przywódcy chcieli skonsultować się z Gwiezdnym Klanem- ale... Gwiezdni, jak widać, nas uprzedzili. Zsyłają znaki na niebie i ziemi - zerkał w nerwach pomiędzy mistrzem i jego siostrą. - Ja, Skruszone Serce, Wiklinowe Życzenie, zanim zniknęli... podsycaliśmy bunt, planowaliśmy, myśleliśmy. W akcie desperacji ja i Okruszek udaliśmy się na spotkanie z przywódcami, prosić o pomoc. Nie miałem pojęcia, że w tym czasie w obozie...
Czuły gest ze strony Huraganowego Szeptu wyrwał Czosnka ze stanu amoku w jakim się znalazł; westchnął głęboko, uspokoił drżenie łap i otarł się pyskiem o mordkę mistrza, na chwilę schował futro w jego kryzie. Wdech. Wydech. Pozostała jeszcze kwestia Zbutwiałego Pnia. Dwukolorowe ślepia napotkały drugą takową parę, wiercąc dziury w duszy Rwącej Zawiei. Cokolwiek teraz usłyszy nie będzie zadowolona ale on nie miał na to już wpływu. Ona ze wszystkich kotów musiała wiedzieć. - ... Zbutwiały Pień jest zbiegiem z Klanu Rzeki. Nazywał się Skaliste Zbocze. Psie Serce dawno temu dostał od zastępcy Rzeki, Nocnego Szkwału - rodzonego brata Skalistego Zbocza - prośbę o przekazanie Klanowi Cienia informacji o takim kocurze, o tym, iż gdyby go spotkali, poinformowali Klan Rzeki, a... wszyscy wiemy, że takiej informacji Klanowi nie przekazał. Masywny, ciemny, ze srebrzystymi przebłyskami w futrze, złotymi oczami.
Zbutwiały Pień, czy też Skaliste Zbocze, pasował do opisu. Unikał granic z Klanem Rzeki od zawsze. Och, jak Czosnek teraz współczuł Rwącej Zawiei, że dowiedziała się czegoś takiego, w taki sposób, o ojcu swoich kociąt. Zrobiło mu się niedobrze, żółć podeszła mu do gardła.
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Wszystko. Czosnkowy Kwiat powiedział przywódcą wszystko, co uznał za stosowne, w akcie desperacji uznał, że zabranie losowego i łamliwego wojownika, jest lepsze niż poinformowanie chociażby Huragan. Czosnkowy Kwiat działał pod wpływem emocji od zawsze - i dlatego nigdy nie widziałam go w roli medyka. I nie widzę nadal. Był zdecydowanie zbyt słaby, aby posiadać tak wielką wiedzę. Zbyt słaby, skoro pod wpływem emocji zwoływał zebranie wszystkich najważniejszych kotów w czterech klanach.
Nie skrzywiłam się jednak, słuchałam uważnie, lekko mrużąc ślepia. Przyjęłam jednak do wiadomości słowa medyka, zachowując uwagi i wszystkie inne reakcje dla siebie samej. Chciałam usłyszeć co ma do powiedzenia na temat Zbutwiałego Pnia.
Czy też raczej Skalistego Zbocza.
Zacisnęłam szczękę. Wbiłam pazury w ziemię.
Pierwsza była złość. Ogromna złość, która zaczęła buzować we mnie jak nigdy. Nie byłam tak wściekła... Nigdy. NIGDY. Nawet na Psa. Na nikogo innego. Ale nie. Pies też był winny. On wiedział. Wiedział, że chciałam urodzić czystokrwiste kocięta, a podał mi jako partnera rzeczną pijawkę. Rzeczną wywłokę.
- ON jest... - zdrajcą. Pluską. Plagą. Innymi określeniami. Obrzydliwymi określeniami. Mój oddech przyspieszył. Sama myśl, że on był ze mną. Był nade mną. Pozwoliłam mu na coś, do czego nigdy nie powinno dojść. Dałam mu kontrolę nad własnym życiem. On mnie upokorzył. Ośmieszył.
Czułam się brudna. Obrzydliwa. Moje dzieci nie były dumnymi wojownikami. One były brudną krwią. Bękartami. Mieszańcami. A ja je wydałam na świat. Przyczyniłam się do szerzenia zarazy w Klanie Cienia. Przyczyniłam się do szerzenia się brudnej krwi. Obrzydliwe.
Odruch wymiotny pojawił się dość szybko, a ja nie miałam czasu na nic innego, niż nagłym odwróceniem się od rozmówców i opróżnieniem zawartości swojego żołądka. Ledwo dawałam radę utrzymać łzy na wodzy, nawet nie wiedziałam, kiedy zaczęły napływać do moich oczu. Czułam się obrzydliwa. Upokorzona. Straszna. Bez władzy.
- Zniszczmy ich. Zabijmy. Nie potrzebujemy niczyjej pomocy w wypchaniu ich pysków truciznami. Zdechną w męczarniach. - przeprosiłam zarówno Czosnka jak i Huragan i oddaliłam się, chcąc oszczędzić im mojego żałosnego widoku oraz innych, podobnych do tego co zrobiłam przed chwilą, widoków.
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
średniej wielkości, umięśniona kocica o długim, czarno-rudym szylkretowym futrze z bielą i charakterystycznej, czarnej brodzie. oczy zielone i blade. nie ma ogona (oderwał go borsuk)
uprzejma, kulturalna, ambitna; nie do końca szczera
Kiedy medycy dali jej zielone światło, że łapa nie wymaga dłuższych obserwacji, kocica oczywiście zdecydowała się iść na polowanie. Robiło się coraz zimniej, może być problem ze zwierzyną, a zresztą… po tym wszystkim co się działo, wolała nie brać zwierzyny ze stosu.
Ruszyła zatem przed siebie, szukając piszczek.
Od zawsze wiadome było, że z Sosnowego Ogona nie będzie nic małego. Kocur jest szczupły, z delikatnie zarysowanymi mięśniami na ciele. Ma długie, smukłe łapy na których czasem chodzi nieuważnie, wpadając przy tym na mniejsze koty. Z łatwością można powiedzieć, że jest jednym z najwyższych kotów z Czterech Klanów. Jego futro jest burej barwy, na której rysują się ciemniejsze, tygrysie pręgi. Zaś jego pyszczek i opuszki przednich łap są barwy białej, nie skażonej żadnym innym kolorem. Co jeszcze znajduje się na jego mordce? Bystre, złote ślepia patrzące na każdego z uprzejmością oraz nigdy nie schodzący z jego pyszczka uśmiech.
Złocisty Nektar wyruszyła na poszukiwania — pogoda stawała się chłodniejsza, rzeczywiście, każda zwierzyna się przyda... Pech (a może jednak szczęście?) jednak chciał, że tym razem na drodze wojowniczki... znalazła się badylarka. Ale nie taka zwykła, ba, żywa — ta leżała nieruchomo, wciąż jednak pozostawała ciepła i świeżutka. Nawet zachęcająca!
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
średniej wielkości, umięśniona kocica o długim, czarno-rudym szylkretowym futrze z bielą i charakterystycznej, czarnej brodzie. oczy zielone i blade. nie ma ogona (oderwał go borsuk)
uprzejma, kulturalna, ambitna; nie do końca szczera
Nieruchoma badylarka. Jeszcze te księżyce temu dziwiłby ją ten widok, zastanawiałaby się, co się stało i dlaczego. Teraz jednak… nauczona doświadczeniem po prostu zakopała piszczkę pod ziemią, gotowa wrócić po nią później, by zasilić nią klanowy stos. A następnie ruszyła dalej.
Od zawsze wiadome było, że z Sosnowego Ogona nie będzie nic małego. Kocur jest szczupły, z delikatnie zarysowanymi mięśniami na ciele. Ma długie, smukłe łapy na których czasem chodzi nieuważnie, wpadając przy tym na mniejsze koty. Z łatwością można powiedzieć, że jest jednym z najwyższych kotów z Czterech Klanów. Jego futro jest burej barwy, na której rysują się ciemniejsze, tygrysie pręgi. Zaś jego pyszczek i opuszki przednich łap są barwy białej, nie skażonej żadnym innym kolorem. Co jeszcze znajduje się na jego mordce? Bystre, złote ślepia patrzące na każdego z uprzejmością oraz nigdy nie schodzący z jego pyszczka uśmiech.
Po zakopaniu nieżywej piszczki wojowniczka ruszyła dalej po to, aby... ponownie powitał ją ten sam widok, co przed chwilą. Córka Cichego Deszczu mogła dostrzec kolejną martwą badylarkę, której ciało powoli studziło się pośród traw, równie świeże, co ciało poprzedniego stworzonka. Czyżby je obie zabiło to samo...? Kto wie.
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
średniej wielkości, umięśniona kocica o długim, czarno-rudym szylkretowym futrze z bielą i charakterystycznej, czarnej brodzie. oczy zielone i blade. nie ma ogona (oderwał go borsuk)
uprzejma, kulturalna, ambitna; nie do końca szczera
Chwileczkę. Chyba miała déjà vu…? Kolejna martwa badylarka. Ten zbieg okoliczności był najbardziej dziwny. Nie poświęciła temu jednak dłuższych myśli. I ta badylarka zakopana została pod ziemią, by później zostać wziętą do obozu. Wojowniczka nie zamierzała nigdy marnować jedzenia.
Ruszyła dalej.
Od zawsze wiadome było, że z Sosnowego Ogona nie będzie nic małego. Kocur jest szczupły, z delikatnie zarysowanymi mięśniami na ciele. Ma długie, smukłe łapy na których czasem chodzi nieuważnie, wpadając przy tym na mniejsze koty. Z łatwością można powiedzieć, że jest jednym z najwyższych kotów z Czterech Klanów. Jego futro jest burej barwy, na której rysują się ciemniejsze, tygrysie pręgi. Zaś jego pyszczek i opuszki przednich łap są barwy białej, nie skażonej żadnym innym kolorem. Co jeszcze znajduje się na jego mordce? Bystre, złote ślepia patrzące na każdego z uprzejmością oraz nigdy nie schodzący z jego pyszczka uśmiech.
Złocisty Nektar kontynuowała swoje poszukiwania — czy los uzna, że do trzech razy sztuka...? A jednak, na szczęście dla wojowniczki, tym razem jej oczom ukazała się wrona, która spokojnie dłubała dziobem w ziemi.
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
średniej wielkości, umięśniona kocica o długim, czarno-rudym szylkretowym futrze z bielą i charakterystycznej, czarnej brodzie. oczy zielone i blade. nie ma ogona (oderwał go borsuk)
uprzejma, kulturalna, ambitna; nie do końca szczera
Tylko nie do trzech razy sztuka. Zdecydowanie wolałaby coś bardziej żywego… I jest! Wrona. Nektar wręcz zatrzymała się na ten widok, cała skupiona. Całe szczęście, że wrona nie siedziała na drzewie, bo wojowniczka nie zamierzała próbować jeszcze wspinaczki po utracie ogona. W każdym razie kocica przyjęła pozycję łowiecką i ruszyła w kierunku ptaszka, co jakiś czas chowając się za elementami otoczenia, to jest drzewami i krzewami, żeby oczy ofiary nie wypatrzyły jej. A gdy była dostatecznie blisko – skoczyła, chcąc wbić zęby w kark wrony.
Od zawsze wiadome było, że z Sosnowego Ogona nie będzie nic małego. Kocur jest szczupły, z delikatnie zarysowanymi mięśniami na ciele. Ma długie, smukłe łapy na których czasem chodzi nieuważnie, wpadając przy tym na mniejsze koty. Z łatwością można powiedzieć, że jest jednym z najwyższych kotów z Czterech Klanów. Jego futro jest burej barwy, na której rysują się ciemniejsze, tygrysie pręgi. Zaś jego pyszczek i opuszki przednich łap są barwy białej, nie skażonej żadnym innym kolorem. Co jeszcze znajduje się na jego mordce? Bystre, złote ślepia patrzące na każdego z uprzejmością oraz nigdy nie schodzący z jego pyszczka uśmiech.
Wrona już prawie była w garści — niestety, nawet przy nienagannej formie córki Dziczego Dołu, wrona w ostatniej chwili zdołała dostrzec zbliżającą się do niej sylwetkę wojowniczki co sprawiło, że ptak prędko zmył się z miejsca, odlatując i pozostawiając Złocisty Nektar z pustymi łapami i brakiem jakichkolwiek szans na dogonienie go.
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
średniej wielkości, umięśniona kocica o długim, czarno-rudym szylkretowym futrze z bielą i charakterystycznej, czarnej brodzie. oczy zielone i blade. nie ma ogona (oderwał go borsuk)
uprzejma, kulturalna, ambitna; nie do końca szczera
Nie do wiary. Cholerne ptaszysko. Może następnym razem, poza chowaniem się za drzewami, powinna również zastygać w bezruchu, tak dla pewności…? Niech to.
Kocica wzruszyła ramionami i ruszyła dalej.
Od zawsze wiadome było, że z Sosnowego Ogona nie będzie nic małego. Kocur jest szczupły, z delikatnie zarysowanymi mięśniami na ciele. Ma długie, smukłe łapy na których czasem chodzi nieuważnie, wpadając przy tym na mniejsze koty. Z łatwością można powiedzieć, że jest jednym z najwyższych kotów z Czterech Klanów. Jego futro jest burej barwy, na której rysują się ciemniejsze, tygrysie pręgi. Zaś jego pyszczek i opuszki przednich łap są barwy białej, nie skażonej żadnym innym kolorem. Co jeszcze znajduje się na jego mordce? Bystre, złote ślepia patrzące na każdego z uprzejmością oraz nigdy nie schodzący z jego pyszczka uśmiech.
Pora iść dalej. Co tym razem stanie na drodze wojowniczki? Kolejne martwe badylarki? A może zdoła dogonić wronę, która uciekła jej sprzed nosa...?
Zamiast tego... na drodze Złocistego Nektaru pojawia się pies. Typowy kundelek, będący póki co zainteresowany głównie sobą samym, nie dostrzegł szylkretki. Beztrosko obwąchiwał sobie pobliskie drzewo, nieświadomy obecności drugiego stworzenia.
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
średniej wielkości, umięśniona kocica o długim, czarno-rudym szylkretowym futrze z bielą i charakterystycznej, czarnej brodzie. oczy zielone i blade. nie ma ogona (oderwał go borsuk)
uprzejma, kulturalna, ambitna; nie do końca szczera
Pies. Ohydny, spory pies. Nie była zbyt zadowolona, że drapieżnik pałętał się po ich terenach, ale nie mogła za wiele zrobić – psisko było od niej znacznie większe, a na dodatek była sama… wolała nie ryzykować. Może spotka później patrol, powie im co i jak.
Ostrożnie wycofała się i ruszyła w przeciwnym kierunku. Zdecydowanie wolałaby wronę!