Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
Posłała Szczypiącej Łapie zadowolony uśmiech i z przyjemnością zaprowadziła go do krzewu, który znalazł się na jej drodze. Po chwili uważnego obserwowania poczynań brata, bura terminatorka podeszła do rośliny z drugiej strony, by podjąć próbę samodzielnego zebrania jagód. Starała się to robić jak najostrożniej, na wzór terminatora medyka, z tyłu głowy mając jednak to, że w zasadzie nie miała pojęcia, co dokładnie robi, i przez to może jej się nie udać.
– Co to jest, tak właściwie? – zapytała, wyglądając zza gałęzi, żeby spojrzeć na brata. Nie musiała wiedzieć, co robi ta roślina, chociaż taką wiedzę też chętnie by przygarnęła; na razie jednak zależało jej jedynie na nazwie. Przyjrzała się też uważnie popękanej korze, ciemnoszarym jagodom i igłom krzewu, żeby zapamiętać je jak najlepiej. Może kiedyś na którymś ze swoich spacerów się natknie na taki sam, to będzie mogła też nazbierać tych jagód i w ten sposób pomóc bratu.
To niesamowite, ale na krzewie jagód było… niewiele. Nawet gdy już kocur coś znalazł, to były one uszkodzone, jakby podziobały je ptaki, albo podgniłe – czyli z jakichkolwiek zbiorów nici.
Śpiące myszki były nie lada gratką dla wojownika, ten jednak poradził sobie doskonale. Skoczył ku nim i jedną zabił samym impetem uderzenia łapy, drugą zaś… tylko lekko poturbował. Zwierzątko pisnęło głośno i zaczęło uciekać gdzie pieprz rośnie, byle tylko nie podzielić losu swojego towarzysza.
Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
Szybki skok i perfekcyjne uderzenie w jedną z myszy poskutkowało śmiercią na miejscu. Szeroki uśmiech chciał wyjść na jego pysku, ale Olcha potrzebował teraz skupienia. Ta chwila nieuwagi sprawiła, że druga z myszy podjęła się próby ucieczki, mimo bycia poturbowaną. Smoliście czarny pręgus zły na siebie, że nie udało mu się wystarczająco szybko ściągnąć wodzy, ruszył w pogoń za gryzoniem, wyciągając przed siebie swoje długie łapy. Pędził, ile mógł za myszą, meandrując pomiędzy korzeniami, kamieniami i dołkami oraz krzewami, jeśli było to konieczne, by pochwycić stworzenie, które myślało, że może czmychnąć przed jednym z najlepszych, nie, przed najlepszym wojownikiem Klanu Cienia. Wojownikiem, który dawno powinien być tu przywódcą, ale najwyraźniej Przodkowie mieli dla niego inne plany. Gdyby udało mu się dogonić ofiarę, złapałby ją w łapy lub zęby i szybko zabił.
Duży, masywny kocur o długim i gęstym futerku w barwie niebieskiej pręgowanej klasycznie. Ma przeciętnej wielkości łapy, a jego ogon jest długi i puszysty. Nosek jest ciemno kremowy, a oczy duże, jasnożółte. Uszy o średniej wielkości postawione do góry. Na nieco jaśniejszym końcu pyszczka ma długie sterczące wąsy.
wyluzowany; podwyższona samoocena; analityk; dosyć spokojny; łatwo się irytuje, ale stara się tego nie okazywać; ambitny; perfekcjonista
Czy udało się cokolwiek zebrać? Oczywiście, że nie, a jakże by inaczej. Wszystko było zgniłe, ususzone, podziobane przez ptaki, uszkodzone, czyli jednym słowem nienadające się do czegokolwiek. Terminator medyka ponownie zirytował się jeszcze bardziej. Zmarszczył pysk i wziął te do łapy kilka zepsutych jagód, które zebrał, po czym cisnął z całej sił gdzieś w krzaki. Zaczynał powoli mieć dosyć tego, ale wiedział, że musi szukać dalej.
- Jałowiec - odpowiedział. Przypomniało mu się, jak Lód także pytał o coś medycznego. Jemu Mróz nie powiedział, bo.. nie. Próbował z nim dyskutować i ostatecznie żadnych informacji nie otrzymał. Zaś Zimno.. zawsze może się rozglądać za takim krzewem.
- Do niczego się nie nadaje ta roślina. Cóż, zdarza się. Może to kwestia tego, że jest Pora Nagich Drzew. Ruszam dalej - powiedział w jej stronę i zacisnął zęby, po czym ruszył i ponownie zaczął się rozglądać za tymi ziołami.
I burej terminatorce nie udało się czegokolwiek zebrać. Podobnie jak w przypadku Szczypiącej Łapy, parę jagód, które zerwała, były ususzone lub zgniłe i z pewnością nie było z nich żadnego pożytku.
<img><img src="https://i.imgur.com/dhJkGwH.png" height="150" /> i don't have any answers themore i know, the m or e i grow i wanna tear DOWN boundaries i wannagreet myenemies i wanna see what i haven't seen xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx≡ cause i k n o w there's more ≡
Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
Cóż za paskudne rozczarowanie. Parsknęła cicho, patrząc na ususzone i podgniłe owoce z niezadowoleniem. Naprawdę widziała w tym szansę na zebranie czegoś, ale jednak Pora Nagich Drzew, nawet jeśli dość ciepła i łagodna, a przynajmniej tak twierdziły starsze koty, nie była łaskawa dla medykamentów, których potrzebował składzik ich klanu. Lekko pocieszył ją fakt, że bratu też nic nie udało się znaleźć nadających się do czegokolwiek jagód, ale mając na uwadze dobro klanu… nie było w tym nic pocieszającego.
– Też nic nie mam – przyznała, krzywiąc się lekko. Postanowiła wyruszyć w dalsze poszukiwania, nie oddalając się za mocno od Mroza – szła teraz w tym samym kierunku, co on, ale w odległości zaledwie kilkunastu kroków. W ten sposób o wiele łatwiej będzie wspólnie coś zebrać, o ile w ogóle któreś z nich coś znajdzie.
Jałowiec okazał się być nic nie wart, a na dalszej drodze wcale nie było lepiej. Szczypiąca Łapa znowu nie mógł znaleźć nic, a już na pewno nie kolejnego krzewu, który kryłby te cenne dla medyków ciemnoszare jagody.
Choć Olchowy Szept wyciągał łapy, jak mógł, to jednak mysz wystartowała szybciej… i miała też więcej sprytu, po prostu ukrywając się w jakiejś podziemnej norze, jaką znalazła na swej drodze. Bury wojownik nie był w stanie jej wypatrzeć, a jej zapach zmieszał się z innymi woniami w lesie, uniemożliwiając kocurowi znalezienie drugiego gryzonia. Ciało pierwszego zostawił on na wierzchu i… właśnie stamtąd do kocura dobiegło teraz głębokie krakanie. Oho, czyżby ktoś się zainteresował smakowitym kąskiem?
Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
Bury wojownik wyciągał łapy przed siebie i robił to z dużą prędkością, ale gryzoń okazał się być cwańszy od Olchowego Szeptu i po krótkiej gonitwie odsadził kocura, a potem cyk - zniknął mu z oczu, chowając się zapewne w jakiejś ziemnej norce, do której królewicz dostępu nie miał. Przez chwilę liczył na to, że uda mu się ją znowu wyczuć, ale zbyt wiele zapachów dotarło do jego narządu węchu i nie mógł już nic więcej zrobić. Olcha syknął niezadowolony i trzasnął łapą o ziemię ze złości. Wtedy właśnie usłyszał krakanie gdzieś za sobą, dochodzące z okolicy, gdzie zostawił drugą mysz. Na osty i ciernie, przeklęte ptactwo. Pośpiesznie się obrócił i nabierając rozbiegu, popędził do pozostawionej zdobyczy, chcąc swoją masą przegnać ptaka, bądź ptaki, jeśli jeszcze się tam znajdowały, kiedy dotarł do punktu docelowego.
Duży, masywny kocur o długim i gęstym futerku w barwie niebieskiej pręgowanej klasycznie. Ma przeciętnej wielkości łapy, a jego ogon jest długi i puszysty. Nosek jest ciemno kremowy, a oczy duże, jasnożółte. Uszy o średniej wielkości postawione do góry. Na nieco jaśniejszym końcu pyszczka ma długie sterczące wąsy.
wyluzowany; podwyższona samoocena; analityk; dosyć spokojny; łatwo się irytuje, ale stara się tego nie okazywać; ambitny; perfekcjonista
Oczywiście znowu niczego nie udało się znaleźć. Mróz naprawdę powoli tracił cierpliwość - czemu to on ma teraz szukać te zioła, czemu Ciernisty Kwiat nie powie i nie pokaże mu, jak to dobrze robić? Może on robi po prostu coś nie tak i przez to nie znajduje niczego, a jak znajduje, to zbiera tyle, co nic. Mróz jeszcze chwilę szukał medykamentów i rozglądał się za nimi, po czym w końcu stracił cierpliwość i zaczął powoli wracać do miejsc, gdzie zostawił liście i jagody jałowca. Miał po prostu dosyć - zebrał ile zebrał. Po drodze powiadomił Zimno, że już wraca i zapytał, czy czegoś nie znalazła. Wziął jagody jałowca, liście wierzby i kawałek kory, po czym wrócił z tym do obozu i zamierzał od razu uzupełnić składzik. Może następnym razem pójdzie lepiej.
[zt]
"O ile w ogóle któreś z nich coś znajdzie". W przypadku Kąsającej Łapy okazało się, że również nie znalazła żadnego medykamentu w postaci rośliny. Jeśli jednak rozglądała się uważnie, to dostrzegłaby, że na ziemi coś szybko mignęło i pomknęło dalej. Z tej odległości terminatorka nie byłaby w stanie rozpoznać, co to takiego było, ale wciąż mogła podejść bliżej.. i sprawdzić.
<img><img src="https://i.imgur.com/dhJkGwH.png" height="150" /> i don't have any answers themore i know, the m or e i grow i wanna tear DOWN boundaries i wannagreet myenemies i wanna see what i haven't seen xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx≡ cause i k n o w there's more ≡
Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
Nic nie mogła znaleźć… i było to mocno absurdalne. Co prawda gdzieś w kąciku oka coś jej mignęło, jednak Kąsająca Łapa nie była już zainteresowana – straciła entuzjazm i wolę dalszych poszukiwać w obliczu tak oczywistej porażki, jaką poniosła… na szczęście w nieszczęściu nie tylko ona, jak się okazało. Mróz ją poinformował, że już wraca, a bura kocica tylko potrząsnęła lekko łbem na znak, że nie, nic nie znalazła, żeby zaraz odpowiedzieć, że w zasadzie to chce z nim wrócić. Nie czekała na ojca, wiedząc, że ten w pewnym momencie na pewno się zorientuje, że poszli już do obozu, a mogłaby mu przeszkodzić w polowaniu. Niech chociaż jemu coś się powiedzie.
zt
Krakanie robiło się głośniejsze, gdy kocur biegł w stronę, z której przyszedł, ale… nie zdążył nic zrobić. Wrona porwała upolowaną przez wojownika mysz i odleciała hen daleko, nie oglądając się na Olchowego Szepta. Cóż, czasami tak bywa.
Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
Biegł ile sił miał w łapach, ale dotarł na miejsce pare uderzeń serca za późno. Może nawet paręnaście, ponieważ na własne oczy widział, jak wrona podrywa się do lotu z upolowaną przezeń zdobyczą. Karygodny błąd! Był wściekły na siebie za coś takiego. Zdecydowanie nie poszło to po jego myśli, przez co trzepnął ogonem z gniewem na boki, tnąc powietrze ze świstem. Chwilę później uderzył łapą z wysuniętymi pazurami w ziemię. Zdecydował, że koniec polowania na ten moment. Będzie musiał odpocząć przez jakiś czas, by następnym razem nie dopuścić do tego, by popełnił tak wielki błąd. Wrócił po upolowaną zwierzynę, po czym poszedł zorientować się, jak idzie jego kociakom, jednak nie udało mu się ich odnaleźć - wyczuł jedynie trop syna i córki, za którym poszedł. Dołączył do nich w połowie drogi do obozu, nie odzywając się kompletnie ze złości. Po odniesieniu zdobyczy zaszył się zły na siebie na swojej gałęzi.
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Nie udawałem się zbyt często na nadprogramowe wyprawy łowieckie czy patrole, ale zwietrzywszy znajomy zapach Krogulczego Szponu w okolicach Wichrowej granicy zmieniłem zdanie. Rzadko miałem okazję pogadać z mamą, a przecież więzi należało pielęgnować, inaczej zaczynały zanikać! Raz na jakiś czas wypadało przypomnieć szylkretce o tym jakiego wspaniałego syna posiadała. Raźnym krokiem ruszyłem jej tropem, aż wreszcie kocica znalazła się w moim polu widzenia. Nadgoniłem ją niespiesznym truchtem, zwalniając dopiero u jej boku.
- Cześć, mamo. Samotny patrol? - zagadnąłem, obdarowując ją promiennym uśmiechem.
Nieco mnie bawiła myśl, że oboje moich rodziców zostali na pewnym etapie swojego życia zastępcami. Przy okazji cieszyłem się, że zdążyłem się do tego czasu z nimi pogodzić. Fakt, że mama wskoczyła na wyższe stanowisko pomógł mi pozbyć się resztek goryczy po degradacji i śmierci Wiewiórczego Ogona.
//mame. UwU
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Krogulec zdecydowała się na samotny patrol ze względu na to, że większość kotów była już przydzielona do innych. Wichrowa granica była raczej spokojnym miejscem, rzadko kiedy się tu coś działo, dlatego też zastępczyni uznała, że sobie doskonale poradzi samodzielnie. W końcu jest jedną ze starszych i najbardziej doświadczonych wojowniczek w klanie, prawda? Dużo różnych niebezpieczeństw próbowało ją zabić, ale nikomu się nie udało. Usłyszała czyiś trucht, a odwracając łeb w kierunku źródła dźwięku, ujrzała znajome bure futro, na którego widok uśmiechnęła się kątem pyska zadziornie. No i to jest doborowe towarzystwo.
- Cześć Plusk. Już teraz nie – odpowiedziała na jego pytanie, a jej uśmiech nieco się poszerzył, po czym odwróciła na moment wzrok, chcąc prześledzić, co się dzieje po drugiej stronie granicy. Jednak nic nie nadchodziło, a świeżo oznaczone ślady zapachowe wskazywały na to, że nieprędko ktoś by miał do nich dołączyć, dlatego też skierowała łeb w stronę syna.
- A ty co? Spacerek? - zadała pytania, przekrzywiając przy tym zaciekawiona łeb w bok. Dodatkowe polowania i patrole zdecydowanie nie pasowały do obrazu wojownika, jednak nie oznaczało to, że nie wykonuje swoich obowiązków. Wręcz przeciwnie, bardzo dobrze sobie radził i Krogulec się zastanawiała, czy w przyszłości by nie dostał jakiegoś młodziaka pod opiekę.
- Ostra za tobą bardzo tęskniła, gdy cię nie było.
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Parsknąłem cicho na odpowiedź ze strony szylkretowej kocicy, przy tym przewracając żartobliwie oczami. No co ty nie powiesz, mamo. Pozwoliłem mojemu ogonowi ciągnąć się za mną w pozycji częściowo uniesionej, z końcówką okazjonalnie kołyszącą się w losowych kierunkach. Robiło się coraz cieplej, choć niektóre dni były strasznie mokre i wietrze. Właściwie to duża ich część. Ten jednak był całkiem przyjemny, na co nie narzekałem.
- Oczywiście - odparłem dziarsko, unosząc ogon wyżej, niczym chorągiewkę.
Nie wstydziłem się tego, że nie wykonywałem żadnych nadprogramowych obowiązków i miałem tym samym czas na luźne spacerki po Cienistych terenach. Robiłem to czego ode mnie wymagano i robiłem to dobrze. Choć musiałem przyznać, że chętnie pobawiłbym się w trenowanie chociaż jednego terminatora. Ach, może uda mi się zdążyć na kolejną ceremonię i Płomykówkowa Gwiazda ulituje się nad biednym mną?
Strzepnąłem jednym z zakończonych pędzelkiem uszu. Wiedziałem, że Ostra za mną tęskniła, ba, mi też jej całkiem brakowało. Była energiczna i wesoła, więc bardzo łatwo i przyjemnie się z nią spędzało czas. Kiwnąłem lekko głową, pozwalając przy tym, by lekki uśmiech wpełzł na moją mordkę. Spojrzałem w górę, jakbym podziwiał rozpostarte nad nami korony drzew.
- Wiem. Prawie mnie udusiła, gdy zobaczyła mnie w obozie - zaśmiałem się, wracając wzrokiem na otoczenie przed sobą, jednak kątem oka obserwowałem Krogulec. - Ja również za nią tęskniłem. Ach, ale nie martw się! Za tobą trochę też. Ale tylko trochę. - Uśmiech na moim pysku przeszedł w bardziej zawadiacki wyraz.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
Mistrz: Pszczeli Jad > Płonący Las > Mknąca Zawierucha Płeć: nonbinary (zapach kocura) Matka: Modliszkowy Zagainik Ojciec: Świergot Partner: problemy i deszcz
Nie dba o siebie. Jego futro to była katastrofa. No w miarę. Nadal jest długie i na ogół nie takie złe, gdyby nie to, że nie jest tak jakoś puchate. Jego włosie opada na dół bez kompletnego szału. Tak smutne jak jego wnętrze. Oczy nadal niby tak kolorowe jak wcześniej, bo żółte i błękitne, ale bez blasku. Małym dzieciom nadal będą zapierać dech w piersiach, bo O MATKO DWA KOLORY, ale na ogół smutne takie te ślepia. Bez siły. Gdy ktoś ma okazję widzieć ich białka to z łatwością zauważy lekką czerwień. Jak duży był tak i jest. Kwadratowy i chudy. Czy to to się komuś spodoba? No nie za bardzo. Jego barki i ogólnie wszystko jest takie kościste i ostre. Uwaga nie pokłóć się. Ale w miarę maskuje to futerko na szczęście. Łapy ma spore i bardzo takie miziu miziu. Przy opuszkach ma gęste kłębki futerka, które czasem potrafią irytować, ale lubi to. Jego ogon jak miotłą był tak jest. Długi i strasznie puchaty. Kocięta mogą się w nim chować do woli, tylko właściciel dostanie zawału. (kp)
Czy problemy się skończyły? Absolutnie nie. Więc co zatem jest inaczej hmm? Pan Promyk nadal jest smutny, nadal nie umie odnaleźć się w społeczeństwie i tyle. Emocjonalne wybuchy się skończyły co prawda i biały terminator jest trochę uspokoił, ale hm. Może trochę bardziej uchyla swoją maskę. Nie potrafił wytrzymać hamując wszystko, więc wypuszcza poszczególne cechy, w konkretnym momencie. Nie potrafi jednak tak jak sobie obiecał otworzyć się do końca. Jedno się nie zmieniło. Jest duchem tak jak zawsze. Smutnym i zmęczonym. Częściej przebywa teraz z kociętami i próbuje się do nich przyzwyczaić. Nie jest aż tak źle, ale nie najlepiej. Martwi się o wszystko. O przyjaciela z Klanu Rzeki, o siostrę, o matkę, o wszystkich mu bliskich w jakimś sensie... Lubi deszcz. Uspokaja go. Wtedy czuje się lepiej. Jakby świat też płakał, też się stresował, też przeżywał...
Jasna Kropla (KC) Żurawinowy Nos (KG) Mysia Łapa (KW) Rybka (KRZ) | Bogatka (S)
Polować trzeba. To aktualnie najważniejszy dla mnie obowiązek. Klan musi jeść, a ja nie mam co robić i muszę coś złapać zanim coś zjem. Trening miał być później, więc co mi szkodzi. Jak mnie coś zaatakuje... to zaatakuje. Miejmy jednak ten jeden raz bardziej pozytywne myśli.
Ruszyłem więc pod wiatr i zacząłem poszukiwania. Stawiałem cicho łapy krok po kroku i uważałem by na nic nie nadepnąć. Szukałem wzrokiem jakiś oznak zwierzyny, węszyłem i nasłuchiwałem.
//mg
Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
I wyruszył! Oby mu wiatry (czy cokolwiek innego) sprzyjały. Kocurek szukał i węszył, aż nie poczuł zapachu...raczej nietypowego dla zwierzyny. W odległości kilkunastu mysich długości od niego powoli wił się jakby wąż, ale z dziwną, małą głową. Troszkę jak jaszczurka bez nóg. Tak dokładniej to padalec - nie wyglądał jakby był w pośpiechu, więc Promyczek miał pierwszą zdobycz jak na tacy...no chyba, że źle do niej podejdzie.
Mistrz: Pszczeli Jad > Płonący Las > Mknąca Zawierucha Płeć: nonbinary (zapach kocura) Matka: Modliszkowy Zagainik Ojciec: Świergot Partner: problemy i deszcz
Nie dba o siebie. Jego futro to była katastrofa. No w miarę. Nadal jest długie i na ogół nie takie złe, gdyby nie to, że nie jest tak jakoś puchate. Jego włosie opada na dół bez kompletnego szału. Tak smutne jak jego wnętrze. Oczy nadal niby tak kolorowe jak wcześniej, bo żółte i błękitne, ale bez blasku. Małym dzieciom nadal będą zapierać dech w piersiach, bo O MATKO DWA KOLORY, ale na ogół smutne takie te ślepia. Bez siły. Gdy ktoś ma okazję widzieć ich białka to z łatwością zauważy lekką czerwień. Jak duży był tak i jest. Kwadratowy i chudy. Czy to to się komuś spodoba? No nie za bardzo. Jego barki i ogólnie wszystko jest takie kościste i ostre. Uwaga nie pokłóć się. Ale w miarę maskuje to futerko na szczęście. Łapy ma spore i bardzo takie miziu miziu. Przy opuszkach ma gęste kłębki futerka, które czasem potrafią irytować, ale lubi to. Jego ogon jak miotłą był tak jest. Długi i strasznie puchaty. Kocięta mogą się w nim chować do woli, tylko właściciel dostanie zawału. (kp)
Czy problemy się skończyły? Absolutnie nie. Więc co zatem jest inaczej hmm? Pan Promyk nadal jest smutny, nadal nie umie odnaleźć się w społeczeństwie i tyle. Emocjonalne wybuchy się skończyły co prawda i biały terminator jest trochę uspokoił, ale hm. Może trochę bardziej uchyla swoją maskę. Nie potrafił wytrzymać hamując wszystko, więc wypuszcza poszczególne cechy, w konkretnym momencie. Nie potrafi jednak tak jak sobie obiecał otworzyć się do końca. Jedno się nie zmieniło. Jest duchem tak jak zawsze. Smutnym i zmęczonym. Częściej przebywa teraz z kociętami i próbuje się do nich przyzwyczaić. Nie jest aż tak źle, ale nie najlepiej. Martwi się o wszystko. O przyjaciela z Klanu Rzeki, o siostrę, o matkę, o wszystkich mu bliskich w jakimś sensie... Lubi deszcz. Uspokaja go. Wtedy czuje się lepiej. Jakby świat też płakał, też się stresował, też przeżywał...
Jasna Kropla (KC) Żurawinowy Nos (KG) Mysia Łapa (KW) Rybka (KRZ) | Bogatka (S)
No i w końcu do mojego nosa dotarła woń. Nietypowa co prawda, ale była. Moim oczom ukazała się śmieszna sylwetka padalca. Sprawdziłem czy jestem pod wiatr, po czym ugiałąłem cicho łapy, tak żeby nie dotykać brzuchem podłoża. Łeb i ogon ułożyłem na lini kręgosłupa. Ciężar przeniosłem na tylnie łapy i zacząłem się skradać do zdobyczy. Uważałem pod łapy i stawiałem cicho kroki. Gdy byłem wystarczająco blisko wybiłem się w stronę padalca wyciągając pazury, chcąc go złapać a następnie wbić w niego moje kły i zabić.
Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
Wyskoczył i chciał zabić padalca, ale w ostatniej chwili wiatr nagle zmienił swój kierunek. Nie dość, że padalec wyczuł zapach Promiennej Łapy, to jeszcze nieco spłoszył się, zdziwiony tym nagłym powiewem. Szybko zaczął wić się po ziemi i zniknął wśród leśnej ściółki i nie było już po nim śladu. Niestety, Promyczku, musisz szukać dalej.