Dawno się tak nie oddalał od domu jak tamtego dnia. Było...ciepło. Tak ciepło, że gdy wyszedł z ogródka i ruszył w kierunku końskiego pastwiska, łapy powiodły go, huh, może trochę za daleko? Dopiero, kiedy po dłuższym czasie spaceru słońce przysłoniły chmury, podniósł wzrok z nad swoich łap i dostrzegł, że...no, trochę przeszedł. Zmarszczył lekko brwi i wciągnął w nozdrza okoliczny zapach lasu. Że przylazł na granicę z którymś z Klanów, to wiedział, ale nie był pewny czy to Cień, czy może Grom? Na pewno nie Wicher. Jeszcze pamiętał, jak pachnie Wicher. Westchnął cicho i postanowił przejść się wzdłuż granicy, skoro nic lepszego do roboty nie miał (ups, mógł ją przypadkowo przekroczyć, ups zdarza się), rozglądając się jakby od niechcenia. Pieszczoch zatrzymał się i wbił spojrzenie lodowatych ślepi w dół, do którego prawie wpadł. Poruszył lekko ogonem to w prawo to w lewo, jak wahadłem i wysunął szyję, żeby przyjrzeć się, czy w środku tego dołu przypadkiem niczego ciekawego nie ma. Dostrzegłszy jednak na dnie zygzakowaty ruch, szybko zorientował się, że raczej nie chciałby tam wpadać. Cofnął się i usiadł, ponownie rozejrzał i...jak gdyby nigdy nic zaczął wylizywać sobie łapy. Trochę się pobrudził.
//Lefka!!
ever__since__he__was__a child healwaysknew h o wto gethisway ✧・゚*just actalittlebitwild*・゚✧ andsomeone willsurelycometo play it'satruthhetookto___♡heart♡ buthumilityandpatiencedidn'tcomewith age he's..born..to..play..this..part
☆?????'?alwayscenterstage☆
To dobrze zbudowana, proporcjonalna koteczka z puchatym, gęstym futrem w kolorze, hehe, jasnobrązowym przywodzącym na myśl kawę z mlekiem. Dużą ilością mleka, która w słońcu sprawia rudawe wrażenie, może dlatego, ze była posłodzona miodem. Jej oczy są intensywnie niebieskie a całe ciało jest pokryte pręgami. Ogółem to opis się nie zmieścił dlatego dla większej liczby informacji zerknij sobie do KP.
Ciężko coś powiedzieć o kociaku, gdyż kocięcy charakter z reguły ulega diametralnym zmianom wraz z rozwojem i mijaniem księżyców. Lwica należy do maluchów ciekawskich oraz tych o niewyparzonym języku. Nie jest celowo chamska, broń Gwiezdny Klanie. Po prostu, jak to kociak, jest szczera i bezpośrednia, przez co brak jej taktu. Z reguły mówi to, co myśli, nie owijając w bawełnę. Bywa uparta i bardzo stanowcza, ewidentnie przejawia duże pokłady determinacji. Nie jest wszędobylska ani entuzjastyczna, nie rzuca się wszędzie jak piskorz, jak co poniektóre kocięta. Ale bez problemu można wyczuć jej obecność. Ma silny charakter i trudno wpłynąć na jej decyzje ale nie jest to niemożliwe. Trzeba po prostu podać argumenty, które ją przekonają, bowiem lubi słuchać i nie upiera się nigdy przy czymś tylko dla samego faktu postawienia na swoim. Ma swój honor.
- Jesteś na terytorium Klanu Cienia - do uszu Pandy który akurat zaglądał z zaciekawieniem do Syczącego Dołu dotarł donośny głos. W jego stronę zmierzała spora kotka z wysoko uniesionym, puchatym ogonem. Wlepiała w niego intensywnie niebieski wzrok w kolorze nieba. Wyglądała na pewną siebie. Lwi Płomień po zapachu dosyć szybko zorientowała się, że ma do czynienia z pieszczochem dwunogów. Panda nie zwracał większej uwagi na wiatr, co spowodowało, że ten niósł jego zapach prosto do nozdrzy kremowej wojowniczki idącej, pewnie już z przyzwyczajenia, pod wiatr.
Nie rzuciła się od razu na intruza bo nie było to w jej stylu - zwłaszcza, że to żadna wygrana przegonić pieszczocha który pewnie nawet nie potrafi odpowiednio walczyć. Wolała w pierwszej kolejności go ostrzec, uświadomić odnośnie tego, gdzie się znajduje i wymagać od niego opuszczenia terytorium Klanu Cienia. Dopiero w sytuacji gdyby odmówił mogłaby się poczynić do czynów siłowych. - Przekroczyłeś granicę. Odejdź stąd - poleciła mu, podchodząc bliżej, z w dalszym ciągu wysoko uniesionym ogonem.
Dziśosiem serc,w szklance na dnie.................................................... Przezlodową taflę przedrzeć się chce................................................ Ja szukamciebie, ty szukaszmnie...................................................... A międzynami sześć obcychserc....................................................... ......................................................I możemiłość stopi tenlód ...............................................Aciepłosprawi, że stanie sięCUD ................................................Szesnaście połówekpołączy się
Nie polował, to czemu miałby zwracać uwagę na wiatr. Miał tylko lekkiego pecha, że akurat teraz złocista pannica postanowiła sobie urządzić samozwańczy zapewne patrol. Albo polowanie, które jej przerwał? A kto wie. Ciemne ucho kocura lekko drgnęło, słysząc donośny głos kotki. Jakby od niechcenia spojrzał na Lwicę, ledwo unosząc spojrzenie jasnych oczu znad swoich łap, nawet nie oderwał od futra języka i dalej się czyścił. A, czyli jednak Cień. Poruszył lekko ogonem i po chwili podniósł, prostując się jak struna. Wypiął pierś i szyję do przodu, ukazując Cienistej wojowniczce błękitną obrożę i wycofał się. Ostatnie, czego chciał, to dostać wciry od córki przywódcy Cienia, meh. Nie miał nastroju na uciekanie przed zbulwersowanymi Klanowymi kotkami. Nie dzisiaj. Może kiedyś nawet chętnie by zrobił kilka kroków do przodu, ot, aby zbadać reakcję Lwicy, ale dzisiaj był na to...zbyt leniwy.
- Mógłbym chociaż wiedzieć, z kim mam przyjemność? - rzucił świergotliwie w kierunku Lewki, zerkając na nią spod przymrużonych powiek. Przyjemność, albo nieprzyjemność. Gdyby nie była...złota to może jeszcze uznał by ją za ładną, ale była złota, aż mieniła się w słońcu. Przywodziła mu na myśl Skowronek, jak każdy złocisty kot z którym miał do czynienia po tamtym feralnym spotkaniu z pokiereszowaną samotniczką. Budową i oczami jeszcze była ładna, ale...futro. Meh. Takie 4/10, osobiście. Ciemny ogon Pandy drgnął nieznacznie. - Tyle starczy? - wymruczał, gdy już wycofał się za krzaczek-pseudo-granicę.
ever__since__he__was__a child healwaysknew h o wto gethisway ✧・゚*just actalittlebitwild*・゚✧ andsomeone willsurelycometo play it'satruthhetookto___♡heart♡ buthumilityandpatiencedidn'tcomewith age he's..born..to..play..this..part
☆?????'?alwayscenterstage☆
To dobrze zbudowana, proporcjonalna koteczka z puchatym, gęstym futrem w kolorze, hehe, jasnobrązowym przywodzącym na myśl kawę z mlekiem. Dużą ilością mleka, która w słońcu sprawia rudawe wrażenie, może dlatego, ze była posłodzona miodem. Jej oczy są intensywnie niebieskie a całe ciało jest pokryte pręgami. Ogółem to opis się nie zmieścił dlatego dla większej liczby informacji zerknij sobie do KP.
Ciężko coś powiedzieć o kociaku, gdyż kocięcy charakter z reguły ulega diametralnym zmianom wraz z rozwojem i mijaniem księżyców. Lwica należy do maluchów ciekawskich oraz tych o niewyparzonym języku. Nie jest celowo chamska, broń Gwiezdny Klanie. Po prostu, jak to kociak, jest szczera i bezpośrednia, przez co brak jej taktu. Z reguły mówi to, co myśli, nie owijając w bawełnę. Bywa uparta i bardzo stanowcza, ewidentnie przejawia duże pokłady determinacji. Nie jest wszędobylska ani entuzjastyczna, nie rzuca się wszędzie jak piskorz, jak co poniektóre kocięta. Ale bez problemu można wyczuć jej obecność. Ma silny charakter i trudno wpłynąć na jej decyzje ale nie jest to niemożliwe. Trzeba po prostu podać argumenty, które ją przekonają, bowiem lubi słuchać i nie upiera się nigdy przy czymś tylko dla samego faktu postawienia na swoim. Ma swój honor.
Tylko, że... Lefka nie była zbulwersowana. Była pewna siebie, zdecydowana i gotowa do bronienia swojego terytorium, ale nie ponosiły ją nerwy, nie była zła, nie miała nawet zjeżonego futra (które po prostu naturalnie stało na karku i plecach na sztorc). Musiała bardzo długo czekać, aż Panda łaskawie przejdzie z powrotem granicę Klanu Cienia i ziemi niczyich. Podreptała za nim, upewniając się, że pieszczoch na pewno nie jest już na terenach jej grupy.
Już miała wzruszyć barkami na to wszystko i się oddalić, ale dotarł do jej uszu głos intruza. Zerknęła na niego po raz kolejny, unosząc lekko brwi. Czyżby pieszczoch chciał się wdać z nią w jakąś rozmowę? Zaraz po tym jak wdarł się na jej teren?
- Pytając kogoś o imię warto najpierw samemu się przedstawić - zauważyła, mrużąc lekko ślepia. Z reguły nie przeszkadzało jej przedstawianie się pierwszej, ale w obecnej sytuacji słowa Pandy były wybitnie nie na miejscu. Majtnęła swoim puchatym ogonem. Pewnie gdyby znała myśli kocurka to i tak zbytnio by się nimi nie przejęła. Sama również nie uważała siebie i swojego futra za szczególnie ładne oraz imponowanie kocurom, zwłaszcza jakimś pieszczochom.
- Tak, tyle wystarczy. Co robisz tak daleko od osiedla? - Zapytała go. Zakładała, że kot mieszkający z dwunogami nie jest zbyt dobry w walce czy też obronie własnej, w dodatku ten był dosyć młody. Sama na jego miejscu pewnie nie odważyłaby się oddalić sama tak daleko od domu. Gdy była młodsza i nie przeszła jeszcze odpowiedniego treningu walki to sama niemal nie wyściubiała nosa z obozu.
Dziśosiem serc,w szklance na dnie.................................................... Przezlodową taflę przedrzeć się chce................................................ Ja szukamciebie, ty szukaszmnie...................................................... A międzynami sześć obcychserc....................................................... ......................................................I możemiłość stopi tenlód ...............................................Aciepłosprawi, że stanie sięCUD ................................................Szesnaście połówekpołączy się
Nawet, jeśli zbulwersowana nie była, dla ex-Wichrowca który mimo wszystko większą część żywota spędził u dwunogów, klanowe kotki którym się wlazło na tereny zawsze były jakoś tak dziwnie nabuzowane i generalnie miały kij w tyłku, bo hurr durr przekroczyłeś granice. I to wcale nie tak, że Panda robił dokładnie to samo w kierunku kotów które wlazły na jego podwórko, a skądże znowu...heh. Wdawać w rozmowę może nie, ale skoro już spotkał na swojej drodze kocice z Klanu, mógł się dopytać jej o kilka przydatnych informacji. Na przykład gdzie jest Wicher, gdyby postanowił kiedyś z nudów odwiedzić rodzinkę, zajrzeć, co u nich, może kiedyś wróci? Najmniej prawdopodobna opcja z powyższych, ale w sumie, nie wiadomo. Wywrócił oczami, słysząc, że Lwica ma jeszcze do niego jakieś pretensje o to, że nie przedstawił się pierwszy. Parsknął cicho i oblizał białe wąsiska. Skomentowałby to jakoś, ale dzisiaj był na jakiekolwiek kłótnie ze złocistymi Cienistymi zbyt leniwy.
- Rozmaryn, Panda. Jak wolisz - oba mu pasowały, oba były ładne. Usiadł powoli na ziemi, rozglądając się, czy przypadkiem nie przysiadł zadkiem na czymś co go bardzo pobrudzi, czy na jakimś nie daj Gwiezdny Klanie wężu.
- Zwiedzam - odparł, uśmiechając się lekko po czym wzruszył barkami. No, odparł zgodnie z prawdą - zwiedzał. Zwiedzał, włóczył się, po prostu. Siedzenie w domu było przyjemne, ale każdemu mogło się znudzić. Mimo tylu księżyców spędzonych u ludzi dalej nie wyzbył się tej...ciekawości i chęci zwiedzania świata. Lewka jak była młoda bała się wyjść z obozu, ale on Lewką nie był. Był zbyt pewny siebie i swoich umiejętności uciekania przed Klanowymi kotami...lub drapieżnikami. Na drzewo i do przodu. - Jak dawno Klany się tutaj przeniosły? Jakoś...nie zauważyłem, kiedy to było - ziewnął i owinął długi ogon wokół białych łap, bezwiednie zakrywając część blizn. Może i lepiej, heh.
ever__since__he__was__a child healwaysknew h o wto gethisway ✧・゚*just actalittlebitwild*・゚✧ andsomeone willsurelycometo play it'satruthhetookto___♡heart♡ buthumilityandpatiencedidn'tcomewith age he's..born..to..play..this..part
☆?????'?alwayscenterstage☆
To dobrze zbudowana, proporcjonalna koteczka z puchatym, gęstym futrem w kolorze, hehe, jasnobrązowym przywodzącym na myśl kawę z mlekiem. Dużą ilością mleka, która w słońcu sprawia rudawe wrażenie, może dlatego, ze była posłodzona miodem. Jej oczy są intensywnie niebieskie a całe ciało jest pokryte pręgami. Ogółem to opis się nie zmieścił dlatego dla większej liczby informacji zerknij sobie do KP.
Ciężko coś powiedzieć o kociaku, gdyż kocięcy charakter z reguły ulega diametralnym zmianom wraz z rozwojem i mijaniem księżyców. Lwica należy do maluchów ciekawskich oraz tych o niewyparzonym języku. Nie jest celowo chamska, broń Gwiezdny Klanie. Po prostu, jak to kociak, jest szczera i bezpośrednia, przez co brak jej taktu. Z reguły mówi to, co myśli, nie owijając w bawełnę. Bywa uparta i bardzo stanowcza, ewidentnie przejawia duże pokłady determinacji. Nie jest wszędobylska ani entuzjastyczna, nie rzuca się wszędzie jak piskorz, jak co poniektóre kocięta. Ale bez problemu można wyczuć jej obecność. Ma silny charakter i trudno wpłynąć na jej decyzje ale nie jest to niemożliwe. Trzeba po prostu podać argumenty, które ją przekonają, bowiem lubi słuchać i nie upiera się nigdy przy czymś tylko dla samego faktu postawienia na swoim. Ma swój honor.
Zastrzygła uchem na imię pieszczocha. W gruncie rzeczy to nawet imię Rozmaryn nie było w stanie naprowadzić jej na Klanowe pochodzenie młodszego kocura, natomiast słowo Panda zupełnie nic jej nie mówiło. Nie miała pojęcia, że gdzieś daleko stąd istnieją zwierzęta o takiej nazwie. Być może Kormoran by o nich wiedział, skoro zwiedzał takie miejsca jak chociażby zoo, ale jego rozmowa z Lefką na ten temat nie była aż tak... szczegółowa. Dlatego wojowniczka przyjęła to po prostu jako zwykły zlepek słów bez większego znaczenia. Zresztą, zdarzali się samotnicy albo pieszczoszki którzy właśnie takie imiona mieli, więc kremowej kotki to w żaden sposób nie dziwiło. - Ja jestem Lwi Płomień - przedstawiła się, skoro Panda już zdecydował się faktycznie podać swoje imię. Nie miała nic przeciwko pogawędce z nim, tak długo jak ten znajdował się poza terytorium Klanu Cienia. - Jakieś... dwa księżyce temu? Ciężko powiedzieć dokładnie - wzruszyła barkami. W sumie przestała liczyć - Na tyle dawno temu, byśmy byli w stanie zadomowić się już w miarę w nowym obozie. Wiesz o Klanach? - zapytała zaciekawiona. Zdawała sobie sprawę z różnych samotników którzy mieli większą lub mniejszą wiedzę dotyczącą czterech Klanów. Panda mógł od nich o nich usłyszeć. No i były też koty, które zwyczajnie opuściły swoje Klany albo zostały z nich wygnane. W sumie źródeł było dużo, ale Lwi Płomień słabo wyobrażała sobie, by samotnicy tak chętnie plotkowali z pieszczochami dwunogów.
Dziśosiem serc,w szklance na dnie.................................................... Przezlodową taflę przedrzeć się chce................................................ Ja szukamciebie, ty szukaszmnie...................................................... A międzynami sześć obcychserc....................................................... ......................................................I możemiłość stopi tenlód ...............................................Aciepłosprawi, że stanie sięCUD ................................................Szesnaście połówekpołączy się
W wieku terminatorskim nastąpiły największe zmiany w jej wyglądzie. Nie jest już małą, nieproporcjonalną kulką. Jej łapy wyglądają na długie i chude, jednak nie jest wyższa niż przeciętna kotka i prawdopodobnie na wysokość już nie urośnie. Nie jest ani zbyt masywna, ani wątła - budowę ciała ma bardzo pospolitą. Sierść na całym ciele jest krótka, ale gęsta i miękka. Tym, co wyróżnia ją spośród innych kotów jest jej umaszczenie - szylkret. Większośc ciała jest ruda w czarne, nieregularne pasy, jednak większość jej klatki piersiowej jest biała. Jej głowa jest ruda, ale na lewej stronie pyszczka ma dużą, czarną plamę, a sam pyszczek jest biały. Mniejsze czarne znaczenia znajdują się na jej czole, a uszy w całości pokryte są tym kolorem. Jej oczy widoczne są z daleka za sprawa intensywnie żółtej barwy. Ma też charakterystycznie długie wibrysy.
Złamana, małomówna, nieufna. Z wieloma traumami i nie do końca sprawnym umysłem.
Bagienna Trzcina nie przepadała za polowaniami. Były dla niej po prostu... obowiązkiem. Miały tylko jedną dobrą stronę - sprawiały, że czas szybciej mijał, a to właśnie było czasami bardzo potrzebne wojowniczce. Syczący Dół też może nie był idealnym miejscem na łapanie zwierzyny, ale w innych jakoś nie mogła dzisiaj nic wytropić. To też gdy przywędrowała tutaj, zaczęła od nowa. Idąc spokojnie, nisko na łapach i pod wiatr, wytężała każdy ze swoich zmysłów. Zerkała pod łapy, żeby nie nadepnąć na jakąś gałązkę. Poruszała się możliwie jak najciszej. Szukała jakiejkolwiek oznaki świadczącej o tym, że jakieś żyjątko znajduje się w pobliżu.
I am cold, can you hear
I will fly, with no hope, no fear
And the ground, taunts my wings
Plummet as I sing, plummet as I sing
Kocica trochę ponad średni wzrost, umięśniona, ale sucha i raczej szczupła, trochę "kanciasta". Ma trójkątną głowę z wystającymi kośćmi policzkowymi i garbatym nosem. Jej oczy są skośne i ogniście pomarańczowe, ogon długi i cienki a pazury u przednich łap zawsze wysunięte. Jej futro jest krótkie, gęste i brudne oraz rozczochrane w kolorze popielatym, szaro-niebieskim. Jest cała pokryta drobnymi bliznami, a z tych większych ma jedną przecinającą jej nos, jedną rozrywającą jej lewe ucho, jedną wielką na grzbiecie po walce z borsukiem i dwie duże na szyi po walce z lisem. Kocica wyraźnie siwieje na pysku oraz innych częściach ciała.
Niecierpliwa, brak jej empatii, pewna siebie, łatwo się irytuje, wymaga bezwzględnego posłuchu, prostolinijna, troszczy się o swoją rodzinę i Klan, obowiązkowa, pracowita i lojalna ponad życie, bardzo nastawiona na Klan. Stara się być sprawiedliwa. Bardzo dużo mówi i ogólnie uwielbia gadać, bywa oschła, nie wie co to uczucie strachu. Ma poczucie wyższości nad pozostałymi Klanami, czasem wybucha gniewem i ma skłonności do agresji słownej (fizycznej względem kotów spoza jej Klanu). Jest godnym zaufania towarzyszem i dobrze jest mieć ją po swojej stronie, ale łatwo zmienia swoje zdanie na temat innych kotów. Jest decyzyjna i szybko myśli jeśli chodzi o Klan, bardzo nierozgarnięta w kwestiach emocjonalnych i uczuciowych. Jako przywódczyni wzoruje się na swoim bracie, Świetlikowej Gwieździe.
Dosyć szybko udało jej się coś wytropić - i to nawet całkiem sporą zwierzynę, bowiem zlokalizowała królika. Tylko, że był bardzo daleko od niej - spokojnie jakąś całą długość wysokości drzewa. Ledwo dostrzegała wśród żwiru i wyschniętych kępek żółtawej trawy jego sylwetkę. Na moment postawił uszy ale zaraz znów je opuścił, zrobił ze dwa kicki dalej i zaczął skubać źdźbła. W pierwszej kolejności musiała się w ogóle do niego zbliżyć, bo z takiej odległości nie było szans na skuteczne złapanie go.
W wieku terminatorskim nastąpiły największe zmiany w jej wyglądzie. Nie jest już małą, nieproporcjonalną kulką. Jej łapy wyglądają na długie i chude, jednak nie jest wyższa niż przeciętna kotka i prawdopodobnie na wysokość już nie urośnie. Nie jest ani zbyt masywna, ani wątła - budowę ciała ma bardzo pospolitą. Sierść na całym ciele jest krótka, ale gęsta i miękka. Tym, co wyróżnia ją spośród innych kotów jest jej umaszczenie - szylkret. Większośc ciała jest ruda w czarne, nieregularne pasy, jednak większość jej klatki piersiowej jest biała. Jej głowa jest ruda, ale na lewej stronie pyszczka ma dużą, czarną plamę, a sam pyszczek jest biały. Mniejsze czarne znaczenia znajdują się na jej czole, a uszy w całości pokryte są tym kolorem. Jej oczy widoczne są z daleka za sprawa intensywnie żółtej barwy. Ma też charakterystycznie długie wibrysy.
Złamana, małomówna, nieufna. Z wieloma traumami i nie do końca sprawnym umysłem.
Całkiem szybko wyłapała trop - pomyślała przez krótką chwilę o tym, że może uda się szybko odbębnić polowanie i wrócić do Obozu. Potem jednak szybko skupiła się na swoim zadaniu. Zbliżała się do zwierzęcia bardzo ostrożnie. Szła nisko na łapach, pilnując pozycji ogona. Stawiała ostrożnie kroki, by nie nadepnąć na nic, co wywołałoby niepotrzebny trzask. Spłyciła oddech by również on był jak najcichszy jak się da. Zmniejszając dość sporą odległość do królika czasami na chwilę zamierała bez ruchu, by zwierzę nie zorientowało się, że czyha na nie zagrożenie. Stopniowo zbliżała się do celu i gdy uznała, że jest już w odpowiednim miejscu - nagle, wybijając się mocno z tylnych łap skoczyła w stronę długouchego, szykując pazury. Planowała przygnieść go ciężarem ciała i przyszpilić pazurami do podłoża, a potem szybko dobić.
I am cold, can you hear
I will fly, with no hope, no fear
And the ground, taunts my wings
Plummet as I sing, plummet as I sing
Kocica trochę ponad średni wzrost, umięśniona, ale sucha i raczej szczupła, trochę "kanciasta". Ma trójkątną głowę z wystającymi kośćmi policzkowymi i garbatym nosem. Jej oczy są skośne i ogniście pomarańczowe, ogon długi i cienki a pazury u przednich łap zawsze wysunięte. Jej futro jest krótkie, gęste i brudne oraz rozczochrane w kolorze popielatym, szaro-niebieskim. Jest cała pokryta drobnymi bliznami, a z tych większych ma jedną przecinającą jej nos, jedną rozrywającą jej lewe ucho, jedną wielką na grzbiecie po walce z borsukiem i dwie duże na szyi po walce z lisem. Kocica wyraźnie siwieje na pysku oraz innych częściach ciała.
Niecierpliwa, brak jej empatii, pewna siebie, łatwo się irytuje, wymaga bezwzględnego posłuchu, prostolinijna, troszczy się o swoją rodzinę i Klan, obowiązkowa, pracowita i lojalna ponad życie, bardzo nastawiona na Klan. Stara się być sprawiedliwa. Bardzo dużo mówi i ogólnie uwielbia gadać, bywa oschła, nie wie co to uczucie strachu. Ma poczucie wyższości nad pozostałymi Klanami, czasem wybucha gniewem i ma skłonności do agresji słownej (fizycznej względem kotów spoza jej Klanu). Jest godnym zaufania towarzyszem i dobrze jest mieć ją po swojej stronie, ale łatwo zmienia swoje zdanie na temat innych kotów. Jest decyzyjna i szybko myśli jeśli chodzi o Klan, bardzo nierozgarnięta w kwestiach emocjonalnych i uczuciowych. Jako przywódczyni wzoruje się na swoim bracie, Świetlikowej Gwieździe.
Niestety, tym razem się Bagiennej Trzcinie nie udało. Gdy była już całkiem blisko królika, ale jeszcze nie na tyle blisko, by na niego skoczyć, ten uniósł głowę w górę, zamarł, po czym rzucił się do ucieczki, w błyskawicznym tempie znikając wojowniczce z oczu i niknąć gdzieś między drzewami już poza terytorium Klanu Cienia. Tak się czasem zdarzało, ale nie można się było poddawać. Nie każda próba polowania okazywała się być skuteczna.
W wieku terminatorskim nastąpiły największe zmiany w jej wyglądzie. Nie jest już małą, nieproporcjonalną kulką. Jej łapy wyglądają na długie i chude, jednak nie jest wyższa niż przeciętna kotka i prawdopodobnie na wysokość już nie urośnie. Nie jest ani zbyt masywna, ani wątła - budowę ciała ma bardzo pospolitą. Sierść na całym ciele jest krótka, ale gęsta i miękka. Tym, co wyróżnia ją spośród innych kotów jest jej umaszczenie - szylkret. Większośc ciała jest ruda w czarne, nieregularne pasy, jednak większość jej klatki piersiowej jest biała. Jej głowa jest ruda, ale na lewej stronie pyszczka ma dużą, czarną plamę, a sam pyszczek jest biały. Mniejsze czarne znaczenia znajdują się na jej czole, a uszy w całości pokryte są tym kolorem. Jej oczy widoczne są z daleka za sprawa intensywnie żółtej barwy. Ma też charakterystycznie długie wibrysy.
Złamana, małomówna, nieufna. Z wieloma traumami i nie do końca sprawnym umysłem.
No jasne. To by było zbyt proste. Szylkretka przewróciła oczami, niezadowolona z takiego obrotu spraw. Zmieniła nieco kierunek i ruszyła dalej w poszukiwaniu zwierzyny. Szła powoli i ostrożnie stawiała łapy. Pilnowała, by wiatr wiał jej w pysk. W skupieniu wytężała wszystkie zmysły by nie przegapić choćby najmniejszego znaku sugerującego, że w pobliżu jest jakaś zwierzyna.
I am cold, can you hear
I will fly, with no hope, no fear
And the ground, taunts my wings
Plummet as I sing, plummet as I sing
Kocica trochę ponad średni wzrost, umięśniona, ale sucha i raczej szczupła, trochę "kanciasta". Ma trójkątną głowę z wystającymi kośćmi policzkowymi i garbatym nosem. Jej oczy są skośne i ogniście pomarańczowe, ogon długi i cienki a pazury u przednich łap zawsze wysunięte. Jej futro jest krótkie, gęste i brudne oraz rozczochrane w kolorze popielatym, szaro-niebieskim. Jest cała pokryta drobnymi bliznami, a z tych większych ma jedną przecinającą jej nos, jedną rozrywającą jej lewe ucho, jedną wielką na grzbiecie po walce z borsukiem i dwie duże na szyi po walce z lisem. Kocica wyraźnie siwieje na pysku oraz innych częściach ciała.
Niecierpliwa, brak jej empatii, pewna siebie, łatwo się irytuje, wymaga bezwzględnego posłuchu, prostolinijna, troszczy się o swoją rodzinę i Klan, obowiązkowa, pracowita i lojalna ponad życie, bardzo nastawiona na Klan. Stara się być sprawiedliwa. Bardzo dużo mówi i ogólnie uwielbia gadać, bywa oschła, nie wie co to uczucie strachu. Ma poczucie wyższości nad pozostałymi Klanami, czasem wybucha gniewem i ma skłonności do agresji słownej (fizycznej względem kotów spoza jej Klanu). Jest godnym zaufania towarzyszem i dobrze jest mieć ją po swojej stronie, ale łatwo zmienia swoje zdanie na temat innych kotów. Jest decyzyjna i szybko myśli jeśli chodzi o Klan, bardzo nierozgarnięta w kwestiach emocjonalnych i uczuciowych. Jako przywódczyni wzoruje się na swoim bracie, Świetlikowej Gwieździe.
Na szczęście Bagiennej Trzcinie udało się w miarę szybko zlokalizować kolejną zwierzynę. Tym razem było to coś mniejszego, albowiem zwykła myszka. Na tyle tłusta jednak, by wojowniczka mogła się o nią połasić. Gryzoń przemykał między kępkami traw jakieś dwie lisie długości od cienistej. Ewidentnie nie zdawała sobie sprawy z obecności kotki w swoim otoczeniu co dawało jej szansę na atak z zaskoczenia.
W wieku terminatorskim nastąpiły największe zmiany w jej wyglądzie. Nie jest już małą, nieproporcjonalną kulką. Jej łapy wyglądają na długie i chude, jednak nie jest wyższa niż przeciętna kotka i prawdopodobnie na wysokość już nie urośnie. Nie jest ani zbyt masywna, ani wątła - budowę ciała ma bardzo pospolitą. Sierść na całym ciele jest krótka, ale gęsta i miękka. Tym, co wyróżnia ją spośród innych kotów jest jej umaszczenie - szylkret. Większośc ciała jest ruda w czarne, nieregularne pasy, jednak większość jej klatki piersiowej jest biała. Jej głowa jest ruda, ale na lewej stronie pyszczka ma dużą, czarną plamę, a sam pyszczek jest biały. Mniejsze czarne znaczenia znajdują się na jej czole, a uszy w całości pokryte są tym kolorem. Jej oczy widoczne są z daleka za sprawa intensywnie żółtej barwy. Ma też charakterystycznie długie wibrysy.
Złamana, małomówna, nieufna. Z wieloma traumami i nie do końca sprawnym umysłem.
Szylkretce szybko udało się namierzyć kolejny trop. Uff, chociaż tyle. Bagienna Trzcina kompletnie nie zwracała uwagi na to, czy trafił jej się spory zając czy też mała myszka. Sztuka to sztuka i chodzi przecież tylko o to, żeby nie wrócić do Obozu z pustymi łapami. Zaczęła więc zbliżać się ostrożnie do gryzonia, idąc na ugiętych łapach, pilnując pozycji ogona i tego, by nie szurać brzuchem po podłożu. Szła cały czas pod wiatr i spłyciła oddech. Patrzyła pod łapy, żeby nie nadepnąć na jakiegoś szeleszczącego liścia czy inną gałązkę. Gdy w ten sposób udało jej się zbliżyć do myszy na odpowiednią odległość, wybiła się z tylnych łap i skoczyła w jej kierunku. Łapy z pazurami były w gotowości - wojowniczka planowała przyszpilić zwierzątko do podłoża i jak najszybciej dobić.
I am cold, can you hear
I will fly, with no hope, no fear
And the ground, taunts my wings
Plummet as I sing, plummet as I sing
Kocica trochę ponad średni wzrost, umięśniona, ale sucha i raczej szczupła, trochę "kanciasta". Ma trójkątną głowę z wystającymi kośćmi policzkowymi i garbatym nosem. Jej oczy są skośne i ogniście pomarańczowe, ogon długi i cienki a pazury u przednich łap zawsze wysunięte. Jej futro jest krótkie, gęste i brudne oraz rozczochrane w kolorze popielatym, szaro-niebieskim. Jest cała pokryta drobnymi bliznami, a z tych większych ma jedną przecinającą jej nos, jedną rozrywającą jej lewe ucho, jedną wielką na grzbiecie po walce z borsukiem i dwie duże na szyi po walce z lisem. Kocica wyraźnie siwieje na pysku oraz innych częściach ciała.
Niecierpliwa, brak jej empatii, pewna siebie, łatwo się irytuje, wymaga bezwzględnego posłuchu, prostolinijna, troszczy się o swoją rodzinę i Klan, obowiązkowa, pracowita i lojalna ponad życie, bardzo nastawiona na Klan. Stara się być sprawiedliwa. Bardzo dużo mówi i ogólnie uwielbia gadać, bywa oschła, nie wie co to uczucie strachu. Ma poczucie wyższości nad pozostałymi Klanami, czasem wybucha gniewem i ma skłonności do agresji słownej (fizycznej względem kotów spoza jej Klanu). Jest godnym zaufania towarzyszem i dobrze jest mieć ją po swojej stronie, ale łatwo zmienia swoje zdanie na temat innych kotów. Jest decyzyjna i szybko myśli jeśli chodzi o Klan, bardzo nierozgarnięta w kwestiach emocjonalnych i uczuciowych. Jako przywódczyni wzoruje się na swoim bracie, Świetlikowej Gwieździe.
Tym razem poszło Bagiennej Trzcinie łatwo. Skutecznie zbliżyła się do myszki i wybiła się z łap by błyskawicznie wylądować na gryzoniu. Rachu ciachu i po sprawie, sekundę później już wojowniczka trzymała mysz zagryzioną w zębach. Mogła ruszać dalej.
W wieku terminatorskim nastąpiły największe zmiany w jej wyglądzie. Nie jest już małą, nieproporcjonalną kulką. Jej łapy wyglądają na długie i chude, jednak nie jest wyższa niż przeciętna kotka i prawdopodobnie na wysokość już nie urośnie. Nie jest ani zbyt masywna, ani wątła - budowę ciała ma bardzo pospolitą. Sierść na całym ciele jest krótka, ale gęsta i miękka. Tym, co wyróżnia ją spośród innych kotów jest jej umaszczenie - szylkret. Większośc ciała jest ruda w czarne, nieregularne pasy, jednak większość jej klatki piersiowej jest biała. Jej głowa jest ruda, ale na lewej stronie pyszczka ma dużą, czarną plamę, a sam pyszczek jest biały. Mniejsze czarne znaczenia znajdują się na jej czole, a uszy w całości pokryte są tym kolorem. Jej oczy widoczne są z daleka za sprawa intensywnie żółtej barwy. Ma też charakterystycznie długie wibrysy.
Złamana, małomówna, nieufna. Z wieloma traumami i nie do końca sprawnym umysłem.
Jedna zdobycz jest - mała bo mała, ale zawsze. Ukryła niewielkie truchło, zakopując je pod jednym z większych kamieni, których było tu pod dostatkiem. Nie chciała wracać do Obozu jedynie z jedną rzeczą, dlatego ruszyła na dalsze łowy. Ostrożnie szła przed siebie, kierując się pod wiatr. Wytężała wszystkie swoje zmysły w poszukiwaniu tropu zwierzyny, jednocześnie stawiając ostrożnie kroki, by niczego przypadkiem nie spłoszyć.
I am cold, can you hear
I will fly, with no hope, no fear
And the ground, taunts my wings
Plummet as I sing, plummet as I sing