Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
– Ach, nie szkodzi. Po prostu… w sumie to rozumiem, jak to może wyglądać z boku, jeżeli chodzi o Borsuka – w sensie że jego… stan i zachowanie mogą budzić pytania, to normalne. Tylko nie wiem, ile powinienem na ten temat mówić, i czy w ogóle – wytłumaczył się pospiesznie w reakcji na przeprosiny kotki. Nie zrobiła w jego oczach nic złego – nie była pierwszym kotem, który pytał go o samopoczucie i przyczynę stanu jego brata. Koty miały prawo pytać i się martwić, nawet jeżeli nie znały srebrzystego wojownika bliżej, ale to on powinien być tym, który decyduje o tym, kto wie ile na ten temat.
– A tak wracając do treningu… jak ci się trenuje z Miętowym Pąkiem? Pytam tak z ciekawości w sumie, zastanawia mnie, jak sprawują się młodsi wojownicy na treningach – zagadał, przenosząc rozmowę z powrotem na lżejsze tematy.
Jagodowa Gałązka dorosła i wreszcie przestała rosnąć. Jest zdecydowanie jedną z najwyższych kotek w klanie, o ile nie w całym lesie! Jest szczupła i sprężysta, a bardzo długie, stosunkowo grube łapy sprawiają, że szybkość jest jej najmocniejszą stroną. Futro wojowniczki jest zawsze zadbane i lśniące, czego brakowało, gdy była młodsza; dodatkowo może pochwalić się jego grubością i gęstością, co przysparza jej wiele kłopotów podczas upalnych dni. W barwie szaty przeważa niebieski, z białymi znaczeniami w okolicach pyszczka, pod brodą, na piersi i przednich łapach. Kotka ma heterochromię - lewe oko ma barwę soczystej zieleni, a prawe pozostało takie, jak w pierwszych księżycach życia - niebieskie.
Jagodowa Gałązka zaczęła radzić sobie z trudnościami. Co prawda nie była już tak energiczna i rozgadana, jak kiedyś, lecz na jej pyszczku znów gościł szczery uśmiech. Sympatyczna i zawsze chętna do pomocy, starała się myśleć pozytywnie i zaczęła doceniać to, co ma. Lubi zawierać nowe znajomości. Bardzo chciała udowodnić swoją wartość, dlatego stała się bardzo pracowita i sumienna. Spoważniała, do tego po porwaniu zrozumiała, jakie niebezpieczeństwa mogą na nią czyhać, dlatego jest dużo bardziej ostrożna i przewidywalna, niż za młodu.
Chłodny Szept [KC]
Pokiwała powoli głową na słowa starszego wojownika i mimowolnie odetchnęła cicho z ulgą. Cieszyła się, że kocur nie ma jej za złe tej dociekliwości, a dla niektórych być może nawet już wścibskości. Taka już się urodziła, co poradzić... Nie zmieniło to jednak faktu, że zakłopotanie, w jakie sama siebie wprowadziła nie było ani trochę przyjemne i Jagodowa Łapa postanowiła, że postara się w przyszłości... Bardziej nad sobą panować.
Na jej pysk wpłynął nieco szerszy uśmiech, gdy Zajęczy Sus zmienił temat na nieco przyjemniejszy. Ciekawiło ją, dlaczego tak się tym zainteresował, lecz zanim zdążyła o to zapytać, otrzymała już odpowiedź. No tak, nic dziwnego, że interesują go takie kwestie! W końcu on żył dużo dłużej od wojowników pokroju Mięty; widział je, gdy byli bezbronnymi, piszczącymi kociakami, młodymi terminatorami, by w końcu być świadkiem wkraczania ich w dorosłe, wojownicze życie. Jagódce wydawało się to takie niesamowite... - Bardzo dobrze! Co prawda Mięta jest dużo spokojniejsza i poważniejsza ode mnie, ale nie przeszkadza nam to w dobrej komunikacji. Trening przebiega sprawnie, nie marnujemy czasu. - powiedziała wesoło. Jeśli tylko nic złego nie stanie Jagódce na drodze, powinna zostać wojownikiem bardzo szybko. Zawsze o tym marzyła i z każdym kolejnym dniem treningu miała wrażenie, że to marzenie jest coraz bardziej realne.
┍━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┑ Iknowit'shardtokeepan.o p e n.heart Whenevenfriendsseemouttoharmyou ♡Butifyoucouldhealabrokenheart♡ Wouldn'ttimebeoutto ????? you ┕━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┙
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Faktycznie, Zajęczy Sus mógł obserwować… jak większość z żyjących w klanie kotów się rodzi, rozwija, ma nauki, rozpoczyna treningi, wkracza w dorosłe życie. Teraz coraz więcej z nich dołączało do grona wojowników już jako kolejne pokolenie, jakie przyszło na świat po nim i jego rodzeństwie. Jak o tym myślał, to czuł się nawet trochę staro, chociaż wiedział, że ma za sobą ledwie połowę swojego życia i mógł jeszcze wiele zrobić dla siebie, swojej rodziny, dla klanu. Miętowy Pąk zaś ciekawiła go z tego względu, że była wojowniczką wytrenowaną przez obecną medyczkę, gdy ta była jedynie terminatorką medyka… i wojowniczką zarazem? Cała ta sprawa była zagmatwana, chociaż podejrzewał, że biała kocica przekazała swojej terminatorce wszystko, czego jej sama nauczyła Zawilcowa Skórka, nawet jeżeli fakt, że wytrenowała jakiegoś wojownika, brzmiał nieco abstrakcyjnie.
– To pewnie niedługo zostaniesz wojowniczką, hm? Może jako pierwsza ze swojego miotu! – odparł lekko, zastanawiając się nad resztą dzieci Zaćmionego Księżyca. Ta para trochę miała… pecha. Z tego co pamiętał, to większość ich pierwszego miotu zaginęła, a teraz jedynie dwójka z drugiego została terminatorami, w tym właśnie Jagodowa Łapa. Może jednak najbliższa ceremonia to zmieni. Pamiętał, że Ćma mówiła mu, że jeden z jej synów ostatnio wyzdrowiał. – Mnie trenował Fiołkowy Świt i ku swojemu zaskoczeniu byłem mianowany jako pierwszy z miotu… a kiedyś byłem przekonany, że nawet nie dam rady zostać wojownikiem – zaśmiał się cicho.
Jagodowa Gałązka dorosła i wreszcie przestała rosnąć. Jest zdecydowanie jedną z najwyższych kotek w klanie, o ile nie w całym lesie! Jest szczupła i sprężysta, a bardzo długie, stosunkowo grube łapy sprawiają, że szybkość jest jej najmocniejszą stroną. Futro wojowniczki jest zawsze zadbane i lśniące, czego brakowało, gdy była młodsza; dodatkowo może pochwalić się jego grubością i gęstością, co przysparza jej wiele kłopotów podczas upalnych dni. W barwie szaty przeważa niebieski, z białymi znaczeniami w okolicach pyszczka, pod brodą, na piersi i przednich łapach. Kotka ma heterochromię - lewe oko ma barwę soczystej zieleni, a prawe pozostało takie, jak w pierwszych księżycach życia - niebieskie.
Jagodowa Gałązka zaczęła radzić sobie z trudnościami. Co prawda nie była już tak energiczna i rozgadana, jak kiedyś, lecz na jej pyszczku znów gościł szczery uśmiech. Sympatyczna i zawsze chętna do pomocy, starała się myśleć pozytywnie i zaczęła doceniać to, co ma. Lubi zawierać nowe znajomości. Bardzo chciała udowodnić swoją wartość, dlatego stała się bardzo pracowita i sumienna. Spoważniała, do tego po porwaniu zrozumiała, jakie niebezpieczeństwa mogą na nią czyhać, dlatego jest dużo bardziej ostrożna i przewidywalna, niż za młodu.
Chłodny Szept [KC]
Zastanawiała się, czy ona również będzie miała okazję oglądać narodziny, dorastanie i wchodzenie w wojownicze życie młodszych od siebie Wichrzaków. Czy da radę dożyć do wieku starszyzny, albo chociażby do wieku Zająca? Mogłaby długo nad tym rozmyślać, ale doszła do wniosku, że to nie ma sensu. Tylko Gwiezdny Klan wiedział, jak potoczy się jej życie. Ona mogła wprowadzać jakieś drobne zmiany poprzez swoje zachowanie, ale wierzyła, że jej życie jest głównie w łapach zmarłych przodków.
Uśmiechnęła się wesoło na słowa wojownika, można by powiedzieć, że nawet oblał ją lekki rumieniec. Oh, to było takie wspaniałe, że jej marzenie z dzieciństwa naprawdę mogło się spełnić! - Chciałabym... - mruknęła tylko. Nie chciała jakoś szczególnie się nastawiać, żeby później aż tak nie czuć goryczy porażki, gdyby takowa jednak się przydarzyła. Po prostu będzie każdego dnia robiła swoje, a jak wyjdzie? Czas pokaże... Słysząc wyznanie Zajęczego Susa, Jagódka zmarszczyła w rozbawieniu brwi. Był jednym z najbardziej szanowanych wojowników w klanie, jak on mógł niegdyś mieć takie mniemanie o sobie? - Skąd ci się wzięły takie głupie myśli? - zawołała, chyba nawet nieco zapominając, z kim rozmawia. Cóż, taka już była natura Jagodowej Łapy.
┍━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┑ Iknowit'shardtokeepan.o p e n.heart Whenevenfriendsseemouttoharmyou ♡Butifyoucouldhealabrokenheart♡ Wouldn'ttimebeoutto ????? you ┕━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┙
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Parsknął śmiechem, usłyszawszy zdziwienie w głosie kotki… i w ogóle tak bezpośrednie pytanie. Nie obrażało go – sam teraz wiedział, że to było głupie! Ale jako młody kot… inaczej interpretował samego siebie i swoje możliwości. Szczególnie jako kociak – potrafił się bać takich głupot, że aż mu było trochę wstyd. Po ceremonii ekscytowała go perspektywa treningu i bycia wojownikiem, jednak cały czas towarzyszył mu niepokój i strach, obawy, że będzie beznadziejnym terminatorem, że nigdy nie zostanie wojownikiem, że stanie się klanowym pośmiewiskiem. Potem, gdy został wojownikiem, obawy te ewoluowały – zastanawiał się, czy da sobie radę nie tylko jako wojownik, ale i mistrz… a potem, cóż, bał się kolejnych rzeczy, jak chociażby grasującego na terenach rysia czy perspektywy pozostania w „tymczasowym” obozie na zawsze. Zawsze towarzyszyły mu różne lęki, zawsze miał też w sobie sporo niepewności, zwłaszcza względem samego siebie, chociaż z biegiem czasu, gdy okazało się, że jest nie tylko całkiem niezłym wojownikiem, ale i trenuje kolejnych wojowników, a nawet udało mu się wspólnie z Sokołem odchować czwórkę kociąt… zaczął bardziej w siebie wierzyć i być bardziej świadomym swoich mocnych stron. Potrafił sobie wyobrazić, że teraz, gdy ktoś słyszał o jego początkowych niepokojach, to pierwsza reakcja mogła być… właśnie taka, jaką zaprezentowała Jagodowa Łapa.
– Widzisz… jako kociak bałem się wielu rzeczy. Miałem w sobie wielką ciekawość, która kazała mi walczyć z tym strachem, ale jednak byłem takim… mysim sercem. – Dokładnie tak, jak nazwał go Sokół, nie będący wówczas nawet terminatorem. – No i po prostu byłem bardzo mało pewny siebie, nieśmiały, nawet trochę nieufny, i bardzo wrażliwy. Trochę to wszystko we mnie zostało do dzisiaj, ale jednak wtedy bardzo przejmowałem się tym, że wszystkich zawiodę, że ojciec – który zmarł parę księżyców przed moją ceremonią na terminatora – nie byłby ze mnie dumny, że nigdy nie zostanę wojownikiem, że będą się ze mnie śmiać… i tak dalej. No, teraz to faktycznie trochę niewiarygodnie brzmi – dodał, uśmiechając się lekko. Mały Zajączek nigdy by nie przewidział, że skończy w tym miejscu, w którym znajdował się teraz. Choć zostanie wojownikiem było wówczas jego największym marzeniem, przez długi czas nie wierzył, że będzie w stanie je osiągnąć.
Jagodowa Gałązka dorosła i wreszcie przestała rosnąć. Jest zdecydowanie jedną z najwyższych kotek w klanie, o ile nie w całym lesie! Jest szczupła i sprężysta, a bardzo długie, stosunkowo grube łapy sprawiają, że szybkość jest jej najmocniejszą stroną. Futro wojowniczki jest zawsze zadbane i lśniące, czego brakowało, gdy była młodsza; dodatkowo może pochwalić się jego grubością i gęstością, co przysparza jej wiele kłopotów podczas upalnych dni. W barwie szaty przeważa niebieski, z białymi znaczeniami w okolicach pyszczka, pod brodą, na piersi i przednich łapach. Kotka ma heterochromię - lewe oko ma barwę soczystej zieleni, a prawe pozostało takie, jak w pierwszych księżycach życia - niebieskie.
Jagodowa Gałązka zaczęła radzić sobie z trudnościami. Co prawda nie była już tak energiczna i rozgadana, jak kiedyś, lecz na jej pyszczku znów gościł szczery uśmiech. Sympatyczna i zawsze chętna do pomocy, starała się myśleć pozytywnie i zaczęła doceniać to, co ma. Lubi zawierać nowe znajomości. Bardzo chciała udowodnić swoją wartość, dlatego stała się bardzo pracowita i sumienna. Spoważniała, do tego po porwaniu zrozumiała, jakie niebezpieczeństwa mogą na nią czyhać, dlatego jest dużo bardziej ostrożna i przewidywalna, niż za młodu.
Chłodny Szept [KC]
Jagódka słuchała słów starszego wojownika kiwając co jakiś czas głową. Rozumiała, że o prostu miał taki charakter, ale i tak ciężko było jej uwierzyć, że taki wojownik, jak on, był niegdyś tak niepewny siebie! W oczach młodej córki Ćmy był on przykładem do naśladowania i mimo wszystko nie pomyślałaby, że mógł mieć w młodości takie problemy. Gdy skończył mówić, uśmiechnęła się do niego lekko. To już chyba weszło jej w nawyk. - No, teraz to bardziej lwie serce! - zaśmiała się. To nie miała być, broń Gwiezdny Klanie, żadna złośliwość, ona naprawdę tak myślała! - Najważniejsze, że wszystko się ułożyło. - dodała po chwili. Taka była prawda, albo przynajmniej z takiego założenia wychodziła terminatorka - grunt, żeby wszystko ostatecznie wyszło na prostą. Poza tym, nie warto było rozdrapywać starych ran (szkoda, że nie pomyślała o tym, zanim zaczęła drążyć temat).
Niebiesko-biała przejechała językiem po piersi, po czym zerknęła na niebo. Chmury znów przysłoniły to parszywe słońce, ale odnosiła wrażenie, że nie na długo. Spojrzała z błyskiem w oku na Zająca i powiedziała: - Chyba czas wracać... Bo wiesz, przyszłam tu dlatego, żeby schronić się przed tym słońcem, trzeba korzystać, gdy znów się chowa! - przy jej futrze takie upały były koszmarne, ale powoli się do tego przyzwyczajała. Mimo to starała się unikać słońca, a już szczególnie w porze szczytowania. Ruszyła więc powoli w stronę obozu u boku niewielkiego kocura, rozmawiając z nim dalej o wszystkim i o niczym.
/zt, dziękuję!
┍━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┑ Iknowit'shardtokeepan.o p e n.heart Whenevenfriendsseemouttoharmyou ♡Butifyoucouldhealabrokenheart♡ Wouldn'ttimebeoutto ????? you ┕━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┙
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
– E tam, lwie serce! Wciąż się boję, tylko trochę mniej – parsknął śmiechem. Nigdy nie wyplenił z siebie do końca strachu, wciąż był wrażliwy – po prostu z czasem poznał też swoje mocne strony, nauczył się radzić sobie z lękiem, a dużo też pomagał mu Sokoli Cień, który zawsze towarzyszył mu w ciężkich chwilach. Kiwnął lekko głową na kolejne słowa Jagodowej Łapy, po czym wrócił do obozu w towarzystwie młodej kocicy do obozu, a następnie się zdrzemnął.
Mięta przycupnęła niedaleko gałęzi Kolczastych Krzewów. Wcześniej za bardzo zbliżyła się, więc jakaś wystająca gałązka wczepiła jej się w futro i poplątała miękką sierść, zostawiając w niej ostre kolce. Kotka właściwie wyszła z obozu w poszukiwaniu chwili spokoju od harmidru, który tam panował, przy okazji postanawiając wyjść na polowanie. Poprzednia noc była okropna, okraszona porządną ulewą i nieustającymi błyskami w akompaniamencie dudniących w niskich tonach grzmotów, więc kotka budziła się co chwilę, mimo tego że spała wtulona w Skrzeczącą Mewę. W końcu jednak deszcz dał za wygraną, jednak zostawił po sobie ochłodzoną ziemię, wiele kałuż i szare chmury, które pokrywały zdecydowaną większość nieba. Dzisiejszy dzień był więc chłodny i wilgotny, a jednak wojowniczka uważała, że to dobrze. Koty nie będą musiały czekać aż do wieczora, by złapać zdobycze na stos, bowiem takie warunki na pewno o wiele wcześniej skuszą zwierzynę do wędrówek.
Teraz jednak zajmowała się ostrymi igiełkami, które były wplątane w jej sierść i sprawiały jej dyskomfort już teraz, kiedy leżała. Co by to było, gdyby postanowiła tak iść na polowanie? Na pewno nic by nie złapała, a może i wręcz sama się nimi poraniła? Nie, musiała działać już teraz. Iskała się więc ostrożnie, czasem odsuwając gwałtownie pyszczek, kiedy źle chwyciła i kolec ukuł ją w pyszczek. Było jej ciężko samej to zrobić, jednak wierzyła, że spokojnie i metodycznie w końcu się uwolni. A być może w najbliższym czasie ktoś wyjdzie z obozu i skieruje się akurat drogą przy Kolczastych Krzewach, a później przystanie, by jej pomóc?
Jagodowa Gałązka dorosła i wreszcie przestała rosnąć. Jest zdecydowanie jedną z najwyższych kotek w klanie, o ile nie w całym lesie! Jest szczupła i sprężysta, a bardzo długie, stosunkowo grube łapy sprawiają, że szybkość jest jej najmocniejszą stroną. Futro wojowniczki jest zawsze zadbane i lśniące, czego brakowało, gdy była młodsza; dodatkowo może pochwalić się jego grubością i gęstością, co przysparza jej wiele kłopotów podczas upalnych dni. W barwie szaty przeważa niebieski, z białymi znaczeniami w okolicach pyszczka, pod brodą, na piersi i przednich łapach. Kotka ma heterochromię - lewe oko ma barwę soczystej zieleni, a prawe pozostało takie, jak w pierwszych księżycach życia - niebieskie.
Jagodowa Gałązka zaczęła radzić sobie z trudnościami. Co prawda nie była już tak energiczna i rozgadana, jak kiedyś, lecz na jej pyszczku znów gościł szczery uśmiech. Sympatyczna i zawsze chętna do pomocy, starała się myśleć pozytywnie i zaczęła doceniać to, co ma. Lubi zawierać nowe znajomości. Bardzo chciała udowodnić swoją wartość, dlatego stała się bardzo pracowita i sumienna. Spoważniała, do tego po porwaniu zrozumiała, jakie niebezpieczeństwa mogą na nią czyhać, dlatego jest dużo bardziej ostrożna i przewidywalna, niż za młodu.
Chłodny Szept [KC]
A Jagodowa Łapa wyszła niedawno z obozu u boku swoich rodziców, aby wybrać się na patrol. Ostatnio starała się spędzać z nimi więcej czasu, gdyż nie miała najlepszego kontaktu z rodziną, a przecież ona była najważniejsza! Nawet Lodowa Skóra. Jest jaki jest, ale w końcu to ojciec Jagódki... Poza tym, widziała, że naprawdę się stara, a ona to ceniła. Szła więc pomiędzy białym kocurem, a czarną kocicą - była do nich taka niepodobna! Nawet oczy musiały spłatać jej figla i nie wiedzieć czemu, zrobić się dwukolorowe. Nie żeby jej to przeszkadzało, gdyż kochała się wyróżniać, ale jednak mało kto pomyślałby, że jest owocem miłości właśnie tej dwójki. Cóż... Zdarza się.
W pewnym momencie, gdy przechodzili nieopodal Kolczastych Krzewów, dość silny wiatr przywiódł do nozdrzy kotki dobrze znany jej zapach Miętowego Pąku. Rozejrzała się, strzelając błyszczącymi ślepiami na boki i po chwili dostrzegła szylkretkowe futerko swojej mistrzyni. Może podejdzie do niej i chwile sobie z nią porozmawia? Właściwie to czemu nie? Jej rodzice zapewne też nie wzgardzą chwilą samotności. Zakomunikowała więc im, że za chwilę wróci, po czym pobiegła w podskokach ku córce Jodłowej Igły i uśmiechnęła się do niej pogodnie. Ból po stracie Jesion dalej jej towarzyszył, ale Jagódka nie chciała tego nikomu okazywać. Po co? Lepiej było mieć przy sobie optymistycznego kota, a nie smutną kulkę. - Witaj Mię... - zaczęła, po czym zobaczyła gałązkę, z którą jej mistrzyni dość nieudolnie próbowała sobie poradzić. - O rany, coś ty tu porobiła! - tak, Jagódka mimo, że robiła się coraz starsza, dalej nie miała wyczucia i odzywała się tak samo do starszych wojowników, czy przyjaciół z kociarni. Po chwili zabrała się za wyplątywanie przeklętej gałązki z długiego futerka Mięty.
┍━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┑ Iknowit'shardtokeepan.o p e n.heart Whenevenfriendsseemouttoharmyou ♡Butifyoucouldhealabrokenheart♡ Wouldn'ttimebeoutto ????? you ┕━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┙
Mięcie wcale nie przeszkadzała bezpośredniość, z jaką Jagodowa Łapa się do niej zwracała. Szczerze mówiąc, nawet jeśli, to szylkretka pewnie długo by się zastanawiała, czy zwracać kotce uwagę na to, szczególnie, że niebieska nadal okazywała innym członkom klanu szacunek, a przynajmniej wojowniczka nie słyszała, by ktokolwiek na nią narzekał. Teraz więc spojrzała z wdzięcznością na swoją terminatorkę, kiedy ta bez wahania zabrała się do pomocy w wyciąganiu z jej futerka kującej niespodzianki.
- Tylko uważaj, żebyś się nie skaleczyła. - zamruczała tylko, bo sama już zdążyła poczuć igiełki, które przedarły się przez sierść na jej pyszczku i nieco go poraniły, to jednak nie było nic poważnego. O wiele ważniejsze w tym momencie było pozbycie się okropnej gałązki, którą po chwili udało się wyplątać z sierści starszej kotki.
- Oh, dziękuję za pomoc. - Mięta wstała i otrzepała się, po czym usiadła i parę razy liznęła bok, przy którym była gałązka, a obecnie sierść miała zmierzwioną. Jednak parę posunięć języka i już to jakoś wyglądało.
Jagodowa Gałązka dorosła i wreszcie przestała rosnąć. Jest zdecydowanie jedną z najwyższych kotek w klanie, o ile nie w całym lesie! Jest szczupła i sprężysta, a bardzo długie, stosunkowo grube łapy sprawiają, że szybkość jest jej najmocniejszą stroną. Futro wojowniczki jest zawsze zadbane i lśniące, czego brakowało, gdy była młodsza; dodatkowo może pochwalić się jego grubością i gęstością, co przysparza jej wiele kłopotów podczas upalnych dni. W barwie szaty przeważa niebieski, z białymi znaczeniami w okolicach pyszczka, pod brodą, na piersi i przednich łapach. Kotka ma heterochromię - lewe oko ma barwę soczystej zieleni, a prawe pozostało takie, jak w pierwszych księżycach życia - niebieskie.
Jagodowa Gałązka zaczęła radzić sobie z trudnościami. Co prawda nie była już tak energiczna i rozgadana, jak kiedyś, lecz na jej pyszczku znów gościł szczery uśmiech. Sympatyczna i zawsze chętna do pomocy, starała się myśleć pozytywnie i zaczęła doceniać to, co ma. Lubi zawierać nowe znajomości. Bardzo chciała udowodnić swoją wartość, dlatego stała się bardzo pracowita i sumienna. Spoważniała, do tego po porwaniu zrozumiała, jakie niebezpieczeństwa mogą na nią czyhać, dlatego jest dużo bardziej ostrożna i przewidywalna, niż za młodu.
Chłodny Szept [KC]
- Spokojnie, spokojnie, ja nie dam rady? - zaśmiała się do swojej mistrzyni, po czym znów skupiła się na wyplątywaniu kolczastej gałązki z sierści szylkretki. Gwiezdny Klanie, cóż ona wyprawiała na tych terenach? Musiała chyba wejść prosto w te krzaki, żeby to aż tak się poplątało. W pewnym momencie, na przekór temu, co przed chwilą powiedziała, w poduszeczkę Jagódki wbiła się jedna z tych przeklętych igiełek, ale kotka nie wydała z siebie nawet najmniejszego dźwięku. Zarzekła się, że się nie pokaleczy, to teraz nie będzie robić z siebie pokraki! Na szczęście po kilku uderzeniach serca Mięta została uwolniona od przebiegłego badyla, którego niebieska wypluła z niesmakiem. - Nie ma sprawy! - odparła z uśmiechem, a gdy wojowniczka zaczęła poprawiać swoje futro, Jagódka polizała lekko zranioną łapkę. Na szczęście krew się nie polała, wszystko było pod kontrolą, to tylko małe zacięcie! Gdy zaś Mięta znów skupiła swoją uwagę na terminatorce, ta oczywiście od razu się odezwała: - Nie przeszkadzam ci może? Bo wiesz, szłam na patrol z rodzicami, ale zobaczyłam ciebie i pomyślałam, że podejdę, żeby chwilę porozmawiać, ale nie chcę przeszkadzać, jeśli jesteś zajęta. - wylała z siebie potok słów, po czym wyszczerzyła kiełki w uśmiechu. Nie sądziła, by była niemile widziana przez Miętę, ale kto wie? Może akurat była w trakcie polowania, a Jagódka swoim paplaniem przepłoszyła jej właśnie całą zwierzynę? Albo czekała na kogoś, a córka Ćmy powinna się już wynosić? Nieważne co, terminatorka miała nadzieję, że mentorka powie jej to wprost, a nie że ona będzie musiała się bawić w zgadywanki. Nie lubiła czegoś takiego, wolała jasne przekazy.
┍━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┑ Iknowit'shardtokeepan.o p e n.heart Whenevenfriendsseemouttoharmyou ♡Butifyoucouldhealabrokenheart♡ Wouldn'ttimebeoutto ????? you ┕━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┙
Uśmiechnęła się z wdzięcznością do Jagódki. Ta kotka czasem ją zadziwiała, nie dość, że jej pomogła, to zaraz zadała pytanie, czy jej nie przeszkadza. Zaśmiała się cicho.
- Nie przeszkadzasz mi. - zamruczała, lekko przechylając łeb. - To raczej ja ci przeszkodziłam w patrolu z rodziną. - dodała, obserwując reakcję niebieskiej, po czym poruszyła wąsami. Jeśli Jagodowa Łapa pogna na patrol, Mięta ruszy spokojnie na zaplanowane polowanie, z drugiej jednak strony szylkretka nie musiała się tak spieszyć. A była pewna sprawa, jaką chciała z niebieską poruszyć. Kiedyś obiecała jej coś na treningu, twierdząc, że w tamtym czasie była zbyt młoda na taką wiedzę. A cóż, teraz już miała właściwie trzynaście księżyców, i właściwie otrzymanie wojowniczego imienia było tylko kwestią tego, kiedy Malinowa Gwiazda uzna za stosowne zwołać ceremonię. I mimo niepokoju, jaki towarzyszył kotce, czy to na pewno dobry czas na taką wiedzę, to tak naprawdę nie mogła znaleźć dla siebie żadnych przekonywujących argumentów, by tego nie zrobić. A taka wiedza mogłaby, cóż, uchronić młodszą kotkę przed zaskoczeniem w postaci kociąt.
- Jeśli chcesz to leć na patrol. - mruknęła spokojnie. - A jeśli znajdziesz chwilę, to chcę z tobą zamienić parę słów, teraz albo później. - uśmiechnęła się pogodnie, jak to zwykle ona.
Jagodowa Gałązka dorosła i wreszcie przestała rosnąć. Jest zdecydowanie jedną z najwyższych kotek w klanie, o ile nie w całym lesie! Jest szczupła i sprężysta, a bardzo długie, stosunkowo grube łapy sprawiają, że szybkość jest jej najmocniejszą stroną. Futro wojowniczki jest zawsze zadbane i lśniące, czego brakowało, gdy była młodsza; dodatkowo może pochwalić się jego grubością i gęstością, co przysparza jej wiele kłopotów podczas upalnych dni. W barwie szaty przeważa niebieski, z białymi znaczeniami w okolicach pyszczka, pod brodą, na piersi i przednich łapach. Kotka ma heterochromię - lewe oko ma barwę soczystej zieleni, a prawe pozostało takie, jak w pierwszych księżycach życia - niebieskie.
Jagodowa Gałązka zaczęła radzić sobie z trudnościami. Co prawda nie była już tak energiczna i rozgadana, jak kiedyś, lecz na jej pyszczku znów gościł szczery uśmiech. Sympatyczna i zawsze chętna do pomocy, starała się myśleć pozytywnie i zaczęła doceniać to, co ma. Lubi zawierać nowe znajomości. Bardzo chciała udowodnić swoją wartość, dlatego stała się bardzo pracowita i sumienna. Spoważniała, do tego po porwaniu zrozumiała, jakie niebezpieczeństwa mogą na nią czyhać, dlatego jest dużo bardziej ostrożna i przewidywalna, niż za młodu.
Chłodny Szept [KC]
Uśmiech kotki poszerzył się, gdy wojowniczka przekonała ją, że wcale w niczym nie przeszkodziła. Uff! Jagódka uwielbiała towarzystwo innych kotów, to fakt, ale nie w sytuacji, w której nie była mile widziana. Bo faktem było, że jednak nie każdy lubi przebywać z kotami tak energicznymi i gadatliwymi, jak córka Zaćmienia, ale Mięta to chyba się już przyzwyczaiła. Przecież Jagódka zaczepiła ją już gdy miała... Dwa księżyce? Coś koło tego! - Wcale niee! Przyda im się trochę samotności; lubią się kłócić, a przecież nie będą mogli zachowywać się jak dzikusy na granicach. - zaśmiała się. I tak relacje Zaćmionego Księżyca i Lodowej Skóry były lepsze, niż kiedyś! Poza tym, ojciec ponoć mocno zaniedbywał swój pierwszy miot, a przy tym... No, przynajmniej się starał, co być może wpłynęło jakoś na polepszenie ich stosunków? Kto wie, dla terminatorki to wszystko było za trudne do ogarnięcia. Są dorośli, niech sami sobie radzą, ewentualnie z minimalną pomocą Jagódki, o. - Nie, nie, posiedzę tu chwilę z tobą! - powiedziała wesoło. Skoro nie przeszkadzała swojej mistrzyni, to dlaczego miałaby się ulatniać? Bardzo lubiła spędzać z szylkretką czas mimo, że kompletnie się od siebie różniły. Mięta była bardzo spokojna i mogłoby się wydawać, że Jagódka będzie wolała towarzystwo świergotek pokroju Żmijki, a jednak! Chociaż po stracie Jesion, pstrokata pewnie wcale nie była już taką świergotką. Eh. Niebieska nie potrafiła tak szybko zapomnieć o tym przeżyciu. - Jasne, mów śmiało, o co chodzi? - zapytała, nie pokazując po sobie, że dopadły ją nieprzyjemne myśli. I tak już obciążyła Węgielka swoimi humorkami, nie miała zamiaru psuć nastroju kolejnemu kotu.
┍━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┑ Iknowit'shardtokeepan.o p e n.heart Whenevenfriendsseemouttoharmyou ♡Butifyoucouldhealabrokenheart♡ Wouldn'ttimebeoutto ????? you ┕━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┙
Zdecydowanie Mięta przyzwyczaiła się już do energiczności i gadatliwości Jagódki. Po części dlatego, że przyjaźniła się już wcześniej z jeszcze bardziej rozgadaną kotką, Sikorką, a po części również przez wzgląd na to, że szylkretka znała Jagódkę właściwie od kociarni. Od małego już poznawała, jak niebieska koteczka się rozwijała, jak zmieniał się jej charakter. Można powiedzieć, że bardzo ją polubiła i miała nadzieję, że w przyszłości Jagódka nie ograniczy z nią jakoś bardzo kontaktów! Cóż, jeśli nie będzie przeszkadzała jej różnica w księżycach, to może nawet kiedyś staną się bliskimi przyjaciółkami?
Zanim odpowiedziała, przymknęła na moment oczy i wciągnęła powietrze dla uspokojenia, choć jeszcze w miarę spokojna i pewna była. Zamierzała jednak poruszyć pewien temat, który był dość dla niej nieprzyjemny, można wręcz powiedzieć, że był niejako tabu, mimo blisko trzydziestu księżyców na karku. Jagodową Łapę można było jednak uznać już za dorosłą, a zdecydowanie powinna o takich rzeczach wiedzieć. Szylkretce tylko pozostawało mieć nadzieję, że już uzyskała tą wiedzę u kogoś innego.
- Wiesz, kiedyś na treningu obiecałam ci coś opowiedzieć, jak będziesz starsza... Mianowicie skąd się biorą kocięta. - zaczęła dość ostrożnie i niezbyt głośno, przekrzywiając jedno ucho i nasłuchując, czy ktoś nie idzie w ich stronę. Niby to była rzecz naturalna, jednak kotka nie czułaby się komfortowo, rozmawiając o takich rzeczach, kiedy ktoś jeszcze by to słyszał. Te słowa miały być przeznaczone w tej chwili tylko do uszu Jagódki. - Myślę, że teraz już jesteś wystarczająco dorosła, by się o tym dowiedzieć. - zamilkła na moment i wlepiła złote oczka w pyszczek terminatorki. - Chyba że już ktoś inny mnie ubiegł i ci o tym opowiedział? - zadała pytanie, w którym mogła pobrzmiewać nutka nadziei w to, że to nie na jej barki spadnie obowiązek dobrego wyedukowania młodej kotki.
Jagodowa Gałązka dorosła i wreszcie przestała rosnąć. Jest zdecydowanie jedną z najwyższych kotek w klanie, o ile nie w całym lesie! Jest szczupła i sprężysta, a bardzo długie, stosunkowo grube łapy sprawiają, że szybkość jest jej najmocniejszą stroną. Futro wojowniczki jest zawsze zadbane i lśniące, czego brakowało, gdy była młodsza; dodatkowo może pochwalić się jego grubością i gęstością, co przysparza jej wiele kłopotów podczas upalnych dni. W barwie szaty przeważa niebieski, z białymi znaczeniami w okolicach pyszczka, pod brodą, na piersi i przednich łapach. Kotka ma heterochromię - lewe oko ma barwę soczystej zieleni, a prawe pozostało takie, jak w pierwszych księżycach życia - niebieskie.
Jagodowa Gałązka zaczęła radzić sobie z trudnościami. Co prawda nie była już tak energiczna i rozgadana, jak kiedyś, lecz na jej pyszczku znów gościł szczery uśmiech. Sympatyczna i zawsze chętna do pomocy, starała się myśleć pozytywnie i zaczęła doceniać to, co ma. Lubi zawierać nowe znajomości. Bardzo chciała udowodnić swoją wartość, dlatego stała się bardzo pracowita i sumienna. Spoważniała, do tego po porwaniu zrozumiała, jakie niebezpieczeństwa mogą na nią czyhać, dlatego jest dużo bardziej ostrożna i przewidywalna, niż za młodu.
Chłodny Szept [KC]
A dlaczego kotki nie miałyby w przyszłości stać się bliskimi przyjaciółkami? Mięta była jednym z pierwszych kotów, które mała Jagódka poznała. Oprowadziła ją po obozie, zaspokajając tym samym tą wrodzoną chyba ciekawość kotki, opowiadała jej interesujące historie i nie miała problemów z rozgadaną, zadającą masę pytań kotką. Nie zachowywała się również tak, jakby z racji wieku była od niej lepsza, dzięki czemu Jagódka praktycznie nie zauważała różnicy w księżycach między nimi. Dodatkowo przez codzienne treningi kotki niewątpliwie się do siebie zbliżyły - przecież nie przerabiały tylko tego, co konieczne, ale i rozmawiały między sobą na jakieś luźniejsze tematy. Dla Jagodowej Łapy szylkretka już od początku stała się przyjaciółką i przez to, że bardzo szybko przywiązywała się do innych kotów, Mięta już zajmowała bardzo ważne miejsce w jej sercu. I liczyła, że ona nie traktuje jej tylko jako swoją terminatorkę.
Po pytaniu zadanym przez niebieską, jej mistrzyni ewidentnie się spięła, może nawet i zestresowała. O co chodziło? Czy ktoś umarł, a do niej jeszcze nie dotarły takie informacje? A może Mięta wpakowała się w jakieś kłopoty i chciała, by Jagódka jej jakoś pomogła? Chociaż... Nie, to jej nie pasowało do charakteru wojowniczki. Prędzej to ona wpakuje się w jakieś bagno i będzie szukała pomocy u starszej przyjaciółki. A więc o co chodziło? Córka Zaćmienia posłała jej pytające spojrzenie, zachęcając do tego, by w końcu wydusiła z siebie to, co chce powiedzieć. I w sumie... Nie tego się spodziewała. Naprawdę rozmowy o tworzeniu kociąt były takie niewygodne dla dorosłej kotki? - No tak, pamiętam! - powiedziała skinąwszy głową. Wcale nie wyczuła, że Mięta mówiła cicho i zapewne chciałaby, żeby jej terminatorka również to uczyniła. Jagódka bywała delikatna i dyskretna jak słoń w składzie porcelany i mówiła pełną gębą, w ogóle niczym nieskrępowana. Cóż... Może kiedyś się nauczy, ale póki co na nic podobnego się nie zapowiadało. Na kolejne słowa Mięty z jej pyszczka wyrwało się nieco sarkastyczne "wow", na co tylko uśmiechnęła się do niej przepraszająco. Nie chciała być, broń Gwiezdny Klanie wobec nikogo złośliwa, ale jej mistrzyni wtedy nie chciała odpowiedzieć na pytanie, zostawiając zaintrygowaną Jagódkę z tym samą, mimo, że zapewniała ją, że jest gotowa na taką wiedzę. - Nie. - odparła, kręcąc lekko głową. Prawdę mówiąc kotka zupełnie zapomniała o tym, żeby kogokolwiek o to zapytać i jednocześnie udowodnić Mięcie, że nie było dla niej w tym nic strasznego, ale szylkretka wcale nie musiała o tym wiedzieć. - Zamieniam się w słuch! - dodała z zawadiackim uśmiechem na pyszczku i wbiła spojrzenie w niższą od niej wojowniczkę. Proszę, nareszcie pozna ten straszny sekret!
┍━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┑ Iknowit'shardtokeepan.o p e n.heart Whenevenfriendsseemouttoharmyou ♡Butifyoucouldhealabrokenheart♡ Wouldn'ttimebeoutto ????? you ┕━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┙