Mięta również bardzo polubiła Jagódkę, jednak podchodziła do tej relacji dość ostrożnie. Wierzyła, iż czas pokaże, czy naprawdę kotki są sobie bliskie, czy tylko działo się tak przez okres treningowy. Szylkretka wiedziała, że wejście w dorosłe życie jest dużą zmianą w życiu kota, bo sama też to przeżyła. Uważała Lśniącą Sadzawkę za wartą uwagi kotkę, której rady ceniła chyba bardziej niż te Jodłowej Igły, nawet miała medyczkę za przyjaciółkę, mimo że nie wiedziała, jak się sprawy mają w drugą stronę, jednak odkąd została wojowniczką, sprawy ją tak pochłonęły, że nie odwiedzała lecznicy tak często, jak by chciała. To jednak była naturalna, według niej, kolej rzeczy. Poza tym obowiązki były ważniejsze od przyjemności.
Pochyliła nieco uszy, słysząc entuzjastyczny, trochę za głośny ton kotki. Nie zwróciła jej jednak uwagi, nie powiedziała nic, zaprzątając swoje myśli bardziej odpowiednim doborem słów i tym, jak całą sprawę przekazać, by Jagódka ją zrozumiała. Sama traktowała temat niezwykle poważnie, w końcu chodziło o obcowanie z kocurem i tworzenie kociąt, co było chyba jeszcze większą zmianą niż otrzymanie miana wojownika. W końcu to było powoływanie nowych istnień na świat! Wciągnęła w płuca powietrza, chwilę przetrzymała je w polikach, po czym odetchnęła głęboką, jedną nagłą, rozpaczliwą myślą chcąc znaleźć się daleko stąd.
- A więc... - uciekły jej słowa, które chciała wypowiedzieć, a końcówka jej ogona drgnęła nerwowo, jednak szybko odnalazła potrzebne wyrazy. - Zapewne wiesz, czym różni się kocur od kotki... Też tym, co ma między tylnymi łapami. I w sumie o to w tym wszystkim chodzi. - zrobiła chwilową pauzę, przełykając dość głośno ślinę, jednak szybko kontynuowała temat, żeby się nie rozmyślić. Jagodowa Łapa musiała się dziś o tym dowiedzieć. - Jak to wytłumaczyła mi kiedyś Lśniąca Sadzawka, kocur wchodzi w kotkę. Łączy to, co ma pod ogonem z tym, co ma pod swoim kotka. - głos Mięty w miarę mówienia nieco spadł z głośności, a w końcu było po wszystkim, a szylkretka mogła mentalnie odetchnąć. Wyrzuciła z siebie, co musiała, i mogła o temacie zapomnieć.
Jagodowa Gałązka dorosła i wreszcie przestała rosnąć. Jest zdecydowanie jedną z najwyższych kotek w klanie, o ile nie w całym lesie! Jest szczupła i sprężysta, a bardzo długie, stosunkowo grube łapy sprawiają, że szybkość jest jej najmocniejszą stroną. Futro wojowniczki jest zawsze zadbane i lśniące, czego brakowało, gdy była młodsza; dodatkowo może pochwalić się jego grubością i gęstością, co przysparza jej wiele kłopotów podczas upalnych dni. W barwie szaty przeważa niebieski, z białymi znaczeniami w okolicach pyszczka, pod brodą, na piersi i przednich łapach. Kotka ma heterochromię - lewe oko ma barwę soczystej zieleni, a prawe pozostało takie, jak w pierwszych księżycach życia - niebieskie.
Jagodowa Gałązka zaczęła radzić sobie z trudnościami. Co prawda nie była już tak energiczna i rozgadana, jak kiedyś, lecz na jej pyszczku znów gościł szczery uśmiech. Sympatyczna i zawsze chętna do pomocy, starała się myśleć pozytywnie i zaczęła doceniać to, co ma. Lubi zawierać nowe znajomości. Bardzo chciała udowodnić swoją wartość, dlatego stała się bardzo pracowita i sumienna. Spoważniała, do tego po porwaniu zrozumiała, jakie niebezpieczeństwa mogą na nią czyhać, dlatego jest dużo bardziej ostrożna i przewidywalna, niż za młodu.
Chłodny Szept [KC]
Dla Jagódki zaś to na pewno nie było tak, że Mięta była jej bliska tylko podczas okresu, w którym odbywały trening. W końcu znały się jeszcze długo przed jej ceremonią na terminatora i już wtedy kotka bardzo polubiła starszą koleżankę. Poza tym, to, że jej przyjaciółka stała się również jej mistrzynią było czystym przypadkiem! No, chyba, że ktoś zauważył, że obie dobrze się dogadują i podsunął taki koncept Malinowej Gwieździe. Albo przywódczyni klanu miała niesamowitą intuicję. W końcu była kocicą! W każdym bądź razie, nawet jeśli Miętowy Pąk nie byłaby mentorką córki Zaćmienia, ta była pewna, że i tak byłyby przyjaciółkami. I dalej nimi pozostaną, nawet jeśli Jagodowa Łapa będzie miała mniej czasu. Dla przyjaciół zawsze znajdzie chociaż chwilę.
Zmarszczyła lekko brwi, gdy uszy szylkretki cofnęły się do tyłu po jej słowach. Czy ona zrobiła coś nie tak? O co tej Mięcie chodziło? Rany, to tylko zwykła, teoretyczna wiedza na temat tworzenia kociąt, którą Jagódka powinna posiąść już jakiś czas temu, a to, że była niedoinformowana było winą Mięty, tak! To ona miała jakieś dziwne, nieuzasadnione opory przed przekazywaniem innym tej wiedzy. Zachowywała się tak, jakby przez to miał się skończyć świat. A Jagódka nawet nie tyle, co bardzo chciała, a po prostu powinna wiedzieć, co to za straszna tajemnica, żeby później przypadkiem po obozie nie latały mini Jagódki. Tyle. Gdy jej mistrzyni wreszcie zebrała się w sobie, jej młodsza koleżanka przyjrzała się z jej uwagą i czekała. Mozolnie, ewidentnie w męczarniach, Mięta wreszcie dobrnęła do końca, a terminatorka znów zmarszczyła brwi. Serio? - Już? To wszystko? - zapytała zdezorientowana. Po tym, jak wojowniczka przymierzała się do tego wszystkiego, ile zwlekała i jak cicho to mówiła, Jagódka naprawdę zaczynała sądzić, że tworzenie kociąt to coś wielkiego i strasznego. A to, co powiedziała Mięta, było dla niej... Normalne? Wiedza jak wiedza, może nie spodziewała się czegoś takiego, ale w końcu po coś ta różnica między łapami była, tak. Nic strasznego, to raczej naturalne. - Co w tym takiego strasznego? Naturalna rzecz, nie rozumiem, dlaczego tyle z tym zwlekałaś! - powiedziała po chwili, powstrzymując się od śmiechu. Jej mistrzyni w tej kwestii ewidentnie robiła z igły widły.
┍━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┑ Iknowit'shardtokeepan.o p e n.heart Whenevenfriendsseemouttoharmyou ♡Butifyoucouldhealabrokenheart♡ Wouldn'ttimebeoutto ????? you ┕━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┙
Spojrzała zdumiona na kotkę. To wszystko? Jagódka chyba nie wiedziała, nie rozumiała, z czym to się wiąże. A skoro miała taki dość lekceważący stosunek do tej informacji, niewątpliwie ważnej, bo jednak w ten sposób powstaje nowe życie, małe kotki, nowe pokolenia kotów... To jak to się może skończyć.
- Naprawdę uważasz, że jeśli kocur pewną część ciała wkłada ci pod ogon, a po paru księżycach spodziewasz się kociąt, to jest to na-naturalne? - zapytała, zdumiona, pod koniec wręcz jąkając się z zapowietrzenia. Sprawa rozmnażania nie była żartem, była poważna, a także wśród nieco młodszych kotów niejako była tematem tabu. A już na pewno przy takiej kotce, jak Mięta, niby dorosłej, a jednak jeszcze młodej. - Poród podobno jest niezwykle bolesny. - dodała niemrawo. Nie wiedziała, czy tak jest naprawdę, nie miała okazji towarzyszyć rodzącej kotce, a z matką ani inną kotką po tych przeżyciach nie rozmawiała na ten temat. I chyba nie miała szczególnej ochoty na to. Szczerze mówiąc, nawet nie wiedziała, czy Skrzecząca Mewa ze swoim podejściem kiedykolwiek będzie chciał powiększyć ich rodzinę. A ona, choć marzyła o kociętach, nadal nie była do końca przekonana, czy to dobry pomysł.
Jagodowa Gałązka dorosła i wreszcie przestała rosnąć. Jest zdecydowanie jedną z najwyższych kotek w klanie, o ile nie w całym lesie! Jest szczupła i sprężysta, a bardzo długie, stosunkowo grube łapy sprawiają, że szybkość jest jej najmocniejszą stroną. Futro wojowniczki jest zawsze zadbane i lśniące, czego brakowało, gdy była młodsza; dodatkowo może pochwalić się jego grubością i gęstością, co przysparza jej wiele kłopotów podczas upalnych dni. W barwie szaty przeważa niebieski, z białymi znaczeniami w okolicach pyszczka, pod brodą, na piersi i przednich łapach. Kotka ma heterochromię - lewe oko ma barwę soczystej zieleni, a prawe pozostało takie, jak w pierwszych księżycach życia - niebieskie.
Jagodowa Gałązka zaczęła radzić sobie z trudnościami. Co prawda nie była już tak energiczna i rozgadana, jak kiedyś, lecz na jej pyszczku znów gościł szczery uśmiech. Sympatyczna i zawsze chętna do pomocy, starała się myśleć pozytywnie i zaczęła doceniać to, co ma. Lubi zawierać nowe znajomości. Bardzo chciała udowodnić swoją wartość, dlatego stała się bardzo pracowita i sumienna. Spoważniała, do tego po porwaniu zrozumiała, jakie niebezpieczeństwa mogą na nią czyhać, dlatego jest dużo bardziej ostrożna i przewidywalna, niż za młodu.
Chłodny Szept [KC]
Oh, Mięta zinterpretowała jej tok myślenia kompletnie na opak! Nie chodziło o to, że Jagoda miała pod ogonem kwestię robienia kociaków i nie rozumiała, z czym wiązało się robienie tego z kocurem. Ona doskonale zdawała sobie sprawę z faktu, że to nie jest byle co, ale po prostu uważała, że jej mistrzyni zdecydowanie za bardzo się tym peszy i przejmuje, ot. Skoro Gwiezdny Klan chciał, by kocięta powstawały właśnie w taki sposób, to oni tu nie mieli nic do gadania, ale najwyraźniej wojowniczka tego nie rozumiała. Westchnęła cicho, kręcąc z uśmiechem głową. - Tak? Skoro tak to wygląda, to znaczy, że Gwiezdny Klan po prostu tego chciał, a ja nie zamierzam się kłócić z ich wolą. - powiedziała poważnie, cały czas zastanawiając się, jak można być w tym wieku tak zestresowanym tematem rozmnażania. - Poza tym, gdyby to było takie nienaturalne, to chyba aż tyle kotów by tego nie praktykowało. - dodała z uśmiechem. Każdy z nich powstał właśnie w ten sposób, więc chyba grupa kotów, które to robiły była... Ogromna! Kwestię porodu zbyła tylko machnięciem ogona. Jagódce nie spieszyło się do zachodzenia w ciążę, ba! Nie myślała nawet o jakichkolwiek związkach, więc nie miała się czym martwić. Wbiła więc spojrzenie dwukolorowych oczu w Miętę. Miała do niej jeszcze jedną sprawę, ale wolała najpierw zamknąć ewidentnie nieprzyjemny dla szylkretki temat.
┍━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┑ Iknowit'shardtokeepan.o p e n.heart Whenevenfriendsseemouttoharmyou ♡Butifyoucouldhealabrokenheart♡ Wouldn'ttimebeoutto ????? you ┕━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┙
Skwitowała słowa kotki jedynie spojrzeniem na nią z uszami opuszczonymi w dół, nieco zniesmaczona i, można powiedzieć, że dość zaniepokojona. Może źle oceniła wiek Jagodowej Łapy i nie przystosowała do niego informacji. Cóż, uważała, że najlepszy będzie najprostszy przekaz, w mniej więcej takiej samej formie, jak przekazała jej Lśniąca Sadzawka. Co prawda Mięta była wtedy starsza niż niebieska kotka, a mimo wszystko czuła obrzydzenie wtedy do owego sposobu tworzenia kociąt. Nadal odrobinę czuła, a skoro oboje ze Skrzeczącą Mewą byli na tyle odpowiedzialni, by nie pakować się w coś takiego, na razie, to było dobrze. Ograniczali się do zwykłego miziania.
Otrzepała się lekko, nieco strosząc sierść i stawiając uszy, w ten milczący sposób uznając temat za zamknięty. Przynajmniej mogła uznać, że Jagódka jest uświadomiona w kwestii robienia kociąt, i jeśli do czegokolwiek się skusi, będzie miała pełną świadomość, do czego to wszystko dąży.
- To... Jak już wszystko wiesz, możesz lecieć na patrol z rodzicami. - mruknęła, delikatnie poruszając ogonem i wstając, tym razem pilnując, by znaleźć się odpowiednio daleko od ostrych krzaków.
Jagodowa Gałązka dorosła i wreszcie przestała rosnąć. Jest zdecydowanie jedną z najwyższych kotek w klanie, o ile nie w całym lesie! Jest szczupła i sprężysta, a bardzo długie, stosunkowo grube łapy sprawiają, że szybkość jest jej najmocniejszą stroną. Futro wojowniczki jest zawsze zadbane i lśniące, czego brakowało, gdy była młodsza; dodatkowo może pochwalić się jego grubością i gęstością, co przysparza jej wiele kłopotów podczas upalnych dni. W barwie szaty przeważa niebieski, z białymi znaczeniami w okolicach pyszczka, pod brodą, na piersi i przednich łapach. Kotka ma heterochromię - lewe oko ma barwę soczystej zieleni, a prawe pozostało takie, jak w pierwszych księżycach życia - niebieskie.
Jagodowa Gałązka zaczęła radzić sobie z trudnościami. Co prawda nie była już tak energiczna i rozgadana, jak kiedyś, lecz na jej pyszczku znów gościł szczery uśmiech. Sympatyczna i zawsze chętna do pomocy, starała się myśleć pozytywnie i zaczęła doceniać to, co ma. Lubi zawierać nowe znajomości. Bardzo chciała udowodnić swoją wartość, dlatego stała się bardzo pracowita i sumienna. Spoważniała, do tego po porwaniu zrozumiała, jakie niebezpieczeństwa mogą na nią czyhać, dlatego jest dużo bardziej ostrożna i przewidywalna, niż za młodu.
Chłodny Szept [KC]
A Jagódka cały czas nie rozumiała, o co na osty i ciernie chodziło tej Mięcie. Była dorosłą kocicą, powinna bez żadnych oporów rozmawiać o takich sprawach! Prędzej młoda terminatorka, która właśnie usłyszała, jak powstają kocięta, powinna siedzieć zmarszczona i kłaść uszy po głowie, a nie... Na odwrót. Może takie zachowanie świadczyło o ogromnej wierze w Gwiezdny Klan i w to, że nic nie dzieje się niepotrzebnie i bez przyczyny, a może po prostu pokazywało, że terminatorka mimo szybkiego przyswajania wiedzy i kończenia treningu, w głębi duszy była jednak młodziutką koteczką i nie do końca rozumie konsekwencji wynikających z obcowania z kocurami. Czas pokaże... Widząc, że Mięta nie miała zamiaru nijak komentować jej słów, Jagodowa Łapa sapnęła tylko cicho i pokręciła głową.
Gdy zaś szylkretka wstała, Jagódka na chwilę zapomniała, że przecież chciała, mimo protestów Mruczka, zapytać ją o Skrzeczącą Mewę. Wojownik zaniedbywał trening jej brata, co nie podobało się kotce - chciała dla swojego rodzeństwa jak najlepiej, nawet jeśli kontakty z nimi miała... Średnie. A jej mistrzyni, jako partnerka kocura, powinna najlepiej wiedzieć, dlaczego traktuje jej brata tak, a nie inaczej. W każdym razie, niebiesko-biała już chciała wesoło się pożegnać i popędzić za rodzicami, gdy w ostatniej chwili ją olśniło! - Miętowy Pąku! Mam jeszcze jedną sprawę! - zatrzymała kocicę, która niewątpliwie też już chciała sobie pójść. Ciekawe, czy kiedyś nauczy się, że wcale nie tak łatwo pozbyć się Jagody. - Chodzi o Skrzeczącą Mewę... - tu zrobiła pauzę, podczas której doszła do wniosku, że patrząc na to, o czym kotki rozmawiały przed chwilą, to pytanie mogło zabrzmieć... Hm, tak, że Mięta zaraz ucieknie jej w popłochu. A tego nie chciała! - Wiesz może, co się z nim dzieje? Mruczek mówił mi, że bardzo zaniedbuje jego trening.
┍━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┑ Iknowit'shardtokeepan.o p e n.heart Whenevenfriendsseemouttoharmyou ♡Butifyoucouldhealabrokenheart♡ Wouldn'ttimebeoutto ????? you ┕━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┙
Cóż, Mięta strasznie się tym przejmowała. Dla niej rozmawianie na te tematy było niewygodne, poza tym w pełni zdawała sobie sprawę, że zbliżenie kończyło się kociakami. Było w tym też coś dziwnego, jakby nie do końca normalnego bo jednak polegało na tym że kocura miało się w sobie, co na samą myśl brzmiało niepokojąco, a jakie dopiero musiało temu towarzyszyć uczucie! Mięta nie zamierzała jednak szybko tego sprawdzać, a być może nie doświadczy tego nigdy.
Jeszcze nie zdążyła nawet pomyśleć o zrobieniu kroku, kiedy Jagódka ją zatrzymała jeszcze w miejscu. Zwróciła w jej stronę głowę, stawiając uszy z zainteresowaniem, jednak lekko przesunęła je w tył, słysząc imię partnera. Oj tak, pierwsze skojarzenie było tym, o czym niebieska myślała, i już kotka miała palnąć, że niczego nie próbowała i nie nosi w sobie kociąt, jednak kotka kontynuowała. Mięta przez chwilę się nie odzywała, zastanawiając się, co odpowiedzieć.
- Myślę, że najlepiej będzie, jeśli Mruczek sam znajdzie Skrzeka i go o to zapyta. - mruknęła, jednak w jej głos wdarła się troska. Dlaczego jej partner opuszczał się w treningu młodzika, co za tym stało? Był przecież idealnym mistrzem! Może nie tylko terminator powinien porozmawiać z pointem...
Po tych słowach Mięta otrzepała się i spojrzała na Jagódkę złotymi oczami, delikatnie się uśmiechając.
- Myślę, że powinnaś już uciekać do rodziców, na pewno czekają. - zamruczała, po czym delikatnie szturchnęła terminatorkę nosem w policzek na pożegnanie i sama ruszyła na zaplanowane polowanie.
Jagodowa Gałązka dorosła i wreszcie przestała rosnąć. Jest zdecydowanie jedną z najwyższych kotek w klanie, o ile nie w całym lesie! Jest szczupła i sprężysta, a bardzo długie, stosunkowo grube łapy sprawiają, że szybkość jest jej najmocniejszą stroną. Futro wojowniczki jest zawsze zadbane i lśniące, czego brakowało, gdy była młodsza; dodatkowo może pochwalić się jego grubością i gęstością, co przysparza jej wiele kłopotów podczas upalnych dni. W barwie szaty przeważa niebieski, z białymi znaczeniami w okolicach pyszczka, pod brodą, na piersi i przednich łapach. Kotka ma heterochromię - lewe oko ma barwę soczystej zieleni, a prawe pozostało takie, jak w pierwszych księżycach życia - niebieskie.
Jagodowa Gałązka zaczęła radzić sobie z trudnościami. Co prawda nie była już tak energiczna i rozgadana, jak kiedyś, lecz na jej pyszczku znów gościł szczery uśmiech. Sympatyczna i zawsze chętna do pomocy, starała się myśleć pozytywnie i zaczęła doceniać to, co ma. Lubi zawierać nowe znajomości. Bardzo chciała udowodnić swoją wartość, dlatego stała się bardzo pracowita i sumienna. Spoważniała, do tego po porwaniu zrozumiała, jakie niebezpieczeństwa mogą na nią czyhać, dlatego jest dużo bardziej ostrożna i przewidywalna, niż za młodu.
Chłodny Szept [KC]
Tak, jak Jagódka przypuszczała, Mięta prawdopodobnie od razu pomyślała sobie, że wracają do tematu robienia kociąt - wojowniczka bowiem od razu położyła uszy po sobie, nie wysłuchawszy swojej terminatorki do końca! Młoda powstrzymała uśmiech, który cisnął jej się na pyszczek - tak, zachowanie szylkretki powoli zaczynało ją śmieszyć, ale nie okazywała tego po sobie z czystego szacunku do niej - i skupiła się na odpowiedzi Mięty, która... Nie bardzo ją zadowoliła. Przecież gdyby Mruczek potrafił znaleźć gdziekolwiek Skrzeka, to raczej Jagódka nie musiałaby się w to wtrącać. To znaczy, teraz też nie musiała, ale wojownik ewidentnie miał pod ogonem trening jej brata, a ona nie mogła na to pozwolić. Zbyt wielu braci od niej odeszło, by mogła pozwolić, by kolejny gnił z rangą terminatora do końca życia. - Jakby jeszcze dało się go znaleźć. - mruknęła gorzko zastanawiając się, skąd u Mięty taki stosunek do sprawy. Mogłaby nieco bardziej jej pomóc... Szybko jednak odegnała od siebie te myśli szybkim pokręceniem głową, gdyż wojowniczka postanowiła sobie pójść. W sumie Jagódka też nie miała co dłużej tu siedzieć, skoro ta nie chciała jej pomóc rozwiązać sprawy dziwnego zachowania Skrzeczącej Mewy. Pożegnała się więc z Miętą z niemrawym już uśmiechem na pyszczku, po czym pognała najszybciej jak potrafiła w ślad za swoimi rodzicami.
zt
┍━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┑ Iknowit'shardtokeepan.o p e n.heart Whenevenfriendsseemouttoharmyou ♡Butifyoucouldhealabrokenheart♡ Wouldn'ttimebeoutto ????? you ┕━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┙
Biało-błękitny kocurek. Ma długie futro. Jest bardzo dużej postury, o wile większej niż większość kotów.
Oczka ma koloru oliwkowo-zielonego i nosek czarny jak węgiel.
Szept to sympatyczny młody kocurek. Jest spokojny. Jest też bardzo wrażliwy na otaczający go świat. Jest gadatliwy, jak każdy kociak w jego wieku.
Modrzew {Martwy}
Szepcząca Łapa po krótkim pobycie w obozie wraz ze swoim bratem wybrali się na poszukiwania pajęczyny. Kocur nie miał bladego pojęcia gdzie takowej szukać, jednak coś mu podpowiadało, że w takich gęstych kupujących krzeach mnóstwo pająków z chcęcią by się osiedliło. Miał przynajmniej taką nadzieję.
Koło niego szedł jego brat Kolec. Nie chciał iść sam. Dobrze widział co stało się Mruczkowi na samotnej wyprawie. Nie miał zamiaru martwić Lśniącej Sadzawki dodatkowo jego raną. Z resztą co tam rana. Kotka kompletnie nie dałaby mu następnej szansy na szukanie czegokolwiek.
-Pytałeś się mnie, co się dziejena moim treningu...- nie chciał tego wątku pominąć. Uważał, że swojemu bratu może powiedzieć wszytko. Nie był z żadnym innym kotem tak blisko, jak z Kolcem. - Wdałem się w kłótnię z moją mistrzynią. Teraz bardzo głupio mi z tego powodu.. ale..- jego argumentacja wydawała się głupia, jak miał to powiedzieć na głos- za chwilę Ci powiem. Jesteśmy na miejscu. Kolczaste Krzewy są właśnie przed nami. Myślę, że w takim miejscu możemy znaleźć pajęczynę. Pezynajmniej mam taką nadzieję- powiedział i od razu zaczął szukać pajęczyny w krzewach. Patrzył w głąb krzewów, jak i na zewnątrz. Powoli obchodził rośliny, aby nie przeoczyć żadnego szczegółu rośliny.
Tak naprawdę nikt nie powiedziałby, że Kolec jest synem Zaćmionego Księżyca i Lodowej Skóry. Toż to smukłe, łapki jak patyki, wysoki, jeden z "tych najwyższych", zdradza go jedynie długowłosa szata w pięknym niebieskim odcieniu. Posiada również długi ogon, którym uwielbia majtać na boki ukazując jeszcze bardziej jego długość. Możnaby chociaż mieć nadzieję, że oczy powiedzą czyim jest potomkiem, ale nic bardziej mylnego, ani żółte jak u matki, ani też szare jak u papy, tylko duże, zielone oczęta, którymi nie raz przeszywa innych na wskroś przyglądając się intensywnie. Nic nadzwyczajnego, to co może go wyróżniać od reszty innych kotów (oprócz wzrostu) jest to, że lewe ucho ma nieco zdeformowane, ukazując tym samym nienaturalny kikut. Blizna po lewej stronie karku
No i tutaj wychodzi szydło z worka. Co prawda po wyglądzie kocura nic nie widać, ale charakter mówi sam za siebie, że to syn Lodowej Skóry. Aż czuć bijącą od niego szarmancję i opanowanie. Nie do końca wie jak się obchodzić z innymi kotami. Oznacza to tyle, że mówi wszystko co pomyśli, nie dbając o takie rzeczy jak takt. On po prostu nie jest świadomy czy kogoś obrazi czy wręcz przeciwnie, po prostu nie potrafi zbytnio funkcjoniwać w społeczeństwie. Mimo to nie stroni od towarzystwa, ba, bardzo lubi przebywać wśród innych kotów, nieraz dziwiąc się jacy to niektórzy potrafią być nieprzewidywalni. Postawił za cel żyć pełnią życia, po tym jak prawie umarł z powodu choroby. To co może nieco przypominać go do matki to chęć niesienia wszystkim pomocy, kocurek jest strasznie empatyczny, bo za każdym razem jak widzi kota w potrzebie to przypomina sobie siebie samego kiedy to on potrzebował pomocy.
Szedł cicho obok Szepta. Nie miał dzisiaj w planach aby wychodzić gdzieś spoza obręb Obozu, jednak nie mógł odmówić bratu. Wiedział jak bardzo mu na tym zależy i choćby obudził go w środku nocy, i zapytał czy z nim pójdzie bez zbędnego narzekania Kolczasta Łapa ruszyłby pomóc. Był przerażająco pewien, że na pewno uda im się znaleźć i pajęczynę, i ziarna maku. Spojrzał na kocura kiedy zaczął mówić. Był nieco zdziwiony, nie wyobrażał sobie siebie kłócącego się ze swoim mistrzem, co dopiero jego brata, który zawsze wydawał mu się bardzo spokojny. Chciał poznać przyczynę jednak nie było mu to dane.
- Ale... - udało mi się tylko tyle powiedzieć, bo terminator ruszył na poszukiwania.
Wzruszył ramionami i również wziął się za robotę. Starał się patrzeć wszędzie tam gdzie nos Szepczącej Łapy jeszcze się nie dostał. Dlatego wchodził w te bardziej zarośnięte i trudno dostępne miejsca. Starał się jak najdokładniej przeczesać krzew zanim przejdzie do następnego.
CauseI'monlyas tall As myheartwill let mebe And im only assmallas the worldwill make meseem And w h e nthe goinggets rough And i feel like i may fall I'lllookon thebright side ▼ I’mroughlysixfeet tall
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Cóż za ciekawa wyprawa. Całe szczęście, że niedoświadczeni terminatorzy wybrali się na nią w niewielkiej odległości od obozu, chociaż kto wie, co może czyhać nawet tutaj. Na razie oboje znaleźli to samo, czyli konkretnie… nic.
Biało-błękitny kocurek. Ma długie futro. Jest bardzo dużej postury, o wile większej niż większość kotów.
Oczka ma koloru oliwkowo-zielonego i nosek czarny jak węgiel.
Szept to sympatyczny młody kocurek. Jest spokojny. Jest też bardzo wrażliwy na otaczający go świat. Jest gadatliwy, jak każdy kociak w jego wieku.
Modrzew {Martwy}
Pierwsza próba nieudana, ale to nie zatrzymało Szepta od dalszych poszukiwań. O nie. Nie miał zamiaru się poddać po pierwszej próbie. -Jak na razie nic nie znalazłem. Ale dajmy jeszcze jedną szansę temu miejscu. Potem najwyżej zmienimy miejsce. Co myślisz o Samotnych Jodłach? Plus po drodze do nich możemy patrzeć na jakiś mak. - myślał na głos.
-A Tobie Kolec, jak idzie? Masz coś? - może jego brat miał większe szczęście?
Błękitny kocur jeszcze raz obszedł krzew. Tym razem odgarnął kilka z jego gałęzii wepchnął swój pysk do środka krzewu. Chciał koniecznie zobaczyć czy na pewno niczego nie ma w środku. Przecież jakaś pajęczyna musi tam być. Gdzie indziej miałaby pójść w takim razie pająki?
Tak naprawdę nikt nie powiedziałby, że Kolec jest synem Zaćmionego Księżyca i Lodowej Skóry. Toż to smukłe, łapki jak patyki, wysoki, jeden z "tych najwyższych", zdradza go jedynie długowłosa szata w pięknym niebieskim odcieniu. Posiada również długi ogon, którym uwielbia majtać na boki ukazując jeszcze bardziej jego długość. Możnaby chociaż mieć nadzieję, że oczy powiedzą czyim jest potomkiem, ale nic bardziej mylnego, ani żółte jak u matki, ani też szare jak u papy, tylko duże, zielone oczęta, którymi nie raz przeszywa innych na wskroś przyglądając się intensywnie. Nic nadzwyczajnego, to co może go wyróżniać od reszty innych kotów (oprócz wzrostu) jest to, że lewe ucho ma nieco zdeformowane, ukazując tym samym nienaturalny kikut. Blizna po lewej stronie karku
No i tutaj wychodzi szydło z worka. Co prawda po wyglądzie kocura nic nie widać, ale charakter mówi sam za siebie, że to syn Lodowej Skóry. Aż czuć bijącą od niego szarmancję i opanowanie. Nie do końca wie jak się obchodzić z innymi kotami. Oznacza to tyle, że mówi wszystko co pomyśli, nie dbając o takie rzeczy jak takt. On po prostu nie jest świadomy czy kogoś obrazi czy wręcz przeciwnie, po prostu nie potrafi zbytnio funkcjoniwać w społeczeństwie. Mimo to nie stroni od towarzystwa, ba, bardzo lubi przebywać wśród innych kotów, nieraz dziwiąc się jacy to niektórzy potrafią być nieprzewidywalni. Postawił za cel żyć pełnią życia, po tym jak prawie umarł z powodu choroby. To co może nieco przypominać go do matki to chęć niesienia wszystkim pomocy, kocurek jest strasznie empatyczny, bo za każdym razem jak widzi kota w potrzebie to przypomina sobie siebie samego kiedy to on potrzebował pomocy.
Kiedy Szept się odezwał Kolczasta Łapa właśnie miał głowę wsadzoną pomiędzy krzewy berberysu. Z szarpnięciem wydostał ją stamtąd, a następnie się otrzepał. Rozejrzał się za bratem.
- Dobry pomysł. Śmiem twierdzić, że na pewno tutaj musi być choć trochę pajęczyny. - rozglądnął się za kolejnym krzakiem do spenetrowania. - Samotne Jodły są najlepszą opcją. - dodał.
I łup, znowu wsadził łeb do jakiegoś krzaka.
- Niestety, ale na razie nic. - zawołał z wnętrza.
Mimo wszystko nie tracił nadziei. Przecież pewne było, że pajęczyna, jak i mak nie pojawią się nagle przed ich łapami. Gdyby to było takie łatwe po co Lśniąca wysyłałaby innych?
CauseI'monlyas tall As myheartwill let mebe And im only assmallas the worldwill make meseem And w h e nthe goinggets rough And i feel like i may fall I'lllookon thebright side ▼ I’mroughlysixfeet tall
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Chodzi lisek koło drogi…
A raczej: w pobliżu Kolczastych Krzewów. Kocury stopniowo oddalały się od obozu w stronę Świszczących Traw. I gdy Szepcząca Łapa wyłonił się zza jednego z krzewów, jego ślepia padły na spore zwierzę o rudym futrze i pysku przypominającym psa. Dodajmy do tego bujną kitę z białą końcówką, białą szyję i część pyska, a także czarną część lis, i proszę – lis, jak malowany. Miał nieprzyjemny zapach i wbijał spojrzenie w tego, który wpadł na pomysł, by iść na ten… spacerek, i wydawał z siebie niezadowolone, gardłowe, grzechoczące jakby dźwięki, jakby miał zamiar zaatakować.
Kolczasta Łapa został nieco w tyle i jeszcze nie zauważył drapieżnika.
Biało-błękitny kocurek. Ma długie futro. Jest bardzo dużej postury, o wile większej niż większość kotów.
Oczka ma koloru oliwkowo-zielonego i nosek czarny jak węgiel.
Szept to sympatyczny młody kocurek. Jest spokojny. Jest też bardzo wrażliwy na otaczający go świat. Jest gadatliwy, jak każdy kociak w jego wieku.
Modrzew {Martwy}
Wszytko się wydawało idealne, kocurek miał za chwilę znaleźć pajęczynę, a znalazł coś o wiele, wiele gorszego. Lisa, a wraz z nim też walkę.
Zamroziło błękitnego kocura od razu. Całe ciało się spięło. Nie wiedział co robić, był cały spanikowany, przerażony i zdezorientowany.
-KOLEC!-tylko tyle udało mu się wydobyć z jego gardzieli.
Czuł, że zbliża się ten moment, którego tak strasznie próbował uniknąć. Musiał podjąć decyzję o walce.
Nie chciał tego robić, nie teraz, nie w tym momencie!
Kolec na pewno wie co trzeba robić.
Łagodny Olbrzym szybko do niego doskoczył i stanął obok. Jego pazury wyskoczyły, jednak nie wiedział po co.