Logo Artemidy
Bzycząca Polanka
#91
– Ech. W sumie to masz rację… znowu. Nie chcę, żeby się na mnie śmiertelnie obraziła, jednocześnie nie sądziłem, że jako mistrz będę się borykał z takimi problemami. – Z emocjami. Nastrojami. Humorkami. Niechęcią terminatorów do treningu… albo do własnej osoby. Jego własna droga do bycia wojownikiem na pewno nie była usłana różami, ale od samego początku, gdy zrozumiał, kim właściwie jest wojownik, pragnął nim być. Oczywiście jego własna definicja tej pozycji zmieniała się z czasem i dojrzewaniem, ale zawsze się starał, zawsze chciał… a miał do czynienia z terminatorką, która miała do tego inne podejście, a przynajmniej tak wynikało z tego, co widział do tej pory, i szybko okazało się, że kocur nie ma pojęcia, z której strony to ugryźć. Na osty i ciernie, lubił wyzwania, ale… to nie było takie proste, jak mu się wydawało. Musiał jeszcze się nad tym zastanowić, zmienić własne podejście i zobaczyć, co z tego wyniknie.
Słuchał słów Słonecznikowej Pestki, nie przerywając. Dopiero w pewnym momencie uświadomił sobie, że ma z nią jeszcze więcej wspólnego: przecież jego brat też nazywa się Jabłko. Albo nazywał. Porywisty Wiatr rzadko kiedy myślał o swoim starszym rodzeństwie. Z Krokusową Łąką do dzisiaj nie potrafił odnaleźć wspólnego języka, a Stokrotkowy Płatek zaginęła, gdy był małym szczylem… nawet się wcześniej za bardzo swoim młodszym rodzeństwem nie zainteresowawszy. O reszcie jedynie słyszał od rodziców i czasami od Krokus, ale wychodził z założenia, że o ile, okej, to jego rodzina, to jednak są daleko stąd i nic nie zrobi z tym, że zdecydowali się odejść z klanu. Nie było to szczególnie honorowe czy pokazujące ich lojalność wobec rodziny i klanu, ale… cóż. Może część została porwana, tak, jak rudo-biała podejrzewała w odniesieniu do swojego brata jako jedną z potencjalnych możliwości. Wszystko było możliwe, na dobrą sprawę.
– Jeden z moich braci… – zaczął cicho. – …starszych braci, nazywał się Jabłko, ale on akurat został Jabłoniową Łapą. Też zaginął, ale mój tata jest przekonany, że żyje i jest szczęśliwy, nawet jeżeli może być bardzo, bardzo daleko. Więc może faktycznie z twoim Jabłkiem jest tak samo – odparł, chociaż sprawiało mu to pewien trud. Mimo wszystko miał dość… zdecydowane opinie na temat kotów, które odchodziły z klanu. Z drugiej strony po co miały męczyć i siebie, i innych przebywając w miejscu, w którym się nie czuły dobrze? Mniej skłonny był do spojrzenia przychylniejszym okiem na kogoś, kto by po takim odejściu z własnej woli chciał wrócić, to na pewno.
Przymknął oczy i zamilknął.
LVL 5 260 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#92
Zmarszczyła lekko brwi i posłała Porywistemu Wiatrowi nieco dłuższe i jakby... poważniejsze spojrzenie, chociaż i tak jak na siebie cały ten czas zachowywała się dość poważnie.
– Ale to nie twoja wina, wiesz o tym, prawda? Czasami tak po prostu bywa... I każdy może mieć jakiś problem jako mistrz, wiesz, nawet jeśli ma duuużo doświadczenia. Na przykład Sokoli Cień ma problemy z treningiem Słońca, chociaż jest zastępcą, jest doświadczony i w ogóle, no, dużo zależy od charakterów – powiedziała. Mimowolnie na wzmiankę o Słońcu skrzywiła się lekko, jednak postarała się dość szybko to zakamuflować; to, co Sokoli Cień powiedział jej o Słonecznej Łapie, było pierwszym, o czym pomyślała przy okazji kłopotliwych terminatorów, ale nie mogła powstrzymać negatywnych uczuć, które za tym szły, chociaż wolała ich nie okazywać. Po pierwsze: częściowo nie chciała, żeby Porywisty Wiatr zwrócił na to uwagę. Rozmawiali tu o jego terminatorce, a ona miała już się nie przejmować tak Słońcem, jakby nie patrzeć. Po drugie: mimo że już od dłuższego czasu próbowała mieć neutralny stosunek do tej sprawy, wciąż nie była w stanie przewidzieć, jak do końca zareaguje, kiedy rozmowa zejdzie na tory Słonecznej Łapy. No i też nie chciała wprowadzać jeszcze bardziej negatywnej atmosfery, bo jak nie miała nic przeciwko poważnej pogadance, żeby pomóc Kijance, tak wolała nie rozmawiać akurat o nim. Dlatego też postanowiła szybko wrócić do poprzedniego tematu rozmowy. – Na razie po prostu daj Bąkowej Łapie szansę, a jakby co, to zawsze chętnie ci pomogę! – rzuciła i uśmiechnęła się nawet lekko, żeby rozładować jakąś wewnętrzną presję. W końcu nie mogła tam siedzieć spięta i myśleć o złych rzeczach, jak miała okazję, żeby pospędzać czas z Porywistym Wiatrem, pomóc mu, zjeść smacznego królika i jeszcze cieszyć się pięknem okolicy, co nie? Temat Jabłka też może nie należał do najprzyjemniejszych, bo, jakby nie patrzeć, jeszcze nie tak dawno temu Słonecznik żaliła się Irys na to, że ich kontakt nie jest taki, jaki sobie wyobrażała i o jaki się starała, ale zdecydowała się, żeby myśleć pozytywnie. Jabłka już nie było, ale może był gdzie indziej i był szczęśliwy, Goździk i Borówka ciągle chorowały, ale miały jeszcze szansę wyzdrowieć, a więc po prostu zamierzała w to głęboko wierzyć, naprawić swoje relacje z Chmurą, o którą dalej bardzo się troszczyła, i uważać na Słońce. Tak, musiała mieć wiarę, a na miejscu robić to, co było w jej mocy.
– Skoro Fiołkowy Świt tak mówi o Jabłoniowej Łapie, to tym bardziej będę wierzyć, że z Jabłkową Łapą jest tak samo – mruknęła cicho. Uśmiechnęła się siebie i, wciąż opierając lekko głowę o kocura, zamilkła na jakiś czas, żeby pozwolić chwili trwać... i wreszcie przeminąć. Chociaż nie były to może jakieś lekkie, przyjemne tematy, kiedy tak powiedziała to na głos, poczuła się w sumie całkiem spokojnie.
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">will you remember the word <br> I loved with every bit inside me? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, how strange it is, the feeling <br> and as tomorrow breaks <br> I hope you love it too</p></td></table>
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#93
– Wiem – odparł prosto. Nie obwiniał się; raczej nie spodziewał się, że jego pierwszy terminator będzie tak opornym materiałem. Bąkowa Łapa miała swoje przebłyski i czasami wyciągała słuszne wnioski, ale jej foszki utrudniały współpracę, a jemu było ciężko sobie z tym radzić. Niemniej jednak wiedział, że musi nabyć doświadczenia, a z Bąkową Łapą… jak nic dobrego nie przyjdzie z czasem, to mógł znowu się kogoś poradzić, jak nie Słonecznik, to kogoś bardziej doświadczonego od ich dwójki. Wiedział, że w razie czego inni udzielą mu dobrych rad.
Słonecznikowa Pestka lekko się skrzywiła, mówiąc o treningu swojego brata, i zdążył to wyłapać, nawet jeżeli nie chciała, by to zobaczył. Nie wiedział za wiele na temat relacji rudo-białej z jej bratem, albo nie pamiętał, ale zdążył zauważyć, że ten niezbyt trenuje. Postanowił na razie nie poruszać tego tematu; zamiast tego kiwnął głową na kolejne słowa Słonecznik i odpowiedział jej uśmiechem na jej uśmiech. Słońce praktycznie już zaszło, chociaż niebo wciąż się czerwieniło; jednocześnie jednak coraz bardziej się ściemniało. Jemu to jednak nie przeszkadzało szczególnie. Nie czuł, by na terenach w ciągu nocy było mniej bezpieczniej, niż za dnia, nie przeszkadzała mu też ciemność, w której przecież był w stanie dobrze wiedzieć. Poza tym… miał towarzystwo. A choć atmosfera była cięższa, niż zamierzał, to wcale mu ten fakt nie przeszkadzał. Pozwolili, by zapadło milczenie, a poruszone przez nich tematy się urwały.
– Domyślam się, że lepiej by było, gdybym spytał o co chodzi z treningiem Słońca… przy innej okazji – mruknął, otwierając ślepia i odwracając głowę w stronę kotki, by nosem lekko trącić jej ucho. Był ciekawy, ale nie chciał poruszać tego tematu teraz; dokładnie to chciał zasygnalizować. parł się nieco bardziej o bok Słonecznikowej Pestki i w końcu pchnął ją lekko. Chciał rozluźnić atmosferę. Zdał sobie też sprawę, że w tym momencie chciał… wielu rzeczy, choć nie na wszystkie było miejsce i czas.
LVL 5 260 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#94
Skinęła głową, ale nie odpowiedziała już ani słowem, jedynie trochę się jakby... rozluźniła. Czasami była trochę przewrażliwiona na tym punkcie, może częściowo podświadomie, bo sama miała tendencję do obwiniania się za wiele rzeczy (szczególnie jeśli chodziło o Słońce właśnie) i nawet tego nie zauważała, dopóki Sokoli Cień albo taka Irysowa Łapa jej tego nie wytknęli, ech. Kijanka jednak nie był nią, a więc bardzo dobrze, bo przynajmniej nie musiała mu wybijać takich pierdół z głowy, co wcale nie było łatwe. I mogła to pokazać zarówno na swoim przykładzie, jak i Irys na przykład.
Kiedy Porywisty Wiatr wypowiedział imię jej brata, przez jej pyszczek przemknął cień niepewności, jednak zaraz zrelaksowała się i pokiwała mu głową z wdzięcznością, gdy stwierdził, że poruszy ten temat innym razem. Ugh, no tak, nic dziwnego, że nie potrafiła dobrze chować swoich emocji i zauważył nawet taką drobną zmianę w jej wyrazie, jak mówiła o Słonecznej Łapie. Chociaż w duchu modliła się o to, żeby zignorował Słońce kompletnie, jakaś jej część miała nawet ochotę się poddać i powiedzie wszystko teraz, w tym momencie, ale czuła się tak, jakby nie była jeszcze gotowa. Gdyby teraz zaczęła gadać o Słonecznej Łapie, pewnie znowu poniosłyby ją emocje i znowu zaczęłaby się o to martwić bardziej, niż to było potrzebne i miała w zamiarze, a więc uznała, że nie było sensu tego teraz przywoływać. Tym bardziej że Porywisty Wiatr chyba próbował trochę rozluźnić atmosferę, a ona też nie chciała, żeby-
...och!
Czuła, że kocur na nią częściowo napierał, ale była trochę zagubiona we własnych myślach i nie spodziewała się kompletnie, że tak ją nagle pchnie. Lekko, ale po prostu, huh, nie była na to gotowa. Przez nieuwagę niemalże straciła równowagę i poleciała na ziemię, ale udało jej się jakoś ustabilizować swoje ciało i powrócić do prostej pozycji. Zamrugała kilka razy, próbując przyswoić to, co się właściwie działo, a potem spojrzała na wojownika kątem oka i również go popchnęła, ale wkładając w to trochę więcej siły niż on. Co w sumie wiele nie zmieniło, biorąc pod uwagę to, jak wielce silna była.
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">will you remember the word <br> I loved with every bit inside me? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, how strange it is, the feeling <br> and as tomorrow breaks <br> I hope you love it too</p></td></table>
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#95
Jeżeli Słonecznik jednak byłaby skłonna powiedzieć mu więcej na temat swojego brata, wcale by nie protestował, a zamiast tego by wysłuchał i z nią o tym porozmawiał, jeżeli byłaby taka potrzeba. I choć nie był najlepszy w uczucia, to domyślił się jednak po jej tonie i wyrazie pyska, że temat Słonecznej Łapy nie jest dla niej łatwy i może lepiej byłoby go nie poruszać dzisiaj, gdy i tak już rozmawiali na same poważne tematy, tak w gruncie rzeczy. W chwilowym milczeniu pozwolił, by jego myśli krążyły swobodnie, nie skupiając się na jakiejkolwiek konkretnej kwestii; przemknęło mu jedynie przez głowę, że robi się coraz później i powinni niedługo wracać do obozu, jeżeli chcieli się choć trochę wyspać.
Chociaż… dla takiego towarzystwa może warto by było obudzić się rano niewyspanym.
Szybko jednak został wyrwany z tego racjonalnego myślenia o potrzebie rychłego powrotu do obozu, bo zaskakująco łatwo udało mu się pchnąć Słonecznikową Pestkę w bok – aż sam się zdziwił, jakby wciąż się nie przyzwyczaił do własnej siły, ale też nie sądził, że kotka tak łatwo mu się podda. Sądząc jednak po zaskoczonym mruganiu powiek… chyba po prostu złapał ją z zaskoczenia i nie powstrzymał się przed cichym, głębokim śmiechem. Znowu pojawiła się w jego głowie taka irytująca myśl, że to urocze. Czuł się niemal upokorzony tym, że w ten sposób myśli o jakimkolwiek kocie. W końcu imponowała mu siła, autorytet, charyzma, bycie dobrym wojownikiem, a tu… wystarczyła taka Słonecznik i nagle robił się cały miękki w środku. Dziwne uczucie. Wciąż się do niego nie przyzwyczaił.
Oparł się naciskowi, ale bez większego przekonania, pozwalając, by kotka trochę go popchnęła w stronę ziemi. Mogłoby się niemalże wydawać, że nie ma ochoty na te przepychanki niczym małe kocięta… gdy kocur powoli rozprostował tylne łapy i przeszedł do kucającej pozycji, by następnie szybko zakołysać tylną częścią ciała i rzucić się na kocicę, przygniatając ją do ziemi swoim ciężarem ciała. Łapy ułożył po obu stronach ciała córki Paprociowego Pyłu.
– Leżysz – mruknął jej w ucho, nachylając się lekko.
LVL 5 260 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#96
Była pewna, że gdyby miała taką potrzebę, Kijanka chętnie by ją wysłuchał; w końcu i tak spytał o Jabłkową Łapę, chociaż wcześniej zajmowali się przecież nim i Bączek, a prawda była taka, że... Cóż, może to dziwne, ale o Jabłko Słonecznik obawiała się jakoś mniej. Była z nim wcześniej blisko, chyba najbardziej z rodzeństwa, więc często brakowało jej brata, ale głęboko wierzyła, że żył. A tak długo jak żył, tak wiedziała, że sobie poradzi. Zawsze sobie radził. Skoro nie mogła nic zrobić, bo nie było żadnych konkretnych śladów, to wolała po prostu trzymać się takiej wersji, na jaką zapowiadały znalezione przez nich tropy i liczyć na to, że jej brat znajdzie szczęście. Tego samego nie mogła powiedzieć natomiast o Słońcu, bo wciąż wydawało jej się, że mogłaby zrobić więcej, ale nie potrafiła. Że byłaby w stanie jakoś przemówić mu do rozsądku, zatrzymać to, w co próbował wciągnąć Ślimaczą Łapę, cokolwiek to właściwie było. Jedynym, czego chciała dla swojej rodziny, było tak naprawdę szczęście, a Słoneczna Łapa sam kopał pod sobą dołek. Odtrącał od siebie kogokolwiek, kto chciał mu pomóc, robił jakieś cyrki na treningu i manipulował kotami. To był pierwszy krok do tego, żeby jego opinia zaczęła przypominać opinię klanu o takim Iskrzącej Łapie, a niezależnie od tego, jak bardzo Słońce by jej nienawidził, wciąż chciała dla niego dobrze. Tyle że... przez wpływ Irys i Sokolego Cienia sama już nie wiedziała, czy faktycznie mogła pomóc komuś, kto tej pomocy nie chciał. A więc zdecydowała, że lepiej będzie o tym w ogóle nie myśleć, niż ciągle szukać rozwiązania i słuchać tych samych odpowiedzi.
Ech, żeby to jeszcze było takie łatwe jak te kocięce przepychanki! W sumie to się trochę zdziwiła, kiedy zauważyła, że teraz Porywisty Wiatr nie przykłada do kontrataku jakiejś dużej siły, co od razu wydało jej się jakieś takie, no, nie w jego stylu, bo chociaż na co dzień był taki poważny i w ogóle, dobrze wiedziała, że lubił takie zaczepki. Za późno jednak połączyła fakty i doszła do wniosku, że Kijanka coś kombinuje, bo gdy już na to wpadła, nagle uderzyło w nią coś ciężkiego i została przygnieciona do ziemi. Leżysz. Och, no tak. Leżała. Jednocześnie jednak to słowo wydało jej się dziwnie znajome. To znaczy, oczywiście, że było znajome, ale na sam jego dźwięk poczuła jakieś ciepło w środku, a kąciki jej pyszczka uniosły się lekko. Wspomnienie – to było to. Kiedy przepychali się wtedy, jako terminatorzy, przy Kłującej Gęstwinie, sytuacja szybko zrobiła się całkiem podobna i, zdaje się, Porywisty Wiatr powiedział wtedy to samo... Nie pamiętała, co na to odpowiedziała, ale za to wiedziała, że całkiem szybko go wtedy z siebie zrzuciła. Teraz jednak jakoś tak wcale nie miała na to zamiaru. Przynajmniej na razie, nie od razu. Tym razem sytuacja jednak była inna, nie walczyli "na poważnie", a w gruncie rzeczy jakoś jej to za bardzo nie przeszkadzało. Obróciła się szybko na grzbiet, przy okazji ocierając się trochę o łapy Kijanki, bo nie dawał jej za dużo przestrzeni, tak żeby móc na niego spojrzeć. Zmarszczyła przy tym brwi, udając oburzenie.
– No wiesz ty co, tak atakować z zaskoczenia! – powiedziała i pokręciła głową, jakby z niedowierzaniem, zaraz jednak zaśmiała się lekko. – Och, nie! Zrobiło się tak późno i ciemno, a ja zostałam złapana! Co teraz? – spytała, niby to dramatycznie, jednak wciąż z pewnym rozbawieniem. Właściwie to miała całkiem dobry nastrój, mimo tej całej wcześniejszej powagi, a więc pozwoliła sobie troszeczkę zażartować z tej jakże groźnej sytuacji. Pamiętała jednaj, że w końcu wszystko zaczęło się od przepychanek, a więc była gotowa, żeby w razie czego zareagować szybko i postawić na ten sam ruch co kiedyś, kopnięcie w brzuch, gdyby Kijanka zdecydował się kontynuować zabawę.
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">will you remember the word <br> I loved with every bit inside me? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, how strange it is, the feeling <br> and as tomorrow breaks <br> I hope you love it too</p></td></table>
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#97
Nie użył tego samego słowa, co te kilka czy kilkanaście księżyców temu, świadomie, jednak zaraz sobie zdał sprawę, że faktycznie tak było, jak się przepychali między sobą po raz pierwszy. Och. A podobieństw było jeszcze więcej: teraz, z perspektywy czasu, ciepło i dziwne uczucie w podbrzuszu, jakie wówczas go napadło, miały o wiele większy sens… bo odczuwał je również teraz. Po pierwsze wiedział, że ma do czynienia po prostu z pożądaniem, po drugie zaś… było ono spotęgowane. Tym razem jednak nie dostał kopniaka w brzuch, na co był częściowo przygotowany, zamiast tego Słonecznik zaczęła grę, w której zamierzał z przyjemnością wziąć udział.
– Jeszcze nie wiem – wymruczał głęboko, wciąż nachylając się nad kocicą. – Może… – zaczął, a przy tym obnażył zęby i musnął nimi ucho Słonecznikowej Pestki, żeby dodać swoim słowom odpowiedniego dramatyzmu i grozy. – …zaciągnę cię do swojego legowiska i zjem, jak na drapieżnika przystało? A może po prostu…
Obniżył się na łapach, sprawiając, że teraz stykali się niemalże od stóp do czubków głów, chociaż, na osty i ciernie, może nie było to takie mądre posunięcie, skoro czuł różne rzeczy jedynie lekko się opierając ciężarem ciała na Słonecznikowej Pestce, a teraz była tak blisko… Nie myśląc więcej, oddalił pysk od ucha rudo-białej wojowniczki, by przejechać zaskakująco delikatnie językiem po jej policzku, następnie zaś lekko złapał zębami sierść na jej szyi.
LVL 5 260 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#98
Jeśli chodziło o Słonecznikową Pestkę, tym razem były to jednak bardziej różnice niż podobieństwa. Wtedy jej głównym celem było to, żeby z siebie Porywisty Wiatr zrzucić i skupiała się tylko i wyłącznie na tym, teraz zaś, chociaż rozsądek podpowiadał jej, że naprawdę powinni niedługo wracać do obozu, nie chciała w ogóle się ruszać. I wcale nie miała nic przeciwko temu, że Kijanka był tak blisko i nie dawał się jej uwolnić, że była na swego rodzaju straconej pozycji. Tak właściwie... Pomyślała sobie, że chyba nie miałaby nawet nic przeciwko temu, jakby Kijanka był jeszcze bliżej. Jakaś jej część może nawet tego, huh, chciała. Blisko Porywistego Wiatru czuła się dobrze, w pewien sposób bezpiecznie, ciepło, ale też... Ach, co się właściwie z nią działo? Żeby nie skupiać się na tym, co właściwie czuła i nie próbować tego w tej chwili analizować, bo odkryła już, że to wcale niekoniecznie przynosi dobre rezultaty, a właściwie nie zawsze w ogóle przynosi jakieś rezultaty, całą swoją uwagę poświęciła odpowiedzi Porywistego Wiatru i grze, którą sama zaczęła. Jej wąsy zadrgały w rozbawieniu, a na pyszczek wstąpił lekki, nonszalancki uśmiech, nawet jeśli to on miał tu przewagę i przed chwilą dziabnął ją w ucho. Zjeść? A niech tylko spróbuje!
– Aleś ty okrutny, no wiesz ty co, wielki drapieżniku? Ej, zaraz, ale ty sobie nie myśl, że ja się tak łatwo dam zjeść! Już raz cię z siebie zrzuciłam, więc uważaj, bo jeszcze zrobię to drugi, hmpf! – Jakby na ostrzeżenie, uniosła jedną z tylnych łap i delikatnie, tak żeby to nawet nie zabolało, dźgnęła nią rudo-białego kocura w brzuch, co... wcale nie było takie trudne, bo Kijanka jeszcze bardziej się zbliżył, a ona znowu poczuła, że serce bije jej jakoś tak szybciej niż zazwyczaj. A potem jego szorstki język przejechał lekko po jej policzku i nagle zamarła, a wszystkie jej myśli ustąpiła miejsca jednej.
Och.
Właściwie to nie była to nawet żadna porządna myśl, ale pojawiała się w jej umyśle zaskakująco często, kiedy była w towarzystwie Porywistego Wiatru. Brakowało jej słów, żeby jakkolwiek zareagować, więc nie odezwała się ani słowem, nawet w momencie, kiedy złapał zębami za futerko na jej szyi. Zamiast tego uniosła prawą łapę i położyła ją na szyi syna Fiołkowego Świtu, po czym lekko zmierzwiła mu futro w tym miejscu. Spróbowała złapać z nim kontakt wzrokowy.
– Po prostu co? Tylko nie mów, że chcesz mnie zjeść teraz, o wielki drapieżniku, bo w takim wypadku faktycznie chyba trudno byłoby mi się uwolnić i wrócić do obozu w jednym kawałku.
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">will you remember the word <br> I loved with every bit inside me? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, how strange it is, the feeling <br> and as tomorrow breaks <br> I hope you love it too</p></td></table>
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#99
Skoro Słonecznik zaczęła, rudo-biały kocur z przyjemnością dał się wkręcić w tę grę, chociaż zapewne miał mniej wybujałą wyobraźnię i nieco mniejszą kreatywność, przez co gorzej mu szło wcielanie się w rolę i wymyślanie sobie samemu pasujących do nich odpowiedzi. Mięśnie kocura odruchowo się napięły, gdy poczuł lekki nacisk łapy na brzuch, ale tym razem kocica go nie kopnęła i od siebie nie odrzuciła, co dawało mu świetne podstawy do tego, by sądzić, że nie ma zupełnie nic przeciwko takiej sytuacji.
– O nie, to na pewno ci się nie uda. Nie poddam się tak łatwo – wymruczał na przekór córce Paproci, jakby zupełnie sobie nic nie robił z faktu, że faktycznie mogła go w każdym momencie kopnąć i, jak nie odrzucić na pewną odległość, to chociaż odepchnąć i w międzyczasie się wyślizgnąć. Teraz jednak z nieco zadziornym uśmiechem na pysku i wlepionymi w pysk Słonecznik ślepiami, w których źrenica była zaskakująco duża, trzymał po prostu w zębach sierść na jej szyi – nie za mocno, nie chciał jej przecież wyrywać kępek futra. Poruszył lekko jednym uchem, gdy dotknęła go łapą, i poczuł jakby rozchodzące się od tego miejsca ciepło. Dziwne uczucie. Kolejne do kolekcji dziwnych uczuć, które przy niej się u niego pojawiały, doprawdy. Wydał z siebie głęboki pomruk, jakby się zastanawiał nad jej słowami.
– To jest jakiś pomysł – stwierdził w końcu, po czym na chwilę wypuścił jej futro, by oblizać pysk. – Ale najpierw musiałbym cię… oskubać – dodał, jednocześnie dla podkreślenia swoich lekko ciągnąc kocicę za futro na szyi. Jego ogon poruszył się gwałtownie, łaskocząc Słonecznikową Pestkę po tylnych łapach, jeżeli w ogóle było to możliwe w takiej pozycji.
LVL 5 260 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
W sumie nie pomyślała nawet o tym, że jej drobny gest, który zdecydowanie był daleki kopnięciu, mógłby pozwolić Kijance myśleć trochę głębiej i odczytać to jako znak, że wcale nie miała nic przeciwko tej sytuacji, skoro już chciała brzmieć groźnie... ale w pewnym momencie to do niej dotarło. I tak właściwie to nawet jej to nie przeszkadzało. Eee, nie o to jej chodziło, z pewnością, ale faktycznie cieszyło ją to, że są tak blisko, nawet jeśli wkręciła Porywisty Wiatr w grę, w której swoją rolę odgrywała zupełnie przeciwnie.
– Tsk! Ja też nie, żebyś wiedział! Skoro zrobiłam to raz, to zrobię to znowu, bo mam już doświadczenie, ot co! A zresztą, możesz i sobie być większy, ale założę się, że jakbym już się wyrwała i zaczęła ci uciekać, to byś mnie nigdy nie złapał! – powiedziała z pewnym rozbawieniem, nawet na koniec zaczepnie pokazując Kijance język. Tyle że... tak naprawdę wcale nie spieszyło jej się do uciekania. Wręcz przeciwnie. Nie miała jednak zamiaru wychodzić z roli, a to, że Porywisty Wiatr zdecydował się również wkręcić w grę, sprawiało jej niemałą satysfakcję i całkiem dobrze się bawiła, wymyślając sobie kolejne teksty biednej-ale-walecznej ofiary. Chciała już powiedzieć coś więcej w odpowiedzi na kolejną zaczepkę Porywistego Wiatru, jednak wtedy poczuła łaskotanie na stopach i poruszyła się lekko, zaskoczona takim obrotem sprawy, cudem powstrzymując się od odruchowego wierzgnięcia i dusząc w sobie cichy chichot. A cóż to za nieczyste zagrywki? – Ej, ej, ej, ty, uważaj sobie, bo jeszcze cię przez przypadek naprawdę kopnę, a wtedy już nie będzie tak przyjemnie! W dodatku jeszcze polecisz z moim futerkiem w pyszczku i wyjdzie na to, że się sama oskubałam, pft – mruknęła, próbując przywołać w swoim głosie oburzenie, ale była za bardzo rozbawiona i wciąż nie otrząsnęła się do końca po tych nagłych łaskotkach, więc nie wyszło to szczególnie dobrze.
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">will you remember the word <br> I loved with every bit inside me? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, how strange it is, the feeling <br> and as tomorrow breaks <br> I hope you love it too</p></td></table>
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
– Pff! A skąd ta pewność? Może trenowałem szybkość i nie powinnaś lekceważyć moich umiejętności, hmm? – odparł zaczepnie, chociaż tak naprawdę dobrze wiedział, że z łatwością by go przegoniła. Nie należał do szybkich kotów, ale chociaż robił dobrą minę do złej gry i zabrzmiał na pewnego siebie, a przynajmniej tak się starał. – No, to by mi sporo ułatwiło, co nie? – zaśmiał się w jej krótkie futro, lekko dmuchając rozgrzanym powietrzem w jej szyję.
Po czym postanowił nieco ją zaskoczyć.
Z gwałtownym okrzykiem bojowym szarpnął się mocno, przewracając się razem ze Słonecznik na bok, jednak na tym nie koniec: zerwał się na równe łapy i wręcz delikatnie, ostrożnie, jakby kotka była z porcelany, przygniótł ją do ziemi – tym razem jednak tak, by kocica leżała pod nim na brzuchu. Polizał ją po karku, po czym za niego lekko złapał – i przez chwilę mogło to wyglądać tak, jakby miały go ponieść emocje i chwila, ale… było to zaledwie kilka uderzeń serca, kocur bowiem zaraz puścił skórę Słonecznikowej Pestki, chuchnął znowu gorącym powietrzem na jej kark, po czym sturlał się i wylądował tuż obok niej. To były tylko żarty, droczenie się i liczył na to, że – pomimo możliwego dreszczyku emocji – to tym żartem niczego nie popsuł pomiędzy nimi.
Dopiero wtedy ujrzał wschodzące powoli gwiazdy i świecący księżyc, zbliżający się do pełni. W nagłym milczeniu lekko trącił Słonecznik nosem, by spojrzała w górę.
LVL 5 260 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zmarszczyła lekko pyszczek w odpowiedzi na zaczepkę Kijanki.
– A może ja też trenowałam i jestem jeeeszcze szybsza, co? – parsknęła po chwili, obracając trochę głowę, żeby spojrzeć na wojownika pod innym kątem. Co to, to nie, nie da się tak łatwo! Nie pozwoli się pozbawić swoich atutów, hmpf, a niech tylko spróbuje ją gonić! To znaczy... niech by tylko spróbował, bo tak właściwie to do uciekania wcale jej się nie spieszyło, tsk. Szkoda, nie miała jak się trochę popisać, żeby sobie nie myślał, że miał aż taką przewagę. – No właśnie, to byłoby pójście na łatwiznę! A ja bym na tym głupio wyszła, bo co to za żałosny wojownik, co sam się podstawia drapieżnikom – powiedziała i westchnęła dramatycznie, zaraz jednak posyłała mu lekki uśmiech. Poczuła przyjemne ciepło w środku, kiedy Porywisty Wiatr dmuchnął jej rozgrzanym powietrzem w szyję i już właściwie zupełnie się rozluźniła, kiedy wydarzyło się... co? Dla Słonecznik sprawy nabrały zbyt szybkiego obrotu, żeby mogła to ogarnąć. Zamrugała gwałtownie i ze zdziwieniem, kiedy usłyszała jego okrzyk bojowy (naprawdę godny Groźnego Drapieżnika), a po chwili już leżała razem z Porywistym Wiatrem na ziemię. No tak, ale on zdążył się z niej szybko zerwać, a ona już nie, bo działał z zaskoczenia! A potem, och, sama już nie wiedziała, jak to się stało, że kocur znalazł się nad nią w dość, ekhem, niebezpiecznej pozycji. Poczuła przyjemny dreszcz, gdy jego język przejechał po jej szyi, chwilę później zaś spięła się lekko, mimowolnie, głównie dlatego, że nie spodziewała się jego następnego ruchu. Znaczy, w ogóle nie za bardzo się spodziewała tego wszystkiego, ale czy on właśnie... i co to oznaczało...? Zanim zdążyła cokolwiek przeanalizować, Kijanka znalazł się już z powrotem na ziemi tuż obok. Znów zamrugała w zdezorientowaniu. Och, no tak. To były tylko żarty, heh. Mogła się w sumie domyślić, ale była za bardzo zaskoczona, żeby myśleć trzeźwo. Dreszczyk emocji, w pewnym sensie, poczuła, a właściwie to całą ich falę, bo poza zdziwieniem pojawiły się też inne uczucia, jeszcze dziwniejsze niż cała reszta, jaką czuła w obecności Porywistego Wiatru. Jednak... ufała kocurowi i czuła się w jego obecności bezpiecznie, a więc poza tym, że jej serce znowu zaczęło bić zdecydowanie za szybko (czy to się kiedyś skończy?), nie wyglądało na to, żeby się szczególnie przejęła. Spojrzała w jego stronę i wyciągnęła jedną z przednich łap, żeby trącić nią zaczepnie wojownika.
– Dobra, przegrałam. Naprawdę jesteś groźnym drapieżnikiem – mruknęła z udawanym przekąsem, żeby jakoś wszystko podsumować, a potem zamilkła, po prostu ciesząc się spokojnym momentem i zapominając o tym, że jeszcze niedawno myślała, że może powinni wracać do obozu. W pewnym momencie Porywisty Wiatr trącił ją nosem. Uniosła na niego swój wzrok, najpierw trochę pytający, jednak przy okazji dojrzała kątem oka fragment nocnego nieba. Ojej, nawet nie zauważyła, kiedy zrobiło się tak późno, że zdążył wzejść piękny księżyc i nieco gwiazd! Bez słowa zadarła głowę w górę i uśmiechnęła się do samej siebie. Uwielbiała ten widok. Porą Zielonych Liści zrobiło się tak ciepło i bezchmurnie, że cała Srebrna Skórka była zazwyczaj pięknie widoczna, co samo w sobie zazwsze imponowało Słonecznikowej Pestce. Przy okazji za każdym razem myślała sobie, że gdzieś tam są babcia Miętowooka i dziadek Twarda Gwiazda. Teraz pewnie też gdzieś byli i patrzyli na nią, jej rodzinę... Zrobiło się jeszcze ładniej niż przy zachodzie słońca.
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">will you remember the word <br> I loved with every bit inside me? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, how strange it is, the feeling <br> and as tomorrow breaks <br> I hope you love it too</p></td></table>
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
– Mhmm – wymruczał gardłowo. – Skoro taka wiewióreczka jak ty mi to mówi, to nie będę protestować – odparł rozluźnionym tonem, w żarcie nawiązując do ognistego koloru futra Słonecznik. Pozwolił sobie nawet na zdrobnienie w rodzaju pieszczotliwego zwrotu, co mu się… w sumie nigdy nie zdarzało, ha. Cóż… to, że w towarzystwie córki Paproci działy się z nim dziwne rzeczy, nie było wcale nowością, prawda? A przynajmniej tak było od nocy, w której mieli milczące czuwanie. Zastanawiał się czasami tylko, czym jest to dziwne, nieprzyjemne, jakby mroczne uczucie, jakie miał w środku nawet teraz – wciąż nie potrafił go nazwać, a tym bardziej komukolwiek się do niego przyznać, ale… może nie powinien się na tym skupiać.
Po prostu patrzył więc na Srebrną Skórkę, lśniącą jasno nad nimi, w końcu jednak przeniósł spojrzenie na Słonecznikową Pestkę, w której ślepiach odbijało się nocne niebo i wszystkie gwiazdy na nim. Wciąż milcząc, zaczął po prostu cicho mruczeć i ułożył się bliżej córki Paprociowego Pyłu, a nawet przymknął oczy, jednak nie pozwolił sobie na to, by zasnąć. Zamiast tego za jakiś czas zaproponował cichym głosem powrót do obozu i ciepłych legowisk.

zt
LVL 5 260 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zmarszczyła się lekko.
– Wiewióreczka? – spytała z niedowierzaniem. – Ej, ej, ty się nadajesz na wiewiórkę bardziej! Masz nawet podobną rudą kitę – parsknęła z rozbawieniem. Po chwili jednak pomyślała o tym trochę dłużej... i znów poczuła się jakoś tak dziwnie. Z jednej strony traktowała to jak żart, z drugiej zaś, kiedy Kijanka to mówił, czuła się tak, ech, jak właściwie się czuła? I, przede wszystkim, czemu? Przecież to było normalne słowo, nie? Sama nazywała go przecież groźnym drapieżnikiem i tak dalej. Czemu doszukiwała się w tym czegoś głębszego? Pewnie jedynie nadinterpretowała i w ogóle. Widocznie dalej się wcale nie przyzwyczaiła do zmian, jakie ostatnio zaszły w ich relacji, bo z pewnością czuła się jakoś tak bliżej Kijanki, ale w sumie to wciąż nie wiedziała, co to właściwie wszystko znaczyło. I dla niej, i dla niego. A może to przez całokształt tej sytuacji, przez okoliczności, w jakich się znajdowali? Albo też fakt, że w sumie nikt inny nigdy nie zwracał się do niej, ee, w ten sposób? Jakoś inaczej niż jej imieniem, w dodatku zdrobniale? Może jej się tylko wydawało, ale mimo to westchnęła "dramatycznie" i powiedziała:
– Ale kto by się sprzeciwiał groźnemu drapieżnikowi? Skoro chcesz, to wiewiórką też mogę być. – Uśmiechnęła się lekko, a potem zamilkła, żeby móc rozkoszować się widokiem na Srebrną Skórkę, na której pojawiało się coraz to więcej i więcej gwiazd. Były tak samo piękne jak zawsze, a może nawet jeszcze piękniejsze, bo chociaż uwielbiała na nie patrzeć, to jeszcze nigdy nie robiła tego z kimś. A to, choć dla niektórych pewnie nie wydawałoby się wcale istotne, zmieniało tak wiele! Srebrna Skórka nie była jedynie miejscem, gdzie był Gwiezdny Klan. To również stanowiło dla Słonecznik istotną część jej piękna, jednak sam jej widok od zawsze był taki oszałamiający i cudowny! Było jej przykro, kiedy nocne niebo zasłaniały chmury, co zdarzało się całkiem często porą Opadających Liści, wtedy kiedy się urodziła. Kiedy nie było widać wszystkich gwiazd, niebo zdawało się wręcz niekompletne, a mimo to od zawsze ją fascynowało. Teraz natomiast kończył się ciepły dzień pory Zielonych Liści, Srebrna Skórka była widoczna w swojej pełnej okazałości, a oprócz tego miała obok kogoś, na kim jej zależało, z kim mogła się dzielić jej pięknem. Po prostu leżeć, obserwować... podziwiać, zamiast jedynie zerkać. Uśmiechnęła się do siebie na tę myśl; właśnie wtedy usłyszała ciche mruczenie Porywistego Wiatru, a chwilę później kocur przysunął się bliżej. Nie przeszkadzało jej to, nie, wręcz przeciwnie – nawet tego chciała. Odwzajemniła mruczenie, a widząc nawet, że Kijanka przymknął oczy, delikatnie musnęła nosem jego ucho. Był to szybki i łagodny gest, który miał, poza bliskością, wyrażać wdzięczność. Nie tylko za wspaniale spędzony czas, ale też tak ogólnie, o, że był sobie tu obok i... i w ogóle. Przez trochę jeszcze leżeli w ten sposób, a Słonecznikowa Pestka na przemian patrzyła na nocne niebo oraz leżącego obok kocura. A jakiś czas późniejwspólnie wrócili do obozu.

/zt
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">will you remember the word <br> I loved with every bit inside me? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, how strange it is, the feeling <br> and as tomorrow breaks <br> I hope you love it too</p></td></table>
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Według planu, po ceremonii Słonecznik zaczęła ją prowadzić, hm, gdzieś, chyba jakoś wyczuła jej chęć wyrwania się z obozu, bo jego wyjście przekroczyły już dawno. Niebieska szła nieco z tyłu, pozostając dziwnie czujną przez dłuższy moment i uważnie wyłapując każdy inny zapach, czy jakąkolwiek zmianę w wyglądzie otoczenia. Niedawno była poza obozem, to oczywiste, jednak chciała ten czas przed rozmową wykorzystać jako mini-patrol, ale jako wojowniczka. I w jej słodkim, głupiutkim łebku po awansie wszystko było jakieś takie...inne. Inaczej czuła się teraz spacerując po terenach, więc chciała chwilę czerpać przyjemność z tego, póki może, bo kiedy nadejdzie czas poważnej pogadanki z chyba-dalej-koleżanką, tak kolorowo chyba nie będzie.
W pewnym momencie stwierdziła, że chodzenia w ciszy chyba stało się za dość, a były zresztą dostatecznie daleko od obozu i Irys obecnie czuła się dość dobrze, więc chyba żadnych przeciwwskazań ku rozpoczęciu właściwej rozmowy nie było.
Przystanęła, czekając aż Słonecznik postąpi podobnie, starając się zachować w miarę neutralny wyraz pyska, bo, eee, chyba jakiś czas temu nawywijała trochę, jakby tak pomyśleć. Nawet sama nie była pewna, co konkretnie odwaliła, że nie rozmawiała ze Słonecznik, ale....no. Chyba strasznie dobry humor tutaj nie jest wskazany i raczej przydałoby się zachować powagę, bo jakby tak na to spojrzeć to Ruda jest jej jedyną taką ziomeczką, no i przypał no.
— Too...o czym chciaaałaś pogadać? — bąknęła, usadawiając swój zadek i wlepiając ślepia w córkę Paproci. Tak trochę głupio jej teraz z nią gadać, hmpf.

//Ssssossssssecznik
“see you again” and all the same............
I . really . didn’t . want . to . say............
x all of the tears I couldn’t dry x............

all of my words were lies, were lies

...............remaining friends, just you and me
...............I really didn’t want to b e, although
...............you’re never to h e a r my thoughts

sorry and hey... .....
.....I loved you a lot
LVL 4 10 / 300
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości