Gwiazdka odziedziczyła po ojcu nie tylko gęste, długie i wyjątkowo puszyste futro, ale również niewielkie trójkątne uszy o bujnych włosach wyrastających z ich środka oraz niewielkich pędzelkach na ich czubkach w brawie pomiędzy ciemną szarością a czernią. Na srebrzystym, nieco ciemniejszym, niż na reszcie ciała czole, widnieje zgrabna M-ka. Sierść na pysku Gwiazdki jest ciemniejsza - chodzi o gęste i liczne pręgi na jej mordce w barwie zbliżonej do czarnej. Uroku dodają jej oczy w kształcie migdałów, lekko skośne o barwie soczystej zieleni. Koteczka ma również krótki, zgrabny pyszczek ozdobiony symetrycznym białym znaczeniem, ciągnącym się szerokim pasmem od jej brwi do różowego, niewielkiego noska, przez kryzę, aż po brzuch, gdzie zlewa się z jasnym, srebrzystym futrem. Po tacie odziedziczyła też długie, proste wąsy skierowane bardziej ku dołowi. Grzbiet oraz boki kocicy pokrywają czarne klasyczne pręgi. Biel na przednich łapach obejmuje same stópki, a na tylnych sięga do pięt.
Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli, a zazwyczaj opowiada takie rzeczy, które rozmówca chce usłyszeć. Już teraz zalążek talentu aktorskiego wyszedł na powierzchnię i zaczął się prężnie rozwijać. Kłamstwo? Łgarstwo? Przychodzą jej z łatwością. Zmienia maski tak lekko, że wręcz niezauważalnie. Oprócz tego jest bystra i można ją nawet nazwać przebiegłą, dlatego nigdy nie można być pewnym, czy to co robi, czy mówi, jest szczere, chociaż na pewno na takie wygląda. Potrafi być naprawdę słodziutka i to nawet dla gorszych od siebie, mimo że w środku ma dla nich wiele współczucia i poczuwa się lepsza. Tyle, że to nie ich wina, że urodzili się właśnie tacy, prawda?
Teoretycznie nie powinna wychodzić na granice, bo nie nauczyła sie jeszcze walczyć oraz polować. Czysto teoretycznie. W praktyce wychodzila poza obóz od ceremonii, a, jako że była rozsądna, początkowo poruszała się w okolicach obozu z czasem poszerzając ten obszar. Często podczepiala się pod patrole, czy spacerki ze starszyzną albo po prostu wychodziła z tatą, prosząc, żeby jej coś pokazał. Gdy poczuła się już wystarczająco pewnie po tych paru księżycach badania wichrowych ziem, samotnie zaatakowała granice z Klanem Cienia. Srebrzysta była złakniona nowych znajomości. Liczyła na jakiegoś przystojnego, ciekawego kocura, z którym połapie się za słówka i który będzie dla niej wybitną rozrywką. Tyle, że nieopodal wejścia do Borsuczej Nory nie siedział żaden kocur. Zimne podmuchy wiatru niosly zapach Gwiazdki w kierunku Zimna, jednak po podejściu wichrowa terminatorka wiedziała już z kim ma do czynienia.
Zielone ślepia skrupulatnie zlustrowały burą sylwetkę, zatrzymując się na oczach, a wcześniej przyglądając czarnym spiralom. Stwierdziła w duchu, że oczywiście sama futerko ma zdecydowanie ładniejsze, aczkolwiek musiała przyznać, że cienista mogła się z nią równać pod względem pielęgnacji.
- Mhmmm... Dzień dobrrry - wymruczała, patrząc na burą kocice spod przymruzonych powiek. Nie wiedziała, czego może się spodziewać, ale ten dreszczyk emocji tylko ją motywował i zachęcał do dalszej interakcji. Machnęła puszystym ogonem i znowu się odezwała:
- Wietrzny dzień, prrrawda? - Umyślnie nawiązała do własnego ojca dla własnej satysfakcji.
Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
A Kąsająca Łapa nie ograniczała się tylko do kocurów. Uwielbiała testować i była ciekawa każdego, niezależnie od płci, wieku i urodzenia, szerokim łukiem omijając jedynie pomioty Modliszkowego Zagajniku. Ze skrywanym zaciekawieniem obserwowała zbliżającą się postać, w pewnym momencie rozpoznając w niej kotkę, na oko – mniej więcej w jej wieku, puchatą, o srebrzystym futerku, przyprószonym czernią, zawijającą się w grube pręgi na bokach. Była… ładna. I ją obserwowała, jak nie było trudno się zorientować. Co ciekawe, wypowiadała „R” w ten sam sposób, co córka Olchowego Szeptu, przedłużając je i nadając mu lekkiej wibracji. Zastanowiła się szybko, czy nie powinna na czas tej rozmowy porzucić swojej maniery, ale… może gdy będą mówić tak samo, to będzie zabawniej.
– Dzień dobrry. Owszem, ale co to dla nas, prrawda? Z tak długim… i pięknym futrrem żadna z nas nie powinna się obawiać Porry Nagich Drzew – wymruczała, przechylając lekko łebek w lewo. Ciekawa była, jak zareaguje, ale nie wyglądała na taką, która miałaby się spłoszyć w obliczu byle komplementu. – Och, mam tylko nadzieję, że nie zamierzasz przekrraczać grranicy? Musiałabym wtedy się podnieść, a mi tu całkiem wygodnie – westchnęła ironicznie.
Gwiazdka odziedziczyła po ojcu nie tylko gęste, długie i wyjątkowo puszyste futro, ale również niewielkie trójkątne uszy o bujnych włosach wyrastających z ich środka oraz niewielkich pędzelkach na ich czubkach w brawie pomiędzy ciemną szarością a czernią. Na srebrzystym, nieco ciemniejszym, niż na reszcie ciała czole, widnieje zgrabna M-ka. Sierść na pysku Gwiazdki jest ciemniejsza - chodzi o gęste i liczne pręgi na jej mordce w barwie zbliżonej do czarnej. Uroku dodają jej oczy w kształcie migdałów, lekko skośne o barwie soczystej zieleni. Koteczka ma również krótki, zgrabny pyszczek ozdobiony symetrycznym białym znaczeniem, ciągnącym się szerokim pasmem od jej brwi do różowego, niewielkiego noska, przez kryzę, aż po brzuch, gdzie zlewa się z jasnym, srebrzystym futrem. Po tacie odziedziczyła też długie, proste wąsy skierowane bardziej ku dołowi. Grzbiet oraz boki kocicy pokrywają czarne klasyczne pręgi. Biel na przednich łapach obejmuje same stópki, a na tylnych sięga do pięt.
Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli, a zazwyczaj opowiada takie rzeczy, które rozmówca chce usłyszeć. Już teraz zalążek talentu aktorskiego wyszedł na powierzchnię i zaczął się prężnie rozwijać. Kłamstwo? Łgarstwo? Przychodzą jej z łatwością. Zmienia maski tak lekko, że wręcz niezauważalnie. Oprócz tego jest bystra i można ją nawet nazwać przebiegłą, dlatego nigdy nie można być pewnym, czy to co robi, czy mówi, jest szczere, chociaż na pewno na takie wygląda. Potrafi być naprawdę słodziutka i to nawet dla gorszych od siebie, mimo że w środku ma dla nich wiele współczucia i poczuwa się lepsza. Tyle, że to nie ich wina, że urodzili się właśnie tacy, prawda?
Mmmm... nie spodziewała się, że natrafiła na kogoś tak czarującego. Zaskoczenie, ale jakie przyjemne. Na dodatek podobnie podkreślała "r" w słowach, co jednocześnie drażniło srebrzystą, jak i prowokowało do dalszej rozmowy. Bura cienista terminatorka skutecznie ją sobą zainteresowała. Nie zapowiadało się na to, że Gwiazdka zacznie się nudzić, jak w trakcie rozmów z większością kotów z własnego klanu, które były miałkie, nijakie i nużące. Bardzo ich lubiła i troszczyła się, jeśli akurat miała na to ochotę, ale nie potrafiła szanować kotów taki miękkich jak choćby Węglowy Pył albo ten zahukany brat Zajęczego Susa.
- W rzeczy samej. Nie mamy się czego obawiać, nie mamy. Nie to, co niektóre koty, prrrawda? Aż mrrrozi mnie, gdy patrzę na krótkie futerrrko u niektórych kotów. Brrr - odpowiedziała, imitując drżenie z zimna. Jej długie, smukłe łapy zadygotały jak osiki na wietrze. Przez chwilę nie odrywała wzroku od Zimna, aż w końcu przesunęła zielonymi ślepiami po horyzoncie i na powrót zerknęła na rozmówczynię.
- Pomyślę. Zależy, co ciekawego mi zaoferujesz. Las, w którym żyjecie, wygląda bardzo... interesująco - wymruczała po chwili. Nie był to jednak koniec, bo po uderzeniu serca dodała:
- Ale nie tak jak ty. - Tu uniosła lewy kącik pyska i spojrzała na burą spod długich rzęs.
Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
Zapowiadało się ciekawie, nie ma co. Decyzja o samodzielnym wyjściu na granicę wydawała się jej tym bardziej słuszna, im dalej w las z rozmową z nowopoznaną Wichrzaczką, ha. Jej spojrzenie przesunęło się subtelnie po ciele terminatorki, szybko jednak powróciła do wpatrywania się w jej ślepia z lekkim uśmieszkiem na kształtnym pyszczku. Na pierwsze słowa kotki wydała z siebie potwierdzający pomruk, ale… następny temat był o wiele bardziej ciekawy.
– Hmm? Och, to tylko las – odparła jakby beztrosko, wzruszając lekko barkami. Takie nic, nie ma tam niczego ciekawego, słowo harcerza! A tak naprawdę na terenach klanu Cienia było parę intrygujących zaułków, których nawet ona jeszcze nie zdążyła lepiej poznać… ale naprawdę wolałaby nie musieć siłować się z kocicą z innego klanu, by ta opuściła tereny klanu. Na szczęście ta zdawała się mieć pewne maniery… i nie tylko. Przechyliła lekko łebek na bok. – Widzę, że masz dobrry gust – dodała z cichym śmiechem, mrugając zalotnie. – I na szczęście nie musisz przekrraczać grranicy, żeby ze mną rrozmawiać. – Chyba, że będziemy robić coś innego, to będzie trzeba coś wymyślić.
– Ale gdzie moje manierry! Nazywam się Kąsająca Łapa – przedstawiła się, wykonując nieco teatralny, acz nieznaczny, gest łapą w stronę wichrowej terminatorki. – Z kim mam przyjemność?
Gwiazdka odziedziczyła po ojcu nie tylko gęste, długie i wyjątkowo puszyste futro, ale również niewielkie trójkątne uszy o bujnych włosach wyrastających z ich środka oraz niewielkich pędzelkach na ich czubkach w brawie pomiędzy ciemną szarością a czernią. Na srebrzystym, nieco ciemniejszym, niż na reszcie ciała czole, widnieje zgrabna M-ka. Sierść na pysku Gwiazdki jest ciemniejsza - chodzi o gęste i liczne pręgi na jej mordce w barwie zbliżonej do czarnej. Uroku dodają jej oczy w kształcie migdałów, lekko skośne o barwie soczystej zieleni. Koteczka ma również krótki, zgrabny pyszczek ozdobiony symetrycznym białym znaczeniem, ciągnącym się szerokim pasmem od jej brwi do różowego, niewielkiego noska, przez kryzę, aż po brzuch, gdzie zlewa się z jasnym, srebrzystym futrem. Po tacie odziedziczyła też długie, proste wąsy skierowane bardziej ku dołowi. Grzbiet oraz boki kocicy pokrywają czarne klasyczne pręgi. Biel na przednich łapach obejmuje same stópki, a na tylnych sięga do pięt.
Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli, a zazwyczaj opowiada takie rzeczy, które rozmówca chce usłyszeć. Już teraz zalążek talentu aktorskiego wyszedł na powierzchnię i zaczął się prężnie rozwijać. Kłamstwo? Łgarstwo? Przychodzą jej z łatwością. Zmienia maski tak lekko, że wręcz niezauważalnie. Oprócz tego jest bystra i można ją nawet nazwać przebiegłą, dlatego nigdy nie można być pewnym, czy to co robi, czy mówi, jest szczere, chociaż na pewno na takie wygląda. Potrafi być naprawdę słodziutka i to nawet dla gorszych od siebie, mimo że w środku ma dla nich wiele współczucia i poczuwa się lepsza. Tyle, że to nie ich wina, że urodzili się właśnie tacy, prawda?
I Gwiazdka była zadowolona z takiego obrotu sprawy. Mimo początkowego stresu wymieszanego z ekscytacją w związku z pójściem na granicę, obecnie czuła się jak ryba w wodzie i nic jej nie przeszkadzało. Nawet dmuchający wiatr, który rujnował jej fryzurę.
Tylko las, ale w lesie kryly się obce, intrygujące jednostki jak jej nowa znajoma, tymczasem Gwiazdka była złakniona kontaktów towarzyskich, przygotowując się w przyszłości do roli łowczyni, z tym, że jej ofiarami nie będą piszczki, czy ptaki, choć... może i one się nawiną.
Fakt, że miała dobry gust był aż przesadnie oczywisty. Wystarczyło spojrzeć na to jak się prezentowała, żeby to dostrzec, aczkolwiek nie mogła odmówić tego, że pochlebstwo ze strony burej było przyjemne. Srebrzysta zlustrowała ją pięknie zielonymi, o barwie młodej trawy, oczami i przygryzla delikatnie wargę.
- Nie muszę, ale czy nie sądzisz, że nasze głosy mogą zginąć w szumiącym wietrze? - odpowiedziała sugestywnie, dodając do tego lekki, uroczy uśmiech. Może był nawet trochę zalotny? Krzyki nigdy nie sprzyjały rozmowie, a gdy zerwie się silny wiatr, to nie będą miały wyjścia, prawda?
Przez chwilę zawahala się nad odpowiedzią, choć pewne siebie spojrzenie skupiła na oczach córki Olchowego Szeptu. Przedstawić się swoim imieniem? Pytanie powinno brzmieć raczej "dlaczego się nie przedstawić?" Imię noszone przez cienistą było nietypowe i niespotykane, ale, co jak co, do Gwieździstej Łapy było jej daleko.
- Z Gwieździstą Łapą - odparła krótko. Zielone spojrzenie wciąż tkwiło w burym futrze I delikatnym pysku jej towarzyszki.
Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
Sądząc po subtelnej reakcji na komplement i ogóle prezencji, Gwieździsta Łapa była próżna… była też w tym podobna do Kąsającej Łapy. Ta zaś wiedziała, jak dobrze działają na nią komplementy, i bardzo mocno by się zdziwiła, gdyby ta zareagowała speszeniem się czy przesadną udawaną skromnością. Choć reakcja była nieznaczna… to i tak nie rozczarowała.
– Całe szczęście. Nikt nas nie usłyszy… a my w rrrazie czego możemy podejść bliżej do siebie – odparła, odwzajemniając lekki uśmiech Gwieździstej Łapy. Rozmowa była o niczym, ale przynosiła jej przyjemność… na dodatek była w pewien sposób wyzwaniem: czy uda się jej dopasować do rozmówczyni? Co uda się jej osiągnąć? Było to bardzo ekscytujące, ale nie pokazywała tego po sobie. Nie mogła.
Czy imię Gwieździstej Łapy robiło na niej wrażenie? Nie, niezbyt. Imię jak imię. Obie zresztą miały przerośnięte ego i zbyt duże mniemanie o własnej wyjątkowości, więc córka Olchowego Szeptu szybko stwierdziła, że jej imię jest bardziej unikatowe. Jedyne w swoim rodzaju, ha! Zwłaszcza jeżeli stanie się Kąsającym Zimnem, a sądziła, że tak się stanie, by utrzymać spójność z jej imieniem kocięcym i mianami jej braci. A co mogło być Gwieździste? Noc? Niebo? Ścieżka? Cóż za proste imiona. Ale… mogła jej posłodzić.
– Pasuje ci – rzuciła, przymrużając ślepka i przywdziewając uroczy uśmieszek.
Gwiazdka odziedziczyła po ojcu nie tylko gęste, długie i wyjątkowo puszyste futro, ale również niewielkie trójkątne uszy o bujnych włosach wyrastających z ich środka oraz niewielkich pędzelkach na ich czubkach w brawie pomiędzy ciemną szarością a czernią. Na srebrzystym, nieco ciemniejszym, niż na reszcie ciała czole, widnieje zgrabna M-ka. Sierść na pysku Gwiazdki jest ciemniejsza - chodzi o gęste i liczne pręgi na jej mordce w barwie zbliżonej do czarnej. Uroku dodają jej oczy w kształcie migdałów, lekko skośne o barwie soczystej zieleni. Koteczka ma również krótki, zgrabny pyszczek ozdobiony symetrycznym białym znaczeniem, ciągnącym się szerokim pasmem od jej brwi do różowego, niewielkiego noska, przez kryzę, aż po brzuch, gdzie zlewa się z jasnym, srebrzystym futrem. Po tacie odziedziczyła też długie, proste wąsy skierowane bardziej ku dołowi. Grzbiet oraz boki kocicy pokrywają czarne klasyczne pręgi. Biel na przednich łapach obejmuje same stópki, a na tylnych sięga do pięt.
Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli, a zazwyczaj opowiada takie rzeczy, które rozmówca chce usłyszeć. Już teraz zalążek talentu aktorskiego wyszedł na powierzchnię i zaczął się prężnie rozwijać. Kłamstwo? Łgarstwo? Przychodzą jej z łatwością. Zmienia maski tak lekko, że wręcz niezauważalnie. Oprócz tego jest bystra i można ją nawet nazwać przebiegłą, dlatego nigdy nie można być pewnym, czy to co robi, czy mówi, jest szczere, chociaż na pewno na takie wygląda. Potrafi być naprawdę słodziutka i to nawet dla gorszych od siebie, mimo że w środku ma dla nich wiele współczucia i poczuwa się lepsza. Tyle, że to nie ich wina, że urodzili się właśnie tacy, prawda?
Trafił swój na swego. Wyglądało na to, że zamiast się poróżnić, jak to często bywa przy podobnych charakterach, obie terminatorki się ze sobą dogadają. Przynajmniej na tym początkowym etapie znajomości szło im to sprawnie i przyjemnie. Srebrzysta kotka uśmiechnęła się subtelnie, patrząc na burą spod czarnych rzęs, gdy Kąsająca jej odpowiadała. Mhmmm, cóż za prowokacja. Miałyby podejść do siebie i tak bezwstydnie przekroczyć granicę jak najgorsi terminatorzy? Może nawet jak jacyś samotnicy! Nie do pomyślenia. Córka Wietrznego Dnia zamiotła ogonem, przyklejając go do lewego uda i przechyliła lekko głowę. — Kusząca prropozycja, Kąsająca Łapo, ale czy to nie jest wbrrew kodeksowi? Przykładni terminatorzy nie powinni w żaden sposób narrruszać granic, prrrawda? — odparła zaczepnie. Uśmiech córki Olchowego Szeptu już wcześniej odwzajemniła. Zastanawiała się, czy Kąsająca Łapa będzie gotowa by wykonać pierwszy krok, czy może jednak to na nią samą spadnie ten straszny obowiązek złamania zasad. Nie wiedziała, że Zimno uznała jej imię za typowe, i w sumie całe szczęście, bo na tym skończyłyby się słodkie słowa, a Gwiazdka musiałaby zdusić w sobie wyraz oburzenia, o ile w ogóle zdołałaby to zrobić, a to wcale nie było takie pewne. — Dziękuję — wymruczała ze spokojem oraz zadowoleniem, że bura pokusiła się o połechtanie jej ego. Tym razem nie uraczyła jej uśmiechem, a jedynie bacznym, iskrzącym spojrzeniem zielonych oczu.
Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
Na słowa Wichrowej terminatorki uśmiech Kąsającej Łapy stał się inny; lekko krzywy, uniosła bowiem tylko jeden kącik pyska, i jakby… drapieżny. Może nie kpiący, ale było do tego blisko. Podobała jej się ta sytuacja, ta rozmowa, nawet jeśli była, w gruncie rzeczy, o niczym; było to po prostu dla niej ciekawe doświadczenie… również ze względu na to, że po drugiej stronie miała drugą kotkę, a nie jakiegoś nadętego kocura.
– Hmm, a któż by się o tym dowiedział? – zamruczała, podnosząc się na równe łapy. Jej ogon poruszył się powoli na boki, by w końcu unieść się w górę i tam pozostać, jego końcówka zaś opadała swobodnie na bok. Prowokowała Gwieździstą Łapę, sama jednocześnie postępując malutki kroczek w stronę tej magicznej granicy. W końcu po co są zasady, jak nie po to, by naginać je na własną korzyść lub łamać? Zresztą… teoretycznie Kąsającej Łapy nie krępował jeszcze Kodeks Wojownika. Nie składała żadnej przysięgi przed obliczem przywódcy i Gwiezdnego Klanu, ba!, nawet go nie poznała na treningu. Czekała na następny ruch terminatorki, a choć sytuacja była błaha, to w głębi czuła się w pewnym sensie jak drapieżnik polujący na ofiarę.
Gwiazdka odziedziczyła po ojcu nie tylko gęste, długie i wyjątkowo puszyste futro, ale również niewielkie trójkątne uszy o bujnych włosach wyrastających z ich środka oraz niewielkich pędzelkach na ich czubkach w brawie pomiędzy ciemną szarością a czernią. Na srebrzystym, nieco ciemniejszym, niż na reszcie ciała czole, widnieje zgrabna M-ka. Sierść na pysku Gwiazdki jest ciemniejsza - chodzi o gęste i liczne pręgi na jej mordce w barwie zbliżonej do czarnej. Uroku dodają jej oczy w kształcie migdałów, lekko skośne o barwie soczystej zieleni. Koteczka ma również krótki, zgrabny pyszczek ozdobiony symetrycznym białym znaczeniem, ciągnącym się szerokim pasmem od jej brwi do różowego, niewielkiego noska, przez kryzę, aż po brzuch, gdzie zlewa się z jasnym, srebrzystym futrem. Po tacie odziedziczyła też długie, proste wąsy skierowane bardziej ku dołowi. Grzbiet oraz boki kocicy pokrywają czarne klasyczne pręgi. Biel na przednich łapach obejmuje same stópki, a na tylnych sięga do pięt.
Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli, a zazwyczaj opowiada takie rzeczy, które rozmówca chce usłyszeć. Już teraz zalążek talentu aktorskiego wyszedł na powierzchnię i zaczął się prężnie rozwijać. Kłamstwo? Łgarstwo? Przychodzą jej z łatwością. Zmienia maski tak lekko, że wręcz niezauważalnie. Oprócz tego jest bystra i można ją nawet nazwać przebiegłą, dlatego nigdy nie można być pewnym, czy to co robi, czy mówi, jest szczere, chociaż na pewno na takie wygląda. Potrafi być naprawdę słodziutka i to nawet dla gorszych od siebie, mimo że w środku ma dla nich wiele współczucia i poczuwa się lepsza. Tyle, że to nie ich wina, że urodzili się właśnie tacy, prawda?
A nie jakiegoś nadętego kocura... Zimno najwyraźniej bardziej zabawiało towarzystwo aroganckiej, pewnej siebie kocicy o srebrzystym futrze. Gwieździsta Łapa również nie mogła narzekać na swoją towarzyszkę rozmowy i czerpała z niej dużo przyjemności. Pewnie dlatego, że po raz pierwszy zeszła na takie tory w rozmowie z inną przedstawicielką płci pięknej. Córka Wietrznego Dnia uśmiechnęła się subtelnie do burej cienistej, mrużąc zielone ślepia. — Graniczne patrole z naszych klanów przypadkiem zmierzające w naszą stronę lub czające się w zaroślach, jak na prawdziwych drapieżników przystało? — odpowiedziała z rozbawieniem nieco ściszonym głosem. Słyszała różne historie z pogranicza, więc i takie rzeczy mogłyby mieć miejsce, gdyby głębiej się nad nimi zastanowić. Gwiazdka nie chciała sobie w tym momencie zaprzątać nimi głowy. Podobnie jak Kąsek nie składała żadnej przysięgi, więc zasady nie były przecież tak do końca... wiążące. Widząc, jak bura podnosi się na równe łapy, postąpiła mały krok do przodu, przechylając delikatnie głowę na bok. Powoli, jakby nieśmiało wykonała drugi krok, ale na tym skończyła się inicjatywa z jej strony. Spojrzała za to na Kąsającą Łapę spod długich rzęs, a zielone oczy błysnęły.
Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
– W rrazie czego możemy łatwo się wymówić… nieznajomością Kodeksu, niepewnością co do dokładnego położenia grranic… dla chcącego nic trrudnego – wymruczała z lekkim rozbawieniem w głosie. Na razie patrolu nie było w okolicy, a przynajmniej jej się nie wydawało – zresztą, raczej dałyby radę się zorientować odpowiednio szybko, prawda? Chyba że byłyby… bardzo zajęte.
A już obserwowanie Gwieździstej Łapy było dla Cienistej młódki naprawdę zajmującym zajęciem, bo jej zachowanie nieco ją zdziwiło – a konkretniej to nieśmiałość, z jaką postąpiła te dwa kroki do przodu. Czyżby w rzeczywistości była mniej pewna siebie, niż mogłoby się wydawać po tej kreacji, jaką sobie nadawała… czy może to również była forma flirtu, w której po prostu pozwalała Kąsającej Łapie przejąć większą inicjatywę? Pewne było jedno: testowały się nawzajem każdym posunięciem, a napięcie między nimi było wręcz elektryzujące, co… w pewnym sensie podniecało córkę Olchowego Szeptu. W nagłym przypływie brawury doskoczyła do Wichrowej terminatorki i wcisnęła nos w jej kryzę, zaciągając się zapachem kocicy. Choć same granice cuchnęły niemiłosiernie… to koty niekoniecznie, jak odkryła. Wręcz przeciwnie, w zapachu Gwieździstej Łapy było coś interesującego, przyjemnego; zdawszy sobie sprawę, że lekko ją poniosło, odsunęła się lekko, by spojrzeć prosto w zielone ślepia.
– Ale we wnętrzu tej nory pod nami nikt by nas nie zauważył – szepnęła, przymrużając oczy.
Gwiazdka odziedziczyła po ojcu nie tylko gęste, długie i wyjątkowo puszyste futro, ale również niewielkie trójkątne uszy o bujnych włosach wyrastających z ich środka oraz niewielkich pędzelkach na ich czubkach w brawie pomiędzy ciemną szarością a czernią. Na srebrzystym, nieco ciemniejszym, niż na reszcie ciała czole, widnieje zgrabna M-ka. Sierść na pysku Gwiazdki jest ciemniejsza - chodzi o gęste i liczne pręgi na jej mordce w barwie zbliżonej do czarnej. Uroku dodają jej oczy w kształcie migdałów, lekko skośne o barwie soczystej zieleni. Koteczka ma również krótki, zgrabny pyszczek ozdobiony symetrycznym białym znaczeniem, ciągnącym się szerokim pasmem od jej brwi do różowego, niewielkiego noska, przez kryzę, aż po brzuch, gdzie zlewa się z jasnym, srebrzystym futrem. Po tacie odziedziczyła też długie, proste wąsy skierowane bardziej ku dołowi. Grzbiet oraz boki kocicy pokrywają czarne klasyczne pręgi. Biel na przednich łapach obejmuje same stópki, a na tylnych sięga do pięt.
Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli, a zazwyczaj opowiada takie rzeczy, które rozmówca chce usłyszeć. Już teraz zalążek talentu aktorskiego wyszedł na powierzchnię i zaczął się prężnie rozwijać. Kłamstwo? Łgarstwo? Przychodzą jej z łatwością. Zmienia maski tak lekko, że wręcz niezauważalnie. Oprócz tego jest bystra i można ją nawet nazwać przebiegłą, dlatego nigdy nie można być pewnym, czy to co robi, czy mówi, jest szczere, chociaż na pewno na takie wygląda. Potrafi być naprawdę słodziutka i to nawet dla gorszych od siebie, mimo że w środku ma dla nich wiele współczucia i poczuwa się lepsza. Tyle, że to nie ich wina, że urodzili się właśnie tacy, prawda?
Wszystkiego można było się spodziewać po kotach z czterech klanów, prawda? Zarówno wyskakiwania z krzaków jak filip z konopi, jak i nieznajomości kodeksu, kiedy trening trwa już od jakiegoś czasu. Gwiazdka zgodnie kiwnęła głową Kąsające Łapie, przyznając jej rację. — Dla chcącego nic trudnego... — powtórzyła niższym, przyciszonym głosem. Zielone ślepia zogniskowały się najpierw na burym pysku cienistej terminatorki, powoli przesuwając się w górę w stronę oczu, aż ich spojrzenia się nie skrzyżowały. Oj, musiałyby być bardzo, ale to bardzo zajęte. Serce Gwiazdki zaczęło bić nieco szybciej, a ciepło powoli zaczynało roztaczać się od centrum klatki piersiowej.
Wtem jedyna córka Olchowego Szeptu doskoczyła do niej nagle i bez ostrzeżenia, wciskając noc w jej zadbaną, starannie uczesaną kryzę. Przez moment miała ochotę odskoczyć do tyłu, jednak zaparła się na tylnych łapach, nie chcąc dać po sobie znać, że trochę się tego wszystkiego zlękła. W końcu niecodziennie obcy, właśnie poznany kot podchodzi co ciebie na tak bliską, wręcz intymną odległość. Zwykle to ona działała w ten sposób, a nie odwrotnie. Srebrzysta postawiła na chwilę i cofnęła jedynie delikatnie głowę, a na jej delikatny pyszczek wypłynął pewny siebie uśmiech pozbawiony zębów. Ot, uniesione kąciki pyska w bardzo przyjemny sposób. — Kąsająca Łapo, ale czy ta nora jest bezpieczna? Wygląda, jakby wykopało ją jakieś duże, straszne zwierzę — odpowiedziała półszeptem, zerkając przelotnie w dół w poszukiwaniu nory pod nimi. Kiedy tu podchodziła, zapamiętała wejście do środka, które zapadło jej w pamięć. Ruszyła przed siebie, wymijając Zimno. Przypadeczkiem przesunęła jej ogonem po grzbiecie i zatrzymała się przed zejściem, zerkając przez bark w jej kierunku, jakby pytała "Idziesz?"
Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
Dla niektórych mistrzów Kodeks Wojownika nie był priorytetem – i do takich właśnie należała matka Ciemnej Toni. Młoda kotka nawet nie musiałaby kłamać, a że, tak czy siak, umiała bardzo przekonywująco grać, to z przyjemnością i łatwością udawałaby głupią trzpiotkę, która KOMPLETNIE nie miała pojęcia, że nie wolno przekraczać granicy, bla bla bla.
Gwieździsta Łapa wydawała się jej zaskoczona, jednak… nie było jej tak łatwo czytać, i znowu nie była pewna, czy to faktycznie zdziwienie i nagła utrata pozornego animuszu, czy tylko część tej niezwykle interesującej gry, jaką prowadziły. Była ciekawa, do czego to je zaprowadzi, jednak była przekonana, że… nie będzie zawiedziona, to na pewno. Że żadna z nich nie będzie, tak naprawdę. Powstrzymała się przed czymś więcej, przez krótką chwilę trzymając ciało w idealnym bezruchu… za wyjątkiem drżącego z podniecenia ogona, tego puszystego zdrajcy. Fascynowało ją to, co działo się z jej ciałem; ciekawa była, czy coś podobnego przeżywa teraz terminatorka z obcego klanu.
– Nie dowiemy się, dopóki tam nie zajrzymy – mruknęła nieco głębszym głosem niż zazwyczaj, a przesuwający się po jej grzbiecie ogon sprawił, że lekko zadrżała. Nie zwlekała, rzecz jasna, lecz starała się zachować godność – do wnętrza nory udawała się więc eleganckim krokiem… wyprzedziwszy Gwieździstą Łapę, o którą otarła się całym bokiem. Gdy znalazła się w szerokim tunelu, podążyła dalej, aż nie znalazła się w dość sporej komorze, chociaż prawdopodobnie jeszcze nie głównym leżu – tam, po bardzo krótkich oględzinach, odwróciła się za siebie z pewnością, że srebrzysta podążyła za nią… a nią była o wiele bardziej zainteresowana, niż tą norą.
Gwiazdka odziedziczyła po ojcu nie tylko gęste, długie i wyjątkowo puszyste futro, ale również niewielkie trójkątne uszy o bujnych włosach wyrastających z ich środka oraz niewielkich pędzelkach na ich czubkach w brawie pomiędzy ciemną szarością a czernią. Na srebrzystym, nieco ciemniejszym, niż na reszcie ciała czole, widnieje zgrabna M-ka. Sierść na pysku Gwiazdki jest ciemniejsza - chodzi o gęste i liczne pręgi na jej mordce w barwie zbliżonej do czarnej. Uroku dodają jej oczy w kształcie migdałów, lekko skośne o barwie soczystej zieleni. Koteczka ma również krótki, zgrabny pyszczek ozdobiony symetrycznym białym znaczeniem, ciągnącym się szerokim pasmem od jej brwi do różowego, niewielkiego noska, przez kryzę, aż po brzuch, gdzie zlewa się z jasnym, srebrzystym futrem. Po tacie odziedziczyła też długie, proste wąsy skierowane bardziej ku dołowi. Grzbiet oraz boki kocicy pokrywają czarne klasyczne pręgi. Biel na przednich łapach obejmuje same stópki, a na tylnych sięga do pięt.
Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli, a zazwyczaj opowiada takie rzeczy, które rozmówca chce usłyszeć. Już teraz zalążek talentu aktorskiego wyszedł na powierzchnię i zaczął się prężnie rozwijać. Kłamstwo? Łgarstwo? Przychodzą jej z łatwością. Zmienia maski tak lekko, że wręcz niezauważalnie. Oprócz tego jest bystra i można ją nawet nazwać przebiegłą, dlatego nigdy nie można być pewnym, czy to co robi, czy mówi, jest szczere, chociaż na pewno na takie wygląda. Potrafi być naprawdę słodziutka i to nawet dla gorszych od siebie, mimo że w środku ma dla nich wiele współczucia i poczuwa się lepsza. Tyle, że to nie ich wina, że urodzili się właśnie tacy, prawda?
Gwiazdka przyjemnie się elektryzowała, delektując się każdą iskrą, która wybrzmiewała między nią a jej nową znajomą. Atmosfera się zagęszczała, a srebrzysta nigdy nie miała jeszcze okazji zabawić się w ten sposób, szczególnie z inną kotką. Delikatnie poruszyła białymi wibrysami i rzuciła kolejne spojrzenie Kąsającej Łapie. Zwykle to ona zaburzała czyjąś przestrzeń, zdecydowanie dominowała nawet jeśli umiejętnie odwracała kota ogonem i sprawiała, że to jej rozmówca czuł się tym dominującym. Czy teraz tak było? Dobre pytanie. Obie bawiły się sobą, przesuwały zaintrygowane granicę, by sprawdzić, jak dużo mogą sobie pozwolić. Tyle, że ani Gwiazdka, ani Zimno nie dawały za wygraną, brnąć dalej w tę przedziwną maskaradę, która prowadziła je prosto do starej borsuczej nory. — Mhmmm... — wymruczała przyjemnie, przechodząc obok cienistej terminatorki. Pozwoliła się wyprzedzić i to z premedytacją, chcąc obejrzeć Zimno również z tej strony. Wolnym, spokojnym krokiem i sercem bijącym szybciej, niż zazwyczaj, ruszyła za burą, wkraczając w głąb ziemistej nory, wyrytej silnymi łapami drapieżnika. Czy sama czuła się jak drapieżnik? A może jak ofiara? W tej sytuacji było to baaarrrdzo... nieokreślone. Nie zatrzymała się, kiedy dostrzegła, jak Zimno się obraca, ale minęła ją, zerkając kątem oka na jej mordkę. Obeszła ją po półkolu i stanęła pewnie na łapach, patrząc teraz z ukosa. — I co terrraz? — zapytała zadziornie, przesuwając prawą łapę przed siebie. Zielone oczęta Gwiazdeczki ze skupieniem obserwowały córkę Olchowego Szeptu, patrząc spod przymrużonych powiek.
Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
Och, brnęły. Stanowczo brnęły, być może nawet za daleko, biorąc pod uwagę ich młody wiek i nadzwyczaj krótki staż znajomości… a także miejsce, w jakim były. Ale może dlatego to było tak podniecające, tak elektryzujące i tak, w pewnym sensie, niesamowite? Może właśnie ten brak doświadczenia i brak krępujących więzów, takich jak przynależność do tego samego klanu, która ciągnęłaby za sobą konieczność spotykania się po tym wszystkim, w jakiś sposób wzmagały odczucia obu kotek?
Gwieździsta Łapa zdawała się odzyskać w tym krótkim czasie część swojego rezonu, a przynajmniej tak stwierdziła Zimno, obserwując, jak kotka ją obchodzi dookoła i zadaje jej zadziorne pytanie. W zasadzie podobało jej się i taka jej wersja, i ta mniej pewna – a cała dynamika pomiędzy nimi była przez cały ten czas fascynująca i niesamowicie pociągająca. Wydała z siebie głęboki pomruk i w krótkim susie znalazła się tuż obok kotki, a jej łapy lekko zadrżały, jakby nie mogła dłużej się powstrzymywać. Czy faktycznie tak było? Czy przypadkiem nie grała tylko po to, by zdawało się, że kontroluje siebie gorzej, niż w rzeczywistości? Sama nie wiedziała. Granica się powoli zacierała, zwłaszcza gdy zapach srebrzystej kotki znowu uderzył jej nozdrza. Wreszcie otoczyła Gwieździstą Łapę ogonem i natarła na nią swoim ciężarem ciała, bok opierając o jej bok; chciała bowiem, by znalazły się na podłożu. Obie. Nie używała jednak zbyt dużej ilości siły: w zasadzie gdyby Wichrowa terminatorka chciała, bez większego wysiłku by się jej oparła. W końcu Kąsająca Łapa nie była jak Bycza Łapa, gwałciciel grasujący przez chwilę po granicach Cienia z innymi klanami.
Gwiazdka odziedziczyła po ojcu nie tylko gęste, długie i wyjątkowo puszyste futro, ale również niewielkie trójkątne uszy o bujnych włosach wyrastających z ich środka oraz niewielkich pędzelkach na ich czubkach w brawie pomiędzy ciemną szarością a czernią. Na srebrzystym, nieco ciemniejszym, niż na reszcie ciała czole, widnieje zgrabna M-ka. Sierść na pysku Gwiazdki jest ciemniejsza - chodzi o gęste i liczne pręgi na jej mordce w barwie zbliżonej do czarnej. Uroku dodają jej oczy w kształcie migdałów, lekko skośne o barwie soczystej zieleni. Koteczka ma również krótki, zgrabny pyszczek ozdobiony symetrycznym białym znaczeniem, ciągnącym się szerokim pasmem od jej brwi do różowego, niewielkiego noska, przez kryzę, aż po brzuch, gdzie zlewa się z jasnym, srebrzystym futrem. Po tacie odziedziczyła też długie, proste wąsy skierowane bardziej ku dołowi. Grzbiet oraz boki kocicy pokrywają czarne klasyczne pręgi. Biel na przednich łapach obejmuje same stópki, a na tylnych sięga do pięt.
Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli, a zazwyczaj opowiada takie rzeczy, które rozmówca chce usłyszeć. Już teraz zalążek talentu aktorskiego wyszedł na powierzchnię i zaczął się prężnie rozwijać. Kłamstwo? Łgarstwo? Przychodzą jej z łatwością. Zmienia maski tak lekko, że wręcz niezauważalnie. Oprócz tego jest bystra i można ją nawet nazwać przebiegłą, dlatego nigdy nie można być pewnym, czy to co robi, czy mówi, jest szczere, chociaż na pewno na takie wygląda. Potrafi być naprawdę słodziutka i to nawet dla gorszych od siebie, mimo że w środku ma dla nich wiele współczucia i poczuwa się lepsza. Tyle, że to nie ich wina, że urodzili się właśnie tacy, prawda?
Wiek, wkraczanie w nieznane - te dwa czynniki dawały o sobie znać. A może zareagowałyby w ten sposób również za dwadzieścia, trzydzieści księżyców i jak nastolatki nie wiedziałyby, co się z nimi dzieje, czując się tak przedziwnie w towarzystwie tej drugiej? Nie wiadomo, a na dodatek nie będą miały już okazji się przekonać. Wszystko prowadziło do bardzo niebezpiecznego, nieoczekiwanego końca. Chociaż może... czy nie wiedziały tego w momencie, w którym się ujrzały?
Gwieździsta Łapa przygryzła wargę, spoglądając na burą terminatorkę z Klanu Cienia. Jedna i druga każdym kolejnym ruchem przesuwała granicę, ale to, co chciała zrobić Zimno, było silnym, mocnym ruchem, który bardzo spodobał się córce Wietrznego Dnia. A mimo to nie uległa. Odskoczyła na bok, stając przodem do Kąsającej Łapy i nie dając się jej tak po prostu powalić, a na delikatny, drobny pyszczek wypłynął zawadiacki uśmieszek. Raptownie obniżyła się na przednich łapach, unosząc zad i ogon wysoko w górę. Oj, jeśli myślała, że tak po prostu dostanie coś więcej z jej strony, to bardzo się myliła. Zielone oczęta Gwiazdki błysnęły spod długich rzęs, gdy z eksykacją przyglądała się Kąsającej Łapie. Pozwoliła sobie pójść za emocjami, które w niej buzowały, mimo iż jeszcze chwilę temu, gdy były na zewnątrz, jakość się hamowała.