Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Nudziło jej się! W obozie nie mogła znaleźć dla siebie zajęcia, a zatem postanowiła wysmyknąć się spod oka Wędrujących Świateł i na własną łapę doskonalić wiedze z zakresu terenoznawstwa. W ten sposób zapamięta więcej, bo nikt jej nie smęcił nad głową, tylko mogła w spokoju skupić się na tym gdzie idzie, na co patrzy i pilnowała swojego własnego tyłka, bez obstawy. Była na terenach Klanu wichru - co miało jej się stać? Królik miał ją zagryźć? Ha! Ruszyła zatem w kierunku jednego z klanów. Tego, który śmierdział rybami. Niestety jej Mistrz miał rację, przebywanie blisko rzecznej granicy nie było najprzyjemniejszą rzeczą, a Klacz nawet nie miałaby powodu prosić o naukę łowienia ryb czy pływania, bo nie posiadali stawu czy rzeki na terenach klanu, jednak może pozna jakieś inne oddane koty. Oczywiście oddane Klanowi Rzeki, a nie Wichrowi. To logiczne. Niestety urodzili się oni po złej stronie lasu, ale hej, to nie ich wina. Można im to było wybaczyć, jak najbardziej!
Będąc blisko granicy, najpierw zawęszyła, próbując załapać jakiś zapach, który mógłby dać jej informacje o ewentualnych przeciwnikach. tak się nie stało. Wyszła zatem zza wysokiej kępy trawy i szła spokojnie przy granicy zapachowej. - Halo! - I krzyczała, chcąc się na kogoś natknąć.
Księżyce: 53 Mistrz: Rześka Pszczoła Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Śnieżny Płatek [npc] Ojciec: ??? [npc] Trwałe urazy: -1 Zr, -1 Sz na stałe Urazy mechaniczne: -1Zr, -1Sz na stałe (powód: złamanie kości promieniowej)
czarny srebrny cętkowany; z białymi znaczeniami na tylnych łapach, brzuchu i brodzie; zielone oczy;
"Miał całkiem ładne, srebrzyste futerko i głupie oczka. Dla niej wyglądał zupełnie jak rybka, którą ktoś wyrzucił na brzeg." ~Pustynna Róża
trochę people pleaser, trochę idealna owieczka Śnieżnego Płatka, która bardzo chciałaby być wilkiem, ale nie ma ku temu predyspozycji
Roziskrzona Gwiazda, Traszkowy Grzbiet [KW], Wędrujące Światła [S]; Ruletka [P]
Lubił spacery wzdłuż granicy z Klanem Wichru. A dlaczego? A dlatego, że Dziwna Kotka należała do Klanu Gromu i nie było szans, że wyskoczy zza kolejnej kępy traw z serią pytań. Mimo innych, być może poważniejszych, zagrożeń czyhających na takiego Popiołka, kocur czuł się tu całkiem bezpiecznie. Całkiem komfortowo. Reszta patrolu szła kawałek przed nim, ale nie czuł potrzeby deptania im po ogonach, przecież w razie faktycznego niebezpieczeństwa starczy ich zawołać. A teraz? Teraz był całkiem sympatyczny dzień i...
... i Popiołek poleciał nagle w przód. Nie obił sobie mordki, bo w porę złapał umykającą równowagę i odchylił się w tył. Albo raczej próbował, bo prawa łapa zniknęła w błocie i próby wyszarpania jej sprawiały jedynie, że reszta kończyn zanurzała się bardziej. Znaczy niby reszta nie utknęła, bo najbardziej grząski grunt znajdował się dopiero przed Popielatym, ale hm, nie miał jak się zaprzeć? Nie wiedział, to zbyt wiele na jego rybi móżdżek. Usiadł aż, żeby mniej rzucać się w oczy i już rozważał zawołanie za oddalającymi się wojownikami, ale... o Gwiezdni, jeszcze do matki dotrą wieści co za przeszkoda pokonała jej syna na dzisiejszym patrolu.
To już chyba wolał tu zostać na zawsze.
//Bagno uwu
In the { fullmoon's } light — I listen. to the stream— andin between the silence. . . . . . . . . . . .ˏˋ°•*⁀➷hear you callingme But I don't know whereI am. . . . . . . . . . . .and I don'ttrustwho I've been ╭────── · ☾ · ──────╮ And if I comehome . . . how will I everleave? ╰────── · ☾ · ──────╯
Księżyce: 57 Płeć: Trans kocur Matka: Czarna Łapa Ojciec: Jęczmienne Ziarno Trwałe urazy: blizna po prawej stronie pyska, odsłaniająca górny kieł; urwany fragment lewego ucha
Księżyce: 57 Płeć: Trans kocur Matka: Czarna Łapa Ojciec: Jęczmienne Ziarno Trwałe urazy: blizna po prawej stronie pyska, odsłaniająca górny kieł; urwany fragment lewego ucha
długowłosy, czarno-rudy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, pysku i łapach; oczy wybarwione na odcień zżółkłej zieleni; nierówne, potargane futro; dodatkowy palec na obu przednich łapach, pozbawiony możliwości wciągania pazura
Wydeptaną między drzewami ścieżkę porzucił na samym początku – umyślnie skręcił pomiędzy wysokie kępy traw, zielone i rozkołysane wiatrem, najbliższe, co w doświadczeniu kogoś, kto nigdy nie opuścił krainy, mogło przypominać morze. Nie lubił spędzać czasu w obozie, wśród innych kotów – wiedział, jak go nazywano, kiedy odwracał się plecami i że rozmowy miały w zwyczaju nagle cichnąć za każdym razem, kiedy podchodził bliżej. Nikt mu nie wierzył. Potwory – tymczasem – stawały się głodne, widział, jak ostrzyły sobie zęby, zakradały się na krawędź lasu i przyglądały mu się z ciemności, czerwone ślepia na tle zacienionej kniei. Potrzebował odetchnąć, zebrać myśli, zdecydować się na plan działania – jak dotąd nigdy nie pozwolił jeszcze, żeby o jego życiu zadecydowało to, co myśleli o nim inni.
Zatrzymał się, dostrzegając przed sobą wydeptany ślad ścieżki, zdając sobie sprawę, że musiał przypadkiem zatoczyć koło, wrócić z powrotem do miejsca, od którego próbował się oddalić – wyrwany z zamyślenia, stał przez chwilę w miejscu, poruszając nerwowo końcówką ogona. W końcu zdecydował się przejść jeszcze kawałek wzdłuż granicy, zaledwie po kilku krokach zatrzymał się jednak po raz kolejny, marszcząc czoło, kiedy jego oczom ukazał się cętkowany kocur, zgarbiony nad kałużą grząskiego błota. Przyglądał się przez chwilę, korzystając z faktu, że terminator był odwrócony do niego tyłem. Spodziewał się, że zacznie krzyczeć, może się szarpać, spróbuje uwolnić prawą kończynę, ale on tylko siedział w miejscu – spokojny czy zrezygnowany?
– Zawsze myślałem, że największym problemem Rzecznych jest głowa, ale widzę, że łapy robią poważną konkurencję. – nie przywitał się – nie miał w zwyczaju zwracać na siebie uwagi uprzejmą manierą. Nie wydawało mu się to ani konieczne, ani szczególnie efektowne – zdawało się, że o wiele skuteczniejsza była, przeciwnie, zwykła niegrzeczność.
Księżyce: 53 Mistrz: Rześka Pszczoła Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Śnieżny Płatek [npc] Ojciec: ??? [npc] Trwałe urazy: -1 Zr, -1 Sz na stałe Urazy mechaniczne: -1Zr, -1Sz na stałe (powód: złamanie kości promieniowej)
czarny srebrny cętkowany; z białymi znaczeniami na tylnych łapach, brzuchu i brodzie; zielone oczy;
"Miał całkiem ładne, srebrzyste futerko i głupie oczka. Dla niej wyglądał zupełnie jak rybka, którą ktoś wyrzucił na brzeg." ~Pustynna Róża
trochę people pleaser, trochę idealna owieczka Śnieżnego Płatka, która bardzo chciałaby być wilkiem, ale nie ma ku temu predyspozycji
Roziskrzona Gwiazda, Traszkowy Grzbiet [KW], Wędrujące Światła [S]; Ruletka [P]
Popiołek był odrobinę zatopiony w błocie i całkowicie w swoim nieszczęściu. Patrol oddalał się bez niego, z każdym kolejnym uderzeniem serca spadały szanse na udane wezwanie pomocy, a Popiołek nie miał alternatywnego planu. Na ten moment chyba faktycznie najbliżej było mu do pozostania tu po wsze czasy, aż zostanie z niego jedynie smętny szkielecik. Może kolejne pokolenia Rzecznych terminatorów, podczas obchodzenia granic, będą się uczyć o Smętnym Szkieleciku, charakterystycznym punkcie granicznym przy Klanie Wichru. Może to jedyne osiągnięcie w zasięgu łap tego syna Śnieżnego Płatka. Wątpił by była z niego dumna, chyba raczej by się do niego nie przyznawała. I może słusznie, chyba byłaby to zrozumiała decyzja, zresztą-
Obcy głos wyrwał srebrnego z zamyślenia. Wyprostował się na tyle, na ile pozwalała mu ta nieszczęsna łapa i rozejrzał się na boki. Kątem oka dostrzegł sylwetkę, więc spróbował jeszcze bardziej obrócić głowę by nieznajomy nie był jedynie rozmazaną plamą. Udało mu się w ten sposób osiągnąć ból w wygiętej szyi, to przede wszystkim. I określić, że miał do czynienia z kotem, ale po prawdzie, tyle mógł wywnioskować już z faktu, że się odezwał zrozumiale, zamiast rzucić do gardła.
Chociaż może to zbyt wiele powiedziane z tym zrozumiale. Popiołek nie rozumiał z tego nic. Zmarszczył brwi, próbując znaleźć odpowiedź na tę arcytrudną zagadkę, ale za nimi znajdowała się jedynie pustka.
– To... chyba tylko moim? – chciał stwierdzić, nie szukać potwierdzenia. Nie wyszło. – Ostatnio tu było stabilniej. Zamyśliłem się i no... – spróbował poruszyć łapą dla pełnych wyjaśnień.
In the { fullmoon's } light — I listen. to the stream— andin between the silence. . . . . . . . . . . .ˏˋ°•*⁀➷hear you callingme But I don't know whereI am. . . . . . . . . . . .and I don'ttrustwho I've been ╭────── · ☾ · ──────╮ And if I comehome . . . how will I everleave? ╰────── · ☾ · ──────╯
Księżyce: 57 Płeć: Trans kocur Matka: Czarna Łapa Ojciec: Jęczmienne Ziarno Trwałe urazy: blizna po prawej stronie pyska, odsłaniająca górny kieł; urwany fragment lewego ucha
Księżyce: 57 Płeć: Trans kocur Matka: Czarna Łapa Ojciec: Jęczmienne Ziarno Trwałe urazy: blizna po prawej stronie pyska, odsłaniająca górny kieł; urwany fragment lewego ucha
długowłosy, czarno-rudy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, pysku i łapach; oczy wybarwione na odcień zżółkłej zieleni; nierówne, potargane futro; dodatkowy palec na obu przednich łapach, pozbawiony możliwości wciągania pazura
Przez dłuższą chwilę przyglądał się obcemu kocurowi z niegniewną jeszcze niechęcią, więcej nawet – z lekceważącym sceptycyzmem. Sprawiał wrażenie, jakby brał z niego miarę powątpiewającym, niezainteresowanym spojrzeniem, dochodząc do wniosku, że miał przed sobą kogoś o słabej woli i niewystarczającym instynkcie przetrwania. Terminator wyglądał, jakby miał przynajmniej dwadzieścia księżyców, a on zastanawiał się, jak udało mu się przeżyć tak długo.
– Długo tu siedzisz? Dlaczego nie wołałeś o pomoc? – odparł, choć w jego głosie nie było słychać troski, jedynie konsternację – rozejrzał się dookoła, jakby podświadomie spodziewał się, że Rzeczniak był jedynie przynętą, że wokół wokół zebrała się już grupa obcych kotów, które oczekiwały w ukryciu, aby go upokorzyć. Nie zauważył jednak nikogo w pobliżu, a jedynym odgłosem, który docierał do jego uszu, był niecierpliwy świst wiatru przedzierającego się pomiędzy suchymi kępami traw. – Nie boisz się? – podszedł przez kępy wiechliny, wystarczająco blisko, aby nie musieć podnosić głosu. – Potworów. Podobno atakują koty, które oddaliły się od obozu. Wyrywają uszy, odgryzają głowy i tak dalej, nie boisz się?
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
***
Zastępca wyznaczał patrole, to był jeden z wielu jego obowiązków, ale Nocny Szkwał lubił na takowe chodzić sam. Szczególnie w ostatnim czasie, gdy jego życie nieco się skomplikowało. Częściej brał samotne patrole, bo pozwalało mu się to trochę wyluzować i oczyścić umysł. Tylko on, las, zapach granic i nic więcej. Ewentualne jakiś patrol z innego klanu, jeśli tak się akurat zdarzy.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Tak się właśnie złożyło, że również i Krzyk zdecydowała wybrać się tego dnia na samotny patrol. Chociaż ona po prostu chciała pozbyć się uciążliwych rzepów ze swojego ogona. Żbikopręga w dalszym ciągu przypominała jej o tym, że powinna odpocząć, a Czarny Koń rzucała niezbyt przyjemnymi komentarzami, za które miała ochotę wyrwać jej wąsy. Może znajdzie po drodze jakąś nadpsutą piszczkę i podrzuci ją jej do legowiska. Jej szczeniackie rozmyślania, godne terminatora przerwał świeży rzeczny zapach. Wystarczyło jedno poruszenie głową, żeby dostrzec nieznajomego za granicą. - O! Witam sąsiada! Sąsiada też wykopali z obozu? -Zażartowała, zbliżając się do kocura. Rzecz jasna utrzymywała odpowiedni dystans od jego terenów, nie zamierzała rozpętywać niepotrzebnych sprzeczek.
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
Nie spodziewał się kogoś spotkać, a raczej nie spodziewał się spotkać kogoś, kto to jak on udał się na samotny patrol. A jednak. Choć ich powody były nieco różne, ostatecznie wszystko doprowadziło ich do tego, że ich drogi się skrzyżowały. Nic nie dzieje się bez powodu, czy coś.
Spojrzał na kotkę z neutralnym jak na siebie wyrazem pyska, by po chwili delikatnie się nawet uśmiechnąć.
- Dzień dobry. Nie, nie powiedziałbym że wykopali, raczej... hm, wykopałem się sam. - odparł. Poza Łabędziem nie bardzo kto miał go z klanu wyrzucić, na samotne patrole przydzielał się sam, ale różnie to mogło być. Klany i koty są różne.
- Nazywam się Nocny Szkwał, a ty? - przedstawił się, pozwalając sobie na chwilową pogawędkę. Nic się przecież nie stanie przez ten czas, prawda?
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
***
Dotarła do niego informacja od patrolu i w sumie dobrze się składało. Roziskrzona Gwiazda musiała z kimś o czymś porozmawiać, a Nocny Szkwał musiał o czymś porozmawiać z nią. O klanie Cienia, tak konkretnie. Obiecał to Spopielonej Polanie i jakby nie patrzeć, całe to zamieszanie było spowodowane przez jego rozmowę z Czosnkowym Kwiatem.
Dotarł więc na granicę z klanem Wichru i poprosił nadchodzący patrol o przyprowadzenie swojej Przywódczyni. Ciekaw był, o co jej chodziło, choć niestety, nie był to jedyny cel jego wizyty.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Gdy patrol poinformował o Nocnym Szkwale na granicy, z pierwszym uderzeniem serca, burego owładnął niepokój. Pierwsza myśl dlaczego to akurat Rzeczny zastępca chciał się z nim widzieć... najłagodniej mówiąc nasuwała na myśl zmiany w trójce klanowej. Dopiero po chwili zreflektował się, że nie było powodu do przekazywania mu tej informacji osobiście, jeśli cokolwiek stałoby się z Łabędziem, dowiedziałby się z trzeciej łapy, chyba że akurat niezwykłym trafem, sam by znajdował się akurat w odpowiednim miejscu, o odpowiednim czasie. O ile było cokolwiek odpowiedniego w takiej sytuacji.
Ale tak. Nie mogło o to chodzić. Większość tłumaczeń Polnego Wiatru mu umknęła, ale starczyło, że zapamiętał miejsce – Kępy Traw. Tam też wyruszył. Na wysokości Starego Kasztana podziękował rudemu wojownikowi za eskortę i obiecał, że dalej poradzi sobie sam. Na granicy faktycznie czekał Rzeczny zastępca.
Dlaczego on, a nie Łabędź? Stare kości chyba nie doskwierały mu tak mocno by odpuścić sobie możliwość spotkania?
– Nocny Szkwale. – skinął łbem, zatrzymując się. – W czym mogę pomóc?
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
Skinął łbem z szacunkiem, gdy Roziskrzona Gwiazda stanęła przed nim.
- O to samo chciałem zapytać. Patrol poinformował mnie o tym, że chcesz z kimś porozmawiać. Wybacz proszę, że Łabędzia Gwiazda nie stawił się osobiście, wiem że jesteście bliskimi przyjaciółmi. Wszystkim nam zależy na tym, żeby został z nami jak najdłużej i się nie przemęczał, dlatego delegacje na granice są moim obowiązkiem. - powiedział, przepraszając że nieobecność swojego Przywódcy. Domyślał się, że nie na to liczyła wichrowa Gwiazda, ale niestety, Łabędź był już staruszkiem i nie po drodze było mu na granicę. - Chciałbym porozmawiać z tobą o klanie cienia i ostatnich wydarzeniach, które miały tam miejsce, ale zostawmy to na potem. O czym chciałaś pomówić? - zapytał z lekkim uśmiechem. Chciał skorzystać z okazji i sam wspomnieć o rozmowie ze Spopieloną Gwiazdą, ale w pierwszej kolejności chciałby się dowiedzieć cóż przekazać chciała Gwiazda. O cóż mogło chodzić?
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Odetchnął z ulgą i machnął lekko ogonem na znak, że nic nie szkodzi, gdy Nocny Szkwał przeprosił za to, że to on tu przyszedł. Ale nie wcinał mu się w słowo z jakimikolwiek komentarzami, ugryzł się w język i czekał uprzejmie na swoją kolej. Chociaż ostatnie pytanie go wzięło z zaskoczenia – zapomniał na moment, że tylko w Wichrze koty wiedziały. Ale nie chciał by ta informacja dotarła do Łabędzia w taki sposób, więc odnotował, żeby używać żeńskich form. Teraz tylko się nie zapomnieć, ugh.
– Nie no, oczywiście. Ciebie też dobrze widzieć, nie przejmuj się, przekaż tylko Łabędziow- Łabędziej Gwieździe moje pozdrowienia i że chętnie się spotkam w mniej oficjalnych warunkach jak będzie na siłach. – uśmiechnął się ciepło do Nocnego Szkwału. Nawet jeśli nie rozumiał do końca, Rzeczny przywódca był niewiele starszy od niego. Czy w tym wieku każdy księżyc stanowił aż taką różnicę jak między jedno a dwuksiężycowym kocięciem? Czy to Łabędź zdecydował się zostawić wycieczki na granice swojemu zastępcy, czy to srebrny kocur wymusił oszczędzanie się na Łabędziu? Gwiezdni, Iskra czuł, że Krzyk by się bała coś takiego w ogóle zaproponować. I to o ile by w ogóle pomyślała. Powoli kończył mu się czas na ignorowanie tego tematu.
Ale nie mógł teraz o tym myśleć.
Temat Cienia... dalej mu było nieswojo z tym jak to się potoczyło wszystko. Ale też udawanie, że nie dzielili Czarnego Ogona z żadnymi sąsiadami donikąd nie prowadziło, więc zostawało tylko zacisnąć zęby i się nie użalać nad sobą i całym światem.
– Zakładam, że chodzi o Baranią Łapę? – prosił patrole o przekazanie informacji wraz z imieniem, a sam... nie pamiętał by cokolwiek innego chciał omówić z innymi przywódcami. Szczególnie odnośnie Cienia, to nie mógł być przypadek, że akurat z okazji tego spotkania Nocny Szkwał chciał wspomnieć o nich. Więc nie czekał na potwierdzenie, kontynuował. – Barania Łapa zjawił się na naszych terenach ranny, kaszlący. Mówił, że medycy w Cieniu odmawiali mu leczenia i dlatego szukał pomocy u nas. Ogólnie... hm, nie mówił mało i na pewno nie wszystko o czym opowiadał było kłamstwem, ale ciężko było uwierzyć w niektóre jego słowa. Co tu dużo mówić... nie wzbudzał zaufania. Nasze medyczki nie były przeciwne zabraniu go do obozu, ale kategorycznie odmawiały przyjęcia go do lecznicy, miałby być gdzieś poza, pod stałym nadzorem wojownika. Uznałam, że dla obu stron będzie lepiej jak poszuka pomocy dalej. Znaczy, żebyśmy się nie zrozumieli źle. Został u nas opatrzony, dostał zioła na kaszel, zaoferowałam, że wojownicy pomogą mu dotrzeć do Rzeki, Gromu, osiedla... nie został pozostawiony sam sobie. Tylko przyjmowanie go do obozu mijało się z celem u nas. – trzepnął uchem. Co miał powiedzieć? Że chciał porozmawiać głównie na wypadek, gdyby Barania Łapa zdecydował się oczernić Wicher w oczach pozostałych przywódców? Że był ciekaw co powie innym Klanom, jeśli do nich dotrze? Iskra westchnął ciężko. – Mówił o planowanej wojnie z... innymi Klanami. I że w Cieniu jest jeszcze gorzej niż za panowania Psiej Gwiazdy. I nie wiem... może to okrutne, ale... nie potrafię w to uwierzyć. Ale też nie potrafię spać spokojnie, gdy jest cień szansy, że mówił prawdę. Stąd właśnie chciałam wiedzieć, gdyby zjawił się przy waszych czy Gromowych granicach. Ostrzec na wypadek, gdyby kłamał, ale też... no właśnie.
To chyba wszystko, chociaż we własnej chaotyczności nie potrafił ocenić co zdołał przekazać.
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
- Jasne, oczywiście, tak. Z przyjemnością je przekażę. - uśmiechnął się lekko. Trochę żałował że to on się tu zjawił, widać było że relacja z Roziskrzoną Gwiazdą należała do tych bliższych i sama kocica wolałaby, żeby stał tutaj nie Łabędź. Nie chodziło o rangę, a po prostu typ relacji. Oprócz załatwiania poważnych spraw, zapewne rozmawialiby jeszcze o prywatnych pierdołach. No ale niestety. Był Noc i trzeba sobie było jakoś z tym poradzić.
Zmarszczył brwi, próbując przeanalizować to, co właśnie usłyszał. Przypomniał sobie o tym co nie tak dawno temu przekazał mu patrol, ponieważ ze względów czasoprzestrzennych łatwiej będzie, jeśli ta sesja będzie tuż przed śmiercią Łabędzia i dodał dwa do dwóch.
- Dobrze, że o tym mówisz. Jesteś w stanie powiedzieć mi jak ten kot wyglądał? Klan Cienia wspominał nam o wygnańcu, Martwej Duszy, jednak zaznaczyli, że może przedstawiać się innym imieniem. Był poplecznikiem Psiej Gwiazdy, więc oboje możemy się jedynie domyślić jaki to typ kota. - zaczął na początku, chcąc wykluczyć czy mowa tutaj o jednym i tym samym kocie, czy może jednak takich jednostek jest więcej. - Rozmawiałem ostatnio ze Spopieloną Gwiazdą. Sama z siebie opowiedziała mi o tym, co działo się w klanie Cienia za panowania jej ojca. Jest niezwykle młoda i na jej barki spadł ogromny ciężar zjednania sobie klanu, ale nie wierzę, że jest tyranem. Wydawała się rozsądna i było jej szczerze wstyd za to, co się działo. Widać po niej, że zależy jej na dobru klanu. Myślę, że... ten ktoś próbuje namieszać. Nie zdaje sobie chyba jednak sprawy z tego, że trzy pozostałe klany łączą mocne więzi i trzeba nieco więcej niż plotki, by nas skłócić. - przyznał. Gdyby pogłoski o złym traktowaniu dotarły do Rzeki, Łabędź z pewnością by w nie nie uwierzył. Znali się z Roziskrzoną Gwiazdą, wiedział jaką była Przywódczynią i choć Noc sam widział ją na oczy pierwszy raz to wiedział, że nie mogła być kotem złym. Jaki jednak cel w tym miał ten cełu Barania Łapa? Czy też Martwa Dusza. Kimkolwiek był, należało się go wystrzegać.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Wierzbownicowa Łapa miała niedługo rozpocząć trening, ale faktem było, że na ten moment... żadna z nas nie potrafiła leczyć ran. Najczęstszych urazów, które pojawiały się w Lecznicy. I choć była to kwestia czasu nim Ciernisty Gąszcz nauczy tego kremową kotkę, ranni... mogli go zwyczajnie nie mieć. Nie było wiadomo jak i w jakim tempie Cienista Medyczka planowała użyć Wierzbownicową Łapę, i co jakby w trakcie nieobecności Wierzbownicy coś się stało?
Plus, trochę samolubnie, czułam potrzebę spotkać się z Ważką. Ważkowymi Szuwarami. Może dowiedzieć się więcej w kwestii Poety, o co chodziło. Nie byłabym pewna czy miałabym odwagę to zrobić sama; czy patrol pofatygowałby się dla jednego kota zawracać głowę Medykowi.
Ostatecznie wyszłyśmy zanim zaszło słońce. Większość kotów w nocy spała i patrole nie były tak częste. Musiałam szczególnie uważać przy przekraczaniu Wilgotnych Skałek, ale udało mi się nie wpaść do wody, choć w pewnym momencie łapa się nieco pode mną oślizgnęła z jednego z kamieni. Co jakiś czas przecierałam oczy nadgarstkiem, by pozbyć się napływającej do nich wilgoci. Byłam zdeterminowana.
Pozostało mieć nadzieję, że zaczepiony przez nas Wichrowy patrol faktycznie zamierzał przekazać naszą prośbę o spotkanie Ważce. W razie czego określiłam ile będziemy czekać, jeśli nie dostaniemy żadnej informacji lub nikt się nie zjawi w umówione miejsce. Zerknęłam niepewnie na moją towarzyszkę, czując jak szybko bije moje serce. Przełknęłam ślinę. Przynajmniej–jeśli wszystko pójdzie dobrze–do czasu nadejścia Medyczki już powinno się ściemnić.
//wierzbownica, ważka
x
x x ✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧xxxxxxxxxxxxxxxxxxx
I want to spinsomethingoutofnothing lead to gold, spring from winter storyfrommotedsky
I wanna help mother upanorchard fromaseedup through sapling
the way theyencourageone another
to push high, touch the sunlight againsttheirtenderleaves
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
Informacja o dwóch kotkach proszących o nią przy granicy z Klanem Rzeki jest niepokojąca, zwłaszcza gdy słyszy, że jedna z nich przedstawiła się jako terminatorka medyka. Nie, żeby Ważkowe Szuwary nie wierzyła, że Poeta prędzej czy później wybierze terminatora - biorąc pod uwagę, jak wściekł się na nią na zgromadzeniu, bynajmniej by się tym nie zdziwiła - pozostaje więc jakiś cień szansy, że w sytuacji nie ma nic dziwnego, choć obecność drugiego kota jest dosyć... kwestionowalna, jeśli chodzi jedynie o zapoznanie się wśród medyków. Nie jest w stanie jednak nie brać pod uwagę możliwości, że Poetę zaatakowało coś podczas zbierania ziół. Nażarł się cisu, by wzbudzić w niej wyrzuty sumienia? Nie przechodzi jej ani przez uderzenie serca przez myśl, że mogło wydarzyć się to, czego tak się obawiał; Nocna Gwiazda, jego kochanek, miałby się go pozbyć?
Gdy zjawia się przy granicy, słońce jest już niemal niewidoczne; mierząc jednak uważnym spojrzeniem oczekujące na nią kotki zatrzymuje się na białej, pokrytej bliznami sylwetce i domyśla się przyczyny pory. – Dobry wieczór, Słona Łapo, Wierzbownicowa Łapo – wita się względnie swobodnie, zgrabnie przysiadając tuż przy granicy, choć uczucia ma co najmniej mieszane. Nie wie, na ile długo będą rozmawiać, ale może zadbać o własną wygodę. – Prosiłyście o mnie.
Pomimo własnej ciekawości, o nic nie pyta, dwójce kotek posyłając jedynie znaczące spojrzenie. To one w sam wieczór posyłały po nią na drugi koniec terenów - i to po ich stronie leżało wyjaśnienie sytuacji, nie Wichrowej medyczki ciągnięcie za język.