Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Pojawienie się nieznanego kota na pewno powinno ją przestraszyć albo powinna z miejsca się zjeżyć, co zrobić cokolwiek podobnego, tym bardziej że dziwnie pachniał i chyba miał na sobie jakieś resztki krwi, jeśli się nie myliła, ale aż tak uważnie ani go nie oglądała, ani nie wąchała, jakby uważała, że mimo wszystko podobne zachowanie byłoby co najmniej karygodne. Zlustrowała go jednak uważnie, bo mimo wszystko była wojownikiem i nie mogła pozwolić na to, żeby jakiś obcy jej się na ziemiach panoszył, czy robił cokolwiek takiego, a później poruszyła ogonem, który niemalże zafalował w powietrzu i postanowiła się przywitać, bo tego jeszcze mama zdążyła ją niewątpliwie nauczyć.
- Dzień dobry - odparła, promiennie, jak to ona, bo przecież chodzenie z głową zwieszoną do ziemi jej nie odpowiadało, a następnie przekrzywiła lekko głowę, by zaraz zaśmiać się cicho na jego słowa, nie mogąc zupełnie pojąć, dlaczego właściwie ją przepraszał, skoro nie robiła niczego szczególnego. - E, nie, trochę się nudzę na tym moim patrolu, to sprawdzam, jak się mają moje łapy i oczy! Upolowanie owada jest naprawdę trudne, no, ale na pewno sam o tym wiesz! - stwierdziła, a potem przypomniała sobie, że zapewne powinna poinformować samotnika, gdzie się właściwie znajdował, nic zatem dziwnego, że zaraz odchrząknęła i nabrała głęboko powietrza. Ostatecznie była wojownikiem i jako taki postępować powinna, choć jak widać, mentalnie przypominała raczej dziecko, terminatora, który dopiero zaczynał poznawać życie i w niczym jej to nie przeszkadzało. Cieszyła się tym, co miała, bo odebrano jej już tak wiele, że nawet nie chciała o tym myśleć i wolała po prostu żyć z dnia na dzień, poszukując za każdym razem jak najwięcej przyjemności.
- Jestem Racza Sadzawka, wojowniczka Klanu Wichru, a ty właśnie znajdujesz się na naszej granicy, więc prosiłabym, żebyś dalej nie przechodził, rozumiesz. Słyszałeś w ogóle o Klanach? - wypowiedziała, ale głos nadal brzmiał radośnie, jakby Raczek nie znajdowała w tym ostrzeżeniu niczego strasznego.
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Odpowiedziała mu, tak jak się w ogóle nie spodziewał. Liczył na jakąś krótką, prostą wypowiedź, a tu? Proszę! Nie było to zdecydowanie zbywające, nie było to wrogie. Nieco go to uspokajało, na tyle że nie miał palpitacji serca na samą myśl o tym co zaraz się będzie działo. Nie skomentował tego jednak, jedynie uśmiechnął się szerzej, w zupełności skupiając się na następnych zdaniach wypowiedzianych przez kotkę. - Nie ciągnie mnie dalej, spokojnie. Wiem gdzie moje miejsce - zapewnił ją odrobinę pewniejszym tonem głosu. Nie potrzebował przekraczać żadnej granicy, nigdy. Nie chciał tracić życia w taki sposób. To zbyt duże ryzyko. - Raz... czy dwa obiło mi się o uszy. Nie wiem zbyt wiele.
Co rzecz jasna... było kłamstwem. Na moment się nawet zaciął, dodając że słyszał "dwa razy" o Klanach. Nie chciał kłamać, ale... no, nie chciał też mówić jasno, że o Klanach wie wszystko. Bo jeszcze jakoś go skojarzy z Gromem i będzie dziwnie. Bardzo, bardzo dziwnie.
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Raczek niewątpliwie nie była zbyt typowym wojownikiem, o ile coś takiego w ogóle istniało. Była zdecydowanie zbyt do przody ze wszystkim, zdawała się niczego nie bać i wciąż jeszcze prześladowała ją wyjątkowo dziecięca fantazja, od której nie chciała uciekać. Cieszyła się tym, co miała, cieszyła się po prostu życiem i to w zupełności jej wystarczyło. Nie musiała tak naprawdę być wiecznie poważna, a nawet gdyby ktoś ją o to poprosił, to zapewne najnormalniej w świecie nie umiałaby utrzymać poważnej, dorosłej miny, która przecież w pełni przystała komuś w jej wieku. Było jednakże, jak było, a ona nie zamierzała tego w żaden sposób zmieniać, bo po co, co nie? Chciała być sobą, to jej odpowiadało i wierzyła w to, że odpowiadało również pozostałym kotom w jej klanie.
- No, to dobrze, bo naprawdę wolałabym nie musieć gryźć cię po uszach. Fantastyczne są, tak przy okazji - powiedziała jeszcze, poruszając lekko ogonem i bezczelnie przyglądając się rozmówcy, nie znajdując w tym niczego dziwnego, odrzucającego, czy z jakiegokolwiek innego powodu przykrego. Gapiła się, no dobrze, ale czy to w ogóle można było uznać za coś niegrzecznego? - Raz albo dwa? A co o nas słyszałeś? Bo wyglądasz trochę, jakbyś się bał, że zaraz się okaże, iż jestem jakimś wściekłym borsukiem - stwierdziła, śmiejąc się cicho. - A ty czekaj, jak ty to w ogóle masz na imię?
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Skrzywił się delikatnie. Najpierw to musiałby się jej dać ugryźć w te swoje uszy! Rzecz jasna, nie chciał jej robić krzywdy, ale mógłby ją odstraszać od siebie, żeby i ona go nie krzywdziła. Komplementu nie puścił mimo uszu, niemniej nie zareagował w żaden werbalny sposób. Po prostu odwrócił wzrok na bok, czując lekkie speszenie. I wzrokiem już do niej nie wrócił, kiedy poczuł jak intensywnie się na niego gapi. Poczuł jedynie jak gula stresu tworzy mu się w gardle. Nie rozumiał czemu się mu tak przygląda i po co. Nic jej nie zrobił, nie musiała się gapić. - No... Raz albo dwa... - powtórzył za nią, na następne po prostu krzywiąc się pod nosem. Nie miał zamiaru się tłumaczyć, bo to byłoby co najmniej poniżające. A z poniżenia byłoby mu po prostu smutno. - Nie za wiele. To, że macie Wojowników, Przywódców, że patrolujecie tereny, że polujecie. No, i że te Klany macie i w nich żyjecie. Nie jak ja, nie błądzicie sobie po terenach ot tak.
Powiedział dość skrótowo, ale... czy tak szczerze można wiedzieć więcej lub mniej o Klanie? To chyba były takie najbardziej podstawowe rzeczy, które w żaden sposób nie zdradzały jego przeszłości. Padło pytanie o imię, na które od razu odpowiedział cicho "Dettlaff". Jeśli rozmówczyni będzie chciała się dzielić tożsamością, po prostu się przedstawi. Jeśli nie, to tego nie zrobi. Nie musiał jej dopytywać o to.
Bury, krótkowłosy, cętkowany bengal. Jego ślepia z wiekiem przybrały oliwkowo-zieloną barwę. Ogólnie, nie bardzo wyróżnia się od byle kota w swoim wieku. Choć nie można nazwać go najwyższym z kotów w lesie, jest wysoki jak na swój wiek.
Zirytowany kłak futra
Wężowy Błysk, Kamień, Wiaterek [KG]
###
Oczywiście, w czasie drogi pytał o różne rzeczy. Choć bardzo nieśmiało, to pytał. Nie konkretnie związane z Klanem Wichru, a bardziej ogólnymi sprawami. Czy koty polują na prawdziwe zwierzęta, czy są tu śmietniki, czy w lesie są potwory, albo jak wyglądają legowiska. Dla kotów z Klanu, które żyły w tych realiach, wszystko co mówił bengal brzmiało jakby urwał się z księżyca. Dla niego jednak to nie było takie jasne i oczywiste, stąd wolał wiedzieć takie rzeczy. Tym samym, mógł trochę bardziej się otworzyć na nową znajomą i przy odrobinie szczęścia, zdobędzie więcej odwagi nim zobaczy się z Przywódczynią.
W końcu dotarli do granicy. Obcy zapach wypełnił jego nos, a on sam potarł się prawą łapą o lewą łapę, nie wiedząc co teraz. Powinni iść dalej? Czekać tu? A może to jednak wszystko było niemiłym żartem i zaraz Deszcz będzie kazać mu zrobić w tył zwrot i sobie pójść? Nieco zmieszany dźwignął na nią wzrok, przełykając nerwowo ślinę. - Boję się - szepnął jedynie, co właściwie nie było niczym dziwnym. Cały ten czas się bał, po prostu trzymał nerwy na wodzy. Opis łagodnej i niegroźnej Lawendy niby go uspokajał, ale i tak... miał się spotkać z kimś super ważnym. Stres go zżerał. - Obiecujesz, że nie stanie się nic złego?...
Uszy odsunął do tyłu. Choć nie wiedział, co obietnica da... Deszcz mu dosłownie ratuje życie. Od niej zależy co się z nim będzie teraz działo. Więc wolał mieć w niej poparcie, w niej nadzieje że wszystko co się będzie działo, będzie już dobre.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Kropla natomiast odpowiadała na pytania Vernona, jedno po drugim. Sama też niekiedy prosiła kociaka o wyjaśnienie jakiejś kwestii, która była dla niej niejasna. Ile zrozumieli ze swoich wyjaśnień nawzajem, i na ile prawdziwe wyobrażenia o życiu swego rozmówcy wytworzyły się w ich umysłach, pozostaje kwestią sporną.
Idąc, Kropla nie tylko prowadziła konwersację, ale i toczyła batalię w myśli. Zastanawiała się, czy, gdy już dotrą, powinna zostawić kocurka na chwilę samego na granicy i pobiec do obozu, by poinformować Lawendową Gwiazdę o tym wydarzeniu, czy może zabrać go do obozu i tam opowiedzieć historię przywódczyni. Z kłopotu wybawił ją ślepy traf: wpadli przypadkiem na wracającą z polowania Trawiastą Polanę, którą Kropla poprosiła, by możliwie szybko zawiadomiła przywódczynię o ich nadejściu.
Wreszcie, gdy dotarli na granicę, Kropla zatrzymała kociaka i popatrzyła nań z troską, gdy ten wyznał, że się boi. Zrozumiałe. Znała strach, i znała obawę. Przecież też się obawiała, częściej, niż tego by chciała. - Solennie obiecuję. Na pewno wszystko się powiedzie.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawenda wychodziła na polowanie razem z Krokusową Łąką, kiedy przy wyjściu z Obozu minęła się z Trawiastą Polaną, która oznajmiła jej, że Deszczowa Pogoda czeka na granicy wraz z jakimś kotem. Czyżby to kolejny porzucony kociak przy ich Granicy? Chyba Gwiezdny Klan ma w opiece te wszystkie znajdki, że trafiają blisko nich przez co mają szansę przetrwać i żyć w społeczności jakiej jest Klan. Trochę to smutne, że za chwilę większa część jego członków to będą koty obcej krwi niż Wichrowcy z krwi i kości, ale cóż na to poradzić? Trzeba pomóc kociakom w potrzebie i koniec kropka! Niebieska kotka nie zwlekając ruszyła do Czaplich Gniazd, gdzie czekały na nią dwie pręgowane postacie. - Witajcie!- przywitała się z Deszcz oraz młodym kocurkiem, po czym go zmierzyła wzrokiem. Kociakiem to on z pewnością nie był, ale jakiś bardzo wyrośnięty też nie, więc zapewne w wieku powyżej 6 do 10 księżyców. - Opowiesz coś o sobie?- zwróciła się łagodnym tonem głosu do pręgowanego kocurka. Chciała wiedzieć jak sytuacja z nim wygląda. Czy ma rodziców, czy jest sam, jak się nazywa, jak się tu znalazł oraz czy chce dołączyć do Klanu.
Bury, krótkowłosy, cętkowany bengal. Jego ślepia z wiekiem przybrały oliwkowo-zieloną barwę. Ogólnie, nie bardzo wyróżnia się od byle kota w swoim wieku. Choć nie można nazwać go najwyższym z kotów w lesie, jest wysoki jak na swój wiek.
Zirytowany kłak futra
Wężowy Błysk, Kamień, Wiaterek [KG]
Więc jednak nie był to najgorszy możliwy że scenariuszy. Nie miał się teraz stąd zabierać i zostać jedynie z gorzkim posmakiem kłamstwa w pysku. Deszcz naprawdę chciała mu pomóc, obiecała że będzie dobrze. Musi być w porządku, skoro tak długo względem niego jest szczera, chyba nagle nic się już nie zmieni, prawda...?
Spokój, który go ogarnął odszedł w chwili kiedy pojawiła się, jak przypuszczał, Przywódczyni. W moment wycofał się za Deszczową Pogodę, robiąc z niej prowizoryczną tarczę. Jeden dorosły kot to dużo, ale dwa? To już zbyt wiele. Nie był za rudo-białą zbyt długo, ledwo parę uderzeń serca, aż upewnił się że nie grozi mu nic złego. Nieśmiało wysunął się zza kotki, koncentrując wzrok na niebieskiej. Wypadałoby odpowiedzieć na zadane mu pytanie... Tak sądził. Dla potwierdzenia rzucił jeszcze spojrzenie Wojowniczce, po czym w końcu postanowił zabrać głos. - No... Bo... - wykrztusił, usiłując się domyślić w głębi siebie jak najładniej sformułować wszystko co się stało. Powinien w ogóle mówić dokładnie o każdym zdarzeniu, czy też skrócić? O jeju, jeju... - Bo bawiłem się z rodzeństwem kiedy mama poszła, i nagle przyszli, i ich porwali. Ale mnie nie, bo ja uciekłem. I teraz jestem tu. Nie mam domu.
To samo mówił niedługi moment temu Deszcz. Zaraz cicho mlasnął, zaczynając nerwowo drapać się za uchem. - I przyszła Deszczowa Pogoda, i porozmawialiśmy. I przyprowadziła mnie tutaj - zaznaczył jeszcze na wszelki wypadek. Znów posłał Wojowniczce spojrzenie. Tym razem jedynie by zapytać w niemu sposób, czy powiedział wszystko dobrze, czy nie za mało, nie za dużo... - Mam... Mam na imię Vernon. Bo wcześniej też zapomniałem się przedstawić.
Po tym zamilkł. Nie wiedział, czy powinien jeszcze cokolwiek mówić, czy powinien po prostu siedzieć cicho i liczyć na to, że o resztę albo zostanie dopytany, albo Deszcz uzupełni jego wypowiedź.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Odruchowo spięła mięśnie, gdy kocurek ukrył się za nią; nie była przyzwyczajona do takich gestów, zwłaszcza ze strony nieznanych sobie kociąt, i zwłaszcza w sytuacjach, w których nie było żadnego zagrożenia ze strony nadchodzącego kota. Mało prawdopodobnym w końcu było, by Lawendowa Gwiazda postanowiła rzucić się na ich dwójkę z pazurami.
- Dzień dobry, Lawendowa Gwiazdo, dziękuję Ci serdecznie za fatugę. Z pewnością oderwałam Cię od ważnych zobowiązań, lecz nie czynię tego bez powodu - ukłoniła się grzecznie na powitanie i, orientując się, że Vernon wreszcie zza niej wyszedł, delikatnie oparła łapkę o jego grzbiet, aby mu dodać otuchy. Chciała początkowo zapoznać ze sobą tą dwójkę, ale Vernon oszczędził jej trudu i sam podał swoje imię, natomiast o Lawendzie już wcześniej słyszał.
- Ja i ojciec Vee - ernona znaliśmy się - odezwała się wreszcie, gdy skończył już prezentację - zatem uznaję ubieganie się o azyl dla niego za moją osobistą odpowiedzialność.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Niebieska kotka kiwnęła potakująco głową na wypowiedź Deszczowej Pogody i machnęła w powietrzu łapką, dając znak, że nie ma żadnego problemu. Pomoc kociakowi to ich obowiązek, więc obie musiały wykazać się taką postawą. Następnie Lawenda skupiła się na opowieści kocurka. Była to smutna historia, ale córka Czyżyka wyłapała w niej jedną rzecz, którą chciała wyjaśnić. Uśmiechnęła się delikatnie słysząc imię Vernona. Nie przypadło jej do gustu, gdyż było trudne i nic znanego jej nie oznaczało. Koniecznie trzeba będzie je zmienić na coś przyziemnego. Zanim Lawenda zdążyła cokolwiek powiedzieć głos zabrała Deszczowa Pogoda. Znajomość ojca Vernona przez Kropelką nieco komplikowało sprawę przyjęcia. Ale wszystko po kolei będą sobie wyjaśniać. - Z tego co zrozumiałam to twoje rodzeństwo zostało porwane, a wasza mama gdzieś poszła i nie została. Może Cię szuka? Deszczowa Pogodo, próbowałaś ją odnaleźć, czekaliście na nią? I co z ojcem? Nie chce się on zaopiekować Vernonem? - zadała najistotniejsze pytania, które były decydujące. To od nich zależy czy kocurkowi przyznają azyl czy zostanie odesłany do rodziny. - A ty Vernonie, chcesz być w Klanie? Żyć według jego zasad i szkolić się na wojownika?- zapytała poważnie patrząc w oczy pręguska. Musiała wiedzieć czy jest on gotowy się tego podjąć, gdyż to odmieni całkowicie jego życie.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Zarumieniłaby się pod rudym futerkiem na następne słowa Lawendowej Gwiazdy, gdyby nie to, że była kotem. Niemniej jednak od razu spięła mięśnie i nieco zadrżała, gdy kocica się do niej zwróciła. W rzeczy samej, doszło do pewnego niedopatrzenia z jej strony.
- Nie widziałam Roche'a od księżyców. Nie wiem, gdzie teraz może być - spróbowała nieudolnie się obronić. - Nie czekaliśmy, gdyż wydało mi się ważniejszym zapewnić Vee - renonovi wsparcie. Przepraszam, jeżeli źle zrobiłam - nie miała więcej do powiedzenia, zatem jedynie pochyliła głowę w geście przeprosin. Nie uważała, że popełniła jakikolwiek błąd, to prawda, ale być może znowu zrobiła coś głupiego? Jedynym, czego chciała, było pomagać tym wokół siebie, a przecież ze słów kociaka, jeszcze na ziemiach niczyich, wynikało, że ten nie liczy na odnalezienie swojej rodziny, nie miał też żadnych obiekcji co do dołączenia do Klanu Wichru. Kropla, jako kot prosty, wolała zawsze polegać na cudzej inteligencji, niż podążać za własną.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Bury, krótkowłosy, cętkowany bengal. Jego ślepia z wiekiem przybrały oliwkowo-zieloną barwę. Ogólnie, nie bardzo wyróżnia się od byle kota w swoim wieku. Choć nie można nazwać go najwyższym z kotów w lesie, jest wysoki jak na swój wiek.
Zirytowany kłak futra
Wężowy Błysk, Kamień, Wiaterek [KG]
Może go szuka. Gdyby tylko go szukała, najpewniej już by się znalazła. I najpewniej nie byłby teraz sam, jedynie z dwoma obcymi mu kotami, nie wiedząc co ze sobą począć. Deszcz szybko wyjaśniła czemu nie czekali, a on, niedługo po niej, zabrał głos. - Mój tata jest pod potworem. Mama, jak jeszcze była z nami, mówiła, że już nie przyjdzie - mruknął jedynie cicho, palcami jednej łapki pocierając o drugą. Taka była prawda. Jego prawdziwy ojciec się tu nie zjawi nigdy. Zaś ten drugi, gdyby usłyszał, że zginęły kociaki, może po powiedział "ojej" i zakrył w zdziwieniu pysk łapą. Na tym by się przejęcie młodymi skończyło. - Nie znajdę już mamy. Jeśli zniknęliśmy, mogła gdzieś pójść, gdzie jest bezpieczniej. Mogli też znaleźć i złapać ją, tak jak resztę. Czasem się tak dzieje, takie mamy okolice. Ci, którzy mają szczęście uciekną, ale inni czasem mają się gorzej. Tata mówił mamie, że tak się stało z jego mamą. Nie mam domu, przysięgam, nie mam domu.
Podkreślił raz jeszcze, unosząc wzrok na Lawendę. Cóż więcej miał powiedzieć, niżeli dać wyraźnie znać, że jego karta jest zamknięta i powrót mógłby być równy tym, że skończy na ulicy całkiem sam. Zaraz wzrok przerzucił znowu na Deszcz. Przepraszała? Więc jednak złym było, że tu z nią przyszedł? Nie wiedział, co o tym myśleć. Nie chciał przecież robić im problemu, co już mówił wcześniej Deszczowej Pogodzie. Znów odezwała się niebieska, przez co wzrok bengala skupił się na niej. - Jeśli to dla nikogo nie jest problemem... to tak. Deszczowa Pogoda mówiła, że jedzenia starczy, nawet jeśli dołączę. A-ale jakby nie starczyło, sam spróbuję coś znaleźć. Jak się nauczę znajdować... - wyjaśnił wpierw, uszy odsuwając w tył. - Bo ja bym chciał dołączyć... Naprawdę bym chciał.
Na nic więcej tak naprawdę zdobyć się nie mógł. Vernon nie był kotem, co by robił wywody na temat czegoś co chce, czy nie chce. I tak powiedział dużo jak na siebie. Wyraził chęć, wyjaśnił że wrócić nie ma dokąd, a i obiecał że pomoże z szukaniem jedzenia. Nic więcej tak naprawdę zrobić nie mógł, wszystko w końcu zależało jedynie od dobrej woli Przywódczyni.
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Na słowa Deszczowej Pogody Lawenda kiwnęła ze zrozumieniem głową. Rozumiała, że koteczce tak zależało na pomocy oraz udzieleniu najlepszego schronienia Vernonowi, że nie wzięła pod uwagę tego, że jego mama może go później szukać. Sama może zadziałaby podobnie. - Trudno, stało się- powiedziała, a następnie skierowała swój wzrok na burego kocurka, który zabrał głos. Wychodziło na to, że na ojca nie ma co liczyć podobnie jak na matkę. To było bardzo przykre, że porzuciła swoje kocięta mówiąc im to wprost. Pytanie co jest lepsze? To co zrobiła mama Vernona czy Mknący Ptak, która opuściła tereny Klanów bez słowa osieracając Lawendę. Na pewno obie sytuacje do łatwych nie należą. Na informację, o tym, że Vernon chce dołączyć do Klanu mówiąc, że jedzenia starczy uśmiechnęła się delikatnie. Z tym jedzeniem to różnie bywa. Już raz przeżyli suszę i głód, więc nie zawsze jest tak różowo. Również niebieskiej kotce Vernon skojarzył się z Miękkim Obłokiem czy Bączkowym Lotem dla których jedzenie odgrywa najistotniejszą rolę w życiu. - Dobrze, Vernon. Witamy Cię w Klanie Wichru jako Orzeł. Z racji tego, że jesteś w wieku terminatorskim rozpoczniesz trening z Deszczową Pogodą i otrzymujesz imię Orla Łapa!- powiedziała z entuzjazmem i mrugnęła okiem do Orła, aby dodać mu otuchy. Teraz jest oficjalnie członkiem Klanu Wichru i przed nim sporo nowości i wiele nauki. - Deszczowo Pogodo, odprowadź proszę Orlą Łapę do Obozu, posilcie się i jak będziesz gotowa to możesz zabrać ze sobą Trawiastą Polanę oraz Bażancie Pióro i przeczesać okolicę, gdzie znalazłaś Orła. Może jego mama zmieniła zdanie, a jeśli nie, to może tylko poinformujcie ją, że jej syn jest bezpieczny- oznajmiła parząc na Deszcz. Nie żeby nie ufała Orlej Łapie, ale wolała, aby sprawa została odpowiednio zamknięta. Jeśli nie było żadnych pytań ani sprzeciwów to Lawendowa Gwiazda pożegnała się i udała się na polowanie.
Bury, krótkowłosy, cętkowany bengal. Jego ślepia z wiekiem przybrały oliwkowo-zieloną barwę. Ogólnie, nie bardzo wyróżnia się od byle kota w swoim wieku. Choć nie można nazwać go najwyższym z kotów w lesie, jest wysoki jak na swój wiek.
Zirytowany kłak futra
Wężowy Błysk, Kamień, Wiaterek [KG]
Cętkowany - mimo strachu i stresu - na wyrok czekał cierpliwie, nie poganiał, nie dopytywał o nic. Po prostu milczał i zerkał raz na Lawendową Gwiazdę, inny raz na Deszczową Pogodę, jakby z całych sił starał się wyczytać z ich głów wszystkie myśli o tej sytuacji, w której teraz są. Dopiero w chwili, gdy znów usłyszał głos najstarszej kotki, wpierw odsunął uszy do tyłu, później znów je podniósł, a tuż po tym po raz kolejny odwrócił głowę do Deszcz, a następnie znów na Lawendę. Na mrugnięcie niebieskiej, uśmiechnął się nieśmiało pod nosem.
A więc, wzięli go. Choć wydziedziczyli z imienia, to teraz będzie mógł przeżyć i nie martwić się o to, że podczas snu pies lub lis go złapie, tylko po to by w ramach zabawy rozszarpać go na strzępy. Choć wpierw nie było tego po nim widać, maksymalnie dużo przyjemnych uczuć przeleciało mu przez całe ciało, sprawiając, że serce zaczęło mu bić szybciej. Był bezpieczny. I jak on dorośnie, zrobi wiele by i jego wybawcy mogli czuć się bezpiecznie. - Dziękuję - wymruczał w końcu, niewiele odważniej niż poprzednio. Był w każdym razie zupełnie szczery i jak najbardziej wdzięczny obu kotkom, że te mu pomogły. Jedynym była teraz kwestia przyzwyczajenia się do nowego życia, imienia i... rzeczy, których da się nauczyć wraz z biegiem czasu. - Gdzie teraz, Deszczowa Pogodo?
Wzrok znów przeniósł na starszą znajomą, która od tej chwili była jego mistrzynią. Wszak, on się nie znał! Nawet gdyby chciał iść do nowego domu, nie wiedziałby w którą stronę w ogóle stawiać kroki.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Głupia sprawa, bo Orion całkiem polubił szylkretkę o kędzierzawym futerku, a te pajace z Klanu Wichru najwyraźniej przydzielały jej same nieciekawe i żmudne obowiązki wewnątrz terenów. Bo jak inaczej wyjaśnić dlaczego już jej nigdy więcej nie spotkał? Dopadło ją ciężkie choróbsko, którego ani ich szaman, ani dziura-umieralnia nie potrafili ogarnąć? Padła ofiarą drapieżnika? Wątpił, była przecież rozsądną, myślącą kotką, więc nie pakowałaby się w żadne głupie akcje typu nieuleczalna choroba. To się zwyczajnie nie kleiło i jakkolwiek cynamon mógł spokojnie kontynuować swoje życie bez wybitnego poczucia straty, tak milej by było wiedzieć co tu się takiego działo.
Oczywiście na granicy wichrowych terenów pojawił się nie tylko ze względu na znajomą; po prostu z dotychczasowych obserwacji wynikało, że przy Klanie Wichru najłatwiej o chętne do rozmów towarzystwo. Z pewnymi wyjątkami, ale te jedynie potwierdzały regułę. Zatrzymał się przy drzewach, zastanawiając się czy to dobra okazja by przyjrzeć się czaplim gniazdom z bliska. Większość lokatorów już wyruszyła w dal, więc ryzyko, że jakiś dziób wydłubie mu oko spadało praktycznie do zera. Jak na jego standardy spoko. Gdy już zdecydował, że integrowanie wichrowych kotków może zejść na poboczną misję dnia dzisiejszego, a wdrapywanie się na szczyt drzewa by obejrzeć ptasie gniazdo od środka to super pomysł, postanowił, że jeśli już ma się włamywać do lokum pod nieobecność właścicieli, to chociaż mógłby przy tym świetnie wyglądać. Więc tymczasowo przysiadł na jednym z korzeni i zaczął poprawiać rozwiane kłaczki.