odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Kolejny samotny patrol. To znaczy, patrol tylko z nazwy, żadne tam oficjalne wezwanie, inaczej zapewne towarzyszyłaby mu dwójka innych wojowników. Na tym etapie albo nikogo nie interesuje, gdzie podziewa się Jaśniejący Płomień, albo każdy przywykł do jego nieobecności. Czego by o nim nie powiedzieć, od obowiązków nie ucieka i wykonuje je należycie. Nie sądzi zatem, i chyba wichrowa władza też nie, że należy go pilnować jak krnąbrnego terminatora.
Brak towarzystwa mu zresztą nie uwiera. Tak jak nie przeszkadzają mu już granice, przy których stawia kroki i które nakładają na niego mentalną blokadę. Nikt nie zabroniłby mu przekroczyć linię zapachową i odejść w siną dal, ale on nie odczuwa potrzeby opuszczenia wichrowych terenów. W zasadzie... większość jego górnolotnych potrzeb w pewnym momencie przestała istnieć. Nie ciągnie go do buntu przeciw niesprawiedliwości, do walki o subiektywnie rozumianą moralność, nie chce dochodzić do prawdy. Nic z tego nie ma najmniejszego znaczenia. Nigdy nie miało, szkoda że tak długo zajęło mu zrozumienie tego.
Spodziewa się wszystkiego, od drapieżników chcących go pożreć, po znajdy szukające nowej rodziny, poza tym, czego rzeczywiście doświadcza: widzi cynamonowo-białą postać pielęgnującą futro zabawnie blisko granicy z Klanem Wichru. Znajomą postać, nie żadnego tam losowego samotnika. Płomień marszczy brwi, lecz nie zwalnia kroku, nie stroszy futra, nic nie mówi. Dopóki nie staje na lisią długość przed kocurem.
- Jeszcze w całości? Chyba cię nie doceniłem - rzuca z łobuzerskim uśmieszkiem na pysku. Czyżby oriental tak bardzo stęsknił się za Wierzbową Gałązką? Jeśli tak, to Płomyk nie ma dla niego dobrych wieści. Ale tak szczerze mówiąc, wydaje mu się, że to raczej co innego powoduje, że samotnika ciągnie do wichrowych granic jak ćmę do światła.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Nie padało aż tak często, żeby Orion zaczynał jeszcze raz myśleć o wszystkich swoich wyborach życiowych, zastanawiając na ile były to złe, a na ile dobre wybory. Jego problemem jednak była ta obrzydliwa wilgoć w powietrzu, która mu oblepiała sierść ilekroć odważył się wyjść na zewnątrz w okolicach świtu. To właśnie ona sprawiała, że jego jasne kłaczki zaczynały niekorzystnie falować i jeszcze odstawały mu wzdłuż kręgosłupa. Jasne, zawsze był w stanie znaleźć moment albo dwa na doprowadzenie siebie do porządku, jednak musiał przyznać, że to było frustrujące jak takie głupoty wpływały na jego szatę.
I pewnie jego plany na dzień nie uległyby zmianie, wciąż głównym celem byłaby wizyta w czaplich gniazdach, gdyby nie pewna niespodzianka. Oriental był równie zaskoczony tym spotkaniem co wojownik. Czy zauważył go wcześniej, nim ten się zatrzymał obok? Możliwe, bo gdyby stuprocentowo wyłączał się z otoczenia ilekroc zaczynał czyścić sierść, już dawno byłby martwy. Jednak czy cokolwiek zrobił w związku z zarejestrowanym w kącie świadomości ruchem? Oczywiście, że nie. Nie odskoczył, nie podniósł na cztery łapy, nie utrzymywał nieufnego spojrzenia na rdzawym pysku.
Mimo wszystko, między kolejnymi ruchami języka, w umysł orientala wkradł się cień rozsądku. Znajomy-nieznajomy podszedł niepokojąco blisko, znaczy - obiektywnie to o kulturalny sus od Oriona, ale w porównaniu do ich ostatniego spotkania to był jak pies, który opuścił swoje podwórko. A to wiedza powszechna, że takie burki najprzyjemniej się denerwuje, gdy są na swojej posesji, dodatkowo zabezpieczone łańcuchem, a nie luźnobiegające i nieprzewidywalne. Szczególnie, gdy jest to drugie spotkanie i podczas poprzedniego było się jak drzazga w łapie. Niezwykle czarująca oczywiście, ale wciąż drzazga. Tylko, jak to często bywało w przypadku cynamona, cień rozsądku szybko zniknął, gdy na pierwszy plan wysunęła się oślepiająca pewność siebie. Wszystko było pod kontrolą. Poradzi sobie. Zero zmartwień i powodów do niepokoju. Może to nawet on po prostu za bardzo zbliżył się do granicy, a nie jego koleżka, może dalej trzyma go niewidzialne pole siłowe na tamtych terenach?
- Oo, kogo ja widzę. - rzucił z krzywym uśmiechem, odrywając się wreszcie od poprzedniej czynności. - Mój ulubiony kmiotek! - wątła radość w jego głosie była całkiem autentyczna. Gdy już zepchnąć na bok obawy to nawet zabawnie było ponownie zobaczyć pana sceptyka. - Faktycznie mnie nie doceniłeś, to było dość podłe, ale nie martw się, wybaczam ci. - wraz z ostatnim słowem runęła cała teatralna powaga, którą tak dzielnie budował od początku wypowiedzi. Tak czy siak - Orion I Wspaniałomyślny. To właśnie on. - Co tam u ciebie? Wciąż patrolujesz granice, przeganiasz podłych samotników, czy znaleźli ci ciekawsze obowiązki i już tylko hobbystycznie spacerujesz?
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Płomyk, choć poniekąd przywiązany do terenów Klanu Wichru, nie ma w głowie twardych linii, których przekroczenie poskutkuje trwałym urazem na psychice czy burą od przywódczyni, czego by jego wrażliwe serduszko nie zniosło. Nie jest to poziom frywolnych wycieczek bez celu, ale nie ma też problemu z udaniem się, dajmy na to, do nory zmarłej zielarki w celu skorzystania ze zgromadzonych przez nią za życia zapasów. Tym bardziej nieszkodliwe jest teraz te parę kroków za granicę, by stanąć przez samotnikiem z podprogową insynuacją, komu tutaj więcej wolno oraz dla kogo linia zapachowa jest faktycznym ograniczeniem. Nie dla Jaśniejącego Płomienia bynajmniej. I on nie zawaha się przed dłuższym pościgiem za kimś, kto zacznie fikać.
Z czysto teoretycznego puntu widzenia, oczywiście, wszak nikt o zdrowych zmysłach nie uznałby orientala za realne zagrożenie. Wichrzak trzyma się na baczności, ale robi to z nieufności jako takiej, równie dobrze mogącej być wycelowaną w drugiego wichrzaka: jedynym kotem, jaki na sto procent nie wbije mu pazura w plecy, to on sam. I to dlatego, że takie akrobacje są problematyczne. Jednak gdyby siedzący naprzeciw kot spróbował zrobić mu krzywdę, to byłby autentycznie zdziwiony; prawie się nie znają i cynamon zdążył pokazać mu się z irytującej strony, fakt, ale w jego przypadku lekkomyślność życiowa nie równa się całkowitej głupocie.
Ciekawie spotkać go ponownie. Wojownik ani się nie cieszy, ani nie jest niezadowolony, ale przynajmniej ma chwilowe zajęcie w ten chłodny, wietrzny dzień. Szkoda tylko, że futro rozwiewa mu się na wszystkie strony, a w skórę wbija się chłód, ale nie po to z zacięciem odbył cały trening w porę nagich drzew, żeby teraz narzekać, że pogoda mu się nie podoba.
- Dzięki, łaskawco. Wyrzuty sumienia nie dałyby mi spać - odpowiada sarkastycznie. Przed dalszymi słowami ogniki rozbawienia znikają z dwukolorowych oczu, a pysk staje się bez wyrazu. - Mhm. Polowanie, patrolowanie, okazjonalne zabijanie samotników, którzy zapuszczają się zbyt blisko, taka tam szara codzienność. - Na moment unosi łapę z wyciągniętymi pazurami, kontempluje ją w milczeniu i od niechcenia, jednokrotnie przejeżdża językiem po wewnętrznej stronie (już ubrudzona, do diaska). Chłodne spojrzenie opada na niebieskie ślepia. - No a co u ciebie, podróżniku? Co cię sprowadza ponownie w nasze skromne progi?
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
- O? Teraz już zbyt blisko też nie wolno? Ostatnio twierdziłeś, że tak długo jak nie przekraczam granicy to nie jestem twoim problemem. - podchwycił, bo co prawda spodziewał się, że tak mu się powiedziało, ale jeśli były jakieś aktualizacje w polityce klanowych kotków to wypadałoby wiedzieć. Nawet jeśli nie miał przed sobą wiarygodnego źródła informacji.
Błysk wyciągniętych pazurów na moment skupia spojrzenie orientala na białych paluszkach burego. No jakby miał się tu czegoś doszukiwać, patrzeć przez pryzmat tego z kim tu miał właśnie przyjemność rozmawiać to by mógł uznać, że istniała możliwość, że to była jakaś ukryta groźba. Przyczajona próba zastraszenia, szczególnie w połączeniu z informacją, że mordował kotki na lewo i prawo od ostatniego spotkania. Sumienie go wcale nie gryzło? Skoro mordował za zbliżanie się do granic? Rzeczywiście leśne kotki były zwykłymi dzikusami, Orion coś za często zapominał, że nie rozmawia z równymi sobie istotami. Ostatecznie oderwał spojrzenie spod przymrużonych powiek i wrócił do uklepywania kłaczków na piersi. Jeśli to miała być groźba, to on się nie da wciągać w żadne chore gierki, nie widział problemu to problem nie istniał, prosta matematyka. Jedyna matematyka jaką rozumiał, zresztą.
- A, widzisz, chciałem wpaść z wizytą do mieszkających tu czapli. - uniósł łeb w górę, bo może wichrowy koteczek nie był świadomy swojego sąsiedztwa. - Ale chyba się spóźniłem i zdążyły odlecieć. - nie żeby mu to przeszkadzało, tak nawet lepiej, ale nie był początkującym włamywaczem, wiedział, że do ścieżki przestępczej się nie należy przyznawać.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
- Różnie w życiu bywa - odpowiada enigmatycznie i strzepuje uchem, tym drobnym gestem wskazując, jak bardzo w jego ocenie jest to temat niewart uwagi. Nie uważa sformułowania "zbyt blisko" za wprowadzające w błąd, niemniej nie ma nic przeciwko temu, by nieznajomy trochę się pozastanawiał. Płomyk nie ma wielkich nadziei, że go to spłoszy i przestanie wiercić się przy granicach jak pchła w futrze, ale wciąż. Podsycanie niepokoju w losowych samotnikach to jedno z drobnych radości życia, kiedy generalnie mało co tę radość generuje.
Po wspomnieniu czapli, Jaśniejący Płomień odruchowo spogląda ku górze. Na króciutki moment, bo nie chce tracić samotnika z pola widzenia. Wwierca spojrzenie w niebieskie oczy. A więc to tak.
- Ach, z wizytą. Do naszych czapli - mówi bardzo uprzejmie, ze zrozumieniem kiwając głową. - A czegóż to od nich chcesz?
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Zmuszanie do myślenia powinno być karalne, jeszcze Orionowi mózg się zmarszczy od tego wszystkiego, a on wolałby zmarszczek unikać, niezależnie od ich formy. Postanowił jednak porzucić temat moralnego staczania się dzikusów w coraz większą otchłań dzikości. Póki co ten tutaj osobnik dużo mówił, mało robił. Starczyło się mieć na baczności w granicach rozsądku, nie za bardzo, nie za mało, tak gdzieś pomiędzy. Nie tak mocno jak podczas spaceru pomiędzy błotnistymi kałużami, ale jak podczas zwykłego marszu przez las, gdzie w każdej chwili może wyskoczyć lis.
- Wasze czaple? A to nie są przypadkiem wolne czaple, które mogą latać gdzie chcą i zadawać się z kim chcą? - przechylił czerep. Co to za zniewalanie wielkich skrzydlatych, co? Całkiem możliwe, że znowu chodziło o coś z granicami, ale wizja kotków zaganiających długonogie ptactwo, niczym ludzie zaganiali koniki była zabawniejsza. Głównie dlatego, że nie prowadziła do mordowania niewinnych typu on. Pozostawało jeszcze pytanie na które wzruszył barkami. - No wiesz, pogadać, posłuchać co tam u nich, jak się w życiu powodzi, czy mają dla mnie coś ciekawego, wiesz, standard.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
- Jeśli byłbyś w stanie je nakłonić do przejścia na bezpańską część terenów, to możesz sobie z nimi choćby śpiewać aż do zmroku - odpowiada niechętnie. Niechętnie, bo oriental znowu to robi. Wykręca lisa ogonem, wdaje się w bezsensowną polemikę. Co z czasem staje się męczące; Jaśniejący Płomień czuje, jak sztywnieją mu mięśnie. A może by go jednak przegonić z granic, ot, dla sportu? I tak żaden z niego informator na tematy dotyczące życia poza klanem.
- Wiesz, jesteś bardzo nieuprzejmy - mówi nagle, krzywiąc się lekko, jakby niegodziwe poczynania Oriona robiły mu fizyczną krzywdę. - Widzimy się już drugi raz, a nadal się nie przedstawiłeś. Spytałem ze szczerą życzliwością co u ciebie, a ty tylko odpowiedziałeś na pytanie o czaple. No, bardzo niedostępny z ciebie kot, ranisz mnie. Myślałem, że się przyjaźnimy.
Unosi jedną brew, a uderzenie serca później łapę - tym razem ze schowanymi pazurami - którą z namaszczeniem uracza długimi pociągnięciami języka.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
- Obiecuję z nimi o tym porozmawiać, gdy wrócą. - oświadczył uroczyście, zupełnie niezrażony nagłą niechęcią wichrowego dzikusa. To nie tak, że zupełnie nie widział jakie reakcje wywołuje swoim zachowaniem, on to po prostu decydował ignorować głos mówiący, że w ten sposób to raczej sympatii w burym nie wzbudzi. Zresztą z nim to był taki problem, że należał do ciężkiej publiki, której zadowolić się nie dało. Orion mógłby zrobić fikołka przez płonącą obręcz, a ten i tak by się krzywił.
Grzeczne udzielanie informacji nawet nie przeszło pointowi przez głowę.
Przy (nazwijmy to) krytyce, nastawił z umiarkowanym zaciekawieniem ogromne uszy. Wiedział, że to wcale prawda, był jednym z najbardziej uprzejmych w tej dziczy kotów, ale był zainteresowany o co chodzi, bo sądząc po mimice rdzawej mordki powinno chodzić o coś mocnego.
Wniosek był jeden.
Orion wcale nie miał do czynienia z trudną publiką - kocur obok odstawiał tu swoje własne przedstawienie. A gwiazda wieczoru mogła być przecież tylko jedna i cynamon nie zamierzał oddawać tego tytułu pierwszemu lepszemu szmaciarzowi. Nie pozostawało nic innego jak przyłączyć się do wesołego cyrku.
- A, no tak, wybacz mi ten nietakt. Ale na swoją obronę powiem, że ty również się nie przedstawiłeś, więc w tym przypadku można uznać, że wina obustronna, co? - machnął ogonem i żeby sztucznie nie przedłużać tam gdzie było to nudne, odezwał się znowu. - Orion. - imiona były praktyczne, gdyby chciał obgadywać burego z kimś obcym. Poza takimi sytuacjami? W sumie wciąż niezbyt interesowało to orientala. Dlatego nie czekał na odpowiedź tylko kontynuował, nim mu znowu zarzuci nieuprzejmość i ignorowanie pytań. - Jestem wielce wzruszony, że uważasz mnie za przyjaciela. Nie wiedziałem też, że aż tak ci zależy. Myślałem, że pytasz jedynie z grzeczności, a jako że bardzo szanuję twój czas i obowiązki to nie chciałem ciebie zajmować historyjkami z życia jakiegoś samotnika. Ale oczywiście jeśli sobie tego życzysz to mogę opowiedzieć co u mnie. - zgodził się, chociaż bez wyraźnego znaku nie zamierzał zwierzać się ze swojego życia. Tym bardziej, że co innego zwróciło jego uwagę. - O, widzę, że łapka się zrosła, czemu się nie chwalisz?
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Skrupulatnie pozbywa się (wcale nie aż takich) drobinek błota z poduszek oraz spomiędzy palców. Na nic wszelkie starania, Jaśniejący Płomień jest świadomy, że po powrocie do obozu nie będzie po nim widać, że zrobił sobie wcześniej przerwę na toaletę, ale potrzeba jest silniejsza od niego. Nieprzerwanie stoi, nie chcąc musieć zaraz doprowadzać do porządku także ogona. Wewnętrzna potrzeba kontroli - niemal tak samo silna, jak dbania o czystość szaty - spada na dalszy plan. Oriental go nie zaatakuje. Uszy ma czujnie nasłuchujące, żaden borsuk zza krzaka go nie zaskoczy. A nawet jeśli, ufa swoim instynktom. Nie jest nieopierzonym terminatorem, który musi specjalnie skupiać się na otoczeniu.
- Och, wiesz, przywykłem, że to goście najpierw przedstawiają się nam - wyznaje ze skruchą, na stosowny moment oderwawszy się od własnej łapy i spozierając na chłodne, błękitne oczy z miną wskazującą na zaskoczenie własnym niedopatrzeniem. Wyłącznie twardy wyraz ślepi nie pasuje do reszty obrazka.
Przez ułamek sekundy rozważa podanie imienia zastępczego, lecz równie szybko, co przychodzi mu ten pomysł do głowy, już jest odrzucony. Nie ma sensu. Po co? Orion jest nieszkodliwy jak mucha, on natomiast nie robi nic, pod czym nie podpisałby się swoim imieniem. Jest czysty jak łza. Taka po wycieczce w dół pyska, namaszczona drobinkami pyłu, ale wciąż łza. Nie jest mu dane odwzajemnić grzeczności, jako że już-trochę-oswojony nieznajomy ciągnie dalej, nie zostawiając mu miejsca na wcięcie się. Jaśniejący Płomień grzecznie kiwa głową i niedbałym ruchem wyrzuca ogon w powietrze, jakby tym majtnięciem chciał powiedzieć: "To nic takiego, stary druhu".
- Bardzo proszę, chętnie wysłucham - zachęca z całą życzliwością, jaką jest w stanie zebrać. - Przykro mi, że odbierałeś mnie jako tak chłodną osobowość. Mam wiele sympatii dla samotników, szczególnie tych, z którymi da się zamienić kulturalnie słowo. I którzy wiedzą, co robią.
Ciemna łapa odrywa się od ziemi, jednak nim dociera z powrotem pod pysk, nieruchomieje. Jej właściciel porusza uszami słysząc o ranie, o której żaden rozsądny kot nie powinien wspominać.
- Uznałem za niegodne wspomnienia. Myślałem, że stan mojego samopoczucia - jako jednego z wielu klanowego dzikusa - nic dla ciebie nie znaczy - odpowiada swobodnie, chociaż głosem przytłumionym przez ledwo uchylony pysk. Jego szczęki są blisko zaciśnięcia się.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Różnica między między mimiką, a spojrzeniem dwukolorowych oczu starczyła by wywołać u cynamona pewien dysonans. Oczywiście, w pierwszym odruchu, Orion próbował go zredukować. To tylko niedokładna gra aktorska, to tylko marne przedstawienie, a wszelki dyskomfort nim powodowany można było określić również mianem zażenowania by pasowało. Dokładnie, nic co by mogło być powodem dla którego oriental miałby wypaść ze swojej roli.
- No widzisz, właśnie tak było. - kiwał powoli łbem, na krótki moment w stu procentach oddając się tej czynności. Jak koty przytakujące na tematy, na które nie mają najmniejszego pojęcia, ale chcą się wkraść w łaski swojego rozmówcy. - Widzisz, myślę, że uśmiech by bardzo pomógł. Uśmiech i nieco mniej sprzecznych sygnałów, to by już była połowa sukcesu. - podzielił się swoją radą. Lekko mu już skręcało trzewia od tego cyrku, ale nie zamierzał wyłamywać się jako pierwszy. - Myślę, że rozsądniej by było najpierw gdzieś wygodnie usiąść, nim zacznę opowiadać co u mnie, trochę się tego uzbierało. - dodał rozglądając się na boki, chociaż w ostatecznym rozrachunku nie zrobił ani jednego kroku.
- Ach, widzisz, najwyraźniej mamy okropne problemy z komunikacją. Oczywiście, że twoje samopoczucie jest dla mnie niezwykle ważne, przecież nie jesteś już tylko jednym z wielu podobnych klanowych dzikusów, racja? Jesteś... no właśnie, wciąż się nie przedstawiłeś. - tym razem już spojrzał wyczekująco. Skoro on się przedstawił to buras też by mógł, w imię sprawiedliwości.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
- Dzięki za rady - odpowiada grzecznie, w głowie wychodząc dalej poza te ich śmieszne pogawędki. Planowanie czegokolwiek ma raczej średni sens zważywszy na osobowość samotnika (bądź niewystarczającą znajomość typa; Płomyk ma trudności z przewidzeniem jego zachowania, chociaż po wcześniejszym spotkaniu jest uzbrojony w jakieś zalążki zrozumienia procesów zachodzących w głowie cynamonowego), z tym że plany układają mu się same. Skoro już się spotkali i marnowali sobie nawzajem czas, to mogli sprawić, by, no właśnie, ten czas nie był zmarnowany. A przynajmniej tak tłumaczy sobie Jaśniejący Płomień swoją chęć odbicia od nudnej codzienności.
Wewnętrznie krzywi się na propozycję siadania w tym syfie. Co jest złego w staniu? Łapa go nie boli, nie tak jak wtedy, kiedy dokuczało mu ugryzienie łasicy, może stać. Odmówienie bez podania przyczyny odpada, co komplikuje sprawę. Bury zapraszająco macha ogonem w stronę, z której najpewniej przyszedł Orion. O ile oczywiście nie łaził wzdłuż granicy szukając kłopotów, dopóki nie znalazł go on. W każdym razie, nie będą kręcić się przy terenach Wichru, gdzie są tak bardzo na widoku. Wojownik nie chce nikomu się tłumaczyć.
- Przejdźmy się - proponuje z uśmiechem, ale też naciskiem świadczącym o tym, że odmowa jest bardzo niewskazana. Nie czekając na odpowiedź wolnym krokiem zmierza we wskazanym kierunku. - Wybacz niedopatrzenie. Jaśniejący Płomień. - Krótka przerwa. - Opowiadaj.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Wewnętrzny Orion w cynamonie czuł silną potrzebę odmowy, zaparcia się, że on nigdzie nie idzie. Tak żeby sprawdzić co za groźba kryła się pod tym przyklejonym uśmiechem. Jednak był profesjonalistą. Przecież teraz byli najlepszymi przyjaciółmi, najlepsi przyjaciele nie odmawiali małych spacerów z takich powodów. No dobra, on by odmówił, ale statystyczny kot nie.
- Jaśniejący Płomień. - powtórzył. Śmieszne te klanowe imiona, dwuczłonowe, pretensjonalnie tak. - I przyjaciele również zwracają się do ciebie pełnym imieniem? - nie zdziwiłby się, szczerze mówiąc. Ale i tak warto było spróbować wyłudzić krótszą wersję i się nie przemęczać.
- A widzisz, chociażby ostatnio byłem po drugiej stronie jezdni. - machnął łbem w stronę ulicy, na wypadek gdyby dzikus nie wiedział czym jest jezdnia. - Bywasz czasem? Mają tam bardzo ładne wrzosowisko, takie bezpańskie. Z tego co się orientuję, w każdym razie, tam tereny klanowe nie sięgają. I widzisz, ostatnio właśnie udałem się na wycieczkę w tamte okolice nazrywać trochę wrzosów. Bo nie wiem czy wiesz, ale wrzosy to nie tylko ładne kwiatki, to nie jest ich jedyna zaleta, ponieważ mają również inne właściwości. Pomagają na sen, oczywiście nie trzeba ich zjadać, starczy wyłożyć nimi legowisko. I widzisz, wiadomo że żaden normalny kot nie potrzebuje takich pomocy z zasypianiem, ale jakby nie było, komfortowy sen podczas którego rzeczywiście wypoczniesz to ważna sprawa. Więc polecam cieplutko. - oczywiście nie zmyślał. Rzeczywiście milej mi się spało z legowiskiem ozdobionym wrzosami. Nie ze względu na tajemnicze właściwości, a raczej estetykę, ale kto mu zabroni dorobić do tego głębszą ideologię? Żeby rozciągnąć nieco swoją historyjkę? - Więc odwiedziłem to miejsce, moje intencje były całkowicie legalne, przywłaszczyć sobie niczyje kwiatki. Tylko parę sztuk, nie wszystkie przecież. I wyobraź sobie, że ledwo zacząłem je zrywać, a pojawił się obcy kot, z błyskiem szaleństwa w oczach. I zaczął się zachowywać jakbym mu zabił matkę własnymi pazurami. Wypytywał zerwane kwiatki czy się dobrze czują, czy wszystko z nimi w porządku, a później zwracał się do mnie i nalegał na ponowne wsadzenie ich w ziemię. Rzekomo miały wtedy przetrwać. Ogólnie zachowywał się jakbym zabił właśnie bezbronne kocięta, a nie zerwał parę chwastów. Obrońca moralności taki. Strażnik bezpańskich kwiatuszków. Szkoda że przed psem już do ich obrony taki chętny nie był. - skrzywił się z niesmakiem na wspomnienie burka, który przerwał mu tamte zbiory. - Z wrzosami miałem jeszcze inny incydent, akurat niezbyt warty wspominania, ale przez to zacząłem się zastanawiać... czy w tych okolicach wrzosy to jakieś święte kwiatki? Są owiane jakąś wzruszającą legendą, że koty aż tak żywo reagują na ich zrywanie? Bo nie widzę innego powodu dla którego ktoś miałby aż tak gorliwie bronić bezpańskich kwiatków. No, chyba że akurat trafiłem na wariata, to również prawdopodobna opcja, ale szczerze? Rozczarowująca.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Jaśniejący Płomień, mówi Orion, a końcówka ogona kota o rzeczonym imieniu podryguje niczym płomyk szarpany wiatrem. Dokąd on z tym zmierza, co? Bo jeśli w nieodpowiednim kierunku, to będzie trzeba zastanowić się, czy jawne wyśmiewanie się z jego imienia kwalifikuje się już jako występek podlegający karze. To znaczy, gdyby nie to, że oriental ostatecznie nie komentuje imienia per se, to właśnie wokół tego zagadnienia zawirowałyby na moment myśli wojownika, mimo że konkluzja z góry byłaby jasna: otóż nie. Gra niewarta piszczki, taka do skwitowania wyraźną oznaką niechęci i rzucenia na stertę powodów do niemarnowania energii na niedojrzałego typa.
- Różnie. Płomień wystarczy - odpowiada z nikłym rozkojarzeniem. Zajęty jest ponoszeniem konsekwencji niezachowania należytej ostrożności; wdepnął w płytką dziurę w ziemi, tak typowo dla obecnej pory zamienioną w minikałużę.
Smukłe łapy niestrudzenie stąpają po nieprzyjaznym gruncie. Nieprzyjaznym głównie dlatego, że rozmiękłym, tworzącym miejscami breję, jakiej nawet spora ilość trawy nie jest w stanie zaradzić. Co to za pomysł kręcić się przy samej rzece? Oczywiście nie ma mowy, by przesunąć się na (niewiele) suchszy ląd, w razie gdyby miało to zostać potraktowane przez samotnika jako zaproszenie na teren klanu. O nie. Raz przesuniesz granicę o kocięcy krok, a kolejnego dnia masz na głowie intruza wykradającego zwierzynę. Chociaż gdyby się uprzeć, to można uznać, że Orion dawno wlazł na nieswoje ziemie. Z tym że Jaśniejący Płomień nie chce się upierać.
Ech. Spontaniczne decyzje nie zawsze są dobre.
Bury nastawia ucha, oto bowiem zaczyna się historia, tak długo przez niego wyczekiwana. Poniekąd. Położony nacisk na pytanie, co tam słychać u przydługiego koleżki, ma swoje przyczyny, temu nie można zaprzeczyć. Dobrze wybadać grunt i przekonać się, jak bardzo kocur ceni swoja prywatność, to po pierwsze. Prócz tego Orion, jak denerwujący by nie był, jest samotnikiem, co pozwala wierzyć, że nawet przypadkiem uda się zdobyć od niego cenne informacje. W tych powodach brakuje tylko autentycznego zaciekawienia codziennością cynamona, którą ten mógłby teraz zaspokoić lawiną słów. A tak to przydługi wstęp, jak się okazuje, robiący za absurdalnie duży procent całej opowieści, powoduje co najwyżej rosnące zmarszczki na ciemnym czole. Ciekawe czy raporty z patroli też by zdawał w ten sposób.
- Jeżeli masz na myśli Grzmiącą Ścieżkę, to fakt, za nią klanów nie zastaniesz. Często sobie tak przechodzisz na drugą stronę? Życie ci niemiłe? - pyta łagodnie, tonem, jakim rozmawia się z kotem niespełna rozumu, przy którym traktuje się wszelkie odchylenia jako normę. - No i nie chcę cię martwić, ale stawiam na wariata. Nie brakuje ich w pobliżu.
Nie poznał wielu pozaklanowych kotów, ale kilku ich było i jakkolwiek Płomyk nie ma w zwyczaju oceniać grupy całościowo (chyba że Wicher), tak samotnicy wydają się cierpieć na zbiorowe problemy z brakiem piątej klepki. Szkoda, to trochę deprymujące.
- I co, wsadziłeś kwiatki z powrotem w ziemię?
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Uśmiechnął się z zadowoleniem, gdy Jaśniejący przyznał, że Płomień wystarczy. W pokrętny sposób cynamon wywnioskował, że to bezpośrednia zgoda dla niego. Nie został odgrodzony żadnym murem typu przyjaciele mówią mi Płomyk (mimo że udajemy dobrych ziomków, to tylko spróbuj tak mnie nazwać to odgryzę ci ucho), więc to prawie jak zaproszenie do nazywania burasa Płomieniem, Płomykiem, Płomyczkiem. Aż można było się przez krótki moment okłamywać, że to najprawdziwsza przyjaźń! Nie żeby znowu Orionowi zależało na dobrych relacjach z tym tutaj, przecież zupełnie było mu to obojętne, wiadomo.
Łagodny ton nie wybił orientala z rytmu. Ani tego fizycznego - dalej dziarsko stawiał kroki przez rozmokły grunt, skupiony bardziej na dialogu niż błotnych nieprzyjemnościach. Ani tego psychicznego - wciąż był zadowolony z siebie. No może ten ton wywołał lekkie pf, ale ta drobna rysa na sympatycznej masce szybko została zasklepiona.
- Ach, tak, Grzmiąca Ścieżka, może być. Chociaż brzmi jak nazwa, która ma odstraszać nierozsądne kocięta od zbliżania się, nie uważasz? A tak w rzeczywistości nie ma nic przerażającego w Grzmiącej Ścieżce jeśli ją trochę poznasz i zrozumiesz jak działa. Wiesz, że są pory dnia, w których jest bardzo spokojna? Równie cicha co rozciągająca się dookoła dzicz. Chyba musiałbyś się wtedy na niej zdrzemnąć żeby ryzykować życiem. Jasne, są takie momenty, gdy pchanie się na nią jest równoznaczne z samobójstwem, ale wiesz, jest na to proste rozwiązanie. Starczy poczekać aż będzie spokojnie, a nie lecieć na krzywy ryj. - machnął zamaszyście cynamonową kitą. Takie było jego zdanie w każdym razie. Nazywanie jezdni Grzmiącą Ścieżką wzbudzało tylko zbędny niepokój w leśnych dzikusach. Jakby oswoili lepiej ten temat to by sensowniej podchodzili do przechodzenia na drugą stronę. - Wiesz, nie chcę ci wszystkiego podawać na tacy, bo jeszcze uznałbyś to za zniewagę, ale są sposoby na bezpieczne przedostawanie na drugą stronę. Nie zliczę ile razy przechodziłem jezdnię i wciąż jestem w jednym kawałku. - bury mógłby poszerzyć swoje horyzonty, a nie tworzyć sztuczne granice świata.
Westchnął ciężko przed przejściem do kolejnego zagadnienia.
- Ehh, tak właśnie mi się wydawało. Szkoda, liczyłem na coś ciekawszego. - największa strata sezonu - Och, ale jestem skłonny uwierzyć, że jest sporo wariatów w okolicy, wiesz? - zupełnie przeleciało mu koło ucha, że prawdopodobnie w mniemaniu Płomienia był jednym z rzeczonych wariatów. Przecież byli przyjaciółmi... no, raczej udawali, a Orion rozgadał się wystarczająco by momentami zapominać, że to zwykła szopka. - Chociaż to po drugiej stronie bardziej, tam gdzie koniki mieszkają. Poznałem tam taką czarną kotkę. Ona to dopiero była specyficzna. - oriental wzdrygnął się aż na wspomnienie stanu ciemnofutrej.
Zaś co do kwiatków...
- Nie, oczywiście, że nie. Znaczy wiesz, byłem ciekawy czy wsadzone w ziemię rzeczywiście będą miały szansę na drugie życie, ale nie zamierzałem układać się z żadnymi wariatami.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Syn Czerwonego Pazura, jak to on, jest sceptycznie nastawiony do orionowych rewelacji. To żadna nowość, że koty przechodzą przez Grzmiącą Ścieżkę i żyją, ale grubą przesadą jest twierdzić, że to proste jak złapanie myszy, ścieżka to głupi straszak na kociaki, a tak w ogóle to głupie te klanowe koty, obawiają się potworów, a one by muchy nie skrzywdziły. No w porządku, do tak skrajnej beztroski Orion nie schodzi, to mu trzeba przyznać, tylko co z tego, skoro nadal to, co mówi, jest zwyczajnie nierealistyczne? Jaśniejący Płomień niejednokrotnie polował w pobliżu Grzmiącej Ścieżki i doprawdy, ciężko nie słyszeć huku przemykających na okrągło potworów. Widział je też z bliska: nie poruszały się w ciasnym rządku, jeden za drugim jak kaczka z kaczątkami, to się zgadza, natomiast o ciszę i spokój to tam trudno. Można próbować przejść, kiedy potworów na horyzoncie jest mniej. Z ryzykiem. Dużym ryzykiem. Gdyby chodziło wyłącznie o ich siłę pozwalającą zmieść kota z powierzchni ziemi w ułamek sekundy. Nie, prócz tego są szybkie, szybsze od najwprawniejszego łowcy i najbardziej zdeterminowanej w walce o życie piszczki razem wziętych. Nie można do tego podchodzić tak lekko, parskając z lekceważeniem na zagrożenie. Co on sobie wyobraża? Myśli sobie, że wszystkie rozumy pozjadał, bo mu się w życiu poszczęściło, czy po prostu plecie trzy po trzy, mając w rzeczywistości zerowe doświadczenie w przechodzeniu na drugą stronę? Ogon burego podryguje w poirytowaniu. Co za lekkoduch.
- Z przyjemnością posłucham o tych sposobach. Nie chciałbym dopuścić do siebie myśli, że możesz ściemniać - mówi ze zmartwieniem w głosie, otwierając z przejęcia uprzednio zmrużone oczy. - Potwory szybko biegają, a w tym smrodzie nie wyczujesz zawczasu, że się do ciebie zbliża. Aż ciężko uwierzyć, że masz sprawdzone metody, a nie jesteś zagorzałym fanem adrenaliny.
Łypie na samotnika spojrzeniem spod byka, po tym jak wraca do priorytetowego patrzenia sobie pod łapy, wraz z okazjonalnym rozglądaniem się na boki; od strony rzeki nic im nie grozi, ale od wichrowych terenów wciąż ktoś może ich przyuważyć. Nie zapominajmy też o drapieżnikach innych niż potwory.
- Och, specyficzna, mówisz? A czym to się objawiało? - podpytuje, tak jak należy to robić, gdy jest się kulturalnym słuchaczem. Przed oczami ma Ufo i Ofelię, naturalnie niepasujących do opisu. Zastanawiające, czy Orion zna tę dwójkę. Jeżeli nie, to wielka szkoda. Dogadaliby się.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell